aby założyć posty i tematy.

Bond, James Bond

PreviousPage 3 of 12Next

Odważna stylówa, ale podoba mi się. 🙂

robgordon has reacted to this post.
robgordon

Strasznie dziwny odcień, były już chyba takie stylówy, że sprawa szła w bord, a nie róż (ale tutaj znowu mógł łatwo wypaść jak parkingowy). Jak dla mnie wyszedł jak ktoś kto próbuje na siłę odmłodzić się odważnym zestawieniem.

Na pewno był pomarańczowy, w Kingsman Egerton nosił, i pewnie jeszcze gdzieś widziałem.

O właśnie! Możliwe, że bardziej jednak Kingsman mi świtał.

Embargo na recenzje schodzi podobno o 1:00 naszego czasu, czyli za dwie godziny.

Pytanie brzmi od czego Grace zacznie swoją recenzję: Wow? Oh boy? Ya know? Well...? 🙂

@szaman Na premierach poprzednich filmów Craig wyglądał jak jego bohater, teraz żegna się z rolą więc wygląda inaczej. Dla mnie bardzo fajnie.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Tutaj wygląda jak bohater filmu z serii Kvines Out. 😛

Co do Grace - sprawdziłem, co powiedziała na początku recenzji Malignant... i można brać jeszcze pod uwagę "Wooo". 😛

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Variety na głównej wśród listy artykułów:

Po wejściu w link:

Szaman has reacted to this post.
Szaman
Cytat z Mierzwiak data wrzesień 28, 2021, 22:06

Pytanie brzmi od czego Grace zacznie swoją recenzję: Wow? Oh boy? Ya know? Well...? 🙂

Niestety, Grace rozczarowała. 🙁

Co do filmu - unikam spoilerów, ale

Spoiler
mimo to domyślam się, co się dzieje na końcu, bo dużo o tym piszą/mówią.

Podstawowym problemem Nie czas umierać jest brak sensownej fabuły szpiegowskiej/sensacyjnej. O ile wątki osobiste są poprowadzone wiarygodnie  i bardzo emocjonalnie, to postać grana przez Maleka, jego cele i motywacje są cokolwiek pretekstowe. Dobra jest pierwsza połowa filmu, gdzie przeważają sceny akcji, natomiast w drugiej części, gdy do głosu dochodzą dramaty bohaterów i ich rozterki, robi się nudno i ckliwie.

Erę Craiga w serii o 007 podzieliłbym na 2 etapy:

*Casino Royale i Quantum of Solace

*oraz Skyfall, Spectre i No Time to Die,

gdzie tylko pierwsze obrazy z tych dwóch grup stoją na własnych nogach. Pozostałe są ich kontynuacją. O ile jednak QoS w jakiś sposób różni się od poprzednika (na dobre lub złe, ale jest to dość specyficzny film), to ostatnie 2 sprawiają wrażenie kalki i nie wnoszą nic ciekawego. Ogląda się to nieźle, ale do zachwytów daleko.

Ogólnie cieszę się, że nastąpi zmiana na stanowisku agenta JKM. Daniel był świetnym Bondem, ale twórcy nie mieli już na niego pomysłu (poza eksplorowaniem jego psychiki) oraz pomysłu na serię.

Przed filmem powtórzyłem sobie poprzednie części, zatem teraz mogę zaprezentować swój ranking Bondów z Craigiem:

1. Casino Royale - absolutna petarda, najlepszy Bond ever, którego dopiero teraz doceniłem w pełni - 9/10

2. Skyfall - stylowy, ale trochę sztywny - 7/10

3. Quantum of Solace - bardzo dziwny, ale ma coś w sobie - 6,5/10

4. No Time to Die - solidny - 6/10

5. Spectre - ok - 6/10.

 

I jeszcze taka refleksja dlaczego tak dobre są CR i po części QoS: w tych filmach gra toczy się o naprawdę dużą stawkę dla całego świata (finansowanie światowego terroryzmu oraz walka o zasoby wody - konsekwencje są dobrze pokazane), w przeciwieństwie do zakulisowych rozgrywek szpiegów, różnych trzyliterowych agencji itp. (chciałoby się powiedzieć chłopców bawiących się zabawkami).

 

P.S. Zainteresowanie filmem w Polsce chyba duże. Na porannym seansie w poznańskim IMAXie było kilkadziesiąt (50-60) osób. Oczywiście sala nie była wypełniona nawet w połowie, ale o tej godzinie nie spodziewałem się takiej frekwencji.

Marek Pilarski and Szaman have reacted to this post.
Marek PilarskiSzaman

Nie podobało mi się.

Rozlazłe, bezkształtne, zbyt często pozbawione wyraźnego fabularnego celu kino które popełnia dokładnie te same błędy, co Quantum of Solace i Spectre czyli stara się być powiązaną z poprzednikiem / poprzednikami kontynuacją, ale nie wie jak to ciekawie zrobić, albo robi to w niewłaściwy sposób. Śmierć Vesper była dla Jamesa wstrząsem, ale też to ona go ukształtowała - to był jego character arc w tamtym filmie, nauczył się na czym polega ta praca i że nikomu nie można ufać. Czy powinien to przeżywać dekadę później? Może, ale w takim razie, mam wrażenie, wypacza to charakter Jamesa. Czyni go bardziej ludzkim? Tak, ale też słabszym jako agent.

No ale OK, o ile na nawiązywanie do relacji z Vesper czy kontynuowanie - przyznam że akurat to było w porządku - wątku Spectre można przymknąć oko, tak oparcie całości na relacji z Madeline to nieporozumienie. W Spectre była pozbawioną życia i charyzmy postacią (przy całej mojej sympatii do Seydoux, to nie jest dobra rola niestety) a między nią a Craigiem nie było grama chemii. Niestety nic się w tej kwestii nie zmieniło. W rzędzie przede mną ktoś kilka razy sarkastycznie wzdychał na ich wspólnych, pełnych tandetnych dialogów scenach; rozumiem czemu.

Casino Royale i Skyfall stały o własnych siłach i mimo wątku finansowania złych ludzi w tym pierwszym, jak słusznie zauważył @fandorin, to - koniec końców - stawka tam była jednak bardzo przyziemna i realistyczna, a główny pojedynek miał miejsce przy pokerowym stole. Nawet ściągające z nolanowskiego Jokera Skyfall było w miarę realistyczne - motywem czarnego charakteru była stara dobra zemsta, a finał rozegrał się w wiejskiej rezydencji i kaplicy. No Time To Die wraca do bondowskiej rutyny, złola z bazą na wyspie i ratowaniem świata przed sci-fi zagrożeniem. Lubię Maleka i nie mam nic do jego roli, ale scenariusz nie robi mu tu żadnej przysługi. Niby też napędza go zemsta, ale gdy to się wyczerpuje wrzuca typowy dla takich postaci bieg i w sumie ciężko powiedzieć o co mu chodzi poza tym że chce śmierci milionów.

Narzekam i narzekam, ale tak, są tu plusy. Fiennes i Harris, wiadomo, Whishaw jest super, Lynch też bardzo fajnie wypadła jako nowy 007. Zdjęcia też są bardzo dobre, może nawet na tym samym poziomie co te Deakinsa. Bardzo fajna jest ta motocyklowo-samochodowa akcja z początku i późniejsza w lesie we mgle, ale z całego filmu najlepsza jest świetna akcja na Kubie i fantastyczny, pełen energii i uroku występ Any de Armas. Wydawało mi się że nie mogę jej już bardziej uwielbiać. Myliłem się.

A mi się podobało. Na pewno nie jest to najlepszy Bond z Craigem, umieściłbym go idealnie pośrodku, na 3 miejscu za Casino Royale Skyfall. 

Fukunaga dobrze ożenił ten nowy styl ze staroszkolnymi chwytami serii. Chociażby finał, mimo sztampowego miejsca wypada znacznie lepiej niż Spectre emocjonalny ładunek jaki ze sobą niesie. Bardzo dobre sceny akcji, pochwalić trzeba zdjęcia, mimo że część kręcona jest z ręki wszystko jest czytelne. Największy minus -  za mało Any de Armas, która jest tu zabójcza pod każdym względem.

U mnie wczoraj o 20.30 była prawie pełna sala, hit będzie spory.

 

Z trochę innej beczki. Brokułka powiedziała jeśli dobrze pamiętam, że kolejny Bond nie będzie kobietą, ale są otwarci na inne rasy.

Spoiler

Tak sobie pomyślałem, że kolejny nie. Ale może tym następnym po kolejnym będzie Bond, Mathilde Bond? 😉

Cytat z Mierzwiak data październik 2, 2021, 14:30

Nie podobało mi się.

Dzień po seansie tak bym tego nie okreslił, raczej: nie podobało mi się w 100%, film jest nierówny. O.

Mimo wszystko mam ochotę przejść się raz jeszcze żeby obejrzeć na spokojnie, najlepiej w IMAX. W Multikinie seans umilała mi ciemnica przez lampę projektora będącą jedną nogą w grobie i tradycyjnie obraz niedopasowany do ekranu.

Mnie przeszkadzali inni widzowie 😉 Byłem w sobotę, a nietrudno się domyślić jakie typy mogą trafić wtedy do kina. Nawet trochę żałowałem, że nie poczekałem kilka dni, bo aż tak do seansu mnie nie piliło.

Jeszcze jedna refleksja (nie moja, mojej dziewczyny). Ciekawe, że widzom "Nie czas umierać" tak bardzo w filmie podoba się Ana de Armas, która gra dziewczynę Bonda w starym stylu. Atrakcyjną, seksowną, trochę nieporadną i może nawet niezbyt mądrą (co oczywiście dość szybko okazuje się zmyłką). Obawiam się, że w kolejnych odsłonach serii takich kobiet będzie coraz mniej.

No nie wiem, ja jej tak nie odebrałem. Jest młoda i jeszcze niedoświadczona, ale mądra i zaradna. To ona wpadła na pomysł z rusztowaniem i nie poszła z Bondem do łóżka 🙂

Postać Any de Armas to chyba ten słynny wkład Fibi Ścienno-Mostowej do scenariusza.

U Grahama Nortona mówili, że pracowała także z innymi paniami, szczególnie z Lashaną.

PreviousPage 3 of 12Next