Wczoraj z impetem wszedł do kin „Kler”. Film, który w krótkim czasie przeszedł drogę od spodziewanego hitu, do łamacza rekordów. To, co piszę, jest trochę na wyrost, w końcu weekend jeszcze trwa, ale wielu obserwatorów box office’u jest już pewnych rekordu otwarcia, a jeśli nie rekordu, to jednego z najlepszych wyników. Polskie kino jest na fali. W pierwszym półroczu prawie 30% biletów zostało sprzedanych na rodzime produkcje. Z kolei pięć najlepszych otwarć dla polskich filmów padło w ciągu ostatnich trzech lat. Jednak po roku ’89 i przemianach ustrojowych nie było tak wesoło. Ostatnio na naszych łamach wraz kolegą redakcyjnym Ernestem zaznajamiamy Was ze starszymi rocznikami box office’u (1990, 1991, 1992) . Można w nich zaobserwować, że polskie kino stanowiło, mówiąc bez przesady, margines. Owszem były „Psy” w ’92 – 400 tys. i „Psy 2” w ’94 – 685 tys, ogółem, ale w końcu piszę o rekordowych otwarciach. Na takie polskie kino musiało czekać aż do ’97 roku.

Filmem, który przełamał złą passę polskich filmów i ściągnął widzów do kina już w pierwszy weekend był „Kiler” Juliusza Machulskiego. W fotelach kinowych zasiadło 157 898 widzów. Był to oczywiście rekord otwarcia. Owszem, zagraniczne filmy w latach ’90 notowały otwarcia nawet powyżej 200 tys., ale polskie filmy były w defensywie. Jednak komedia z Cezarym Pazurą, która zgromadziła 2,2 mln widzów, odmieniła ten stan rzeczy, ale nie w sposób jaki byście się spodziewali. Nie zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu hitowe komedie. Reżyserzy sięgnęli za to po ekranizacje znanych książek czy też lektur, jeśli wolicie takie ujęcie sprawy. Na pierwszy ogień (nomen omen) poszło „Ogniem i Mieczem”. Nie można było zarzucić Jerzemu Hoffmanowi, że chciał zrobić skok na szkolną kasę. Planował przecież ukończyć trylogię Sienkiewicza już od dawna. Premiera miała miejsce 1,5 roku po „Kilerze”, w lutym ’99 roku. Tym razem rekord otwarcia został podwojony. Do kin przyszło (zaznaczę, że z własnej woli) 336 613 widzów. Było to już rekordowe otwarcie nie tylko dla polskich filmów. Jednak potem zaczęły się wycieczki szkolne, nie takie jak dzisiaj. Wtedy bowiem nikt się nie pytał ucznia, czy pójdzie do kina. Po prostu trzeba było przynieść 5zł i hop, lecimy do kina. Większości, choć jak się później okazywało, nie wszystkim, taki stan rzeczy nie przeszkadzał – w końcu nie trzeba było iść na lekcje. Jednak zanim sprawa wypłynęła, jeszcze kilka filmów zdążyło na tym skorzystać. Do tego dochodziły też wypady do kina z większych zakładów pracy, które miały nawet specjalny „fundusz socjalny”, dzięki któremu pracownik płacił jedynie za połowę biletu. Tymczasem „Ogniem i Mieczem”, które i tak zostało by dużym hitem, dzięki szkołom osiągnęło oszałamiający wynik 7 154 579 widzów.  Do dziś żaden film po 1989 roku nie zbliżył się do tego osiągnięcia, oprócz jednego. Film Hoffmana długo nie cieszył się rekordowym otwarciem, bo osiem miesięcy później do kin wszedł „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy, którego na otwarcie zobaczyło 424 895 widzów. Popularność epopei Mickiewicza i wycieczki szkolne przełożyły się na drugi wynik wszech czasów w polskich kinach po ’89 – 6 189 344 widzów.

Trend ten dał uczniom odpocząć w 2000 roku, aby powrócić ze zdwojoną siłą w latach 2001-2002. Wtedy do kin weszły takie ekranizacje lektur szkolnych jak „Przedwiośnie” Filipa Bajona (obecnie możemy oglądać jego najnowszy film, „Kamerdyner”), „W Pustyni i W Puszczy” Gavina Hooda, „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza czy „Zemstę” Andrzeja Wajdy.  Tylko dwa z nich utrzymały się w 20 najlepszych polskich otwarć do dziś. „W Pustyni i W Puszczy” zobaczyło na starcie niemal tylu widzów, co „Ogniem i Mieczem” – 321 868 (trzecie najlepsze otwarcie). Jednak nie przełożyło się to na równie imponujący wynik końcowy – 2 226 920. Drugim filmem, który dziś może się pochwalić trzynastym najlepszym otwarciem pośród polskich filmów, a wtedy czwartym jest „Quo Vadis”. We wrześniu 2001 roku jego pierwszy weekend wyświetlania przyciągnął 305 825 widzów. Jednak z wynikiem końcowym podążył śladami filmów z ’99  i zaraz za nimi zajmuje do dziś trzecie miejsce w historii, ze swoimi 4,3 mln sprzedanych biletów. Filmowi Kawalerowicza nie można było odmówić rozmachu, ale też wiele elementów jest wyśmiewanych do dziś. „Przedwiośnie” nie poradziło sobie tak dobrze. Może ma to związek z datą premiery, ponieważ pojawił się tylko trzy tygodnie wcześniej niż wspomniany film Gavina Hooda. Niemniej otwarcie 138 934 widzów, przełożyło się ostatecznie na 1 743 635 biletów. „Zemsta” sprzedała się podobnie, 141 239 na starcie i 1 971 471 wynik końcowy. Jednak przy premierze filmu Wajdy głośna była sprawa o zmuszaniu uczniów do wycieczek kinowych. Stąd też weszło postanowienie, że takie wyjścia muszą być dobrowolne. Od tego momentu reżyserzy już mniej chętnie sięgali po lektury, a kino polskie zaczęło obierać inny kierunek, aby przyciągnąć widza.

W 2004 zaatakowała polskie kina komedia romantyczna. Pierwszą jej inkarnacją był tytuł „Nigdy w Życiu”. Film był nakręcony bardziej w stylu amerykańskim, gdzie wszystko jest dość łatwe (budowa domu), przyjemne (nawet rozwód) i kolorowe.  Większość widzów kupiła taki styl i tłumnie zjawili się w kinach. W pierwszy weekend, na który przypadły Walentynki, film zobaczyło 231 961 widzów. Wtedy było to piąte otwarcie dla polskiej produkcji, teraz natomiast jest poza pierwszą 20. Dwa lata później ci sami twórcy zaprezentowali kolejną komedię, „Tylko Mnie Kochaj”, którą na otwarcie zobaczyło 214 067 widzów, a było to ówczesne szóste najlepsze otwarcie. Skończył jednak z trochę lepszym wynikiem końcowym, bo zdobył 1 669 638 widzów w porównaniu do 1 623 935 dla filmu z 2004 roku. Jednocześnie na Walentynki 2006 weszła do kin nieformalna kontynuacja „Nigdy w Życiu” z niemal całkowicie zmienioną obsadą pt. „Ja Wam Pokażę”. Początkowo widzowie dali się nabrać i wspomagany świętem zakochanych, film ten obejrzało na starcie 295 139 widzów, co pozwoliło mu się wspiąć na pozycję piątego najlepszego otwarcia dla rodzimej produkcji. Jenak po rewelacyjnym otwarciu ten jeden wielki „product placement” zobaczyło więcej widzów, niż na to zasługiwał, bo aż 1 179 533 widzów. Rok później widownia dała się porwać nie tylko komediom. Jednak pierwszym filmem z bardzo dobrym rezultatem w 2007, była rzekoma komedia, a tak naprawdę film o niczym, „Dlaczego Nie”. Stąd pewnie tytuł. Ktoś rzucił „nakręcimy film o niczym i zobaczymy jak się sprzeda?”. Producent odpowiedział: „Dlaczego nie”. No i udało się, twórcy „Nigdy w Życiu” i „Tylko Mnie Kochaj” osiągnęli sukces. Otwarcie 246 470 widzów dało im szósty rezultat po ’89, a swoich poprzedników zepchnął na pozycję 7 i 8. Jednak jakość filmu przełożyła się na krótszy żywot w kinach, co i tak oznaczało ostatecznie 1 152 693 widzów.

W lutym widzowie zapragnęli chyba odmiany i tłumnie poszli na film sensacyjny pt. „Świadek Koronny” z Pawłem Małaszyńskim w roli głównej. Historia tego tytułu jest o tyle ciekawa,  że tak naprawdę był to film telewizyjny, który zapoczątkował serial. Rzucono go jednak do kin, ale chyba sami producenci nie spodziewali się takiej odpowiedzi widzów, bowiem w kasach sprzedano aż 260 531 biletów podczas premierowego weekendu, więc „Dlaczego Nie” długo nie cieszyło się szóstym najlepszym otwarciem. Dziwi jednak decyzja, aby mimo ogromnej popularności, wycofać sensacyjny film z kina po kilku tygodniach, przez co nie zdołał on zebrać milionowej widowni – 959 697.  Tydzień po filmie telewizyjnym do kin wszedł „Ryś”, czyli bardzo długo wyczekiwana kontynuacja kultowego „Misia”. Po otwarciu rzędu 232 335 widzów (wtedy ósme najlepsze otwarcie) zapowiadał się wielki hit. Nie spotkał się on jednak z uznaniem widzów i musiał się zadowolić wynikiem końcowym na poziomie 808 966 osób. Niespełna miesiąc później pojawiła się komedia, tym razem nie romantyczna pt. „Testosteron”. Film duetu Konecki i Saramonowicz, którzy wcześniej dali się poznać filmem „Ciało”, z miejsca odniósł sukces. Na film wybrało się aż 255 040 widzów w pierwszy weekend i w tym wypadku widownia dopisywała znacznie dłużej – udało się ostatecznie zebrać 1 361 228 widzów. Dzięki temu otwarciu zepchnął „Dlaczego Nie” z pozycji 7.

Jesienią tego samego roku do kin powrócił Andrzej Wajda ze swoim filmem poruszającym ważny temat mordu katyńskiego na polskich oficerach, nazwanym po prostu „Katyń”. Film okazał się niebywałym sukcesem bijącym wynik otwarcia „Świadka Koronnego” z lutego i tym samym był to szósty najlepszy start dla polskiej produkcji – 265 310 widzów. Było to niespełna 10% wyniku końcowego – 2 770 313 widzów. Takiego rezultatu polski obraz nie zanotował od dawna i wyprzedzały go wtedy tylko, nieosiągalne do dzisiaj wyniki filmów „Ogniem i Mieczem”, „Pan Tadeusz” oraz „Quo Vadis”

W roku 2008 wielkimi sukcesami, przynajmniej na otwarciu, były tylko dwa filmy i znowu komedie. Konecki i Saramonowicz nie kazali widzom długo czekać  na swój kolejny obraz. Na początku lutego do kin wszedł film „Lejdis”. Z otwarciem na poziomie 302 384 widzów zepchnął „Ja Wam Pokażę” z piątej pozycji najlepszych otwarć, a sam wynik końcowy wygląda jakby szkoły były zaganiane do kin – 2 530 660 widzów. Wyglądało na to, że duet reżyserów znalazł złotą receptę dla polskich, niestety kolejne filmy tego nie potwierdziły. Niewiele gorszy start od „Lejdis” miała komedia romantyczna „Nie Kłam Kochanie” niecałe dwa miesiące później. Jednak 280 275 biletów (wtedy siódme najlepsze otwarcie) nie przełożyło się na równie rewelacyjny rezultat, choć oczywiście był on dobry – 1 400 287 widzów. Na kolejne wielkie otwarcie polskie kino pracowało prawie rok. Na początku marca 2009 do kin wszedł film muzyczny utrzymany w lekkich klimatach „Kochaj i Tańcz”. Otwarcie miał zaiste rewelacyjne. Był to pierwszy film polski, który pobił otwarcia „Ogniem i Mieczem” i „Quo Vadis” – 393 803 widzów.  Do rekordu „Pana Tadeusza” zabrakło tylko 31 tys. biletów. Jednak ten chaotyczny obraz nie potrafił dłużej utrzymać widowni, co też przełożyło się na wynik końcowy – 1 336 552. Był to rezultat słabszy od np. „Testosteronu”, który startował ze 140 tys. niższym wynikiem.

2010 rok nie przyniósł spektakularnych otwarć, jednak kilka warto odnotować, co nie oznacza, że same filmy są warte uwagi. Już w styczniu film Patryka Vegi „Ciacho” zebrał w pierwszy weekend 215 971 widzów. Miażdżące opinie nie pozwoliły mu jednak zebrać miliona widzów – 956 395. Był to ówczesny nr 13 na liście najlepszych otwarć. Na jesień pojawił się jedyny w tym roku polski film, który o raptem 2 tysiące widzów przekroczył milion. Natomiast jego otwarcie było wtedy dopiero na 16 miejscu – 195 615 widzów. Były to „Śluby Panieńskie” Filipa Bajona.

Rok 2011 przyniósł szereg bardzo dobrych otwarć. „Och Karol 2” w styczniu podbił kina z 266 567 widzów (ówczesny dziewiąty najlepszy wynik otwarcia), a skończył z 1 709 101 sprzedanych biletów. Na kolejne przeboje trzeba było czekać aż do jesieni. We wrześniu do kin weszła „1920. Bitwa Warszawska 3D”  Jerzego Hoffmana. 214 915 widzów dawało wtedy filmowi 15. najlepsze otwarcie, a sam film mimo złych opinii zdołał zebrać, zapewne za sprawą szkół, 1 521 180 widzów. Zaledwie dwa tygodnie później pojawił się nowy film Marka Koterskiego „Baby Są Jakieś Inne”, który zanotował najlepsze otwarcie dla tego reżysera, a jedenaste najlepsze dla polskich filmów. Pomimo niższego startu od „Och Karol 2” o zaledwie 3 tysiące – 263 727 widzów, nie zdołał przyciągnąć tak dużej widowni. Nie udało się nawet zdobyć miliona – 821 274. Przyczyny można szukać w krótkich odstępach między rodzimymi produkcjami. Tylko 3 tygodnie później pojawił się „Wyjazd Integracyjny”, który po fantastycznym otwarciu – 277 451 (9 najlepsze), nie potrafił utrzymać monumentalnej widowni – 927 356. Nic w tym dziwnego, skoro już po tygodniu premierę miały „Listy Do M.”. Film ten zanotował wtedy trzecie najlepsze otwarcie po ’89 – 341 540, a tematyka bożonarodzeniowa pozwoliła utrzymywać wysoką widownię do końca roku. Zebrał on ostatecznie 2 560 734 widzów i stał się piątą najchętniej oglądaną polską produkcją po 1989 roku. Jak się później okazało, nie była to ostatnia część, co jest przecież rzadkością w polskim kinie.

W 2012 roku było tylko jedno duże otwarcie, ale za to jakie. Film „Jesteś Bogiem” o grupie Paktofonika, która zmieniła oblicze polskiego hip-hopu, w weekend otwarcia zobaczyło aż 373 796 widzów. Wynik ten zepchnął z trzeciej pozycji najlepszych polskich otwarć „Listy Do M.” Ostatecznie film obejrzało prawie 1,5 mln kinomanów, a dokładnie 1 445 616 widzów.

Na kolejne duże otwarcia musieliśmy czekać prawie 1,5 roku.  Dopiero w styczniu 2014 roku film Wojciecha Smarzowskiego „Pod Mocnym Aniołem” obejrzało na otwarciu świetne 253 937 widzów, a wtedy było to dopiero 17. najlepsze otwarcie. Widać, że z upływem lat poprzeczka ustawia się naprawdę wysoko. Nie udało się zdobyć miliona w tym przypadku – 884 768. Dokonała tego za to produkcja startująca trzy tygodnie później, choć jej rezultat otwarcia nie jest tak okazały, choć nadal bardzo dobry. „Jack Strong” w pierwszy weekend miał 218 676 widzów (wtedy 22. otwarcie), a zakończył swój żywot na 1 180 010 sprzedanych biletów.  Oczko niżej, na pozycji 23. najlepszych otwarć ówcześnie – 216 478 widzów, znalazł się film, który do końca toczył rywalizację z „Hobbitem: Bitwą Pięciu Armii” (2 243 204 widzów) o numer jeden 2014 roku. I wygrał. Ten film to „Bogowie”, którego obejrzało 2 266 257 widzów.

W 2015 roku tylko dwa filmy miały otwarcia powyżej 200 tys. widzów. Pierwszym jest „Disco Polo”, który po bardzo dobrym otwarciu na poziomie 244 160 widzów (wtedy 19. najlepsze) mimo świetnego nie osiągnął miliona widzów (879 155). Za to inny film pobił w końcu szesnastoletni rekord należący do „Pana Tadeusza”. Tym filmem były „Listy Do M. 2”, które zebrały w pierwszy weekend prawie 600 tys. widzów, a dokładnie 588 418. Jako, że film był grany od czwartku to po niedzieli miał na koncie 656 367 widzów. Oprócz tego, że był to rekord otwarcia dla polskich filmów, było to też piąte najlepsze otwarcie ogółem. Przed nim były tylko „Pięćdziesiąt Twarzy Greya”, „Shrek Trzeci” oraz druga i trzecia część „Hobbita”. W tamtym roku polski film również stoczył batalię o pierwsze miejsce z „Gwiezdnymi Wojnami: Przebudzeniem Mocy”, tym razem przegraną. Film Abramsa zebrał 2 994 735 widzów, jednak film Dejczera nie miał dużo słabszego wyniku – 2 968 645 sprzedanych biletów.

Skracając tę wyliczankę, należy napisać, że ciągu ostatnich trzech lat, aż cztery filmy pobiły rezultat otwarcia „Listów Do M. 2”. To wyraźnie pokazuje, że ludzie chcą oglądać polskie filmy, abstrahując już od ich jakości. Dobra koniunktura dla kin, które od lat z każdym kolejnym rokiem odnotowują coraz większą sprzedaż biletów, doskonale się w to wpisuje. Jak długo ten zwyżkowy trend będzie się jeszcze utrzymywał? Po słabszym pierwszym półroczu, przyszło niezłe lato i bardzo dobry wrzesień, który może zakończyć rekordowym otwarciem nie tylko dla polskich produkcji, ale i ogólnie. Byłby to pierwszy raz od 1999, kiedy najlepszymi otwarciami legitymowały się kolejno „Ogniem i Mieczem” i „Pan Tadeusz”, aż do 2002 i pojawienia się „Władcy Pierścieni: Drużyny Pierścienia” – 442 901 widzów. Wszystko to daje nadzieję, że ten rok nadal może zakończyć się rekordowo, a sufit możliwości znajduje się dużo wyżej niż 57 mln widzów.

Obecnie najwyższym otwarciem dla polskich produkcji i czwartym ogólnie legitymuje się „Pitbull: Niebezpieczne Kobiety” Patryka Vegi, co zresztą możecie zobaczyć na liście poniżej. Są też na niej tytuły, które nie były zamieszczone w tekście. Jakie miejsce według was zajmie na tej liście „Kler”?

Lista zawiera otwarcia polskich filmów powyżej 200 tys. widzów.

1. Pitbull: Niebezpieczne Kobiety – 767 519 (2016)
2. Listy Do M. 3 – 736 812 (2017)
3. Botoks – 711 906 (2017)
4. Kobiety Mafii – 628 628 (2018)
5. Listy Do M. 2 – 588 418 (2015)
6. Pan Tadeusz – 424 895 (1999)
7. Kochaj i Tańcz – 393 803 (2009)
8. Jesteś Bogiem – 373 796 (2012)
9. Listy do M – 341 540 (2011)
10. Ogniem i Mieczem – 335 613 (1999)
11. W Pustyni i W Puszczy – 321 868 (2001)
12. Pitbull: Ostatni Pies – 314 087 (2018)
13. Quo Vadis – 305 825 (2001)
14. Ja Wam Pokażę – 295 139 (2007)
15. Lejdis – 302 384 (2008)
16. Nie Kłam Kochanie – 280 275 (2008)
17. Wyjazd Integracyjny – 277 451 (2011)
18. Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej – 267 922 (2017)
19. Och Karol 2 – 266 567 (2011)
20. Katyń – 265 310 (2007)
21. Baby Są Jakieś Inne – 263 727 (2011)
22. Świadek Koronny – 260 531 (2007)
23. Testosteron – 255 040 (2007)
24. Pod Mocnym Aniołem – 253 937 (2014)
25. Narzeczony Na Niby – 251 848 (2018)
26. Dlaczego Nie – 246 470 (2007)
27. Disco Polo – 244 160 (2015)
28. 7 Rzeczy, Których Nie wiecie o Facetach – 240 928 (2016)
29. Ryś – 232 335 (2007)
30. Nigdy w Życiu – 231 961 (2004)
31. Wołyń – 229 011 (2016)
32. Jack Strong – 218 676 (2014)
33. Bogowie – 216 478 (2014)
34. Ciacho – 215 971 (2010)
35. 1920. Bitwa Warszawska 3D – 214 915 (2011)
36. Tylko Mnie Kochaj – 214 067 (2006)
37. Pitbull: Nowe Porządki – 211 091 (2016)
38. Podatek Od Miłości – 210 437 (2018)
39. Planeta Singli – 202 812 (2016)

 

 

4 Comments on “„Kler”, a najlepsze otwarcia polskich filmów.”

  1. Mam pytanie o otwarcie filmu „Lejdis”.
    Strona PISF podaje inny wynik:
    https://www.pisf.pl/rynek-filmowy/box-office/table:box-office-01-03-02-2008

    Obecnie na wszystkich listach najlepszych otwarć widnieje taki wynik jak w tekście, ale z racji tego, że nie ma już w sieci żadnego oryginalnego źródła z wynikami z tego weekendu, nie daje mi spokoju ta rozbieżność. Niestety nie prowadziłem jeszcze wówczas szczegółowych statystyk, ale chodzi mi po głowie jakieś zamieszanie z uaktualnianiem wyniku otwarcia. Niestety pamięć już nie ta, nie wiem czy sobie czegoś nie zmyślam, a nawet jeśli coś tam kojarzę, to może chodzi o jakiś inny film. Ktoś może poratować jak to faktycznie było z tym rezultatem?

  2. Nie rozumie, „Kiler” miał rekord otwarcia czy nie ? „W fotelach kinowych zasiadło 157 898 widzów. Był to oczywiście rekord otwarcia. Owszem, zagraniczne filmy w latach ’90 notowały otwarcia nawet powyżej 200 tys.,”

    1. W pierwszym akapicie nadałem kontekst. Chodzi o polskie filmy i wtedy wynik Kilera, to był rekord w tej kategorii, z zagranicznymi wtedy polskie kino nie mogło się równać po przemianach ustrojowych w ’89. Kiler to zmienił..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.