Jeśli szukać jakichkolwiek pozytywów, jakie na rynku kinowym poczynił koronawirusowy sztorm, nieco na siłę powiedziałbym, że zrobiło się trochę więcej miejsca. W kinach jest oczywiście luźniej i to nie tylko dlatego, że obsługa zobowiązana jest usadzać nas w szachownicę. Sam po raz ostatni zasiadłem w kinowym fotelu 8 marca i od tamtej pory, choć raczyłem się filmami, przeżywałem wymuszony detoks od premier. Okoliczności sprawiają, że czerwcowe powroty następują raczej przy akompaniamencie niszowego kina (szczególnie europejskiego), nie zaś w oszałamiającym blasku hollywoodzkich blockbusterów.

„Siła ognia” to rozgrywająca się w hiszpańskiej Galicji propozycja Olivera Laxe’a. Francuski reżyser nieprzypadkowo obiera sobie za scenografię wietrzną i wilgotną prowincję na skraju Półwyspu Iberyjskiego, nijak nieprzystającą do powszechnego obrazu Hiszpanii rodem z reklam turystycznych. W centrum znajduje się Amador, zwolniony warunkowo podpalacz, powracający w rodzinne strony w oparach nieco kpiącego ostracyzmu.

Twitter

Niespieszna narracja czyni z natury faktycznego głównego bohatera tej opowieści. Jej imponująca monumentalność i siła drzemiąca w pozornej niezmienności przeciwstawiona jest pewnej przaśności zaniedbanych domostw i samochodów oraz prostolinijności ludzkich charakterów. Ostatecznie jest to historia o dwóch niszczycielskich żywiołach – ludzkim oraz naturalnym. I to ten pierwszy zdaje się wzbudzać znacznie większą niepewność, czy to pod postacią turystów, którzy mieliby kiedyś zawitać w te niedostępne rejony, czy też w niszczycielski sposób niszczącego wszystko na swej drodze buldożera. O tyle straszniejszego od pożaru, że na jego drodze nie może stanąć już nikt.

Wprowadzenie do tej historii każe oczekiwać przenikliwego portretu izolowanej społeczności, analizowanej w kontrze do będącego zarazem wewnątrz i na zewnątrz niej Amadora. Ambicje twórców sięgają jednak bardziej w kierunku uniwersalnego portretu relacji cywilizacji i natury przy użyciu skrajnych reprezentacji obu sił oraz łączącego ich wpływy Amadora. Przyznam jednak, że zabrakło mi nieco nadania charakteru pojedynczym postaciom drugiego planu, które zamiast tego występują jako nieco bezkształtna ‚Społeczność’. Ciekawie sportretowany główny bohater, będący jakby naraz eskapistą i stoikiem, traci przez brak zarysowania jakiegokolwiek kontrapunktu. Jego pogodzenie z losem odznacza się wprawdzie pozytywnie, przez brak silniejszego zderzenia z otoczeniem traci jednak na wymowie.

Cineuropa

Intymne kino naturalistyczne to oczywiście propozycja dla dość świadomych kinomanów. I jedną z tych rzeczy, które z pewnością można powiedzieć o „Sile ognia” jest to, że jej autor ma coś do powiedzenia. Specyfika formy nie jest jednak dla mnie wystarczającą odpowiedzią – brakuje mi tu nieco tego ‚filmowego mięsa’, które może i nie powinienem oczekiwać akurat w tej produkcji, ale na które było tu miejsce, tak w fabule, jak i w samej formie. Wyszło kino intrygujące i przykuwające wzrok, z ciekawymi wariantami interpretacyjnymi, ale i pozostawiające wiele niedosytu.

3/6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.