DC Universe
Cytat z Szaman data 11 lipca, 2025, 23:36Czułem się na tym Supermanie, jakbym zaplątał się na bajkę dla 6-latków, ale niestety był gościem zbliżającym się do 40-tki, który nawet nie pożyczył jakiegoś dziecka od znajomych na wspólny seans. Padały w recenzjach porównania do Spider-Mana 2, ale Raimi balansuje między melodramatem, a świadomym kiczem, poprzez dynamiczną reżyserię. Nie zobaczyłem tutaj niczego ze świadomego kiczu, to po prostu film dla dzieci. Z takim humorem, takimi bohaterami i takim też komentarzem społecznym i politycznym. Nie jestem jakimś wielkim fanem wersji Snydera, szczególnie w BvS i JL, ale on chciał się wpisać w rewolucję wyznaczoną przez Singera, później częściowo Raimiego, w całości Nolana, po części widoczną w najlepszych momentach MCU. Tutaj byłem prawie bliski stwierdzenia, że Superman od Gunna cofa ekranizacje komiksów o jakieś 150 lat.
Ostatecznie powstrzymały mnie całkiem niezła chemia między Clarkiem i Lois, udana scena wywiadu znana ze zwiastuna, oraz jedna, zaskakująco mroczna scena z rewolwerem, której fragment również migał w trailerze. Ale to wszystko przykryte jest niesamowitym infantylizmem, konflikt polityczny opiera się na dwóch przerysowanych państwach o fikcyjnych, absurdalnych nazwach. Komentarz społeczny zabija scenka o której pisałem wyżej. Jest tutaj właściwie jeden, chyba zupełnie nowy i całkiem świeży pomysł, ale ostatecznie prowadzi do absolutnie bezwstydnego recyklingu. Bo Gunn absolutnie powtarza tutaj postać Star Lorda, nie ma żadnego świeżego pomysłu na swojego Supermana, oprócz tego, że DC gra go na większym luzie niż przyjęło się pamiętać Cavilla.
Jeszcze rzucę kilkoma spoilerami
[spoiler title=""]
- tym niezłym pomysłem jest motyw, w którym rodzice Supermana (rzeczywiście Bradley Cooper i jakaś nieznana mi aktorka), okazali się złymi ludźmi, nakłaniającymi syna do podboju Ziemi, ogłoszenia się jej władcą i rozmnożenia się z jak największą ilością ziemskich kobiet. Ostatecznie prowadzi to tylko do morału skopiowanego ze Strażników Galaktyki 2 i relacji Pratta z Kurtem Russellem i Michaelem Rookerem
- państwo Kent byli okropni, jakby upośledzeni umysłowo. Było to aż niesmaczne, byli napisani niby ciepło, ale pod tym niby ciepełkiem pokazani wedle najgorszych stereotypów według których mieszczuch wyobraża sobie rednecków. Niesamowity dysonans między nimi, a Costnerem i Lane
- nie wierzę, że można było napisać tak złą, kabaretową parodię Trumpa, z taką stylówą. Jestem zażenowany poziomem humoru hollywoodzkich elit. To trzeba zobaczyć, nie da się opisać
- gdy pijana Supergirl zalicza swoje cameo, zacząłem się zastanawiać czy ma ono sens. Jest powiedziane, że imprezuje na planetach z czerwonym słońcem, ale czy nie powinna momentalnie wytrzeźwieć znajdując się w Fortecy Samotności? 🙂
- jak niby przetłumaczono to co Bradley Cooper i jego żona mówią po kryptońsku? Na podstawie czego? Nie mija nawet jeden dzień i światowi badacze stwierdzają autentyczność nagrania. No nie było to przekonujące
- zupełnie nie podobał mi się motyw w którym Luthor ma maszynę do teleportacji i prywatny mikro-wymiar w którym więzi swoich wrogów, właściwie wszystkich którzy mu podpadli. Jednocześnie może podglądać, może nawet podsłuchiwać każdego i wszędzie, ma dokładną bazę szarych ludzi, ale nadal nie zajarzył, że Clark Kent i Superman to ta sama osoba, mimo, że taką wiedzę posiada nawet drużyna Nathana Filliona
- hipnotyzujące umysł okulary Clarka Kenta to motyw podobny do midichlorianów. Udam, że o nim nie słyszałem.
[/spoiler]
Czułem się na tym Supermanie, jakbym zaplątał się na bajkę dla 6-latków, ale niestety był gościem zbliżającym się do 40-tki, który nawet nie pożyczył jakiegoś dziecka od znajomych na wspólny seans. Padały w recenzjach porównania do Spider-Mana 2, ale Raimi balansuje między melodramatem, a świadomym kiczem, poprzez dynamiczną reżyserię. Nie zobaczyłem tutaj niczego ze świadomego kiczu, to po prostu film dla dzieci. Z takim humorem, takimi bohaterami i takim też komentarzem społecznym i politycznym. Nie jestem jakimś wielkim fanem wersji Snydera, szczególnie w BvS i JL, ale on chciał się wpisać w rewolucję wyznaczoną przez Singera, później częściowo Raimiego, w całości Nolana, po części widoczną w najlepszych momentach MCU. Tutaj byłem prawie bliski stwierdzenia, że Superman od Gunna cofa ekranizacje komiksów o jakieś 150 lat.
Ostatecznie powstrzymały mnie całkiem niezła chemia między Clarkiem i Lois, udana scena wywiadu znana ze zwiastuna, oraz jedna, zaskakująco mroczna scena z rewolwerem, której fragment również migał w trailerze. Ale to wszystko przykryte jest niesamowitym infantylizmem, konflikt polityczny opiera się na dwóch przerysowanych państwach o fikcyjnych, absurdalnych nazwach. Komentarz społeczny zabija scenka o której pisałem wyżej. Jest tutaj właściwie jeden, chyba zupełnie nowy i całkiem świeży pomysł, ale ostatecznie prowadzi do absolutnie bezwstydnego recyklingu. Bo Gunn absolutnie powtarza tutaj postać Star Lorda, nie ma żadnego świeżego pomysłu na swojego Supermana, oprócz tego, że DC gra go na większym luzie niż przyjęło się pamiętać Cavilla.
Jeszcze rzucę kilkoma spoilerami
- tym niezłym pomysłem jest motyw, w którym rodzice Supermana (rzeczywiście Bradley Cooper i jakaś nieznana mi aktorka), okazali się złymi ludźmi, nakłaniającymi syna do podboju Ziemi, ogłoszenia się jej władcą i rozmnożenia się z jak największą ilością ziemskich kobiet. Ostatecznie prowadzi to tylko do morału skopiowanego ze Strażników Galaktyki 2 i relacji Pratta z Kurtem Russellem i Michaelem Rookerem
- państwo Kent byli okropni, jakby upośledzeni umysłowo. Było to aż niesmaczne, byli napisani niby ciepło, ale pod tym niby ciepełkiem pokazani wedle najgorszych stereotypów według których mieszczuch wyobraża sobie rednecków. Niesamowity dysonans między nimi, a Costnerem i Lane
- nie wierzę, że można było napisać tak złą, kabaretową parodię Trumpa, z taką stylówą. Jestem zażenowany poziomem humoru hollywoodzkich elit. To trzeba zobaczyć, nie da się opisać
- gdy pijana Supergirl zalicza swoje cameo, zacząłem się zastanawiać czy ma ono sens. Jest powiedziane, że imprezuje na planetach z czerwonym słońcem, ale czy nie powinna momentalnie wytrzeźwieć znajdując się w Fortecy Samotności? 🙂
- jak niby przetłumaczono to co Bradley Cooper i jego żona mówią po kryptońsku? Na podstawie czego? Nie mija nawet jeden dzień i światowi badacze stwierdzają autentyczność nagrania. No nie było to przekonujące
- zupełnie nie podobał mi się motyw w którym Luthor ma maszynę do teleportacji i prywatny mikro-wymiar w którym więzi swoich wrogów, właściwie wszystkich którzy mu podpadli. Jednocześnie może podglądać, może nawet podsłuchiwać każdego i wszędzie, ma dokładną bazę szarych ludzi, ale nadal nie zajarzył, że Clark Kent i Superman to ta sama osoba, mimo, że taką wiedzę posiada nawet drużyna Nathana Filliona
- hipnotyzujące umysł okulary Clarka Kenta to motyw podobny do midichlorianów. Udam, że o nim nie słyszałem.
Cytat z Szaman data 11 lipca, 2025, 23:38PS. Fajne cameo osoby którą wymienię w spoilerze, to jeden z jaśniejszych punktów filmu
[spoiler title=""]
John Cena jako Peacemaker występuje w roli telewizyjnego eksperta w programie publicystycznym, co tworzy fajny kontrast w zestawieniu ze znaną nam inteligencją tej postaci.
[/spoiler]
PS. Fajne cameo osoby którą wymienię w spoilerze, to jeden z jaśniejszych punktów filmu
John Cena jako Peacemaker występuje w roli telewizyjnego eksperta w programie publicystycznym, co tworzy fajny kontrast w zestawieniu ze znaną nam inteligencją tej postaci.
Cytat z Mierzwiak data 12 lipca, 2025, 01:21Superman to film w dokładnie tej samej konwencji co Strażnicy Galaktyki i Legion samobójców, o ile jednak to co sprawdzało i broniło się w wariackim, kosmicznym widowisku oraz niegrzecznej wersji Parszywej dwunastki, zwłaszcza w tym pierwszym, niekoniecznie działa tutaj, bo tamto przerysowanie, zadziorność i połączenie powagi z głupawą komedią niezbyt pasuje do Supermana. Krytycy Snydera zarzucają mu nadmierny patos i ponuractwo, ale - szczególnie w Człowieku ze Stali - był ciężar i właściwe wyczucie, konsekwentnej, konwencji, tu niestety tego całkowicie brakuje, a częściej przed oczami staje Gunn przed laptopem rechoczący ze swoich żartów i tego, że umieścił w scenariuszu swojego niegrzecznego psa. Psa, który pełni tu bardziej rolę deus ex machiny i, jeśli dobrze pamiętam, aż trzykrotnie ratuje sytuację; jak Superman sobie bez niego poradzi w następnym (?) filmie?
Nie bardzo wyszła też Gunnowi warstwa emocjonalna, bo jest ona zbyt wykalkulowana, nieszczera. Psuje ją nie tylko bycie dość oczywistą, jak zauważył Szaman, powtórką z drugich Strażników galaktyki, ale również wspomnieni Kentowie; na papierze para ciepłych, zwyczajnych ludzi, w rzeczywistości jednak bliżej karykatur. (okropna pierwsza scena z nimi i Martą mówiącą do telefonu!) Papa Kent sprzedaje adoptowanemu synowi banalną pogadankę i tutaj znowu bardziej podobało mi się to, co było u Snydera - troska i autentyczny strach rodziców o to, co może czekać ich syna gdyby świat dowiedział się prawdy o nim. Zawsze to lubiłem i szczerze mówiąc nie do końca rozumiem ludzi tak bardzo krytykujących tamto podejście, tym bardziej dzisiaj, gdy Lex Luthor gra właśnie strachem przed tym, kim jest Superman. A kim jest Superman? O tym od miesięcy opowiadał Gunn a w samym filmie Corenswet wyjaśnia nam prosto do kamery w pokracznie napisanym monologu i jest to najsłabszy aktorski moment Davida w tym filmie.
Bardziej od komputerowych nawalanek (przemilczmy absolutnie kretyński motyw z komendami i sterowaniem Ultramanem), choć i te mają kilka dobrych momentów, najbardziej podobały mi się interakcje między postaciami, te w których mamy bohaterów z krwi i kości, a nie karykatury, czyli przede wszystkim, i w zasadzie tylko, sceny między Lois i Clarkiem / Supermanem. Oboje mają świetną chemię i są najjaśniejszym punktem filmu a tuż za nimi plasuje się bardzo fajny Mr. Terrific, choć ta jego scena akcji z boleśnie oczywistym użyciem muzyki to też tylko kolejna powtórka z Guardiansów.
O reszcie bohaterów nie mam za wiele do powiedzenia, w większości ot, po prostu są, lub są zbędni jak Gardner Filliona, totalnie beznadziejna Hawkgirl Merced (ten sokoli okrzyk czy jak to nazwać jest dramatycznie zły) czy kuriozalny Beck Bennett w redakcji Daily Planet, grający tak, jakby dalej był na tekturowym planie Saturday Night Live. Tego pana Szaman też już wspomniał: Zlatko Burić grający w 2012 karykaturalnego rosyjskiego oligarchę tu jest jeszcze bardziej karykaturalnym dyktatorem / prezydentem i autentycznie można się skrzywić z zażenowania ilekroć pojawia się na ekranie i zaczyna mówić.
Mam problem z Luthorem, bo z jednej strony Hoult ma parę dobrych momentów, z drugiej dostał kilka naprawdę fatalnych linijek a jego postać kończy w tak infantylny sposób, że równie dobrze Superman mógł mu rzucić skórkę od banana pod nogi a następnie uderzyć w twarz tortem i, szczerze mówiąc, byłoby to chyba nawet lepsze niż to, co faktycznie ma miejsce w filmie. Z Lexem związana jest jeszcze cała niemająca zbyt wiele sensu intryga, z beznadziejnym, rozwiązanym szybciutko wątkiem politycznym (swoją drogą wraz ze zdemaskowaniem planu Leksa z Supermana zdjęta zostaje jakakolwiek odpowiedzialność będąca wcześniej tematem jego wywiadu z Lois) i motywem sci-fi, który miesza rzeczy fajne (portale) z tragicznymi. (więzienie min. dla byłych dziewczyn; wszystko ok, James? potrzebujesz przepracować z terapeutą jakieś byłe związki?) Swoją drogą jak w [spoiler title=""]kieszonkowym wszechświecie, z którego nie dochodzi sygnał umieszczonych w krwiobiegu Supermana nadajników, mają dostęp do internetu?[/spoiler] Motywu z małpami nie chcę nawet komentować, ten i parę innych pomysłów każą mi podejrzewać, że - mimo jakichś tam przecieków na temat zmian narzuconych przez Zaslava (?) - Gunn miał jednak pełną swobodę twórczą i nikogo nad sobą, kto powiedziałby mu szczerze, jak tragiczne są tego typu pomysły.
Jestem rozdarty jak Metropolis w trzecim akcie, bo zobaczyłem widowisko z charakterem i własną tożsamością, które to charakter i tożsamość częściej chyba jednak działają na jego niekorzyść. Gunn nie zna umiaru i zdaje się być bezgranicznie zakochany w swoich pomysłach a był to projekt, przy którym zdecydowanie powinien był przytemperować swoje zapędy.
Superman to film w dokładnie tej samej konwencji co Strażnicy Galaktyki i Legion samobójców, o ile jednak to co sprawdzało i broniło się w wariackim, kosmicznym widowisku oraz niegrzecznej wersji Parszywej dwunastki, zwłaszcza w tym pierwszym, niekoniecznie działa tutaj, bo tamto przerysowanie, zadziorność i połączenie powagi z głupawą komedią niezbyt pasuje do Supermana. Krytycy Snydera zarzucają mu nadmierny patos i ponuractwo, ale - szczególnie w Człowieku ze Stali - był ciężar i właściwe wyczucie, konsekwentnej, konwencji, tu niestety tego całkowicie brakuje, a częściej przed oczami staje Gunn przed laptopem rechoczący ze swoich żartów i tego, że umieścił w scenariuszu swojego niegrzecznego psa. Psa, który pełni tu bardziej rolę deus ex machiny i, jeśli dobrze pamiętam, aż trzykrotnie ratuje sytuację; jak Superman sobie bez niego poradzi w następnym (?) filmie?
Nie bardzo wyszła też Gunnowi warstwa emocjonalna, bo jest ona zbyt wykalkulowana, nieszczera. Psuje ją nie tylko bycie dość oczywistą, jak zauważył Szaman, powtórką z drugich Strażników galaktyki, ale również wspomnieni Kentowie; na papierze para ciepłych, zwyczajnych ludzi, w rzeczywistości jednak bliżej karykatur. (okropna pierwsza scena z nimi i Martą mówiącą do telefonu!) Papa Kent sprzedaje adoptowanemu synowi banalną pogadankę i tutaj znowu bardziej podobało mi się to, co było u Snydera - troska i autentyczny strach rodziców o to, co może czekać ich syna gdyby świat dowiedział się prawdy o nim. Zawsze to lubiłem i szczerze mówiąc nie do końca rozumiem ludzi tak bardzo krytykujących tamto podejście, tym bardziej dzisiaj, gdy Lex Luthor gra właśnie strachem przed tym, kim jest Superman. A kim jest Superman? O tym od miesięcy opowiadał Gunn a w samym filmie Corenswet wyjaśnia nam prosto do kamery w pokracznie napisanym monologu i jest to najsłabszy aktorski moment Davida w tym filmie.
Bardziej od komputerowych nawalanek (przemilczmy absolutnie kretyński motyw z komendami i sterowaniem Ultramanem), choć i te mają kilka dobrych momentów, najbardziej podobały mi się interakcje między postaciami, te w których mamy bohaterów z krwi i kości, a nie karykatury, czyli przede wszystkim, i w zasadzie tylko, sceny między Lois i Clarkiem / Supermanem. Oboje mają świetną chemię i są najjaśniejszym punktem filmu a tuż za nimi plasuje się bardzo fajny Mr. Terrific, choć ta jego scena akcji z boleśnie oczywistym użyciem muzyki to też tylko kolejna powtórka z Guardiansów.
O reszcie bohaterów nie mam za wiele do powiedzenia, w większości ot, po prostu są, lub są zbędni jak Gardner Filliona, totalnie beznadziejna Hawkgirl Merced (ten sokoli okrzyk czy jak to nazwać jest dramatycznie zły) czy kuriozalny Beck Bennett w redakcji Daily Planet, grający tak, jakby dalej był na tekturowym planie Saturday Night Live. Tego pana Szaman też już wspomniał: Zlatko Burić grający w 2012 karykaturalnego rosyjskiego oligarchę tu jest jeszcze bardziej karykaturalnym dyktatorem / prezydentem i autentycznie można się skrzywić z zażenowania ilekroć pojawia się na ekranie i zaczyna mówić.
Mam problem z Luthorem, bo z jednej strony Hoult ma parę dobrych momentów, z drugiej dostał kilka naprawdę fatalnych linijek a jego postać kończy w tak infantylny sposób, że równie dobrze Superman mógł mu rzucić skórkę od banana pod nogi a następnie uderzyć w twarz tortem i, szczerze mówiąc, byłoby to chyba nawet lepsze niż to, co faktycznie ma miejsce w filmie. Z Lexem związana jest jeszcze cała niemająca zbyt wiele sensu intryga, z beznadziejnym, rozwiązanym szybciutko wątkiem politycznym (swoją drogą wraz ze zdemaskowaniem planu Leksa z Supermana zdjęta zostaje jakakolwiek odpowiedzialność będąca wcześniej tematem jego wywiadu z Lois) i motywem sci-fi, który miesza rzeczy fajne (portale) z tragicznymi. (więzienie min. dla byłych dziewczyn; wszystko ok, James? potrzebujesz przepracować z terapeutą jakieś byłe związki?) Swoją drogą jak w
Jestem rozdarty jak Metropolis w trzecim akcie, bo zobaczyłem widowisko z charakterem i własną tożsamością, które to charakter i tożsamość częściej chyba jednak działają na jego niekorzyść. Gunn nie zna umiaru i zdaje się być bezgranicznie zakochany w swoich pomysłach a był to projekt, przy którym zdecydowanie powinien był przytemperować swoje zapędy.
Cytat z Szaman data 12 lipca, 2025, 08:20Napisałeś o tym, że rozmyła się odpowiedzialność, mi bardzo zgrzyta to, że
[spoiler title=""]
Hawkgirl zabija karykaturalnego przywódcę, co zupełnie nie pasuje do dylematów i afery z początku filmu. I nic nie dzieje się dalej z tak wielką ingerencją, pewnie zadzieje się w sequelu jak internet trochę pojęczy. Gunnowi chodziło tylko o scenę w której "silna kobieta" morduje obleśnego prezydenta i przesłoniło mu to spójność fabuły.
[/spoiler]
Napisałeś o tym, że rozmyła się odpowiedzialność, mi bardzo zgrzyta to, że
Hawkgirl zabija karykaturalnego przywódcę, co zupełnie nie pasuje do dylematów i afery z początku filmu. I nic nie dzieje się dalej z tak wielką ingerencją, pewnie zadzieje się w sequelu jak internet trochę pojęczy. Gunnowi chodziło tylko o scenę w której "silna kobieta" morduje obleśnego prezydenta i przesłoniło mu to spójność fabuły.
Cytat z Szaman data 12 lipca, 2025, 08:59To jeszcze wypowiem się o Gardnerze Filliona, dla mnie był o wiele lepszy, mniej irytujący niż sugerowały to materiały promocyjne, jego fryzura, kostium. Czy był zbędny? Możliwe. Bo lepiej działałby jako przeciwwaga gdyby Superman był w 100 procentach poczciwym harcerzykiem, trochę takim funkcjonariuszem kanadyjskiej królewskiej policji konnej z polsatowskiego serialu. A jednak nie jest.
Może dlatego mi podszedł, bo właściwie to postać aroganckiego gbura, który ostatecznie czyni dobro i pomaga ludziom. Coś z czego dwa domy, ranczo i plantację lawendy postawił Bruce Campbell 🙂 No i tylko Terrific jest drugoplanową postacią dorównującą Gardnerowi "mięsem".
Niepotrzebnie ukryłem w spoilerze, to co sądzę o Kentach, ale Mierzwiak napisał wszystko co trzeba w widocznym miejscu. Tutaj wyszło od satyry na to jak zachowują się nasi, 60/80-letni rodzice, może też jak zachowują/zachowywali się rodzice Gunna, a skończyło się karykaturalnie, jak ze skeczu parodiującego Supermana.
To jeszcze wypowiem się o Gardnerze Filliona, dla mnie był o wiele lepszy, mniej irytujący niż sugerowały to materiały promocyjne, jego fryzura, kostium. Czy był zbędny? Możliwe. Bo lepiej działałby jako przeciwwaga gdyby Superman był w 100 procentach poczciwym harcerzykiem, trochę takim funkcjonariuszem kanadyjskiej królewskiej policji konnej z polsatowskiego serialu. A jednak nie jest.
Może dlatego mi podszedł, bo właściwie to postać aroganckiego gbura, który ostatecznie czyni dobro i pomaga ludziom. Coś z czego dwa domy, ranczo i plantację lawendy postawił Bruce Campbell 🙂 No i tylko Terrific jest drugoplanową postacią dorównującą Gardnerowi "mięsem".
Niepotrzebnie ukryłem w spoilerze, to co sądzę o Kentach, ale Mierzwiak napisał wszystko co trzeba w widocznym miejscu. Tutaj wyszło od satyry na to jak zachowują się nasi, 60/80-letni rodzice, może też jak zachowują/zachowywali się rodzice Gunna, a skończyło się karykaturalnie, jak ze skeczu parodiującego Supermana.
Cytat z Janko data 12 lipca, 2025, 10:29Mi się mimo wszystko podobało. Jasne można można było Gunna troszkę przystopować i choć nie jest to jego top dokonań, to takie podejście bardziej mi pasuje do Supermana. A motyw z okularami nawet jeśli prosty to przynajmniej rozwiązuje ten odwieczny absurd. Wyśmiewanie się z rosyjskich oligarchów/Putina zawsze na plus nawet jeśli jest to mało subtelne, a Zlatko Burić lepiej to robił w Triangle of sadness.
Byłem za tym żeby kolejny film z tym bohaterem powstał po dłuższej przerwie, ale nie jest źle i raczej jestem na tak.
Mi się mimo wszystko podobało. Jasne można można było Gunna troszkę przystopować i choć nie jest to jego top dokonań, to takie podejście bardziej mi pasuje do Supermana. A motyw z okularami nawet jeśli prosty to przynajmniej rozwiązuje ten odwieczny absurd. Wyśmiewanie się z rosyjskich oligarchów/Putina zawsze na plus nawet jeśli jest to mało subtelne, a Zlatko Burić lepiej to robił w Triangle of sadness.
Byłem za tym żeby kolejny film z tym bohaterem powstał po dłuższej przerwie, ale nie jest źle i raczej jestem na tak.
Cytat z Mierzwiak data 12 lipca, 2025, 11:02Cytat z Szaman data lipiec 12, 2025, 08:59To jeszcze wypowiem się o Gardnerze Filliona, dla mnie był o wiele lepszy, mniej irytujący niż sugerowały to materiały promocyjne, jego fryzura, kostium. Czy był zbędny? Możliwe. Bo lepiej działałby jako przeciwwaga gdyby Superman był w 100 procentach poczciwym harcerzykiem, trochę takim funkcjonariuszem kanadyjskiej królewskiej policji konnej z polsatowskiego serialu. A jednak nie jest.
Może dlatego mi podszedł, bo właściwie to postać aroganckiego gbura, który ostatecznie czyni dobro i pomaga ludziom.
Dla mnie był niepotrzebny, bo nie wniósł do filmu niczego poza Gunnem znowu obsadzającym swojego znajomego w heheszkowej roli, do której, jako takiej, w sumie nic nie mam, i owszem, mółgby stanowić przeciwwagę dla Supermana, ale film nie jest o ich konflikcie. Superman wmieszał się w politykę, tamci twierdzą, że się nie mieszają i tyle. Swoją drogą to też Snyder już zrobił w Batman v Superman i tam też cała akcja - nie ukrywam w spoilerze, bo jest to oczywiste od początku filmu - była prowokacją Lexa mającą oczernić Supermana. Czy fani Gunna są pewni, że tamte filmy były aż tak gorsze? Czy może to po prostu wątki z komiksów których powtarzalności siłą rzeczy nie da się uniknąć?
Zamiłowanie Gunna do karykatur wyszło jeszcze w scenie, gdy naprzeciwko wojska i czołgów stają ludzie z - jeśli dobrze zauważyłem - ręcznie wyciosanymi toporkami. To tak gdyby ktoś miał ostatni cień wątpliwości, że silniejszy najeżdża słabszego 😉
Cytat z Szaman data lipiec 12, 2025, 08:59To jeszcze wypowiem się o Gardnerze Filliona, dla mnie był o wiele lepszy, mniej irytujący niż sugerowały to materiały promocyjne, jego fryzura, kostium. Czy był zbędny? Możliwe. Bo lepiej działałby jako przeciwwaga gdyby Superman był w 100 procentach poczciwym harcerzykiem, trochę takim funkcjonariuszem kanadyjskiej królewskiej policji konnej z polsatowskiego serialu. A jednak nie jest.
Może dlatego mi podszedł, bo właściwie to postać aroganckiego gbura, który ostatecznie czyni dobro i pomaga ludziom.
Dla mnie był niepotrzebny, bo nie wniósł do filmu niczego poza Gunnem znowu obsadzającym swojego znajomego w heheszkowej roli, do której, jako takiej, w sumie nic nie mam, i owszem, mółgby stanowić przeciwwagę dla Supermana, ale film nie jest o ich konflikcie. Superman wmieszał się w politykę, tamci twierdzą, że się nie mieszają i tyle. Swoją drogą to też Snyder już zrobił w Batman v Superman i tam też cała akcja - nie ukrywam w spoilerze, bo jest to oczywiste od początku filmu - była prowokacją Lexa mającą oczernić Supermana. Czy fani Gunna są pewni, że tamte filmy były aż tak gorsze? Czy może to po prostu wątki z komiksów których powtarzalności siłą rzeczy nie da się uniknąć?
Zamiłowanie Gunna do karykatur wyszło jeszcze w scenie, gdy naprzeciwko wojska i czołgów stają ludzie z - jeśli dobrze zauważyłem - ręcznie wyciosanymi toporkami. To tak gdyby ktoś miał ostatni cień wątpliwości, że silniejszy najeżdża słabszego 😉
Cytat z Janko data 12 lipca, 2025, 12:05Bardziej opcja rosyjska, język i najeżdżanie na inny kraj, a wyglądem i zachowaniem aż tak bardzo pomarańczą mi nie zajeżdża. A postać Filona jest ok, wiem że to tylko heheszkowa rola, ale lubię tego aktora i czuć że się dobrze bawił.
Bardziej opcja rosyjska, język i najeżdżanie na inny kraj, a wyglądem i zachowaniem aż tak bardzo pomarańczą mi nie zajeżdża. A postać Filona jest ok, wiem że to tylko heheszkowa rola, ale lubię tego aktora i czuć że się dobrze bawił.
Cytat z Mierzwiak data 12 lipca, 2025, 18:28Cinemascore: A-; *Thunderbolts to nie pomogło za bardzo...
To teraz trochę o przyszłości, o ile takowa nastąpi: spotkanie Batmana i Supermana to zbyt duża rzecz, by Gunn ją sobie odpuścił i na bank będzie to znowu film w jego reżyserii. Myślicie że czeka nas komedia z Nietoperzem? Czy może dopiero wtedy Gunn wdepnie w hamulec ze swoimi scenopisarskimi fetyszami?
Cinemascore: A-; *Thunderbolts to nie pomogło za bardzo...
To teraz trochę o przyszłości, o ile takowa nastąpi: spotkanie Batmana i Supermana to zbyt duża rzecz, by Gunn ją sobie odpuścił i na bank będzie to znowu film w jego reżyserii. Myślicie że czeka nas komedia z Nietoperzem? Czy może dopiero wtedy Gunn wdepnie w hamulec ze swoimi scenopisarskimi fetyszami?
Cytat z Szaman data 12 lipca, 2025, 19:03Buddy cop movie, w którym Batman będzie za stary na to gówno. Nadal z gagami.
Buddy cop movie, w którym Batman będzie za stary na to gówno. Nadal z gagami.
Cytat z Mierzwiak data 12 lipca, 2025, 19:12Przypomniało mi się jeszcze, jak fantastyczny - przy wszystkich wadach Batman v Superman, choć jest ich mniej w wersji rozszerzonej - jest poniższy fragment, pomyślałem o tym jeszcze w trakcie seansu. (aż nabrałem ochoty na powtórkę, chociażby dla Holly Hunter której występ uwielbiam)
Superman niby porusza ten sam temat i zadaje podobne pytania ale różnica jest diametralna, bo tam znowu wkracza Gunn ze swoimi pomysłami i sprowadzaniem wszystkiego do komedii w postaci [spoiler title=""]małpiej farmy trolli czy Peacemakera w telewizji.[/spoiler]
https://youtu.be/Jee2O6zPxAc?si=saxwwTtW8WV3j23n
Przypomniało mi się jeszcze, jak fantastyczny - przy wszystkich wadach Batman v Superman, choć jest ich mniej w wersji rozszerzonej - jest poniższy fragment, pomyślałem o tym jeszcze w trakcie seansu. (aż nabrałem ochoty na powtórkę, chociażby dla Holly Hunter której występ uwielbiam)
Superman niby porusza ten sam temat i zadaje podobne pytania ale różnica jest diametralna, bo tam znowu wkracza Gunn ze swoimi pomysłami i sprowadzaniem wszystkiego do komedii w postaci
Cytat z Mierzwiak data 13 lipca, 2025, 14:26Jeszcze jedna refleksja, w której dostrzegam wyższość Man of Steel nad Supermanem 2025:
[spoiler title=""]
W filmie Snydera Superman zostaje postawiony przed wyborem: odnowić Krypton na Ziemi, poświęcając jej wszystkich mieszkańców, czy stanąć po stronie ludzkości, jednocześnie zaprzepaszczając szansę na odrodzenie jego prawdziwej, rodzinnej planety. Wybór jest oczywisty, ale jednocześnie jest to prawdziwy wybór, który ma konkretną wagę i realne konsekwencje, co ostatecznie doprowadza Supermana do zamordowania jednego ze swoich.
Gunn udaje, że w jego filmie bohater też staje przed jakimś dylematem, ale w rzeczywistości żadnego nie ma. Jest Supermanem od trzech lat, jest dobry, uczciwy, w każdym dostrzega piękno. Odczytana (z ilu letnim opóźnieniem?) od rodziców wiadomość kim według nich powinien być to raczej wzruszenie ramion, bo on kimś takim nie jest i być wcale nie musi, bo jest już ukształtowany jako, no cóż, człowiek.
[/spoiler]
Jeszcze jedna refleksja, w której dostrzegam wyższość Man of Steel nad Supermanem 2025:
W filmie Snydera Superman zostaje postawiony przed wyborem: odnowić Krypton na Ziemi, poświęcając jej wszystkich mieszkańców, czy stanąć po stronie ludzkości, jednocześnie zaprzepaszczając szansę na odrodzenie jego prawdziwej, rodzinnej planety. Wybór jest oczywisty, ale jednocześnie jest to prawdziwy wybór, który ma konkretną wagę i realne konsekwencje, co ostatecznie doprowadza Supermana do zamordowania jednego ze swoich.
Gunn udaje, że w jego filmie bohater też staje przed jakimś dylematem, ale w rzeczywistości żadnego nie ma. Jest Supermanem od trzech lat, jest dobry, uczciwy, w każdym dostrzega piękno. Odczytana (z ilu letnim opóźnieniem?) od rodziców wiadomość kim według nich powinien być to raczej wzruszenie ramion, bo on kimś takim nie jest i być wcale nie musi, bo jest już ukształtowany jako, no cóż, człowiek.
Cytat z Szaman data 13 lipca, 2025, 14:32[spoiler title=""]
Plus wiadomość od rodziców go nie ukształtowała, jest misiem przytulanką podczas wizyty u dentysty. Zadziałoby mocniej gdyby Superman walczył ze swoją ciemną stroną, a tak jest tylko czymś wstydliwym z przeszłości, powodującym burzę w internecie, mimo zapewnień bohatera. Całkiem jak stare twitty Gunna z żartami o pedofilii przez które zwolniono go z Disneya 🙂 Tylko, że tutaj Clark nie zrobił dosłownie niczego, ani dobrego, ani złego w tym temacie, w scenariuszu to tylko jedna ze 150 rzeczy którymi rzuca w niego Luthor, tak jak pisano kiedyś na World of Reel.
[/spoiler]
Plus wiadomość od rodziców go nie ukształtowała, jest misiem przytulanką podczas wizyty u dentysty. Zadziałoby mocniej gdyby Superman walczył ze swoją ciemną stroną, a tak jest tylko czymś wstydliwym z przeszłości, powodującym burzę w internecie, mimo zapewnień bohatera. Całkiem jak stare twitty Gunna z żartami o pedofilii przez które zwolniono go z Disneya 🙂 Tylko, że tutaj Clark nie zrobił dosłownie niczego, ani dobrego, ani złego w tym temacie, w scenariuszu to tylko jedna ze 150 rzeczy którymi rzuca w niego Luthor, tak jak pisano kiedyś na World of Reel.
Cytat z Mierzwiak data 13 lipca, 2025, 14:42Otóż to. Ogółem uważam, że w tej pogoni za pogodną odpowiedzią na ponuractwo Snydera (będącym moim zdaniem filmem o niebo lepszym, przede wszystkim konsekwentnym i bardziej skupionym na poszczególnych elementach oraz bohaterach) za dużo w scenariuszu Gunna jest udawania.
[spoiler title=""]
Kontrowersyjna ingerencja w globalną politykę? Nieważne, ostatecznie to i tak sprawka i prowokacja Luthora.
Ludzie odwracający się od Supermana z powodu kłopotliwego nagrania od rodziców? Nieważne, to w większości i tak małpy generujące hejt w sieci.
Miasto rozdarte na pół przez międzywymiarową szczelinę? Nieważne, złożyło się z powrotem w całość, trochę krzywo, ale złożyło 🙂
[/spoiler]
Otóż to. Ogółem uważam, że w tej pogoni za pogodną odpowiedzią na ponuractwo Snydera (będącym moim zdaniem filmem o niebo lepszym, przede wszystkim konsekwentnym i bardziej skupionym na poszczególnych elementach oraz bohaterach) za dużo w scenariuszu Gunna jest udawania.
Kontrowersyjna ingerencja w globalną politykę? Nieważne, ostatecznie to i tak sprawka i prowokacja Luthora.
Ludzie odwracający się od Supermana z powodu kłopotliwego nagrania od rodziców? Nieważne, to w większości i tak małpy generujące hejt w sieci.
Miasto rozdarte na pół przez międzywymiarową szczelinę? Nieważne, złożyło się z powrotem w całość, trochę krzywo, ale złożyło 🙂
Cytat z Szaman data 13 lipca, 2025, 17:37Cameo z Supermana na oficjalnych zdjęciach z planu. Nie poczekali nawet do końca weekendu, albo zaraz zniknie 🙂
[spoiler title=""]
https://naekranie.pl/aktualnosci/supergirl-zdjecie-milly-alcock-1752418089
[/spoiler]
Cameo z Supermana na oficjalnych zdjęciach z planu. Nie poczekali nawet do końca weekendu, albo zaraz zniknie 🙂
Cytat z Szaman data 16 lipca, 2025, 17:03Bardzo mi się podoba i grafika i ta stylówa. Wygląda nawet lepiej niż [spoiler title=""] tam, gdzie można było ją zobaczyć 🙂 To nadal tajemnica? [/spoiler]
Bardzo mi się podoba i grafika i ta stylówa. Wygląda nawet lepiej niż
Cytat z Mierzwiak data 16 lipca, 2025, 17:15Spódniczka > majtasy
Clark też mógłby spróbować, Szkotom jakoś nie przeszkadza 😀
Spódniczka > majtasy
Clark też mógłby spróbować, Szkotom jakoś nie przeszkadza 😀
