Autotematyzm (kino mówiące o kinie) pozostaje jednym z najbardziej fascynujących zjawisk w światowej kinematografii. Wymaga od twórców nie tylko sprawności formalnej, ale też odwagi, by odsłonić proces tworzenia, własne obsesje i lęki. Tegoroczne Cannes przyniosło dwa wyjątkowo udane przykłady takiego spojrzenia: Sentimental Value Joachima Triera oraz Resurrection, najnowszy film Bi Gana który w swoim dziele w gruncie rzeczy odsłania przed widzem historię kina, od jego powstania aż po czasy dzisiejsze.
Sentimental Value (ocena: 9) zaczyna się głosu z offu, opisującego historię domu w Oslo, w którym rozgrywa się większa część akcji Sentimental Value. Ma to wszystko charakter baśni, ale szybko przekonujemy się, że z baśnią niewiele będzie to miało wspólnego. Wspomniany budynek odegrał ważną rolę w historii rodziny Borgów. Był świadkiem wielu szczęśliwych chwil kilku pokoleń familii, dzisiaj jednak kojarzy się głównie z bólem, stratą, nieprzepracowaną przeszłością i ranami, które wciąż się nie zabliźniły. Pretekstem do rodzinnego spotkania dwóch dorosłych córek z ojcem, uznanym reżyserem filmowym, staje się bolesna uroczystość, jaką jest pogrzeb Sissel – żony Gustava i matki Nory oraz Agnes. To czas, kiedy na wierzch wychodzą wzajemne pretensje oraz żale Nory sięgające rozstania rodziców przed laty. Na wszystko, co do tej pory zostało niewypowiedziane, powoli znajdują się odpowiednie słowa.
Grany przez Stellana Skarsgarda Gustav chce nakręcić film, w którym główną postać zagra właśnie jego córka – Nora. Będzie on próba naprawienia relacji rodzinnych. Tyle, że córka początkowo zagrać w nim nie chce, bo uważa, że nie jest nawet w stanie ze swoim ojcem rozmawiać. I właśnie relacja tej dwójki będzie kluczowym elementem tego filmu, a pod koniec będzie miała bardzo emocjonalny wydźwięk.
Poza emocjonalną głębią filmu, warta uwagi jest też forma. Surowe, ale bardzo zniuansowane zdjęcia Kaspra Tuxena i pełna melancholii muzyka autorstwa polskiej kompozytorki Hanii Rani. Niewiele w „Sentimental Value” jest scen, które pozwalają na złapanie oddechu , ale dobrze, że takie też się pojawiają. Nie dość, że pozwalają na chwilę rozładować atmosferę, to dają też do zrozumienia jakie jest zdanie Triera na temat rozwoju platform streamingowych i tiktokowego konsumowania mediów.

Resurrection (ocena: 8) to równie wspaniałe dzieło. Po wielu latach Bi Gan powraca do Cannes i zachwyca niemal wszystkich krytyków. Jest to piękna laurka dla całej historii kinematografii, od kina niemego, po ekspresjonizm, aż do teraźniejszości. Chiński twórca z charakterystyczną dla siebie poetycką precyzją snuje opowieść, która nie tyle odwołuje się do filmowych tradycji, ile prowadzi z nimi dialog. Resurrection jest świadomie zbudowane jak podróż przez kolejne epoki kina: zaczyna się obrazami stylizowanymi na wczesne filmy lat 20., z wyraźnie zaznaczonym ziarnem i statyczną kompozycją kadru, by następnie przechodzić przez pełne kontrastów i ekspresyjnego światłocienia sekwencje przywodzące na myśl niemieckie kino lat 30. Mamy tu też kino gatunkowe – neonoir.
Film zachwyca także formalną odwagą. Bi Gan łączy różne techniki — od czarno-białych inscenizacji, przez sekwencje kręcone w jednym ujęciu, aż po momenty półdokumentalne. Dzięki temu widz otrzymuje wrażenie oglądania nie tylko pojedynczej historii, ale wręcz eseju wizualnego o możliwościach kina.
Wychodząc z pamiętnego canneńskiego seansu wielu krytyków nie wiedziało co o tym dziele powiedzieć (jest to film, który warto zobaczyć parę razy ze względu na wielość kontekstów) ale głęboko w sercu wszyscy doskonale wiedzieli, że obcowali z czymś niezwykłym, z czymś transcedentnym.

