aby założyć posty i tematy.

Predator

PreviousPage 7 of 7

Każdy ranking filmów z Predatorem, który na szczycie nie stawia oryginału, a na drugim miejscu dwójki z 1990 roku, można pognieść i wyrzucić do kosza. P1 > P2 > reszta, i nie ma o czym dyskutować, to są twarde fakty.

Janko, Szaman and robgordon have reacted to this post.
JankoSzamanrobgordon

Predator: Badlands

Nie jest to zły film, ba jako taka generyczna przygodówka daje radę. Problem w tym, że nazywa się to Predator i nie ma wiele wspólnego z klimatem serii (no chyba, że z filmem Blacka).

Nie zaczyna się źle, pierwsze paręnaście minut na ojczystej planecie Predów jest dobre, może podobać się sporo dialogów w ich języku, walki i brutalność (PG-13 tu nie przeszkadza, mimo braku ludzi i tak lata trochę kończyn i głów). Premierowe minuty na obcej planecie też mają swój klimat, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, a następuje to bardzo szybko. Mianowicie w raz ze spotkaniem androida granej przez Elle Fanning. Zachowuje się ona jak rozgadana i rozemocjonowana nastolatka, co chyba ma nas rozśmieszyć, ale mnie chociażby prędzej zdenerwowało. Tym bardziej jest to dziwne, że pozostałe syntetyki (w tym jej siostrzany) to takie typowe zimne, praktycznie pozbawione uczuć maszyny. Według mnie lepszy duet i kontrast byłby między takim wybuchowym Predatorem a zimnym androidem, ale co ja tam wiem.

Czarę goryczy przelewa pojawienie się niedługo później słodziutkiego stworka, który staje się mimo wolnym kompanem naszej wesołej pary. To jest chyba koronny przykład na disneizację tej marki. Jakby postawić ten film obok pierwszego z serii, to za cholerę bym nie powiedział, że mają coś wspólnego. Kurde nawet ten krytykowany przeze mnie Prey bardziej zasługuje na miano bycia częścią tej serii.

Predator: Badlands

Sympatyczny film o sympatycznym, chociaż mrukliwym Predatorze. Jeśli u kogoś to zdanie powoduje palpitacje serca, to niech lepiej zostanie w domu, bo jest potrzebny na Święta. Duet któremu kibicowałem całym sercem (przecudowna Fanning jako C-3PO!) i który chcę zobaczyć ponownie. Może już bez tego zbyt familijnego stworka, który im towarzyszył.

PG-13 zupełnie mi nie przeszkadzało, bo fucki mi potrzebne u Tarantino, a na różne kolory krwawią tutaj Predatory (nigdy nie zapamiętam nazwy tej rasy!), syntetyki i kosmiczne stwory. To już bardziej PG-13 był komicznie wyglądający niebieski Frankenstein u Del Toro z piękną buźką Elordiego niż ten film.

Nie wierzę, że nakręcił to ten gość od niemrawego, nudnawego Prey. Rzeczywiście, jest tutaj trochę Blacka, trochę żarciochów, prawie pada nawet ten z twoją starą, ale zupełnie nieoczekiwanie jest to film na którym bawiłem się najlepiej w całym 2025 roku. Jakby zrobił to Wielki Pan Del Toro, a nie jakiś tam rzemieślnik, to by wszyscy sikali po nogach przy tym co odstawia się w finale.

7/10

 

Z jednej strony nie było to złe i oglądało się spoko (w większości niezłe tempo), z drugiej strony mój organizm to po prostu odrzuca. Cała ta próba zbudowania świata, mitologii i relacji między różnymi klamami Yahoo czy jak oni się tam zwą, w duecie z tą animacją z Disney+, jest dla mnie tak wybitnie nieciekawa i męcząca, że nie jestem w stanie się tym zainteresować. Nie obchodzą mnie ich rytuały, toksyczni tatuśkowie i rywalizacje z bratem. Tym bardziej nie interesuje mnie, pochodząca prosto z generatora Marvela, utworzona na końcu filmu drużyna, która będzie musiała zmierzyć się z jeszcze większymi problemami. To w ogóle nie jest dokładnie to samo zakończenie, co w tamtej animacji? Naprawdę ta papka zlewa mi się już w jedno.

Dostarczający generycznej rozrywki (Fanning jest świetna w obu wydaniach), okropny wizualnie korpoprodukt.

A to mnie też w sumie nie obchodziło. Podobała mi się chemia między Yahoo, a Fanning i świetna rola siostry Dakoty. Z drugiej strony całe "Predator musi udowodnić swoją wartość innym Predatorom" wprowadzał już chyba film z Gloverem, na pewno korzystał z tego AvP już 20 lat temu, więc tak bardzo nie raziło mnie to jako korpo pomysł Disneya.

Chociaż z tym "bawiłem się najlepiej w całym 2025" to nieźle odleciałem 🙂 Ale to przez tempo, mnie męczą coraz bardziej te 150-minutowe superprodukcje w których każda scena akcji wlecze się 15 minut.

Nie chodzi mi już nawet o to, że obrażam się na kontynuowanie świętości jaką jest oryginalny Predator, bo pierwszy błąd w tej kwestii popełniono w 1990 roku więc nie ma się co o to spinać 35 lat i tyle kontynuacji później. Irytuje mnie jednak to, że nie możemy dostać kolejnej samodzielnej produkcji i zamkniętej historii, nie, musi być budowanie uniwersum (tu dodatkowo skrzyżowane, ponownie, ze światem Obcego) i zakończenie sugerujące ciąg dalszy, i nikt nawet się nie przejmuje, czy takowy w ogóle nastąpi, czy nie.

PS. Jak zepsuć prawdziwe ujęcia plenerowe z drona / helikoptera? Wkleić na nie idącego Predatora, którego animacja nie odbiega wcale od ludków które w 1997 roku chodziły po pokładzie makiety Titanica.

Za serializację kina bardziej "dziękuję" widzom, niż dyrektorom. Przynajmniej z tego, co rozglądam się po internecie. Przyzwyczajenie z bing watchingu nakazuje rozciągać wielkie produkcje do 2 godz 30 minut, każda ekranizacja fantastyki skutkuje litanią próśb o wzięte z kanonu postacie, easter eggi, lub wydarzenia, a obietnica przed napisami końcowymi przyciąga bardziej, niż powrót znanych bohaterów, który kiedyś wystarczył dla sequela.

No to kręcą pod to, co wyczytają w najpotężniejszym ośrodku badawczym na świecie- internecie.

To jest błędne koło, bo tak jak piszesz widownia chce tego, na co później narzeka. A może po prostu narzeka, bo nie dostała tego, czego chciała tylko upośledzony substytut tego? Wszyscy chcieliśmy powrotu Hana, Luke'a i Lei, ale nie takiego. Wszyscy chcieliśmy wrócić do Śródziemia, ale nie tak. I tak dalej, i tak dalej... Dyrektorzy słyszą, ale nie słuchają.

Ja już naprawdę sam nie wiem. Być może internet jest właśnie tragicznym narzędziem, a tylko tradycyjna, staranna selekcja grupy fokusowej ma sens. Tylko, że wszyscy zachłysnęli się głosem ludu, bo zobaczyli w tym pieniądze i miotają się od ściany do ściany.

Czyli selekcja polegająca na przykład na teście wiedzy na temat Śródziemia i odległej Galaktyki, a nie płci, kolorze włosów i przekonaniach. Może takie osoby zaznajomione z tematem miałyby więcej do zaproponowania. Podobno kiedyś Lucasfilm miał tak wyselekcjonowaną grupę, której płacono za pilnowanie spójności kanonu, no ale kanon wyrzucono do śmieci. Ich pewnie też, jeśli w ogóle istnieli.

Cytat z Szaman data listopad 23, 2025, 16:56

Czyli selekcja polegająca na przykład na teście wiedzy na temat Śródziemia i odległej Galaktyki, a nie płci, kolorze włosów i przekonaniach. Może takie osoby zaznajomione z tematem miałyby więcej do zaproponowania.

James Gunn jest jak najbardziej zaznajomiony z tematem a chyba nie za bardzo chce nam się już rozmawiać o jego pomyśle na nowe DC 😉

Za celne 🙂

Ale kiedyś mnie olśni z lepszym pomysłem 🙂

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
Cytat z Szaman data listopad 23, 2025, 16:27

Chociaż z tym "bawiłem się najlepiej w całym 2025" to nieźle odleciałem 🙂 Ale to przez tempo, mnie męczą coraz bardziej te 150-minutowe superprodukcje w których każda scena akcji wlecze się 15 minut.

Rozgrzeszony, przyznaje że zatkało mnie po tym co napisałeś, ale spoko każdy ma chwilę słabości.

A serio, już mnie mało to obchodzi czy powstaną kolejne części czy nie. Obejrzę, ale na nic specjalnie dobrego nie liczę.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

🙂

Siła kadrowania, bo na filmie on wydaje się zdecydowanie większy, a ona mniejsza, nawet pamiętając o nogach.

PreviousPage 7 of 7