Najpopularniejszym filmem tego roku w polskich jest erotyk 365 dni, który zgromadził już 1,5 mln widzów. Część osób dziwi się, że wystarczy trochę nagiego ciała i kilka scen erotycznych, żeby przyciągnąć tłumy do widzów. Tymczasem historia pokazuje, że nie jest to jakaś anomalia. Dowodem na to jest przygotowany przez nas przegląd filmów, którym w sukcesie kasowym w dużym stopniu pomogły „sceny rozbierane”.

Popularność filmów o tematyce erotycznej czy zahaczających o pornografię w polskich kinach nie jest niczym nowym.  W latach 60. i 70., kiedy w telewizji prawie w ogóle nie pokazywano scen rozbieranych i nie było również wydawnictw poruszających tematykę seksu (pierwszy tego typu poradnik „Sztuka kochania” ukazał się dopiero w 1978 r. i sprzedał się w nakładzie siedmiu milionów egzemplarzy), kino dawało możliwość obejrzenia nagich ciał. Często były to bardzo krótkie sceny i widz niekiedy czekał godzinę nudząc się na nieinteresującej go fabule w dramacie psychologicznym, żeby przez niecałą minutę zobaczyć na dużym ekranie nagie piersi.

W radiowym programie satyrycznym z tamtego okresu „Paramęt pikczers – Kulisy srebrnego ekranu”, na początku była zawsze odgrywana ta sama scena. Andrzej Zaorski mówił: „Fajny film wczoraj widziałem.„, a Marian Kociniak wtedy pytał: „Momenty były?”. Te „momenty” to właśnie sceny erotyczne. Sparodiowany jest tu widz, którego zupełnie nie interesuje fabuła filmu, a jedyne pikantne sceny. Wydaje się, że był to jeden z powodów ogromnej popularności produkcji francuskich oraz włoskich w naszych kinach w latach 60. i 70. Pod względem erotyki były one „odważniejsze” od tych amerykańskich.

W latach siedemdziesiątych niesamowicie popularne były w polskich kinach filmy mistrza surrealizmu Luisa Bunuela. Trudno sobie wyobrazić, że tłumy Polaków oglądały je, żeby interpretować skomplikowaną symbolikę, z której znany był ten reżyser. Już same plakaty do Piękności dnia (1,375 mln widzów w 1970 roku), jak i Mrocznego przedmiotu pożądania (959 tys. widzów w 1979 roku) skupiają się na nagim ciele, zachęcając do obejrzenia go przez określony typ widza. Dodatkowo w Piękności dnia rozbiera się sama Catherine Deneuve.

Piękność dnia

Pisząc kiedyś podsumowanie roku 1972 w polskich kinach, zdziwiło mnie miejsce piąte, na którym znalazł się zupełnie nieznany mi włoski film Pokusa. Okazało się, że jest to historia miłości, którą ksiądz obdarzył prostytutkę. Niewiele znalazłem o nim w internecie, ale na kilku dostępnych zdjęciach można zobaczyć mocno odsłonięte kobiece ciała.  W kinach obejrzało go 1,955 mln widzów.

Prawdziwy wysyp popularności filmów o erotycznym zabarwieniu mieliśmy w roku 1979. Wśród najchętniej oglądanych znalazły się: Wierna żona (2,38 mln – 3. miejsce rocznego podsumowania), czyli adaptacja „Niebezpiecznych związków” z Sylvią Kristel, znaną z roli Emmanuelle, a także japoński film erotyczny Imperium namiętności (1,318 mln) – polski plakat był tu bardzo sugestywny. W czołówce mieliśmy również polskie filmy: Zmory (982 tys.) o dojrzewaniu młodego chłopca, nakręcony na podstawie powieści Emila Zegadłowicza (książka ta została wycofana ze sprzedaży ze względu na kontrowersyjne ujęcie problematyki erotycznej), a także Panny z Wilka Andrzeja Wajdy na podstawie powieści Jarosława Iwaszkiewicza.

Imperium namiętności

W latach 80. zaczęto nawet zarzucać polskim reżyserom, że do każdego filmu muszą wpleść trochę nagości czy też „scen łóżkowych”, żeby stały się one popularniejsze. Sceny takie zawiera np. Czułe miejsca – prawie zupełnie zapomniany dzisiaj film sci-fi. W 1981 roku obejrzało go 675 tys. widzów, co dało mu wtedy 12. miejsce wśród najpopularniejszych filmów roku. Tym samym wyprzedził tak znane polskie produkcje jak Miś (626 tys.) i Wielka majówka (588 tys.).

W 1984 roku aż 9 mln polskich widzów obejrzało Seksmisję. Oczywiście duża ich część poszła ze względu na to, że to bardzo dobry film i rewelacyjna komedia, ale ilu z nich poszło drugi czy trzeci raz, żeby zobaczyć „replay” podczas wymiany koszulek, czy inne sceny, w których główną rolę odgrywają ciała pięknych aktorek? Zresztą sam reżyser mówił, że chciał, żeby w tytule pojawiło się słowo „seks”, tak więc już sam tytuł mógł rozpalać wyobraźnię. W pierwotnej wersji miał on brzmieć „Lamia”.

W tym samym roku wszedł do kin film Thais, który obejrzało prawie 2 mln widzów. Ci nie wybrali się do kina dlatego, że interesowały ich wewnętrzne rozterki mnicha Pafnucego, a ze względu na kipiącą erotyzmem Dorotę Kwiatkowską w roli egipskiej tancerki (po tym filmie została obwołana posiadaczką najpiękniejszych piersi w naszym kraju).

Thais

W roku 1985 polskie kina podbiła komedia erotyczna Och, Karol (3 mln widzów), ale zbyt dużo nagości w niej nie było. Z kolei dwa lata później prawie milion widzów obejrzało Pociąg do Hollywood z niezwykle popularną w tamtym czasie Katarzyną Figurą. Film był bardzo słabo oceniany przez widzów, a publiczność w dużej części przyciągnęły rozbierane sceny, które sugerował już plakat. Z kolei ostatnim erotycznym filmem z czasów PRL, którego wynik posiadamy, był Łuk Erosa, który obejrzało 1,785 mln widzów. Dało mu to 6. miejsce w rocznym podsumowaniu.

W latach 90. erotyczne fascynacje polskich kobiet i mężczyzn chyba dość mocno rozeszły się. Panowie wybrali filmy bez dialogów, szeroko dostępne na kasetach VHS, a panie zaczytywały się w książkach wydawnictwa Harlequin. W ciągu pierwszych trzech lat istnienia sprzedało ono 41 mln (!) egzemplarzy. Przy dostępie do kaset wideo i czasopism erotycznych czy nawet pornograficznych, nagość w kinach nie była niczym niezwykłym. W kinach pojawiło się jednak kilka filmów, w których erotyzm odgrywał dużą rolę. W 1992 r. na ekrany wszedł Nagi instynkt, który obejrzało 267 tys. Film z Sharon Stone zajął 11. miejsce w rocznym podsumowaniu. Trzy tego typu produkcje weszły do kin w 1996 roku – Striptiz (328 tys. – 14. miejsce), Showgirls (255 tys. – 21. miejsce) oraz Szamanka (162 tys. – 31. miejsce) Andrzeja Żuławskiego. Polska produkcja nie przyciągnęła rzeszy widzów, mimo że występował w niej niesamowicie popularny w tym czasie Bogusław Linda.

W ciągu ostatnich lat triumfy święciły książki o pięćdziesięciu twarzach Christiana Greya, a chwilę później także filmy na ich podstawie. Można powiedzieć, że pod względem fabularnym były one podobne do książek wydawnictwa Harlequin (szara myszka trafiająca niespodziewanie na bogatego mężczyznę, który zakochuje się w niej i otacza opieką, a ona przenosi się do bajkowej krainy swoich marzeń). Powieści E.L. James był nieco ostrzejszą formą tego sprawdzonego przepisu na hit. Podczas gdy wielu mężczyzn przeniosło się na strony internetowe z erotyką, producenci filmowi postanowili zekranizować je, wypełniając niszę filmów erotycznych dla kobiet. Produkcje te okazały się wielkimi hitami, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej, m.in. także w Polsce. Pierwszą część w premierowy weekend obejrzało u nas 834 tys. widzów, co oznaczało wtedy najlepszy wynik otwarcia w historii (do tej pory lepszy okazał się jedynie Kler). Ogółem Pięćdziesiąt twarzy Greya zgromadziło 1,814 mln widzów, co pozwoliło mu zająć trzecie miejsce wśród najpopularniejszych filmów 2015 roku. Dwie kolejne części przyciągnęły nieco mniejszą widownię, odpowiednio 1,475 mln i 1,364 mln.

Książka 365 dni, a później film powstały na na fali popularności trylogii Greya. Ponieważ bohaterką jest Polka, nasze rodaczki jeszcze bardziej mogą się z nią utożsamiać, co poniekąd tłumaczy ogromny sukces filmu.

One Comment on “Sukcesy kasowe filmów erotycznych w polskich kinach.”

  1. W tym kontekście aż zdumiewa, że tak długo po „Szamance” nie powstawały w polskim kinie filmy erotyczne.
    Skoro filmy tego typu potrafiły w latach 80. przyciągnąć tak dużą publiczność…
    Dodałabym jeszcze „Sztukę kochania” z 1989 roku. Nie wiemy i nigdy nie dowiemy się, ilu widzów poszło do kina na ten film(mamy do czynienia z sytuacją, w której nie podano wyników za ten rok), ale możliwe(chyba, że trafił się popularniejszy polski film w 1989 roku), że później Polacy tak tłumnie poszli na polski film dopiero, gdy pojawił się „Kiler”.
    Wielki sukces „365 dni” może zapoczątkować modę w polskim kinie na kino erotyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.