Killers of the Flower Moon
Cytat z Mierzwiak data 13 stycznia, 2024, 22:56Ogółem bardzo dobry, ale jednocześnie taki, do którego mam sporo zastrzeżeń. Najbardziej podobała mi się mniej więcej pierwsza godzina, gdzie dostajemy świetny portret Ameryki tamtego okresu, społeczności Osagów i relację Ernesta i Mollie. Najlepszy jest tu też montaż i zdjęcia.
Późniejsza sekcja filmu, gdzie pojawia się motyw "choroby" Mollie (niesamowicie niewdzięczny materiał dla ogółem świetnej Gladstone) była dość męcząca, pojawienie się agentów federalnych podniosło napięcie, ale im bliżej było końca tym, mam wrażenie, z filmu coraz szybciej uchodziło powietrze a całości ostatecznie zabrakło adekwatnego ciężaru.
Ogółem bardzo dobry, ale jednocześnie taki, do którego mam sporo zastrzeżeń. Najbardziej podobała mi się mniej więcej pierwsza godzina, gdzie dostajemy świetny portret Ameryki tamtego okresu, społeczności Osagów i relację Ernesta i Mollie. Najlepszy jest tu też montaż i zdjęcia.
Późniejsza sekcja filmu, gdzie pojawia się motyw "choroby" Mollie (niesamowicie niewdzięczny materiał dla ogółem świetnej Gladstone) była dość męcząca, pojawienie się agentów federalnych podniosło napięcie, ale im bliżej było końca tym, mam wrażenie, z filmu coraz szybciej uchodziło powietrze a całości ostatecznie zabrakło adekwatnego ciężaru.
Cytat z robgordon data 14 stycznia, 2024, 10:10Mnie podoba się, że Martin nie tylko wciąż próbuje nowych tematów, ale również że eksperymentuje z formą i sposobem opowiadania. 20 lat temu z pewnością podkręciłby tempo, sceny morderstw byłyby brutalniejsze, dłuższe, filmowane z bliższej perspektywy, te w sądzie bardziej efektowne, a w konfrontacjach naszych bohaterów z agentami FBI byłoby więcej „mięcha”. Jestem też przekonany, że bohaterowie opowieści, w szczególności Ernest, byliby bardziej inteligentni, a ich czyny wyrafinowane. Zamiast tego Scorsese postawił na prawdę, nie tylko o samej historii, ale też w zachowaniu i reakcjach głównych postaci. Mozolnie pokazuje nam ten świat, tło i motywacje. 20 lat temu ten film byłby inny i może, w ogólny odczuciu, lepszy. Ale chyba Martinowi już nie na tym zależy przede wszystkim.
Niesamowite, że w kraju, w którym Indianie stanowią tak istotny (choć przez dekady głównie drugoligowy) element popkultury, w kraju, w którym powstały setki, jak nie tysiące filmów, w których się pojawiają, dopiero dziś zrealizowano produkcję, która opowiada tak wstrząsającą, a jednocześnie bardzo filmową historię (oczywiście film, który trafił do powszechnej świadomości, bo pewnie powstały jakieś, a przynajmniej dokumentalne). Niby nie powinno być to zaskoczeniem, w każdym społeczeństwie są tematy tabu. A jednak trochę jest.
Szkoda, że pewnie rola di Caprio nie zostanie należycie doceniona. Jest w niej świetny. Chyba nigdy nie grał postaci o choć zbliżonym poziomie inteligencji do Ernesta. Jego bohaterowie byli raczej ponadprzeciętnie inteligentni lub nadzwyczaj zdolni. Chyba najbliższy temu był… u Tarantino 😉 Na samym początku miałem mały dysonans poznawczy, wydawało mi się, że trochę przeszarżował. Jednak z biegiem czasu, przyznałem mu rację. Dzięki pozornie przesadzonym ozdobnikom, stał się Ernestem, a ja zapomniałem, że to aktor, znany poza ekranem głównie z umawianiem się z młodymi modelkami.
Mnie cameo Martina nie przeszkadzało. Dla mnie to przede wszystkim chęć podkreślenia przez niego jak ważny to dla niego film.
Mnie podoba się, że Martin nie tylko wciąż próbuje nowych tematów, ale również że eksperymentuje z formą i sposobem opowiadania. 20 lat temu z pewnością podkręciłby tempo, sceny morderstw byłyby brutalniejsze, dłuższe, filmowane z bliższej perspektywy, te w sądzie bardziej efektowne, a w konfrontacjach naszych bohaterów z agentami FBI byłoby więcej „mięcha”. Jestem też przekonany, że bohaterowie opowieści, w szczególności Ernest, byliby bardziej inteligentni, a ich czyny wyrafinowane. Zamiast tego Scorsese postawił na prawdę, nie tylko o samej historii, ale też w zachowaniu i reakcjach głównych postaci. Mozolnie pokazuje nam ten świat, tło i motywacje. 20 lat temu ten film byłby inny i może, w ogólny odczuciu, lepszy. Ale chyba Martinowi już nie na tym zależy przede wszystkim.
Niesamowite, że w kraju, w którym Indianie stanowią tak istotny (choć przez dekady głównie drugoligowy) element popkultury, w kraju, w którym powstały setki, jak nie tysiące filmów, w których się pojawiają, dopiero dziś zrealizowano produkcję, która opowiada tak wstrząsającą, a jednocześnie bardzo filmową historię (oczywiście film, który trafił do powszechnej świadomości, bo pewnie powstały jakieś, a przynajmniej dokumentalne). Niby nie powinno być to zaskoczeniem, w każdym społeczeństwie są tematy tabu. A jednak trochę jest.
Szkoda, że pewnie rola di Caprio nie zostanie należycie doceniona. Jest w niej świetny. Chyba nigdy nie grał postaci o choć zbliżonym poziomie inteligencji do Ernesta. Jego bohaterowie byli raczej ponadprzeciętnie inteligentni lub nadzwyczaj zdolni. Chyba najbliższy temu był… u Tarantino 😉 Na samym początku miałem mały dysonans poznawczy, wydawało mi się, że trochę przeszarżował. Jednak z biegiem czasu, przyznałem mu rację. Dzięki pozornie przesadzonym ozdobnikom, stał się Ernestem, a ja zapomniałem, że to aktor, znany poza ekranem głównie z umawianiem się z młodymi modelkami.
Mnie cameo Martina nie przeszkadzało. Dla mnie to przede wszystkim chęć podkreślenia przez niego jak ważny to dla niego film.
Cytat z Kuba data 14 stycznia, 2024, 10:17Moim zdaniem zarówno cameo jak i całe zakończenie są wybitne i przede wszystkim fantastycznie odnoszące się do jednego z poważniejszych problemów: faktu, że znowu o tragedii rdzennych mieszkańców opowiadają biali ludzie, w 'rozrywkowej' formie. Samoświadoma autokrytyka i świetne oddanie tej opowieści w ręce tych, do których należy.
Rola DiCaprio jest chyba moją ulubioną w jego karierze. Zaledwie wczoraj powtarzałem ostatnie sceny, niesamowitych jest w konfrontacjach z Mollie i w scenach sądowych. Też bardzo szanuje fakt, że twórcy nie bali się by zmusić widza do spędzenia ponad 3 godzin w towarzystwie kretyna. Podnosi to próg wejścia, ale nie wyobrażam sobie opowiedzieć tego inaczej.
Moim zdaniem zarówno cameo jak i całe zakończenie są wybitne i przede wszystkim fantastycznie odnoszące się do jednego z poważniejszych problemów: faktu, że znowu o tragedii rdzennych mieszkańców opowiadają biali ludzie, w 'rozrywkowej' formie. Samoświadoma autokrytyka i świetne oddanie tej opowieści w ręce tych, do których należy.
Rola DiCaprio jest chyba moją ulubioną w jego karierze. Zaledwie wczoraj powtarzałem ostatnie sceny, niesamowitych jest w konfrontacjach z Mollie i w scenach sądowych. Też bardzo szanuje fakt, że twórcy nie bali się by zmusić widza do spędzenia ponad 3 godzin w towarzystwie kretyna. Podnosi to próg wejścia, ale nie wyobrażam sobie opowiedzieć tego inaczej.
Cytat z Mierzwiak data 14 stycznia, 2024, 10:52Kompletnie nie podzielam tej rzekomej autokrytyki białego reżysera (ugh), dostrzegłem tam raczej analogię do współczesności i fascynacji true crime, która nawet z największej tragedii czyni rozrywkę dla gawiedzi. Jeśli Scorsese bije się tym zakończeniem w pierś, to, no nie wiem, mógł tego filmu nie robić? Trochę to dla mnie nonsensowne.
Postać Leo była dla mnie ogromnym zaskoczeniem nie tylko z racji jego wątpliwej inteligencji, ale też z racji tego że jest w zasadzie [spoiler title=""]czarnym charakterem[/spoiler] o czym nie miałem pojęcia.
PS. Czy agent grany przez Plemons zauważył, że Ernest jest bratem bliźniakiem Hoovera? 😛
Kompletnie nie podzielam tej rzekomej autokrytyki białego reżysera (ugh), dostrzegłem tam raczej analogię do współczesności i fascynacji true crime, która nawet z największej tragedii czyni rozrywkę dla gawiedzi. Jeśli Scorsese bije się tym zakończeniem w pierś, to, no nie wiem, mógł tego filmu nie robić? Trochę to dla mnie nonsensowne.
Postać Leo była dla mnie ogromnym zaskoczeniem nie tylko z racji jego wątpliwej inteligencji, ale też z racji tego że jest w zasadzie
PS. Czy agent grany przez Plemons zauważył, że Ernest jest bratem bliźniakiem Hoovera? 😛
Cytat z robgordon data 14 stycznia, 2024, 13:51Cytat z Mierzwiak data styczeń 14, 2024, 10:52PS. Czy agent grany przez Clemensa zauważył, że Ernest jest bratem bliźniakiem Hoovera?
Nie sądzę. Ale gdyby grał w tamtym filmie, grany przez niego agent miałby na to większą szansę 😉
PS. Moja odpowiedź zakłada, że chodzi Ci o Plemonsa, nie Clemensa 😉
Cytat z Mierzwiak data styczeń 14, 2024, 10:52PS. Czy agent grany przez Clemensa zauważył, że Ernest jest bratem bliźniakiem Hoovera?
Nie sądzę. Ale gdyby grał w tamtym filmie, grany przez niego agent miałby na to większą szansę 😉
PS. Moja odpowiedź zakłada, że chodzi Ci o Plemonsa, nie Clemensa 😉
Cytat z Kuba data 14 stycznia, 2024, 16:05Cytat z robgordon data styczeń 14, 2024, 10:10Mnie podoba się, że Martin nie tylko wciąż próbuje nowych tematów, ale również że eksperymentuje z formą i sposobem opowiadania. 20 lat temu z pewnością podkręciłby tempo, sceny morderstw byłyby brutalniejsze, dłuższe, filmowane z bliższej perspektywy, te w sądzie bardziej efektowne, a w konfrontacjach naszych bohaterów z agentami FBI byłoby więcej „mięcha”. Jestem też przekonany, że bohaterowie opowieści, w szczególności Ernest, byliby bardziej inteligentni, a ich czyny wyrafinowane. Zamiast tego Scorsese postawił na prawdę, nie tylko o samej historii, ale też w zachowaniu i reakcjach głównych postaci. Mozolnie pokazuje nam ten świat, tło i motywacje. 20 lat temu ten film byłby inny i może, w ogólny odczuciu, lepszy. Ale chyba Martinowi już nie na tym zależy przede wszystkim.
To jedno, ale też to co jest ciekawe w przypadku Martina, to też fakt, że wiesz, że ta forma, tempo i przyjęty styl narracyjny są celowe, przemyślane. To nie jest kwestia starości, braku umiejętności by konstruować odpowiednie tempo i tak dalej. Żadna z rzeczy tak widocznych u Spielberga, Scotta czy Manna. W "Killers.." kilka razy zmienia się tempo i formuła, przez co poszczególne akty dość mocno się różnią, i za każdym razem jest to świadoma, konsekwentna decyzja. I idealnie pasuje to do tego świata. Podobnie jak do "The Irishmana" pasuje rozpierająca go energia - tamten film przecież ma jej równie wiele co "Wilk z Wall Street" czy "Kasyno". A wcześniej mieliśmy rasowe slow-cinema pod postacią "Milczenia". Niezwykłe jest dla mnie jak u Scorsese z biegiem czasu nie sposób zauważyć, że się starzeje i tworzenie filmów jest dla niego coraz większym wysiłkiem. Reżysersko jest cały czas konsekwentny, zdyscyplinowany i przy tym kreatywny, nie tworzy obrazów na jedno kopyto, a każdy ma swój własny język. Wyjątkowa sprawa.
Pytanie czego spróbuje przy "The Wager" i innych projektach, jeśli czas mu na ich realizację pozwoli.
Cytat z robgordon data styczeń 14, 2024, 10:10Mnie podoba się, że Martin nie tylko wciąż próbuje nowych tematów, ale również że eksperymentuje z formą i sposobem opowiadania. 20 lat temu z pewnością podkręciłby tempo, sceny morderstw byłyby brutalniejsze, dłuższe, filmowane z bliższej perspektywy, te w sądzie bardziej efektowne, a w konfrontacjach naszych bohaterów z agentami FBI byłoby więcej „mięcha”. Jestem też przekonany, że bohaterowie opowieści, w szczególności Ernest, byliby bardziej inteligentni, a ich czyny wyrafinowane. Zamiast tego Scorsese postawił na prawdę, nie tylko o samej historii, ale też w zachowaniu i reakcjach głównych postaci. Mozolnie pokazuje nam ten świat, tło i motywacje. 20 lat temu ten film byłby inny i może, w ogólny odczuciu, lepszy. Ale chyba Martinowi już nie na tym zależy przede wszystkim.
To jedno, ale też to co jest ciekawe w przypadku Martina, to też fakt, że wiesz, że ta forma, tempo i przyjęty styl narracyjny są celowe, przemyślane. To nie jest kwestia starości, braku umiejętności by konstruować odpowiednie tempo i tak dalej. Żadna z rzeczy tak widocznych u Spielberga, Scotta czy Manna. W "Killers.." kilka razy zmienia się tempo i formuła, przez co poszczególne akty dość mocno się różnią, i za każdym razem jest to świadoma, konsekwentna decyzja. I idealnie pasuje to do tego świata. Podobnie jak do "The Irishmana" pasuje rozpierająca go energia - tamten film przecież ma jej równie wiele co "Wilk z Wall Street" czy "Kasyno". A wcześniej mieliśmy rasowe slow-cinema pod postacią "Milczenia". Niezwykłe jest dla mnie jak u Scorsese z biegiem czasu nie sposób zauważyć, że się starzeje i tworzenie filmów jest dla niego coraz większym wysiłkiem. Reżysersko jest cały czas konsekwentny, zdyscyplinowany i przy tym kreatywny, nie tworzy obrazów na jedno kopyto, a każdy ma swój własny język. Wyjątkowa sprawa.
Pytanie czego spróbuje przy "The Wager" i innych projektach, jeśli czas mu na ich realizację pozwoli.
Cytat z robgordon data 14 stycznia, 2024, 16:51Jako ciekawostkę podam, że oglądając film podjęliśmy decyzję by obejrzeć go na dwa podejścia, w piątek (do sceny wybuchu) i w sobotę. Mimo seansu domowego. Też spoko.
Jako ciekawostkę podam, że oglądając film podjęliśmy decyzję by obejrzeć go na dwa podejścia, w piątek (do sceny wybuchu) i w sobotę. Mimo seansu domowego. Też spoko.
Cytat z Kuba data 14 stycznia, 2024, 17:06Dla mnie to jest film który idealnie się nadaje do takiego podziału 😉 raz, że ze względu na historię, a dwa na właśnie formę. Poprzedniemu filmowi Martina moim zdaniem robienie przerw wyrządza znacznie większą szkodę.
O i przy okazji - najlepsza ścieżka dźwiękowa Robertsona. Na czele z tym cudem
https://www.youtube.com/watch?v=uFaek1iAyCU
Dla mnie to jest film który idealnie się nadaje do takiego podziału 😉 raz, że ze względu na historię, a dwa na właśnie formę. Poprzedniemu filmowi Martina moim zdaniem robienie przerw wyrządza znacznie większą szkodę.
O i przy okazji - najlepsza ścieżka dźwiękowa Robertsona. Na czele z tym cudem
Cytat z Mierzwiak data 11 lutego, 2024, 01:35https://twitter.com/DiscussingFilm/status/1756460153149297007
Lily Gladstone only had 3 scenes in ‘KILLERS OF THE FLOWER MOON’ before rewrites took place.
She has around 1 hour of screentime in the final cut.
(Source: https://t.co/iZwWmN4x7P) pic.twitter.com/1AlFztUzuU
— DiscussingFilm (@DiscussingFilm) February 10, 2024
Cytat z Marek Pilarski data 11 lutego, 2024, 09:53Właśnie mówiła tym podczas THR Roundtable dla aktorek. Tzn. Powiedziała, że w pierwotnej wersji miała być na ekranie przez 10 minut.
Właśnie mówiła tym podczas THR Roundtable dla aktorek. Tzn. Powiedziała, że w pierwotnej wersji miała być na ekranie przez 10 minut.
