Newsy filmowe
Cytat z robgordon data 5 grudnia, 2020, 01:50Film pewnie jak film, kolejna amerykańska produkcja o wychodzeniu z traumy, ale zwiastun dobry:
https://www.youtube.com/watch?v=q7eZEZHRrVg&feature=emb_logo
Film pewnie jak film, kolejna amerykańska produkcja o wychodzeniu z traumy, ale zwiastun dobry:
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2020, 08:08Jak na razie Comic Con w Brazylii wygląda na sporą klapę. Z jednej strony typowe dla temtejszej kultury nie przywiązywanie się do wskazań czasomierza, z drugiej brak konkretnych newsów. Ale niedziela z Warnerem może zmienić wszystko.
Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy rok temu debiutował zwiastun Wonder Woman, a Matt Reeves zapowiedział pierwszy materiał z Batmana na przyszłoroczną edycję. Wtedy to wydawało się tak odległym terminem, już nawet nie mówiąc ile się od tego czasu zmieniło...
Jak na razie Comic Con w Brazylii wygląda na sporą klapę. Z jednej strony typowe dla temtejszej kultury nie przywiązywanie się do wskazań czasomierza, z drugiej brak konkretnych newsów. Ale niedziela z Warnerem może zmienić wszystko.
Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy rok temu debiutował zwiastun Wonder Woman, a Matt Reeves zapowiedział pierwszy materiał z Batmana na przyszłoroczną edycję. Wtedy to wydawało się tak odległym terminem, już nawet nie mówiąc ile się od tego czasu zmieniło...
Cytat z robgordon data 5 grudnia, 2020, 10:24Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 18:22Oscar Isaac w ekranizacji Metal Gear Solid
https://twitter.com/THR/status/1334910300257218562
Jestem naprawdę growym ignorantem, bo nigdy chyba nie słyszałem tej nazwy i widząc tego newsa zastanawiałem się czy to ekranizacja książki czy gry.
Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 18:22Oscar Isaac w ekranizacji Metal Gear Solid
Jestem naprawdę growym ignorantem, bo nigdy chyba nie słyszałem tej nazwy i widząc tego newsa zastanawiałem się czy to ekranizacja książki czy gry.
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2020, 10:37Haha ja tak samo, ale poznałem nazwę bo od jakiegoś roku albo dłużej z projektem związany jest reżyser Skull Island i Kings of Summer.
Haha ja tak samo, ale poznałem nazwę bo od jakiegoś roku albo dłużej z projektem związany jest reżyser Skull Island i Kings of Summer.
Cytat z Kuba data 5 grudnia, 2020, 10:46Metal Gear to w sumie dość dobry materiał do ekranizacji, chociaż gry są już mega filmowe (bo Kojima - może kojarzycie jego ostatni twór Death Stranding bo dość głośny), ale ten reżyser to mnie strasznie martwi, nie trawie Skull Island. Co prawda jest ewidentnym fanem i pasjonatem a Kojima ma mieć jakiś udział w produkcji, ale nadal widzę to kiepsko.
Gdyby jednak wyszło to nastawiajcie się na dość pojebaną mieszanke kina szpiegowskiego, akcji, sci-fi w retro stylistyce, dramatu i to wszystko posypane pscyhodelą.
Metal Gear to w sumie dość dobry materiał do ekranizacji, chociaż gry są już mega filmowe (bo Kojima - może kojarzycie jego ostatni twór Death Stranding bo dość głośny), ale ten reżyser to mnie strasznie martwi, nie trawie Skull Island. Co prawda jest ewidentnym fanem i pasjonatem a Kojima ma mieć jakiś udział w produkcji, ale nadal widzę to kiepsko.
Gdyby jednak wyszło to nastawiajcie się na dość pojebaną mieszanke kina szpiegowskiego, akcji, sci-fi w retro stylistyce, dramatu i to wszystko posypane pscyhodelą.
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2020, 11:11A miało być tak pięknie...
https://twitter.com/Variety/status/1335151845820522496?s=19
A miało być tak pięknie...
‘Monster Hunter’ Pulled From Chinese Cinemas Over Scene Said to Be Racial Slur https://t.co/EYP8ZU3V6f
— Variety (@Variety) December 5, 2020
Cytat z robgordon data 5 grudnia, 2020, 11:13Cytat z Kuba data Grudzień 5, 2020, 10:46(bo Kojima - może kojarzycie jego ostatni twór Death Stranding bo dość głośny).
Gdyby jednak wyszło to nastawiajcie się na dość pojebaną mieszanke kina szpiegowskiego, akcji, sci-fi w retro stylistyce, dramatu i to wszystko posypane pscyhodelą.
Nie, nie kojarzę.
Ale Twój opis MGS mnie się podoba.
Cytat z Kuba data Grudzień 5, 2020, 10:46(bo Kojima - może kojarzycie jego ostatni twór Death Stranding bo dość głośny).
Gdyby jednak wyszło to nastawiajcie się na dość pojebaną mieszanke kina szpiegowskiego, akcji, sci-fi w retro stylistyce, dramatu i to wszystko posypane pscyhodelą.
Nie, nie kojarzę.
Ale Twój opis MGS mnie się podoba.
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2020, 11:21To jest ta gra w której Norman Reedus użyczył swojej zmęczonej twarzy, trochę przewijała się na stronach filmowych.
To jest ta gra w której Norman Reedus użyczył swojej zmęczonej twarzy, trochę przewijała się na stronach filmowych.
Cytat z Kuba data 5 grudnia, 2020, 11:23https://www.youtube.com/watch?v=djfFwn8IFTM
Taki poglądowy zwiastun całej serii. Większośc trailerów ostatniej części trwa niestety 5-10 minut
A tu taki właśnie tego Stranding, który najlepiej pokazuje co siedzi w głowie Kojimy
https://www.youtube.com/watch?v=kMaxrryH0es
Taki poglądowy zwiastun całej serii. Większośc trailerów ostatniej części trwa niestety 5-10 minut
A tu taki właśnie tego Stranding, który najlepiej pokazuje co siedzi w głowie Kojimy
Cytat z Marek Pilarski data 5 grudnia, 2020, 11:31Czy w tym zwiastunie Death Stranding jest też Guillermo del Toro? 😛
Czy w tym zwiastunie Death Stranding jest też Guillermo del Toro? 😛
Cytat z Marek Pilarski data 5 grudnia, 2020, 11:32Cytat z Szaman data Grudzień 5, 2020, 11:11A miało być tak pięknie...
https://twitter.com/Variety/status/1335151845820522496?s=19
LOL, w tych Chinach to jeszcze większe płatki śniegu niż na Twitterze 😛
"In the scene, a white male character and an Asian character played by Jin are driving together at high speed. “What?” says the former. “Look at my knees!” shouts Jin. “What kind of knees are these?” asks his companion. “Chi-nese!” jokes Jin, punning on the word’s last syllable.
Though some might view this as camaraderie and banter over a bad pun, Chinese viewers were incensed after the exchange was interpreted as a reference to an old, racist schoolyard rhyme insulting Asians. “Chi-nese, Jap-a-nese, dir-ty knees, look at these,” it apparently sing-songs, accompanied by knee slaps and slant-eyed gestures."
Cytat z Szaman data Grudzień 5, 2020, 11:11A miało być tak pięknie...
LOL, w tych Chinach to jeszcze większe płatki śniegu niż na Twitterze 😛
"In the scene, a white male character and an Asian character played by Jin are driving together at high speed. “What?” says the former. “Look at my knees!” shouts Jin. “What kind of knees are these?” asks his companion. “Chi-nese!” jokes Jin, punning on the word’s last syllable.
Though some might view this as camaraderie and banter over a bad pun, Chinese viewers were incensed after the exchange was interpreted as a reference to an old, racist schoolyard rhyme insulting Asians. “Chi-nese, Jap-a-nese, dir-ty knees, look at these,” it apparently sing-songs, accompanied by knee slaps and slant-eyed gestures."
Cytat z Kuba data 5 grudnia, 2020, 11:37Cytat z Marek Pilarski data Grudzień 5, 2020, 11:31Czy w tym zwiastunie Death Stranding jest też Guillermo del Toro?
Jest jest 🙂
A w samej grze grają (bo to właściwie pełnoprawna gra) Norman, Mads Mikkelsen, Lea Seydoux, Troy Baker, Margaret Qualley czy Conan O'Brien 😛
Cytat z Marek Pilarski data Grudzień 5, 2020, 11:31Czy w tym zwiastunie Death Stranding jest też Guillermo del Toro?
Jest jest 🙂
A w samej grze grają (bo to właściwie pełnoprawna gra) Norman, Mads Mikkelsen, Lea Seydoux, Troy Baker, Margaret Qualley czy Conan O'Brien 😛
Cytat z Janko data 5 grudnia, 2020, 11:43Co do MGS to ciekawe w jakich czasach umieszczą akcje filmu, bo z chronologią tom ta seria nieźle mieszała.
Co do MGS to ciekawe w jakich czasach umieszczą akcje filmu, bo z chronologią tom ta seria nieźle mieszała.
Cytat z Marek Pilarski data 5 grudnia, 2020, 12:47Moje dwa ostatnie wpisy o planach dystrybucyjnych Warner Bros. przeniosłem jakby co do tematu Box Office Ameryka, niech tam ten wątek będzie kontynuowany (jeżeli będzie). 😉
Moje dwa ostatnie wpisy o planach dystrybucyjnych Warner Bros. przeniosłem jakby co do tematu Box Office Ameryka, niech tam ten wątek będzie kontynuowany (jeżeli będzie). 😉
Cytat z Kuba data 5 grudnia, 2020, 14:49Cytat z janko data Grudzień 5, 2020, 11:43Co do MGS to ciekawe w jakich czasach umieszczą akcje filmu, bo z chronologią tom ta seria nieźle mieszała.
Ja mam tylko nadzieje, że nie pójdą na przekór w jakąś odległą przyszłość i na sile nie bedą chcieli uwspółcześnić niektórych rzeczy
Cytat z janko data Grudzień 5, 2020, 11:43Co do MGS to ciekawe w jakich czasach umieszczą akcje filmu, bo z chronologią tom ta seria nieźle mieszała.
Ja mam tylko nadzieje, że nie pójdą na przekór w jakąś odległą przyszłość i na sile nie bedą chcieli uwspółcześnić niektórych rzeczy
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2020, 17:26The Father przełożony z 18 grudnia na 26 lutego.
https://twitter.com/Variety/status/1335257647222763520
The Father przełożony z 18 grudnia na 26 lutego.
‘The Father’ Sets New Release Date https://t.co/xmgDdc1AVM
— Variety (@Variety) December 5, 2020
Cytat z Mierzwiak data 5 grudnia, 2020, 21:15Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 20:16Po ochłonięciu na temat wczorajszych rewelacji napiszę, że one mają pewien wielki plus dla widza i dla studia- kalendarz premier jest trzymany w ryzach, data premiery znowu jest stała, można więc spokojnie i racjonalnie prowadzić kampanię. Przykładowo Matrix 4 wychodzi w grudniu i korona tego nie zmieni, pojawi się albo w kinach, albo w domowym zaciszu, działania promocyjne pozostają takie same, z wyłączeniem zwiastunów przed seansami.
Natomiast nie zgadzam się z argumentem zaprezentowanym wczoraj przez Chrisa Stuckmanna- nie będzie już przeszkadzających widzów, bo zostaną w domach. Ależ będą, oni nigdy nie chodzą do kina pojedynczo i rzadko chodzą do kina na film.
Też obejrzałem materiał Chrisa i mam kilka przemyśleń.
Pierwsze jest takie, że filmy nie są już takie jak kiedyś. I my też nie. I nie jest to narzekanie z cyklu "Panie, kiedyś to było", ale zwyczajne stwierdzenie czegoś, co zauważyłem już dawno temu. Nawet oczekiwanie na premiery pokroju Avengers: Infinity War trudno mi porównac do tego jakie emocje towarzyszyły mi oczekiwaniu na kolejne części Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów i Mrocznego Rycerza, skądinąd chyba ostatni TAKI film na seansie którego serducho przyspieszyło gdy pojawiło się logo Warnera.
Druga sprawa jest taka, że świetny film zawsze się obrobi, niezależnie od tego czy pierwszy raz zobaczymy go na wielkim ekranie czy w domu. To oczywiste że wrażenia związane z całą otoczką jaką jest wyjście do kina będą nieco inne, ale ostatecznie film to film, a do tych najlepszych / ulubionych przecież lubiny wracać.
I tu pojawia się najważniejsza różnica jeśli chodzi o oglądanie filmów w domu, bo pytanie brzmi o jakich filmach mówimy? O tych "zwykłych" czy dostępnych wyłącznie w streamingu?
Tradycyjny "cykl życia" filmu jest dla mnie taki, że te które w taki czy inny sposób lubię i wiem że będę do nich wracać trafiają na moją półkę, co niejako cementuje ich pozycję jako tych, które zapadły mi w pamięć. Z produkcjami przykładowo Netfliksa jest inaczej, bo poza kilkoma wyjątkami są to filmy które nie trafiają na nośniki fizyczne i nawet jeśli jakiś bym chciał, to nie mogę go mieć, a co za tym idzie taki film łatwiej wypada mi z pamięci, a przecież, paradoksalnie, dopóki mam subskrypcję mogę go sobie powtórzyć w dowolnym momencie.
I to jest dla mnie chyba najważniejsza różnica która sprawia, że te wszystkie streamingowe produkcje są w jakiś sposób takimi jednorazowymi filmowymi doświadczeniami, oglądane z tą świadomością że istnieją na danej platformie i nigdzie poza nią.
Dlatego nie sądzę by domowy seans takiej Wonder Woman 1984 był jakimś szczególnie gorszym doświadczeniem aniżeli ten kinowy (przynajmniej na sprzęcie który mam szczęście posiadać, choć wiadomo że WIELKI ekran i lepszy dźwięk robią swoje), ale też wiem że jeśli film mi się spodoba, to za kilka miesięcy kupię go na płycie i postawię obok pierwszej części. Nie bedzie tylko "wirtualną" produkcją dostępną wyłącznie online, ale "prawdziwym" filmem. Czy to ma sens?
Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 20:16Po ochłonięciu na temat wczorajszych rewelacji napiszę, że one mają pewien wielki plus dla widza i dla studia- kalendarz premier jest trzymany w ryzach, data premiery znowu jest stała, można więc spokojnie i racjonalnie prowadzić kampanię. Przykładowo Matrix 4 wychodzi w grudniu i korona tego nie zmieni, pojawi się albo w kinach, albo w domowym zaciszu, działania promocyjne pozostają takie same, z wyłączeniem zwiastunów przed seansami.
Natomiast nie zgadzam się z argumentem zaprezentowanym wczoraj przez Chrisa Stuckmanna- nie będzie już przeszkadzających widzów, bo zostaną w domach. Ależ będą, oni nigdy nie chodzą do kina pojedynczo i rzadko chodzą do kina na film.
Też obejrzałem materiał Chrisa i mam kilka przemyśleń.
Pierwsze jest takie, że filmy nie są już takie jak kiedyś. I my też nie. I nie jest to narzekanie z cyklu "Panie, kiedyś to było", ale zwyczajne stwierdzenie czegoś, co zauważyłem już dawno temu. Nawet oczekiwanie na premiery pokroju Avengers: Infinity War trudno mi porównac do tego jakie emocje towarzyszyły mi oczekiwaniu na kolejne części Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów i Mrocznego Rycerza, skądinąd chyba ostatni TAKI film na seansie którego serducho przyspieszyło gdy pojawiło się logo Warnera.
Druga sprawa jest taka, że świetny film zawsze się obrobi, niezależnie od tego czy pierwszy raz zobaczymy go na wielkim ekranie czy w domu. To oczywiste że wrażenia związane z całą otoczką jaką jest wyjście do kina będą nieco inne, ale ostatecznie film to film, a do tych najlepszych / ulubionych przecież lubiny wracać.
I tu pojawia się najważniejsza różnica jeśli chodzi o oglądanie filmów w domu, bo pytanie brzmi o jakich filmach mówimy? O tych "zwykłych" czy dostępnych wyłącznie w streamingu?
Tradycyjny "cykl życia" filmu jest dla mnie taki, że te które w taki czy inny sposób lubię i wiem że będę do nich wracać trafiają na moją półkę, co niejako cementuje ich pozycję jako tych, które zapadły mi w pamięć. Z produkcjami przykładowo Netfliksa jest inaczej, bo poza kilkoma wyjątkami są to filmy które nie trafiają na nośniki fizyczne i nawet jeśli jakiś bym chciał, to nie mogę go mieć, a co za tym idzie taki film łatwiej wypada mi z pamięci, a przecież, paradoksalnie, dopóki mam subskrypcję mogę go sobie powtórzyć w dowolnym momencie.
I to jest dla mnie chyba najważniejsza różnica która sprawia, że te wszystkie streamingowe produkcje są w jakiś sposób takimi jednorazowymi filmowymi doświadczeniami, oglądane z tą świadomością że istnieją na danej platformie i nigdzie poza nią.
Dlatego nie sądzę by domowy seans takiej Wonder Woman 1984 był jakimś szczególnie gorszym doświadczeniem aniżeli ten kinowy (przynajmniej na sprzęcie który mam szczęście posiadać, choć wiadomo że WIELKI ekran i lepszy dźwięk robią swoje), ale też wiem że jeśli film mi się spodoba, to za kilka miesięcy kupię go na płycie i postawię obok pierwszej części. Nie bedzie tylko "wirtualną" produkcją dostępną wyłącznie online, ale "prawdziwym" filmem. Czy to ma sens?
Cytat z robgordon data 5 grudnia, 2020, 22:38Cytat z Mierzwiak data Grudzień 5, 2020, 21:15Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 20:16Po ochłonięciu na temat wczorajszych rewelacji napiszę, że one mają pewien wielki plus dla widza i dla studia- kalendarz premier jest trzymany w ryzach, data premiery znowu jest stała, można więc spokojnie i racjonalnie prowadzić kampanię. Przykładowo Matrix 4 wychodzi w grudniu i korona tego nie zmieni, pojawi się albo w kinach, albo w domowym zaciszu, działania promocyjne pozostają takie same, z wyłączeniem zwiastunów przed seansami.
Natomiast nie zgadzam się z argumentem zaprezentowanym wczoraj przez Chrisa Stuckmanna- nie będzie już przeszkadzających widzów, bo zostaną w domach. Ależ będą, oni nigdy nie chodzą do kina pojedynczo i rzadko chodzą do kina na film.
Też obejrzałem materiał Chrisa i mam kilka przemyśleń.
Pierwsze jest takie, że filmy nie są już takie jak kiedyś. I my też nie. I nie jest to narzekanie z cyklu "Panie, kiedyś to było", ale zwyczajne stwierdzenie czegoś, co zauważyłem już dawno temu. Nawet oczekiwanie na premiery pokroju Avengers: Infinity War trudno mi porównac do tego jakie emocje towarzyszyły mi oczekiwaniu na kolejne części Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów i Mrocznego Rycerza, skądinąd chyba ostatni TAKI film na seansie którego serducho przyspieszyło gdy pojawiło się logo Warnera.
Druga sprawa jest taka, że świetny film zawsze się obrobi, niezależnie od tego czy pierwszy raz zobaczymy go na wielkim ekranie czy w domu. To oczywiste że wrażenia związane z całą otoczką jaką jest wyjście do kina będą nieco inne, ale ostatecznie film to film, a do tych najlepszych / ulubionych przecież lubiny wracać.
I tu pojawia się najważniejsza różnica jeśli chodzi o oglądanie filmów w domu, bo pytanie brzmi o jakich filmach mówimy? O tych "zwykłych" czy dostępnych wyłącznie w streamingu?
Tradycyjny "cykl życia" filmu jest dla mnie taki, że te które w taki czy inny sposób lubię i wiem że będę do nich wracać trafiają na moją półkę, co niejako cementuje ich pozycję jako tych, które zapadły mi w pamięć. Z produkcjami przykładowo Netfliksa jest inaczej, bo poza kilkoma wyjątkami są to filmy które nie trafiają na nośniki fizyczne i nawet jeśli jakiś bym chciał, to nie mogę go mieć, a co za tym idzie taki film łatwiej wypada mi z pamięci, a przecież, paradoksalnie, dopóki mam subskrypcję mogę go sobie powtórzyć w dowolnym momencie.
I to jest dla mnie chyba najważniejsza różnica która sprawia, że te wszystkie streamingowe produkcje są w jakiś sposób takimi jednorazowymi filmowymi doświadczeniami, oglądane z tą świadomością że istnieją na danej platformie i nigdzie poza nią.
Dlatego nie sądzę by domowy seans takiej Wonder Woman 1984 był jakimś szczególnie gorszym doświadczeniem aniżeli ten kinowy (przynajmniej na sprzęcie który mam szczęście posiadać, choć wiadomo że WIELKI ekran i lepszy dźwięk robią swoje), ale też wiem że jeśli film mi się spodoba, to za kilka miesięcy kupię go na płycie i postawię obok pierwszej części. Nie bedzie tylko "wirtualną" produkcją dostępną wyłącznie online, ale "prawdziwym" filmem. Czy to ma sens?
Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego osobiście, ale to co napisałeś brzmi bardzo... dziadersko 😉 Świat filmów i seriali przeżyje dzięki młodym widzom, którym wszystko to co napisałeś jest kompletnie obce.
Filmy nie są takie jak kiedyś, ale dzieciaki o tym nie wiedzą. Nie kupują filmów na dvd czy blu ray, kino z łatwością zamienią na netflixa, bo przecież i tak spędzają mnóstwo czasu z nosem w telefonie. I tak, nie potrzebują do przeżywania emocji wielkiego ekranu (nawet moja dziewczyna, której laptop zaczął szwankować, zaczęła oglądać seriale na swoim xiaomi).PS. Córka mojej znajomej powiedziała ostatnio, że widziała film "Lolita". Gdy spytaliśmy, czy starą czy nową wersję, powiedziała, że starą, tą z lat 90-tych. Dla nich ten czas to zamierzchła przeszłość. Tak jak to, co my, wychowani na kinie lat 80-tych i 90-tych, sądzimy o tym co będzie lub nie będzie przyszłością kina.
Cytat z Mierzwiak data Grudzień 5, 2020, 21:15Cytat z Szaman data Grudzień 4, 2020, 20:16Po ochłonięciu na temat wczorajszych rewelacji napiszę, że one mają pewien wielki plus dla widza i dla studia- kalendarz premier jest trzymany w ryzach, data premiery znowu jest stała, można więc spokojnie i racjonalnie prowadzić kampanię. Przykładowo Matrix 4 wychodzi w grudniu i korona tego nie zmieni, pojawi się albo w kinach, albo w domowym zaciszu, działania promocyjne pozostają takie same, z wyłączeniem zwiastunów przed seansami.
Natomiast nie zgadzam się z argumentem zaprezentowanym wczoraj przez Chrisa Stuckmanna- nie będzie już przeszkadzających widzów, bo zostaną w domach. Ależ będą, oni nigdy nie chodzą do kina pojedynczo i rzadko chodzą do kina na film.
Też obejrzałem materiał Chrisa i mam kilka przemyśleń.
Pierwsze jest takie, że filmy nie są już takie jak kiedyś. I my też nie. I nie jest to narzekanie z cyklu "Panie, kiedyś to było", ale zwyczajne stwierdzenie czegoś, co zauważyłem już dawno temu. Nawet oczekiwanie na premiery pokroju Avengers: Infinity War trudno mi porównac do tego jakie emocje towarzyszyły mi oczekiwaniu na kolejne części Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów i Mrocznego Rycerza, skądinąd chyba ostatni TAKI film na seansie którego serducho przyspieszyło gdy pojawiło się logo Warnera.
Druga sprawa jest taka, że świetny film zawsze się obrobi, niezależnie od tego czy pierwszy raz zobaczymy go na wielkim ekranie czy w domu. To oczywiste że wrażenia związane z całą otoczką jaką jest wyjście do kina będą nieco inne, ale ostatecznie film to film, a do tych najlepszych / ulubionych przecież lubiny wracać.
I tu pojawia się najważniejsza różnica jeśli chodzi o oglądanie filmów w domu, bo pytanie brzmi o jakich filmach mówimy? O tych "zwykłych" czy dostępnych wyłącznie w streamingu?
Tradycyjny "cykl życia" filmu jest dla mnie taki, że te które w taki czy inny sposób lubię i wiem że będę do nich wracać trafiają na moją półkę, co niejako cementuje ich pozycję jako tych, które zapadły mi w pamięć. Z produkcjami przykładowo Netfliksa jest inaczej, bo poza kilkoma wyjątkami są to filmy które nie trafiają na nośniki fizyczne i nawet jeśli jakiś bym chciał, to nie mogę go mieć, a co za tym idzie taki film łatwiej wypada mi z pamięci, a przecież, paradoksalnie, dopóki mam subskrypcję mogę go sobie powtórzyć w dowolnym momencie.
I to jest dla mnie chyba najważniejsza różnica która sprawia, że te wszystkie streamingowe produkcje są w jakiś sposób takimi jednorazowymi filmowymi doświadczeniami, oglądane z tą świadomością że istnieją na danej platformie i nigdzie poza nią.
Dlatego nie sądzę by domowy seans takiej Wonder Woman 1984 był jakimś szczególnie gorszym doświadczeniem aniżeli ten kinowy (przynajmniej na sprzęcie który mam szczęście posiadać, choć wiadomo że WIELKI ekran i lepszy dźwięk robią swoje), ale też wiem że jeśli film mi się spodoba, to za kilka miesięcy kupię go na płycie i postawię obok pierwszej części. Nie bedzie tylko "wirtualną" produkcją dostępną wyłącznie online, ale "prawdziwym" filmem. Czy to ma sens?
Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego osobiście, ale to co napisałeś brzmi bardzo... dziadersko 😉 Świat filmów i seriali przeżyje dzięki młodym widzom, którym wszystko to co napisałeś jest kompletnie obce.
Filmy nie są takie jak kiedyś, ale dzieciaki o tym nie wiedzą. Nie kupują filmów na dvd czy blu ray, kino z łatwością zamienią na netflixa, bo przecież i tak spędzają mnóstwo czasu z nosem w telefonie. I tak, nie potrzebują do przeżywania emocji wielkiego ekranu (nawet moja dziewczyna, której laptop zaczął szwankować, zaczęła oglądać seriale na swoim xiaomi).
PS. Córka mojej znajomej powiedziała ostatnio, że widziała film "Lolita". Gdy spytaliśmy, czy starą czy nową wersję, powiedziała, że starą, tą z lat 90-tych. Dla nich ten czas to zamierzchła przeszłość. Tak jak to, co my, wychowani na kinie lat 80-tych i 90-tych, sądzimy o tym co będzie lub nie będzie przyszłością kina.
Cytat z Mierzwiak data 5 grudnia, 2020, 22:59Cytat z robgordon data Grudzień 5, 2020, 22:38Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego osobiście, ale to co napisałeś brzmi bardzo... dziadersko
Haha spoko, wiem co masz na myśli, no ale przedstawiłem wyłącznie swój punkt widzenia, jakkolwiek dziaderski by nie był 🙂
Kwestia tego jak konsumowane są filmy i seriale to już zupełnie inny temat, akurat oglądania na telefonie czegokolwiek innego poza Youtube lub porno 😉 kompletnie nie rozumiem.
Cytat z robgordon data Grudzień 5, 2020, 22:38Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego osobiście, ale to co napisałeś brzmi bardzo... dziadersko
Haha spoko, wiem co masz na myśli, no ale przedstawiłem wyłącznie swój punkt widzenia, jakkolwiek dziaderski by nie był 🙂
Kwestia tego jak konsumowane są filmy i seriale to już zupełnie inny temat, akurat oglądania na telefonie czegokolwiek innego poza Youtube lub porno 😉 kompletnie nie rozumiem.
