Czy każdy film na pewno musi być filmem? Kiedy sztuka o cechach filmowej przekracza granice i staje się transdyscyplinarna? A przede wszystkim – jakich kryteriów oceny użyć, by właściwie opisać i przedstawić wartość takiej sztuki? Brzmi nieco wzniośle, choć każdy film to do pewnego stopnia rzecz przyziemna – utwór audiowizualny o pewnej strukturze. Takie pytania prowokuje film „Touch Me Not” rumuńskiej reżyserki Adiny Pintilie.

Laureat tegorocznego Złotego Niedźwiedzia, to inspirująca się dokumentalną stylistyką fabularna kreacja „w przygotowaniu”. Film powstaje i rozwija się na oczach widza, modyfikując swoją strukturę, przekształcając bohaterów oraz nie dając się w całości zdefiniować. Bliżej mu momentami do artystycznego performance’u, skupiającego się na analizowaniu tabu (nie tylko naruszaniu!) oraz kwestionowaniu formy wyrazu. To nie zawsze komfortowa podróż, bo sztuka eksperymentalna ma to do siebie, że często niełatwo stać się jej odbiorcą.

stowarzyszenie nowe horyzonty

Optyka Pintilie skupia się na emocjonalnej stronie współczesności. Hiperotwartym świecie, który zarazem powoduje chęć do ukrywania prawdziwego „ja” przed pręgierzem publicznej oceny. Reżyserka oddaje im czas i uwagę, pozwalając im na odkrywanie meandrów osobowości na własnych warunkach. Właśnie w tych momentach opowieść snująca się w „Touch Me Not” staje się najciekawsza – gdy porzucając na chwilę eksperymentalną formę, pozwala po prostu ujawniać się bohaterom – ich złożoności i zaskakujące kierunki realizacji.

Początkowo zadawałem sobie pytanie, czy obierając sobie ten kierunek, Pintilie nie podważy wiarygodności swojej opowieści. I cóż, nie okazuje się to problemem z całkiem innych powodów, niż mogłem sądzić. Pomimo otwarcia sugerującego, iż będziemy mieli do czynienia z filmem nawiązującym do mockumentary, „Touch Me Not” ani przez chwilę nie rości sobie ambicji do sugerowania, że opowiada prawdziwe historie, nawet jeśli bohaterowie są z krwi i kości, a historie tak realistyczne, że aż namacalne. Więź, jaką na pewnym etapie nawiązujemy z bohaterami, to chyba największy sukces reżyserki.

stowarzyszenie nowe horyzonty

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz trafiłem na film tak trudny do oceny w skali 1-6 (1-10 albo 0-1 też by nie poprawiały sytuacji). To jak ocena instacji w Tate Modern – nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek miał odpowiednie kwalifikacje do absolutnie poprawnej oceny tak definiowanej sztuki. Kierunki rozwoju opowieści Pintilie często mi nie odpowiadały, bo pomimo doboru kapitalnej tematyki, obrana forma jest czymś absolutnie nie z mojej bajki. Mimo wszystko, jeśli przedstawiona powyżej wizja brzmi dla kogoś ciekawie, wizyta w kinie może być mniej lub bardziej miłym przeżyciem, lecz z pewnością nie czasem straconym.

Ocena: 3.5/6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.