aby założyć posty i tematy.

Mank (2020)

Reżyseria: David Fincher

Scenariusz: Jack Fincher

Obsada: Gary Oldman, Amanda Seyfried, Lilly Collins, Tom Burke, Charles Dance

Opis: Herman J. Mankiewicz, z zawodu alkoholik i scenarzysta, próbuje ukończyć swoje przyszłe arcydzieło, które świat pozna jako "Obywatela Kane'a".

Premiera: 4 grudnia 2020 (Netflix)

Nie zapoznawałem się dokładnie z fabułą, ale z tego co czytałem, to jest w Manku dużo polityki i tego, co dzisiaj nazywamy fake newsami. 😉

Ciekawa sytuacja, dobry to film, ale jednocześnie spore rozczarowanie dla mnie. No, ale to wina moich sporych oczekiwań. Uwielbiam w większości filmy Finchera, Obywatela Kane'a i ogólnie kino tamtych lat. Znając jeszcze ciekawe kulisy powstawania dzieła Wellesa, liczyłem na wspaniały seans.

A, jak wspominałem, jest tylko dobrze. Bardzo doceniam klimatyczne zdjęcia i muzykę, które wspaniale imitują produkcje tamtej epoki. Bardzo dobry jest Gary Oldman (choć ewidentnie jest za stary do tej roli, a charakteryzacja tego nie ukryła) i Amanda Seyfried. Największym problemem Manka jest scenariusz i potraktowanie mocno po macoszemu wielu istotnych postaci. William Randolph Hearst, który był inspiracja dla postaci Kane'a ma może ze 2 sceny. Asystentka Manka, Rita Alexander, tak istotna przy pisaniu scenariusza, grająca ją Lily Collins nie ma za wiele do grania. I jeszcze Tom Burke (który swoją drogą nie dość, że jest bardzo podobny to jeszcze ma prawie identyczny głos) jako Orson Welles też widzimy go zbyt mało na ekranie, ale chociaż jego ostatnia scena z Mankiem naprawdę dobra. Oczywiście, można powiedzieć, że to film o Mankiewiczu, więc Fincher na nim się skupia. Tylko, że nie jest to stricte biografia, ale jej wycinek poświęcony pisaniu scenariusza, który został potraktowany dość wybiórczo, a i sama kontrowersja z udziałem Wellsa przy skrypcie dość wykastrowana. O samym Mankiewiczu też nie wszystko się dowiadujemy, jak chociażby kwestia jego alkoholizmu, czy przyczyny poparcia przez niego konkretnego kandydata w wyborach.

Taki jest to film, zasypuje cię wieloma postaciami i informacjami, które większość ludzi przyjmie ziewaniem, a to co najciekawsze zbyt słabo rozwinięte.

7/10

Marek Pilarski, Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
Marek PilarskiSzamanMierzwiak

Bardzo hermetyczne kino, raczej eksperyment i stylistyczne ćwiczenie (zdjęcia!!!) aniżeli takie prawdziwe, pełnokrwiste kino.

Postać Manka (nie jesten pod wrażenien roli Oldmana) jak i sama historia, przez większość metrażu niezbyt wciągająca i epizodyczna, mnie nie zainteresowały - ani tak istotne w drugiej połowie filmu tło polityczne, ani geneza scenariusza Obywatela Kane'a którego nie jestem fanem.

Z całego filmu, poza stroną techniczną, najbardziej podobała mi się świetna i wyrazista Amanda Seyfried.

Marek Pilarski and Szaman have reacted to this post.
Marek PilarskiSzaman

Wydaje mi się, że problemem jest tutaj złapanie wielu srok za ogon. Mank ma opowiadać o powstawaniu Obywatela Kane'a, o alkoholizmie, o Hollywood tamtych lat i jeszcze na dodatek udowodnić ponadczasowość pewnych problemów społecznych odnosząc się do manipulujących mediów, wzajemnego przerzucania sobie ziemniaka komunizmu/faszyzmu czy nagromadzenia kapitału w możnych rękach. Wszystko to miało pięknie i zgrabnie zazębiać się w finale i niby się zazębia, ale jest jak drożdżówka która niby wyszła, ale ma za mało sera. Jak barszczyk z uszkami który ładnie prezentuje się na wigilijnym stole, ale te uszka gdy się przyjrzysz są jakieś takie małe i pozbawione nadzienia.

Mank wydawał mi się dość sterylny, miałem wrażenie oglądania cyfrowego filmu przerobionego na czerń i biel, przez co mocno wybijające i jakieś takie wysilone były próby nałożenia zabrudzeń taśmy, czy ten w moim odczuciu nadużywany efekt przyciemniania kadru mający stylizować na dawne kino. Jednak najmocniej zaskoczyła mnie inna rzecz- mam wrażenie, że właściwie nie trzeba znać Obywatela Kane'a przed seansem. Nie wyłapałem smaczków, nawiązań montażowo-wizualnych, aluzji i tego typu rzeczy. Może dlatego, że moja pierwsza przygoda z filmem Wellesa miała miejsce kilka dni temu, a może dlatego, że Fincher chciał uniknąć takiej przesadnej adoracji do szacownego klasyka.

Szkoda, że tak mało tutaj Burke'a i Seyfried z ich bardzo dobrymi rolami, ale może w tym właśnie tkwi ich siła, nie popadają w anegdotyczny marazm jak postać Lilly Collins kręcąca się gdzieś po fabule. Przyjdą, rozświetlą, ożywią, pójdą. Role idealne pod nominacje, jednocześnie nie napisane tak aby koniecznie te nominacje dostać, bez jakichś spazmów, wybuchów gniewu, złości promieniującej na przyszłe pokolenia.

Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Oldman gra w tonacji Deppa z ostatnich 20 lat, na szczęście pozbawionej jego bełkotu. Można tam niby uwierzyć, że jego postać ma 40+, ale jednocześnie jest dość podtatusiały i zapuszczony co z miejsca pozycjonuje wszystkie relacje z kobietami w tym filmie jako mentorskie. A przecież jest tutaj słabość erotyczna do Amandy Seyfried, niestety przez tą różnicę wieku aktorów ledwo wygrana. W trakcie seansu zastanawiałem się jak wypadłby James McAvoy, odrobinę posiłkując się jego rolą z Brudu, trochę uznając, że ma on w sobie pewien nie do końca wykorzystany przez kino łotrzykowski urok potrzebny postaci Manka.

Mocno rzemieślnicza robota, ciężko się na to obrazić, ciężko pokochać. Nie jest to od razu taka laurka dla czasów dawnych jak Artysta czy Hugo, ale też ciężko mi uwierzyć, że podobnie jak one nie zostanie szybko zapomniana.

6/10

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
Cytat z Szaman data Grudzień 8, 2020, 22:33

Jednak najmocniej zaskoczyła mnie inna rzecz- mam wrażenie, że właściwie nie trzeba znać Obywatela Kane'a przed seansem. Nie wyłapałem smaczków, nawiązań montażowo-wizualnych, aluzji i tego typu rzeczy. Może dlatego, że moja pierwsza przygoda z filmem Wellesa miała miejsce kilka dni temu, a może dlatego, że Fincher chciał uniknąć takiej przesadnej adoracji do szacownego klasyka.

Największym zaskoczeniem dla mnie jest to, że ogólnie dałbym chyba tylko mocne 7/10, jednak chętnie zobaczyłbym go drugi raz, nawet już teraz, bo czuję, że tak jak przy The Social Network czy Benjaminie Buttonie - czyli jedynych filmach, za które Fincher był nominowany do Oscara za reżyserię - będę doceniał go z każdym kolejnym seansem coraz bardziej i wyciągał z niego coraz więcej.

Co do Obywatela Kane - myślę, że brak znajomości tego filmu może utrudnić odbiór niektórych wątków i scen, a nawet przesłania całości, i pomyślałem o tym podczas seansu, bo jednak jest tu bardzo dużo cytatów z i nawiązań do filmu Wellesa, które widzom mniej zafascynowanym historią, polityką czy Hollywood lat 30. może odebrać resztkę frajdy (o ile tam można to w ogóle nazwać) z oglądania tego filmu. Ja widziałem też dzisiaj po raz pierwszy Obywatela (bardziej podobał mi się niż Mank), i zauważyłem nawet, że kwestia z filmu Wellesa o dziewczynie w białej sukience w filmie Finchera została źle przetłumaczona na język polski (zamiast "nie było miesiąca, żebym o niej nie myślał" przetłumaczyli na "nie mogę przestać myśleć o niej od miesiąca", czy jakoś tak).

Wizualnie także nie do końca poczułem klimat dawnych filmów, ale myślę, że to kwestia tego, na czym ogląda się ten film. Ja oglądałem na dużym telewizorze, ale przed chwilą puściłem sobie na laptopie, i wygląda bardziej jak stary film i nie czuć już tak mocno cyfry. Ogólnie nie jestem do końca usatysfakcjonowany zdjęciami, które przez to, że są czarno-białe, są pozbawione nieco "wizualnego języka" Finchera. Może to kwestia operatora, z którym Fincher pracuje po raz pierwszy przy filmie, wcześniej chyba tylko przy Mindhunterze.

Ogólnie myślę, że problem z tym filmem jest taki, że jest on dość hermetyczny, tak jak chociażby zeszłoroczny Pewnego razu w Hollywood, choć w tym razem seans był dla mnie dużo mniej męczący niż w przypadku tamtego filmu, który uważam za bardzo osobistą laurkę Tarantino dla branży, którą sam karmi oraz przeniesienie na ekran swojej fascynacji kinem i filmami, która osiąga poziom fetyszyzacji i jest chyba głównie hollywoodzką baśnią i "sztuką dla sztuki'. Mank to być może passion project Finchera, który moim zdaniem jednak jest w swojej wymowie chyba raczej przeciwieństwem filmu Tarantino ze swoją demitologizacją dawnego Hollywood, pokazującą bardzo mocne powiązania polityczne, żądzę władzy i panowania nad umysłami ludzi, no i brud za uszami tych, którzy rządzą w branży filmowej, co dobrze koresponduje także z Obywatelem Kanem opowiadającym właśnie historię człowieka, którego to wszystko na dobrą sprawę niszczy. Z drugiej strony film Wellesa, czyli historia napisana przez Manka kontrastuje jakby z historią samego scenarzysty, który przez te kilka lat, gdy go śledzimy, doznaje swego rodzaju oświecenia i ugruntowuje się coraz mocniej w swoich przekonaniach.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Recenzja na Filmwebie jest bardzo długo, ale świetna: https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Mank-23510