aby założyć posty i tematy.

Matrix

PreviousPage 10 of 13Next

Akurat kilka minut temu skończyłem Rewolucje i tym samym zakończyłem powtórkę całej serii, włącznie z Animatriksem stanowiącym ciekawe uzupełnienie filmów. O ile większość historii to raczej ciekawostki dla najzagorzalszych fanów, tak dwuczęściowy Drugi Renesans pokazujący jak doszło do wojny między ludźmi i maszynami a ostatecznie powstania Matriksa jest po prostu wybitny.

Nie pamiętam już za co dokładnie tak bardzo nienawidziłem Rewolucji po wyjściu z kina w 2003 roku, ale mam wrażenie, że ten film, w duecie z Reaktywacją, nie cieszy się popularnością, bo widzowie spodziewali się definitywnego zamknięcia, prawdziwego finału, tymczasem nic takiego tu nie następuje. Ludzie nie znajdują cudownego sposobu na pokonanie maszyn i zniszczenie ich miasta, Matrix nie upada a ludzkość nie zostaje ostatecznie uwolniona. Co dostajemy w zamian? Neo który poświęca się, by pomóc maszynom (!!!) pokonać ich własne zagrożenie jakim jest Smith, uratować system przed zniszczeniem i - wreszcie - zapewnić ludziom rozejm z maszynami. Tak, ci którzy będą chcieli wyrwać się z Matriksa będą uwolnieni, ale maszyny dalej rządzą światem a miliardy ludzi dalej śpią śniąc wirtualny sen.

Matrix jest najlepszy ze wszystkich, ale kolejne produkcje wraz z Animatriksem też bardzo lubię chociażby z tego względu, że pokazują racje maszyn, ludzie też mają swoje za uszami. No i zakończenie, które tak odróżnia od innych tego typu widowisk, nie mas tu zwycięstwa żadnej ze stron tylko rozejm.

Wypadałoby jeszcze wspomnieć o grach. O i ile Enter the MatrixThe Matrix: Path of Neo to uzupełnienie/przelot po znanych wydarzeniach z trylogii, to ciekawa jest sytuacja z Matrix Online. Po 4 latach serwery zostały wyłączone, ale że akcja dzieję się po Rewolucjach i oficjalnie należy do kanonu, mamy tu istotne wydarzenia powiązane z nadchodzącym filmem.

Morfeusz domagający się zwrotu ciała Neo.

Śmierć Morfeusza

 

 

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Właśnie zeszło embargo na recenzje.

Na ten moment 66% przy 77 recenzjach, średnia 6,3.

Już 70% 🙂

Czytałem kilka recenzji, obejrzałem brednie Grace, jestem spokojny.

No i jest - najdziwniejszy blockbuster roku. Nie zawsze w pozytywnym sensie, nie zawsze poświęca czas ekranowy temu, czemu mógłby i zdecydowanie, z całą pewnością nie jest to kontynuacja choćby w najmniejszym stopniu zainteresowania byciem równie stylowym, pieczołowicie nakręconym kinem co poprzednicy.

Więcej jak zbiorę myśli do kupy.

Dzisiaj idę i mam złe przeczucia. Nie biłem za Spider-Mana 2, to nie bij mnie tutaj 😀

Zrozumiem jeśli nazwiesz go najgorszym filmem roku 🙂

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Przypomniało mi się, opłaca się zostawać na scenę po napisach?

Zależy jak bardzo rozśmieszy Cię pierwszy akt filmu 😉 Jeśli dasz się ponieść żartowi to zostań.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Matrix Zmartwychwstania to pokłosie i logiczna kontynuacja Reaktywacji i Rewolucji. Jeśli ktoś nie lubi tamtych filmów, to nie polubi i najnowszej odsłony. Pierwszy Matrix był strzałem jaki zdarza się raz w życiu. Kontynuacje to, wbrew pozorom, proste historie, w których cała symbolika i mitologia jest tylko dodatkiem, a traktowana dosłownie zamienia się w bełkot.

Ja ten świat kupuję takim, jaki jest, dlatego z seansu Zmartwychwstań wyszedłem zadowolony, pomimo pewnych niedociągnięć. Podobał mi się również, choć zwykle nie lubię tego typu zagrań, cały ten wątek autotematyczny. Pewne zastrzeżenia budzą sceny akcji. W poprzednich częściach imponowały rozmachem i pomysłowością. Czasami szwankowało wykończenie efektów komputerowych, ale ogólnie robiły wrażenie. Tutaj od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić, ale brakuje im napięcia. Może to wina zdjęć?

Fajnie też, że pojawiają się znajome twarze z Sense8.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Również wyszedłem zadowolony z seansu, tym bardziej że to, co w tym filmie najlepsze ma moim zdaniem miejsce tak w ostatniej godzinie, szczególnie w 3. akcie gdzie serducho biło mi szybciej, więc tym bardziej Zmartwychwstania zostawiły po sobie pozytywne wrażenie.

Jest to film o tyle ciężki w ocenie, że - zaryzykuję stwierdzenie - nie było jeszcze produkcji, która w aż takim stopniu zdawałaby sobie sprawę, co daje wyraz w dialogach, z oczekiwań wobec niej - tego czym ma być, o czym ma być, jak ma brzmieć i wyglądać. To odważny film, ponieważ nie tylko wchodzi z nimi w dyskusję, ale wyrzuca je do kosza. Sytuacja jest tu jednak bardziej skomplikowana aniżeli w przypadku tego, co np. zrobił Rian Johnson, który niczym Luke swój miecz, wyrzucił za siebie oczekiwania wobec otwartych przez The Force Awakens furtek i zrodzonych z nich teorii. Co by nie mówić o filmie Johnsona, to wciąż niedające się pomylić z niczym innym Star Wars, nawet jeśli doprawione autorskim sznytem niepokornego twórcy, który lubi wkurzać trolli na twitterze.

O The Matrix Resurrections tego samego powiedzieć się nie da, bo to film tak bardzo inny od poprzedników, jak tylko się da. Lana ostentacyjnie drwi z tego, że kręci kontynuację i celowo pozbywa się z niej niemal wszystkiego, co było w Trylogii tak charakterystyczne, co stanowiło o jej wizualnej i dźwiękowej tożsamości. Nie znajdziemy tu ani smakowitych zdjęć z przemyślaną paletą kolorystyczną, zamiast genialnej muzyki (OST Trylogii, a szczególnie Reaktywacji, to mistrzostwo świata!) usłyszymy klon Zimmera numer 84726 z zaledwie jednym dobrym motywem (na sczęście użytym min. w kluczowym momencie) a długie, pieczołowicie zaplanowane pojedynki ustąpiły miejsca przeważnie niechlujnie zmontowanemu, pozbawionemu choreografii przypadkowemu machaniu rękoma i kopniakom.

Czy to w ogóle jeszcze Matrix? Bardziej Film Lany Wachowski, ale tak, choć świadomy (podejrzewam, że dla wielu widzów meta elementy z pierwszego aktu będą tym, co zdecyduje o negatywnym odbiorze całości) tego, że Trylogia, a w szczególności oryginał, to zamknięte dzieło, któremu nie da się dorównać, a widownia żądna więcej bullet time'u nawet na to nie ma co liczyć; Lana zdaje się mówić "Chcesz tego samego? To masz" i... wkleja tu i ówdzie krótkie migawki z poprzednich filmów, tylko uwydatniając kontrast między tym, co było, a co proponuje teraz. To film, który każe zastanowić się nad naturą naszych oczekiwań i czy to, co jak nam się wydaje chcielibyśmy zobaczyć jest tym, co rzeczywiście zaspokoiłoby nasze oczekiwania a nie było powodem rozczarowania i narzekania na hollywoodzką odtwórczość?

Całość trzyma się na kreacji Reevesa, znacznie bardziej zróżnicowanej (a nawet chwilami zabawnej!) niż poprzednio i relacji Neo z Trinity, i tylko szkoda, że świetna tu Moss ma stosunkowo niewielką rolę. Sympatyczna jest zresztą cała obsada, choć nie do końca rozumiem czemu bohater Yahyi nazywa się Morfeusz a Smith Groffa, choć do pięt nie dorasta fantastycznej kreacji Weavinga, jest na tyle dobry, że pozostawia niedosyt. Ciekawa jest też nowa rzeczywistość w której egzystencja ludzi i maszyn przybrała zaskakujący obrót; mitologia świata zdecydowanie została pchnięta w interesującym kierunku, który mógłby być eksplorowany w kolejnych filmach.

Łatwo zbyć Zmartwychwstania zarzutem o bycie kolejnym hollywoodzkim skokiem na wagonik z napisem "Nostalgia", i to też coś czego Lana jest świadoma, ale jej film jest wyrazem nostalgii za Keanu Reevesem i Carrie-Anne Moss, a nie za tym, co kino do dzisiaj kopiuje od 1999 roku. I ja to kupuję.

Film kończy ten cover RATM-u przy którym fan został ostatnio obsikany przez wokalistkę po twarzy na koncercie. Co tutaj więcej dodać.

3/10

Nie zgadzam się z tym, że mamy tutaj jakieś zamierzone, celowe niechlujstwo. Film jest po prostu tragicznie nakręcony i wyreżyserowany. Przypomina telewizyjną kontynuację. Więcej może potem jak trafię do domu.

Jeśli to wyniosłeś z mojej wypowiedzi to tego akurat nie miałem na myśli 🙂 Niechlujstwo to niechlujstwo, np. cała ta scena walki z programami-wygnańcami (OKROPNE cameo Merowinga!) jest po prostu zła i przypomina jakiś tani serial.

Sorry, czytałem jak mną w autobusie trzęsło 🙂

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Ciekawe, że tyle tutaj tych mini wspominek, a nie ma ich tam gdzie naprawdę by się przydały- właśnie przy Lambercie Wilsonie i przy przypomnieniu który to był Roland, co został dziadkiem 🙂

Cholera, Kinofilia też napisał żart o sikaniu. Przysięgam, że przeczytałem to dopiero teraz!

Nie zgadzam się, że film jest niechlujny. Raczej celowo rezygnuje z silenia się na bycie czymś kultowym, na maksa wystylizowanym. W 2. i 3. części dawało to momentami przyciężki efekt.

Jest też dialogiem nie tylko z widzem, ale też z całą współczesną popkulturą. Gdzie indziej dałoby to kuriozalny, pretensjonalny i kiczowaty rezultat. Tutaj z jakiegoś powodu pasuje. Z jakiego? Nie mam pojęcia. Chyba po prostu trzeba przyswoić sobie lekcję, że łyżka nie istnieje.

Nie myślałem, że dożyję czasów w których na Matrixie nie widać kto kogo bije, w których wybuch jest najzwyklejszym, serialowym wybuchem, a bullet time przypomina co najwyżej te wszystkie klony telewizyjne powstałe po sukcesie filmu Wachowskich, w rodzaju serialowej Martwej strefy z Hallem. Problemem moim nie jest brak stylizacji, tylko brak jakichkolwiek decyzji przy scenach akcji, oraz same nietrafione decyzje montażowe i realizacyjne. Autentycznie za każdym razem byłem przeciw, na czele z tymi wiadomymi przerywnikami. Koszmarna jest też sekwencja w pociągu która przypomina walczące, skłębione chomiki w zbyt małej klatce. Nie wiem jak tam było za kulisami, ale jakby kazano mi wybierać, to powiedziałbym, że dawniej za sceny akcji odpowiadała nieobecna połowa duetu... Film jest też jak dla mnie bardzo brzydki wizualnie, szczególnie w scenach akcentujących zawirowania czasu i w tym co dzieje się wokół scenki z jabłkiem.

Ale jest wymuszony przez życie pomysł który mi się podobał, jest też pomysł desperacki, gdzie widać, że scenarzystka doszła do ściany

Spoiler
Praktycznie nie ma już na świecie budek telefonicznych, więc wymyślili lustra. To tak pasuje, że aż dziwne, że nie wpadli na to w 1999 roku, zwłaszcza, że scena z wybudzeniem Neo wykorzystuje je w zapamiętywalny sposób. Za to dość desperacki jest motyw z wydostaniem się Trinity bez pomocy tabletek, widać, że nie bardzo wiedzieli gdzie to wcisnąć.

Uderzyło mnie jak podobne jest to w założeniach do

Spoiler
Nowego koszmaru i Krzyku 2 od Wesa Cravena. Tylko, że nie ma tutaj ani świeżości, ani błyskotliwości, tamte filmy wpisywały się w postmodernizm szalejący w latach 90-tych. Od młodszego z nich, Krzyku 2, mija właśnie 24 lata, a temat mieliły nawet popularne seriale telewizyjne. Mam wrażenie, że tamtych czasach każdy serial miał swój "meta odcinek", na przykład Herkules miał epizod o pokoju scenarzystów serialu Herkules. Nic tutaj ciekawego nie dodano, może lepiej wyszłoby gdyby bohaterami byli Keanu Reeves i Carrie-Ann Moss, ale wtedy za bardzo grzebano by już w życiu Carrie, a ona ceni sobie prywatność (a może jednak dzieciaki były jej? Swoją drogą Chad Stahelski, czyli kiedyś etatowy dubler Keanu to fajny pomysł na cameo. Zwłaszcza z tym imieniem, które w internecie ma popularne konotacje...). Paru nerdów kłócących się w pokoju, Smith 2 występujący jako chciwa wytwórnia to trochę za mało.

Cukierkowa ostatnia scena każe mi zastanawiać się nad powodami powstania filmu. Strzelam, że Neo to kiedyś był Larry, ale teraz alter ego autora musiało uwolnić się pod postacią Trinity, skoro nie ma już Larry'ego, a jest Lana. 

Ale cała ta uruchomiona machineria nie jest satysfakcjonująca, nie sprawdza się jako satyra, no bo gdzieś to zostaje porzucone na potrzeby deja vu, nie sprawdza się jako rozwinięcie Rewolucji, bo widać, słychać i czuć, że tamto zakończenie raczej krępowało ręce, a nie rozwijało skrzydła. A już na pewno nie sprawdza się jako film akcji, jest świadectwem jakiegoś uwstecznienia, degrengolady twórczej.

PreviousPage 10 of 13Next