Marek Koterski stworzył kolejny, już szósty film powiązany z życiem Adama Miauczyńskiego. Tym razem wciela się w niego Michał Koterski, syn reżysera. Ponownie dostajemy dojrzałe widowisko, które przenosi nas w czasy dzieciństwa Adasia i jego problemów związanych z uczuciami, a konkretnie ich nazywaniem. I jak to zwykle bywa w twórczości Koterskiego, mamy mnóstwo symboliki, komizmu prowadzącego do refleksji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jeśli ktoś nigdy nie polubił stylu Koterskiego, to ten film nie zmieni jego zdania. Reżyser znowu udowadnia, że jest bardzo dobry w tym, co robi.

Gdy już zostaniemy zabrani w świat młodego Adasia, pierwsze co nam się rzuci w oczy, to wszechobecny komizm.  Dorośli grający dziecięce postawy i zachowania już mają komiczny wydźwięk, a co dopiero gdy dodamy do tego prześmieszne dialogi. Co prawda oglądając zwiastun, nie zauważyłem nic śmiesznego, wręcz zirytowałem się gamą aktorów, którzy po prostu są,  ale po filmie mogę stwierdzić, że zwiastun 7 uczuć nie ma nic wspólnego z samym filmem. Poza śmieszkizmem w filmie pojawia się jednak wiele scen, które smucą, dołują. Następuje to jednak dopiero po czasie. W końcu mamy do czynienia z klasycznym motywem znanym z innych filmów Marka Koterskiego. Najpierw się śmiej, a potem płacz w poduszkę. W poduszkę nie płakałem przez aktorów, bo mimo sceptycznego podejścia do roli Ostaszewskiej (mama Adasia), Karolaka (Jurek) czy Figury (Gosia), muszę przyznać, że trzymali poziom. Oczywiście reszta obsady również zagrała bez zarzutów, a szczególnie wybitna wręcz jest kreacja Weroniki Porankowskiej w roli Gabrieli Muskały , klasowej lizuski. Sama fabuła ma logiczne rozwinięcie, narracja jest płynna, a sceny powoli zaczynają zamykać wątki, chociaż czasem wydaję się, że są one nadto rozwlekłe. Niestety mimo wysokiej klasy kunsztu reżyserskiego Koterskiego, zauważalne są pewne mankamenty.

Cała symbolika dzieciństwa w filmie jest dosadna i ma odniesienie do naszej rzeczywistości, jednak momentami następuje jej przesyt. Sytuacja, w której jeden symbol przegania drugi, co zmusza nas do domyślania się  przez sporą część filmu, co autor miał na myśli, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Nie każdy symbol może być zrozumiany przez młodzież, jako że obraz jest kierowany do raczej dojrzalszego, starszego widza. Jednak pośmiać się już może każdy, bez względu na wiek. Sam humor, który oczywiście nie jest szczególnie wyrafinowany, jest dziecinny, ale jako że sam film odnosi się do dzieciństwa, nie uznałbym tego aspektu za wadę filmu. Poza tym jest zwyczajnie bezpośredni i życiowy. Niestety biegający dorośli w dziecięcych wcieleniach po pewnym czasie zaczynają żenować. Uczucie to nie jest jednak zbyt intensywne, jako że Koterski potrafi wyważyć ton filmu trafiając daną sceną w sedno. Choć zrezygnowanie z kilku dziecięcych rymowanek na pewno by nie zaszkodziło całości.

Podczas seansu czasami dostawałem mindfucka, momentami szczerze się śmiałem, po chwili zaczynałem się smucić, a po filmie wyszedłem z kina z myślą, że jest to „Klasyczny Koterski”. I po przespaniu się z tym, nadal tak myślę. 7 uczuć  to bezsprzecznie film Marka Koterskiego. Porządny, bawiący, dołujący, przenośny, kunsztowny i jedyny w swoim rodzaju. Każdemu entuzjaście Dnia Świra czy Wszyscy Jesteśmy Chrystusami  na pewno się spodoba. Sam jako jeden z sympatyków pana Marka, serdecznie polecam.

Ocena 4.5/6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.