House of Gucci (2021)
Cytat z robgordon data 27 listopada, 2021, 17:40Cytat z Mierzwiak data Listopad 27, 2021, 14:54Scena ślubu z Faith Wham! w tle to doskonały przykład tego, jak bardzo Ridley błądził po omacku robiąc ten film.
Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Cytat z Mierzwiak data Listopad 27, 2021, 14:54Scena ślubu z Faith Wham! w tle to doskonały przykład tego, jak bardzo Ridley błądził po omacku robiąc ten film.
Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Cytat z robgordon data 27 listopada, 2021, 17:42Cytat z Szaman data Listopad 27, 2021, 17:00Dobra, 6 jednak, za dużo wychodzi mi zastrzeżeń. Ale często tak mam, że z kina wychodzę bardziej łaskawy, może działa magia miejsca, nawet w multipleksie.
Dlatego właściwie zawsze wstrzymuję się kilka dni z oceną. Czasem jestem pewien, więc nie czekam. Ale w większości przypadków daję sobie trochę czasu do namysłu.
Cytat z Szaman data Listopad 27, 2021, 17:00Dobra, 6 jednak, za dużo wychodzi mi zastrzeżeń. Ale często tak mam, że z kina wychodzę bardziej łaskawy, może działa magia miejsca, nawet w multipleksie.
Dlatego właściwie zawsze wstrzymuję się kilka dni z oceną. Czasem jestem pewien, więc nie czekam. Ale w większości przypadków daję sobie trochę czasu do namysłu.
Cytat z Kuba data 27 listopada, 2021, 20:25https://www.hollywoodreporter.com/movies/movie-news/tom-ford-house-of-gucci-reaction-1235053527/
Sam nigdy nie rozumiałem jak dla kogoś ten materiał może być czymś dobrym na campową i przerysowaną historię.
https://www.hollywoodreporter.com/movies/movie-news/tom-ford-house-of-gucci-reaction-1235053527/
Sam nigdy nie rozumiałem jak dla kogoś ten materiał może być czymś dobrym na campową i przerysowaną historię.
Cytat z Mierzwiak data 27 listopada, 2021, 21:12Cytat z robgordon data Listopad 27, 2021, 17:40Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Ojej. Czy mogę zrzucić tę gafę na post-seansowe zmęczenie mózgu? 🙂
Cytat z robgordon data Listopad 27, 2021, 17:40Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Ojej. Czy mogę zrzucić tę gafę na post-seansowe zmęczenie mózgu? 🙂
Cytat z robgordon data 28 listopada, 2021, 08:43Cytat z Mierzwiak data Listopad 27, 2021, 21:12Cytat z robgordon data Listopad 27, 2021, 17:40Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Ojej. Czy mogę zrzucić tę gafę na post-seansowe zmęczenie mózgu?
Każdemu może się zdarzyć 😉 Tym bardziej, że ich dyskografia ma kilka dziwnych rozwiązań. Najbardziej kuriozalny jest chyba przypadek "Careless Whisper". To piosenka, którą każdy kojarzy jako numer George'a. Tak jest podpisany klip, tak jest przedstawiana w radio. Ale pewnie nie każdy wie, że została umieszczona na drugiej (i ostatniej) płycie Wham! Najbardziej zaskakujące jest jednak co innego. Otóż na płycie jest 8 piosenek. Jeden cover, 6 autorstwa George'a i jedna George'a i Andrew, właśnie "Careless Whisper". Czyli jedyna ich wspólna rzecz na tej płycie była promowana jako solowa piosenka George'a Michaela 😉
PS. Ciekawostka. Andrew jest od 31 lat w związku (niesformalizowanym) z jedną z dziewczyn z Bananaramy. W 2017 (po 27 latach) rozstali się, żeby dwa lata później wrócić do siebie 😉
Cytat z Mierzwiak data Listopad 27, 2021, 21:12Cytat z robgordon data Listopad 27, 2021, 17:40Wham! nie ma takiej piosenki. Zapewne chodziło Ci o hit George'a Michaela.
Ojej. Czy mogę zrzucić tę gafę na post-seansowe zmęczenie mózgu?
Każdemu może się zdarzyć 😉 Tym bardziej, że ich dyskografia ma kilka dziwnych rozwiązań. Najbardziej kuriozalny jest chyba przypadek "Careless Whisper". To piosenka, którą każdy kojarzy jako numer George'a. Tak jest podpisany klip, tak jest przedstawiana w radio. Ale pewnie nie każdy wie, że została umieszczona na drugiej (i ostatniej) płycie Wham! Najbardziej zaskakujące jest jednak co innego. Otóż na płycie jest 8 piosenek. Jeden cover, 6 autorstwa George'a i jedna George'a i Andrew, właśnie "Careless Whisper". Czyli jedyna ich wspólna rzecz na tej płycie była promowana jako solowa piosenka George'a Michaela 😉
PS. Ciekawostka. Andrew jest od 31 lat w związku (niesformalizowanym) z jedną z dziewczyn z Bananaramy. W 2017 (po 27 latach) rozstali się, żeby dwa lata później wrócić do siebie 😉
Cytat z Szaman data 29 listopada, 2021, 23:18https://twitter.com/THR/status/1465436828392210432?t=euJ5FoRMVsLsbDx4zj-jaw&s=19
Gucci Family Slams Ridley Scott’s ‘House of Gucci,’ Hint at Legal Action https://t.co/liuSIqEOOr
— The Hollywood Reporter (@THR) November 29, 2021
Cytat z Marek Pilarski data 30 listopada, 2021, 21:14Nie jest petardą, jakiej można było się spodziewać po zwiastunach, nie jest to jednak także niespójna, kiczowata i bolesna w oglądaniu porażka, jakiej oczekiwałem po niektórych recenzjach. Fakt, w rękach Ridleya Scotta jest to raczej dość sucha, pozbawiona większej werwy czy autorskiego stylu lekcja historii, ale jednocześnie uważam, że takie podejście służyło temu materiałowi. W żadnym momencie nie odczułem nudy, mimo ciągu kolejnych scen z "gadającymi głowami". Może udało się to osiągnąć dzięki całej tej kolorowej otoczce i aktorstwu w dużym stopniu pozbawionemu subtelności (i dobrze!). Największym zgrzytem w tonie okazuje się kreacja Jareda Leto, która jest jednak istotnym źródłem humoru. W tym całym pokazie sprzeczności najbardziej zaskakujące jest to, że dwuipółgodzinny seans był naprawdę przyjemnym doświadczeniem, w którym wybrzmiały zarówno sama historia, jak i postaci, które ją napisały. Wydaje mi się, że także upływ czasu został zobrazowany w autentyczny sposób i miał swoje odzwierciedlenie nie tylko w wyrazistych zmianach wyglądu, ale także w rozwoju postaci Patrizii i Maurizio, a także ich relacji.
6,5/10
Nie jest petardą, jakiej można było się spodziewać po zwiastunach, nie jest to jednak także niespójna, kiczowata i bolesna w oglądaniu porażka, jakiej oczekiwałem po niektórych recenzjach. Fakt, w rękach Ridleya Scotta jest to raczej dość sucha, pozbawiona większej werwy czy autorskiego stylu lekcja historii, ale jednocześnie uważam, że takie podejście służyło temu materiałowi. W żadnym momencie nie odczułem nudy, mimo ciągu kolejnych scen z "gadającymi głowami". Może udało się to osiągnąć dzięki całej tej kolorowej otoczce i aktorstwu w dużym stopniu pozbawionemu subtelności (i dobrze!). Największym zgrzytem w tonie okazuje się kreacja Jareda Leto, która jest jednak istotnym źródłem humoru. W tym całym pokazie sprzeczności najbardziej zaskakujące jest to, że dwuipółgodzinny seans był naprawdę przyjemnym doświadczeniem, w którym wybrzmiały zarówno sama historia, jak i postaci, które ją napisały. Wydaje mi się, że także upływ czasu został zobrazowany w autentyczny sposób i miał swoje odzwierciedlenie nie tylko w wyrazistych zmianach wyglądu, ale także w rozwoju postaci Patrizii i Maurizio, a także ich relacji.
6,5/10
Cytat z Janko data 1 grudnia, 2021, 16:42Nieźle, ale czuć nie wykorzystanie pełnego potencjału historii, zresztą podobnie było w Ostatnim pojedynku, ale tam były trochę inne przyczyny. Należałoby wywalić kilka scen zapychaczy, bardziej rozbudować prywatne i biznesowe życie Guccich. Najlepiej wypadł Al Pacino, Gaga spoko, a przerysowany Leto też daje frajdę.
Nie łapię tego fetyszu amerykańskiego kina z akcentami. Na cholerę aktorzy mają się męczyć z obcymi akcentami jak i tak nawijają po angielsku? Mówienie z akcentem ma sens gdy grasz imigranta i przyjeżdżasz do USA (jak chociażby Cotillard w The Immigrant). Żeby było zabawniej w tegorocznym drugim filmie Scotta nikt nie bawił się w francuski akcent i każdy mówił po swojemu.
Nieźle, ale czuć nie wykorzystanie pełnego potencjału historii, zresztą podobnie było w Ostatnim pojedynku, ale tam były trochę inne przyczyny. Należałoby wywalić kilka scen zapychaczy, bardziej rozbudować prywatne i biznesowe życie Guccich. Najlepiej wypadł Al Pacino, Gaga spoko, a przerysowany Leto też daje frajdę.
Nie łapię tego fetyszu amerykańskiego kina z akcentami. Na cholerę aktorzy mają się męczyć z obcymi akcentami jak i tak nawijają po angielsku? Mówienie z akcentem ma sens gdy grasz imigranta i przyjeżdżasz do USA (jak chociażby Cotillard w The Immigrant). Żeby było zabawniej w tegorocznym drugim filmie Scotta nikt nie bawił się w francuski akcent i każdy mówił po swojemu.
Cytat z Mierzwiak data 1 grudnia, 2021, 17:01Cytat z janko data grudzień 1, 2021, 16:42Nie łapię tego fetyszu amerykańskiego kina z akcentami. Na cholerę aktorzy mają się męczyć z obcymi akcentami jak i tak nawijają po angielsku?
Po to, żeby przeciętny, niezbyt rozgarnięty widz nie zapomniał, że ogląda obcokrajowców. Na dokładnie tej samej zasadzie sceny dziejące się np. w Rosji dostają niebieski filtr, a te w Meksyku - pomarańczowy 🙂
Cytat z janko data grudzień 1, 2021, 16:42Nie łapię tego fetyszu amerykańskiego kina z akcentami. Na cholerę aktorzy mają się męczyć z obcymi akcentami jak i tak nawijają po angielsku?
Po to, żeby przeciętny, niezbyt rozgarnięty widz nie zapomniał, że ogląda obcokrajowców. Na dokładnie tej samej zasadzie sceny dziejące się np. w Rosji dostają niebieski filtr, a te w Meksyku - pomarańczowy 🙂
Cytat z Janko data 1 grudnia, 2021, 17:14Tak wiem, że Amerykanie są głupi, ale też niekonsekwentni. W filmach z najnowszej historii na ogół są akcenty, ale już średniowiecze, starożytność itp. już nie. Dlatego wolę żeby daną opowieścią zajmowała się kinematografia kraju w którym ma to miejsce (oczywiście są wyjątki np. Rwanda, która filmami nie stoi). Dziwne, że jeszcze Włosi nie zajęli się nie podjęli tego tematu, mam nadzieję, że jeszcze to zrobią, bo jest co poprawiać.
Tak wiem, że Amerykanie są głupi, ale też niekonsekwentni. W filmach z najnowszej historii na ogół są akcenty, ale już średniowiecze, starożytność itp. już nie. Dlatego wolę żeby daną opowieścią zajmowała się kinematografia kraju w którym ma to miejsce (oczywiście są wyjątki np. Rwanda, która filmami nie stoi). Dziwne, że jeszcze Włosi nie zajęli się nie podjęli tego tematu, mam nadzieję, że jeszcze to zrobią, bo jest co poprawiać.
Cytat z Kuba data 2 lutego, 2022, 15:43Wiedziałem, że film będzie zły. Ale nie, że aż tak. Aż "Bohemian Rhapsody", tak trzymając się biografii robionych przez topowe amerykańskie ekipy, zyskało w moich oczach.
Właściwie wszystko o tym powiedziano. Ja jednak chciałbym podkreślić wszystkie zarzuty które Tom Ford wystosował wobec tego filmu. Oczywiście, w odróżnieniu od niego, nie byłem uczestnikiem wydarzeń, ale jeśli uznamy, że wersja prawdziwa wydarzeńto ta która przedstawiają książki, wywiady, artykuły a zwłaszcza książka która ten film adaptuje oficjalnie...to ten film jest zwyczajnie kłamliwy i kompletnie niewłaściwy. Na dodatek w sposób kompletnie pozbawiony sensu, nic nie stoi w tej historii na własnych nogach, ona nie ma własnego przesłania a fabuła nie zyskuje na oderwaniu się od prawdy. Ba, mnóstwo rzeczy tu nie ma sensu dlatego, że jest wymysłem.
Po pierwsze. Rola postaci Gagi...no ona nie robiła 99% rzeczy wedlug książki jaka ten film wybrał za wzór. Ba, w subiektywnej ale względnie podobnej pod kątem opisu wydarzeń książce córki Aldo sama Patrizzia jest wspominana może 3 razy jako statystka. A Aldo tu jest strasznie skrzywdzony, to była naprawdę fascynująca postać, o wielkim potencjale. Właściwie jedynym zmierzającym we właściwym kierunku jest Rodolfo i bardzo dobry Irons który nawet w którymś momencie pięknie rezygnuje z tego kretyńskiego akcentu.
Ale nie ma co się dziwić, że film wymyśla relacje między małżeństwem głównych bohaterów. Ona w sadze tego rodu jest najmniej ciekawa, najprostsza. Wręcz nie zbliża się do tego co łączyło pozostałych bohaterów. Szczególnie tych nieobecnych jak dwóch synów Aldo, brat i siostra Aldo i Rodolfo, żona, kochanka i córka z nieprawego łoża Aldo, druga córka Maurizzio, zastęp prawników i przedsiębiorców zaangażowanych w losy firmy. Bez sensownie zrobiono z Domenico niemalże villaina zamiast skupić się na tym jak świetnym biznesmenem, lojalnym wobec firmy i bardzo mocno powiązanym z każdym członkiem rodziny był. Brakowało mi opowieści o tym jak Rodolfo spędził lata życia montując samodzielnie film złożony ze swoich nagrań z historii jego rodziny pomieszanych z ujęciami z filmów jego i jego żony. Zamiast tego wszystkiego i wielu innych rzeczy mamy grupę kretynów, błaznów i jakiś fikcyjny, przedziwny twór w postaci bohaterki Gagi.
Sama Gage jako aktorkę lubię. Uwielbiam w ASiB. Tutaj jednak na wierz wyszły wszelkie jej warsztatowe niedociągnięcia, brak doświadczenia a przede wszystkim brak reżysera który by poświęcił jej czas i uwagę. Jej decyzje i wybory są wszystkie błędne a akcent zły i psujący cały występ. Na dodatek jest zwyczajnie misscastem przez połowę filmu i ma zerową chemię z otoczeniem. Może też dlatego, że Driver był pogubiony i zainteresowany graniem jedynie do połowy. Ale ja myślę, że Adam ogólnie kiepsko się dogaduje ze Scottem, ale to dlatego, że mam raczej kontrowersyjna opinie - uważam, że był najgorszy w Last Duel , chociaż nadal bardzo dobry.
Leto...moim zdaniem to po prostu wstyd, zagrać coś takiego. Po prostu wstyd.
Wiedziałem, że film będzie zły. Ale nie, że aż tak. Aż "Bohemian Rhapsody", tak trzymając się biografii robionych przez topowe amerykańskie ekipy, zyskało w moich oczach.
Właściwie wszystko o tym powiedziano. Ja jednak chciałbym podkreślić wszystkie zarzuty które Tom Ford wystosował wobec tego filmu. Oczywiście, w odróżnieniu od niego, nie byłem uczestnikiem wydarzeń, ale jeśli uznamy, że wersja prawdziwa wydarzeńto ta która przedstawiają książki, wywiady, artykuły a zwłaszcza książka która ten film adaptuje oficjalnie...to ten film jest zwyczajnie kłamliwy i kompletnie niewłaściwy. Na dodatek w sposób kompletnie pozbawiony sensu, nic nie stoi w tej historii na własnych nogach, ona nie ma własnego przesłania a fabuła nie zyskuje na oderwaniu się od prawdy. Ba, mnóstwo rzeczy tu nie ma sensu dlatego, że jest wymysłem.
Po pierwsze. Rola postaci Gagi...no ona nie robiła 99% rzeczy wedlug książki jaka ten film wybrał za wzór. Ba, w subiektywnej ale względnie podobnej pod kątem opisu wydarzeń książce córki Aldo sama Patrizzia jest wspominana może 3 razy jako statystka. A Aldo tu jest strasznie skrzywdzony, to była naprawdę fascynująca postać, o wielkim potencjale. Właściwie jedynym zmierzającym we właściwym kierunku jest Rodolfo i bardzo dobry Irons który nawet w którymś momencie pięknie rezygnuje z tego kretyńskiego akcentu.
Ale nie ma co się dziwić, że film wymyśla relacje między małżeństwem głównych bohaterów. Ona w sadze tego rodu jest najmniej ciekawa, najprostsza. Wręcz nie zbliża się do tego co łączyło pozostałych bohaterów. Szczególnie tych nieobecnych jak dwóch synów Aldo, brat i siostra Aldo i Rodolfo, żona, kochanka i córka z nieprawego łoża Aldo, druga córka Maurizzio, zastęp prawników i przedsiębiorców zaangażowanych w losy firmy. Bez sensownie zrobiono z Domenico niemalże villaina zamiast skupić się na tym jak świetnym biznesmenem, lojalnym wobec firmy i bardzo mocno powiązanym z każdym członkiem rodziny był. Brakowało mi opowieści o tym jak Rodolfo spędził lata życia montując samodzielnie film złożony ze swoich nagrań z historii jego rodziny pomieszanych z ujęciami z filmów jego i jego żony. Zamiast tego wszystkiego i wielu innych rzeczy mamy grupę kretynów, błaznów i jakiś fikcyjny, przedziwny twór w postaci bohaterki Gagi.
Sama Gage jako aktorkę lubię. Uwielbiam w ASiB. Tutaj jednak na wierz wyszły wszelkie jej warsztatowe niedociągnięcia, brak doświadczenia a przede wszystkim brak reżysera który by poświęcił jej czas i uwagę. Jej decyzje i wybory są wszystkie błędne a akcent zły i psujący cały występ. Na dodatek jest zwyczajnie misscastem przez połowę filmu i ma zerową chemię z otoczeniem. Może też dlatego, że Driver był pogubiony i zainteresowany graniem jedynie do połowy. Ale ja myślę, że Adam ogólnie kiepsko się dogaduje ze Scottem, ale to dlatego, że mam raczej kontrowersyjna opinie - uważam, że był najgorszy w Last Duel , chociaż nadal bardzo dobry.
Leto...moim zdaniem to po prostu wstyd, zagrać coś takiego. Po prostu wstyd.

