aby założyć posty i tematy.

Filmowy Hyde Park

PreviousPage 11 of 75Next

Podyktuj posta swojemu smartfonowi, da się zamienić mowę na tekst 😛

Cytat z Mierzwiak data listopad 17, 2024, 00:01

Podyktuj posta swojemu smartfonowi, da się zamienić mowę na tekst 😛

Tak, ale to jest nieco zawodne. A i tekst wymagać będzie doszlifowania 😉

Ej ten cały Vic z Pingwina to przecież musi być nieślubnym synem Cuby Goddinga Jr. Nie wmówicie mi, że nie 🙂

Ha! Wiedziałem, że kogoś mi przypomina.

OK, zebrałem się 😉

Nie czytałem całego tekstu Żydowicza, lecz jedynie fragmenty cytowane w mediach. Ale wydaje mi się że reprezentatywne, bo wynika z nich, że faktycznie uważa on, że nie powinno się promować filmów gorszych, nakręconych przez kobiety, kosztem lepszych (w domyśle, stworzonych przez mężczyzn). Wskazuje jednocześnie, że rozumie potrzebę zmian, w szczególności tych które korygują oczywistą dotąd niesprawiedliwość. Optuje jednak za ewolucją, a nie ślepym podążaniem za trendami. Wydaje się zatem, że podejmuje problem w sposób wyważony, zrozumiałe przecież że promować powinno się rzeczy dobre, a nie gorsze. Wskazuje też na potrzebę zmian, podkreślając jednak że sztuka przecież obroni się sama.

Jak rozumiem reakcja świata filmowego wynika z kilku powodów. Po pierwsze, bo ktoś nieuważny mógłby odnieść wrażenie, że kobiece to przeciętne. Po drugie, bo właśnie przez lata sztuka (kobieca) nie potrafiła się w kinie obronić sama, wbrew twierdzeniom Żydowicza.

Dla mnie istotniejsze jest w tej wypowiedzi (i w ogóle, szerzej, we wszystkich tego rodzaju dyskusjach), coś innego. Nie same słowa, które mogą być dobrane odpowiednio cwanie, tak, żeby móc bronić się przed zarzutami o stronniczość, ale… prawdziwe intencje. Wiem, skąd mogę wiedzieć co kieruje człowiekiem który porusza tego rodzaju problem? Nie znam go, nie znam jego historii, a już najbardziej nie znam jego myśli, z zatem nie ma możliwości, bym znał jego intencje. Czy na pewno?

Ten przypadek jest nieco bardziej skomplikowany, więc najpierw przypomnę inny, prostszy, żeby nie powiedzieć zerojedynkowy. Kilka lat temu, przy okazji pierwszego sezonu Bridgertonów pojawiło się sporo głosów, że obecność czarnych, na dodatek w takich rolach jak w serialu, to fałszowanie historii. Że w ten sposób za jakiś czas kolejne pokolenia będą miały fałszywy obraz minionej rzeczywistości. Najpierw kilka oczywistych argumentów przeciw tym zarzutom. Po pierwsze, jeśli społeczeństwo uczy się historii z seriali Netflixa, a nie w szkole, z fachowych opracowań, rzetelnej dokumentacji, to jest coś nie tak ze społeczeństwem, a nie twórcami serialu. Po drugie, czarni jeszcze niedawno w kinie mieli zagwarantowane jedynie role służących, windziarzy, niewolników, co najwyżej drugiego planu, który pełnił służebną (nomen omen) rolę wobec głównego (białego) bohatera. Czy naprawdę świat się zawali jeśli teraz, w części produkcji to oni zagrają te najważniejsze postacie? Nawet kosztem prawdy historycznej? Po trzecie, ludzie, dajcie spokój, to tylko serial 😉

Przechodząc jednak do meritum. Intencje. Na ich określenie istnieje dość prosty test (w teorii, bo w praktyce wymagałby dużej pracy). Historia kina to historia kłamstw historycznych w służbie prawdy ekranu. Mniejszych lub większych, świadomych lub niekoniecznie, potrzebnych lub nie. Każdy z nas, bez problemu wymieni całą masę filmów, które z rzeczywistością historyczną są na bakier. Napoleon czy Gladiator Scotta, Bękarty wojny Tarantino, Troja, 300, filmy i seriale o Wikingach, Braveheart, Gra tajemnic o Turingu i Enigmie, czy Pearl Harbour, że wskaże te które przychodzą mi do głowy jako pierwsze. Test jest prosty. Czy ci, którzy tak gorliwie bronili prawdy historycznej w serialu Netflixa, z równym zaangażowaniem walczyli o nią wcześniej, chociażby w przypadku tych produkcji które wymieniłem? Mało prawdopodobne, prawda? Może więc ich prawdziwą intencją nie jest walka z naginaniem historii, a coś innego?

Podobnie jest (może być) tutaj. W artykule Żydowicz chce być postrzegany jako obrońca jakości i sprawiedliwości. Jako głos rozsądku w tych niespokojnych czasach, gdy ślepe podążanie za ideologią może doprowadzić do degradacji sztuki filmowej. Czy jednak z równym zaangażowaniem walczył wcześniej o prawa kobiet do uczciwego i sprawiedliwego dostępu do świata kina? Czy odpowiednio reagował na uwłaczające zachowanie męskich twórców wobec młodych, niedoświadczonych dziewczyn, które później stało się przyczynkiem do wybuchu ruchu MeToo? Śmiem wątpić, choć oczywiście nie wiem tego na pewno. Jeśli jednak nie, to pojawia się pytanie, czy intencją tego artykułu naprawdę jest walka o uczciwość i sprawiedliwość? Dlaczego autor postanowił walczyć o nie dopiero teraz, gdy odbierane są prawa mężczyzn? Może jednak nie brak uczciwości i sprawiedliwości jest powodem?

Mam też pewną teorię, która nie wróży dobrze tego rodzaju dyskusjom. Zabrzmi to zapewne dość pokrętnie, ale uważam, że nasz (ludzki) sposób komunikowania uniemożliwia w praktyce właściwe podejmowanie takich tematów. Nie da się bowiem za jednym zamachem, jednym tchem przedstawić całości tak złożonego zagadnienia, pamiętając o wszystkich niuansach. Zwłaszcza dziś, gdy komunikacja jest upraszczana do minimum. Ci którzy podejmują próby, powinni o tym pamiętać. Również to, kogo reprezentują. Czy 65-letni mężczyzna, który niewątpliwie był przez lata świadomym uczestnikiem przemysłu filmowego, a jednocześnie beneficjentem rzeczywistości kształtowanej miedzy innymi przez niesprawiedliwe traktowanie kobiet, jest odpowiednią osobą, by dziś walczyć o uczciwość w świecie kina, wskazując na możliwą przeciętność produkcji sygnowanych przez kobiety? Nawet ja, również mężczyzna, mam co do tego watpliwości. Tym bardziej kobiety, zarówno te, które doświadczyły tej nieuczciwości, jak i te z pokoleń późniejszych, które uczciwości oczekują i wręcz żądają.

 

Wydaje mi się, że cały ten sprzeciw o którym mówisz wynika z czego innego- niechęci do współczesnej odmiany lewicy i tego jak bardzo potrafi ona "wejść na głowę". Pogodzenie się z dobroci serca i słusznego współczucia z takim serialem jak Bridgertonowie, czy przymykanie oczu na oscarowy konkurs to tylko wierzchołek góry lodowej modelowania świata w kwestiach gospodarczych, społecznych, politycznych. Może to nie rasizm, szownizm jest tym ukrytym czynnikiem, a właśnie to, że to macka wielkiej ośmiornicy.

Oczywiście mowa tutaj bardziej o amerykańskiej Partii Demokratycznej, która rządzi Hollywood. Z perspektywy Europejczyka liberalnej gospodarczo i lewicowej obyczajowo, z perspektywy Amerykanina jednak bardziej skierowanej na lewo, dzięki przebijającym się do mediów cancel culture, woke, czy właśnie popkulturze.

Według mnie uprawiasz tu tradycyjny whataboutism, bo to czy ktoś kiedyś nie mówił o tym czy o tamtym nie wyklucza słuszności tego, o czym mówi dzisiaj. Co to ma zresztą do rzeczy? To teraz trzeba prześledzić wstecz (na ile lat?) historię czyichś wypowiedzi by uznać, że te najnowsze są warte uwagi i szlachetne? Bądźmy poważni.

Kino z założenia prezentuje fikcję i wszyscy przyzwyczailiśmy się, że nawet historie oparte na faktach pełne są celowych przeinaczeń, manipulacji i fantazji scenarzystów. (patrz: nawet niebędące kinem historycznyn Bohemian Rhapsody) Jest jednak pewna różnica między fikcyjnymi wydarzeniami a wręcz alternatywną rzeczywistością, mającą zaspokoić aktualny trend. Czarnoskóry aktor w tytułowej roli nowej wersji Pana Tadeusza? OK, tylko po co? Poddajesz w wątpliwość intencje stojące za krytyką tego typu zabiegów, a co z intencjami stojącymi za nimi ludźmi? Widownia dobrze wie, kiedy wciska jej się coś na siłę do gardła i sprzeciw wobec takich praktyk, tym bardziej jeśli stoi za nimi oczywisty szantaż z magicznym słówkiem na R w roli głównej, jest jak najbardziej uzasadniony.

Żydowicz jest dyrektorem festiwalu, jeśli nie on miał zabrać głos na ten temat to kto? Dziwaczna uwaga z Twojej strony.

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

A tak przy okazji, skąd nagle narosła taka niechęć do Camerimage? Bo chyba mnie coś ominęło. Na Twitterze trafiałem na to jeszcze przed sprawą z Żydowiczem, jakieś wojenki o to który festiwal jest ważniejszy i mocne podważanie programu tych z Torunia.

Zresztą Camerimage to przecież zwykle była impreza operatorów, a nie wyścigi o to kto szybciej sprowadzi świeży film z kampanii oscarowej.

Dodam jeszcze, że za sztuczną inkluzywnością zawsze, ale to zawsze wiąże się czyjeś wykluczenie, widać to chociażby w sporcie gdzie kobiety przegrywają z biologicznymi mężczyznami, bo niby jak miałyby wygrywać będąc mniejsze, słabsze i wolniejsze?

Ktoś powie: och, biedni mężczyźni, tyle lat dominowali to niech teraz zajmą miejsce z tyłu. Okej, rozumiem, ale nikt mi nie wmówi, że lekiem na dyskryminację ze względu na płeć ma być dyskryminacja ze względu na płeć.

Brytyjskie Stowarzyszenie Operatorów chciałoby, żeby podział na płeć w ekipie filmowej był pół na pół, ale czy naprawdę, tak naprawdę naprawdę absolutnie każdy zawód interesuje tę samą ilość mężczyzn, co kobiet?

To tak jak z Gwiezdnymi Wojnami. Przez 37 lat życia nie spotkałem kobiety która nie traktowałaby Star Warsów z ironicznym uśmieszkiem, ale wiem, że mój dowód jest jedynie anegdotyczny i gdzieś tam sobie żyją takie niewiasty 🙂 Dlatego nie podważałbym myśli operatorów, zwłaszcza, że niedaleko temu do fotografii, chyba każdy się zgodzi, bardzo popularnej wśród płci pięknej.

8 artykułów i postów o wczorajszym odcinku Saturday Night Live. I tak z każdą emisją. Czy to jest opłacone, czy trzeba o czymś pisać w niedzielę?

https://x.com/DEADLINE

Zgadza się, faktem jest jednak, że a) to mężczyźni od początku stanowili większość fanów Gwiezdnych Wojen b) nie przeszkadzało to kobietom lubić tej serii, co widać po ilości fanek na wszelkich Comic Conach itp. Po co więc wynajdować koło na nowo i na siłę kreować serię pod część widowni, która nigdy nie była jej głównym targetem? Kto miałby na tym skorzystać?

Zgoda z tą fotografią, absolutnie nie sugeruję, że operatorka to coś z natury męskiego, są jednak zawody które bardziej przyciągają jedną z płci.

No z tymi GW to już dawno uważam, że oni robią to głównie dla rewolucyjnej satysfakcji. Tak sobie rozrysowali nowe pokolenie odbiorców i tak robią.

https://www.hollywoodreporter.com/news/politics-news/denzel-washington-people-manipulated-both-political-sides-election-1236063902/

Potrzeba było Denzela Washingtona by ktoś z Hollywood powiedział coś mądrego w kontekście wyborów prezydenckich.

Co do burzy wokół Camerimage, to powiem, że bardzo fajny komentarz pojawił się na profilu Sezonu nagród filmowych. I zgadzam się z nim: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid02Ceve5z4XvPVh39QmcYoGYCDXJKeoptdBVyqJLv2eBNSwUc7SoyN6vGEPoujuTMFJl&id=61553898848514

Tutaj fragment:

Jeśli chcemy poprawić sytuację kobiet w kinematografii, nie powinniśmy zaczynać od kreowania fikcji parytetów na festiwalach, ale od zatrudniania większej ilości kobiet do pracy reżyserskiej czy operatorskiej. Steve McQueen ogłosił, że bojkotuje festiwal, bo jest na nim za mało kobiet. Ten sam Steve McQueen przy żadnym ze swoich dotychczasowych filmów nie zatrudnił do robienia zdjęć kobiety. A mógł to przecież zrobić. Problemem kobiet w kinematografii nie jest Żydowicz, tylko raczej McQueen i jemu podobni mężczyźni, którzy mają zdecydowanie większy wpływ na poprawę obecności kobiet w świecie kina, a nic w tej sprawie nie robią. Poza śmiesznymi bojkotami bez żadnego realnego znaczenia.

 

Janko and Mierzwiak have reacted to this post.
JankoMierzwiak

On w ogóle od pewnego czasu pisze takie rzeczy, że zastanawiam się czy go nie podmienili 🙂 To samo, za co jeszcze 10 lat temu wyzywał od homofobów, szowinistów i rasistów.

Może po prostu przejrzał na oczy.

Pisał w którymś poście o rozczarowaniu współczesną lewicą i że już się z nią nie identyfikuje.

Jak pisałem, nie chodzi mi o słuszność (lub nie), tez które wygłosił Żydowicz, a jego intencje. Trudno wierzyć w ich szczerość, gdy on sam przez lata korzystał (że tak powiem górnolotnie) z niesprawiedliwego porządku świata, a teraz, gdy ktoś chce odebrać mężczyznom pewne przywileje, nagle zaczyna walczyć o uczciwość i sprawiedliwość. Gdyby napisał to w sieci jakiś no-name, nikt nie zwróciłby uwagi. Ale autorem jest dyrektor znanego festiwalu, który ma bardzo realny wpływ na kształtowanie filmowej rzeczywistości. Mając wątpliwości co do jego intencji, nie chciałbym żeby to akurat on miał wpływ na wprowadzanie tych nowych zasad.

Edit: „Czarnoskóry aktor w tytułowej roli nowej wersji Pana Tadeusza? OK, tylko po co?”

Wydaje mi się że podałem powody przy Britgertonach. Ale też choćby po to, żeby np. jakiś czarnoskóry aktor zagrał rolę, która po przeczytaniu dzieła Mickiewicza, zrobiła na nim wrażenie. Tak jak wcześniej biali grali rolę czarnoskórego Otella. Nie mówiąc już o tym, że w ten sposób odbieramy prawo do stworzenia własnej ekranizacji dramatów Szekspira w jakimś lokalnym teatrze czy telewizji w Afryce, Chinach, czy Indiach. Bo przecież skąd wezmą białych aktorów do ról brytyjskich szlachciców sprzed stuleci?

A odbijając piłeczkę, potrafisz powiedzieć, dlaczego nie?

 

Cytat z robgordon data listopad 17, 2024, 13:40

Mając wątpliwości co do jego intencji, nie chciałbym żeby to akurat on miał wpływ na wprowadzanie tych nowych zasad.

Facet jest założycielem i dyrektorem festiwalu od 1993 roku, nagle poddajemy w wątpliwość cały jego dorobek... czemu właściwie? Bo wymyśliłeś sobie "test na intencje", stronniczy i pod gotową tezę, na podstawie którego wydaje Ci się, że demaskujesz jego zamiary?

No i najważniejsze: jakie nowe zasady? Kiedy właśnie żadnych zasad być nie powinno, o tym mówimy. Facet postuluje o kierowanie się wyłącznie względami artystycznymi, a nie genitaliami autorów zdjęć przy wyborze filmów konkursowych i ma w tym 100% racji. Torowanie kobietom drogi do pracy w branży itd. to jedno i tym niech się zajmują odpowiednie osoby i organizacje, ale naciskanie na organizatorów konkursu? To ma być sprawiedliwe, pożyteczne i służące celowi festiwalu?

Wydaje mi się że podałem powody przy Britgertonach. A odbijając piłeczkę, potrafisz powiedzieć, dlaczego nie?

Bo nie, na dokładnie tej samej zasadzie do której sprowadzają się argumenty za Bridgertonem: bo tak 🙂

Koniec końców nie ma to tak naprawdę znaczenia, ale jeśli tak łatwo tasujemy sobie kolorami skóry postaci, oczywiście zawsze w jednym kierunku, jakżeby inaczej, to poproszę biografię Baracka Obamy z białym aktorem w roli głównej. Co? Był pierwszym czarnoskórym prezydentem USA? No to w moim filmie nie będzie. Myślisz, że to by przeszło?

Nie mówiąc już o tym, że w ten sposób odbieramy prawo do stworzenia własnej ekranizacji dramatów Szekspira w jakimś lokalnym teatrze czy telewizji w Afryce, Chinach, czy Indiach. Bo przecież skąd wezmą białych aktorów do ról brytyjskich szlachciców sprzed stuleci?

Tylko że Szekspir wystawiony w teatrze w Tokio i zagrany w całości przez lokalnych (słowo klucz) aktorów dla lokalnej publiczności to coś zupełnie innego, i już sam fakt że cała obsada miałaby jednolitą narodowość zupełnie zmienia postać rzeczy: ci sami ludzie na scenie / ekranie, co na widowni.

Jeden Czarny wśród białych tam, gdzie historycznie nie miał prawa być z miejsca kreuje obraz, który z oczywistych względów wywołuje pewien dysonans.

PreviousPage 11 of 75Next