aby założyć posty i tematy.

TENET

Page 1 of 2Next

Mierzwiak prosił, żeby jakoś przenieść nasze dyskusje na temat tego filmu z bloga tutaj, żeby mógł się do nich odnieść za kilka miesięcy, ale nie wiem, czy to wypali, bo chyba trzeba byłoby przenieść wszystkie komentarze po kolei, ale nie chciałbym też wklejać tutaj wypowiedzi innych jako ja. Jakiś pomysł, jak to rozwiązać? Bo moje przemyślenia w najbardziej spójnej, przemyślanej i poprawnej językowo (mam nadzieję) wersji są w recenzji na stronie:

http://boxoffice-bozg.pl/przerwana-lekcja-fizyki-recenzja-filmu-tenet/

No, ale dyskusje na blogu były dobre, trzeba przyznać. 😛

Nie mam pomysłu, ale skopiuję chociaż swoją opinię napisaną po seansie.

Cały, niesamowicie przekombinowany balonik okazuje się napompowany tylko po to co widziałem już w kilku innych filmach o podróżach w czasie. Obecny w trzecim akcie MacGuffin jest zupełnie nieinteresujący, tak mętnie podany, że nie czułem absolutnie żadnych emocji. Autentycznie był mi ten finał całkowicie obojętny i nie poczułem żadnego ciężaru wydarzeń, żadnego zaciekawienia, żadnego napięcia i ochłonięcia z emocji gdy już się zakończyły.

To czym Tenet mógłby naprawdę się wyróżniać jest potraktowane zupełnie po macoszemu, wspomniany MacGuffin i zasady podróżowania w czasie są wyjaśnione zupełnie na odwal się, nie mam zielonego pojęcia na jakiej zasadzie działa tutejszy wehikuł. Widać w tym zamierzoną pozę autora który chciał wyraźnie wyróżniać się na tle celebracji tego typu maszyn w historii kinematografii, ale mnie to zupełnie nie ujęło. Pozostaje zatem trzeci akt w którym okazuje się, że ten zakochany w sobie bełkot prowadził do tego co zwykle. Można się rozejść, albo cofnąć jeśli ktoś woli.

Strona wizualna bardzo rozczarowuje, wszystkie te efekty specjalne sprawiają wrażenie prostego przewijania taśmy, lub zabaw z montażem klatek. Wszystkie wydają się znajdować w zasięgu amerykańskiej telewizji publicznej. Teraz zastanawiam się jakim odjazdem byłby ten film gdyby powstał w epoce matriksowskiej. No dobra, może wyszłoby z tego jakieś "Tylko jeden" ze Stathamem i Li, no to może w rękach jakiegoś twórcy który bierze się za zakrzywianie rzeczywistości bez świętej przysięgi o własnej wersji minimalizmu.

Trzeci raz z rzędu męczyłem się na filmie Nolana. 5/10

Dobra, to swoje przemyślenia świeżo po seansie pisane na telefonie też wrzucam:

Nolan znów wrzucił do 2,5-godzinnego filmu materiał na mini serial. Tu już nawet nie chodzi o to, że jest to skomplikowany pomysł, który wymagałby odpowiedniego rozwinięcia, więcej czasu na wytłumaczenie, o co chodzi. Tu nawet montaż w scenach dialogowych zdaje się robić wszyztko, żeby zmieścić się w 150 minutach. A przeskoki ze scen do scen także zdają się rwane. Wprawdzie cały czas coś się dzieje i nie czuje się tego metrażu, ale co z tego, jeśli w pewnym momencie gubię wątek i przestaje mnie obchodzić kim są postaci, co robią, po co to robią, a zostaje tylko bezemocjonalne oglądanie gadających głów i spektakularnej akcji. Pod koniec bardziej trzymało mnie napięcie związane z tym, że nie wiedziałem, czy zdążę na pociąg. Zdążyłem. Jest jeszcze opóźnienie 15 minut. Mamy więc happy end. 😉

Dobra, to jeszcze trzy inne posty stamtąd w jednym tutaj 🙂

 

Co sądzicie o scenie odbicia czegoś tam z konwoju, tę z udziałem wozu strażackiego? Dla mnie była to taka "bezjajeczna" akcja, że szok. Nie wiem, czy to kwestia "niezbyt egzotycznej" estońskiej scenerii czy dobranych ujęć i montażu, ale to nawet nie wyglądało na scenę z filmu Nolana, ale właśnie z jakiegoś zwykłego akcyjniaka. Podobna scena w TDK prezentowała się dużo dużo lepiej.

Spoiler
Nie wiem, czy to kwestia tego, że już można nie próbowałem rozumieć postaci i ich działania, oraz to, co się ogólnie dzieje na ekranie, ale skoro żona wiedziała, że Branagh ma raka trzusti i że wkrótce umrze, to po co się tak przejmowała tym, że on jej nie da spokoju i straci syna, i w ogóle. Jasne, była szansa, że jego ludzie nie dopuszczą do tego po jego śmierci, w przypadku, gdy świat nie zostanie zniszczony (właśnie, a jak w końcu miał zostać zniszczony, gdy on umrze? Miał się aktywować ten algorytm, który doprowadziłby do wybuchu jakiejś bomby atomowej, czy coś?), no ale to też nie zostało chyba w żaden sposób poruszone? Poza tym ona dopiero pod koniec filmu powiedziała, że on ma tego raka, a przecież to chyba ważna informacja była z punktu widzenia fabuły tego filmu... choć mogę się mylić, bo w sumie już później nie obchodziło mnie nic. 😛

Właśnie zaczynam przygotowywać recenzję "Tenet" i włąśnie chciałem poruszyć w niej temat tego, jakim fatalnym "nauczycielem fizyki" Nolan jest. I @Szaman, fajnie, że miałeś podobne odczucia: "To czym Tenet mógłby naprawdę się wyróżniać jest potraktowane zupełnie po macoszemu, wspomniany MacGuffin i zasady podróżowania w czasie są wyjaśnione zupełnie na odwal się, nie mam zielonego pojęcia na jakiej zasadzie działa tutejszy wehikuł".

🙂

Mam wrażenie, że Nolan zakochał się sam w sobie z wzajemnością i w tym związku zostały odrzucone zaloty rzeczywistości.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Jak się ma ksywkę Lolan to trzeba pracować by ją utrzymać 😉

Uwielbiam kino Nolana i jestem fanem większości jego filmów, ale po "Tenecie" coś we mnie umarło. Durne dialogi rodem z kina klasy B. Zero emocji, bo trudno przejąć się losami bohaterów, o których nic nie wiemy (np. postać grana przez Elizabeth Debicki i jej sytuacja rodzinna, ale Protagonista też mnie nie rusza). Ale najgorsze, że do dzisiaj nie rozumiem, o co w ogóle chodziło w tej całej inwersji. Wszystkie sceny akcji w tym przydługim filmie były dla mnie całkiem nieczytelne, nieintuicyjne i przez to nudne. Weźmy np. finałową bitwę... wszyscy gdzieś biegali, krzyczeli i strzelali, a ja mam wrażenie, że nie zobaczyłem ani jednego przeciwnika 😀 To chyba miała być wspaniała, nakręcona z wielkim rozmachem sekwencja, a po mnie całkiem spłynęła, bo nie wiedziałem co tam się w ogóle dzieje.

Nolan twierdzi, że to idealny film do kina, a ja myślę, że to idealny film do serwisu streamingowego. Może gdyby "Tenet" wylądował na Netflixie, to zastopowałbym sobie seans, żeby przemyśleć to całe cofanie w czasie. I mógłbym sobie powtarzać dane sceny tyle razy, że w końcu pojąłbym co spotyka bohaterów...

3/10

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

Pełna zgoda. Szczególnie trudno o jakikolwiek związek z bohaterem, ok, można byłoby poprzestać na tym, że idzie on do przodu lub do tyłu wraz z misją. Tylko, że jego cel jest sprzedawany półsłówkami i trochę tak ukrywany przed widzem, przykładowo Arnold w Commando albo Predatorze też mógłby się nazywać Protagonista i nikogo by to nie obchodziło- ma ubić kosmicznego rastamana/odzyskać córkę. Może gdyby romans między nim a Dębicką nie był tak jakoś wstydliwie sugerowany przez Nolana, to udałoby się uczynić go kimś więcej, jakimś człowiekiem z krwi i kości, a nie, no właśnie, Protagonistą. Na tym nie uniesie się filmu o bardziej skomplikowanej fabule niż strzelanie do przodu i uważanie aby nie trafili Cię z tyłu.

voagar has reacted to this post.
voagar

We mnie umarło już coś po TDKR i Interstellar. Gdyby nie Dunkirk, to po Tenet pomyślałbym, że Nolan jest dla mnie skończony. 😛

Witamy na forum. 🙂

A ja jakiś czas temu obejrzałem drugi raz i tym razem finałowa bitwa mi podeszła. Tym razem wszystko wydało mi się bardziej zrozumiałe i przejrzyste. Co nie zmienia faktu, że to najgorszy film Nolana, który mimo to dalej jest dobrym filmem.

Tenet wyszedł w HD, chyba wcześniej niż zapowiadano. Uprzejmie donoszę, bo jestem ciekawy opinii Mierzwiaka 🙂 Moim zdaniem można odbierać nowego Nolana skrajnie, to dojście do ściany w pewnej formule, ale jednocześnie, no właśnie, pewna sprawdzona już formuła nolanowskiego widowiska.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Ostatni raz tak się męczyłem na blockbusterze ogladając w kinie Transformers: Revenge of the Fallen. Nowy Nolan jest dla mnie filmem równie niedorzecznym, ale podobnie jak jego bohaterowie w smokingach, przebrany za rozrywkę "intelektualną", która przeciętnie rozgarniętej części widowni (by nie powiedzieć po prostu głupiej, bo tak Nolan od dawna traktuje widzów) ma dać wrażenie obcowania z inteligentnym kinem, które pozornie wymaga rozgryzienia, ułożenia w całość układanki, którą przedstawił reżyser. W rzeczywistości to zwykłe prostactwo, w dodatku cale nie mądrzejsze od wspomnianego Baya, tylko celowo przedstawione tak, by sprawiać wrażenie skomplikowanego, złożonego i wymagającego wysilenia szarych komórek.

Skojarzenie z drugą częścią Transformers przyszło mi do głowy już po jakichś 30 minutach filmu, co rozbawiło mnie o tyle, że finał TENET również jest żywcem wyjęty z tamtego potworka - tutaj również ma miejsce niesamowicie przeciągnięta bieganina wśród ruin. W obu przypadkach ważą się losy świata, a ja nie wiem czemu jedni biegają do przodu a inni do tyłu (mimo że wcześniej Aaron Taylor Johnson rozrysował ten nonsens na tablicy) i modlę się, by to się wreszcie skończyło.

Na co poszło tych $200 milionów?

Marek Pilarski and Szaman have reacted to this post.
Marek PilarskiSzaman

Sorry, musiałem 🙂

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Na pasku nie zmieściło się "zaraz po 'Zenku'". 😉

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Reżyser Shazama! nabija się z dźwięku w Tenet. 😉

 

Przeżyjmy to jeszcze raz, tzn. sześciominutowy prolog. 😉

Dwie świetne, choć miażdżące analizy Tenet. Ten pierwszy zawiera opinię, że finał Transformers 4 wywołuje więcej emocji niż finał ostatniego filmu Nolana, a w tej drugiej jest nawet naukowe wytłumaczenie tego, dlaczego tego filmu nie da się poczuć, choć Nolan chce, żeby widzowie to zrobili. 😉

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

To też świetne, uśmiałem się :

Widziałem w proponowanych, ale nie kliknąłem.. do teraz. 😉

Dzisiaj jest dzień hejtowania Tenet nie tylko tutaj. xD

Page 1 of 2Next