aby założyć posty i tematy.

DC Universe

Page 1 of 101Next

Temat o filmach i serialach w ramach uniwersum DC.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

https://comicbookmovie.com/dc_films/dc-studios-bosses-are-mapping-out-an-8-10-year-plan-for-new-dcu-with-one-great-overarching-story-a197792#gs.hvp2z0

Dużo PRowego gadania i frazesów. Póki co nie traktuję tych newsów poważnie dopóki nie ogłoszą konkretnych tytułów, a i tak wszystko będzie zależeć od tego jak poradzą sobie w BO.

Obejrzałem Black Adama. Zgodnie z oczekiwaniami - to nie był dobry film.

Zacznę od tego, że jest zrzynką ze wszystkiego. Najpierw trochę 300, potem Lara Croft: Tomb Raider, później na zmianę trochę X-Menów, trochę z innej części X-Menów, scena kopiuj/wklej z Superman Returns i... jeszcze trochę X-Menów. Pojawia się tu nawet pokolorowana wersja Storm, Ant-Man w masce Deadpoola i DC-owa wersja Doktora Strange'a. W finale następuje (szoker!) walka z CGI-monstrosity (jak w co najmniej pięciu poprzednich filmach DCU), bitwa przeciw faceless-army i w końcu zakończenie, w którym Adam już ma powiedzieć wiadomą frazę, ale następuje cięcie na tytuł, jak chociażby w Fant4stic Josha Tranka i Czasie Ultrona. Zero własnych pomysłów, zero oryginalności, same klisze. Gdyby ktoś mi powiedział, że to nie człowiek, a sztuczna inteligencja przez którą przepuszczono setkę dotychczas powstałych filmów superbohaterkich napisała scenariusz, uwierzyłbym. Ilość ekspozycji w dialogach to pikuś w porównaniu z wypowiedzeniem nazwy "Kahndaq" (ktoś był w stanie policzyć ile razy padła? Myślę że z setkę).

Okropny scenariusz swoją drogą, ale najgorszy ponownie jest worldbuilding, czyli powtórka z BvS i pierwszego sezonu Peacemakera. Pewien chłopak czyta w tym filmie komiksy o Wonder Woman - okej, ale w tym świecie nikt nigdy nie nazywa w ten sposób postaci granej przez Gal Gadot (tylko w niekanonicznym SnyderCut). Czemu jest tutaj "Wonder Woman"? Bo w naszym świecie jest i twórcy uznają, że w takim razie tam też. Chłopak pyta Adama czy jest szybszy od Flasha - jakiego "Flasha"? Postać Ezry Millera w filmowych świecie DC do czasu JL tylko "popychała ludzi i uciekała z miejsca zdarzenia". Poza starciem ze Steppenwolfem na jakimś zadupiu w Rosji nigdy nie ratował świata, żaden cywil go jeszcze nie widział, a nazwę "Flash" wymyślił sobie w crossoverze z serialami CW i nie wiemy czy nawet jego znajomi superbohaterowie tak go nazywają, a co dopiero zwykli ludzie. Skąd wiedzą, że taki bohater istnieje i jaki nosi pseudonim - odp. bo w naszym świecie go znamy. Kim jest drużyna Justice Society? Nie uważam że aby wprowadzić grupę bohaterów trzeba robić im solowe filmy (jak w MCU) czego najlepszym przykładem są chociażby X-Men Bryana Singera. Tylko że w X-Men jasno wyjaśniono skąd cudowne zdolności u części populacji naszej planety, kim jest tytułowa drużyna, w jaki sposób i w jakim celu powstała. Tyle. Kiedy i jak powstało "Stowarzyszenie Sprawiedliwości"? Nie wiem. Kim jest ten Jastrząb, skąd ma zamek z sci-bazą pod boiskiem do koszykówki i skąd ma swoje moce? Nie wiem. Kim jest podróbka Storm i skąd ma swoje zdolności? Nie wiem. Kim Jest Dr. Fate i jakie ma konkretnie zdolności / skąd je zdobył? Nie wiem. Kim jest Atom Smasher(?) i skąd ma swoje zdolności? Nie wiem. W 2016 roku DC wprowadziło nazwę "meta-ludzi" (dzięki, Zack! :P) i uznali, że skoro są tacy ludzie na Ziemi, to mogą tworzyć swój świat dokładnie jak X-Menów, choć nie uzasadnili skąd są, dlaczego tutaj są i na jakiej zasadzie funkcjonują w naszym świecie. Są i już. Jak chcesz widzu wiedzieć więcej to przeczytaj jakiś z miliona komiksów wydanych przez nasze wydawnictwo w ciągu ostatnich 90-lat. Nie klei się to ani z pozostałymi filmami świata DC, ani nie jest dobrze napisana w tym konkretnym filmie. Współczuję widzom, dla których to był pierwszy kontakt z serią DCU, bo sądzę że niewiele zrozumieli (ja jak widać też).

Najgorszym pod tym względem elementem jest postać Amandy Weller. Viola Davis pewnie ma $poko kontrakt by występować w kolejnych produkcjach DC, a Warner pragnie jej Oscarową twarzą spinać swój świat w jedną całość, ale kompletnie im to nie wychodzi. W obu Suicide Squad jest agentką rządową, która tworzy swoją jednostkę z cudacznych przestępców (tyle), by w Peacemakerze okazać się osobą posiadającą numer alarmowy do Justice League (zresztą, jakiego "Justice League"? Nigdy w tym świecie nie nazwano tak drużyny i poza jedną bójką ze Steppenwolfem na zadupiu w Rosji nawet nie wiemy czy dalej funkcjonowała!), a tutaj okazuje się w ogóle bogiem, który ma wiedzę absolutną o wszystkim, dowodzi Justice Society, Supermanem, a na biegunie ma gigantyczne, tajne więzienie pod wodą. Jak już wspomniałem o tym więzieniu - co to za niezniszczalne samoloty i fruwające motory? W Black Adamie technologia na Ziemi wygląda jakby pochodziła z Gwiezdnych wojen. Superman po śmierci ojca podróżował po planecie próbując dowiedzieć się kim jest i skąd pochodzi (Man of Steel) i nic nie znalazł, a tutaj świat wygląda jak jakiś sci-fi XXII wiek. Jakby spojrzeć na filmy trzeciej fazy MCU, a potem na pierwszego Iron Mana to też dostrzeże się przepaść dzielącą świat przedstawiony, ale Marvel wprowadzał swoich bohaterów, ich światy oraz wpływ na nasz/ naszą technologię powoli, produkcja po produkcji, rok po roku. DC nie zrobiło w tej kwestii nic. Okazuje się, że cywile znają Ligę Sprawiedliwości, znają Wonder Woman, Flasha, Aquamana, Batmana, Superman, są ich fanami, a w świecie jest pełno tajnych baz i statków kosmicznych, a wszystko to ponieważ... nie wiem, najwyraźniej najciekawsze zdarzyło się pomiędzy filmami DCU, bo na pewno nie w nich. Ew. odpowiedź B - ponieważ tak było w komiksach, więc przeczytajcie komiksy to zrozumiecie... ::)

Całość trwa tylko 125 minut, ale na pół godziny przed końcem i tak zerkałem już na zegarek. Zabójcze tempo, bardzo dużo akcji, tylko co z tego skoro przez większość czasu są to pojedynki "meta-ludzi", którzy nie mogą zrobić sobie krzywdy i nie wiem jakie konkretnie mają zdolności. Tłuką się dwie, a czasami nawet pięć komputerowych kukiełek, z tym że nie ma to żadnego ładunku emocjonalnego, żadnej wagi, żadnego napięcia. Jaume Collet-Serra to nie nowicjusz, więc sceny akcji są sprawnie zrealizowane, wizualnie jest to atrakcyjniejszy film od połowy produkcji konkurencji, ale i tak zaskoczyło mnie jak często wykłada się na najprostszych zagrywkach. Np. Adam widzi finał Dobrego, złego i brzydkiego w telewizji - okej, to oczywisty foreshadowing, pewnie sam stoczy podobne starcie w filmie. No i toczy, ale już 10 minut później! Za szybko, przez co scena ta nie robi wrażenia jakie robiłaby gdyby odnosiła się do czegoś, czego nie widzieliśmy "dopiero co". O wiele lepiej pod tym względem wypada budowany przez cały film gag z catchphrase głównego bohatera.

Da się przez to przemęczyć i pewnie czerpać jakąś przyjemność, bo i dużo się dzieje, i jest trochę humoru (ze dwa razy się zaśmiałem) i nawet tytułowy antybohater ma jakąś historię (choć wszelkie twisty są mega-przewidywalne), ale patrząc szerzej - to bardzo zły film. Scenariusz, reżysera, wykonanie, postacie - nic tu nie wyszło, chyba że patrzymy na to dzieło przez pryzmat znajomości aktorów i historii komiksowych. Ale chyba nie tak to powinno wyglądać, prawda? Największe plusy Czarnego Adama? Powrót Cavilla do roli Supermana i to, że BvS nie wypada już tak źle, kiedy zestawi się go z tym filmem... :P

 

Podpisuję się, jak już to raz napisałem: kijowy film, który dość dobrze się ogląda. Z największych plusów dodałbym muzykę i motyw przewodni oraz Pierce Brosnan.

Muzyka była generyczna, nie pamiętam z niej nic.

Pierce Brosnan to sympatyczny i charyzmatyczny aktor, ale tutaj nie miał nic od zagrania, a o Doktorze Fejcie nie wiem nic poza tym, że gra go Pierce Brosnan. W wiadomej scenie nie wiem czy miałem coś poczuć, ale nie poczułem nic. Sympatia do aktora =/= więź z postacią, z czego w Warnerze chyba nie zdają sobie sprawy (to samo było w Diunie z Momoą).

Co było nie tak z Momoa i Idaho?

Cytat z Juby data listopad 23, 2022, 11:25

Muzyka była generyczna, nie pamiętam z niej nic.

Pierce Brosnan to sympatyczny i charyzmatyczny aktor, ale tutaj nie miał nic od zagrania, a o Doktorze Fejcie nie wiem nic poza tym, że gra go Pierce Brosnan. W wiadomej scenie nie wiem czy miałem coś poczuć, ale nie poczułem nic. Sympatia do aktora =/= więź z postacią, z czego w Warnerze chyba nie zdają sobie sprawy (to samo było w Diunie z Momoą).

Motyw przewodni całkiem fajne połączenie typowej orkiestrówki, chórów i nowoczesnego brzmienia. Brosnan rzeczywiście nie miał wiele do zagrania, ale charyzmą i doświadczeniem i tak przyćmił resztę.

Cytat z Kuba data listopad 23, 2022, 11:53

Co było nie tak z Momoa i Idaho?

To, co z prawie każdą postacią w tym filmie (poza głównym bohaterem i jego matką, którzy są jacyś i niejednowymiarowi), nawet nie pamiętałem jak się nazywał. Młodszy brat twierdził, że scena jego śmierci jest poruszająca jak Boromira w LotR, a mnie tyle to obchodziło, że podczas oglądania musiałem wyglądać tak:

Okej a co ma do tego Warner jako taki i czemu uważasz, że przykład Diuny jest potwierdzeniem tego, że oni czegoś tam nie rozumieją? To nie tak przecież, że Diuna była wykalkulowanym tasmowym produktem od DC czy czymś gdzie decyzje castingowe podejmowali decydenci, na poziomie kreatywnym to nawet nie jest film Warnera.

Oczywiście to jedna kwestią a inną zupełnie pozostaje sam sens porównania filmu czysto rozrywkowego, opartego jednak w teorii o postaci (jak każda produkcja superbohaterska i generalnie uniwersa komiksowe) z filmem gdzie ci bohaterowie nie są aż tak bardzo istotni a Idaho w 1 części spełnia konkretną funkcje i musi być jaki jest, ze względu na to co sie dzieje w dalszych tomach.

A problem myślenia, że casting lubianego aktora rozwiąze problem związania postaci z widzem nie charakteryzuje jedynie produkcji DC bo to przecież problem stary jak świat i dotyczący generalnie całego kina blockbusterowego-rozrywkowego. Jeszcze lepiej jest to widoczne po "ciemnej stronie mocy" gdzie Marvel od lat jest przekonany, że obsadzenie charyzmatycznego, charakterystycznego odtwórcy roli antagonisty wystarczy by zbudować konflikt i atmosferę niepokoju, zagrożenia. Robili tak z Mikkelsenem, Weavingiem, Robertem Redfordem, Lee Pace'em, Eccelstonem i wieloma innymi.

Powiedziałbym wręcz, że skoro już planujemy uogólniać tendencje do całego studia to warnerowskie produkcje stawiają na to nieco rzadziej, tutaj powodem jest głównie to, że Warner od lat miał wieksze szczęście do pracy z po prostu odważniejszymi filmowcami. Black Adama nie widziałem i dopóki nie będzie go na HBO to nie zobaczę, ale strzelam w ciemno, że kompletnie nie gryzłby się pod wieloma względami z uniwersami MCU czy Sony.

Cytat z Kuba data listopad 23, 2022, 22:39

Robili tak z Mikkelsenem, Weavingiem, Robertem Redfordem, Lee Pace'em, Eccelstonem i wieloma innymi.

Z Redfordem akurat im wyszło. Just sayin'

Redford nie grał zresztą typowego czarnego charakteru więc to dość chybiony na tle reszty przykład.

Nie mówię, że nie. Mikkelsen też mógł wypaść gorzej.

Czekałem na Menu, mam Unlimited to obejrzałem.

 

Dawno się tak nie ubawiłem, siedząc na tej sali sam. Niezwykły film który cały zdaje się być wręcz oczywista parodią kina superbohaterskiego (i to taka na poziomie filmów na YT) tylko z jakiegoś powodu traktuje siebie zupełnie na poważnie, niwecząc przy tym cały potencjał i niszcząc każdy materiał. W sferze wizualnej próbuje być odważny, pomysłowy a wychodzi nieogladalna papka która sugeruje cinematic do którejś z odsłon Herołsów.

Pierce Brosnan jest fajny, stara się, nie zgadzam się, że tylko tutaj jest. Inna sprawa, że scenariusz mu nie pomaga. Aldis jest fantastycznym aktorem, idealnym do roli Hawkmana. Tutaj jest jednak fatalny, winny jest jednak głównie znowu skrypt oraz to jak źle jest prowadzona ta postać. Ogólnie spodobała mi się dzieciarnia. Nie dlatego, że są postaciami (nie są) czy mają dobre watki (Cyclone jest bezużyteczna). Są jednak żywiołowi i aktorzy chyba dobrze się bawili na planie, wnoszą energię i fajnie się ich oglądało, również razem. Nie obrazę się na powrót JSA o ile darują sobie metaforę z wojskami USA.

Rock jest oczywiście tragiczny a i tak lepszy od fatalnych aktorów z Bliskiego Wschodu.

 

Reszty komentować mi się nie chce. Za to faktycznie world building, zwłaszcza w kontekście reszty projektów uniwersum, jest fascynujący.

Śmieszny koleś.

https://twitter.com/TheRock/status/1594396086302539776?s=20&t=RncMBOG6oO0TZRDG3-1eVA

Ależ on jest zdesperowany na ten kawałek tortu przy którym nie będzie musiał nakładać beżowej koszuli. A Jumanji leży i czeka.

Gunn potwierdził, że na DCU złożą się połączone, kanoniczne filmy, seriale i animacje - kinowe i telewizyjne, 2D i 3D. Oraz gry.

@kuba

Całkowicie pominąłeś właściwą treść wypowiedzi Gunna:

But all our initial focus is on the story going forward, hammering out the new DCU, & telling the Biggest Story Ever Told across multiple films, television shows, & animated projects.

Szczerze? Nie wyobrażam sobie bardziej zniechęcającej wypowiedzi, ja zresztą wcale nie zazdroszczę mu tej pracy. Myślę że potrzeba nie lada energii, entuzjazmu i pasji by podjąć się tak nieciekawego zadania jak powtórzenie / odtworzenie sukcesu Marvela 🙂

I nic, nic zupełnie nie powiedziały im sukcesy artystyczne i kasowe Batmana i Jokera. Mogliby być sobą, mogliby się odróżniać. Szkoda.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
Cytat z Mierzwiak data listopad 29, 2022, 09:53

@kuba

Całkowicie pominąłeś właściwą treść wypowiedzi Gunna:

But all our initial focus is on the story going forward, hammering out the new DCU, & telling the Biggest Story Ever Told across multiple films, television shows, & animated projects.

Szczerze? Nie wyobrażam sobie bardziej zniechęcającej wypowiedzi, ja zresztą wcale nie zazdroszczę mu tej pracy. Myślę że potrzeba nie lada energii, entuzjazmu i pasji by podjąć się tak nieciekawego zadania jak powtórzenie / odtworzenie sukcesu Marvela 🙂

Fakt, nie widziałem 😛

 

Page 1 of 101Next