aby założyć posty i tematy.

Filmowy Hyde Park

PreviousPage 12 of 75Next

A ja mam wrażenie, że w Stanach traktują wszystko poniżej XX wieku jako trochę takie baśnie i mity 🙂 Oczywiście oprócz spraw własnej historii i rasizmu. Stąd z łatwością przyjdzie zamiana koloru skóry na angielskim dworze, ale nikt nie będzie ruszał postaci bardziej współczesnych. A nad książkowymi sprawami w ogóle nie ma co dyskutować, to chyba postać Freemana w Skazanych na Shawshank była rudym Irlandczykiem, ale byliśmy zbyt niewinni aby zwietrzyć większą układankę 🙂

Cytat z Szaman data listopad 17, 2024, 15:47

A ja mam wrażenie, że w Stanach traktują wszystko poniżej XX wieku jako trochę takie baśnie i mity 🙂 Oczywiście oprócz spraw własnej historii i rasizmu. Stąd z łatwością przyjdzie zamiana koloru skóry na angielskim dworze, ale nikt nie będzie ruszał postaci bardziej współczesnych. A nad książkowymi sprawami w ogóle nie ma co dyskutować, to chyba postać Freemana w Skazanych na Shawshank była rudym Irlandczykiem, ale byliśmy zbyt niewinni aby zwietrzyć większą układankę 🙂

Akurat zmiana białego na czarnego więźnia jest akurat bardziej realistyczna he, he <buczenie> Dobra to słaby żart, już nie będę.

A z tymi parytetami to już pomijam przykłady z poza branży jak górnictwo czy z drugiej strony pielęgniarstwo i gdyby wprowadzić przymusowo 50 procentowe byłoby raczej trudno ze obsadzeniem wszystkich stanowisk. W branży filmowej jest takie stanowisko w którym dominują kobiety: to kostiumy. I to nie jest kwestia tylko obecnych czasów sprawdźcie kto odpowiada za wielki hity jak Ben Hur czy Kleopatra i inne. Mogę śmiało stwierdzić, że w tym dziale ponad połowa to płeć piękna. Zgodnie z logiką żeby nie wyjść na hipokrytów tu też trzeba wprowadzić parytety aby dać szansę mężczyznom którzy stanowią tu mniejszość. Równe traktowanie tak, ale nie wprowadzajmy sztucznych kwot.

 

Myślę że nad bzdurą parytetów nie ma co dyskutować, tu sprawa jest oczywista. Ciekawe jednak, że mężczyźni tak chętnie jako przykład podają zawody, w których oni stanowią większość, a do których kobiety się nie garną, zupełnie pomijając te, w których większość stanowią kobiety, a do których to mężczyźni nie pchają się drzwiami i oknami 😉

Edit: PS. Oczywiście nie mam tu na myśli Janko, który podał przykłady z obu stron.

@mierzwiak

Facet jest założycielem i dyrektorem festiwalu od 1993 roku, nagle poddajemy w wątpliwość cały jego dorobek... czemu właściwie?

Nie manipuluj 😉 Nigdzie nie podważam „całego jego dorobku”. Napisałem, że nie wierzę w jego intencję szczerej, jak sam to określił, „korekty oczywiście obecnej dotąd niesprawiedliwości”.

Jakie nowe zasady?

Postulowane właśnie przez niego w tym artykule zasady, zgodnie z którymi wszyscy, w tym dotąd pomijani, mają równe i sprawiedliwe prawa. Jak pisałem, wieloletni beneficjent dotychczasowej niesprawiedliwości nie daje żadnej gwarancji dbałości  o tę sprawiedliwość i uczciwość (a jako dyrektor znanego festiwalu ma możliwość kreowania tej rzeczywistości).  Dlaczego miałby to robić skoro dotąd te niesprawiedliwe zasady mu nie przeszkadzały?

Jeśli tak łatwo tasujemy sobie kolorami skóry postaci, oczywiście zawsze w jednym kierunku, jakżeby inaczej, to poproszę biografię Baracka Obamy z białym aktorem w roli głównej.

Argument wybacz, ale absurdalny. Porównujesz postać Prezydenta USA sprzed dekady z fikcyjnymi postaciami stworzonymi na potrzeby serialu, który opowiada wymyśloną historię sprzed 200 lat? A może w kontrze mógłbyś wskazać historycznie istniejącą białą, powszechnie znaną postać, którą zagrał czarnoskóry aktor w hollywoodzkim filmie pełnym białych? Tylko takie porównanie miałoby sens. A nawet gdyby Ci się udało, temat poruszę jeszcze na samym końcu.

Bo nie, na dokładnie tej samej zasadzie do której sprowadzają się argumenty za Bridgertonem: bo tak.

Nie przyjmuję tego argumentu. Te za Brudgertonami są bardzo konkretne, nawet jeśli Ci się nie podobają i się z nimi nie zgadzasz. Bo tak, to żaden kontrargument.

Tylko że Szekspir wystawiony w teatrze w Tokio i zagrany w całości przez lokalnych (słowo klucz) aktorów dla lokalnej publiczności to coś zupełnie innego, i już sam fakt że cała obsada miałaby jednolitą narodowość zupełnie zmienia postać rzeczy: ci sami ludzie na scenie / ekranie, co na widowni.

Ale wiesz, że w Tokio, jak i prawie w każdym mieście na świecie w którym istnieje jakiś porządny teatr żyją i mieszkają również biali? Co wtedy? Co z ich uczuciami, gdy przypadkiem trafią na taki spektakl? A może ktoś powinien zadbać, żeby czasem nie weszli na salę? A co z lokalną ekranizacją filmową dzieła Szekspira? Co jeśli okaże się tak dobra, że wygra jakiś lokalny festiwal? A potem ogólnokrajowy? Co jeśli ktoś uzna, że warto zgłosić go jako kandydata do Oskara? Czy wtedy Akademia powinna zablokować tę kandydaturę bo wszystkie główne role grają Azjaci? Potrafiłbyś wskazać granicę do której biali powinni pozwolić innym kulturom korzystać lokalnie ze swego dorobku, a po przekroczeniu której wkracza kulturowe gestapo, które dba o samopoczucie białego widza, żeby nie wywołać „pewnego dysonansu”?

Temat, który miałem poruszyć na końcu, niezależnie od argumentów powyżej.

Kultura filmowa, ta najbardziej znana i popularna, opiera się właściwie od samego początku na dominacji białych. W dużej mierze podobnie jest ze sztuką, literaturą, malarstwem itd. Oczywiście nie mamy żadnej możliwości by sprawdzić jak wyglądałaby ta sfera, gdyby to nie biali zdominowali świat w zamierzchłych czasach. Ale jedno jest pewne. Żeby tworzyć ponadczasowe dzieła nie wystarczy talent. Potrzebna jest odpowiednia wiedza, wykształcenie, a potem dostęp do narzędzi i właściwej infrastruktury. A tego nie da się osiągnąć będąc zdominowanym siłą. Możemy zatem z dużą dozą pewności założyć, że biali stworzyli by o wiele mniej uznanych dzieł, gdyby nie ich dominacja, co warte przypomnieć, narzucona siłą. I może gdyby biali nie wyrżnęli w pień całych kultur, a mężczyźni nie narzucili kobietom swej pozycji, Szekspir byłby czarny, Picasso Azjatą, Spielberg Niemcem, a Tarantino kobietą. Dlaczego więc tak bardzo bronimy swego białego dorobku, splamionego krzywdą innych? Czy w imię sprawiedliwości, czy może dlatego, że za wszelką cenę nie chcemy stracić swojej dominującej pozycji?

Cytat z robgordon data listopad 17, 2024, 17:10

Nigdzie nie podważam „całego jego dorobku”. Napisałem, że nie wierzę w jego intencję szczerej, jak sam to określił, „korekty oczywiście obecnej dotąd niesprawiedliwości”.

Nie musiałbyś mu nie wierzyć gdyby, jak to określiłeś, kulturowe gestapo nie wymuszało na jemu podobnych tłumaczenia się z oczywistości, które to oczywistości okazały się aż tak kontrowersyjne.

To czy prokobiece działania Camerimage o których pisze poniżej są szczere, czy nie, to już zgadywanka w którą nie chce mi się bawić, bo i po co.

https://camerimage.pl/pl/news/the-response-of-the-director-of-the-energacamerimage-festival-marek-zydowicz-to-the-open-letter-from-the-british-society-of-cinematographers-pl

A może w kontrze mógłbyś wskazać historycznie istniejącą białą, powszechnie znaną postać, którą zagrał czarnoskóry aktor w hollywoodzkim filmie pełnym białych? Tylko takie porównanie miałoby sens.

Do kina to jeszcze (chyba?) nie dotarło ale w brytyjskim serialu Annę Boleyn zagrała Jodie Turner-Smith a jeśli Zendaya faktycznie zagra Kleopatrę (sprzedawano ją już jako czarnoskórą w żenującej produkcji Netfliksa), to masz swój pierwszy tytuł 🙂

Przykład Obamy miał być absurdalny, ale też widzisz po swojej reakcji jak głupie mogą być takie zmiany. Dlaczego odwrotne nie miałyby spotykać się z taką samą reakcją?

Ale wiesz, że w Tokio, jak i prawie w każdym mieście na świecie w którym istnieje jakiś porządny teatr żyją i mieszkają również biali? Co wtedy? Co z ich uczuciami, gdy przypadkiem trafią na taki spektakl? A może ktoś powinien zadbać, żeby czasem nie weszli na salę? A co z lokalną ekranizacją filmową dzieła Szekspira? Co jeśli okaże się tak dobra, że wygra jakiś lokalny festiwal? A potem ogólnokrajowy? Co jeśli ktoś uzna, że warto zgłosić go jako kandydata do Oskara?

Nic, to będziemy mieli pierwszą głośną ekranizację Szekspira z Azji i nikt nie podważy tego, że w japońskim filmie zagrali - horror! - japońscy aktorzy. A jacy mieliby zagrać?

Umyka Ci jedno: lokalna produkcja zagrana przez lokalnych aktorów, w lokalnym języku to coś zgoła innego niż produkcja hollywoodzka, w której w  scenariusz i casting wpycha się konkretne elementy i osoby o innym kolorze skóry tylko po to, by odhaczyć odpowiedni % dajwersiti i inklużyn.

Możesz sobie wygooglać co za tym stoi, że są całe poświęcone tylko temu działy i stanowiska w wytwórniach filmowych a nawet całe zajmujące się tym firmy, jak np. niesławne już Sweet Baby Inc., którego działalność jest rakiem toczącym branżę gier.

Potrafiłbyś wskazać granicę do której biali powinni pozwolić innym kulturom korzystać lokalnie ze swego dorobku, a po przekroczeniu której wkracza kulturowe gestapo, które dba o samopoczucie białego widza, żeby nie wywołać „pewnego dysonansu”?

A skąd pomysł, że jest taka granica? W teorii każdy może sobie zagrać każdego, ale czy powinien? I czemu wstydzić się reakcji na takie rzeczy, wynikającej z podświadomego wyczuwania sprzedawanego nam, wykalkulowanegi kitu za którym wcale nie kryją się szczytne intencje, ale sprzyjanie aktualnej modzie?

Skoro tak ważna jest reprezentacja itd., dlaczego nie przybliżyć widzom mniej znanej Czarnej kobiety, ale wykoślawiać Annę Boleyn i pokazywać ją jako kogoś, kim nie była? Dla taniej prowokacji? By później nazywać krytyków takiego castingu rasistami?

Dlaczego więc tak bardzo bronimy swego białego dorobku, splamionego krzywdą innych? Czy w imię sprawiedliwości, czy może dlatego, że za wszelką cenę nie chcemy stracić swojej dominującej pozycji?

Tak topornego odwołania sie do white guilt to się na forum nie spodziewałem 😛

Cytat z robgordon data listopad 17, 2024, 17:10

Kultura filmowa, ta najbardziej znana i popularna, opiera się właściwie od samego początku na dominacji białych. W dużej mierze podobnie jest ze sztuką, literaturą, malarstwem itd. Oczywiście nie mamy żadnej możliwości by sprawdzić jak wyglądałaby ta sfera, gdyby to nie biali zdominowali świat w zamierzchłych czasach. Ale jedno jest pewne. Żeby tworzyć ponadczasowe dzieła nie wystarczy talent. Potrzebna jest odpowiednia wiedza, wykształcenie, a potem dostęp do narzędzi i właściwej infrastruktury. A tego nie da się osiągnąć będąc zdominowanym siłą. Możemy zatem z dużą dozą pewności założyć, że biali stworzyli by o wiele mniej uznanych dzieł, gdyby nie ich dominacja, co warte przypomnieć, narzucona siłą. I może gdyby biali nie wyrżnęli w pień całych kultur, a mężczyźni nie narzucili kobietom swej pozycji, Szekspir byłby czarny, Picasso Azjatą, Spielberg Niemcem, a Tarantino kobietą. Dlaczego więc tak bardzo bronimy swego białego dorobku, splamionego krzywdą innych? Czy w imię sprawiedliwości, czy może dlatego, że za wszelką cenę nie chcemy stracić swojej dominującej pozycji?

Ze tak wtrącę i tak i nie. Prawda, że kilka państw europejskich już bogatych w zasoby zaczęło krwawą kolonizację Ameryk i Afryki a by mieć jeszcze więcej. W XVI wieku gdy to się rozpoczęło w Europie i Azji mieliśmy zaawansowane technicznie kraje i bogatą kulturę, wiele dzieł literackich, malarskich, rzeźbiarskich itp. Co w tym czasie było w Ameryce i większości Afryki? Żadnych słynnych pisarzy (co byłoby trudne skoro nie używali papieru w Azji znanym od 500 lat a w Europie niewiele później) trochę malunków i posągów. To jest fakt i nie mówię żeby deprecjonować tamtych ludzi, skoro bardziej zaawansowanej cywilizacji nie było im potrzebne do szczęścia i przetrwania (a przedłużenie gatunku jest głównym celem każdej ziemskiego stworzenia) to spoko. Ba, przecież niektóre plemiona do dziś żyją bez zdobyczy cywilizacji i są zadowoleni. To dlaczego tak było (bo nie jest to kwestia zasobów których tam też nie brakowało) to skomplikowana kwestia, ale fakt jest taki że w XVI wieku w Europie czy Azji, było wielu sławnych pisarzy a w Amerykach czy Afryce nie. Więc jakkolwiek kolonializm to czarna historia wielu narodów nie miał takiego wpływu na dorobek kulturowy, który już w rzeczonym wieku był bogaty w Europie czy Azji, a na innych kontynentach mniejszy. Nierówny poziom rozwijania poszzcególnych kontynentów, a nawet konkretnych regionów był od zawsze. Czy gdyby Europejczycy respektowali tubylców i nie wpierdalali się nieproszeni doszliby do bardziej zaawansowanego poziomu? Może, ale i tak byliby kilkaset lat w plecy jak przy pierwszym spotkaniu białych z tubylcami.

Pochwalę się czymś 🙂

Pewnie już nie raz o tym wspominałem (jak nie tu, to na Filmwebie), ale w Sylwestra 2020 zrobiłem sobie takie postanowienie noworoczne, by w 2021 wyczyścić swoją listę "chcę zobaczyć" na Filmwebie, która kształtowała się mi od 2007. Miałem w niej wtedy chyba ze 150 tytułów, więc naturalnie nie udało mi się tego postanowienia zrealizować w 2021, ale nie poddawałem się i dziś jestem już prawie na finiszu 🙂 Wczoraj na TVP Kultura obejrzałem Ziemię obiecaną Wajdy, więc z filmów, które miały już premierę (wcześniej niż w 2024 roku) pozostały mi tylko cztery pozycje:

  • Ulica półksiężyca, 1986 (w PL wyszedł tylko na VHS i był w telewizji, więc nie mam jak go obejrzeć, chyba że w oryginalne bez jakichkolwiek napisów)
  • Na wzgórzach Hollywood, 2002 (chciałem obejrzeć dla obsady, ale mam wrażenie że film całkowicie ominął Polskę i nie wiem skąd go wytrzasnąć)
  • Mary i Max, 2009 (wiem, że było na DVD, ale obecnie chodzi ono w chorych cenach, więc też nie wiem gdzie/jak mógłbym to obejrzeć z wersją PL)
  • Życie Adeli, 2013 (no tu były możliwości, ale przegapiłem i teraz trudno mi to znaleźć za free)

Jeśli ktoś ma link/ jakiś pomysł gdzie mogę obejrzeć cztery powyższe, piszcie pw. Jak uda mi się to wyzerować biorę się za kolejne postanowienie - mam sporo gazetowych/kopertowych DVD, które były dodatkami do zbieranych przed laty czasopism (muszę je przeliczyć, w domu mieliśmy tego z 250-300, swoich swoich mam +50, z czego ok. 30 do tej pory nie obejrzałem + nie widziałem jeszcze kilku ciekawych filmów z tych wspólnych), także będzie co oglądać w 2025 😉

robgordon has reacted to this post.
robgordon

Oprócz tych w pełni legalnych śmigam już tylko po CDA, więc nic nie podpowiem. Ale widzę, że znowu wyznaczyłeś sobie zadanie jak na siłowni 🙂

Tak, ale to już ostatnie 🙂 Mam nadzieję, że do końca przyszłego roku mi się uda (ale nawet jak się przeciągnie do 2026 to nic strasznego się nie stanie).

Z innych postanowień - w tym roku odpuściłem wyjście do kina na Motocyklistów z Hardym (myślałem, że ino mig trafi na streaming, a tu miesiące czekanie i obecnie wciąż jest tylko dostępny na wypożyczenie) i nie znalazłem czasu w tych 7 dniach na biografię Christophera Reeve'a. Od teraz jak coś będzie mnie interesowało to nie będę się wahał, tylko w pierwszy wolny dzień będę się starał wyjść do kina i już. No i jak najwięcej "oryginalnych" produkcji, a nie ciągniętych w nieskończoność, lub wywleczonych po latach znanych marek.

Jak wyżej. Po tym co zobaczyłem na filmie Scotta żadna siła nie zaciągnie mnie już na kolejny sequelo-remake, ich miejsce jest co najwyżej na platformach streamingowych do obejrzenia 2 miesiące po kinie.

Wydaje mi się, że w tym roku udało mi się zachować niezły, nawet jeśli nie idealny, balans między typowym Hollywood a mniejszymi, oryginalnymi produkcjami. Pomijając powtórkowe projekcje Matriksa i trylogii Władca Pierścieni do tej pory byłem w kinie na:

Franczyzy:

  • Dune: Part Two
  • Kingdom of the Planet of the Apes
  • Furiosa: A Mad Max Saga
  • Twisters
  • Deadpool & Wolverine
  • Alien: Romulus
  • Beetlejuice Beetlejuice
  • Smile 2
  • Joker: Foliowy duet
  • Gladiator II

Produkcje oryginalne:

  • Civil War
  • Challengers
  • Longlegs
  • Love Lies Bleeding
  • Strange Darling
  • The Substance
  • The Wild Robot
  • A Real Pain

Z drugiej listy nie żałuję nawet seansu Longlegs bo mimo wad jest to ciekawy, autorski kawałek horroru, podczas gdy z pierwszej aż pięć tytułów mogłem i powinienem był sobie odpuścić.

O bardzo ciekawe zestawienie, też potem przygotuję.

Potem nadeszło szybciej niż myślałem 🙂 No to u mnie wygląda to tak:

Franczyzy:

  • Madame Web
  • Diuna 2
  • Pogromcy duchów 4
  • Fall Guy
  • Królestwo Planety Małp
  • Furiosa
  • Bad Boys 4
  • Maxxxine
  • Twisters
  • Deadpool i Wolverine
  • Obcy: Romulus
  • Kruk
  • Sok z żuka 2
  • Joker 2
  • Smile 2
  • Gladiator 2

Produkcje oryginalne:

  • Civil War
  • Abigail
  • Longlegs
  • Pułapka
  • Strange Darling
  • Substancja
  • A Real Pain

Ogólnie nie żałuję obejrzenia niczego co jest horrorem, albo fantastyką, a z tego składa się większość moich seansów. Sądzę, że bilet do kina utrzymuje też samo kino jako budynek/wynajętą powierzchnię, więc nie postrzegam tego tylko jako dalsze napychanie kieszeni Davida Zaslava. Większość pewnie pomyśli, że filmem na którym zadawałem sobie pytanie co ja tutaj najlepszego robię jest Madame Web, ale jest w błędzie 🙂 Bawiłem się na tym świetnie i mimo niskiej oceny to jeden z moich najlepszych seansów mijającego roku. Jeśli miałbym wybrać totalną pomyłkę to Kaskader, film nakręcony zupełnie nie w mojej bajce, moich rejonach czegokolwiek. Blisko byli Pogromcy duchów, ale jednak Murray i Aykroyd to ikony lat 80-tych, więc patrzę na nich póki jest mi to dane na tym łez padole.

Przegapiłem coś w kinie? Bo na przykład z listy Mierzwiaka Love, Lies Bleeding i Challengers mnie totalnie nie interesują. Dzikiego z chęcią obejrzę w domu, będzie pewnie na SkyShowtime na Święta.

Ja mam najłatwiej z tymi listami:

Franczyzy:

Prawie wszystko

Produkcje oryginalne:

Prawie wszystko

Szaman and robgordon have reacted to this post.
Szamanrobgordon

A i jeszcze jedno, uważam, że to nie chodzi o to aby obrażać się na kontynuacje, bo nie ma niczego złego w pragnieniu powrotu do znajomych bohaterów. Nie jest też problemem płacenie za seans, mimo bogatej kartoteki pirackiej nigdy nie potępię kogoś kto wydaje pieniądze na filmy. Problemem są zaniżone wymagania, gdy widzę oceny w przedziale 7-9 dla Gladiatora 2 wśród moich znajomych na Filmwebie to łapię się za głowę. Problem nie leży w oglądaniu, a w informacji zwrotnej. A oglądać zawsze warto, choćby po to, że tak jak wspomniałem utrzymuje się istnienie kin.

Cytat z Szaman data listopad 18, 2024, 16:40

Sądzę, że bilet do kina utrzymuje też samo kino jako budynek/wynajętą powierzchnię, więc nie postrzegam tego tylko jako dalsze napychanie kieszeni Davida Zaslava.

Zgoda ale chodzi mi raczej o to, że zamiast iść na topornego produkcyjniaka pokroju Twisters mogłem wybrać coś innego co dałoby kinu dokładnie te same pieniądze a mi większą satysfakcję z seansu 🙂

Twisters to też oceniam coraz gorzej, przecież ten film o tornadzie nie oferował nawet jednego, porządnego latającego samochodu.

Cytat z Szaman data listopad 18, 2024, 16:52

A i jeszcze jedno, uważam, że to nie chodzi o to aby obrażać się na kontynuacje, bo nie ma niczego złego w pragnieniu powrotu do znajomych bohaterów.

Tu też zgoda, pisałem to w kontekście tytułów pokroju Twisters, Beetlejuice Beetlejuice czy Gladiatora z Temu co do których wiedziałem, że nie będą w stanie zaoferować mi za wiele i dokładnie tak też się stało.

Spoko, Mierzwiak, ja bardziej rozwijam swoje myśli w tym temacie, niż piję do czyichś wypowiedzi 🙂

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
Cytat z Janko data listopad 17, 2024, 19:10
Cytat z robgordon data listopad 17, 2024, 17:10

Kultura filmowa, ta najbardziej znana i popularna, opiera się właściwie od samego początku na dominacji białych. W dużej mierze podobnie jest ze sztuką, literaturą, malarstwem itd. Oczywiście nie mamy żadnej możliwości by sprawdzić jak wyglądałaby ta sfera, gdyby to nie biali zdominowali świat w zamierzchłych czasach. Ale jedno jest pewne. Żeby tworzyć ponadczasowe dzieła nie wystarczy talent. Potrzebna jest odpowiednia wiedza, wykształcenie, a potem dostęp do narzędzi i właściwej infrastruktury. A tego nie da się osiągnąć będąc zdominowanym siłą. Możemy zatem z dużą dozą pewności założyć, że biali stworzyli by o wiele mniej uznanych dzieł, gdyby nie ich dominacja, co warte przypomnieć, narzucona siłą. I może gdyby biali nie wyrżnęli w pień całych kultur, a mężczyźni nie narzucili kobietom swej pozycji, Szekspir byłby czarny, Picasso Azjatą, Spielberg Niemcem, a Tarantino kobietą. Dlaczego więc tak bardzo bronimy swego białego dorobku, splamionego krzywdą innych? Czy w imię sprawiedliwości, czy może dlatego, że za wszelką cenę nie chcemy stracić swojej dominującej pozycji?

Ze tak wtrącę i tak i nie. Prawda, że kilka państw europejskich już bogatych w zasoby zaczęło krwawą kolonizację Ameryk i Afryki a by mieć jeszcze więcej. W XVI wieku gdy to się rozpoczęło w Europie i Azji mieliśmy zaawansowane technicznie kraje i bogatą kulturę, wiele dzieł literackich, malarskich, rzeźbiarskich itp. Co w tym czasie było w Ameryce i większości Afryki? Żadnych słynnych pisarzy (co byłoby trudne skoro nie używali papieru w Azji znanym od 500 lat a w Europie niewiele później) trochę malunków i posągów. To jest fakt i nie mówię żeby deprecjonować tamtych ludzi, skoro bardziej zaawansowanej cywilizacji nie było im potrzebne do szczęścia i przetrwania (a przedłużenie gatunku jest głównym celem każdej ziemskiego stworzenia) to spoko. Ba, przecież niektóre plemiona do dziś żyją bez zdobyczy cywilizacji i są zadowoleni. To dlaczego tak było (bo nie jest to kwestia zasobów których tam też nie brakowało) to skomplikowana kwestia, ale fakt jest taki że w XVI wieku w Europie czy Azji, było wielu sławnych pisarzy a w Amerykach czy Afryce nie. Więc jakkolwiek kolonializm to czarna historia wielu narodów nie miał takiego wpływu na dorobek kulturowy, który już w rzeczonym wieku był bogaty w Europie czy Azji, a na innych kontynentach mniejszy. Nierówny poziom rozwijania poszzcególnych kontynentów, a nawet konkretnych regionów był od zawsze. Czy gdyby Europejczycy respektowali tubylców i nie wpierdalali się nieproszeni doszliby do bardziej zaawansowanego poziomu? Może, ale i tak byliby kilkaset lat w plecy jak przy pierwszym spotkaniu białych z tubylcami.

W tym co napisałem istotne było przede wszystkim to, że to dominacja narzucona siłą miała bardzo duży wpływ na rozwój naszej kultury (bez zdobytych w ten sposób bogactw o bez władzy trudno byłoby o równie spektakularny rozwój). Nie twierdzę, że kultura rozwinęłaby się tak samo i wszyscy artyści mieliby dziś inny kolor skóry. Chodziło mi o to, że prawdopodobnie stałoby się tak choć z częścią ich (nie mam pojęcia czy 5% czy 50%) i wybrałem losowo kilka postaci, żeby to zwizualizować. W moim przykładzie Spielberg nadal jest biały. Jego przykład miał pokazać, że gdyby historia potoczyłaby się inaczej jego rodzina mogłaby nie trafić do USA, a on zamiast zostać jednym z największych reżyserów świata dziś może kręciłby w Niemczech kolejne odcinki Tatort.

PreviousPage 12 of 75Next