Po obejrzeniu nowości kinowych i analizie wyników box office wielu miłośników rozrywki kontynuuje relaks w internecie. Na przykład na platformie Vavada można znaleźć różne gry i spędzić czas w cyfrowym świecie rozrywki.

Jednym z większych hitów tegorocznego festiwalu była Substancja – amerykańsko-francuska produkcja, autorstwa znanej ze swojego głośnego debiutu – Zemsty – Coralie Fargeat. To film, który podzielił canneńską publiczność. Dla jednych jest czołowy film nie tylko festiwalu, ale i całego roku, dla innych – kompletny niewypał i przerost formy nad treścią.

Elizabeth Sparkle (wspaniała Demi Moore) to nagrodzona Oscarem aktorka, która jednak lata świetności ma już za sobą, o czym najlepiej świadczy tablica z jej imieniem i nazwiskiem w hollywoodzkiej Alei Gwiazd, która nie dość, że popękała, to jeszcze coraz częściej staje się ofiarą jedzeniowych wywrotek przechodniów.  Sparkle aktualnie pracuje w fitnessowym programie telewizyjnym. Pewnego dnia słyszy jednak, że już się nie nadaje i czas by zastąpiła ją młodsza aktorka. Zupełnie przypadkiem napotyka tytułową substancję – produkt, który pozwala wyodrębnić z macierzy drugie ciało i przekopiować do niego umysł. W ten sposób przywołana do życia zostaje Sue (w roli równie świetna Margaret Qualley). Dla Sparkle to szansa na nowe życie, a w zasadzie na przeżycie drugiej młodości i ponownie liczenie się w branży. Jest jednak haczyk – ponieważ współistnienie jest niemożliwe, każda z kobiet po tygodniu musi oddać władzę tej drugiej.

Dla mnie Substancja jest filmem udanym zaledwie połowicznie. Działa on na poziomie świetnej, aktualnej i bardzo feministycznej historii – w końcu jest to opowieść o tym jak przedmiotowo traktowane są kobiety w Hollywood oraz jak niesprawiedliwie wysokie są standardy dla płci żeńskiej. W Hollywood kobiety zupełnie jak produkty kupowane w sklepie mają datę ważności – Po przekroczeniu pewnego wieku są zwalniane i z trudem przychodzi im znalezienie nowej pracy. Tak przecież dzieje się z Elizabeth Sparkle – co z tego, że była kiedyś gwiazdą, że była kochana, jak teraz w świetle dyrektorów stacji jest po prostu za stara. Widzowie chcą młodej, seksownej prowadzącej program, a nie starzejącej się kobiety. To też komentarz na temat kapitalizmu i tego, w jakim kierunku zmierza showbiznes.

Z drugiej strony, sposób prezentacji w Substancji kompletnie mnie odrzucił. Jest to zrobione w konwencji body-horroru – David Cronenberg czy Darren Aronofsky to nazwiska, które nasuwają się na myśl podczas seansu, jednak dla mnie film zdecydowanie przesadza z gore i staje się nie do wytrzymania w ostatnich 30 minutach, kiedy nie dość, że epatuje obrzydliwościami, to jeszcze się powtarza, nie wnosząc nic nowego do historii. Oczywiście można bronić tych zabiegów, mówiąc, że to satyra, a satyra powinna być dobitna i niesubtelna. Mnie to jednak średnio przekonuje.

Substancja to zatem film niezwykle odważny, film, który nie bierze jeńców i wywraca stolik. Wielu to sobie ceni i ja po części również – w filmie chodzi o przekraczanie granic i oferowanie nowych rzeczy. Czasem jednak co za dużo to niezdrowo i mam wrażenie, że film Coralie Fargeat poszedł o krok za daleko, jeśli chodzi o body-horror, na czym ucierpiała niestety też historia. Bo w końcówce dzieło francuskiej twórczyni zamienia się w groteskę, a widz nie wie, czy ma się śmiać, czy płakać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *