aby założyć posty i tematy.

Shang-Chi

PreviousPage 7 of 8Next
Cytat z janko data Wrzesień 6, 2021, 19:10

Raczej nie dodam nic nowego. Mogą być lekkie spoilery Jako fanboj kina azjatyckiego musiał Shang-Chi mi się spodobać. Ale też jako fanboj wiem że każdy dobry element tego filmu jak świetne sceny walk, wuxia,  Leung (kurczę on tu ma tak dobrze napisaną motywację i jest tak charyzmatyczny, że sam bym stanął po jego stronie) są lepiej wykonane w chińskich produkcjach. Mimo tego jest to solidny Marvel, któryu niestety musiał na końcu zesrać się CGI napierdalanką i cały ciekawy konflikt ojca z synem i jego możliwe interesujące zakończenie szlag trafił. Jeszcze parę lat temu nie wierzyłbym że to powiem, ale w tym roku jeśli chodzi o ekranizacje komiksów ciągle wygrywa DC z Suicide Squad.

 

Cytat z Kuba data Wrzesień 6, 2021, 10:08

 

Generalnie uważam, że dobór utworów muzycznych w scenach w USA w samym filmie byl bardzo dobry bo pasowały do akcji. Kiedy jednak akcja przenosiła się do Azji jedyne co słyszeliśmy to absolutnie najbardziej standardowe dźwięki które natychmiast kojarzą się z azją w wydaniu Ameryki. Coś jak memiczny już żółty filtr ilekroć fabuła w amerykańskich produkcjach wita w Meksyku. Czemu nie zatrudniono azjatyckiego kompozytora? Do Eternals wzieli Ramina Djawiadiego - doskonały wybór do historii o nieśmiertelnych, przedwiecznych istotach i całego monumentalizmu tej produkcji. Tak trudno tutaj byłoby kogoś takiego znaleźć? Przekonali do zagrania tutaj Tony Leunga, przekonaliby Shigeru Umebayashiego do skomponowania paru utworów.

 

Ale czemu tylko kompozytor? Dziwię się że Marvel nie zatrudnił chińskiego reżysera. Skoro Czarna Panterę kręcił Afroamerykanin to czemu analogicznie nie zrobiono tego z Shang-Chi? Nasuwa się chociażby Yimou Zhang, który co prawda miał nieudany epizod z koprodukcją amerykańską, ale z lepszym scenariuszem i wiekszą wolnością mógłby dokonać czegoś lepszego.

A to się zgadzam. Zhang nie miałby też problemu aby dostosować się pod pewne wymagania studia. Oczywiście oni to mogą tłumaczyc, że Cretton ma korzenie azjatyckie ale jego rodzina to emigranci więc ma powiązanie z bohaterem bla bla bla ale to mnie nie kupuje. Bardziej to działa w przypadku Simu w którego biografii znajdziemy wiele elementów zbliżających go do Shang Chi. Zresztą Tony na upartego też ma pewne powiązania z tematyką filmu.

 

Generalnie po prostu przestałem mieć oczekiwania co do wyborów reżyserskich w filmach MCU.

Janko has reacted to this post.
Janko

Ja odniosłem wrażenie, że Disney postanowił zapoznać swoich widzów ze światem niezbyt im znanym, zachowując jednocześnie sporo elementów, które nie są im obce. I wuxia, smoki i kung-fu doprawił humorem i elementami znanymi nie tylko z MCU, ale szerzej, z popularnego kina amerykańskiego. Wydaje mi się, że słusznie. Niby kino azjatyckie jest obecne w amerykańskich kinach od lat 70-tych, ale wciąż głównie albo jako b-klasowa rozrywka albo jako kino artystyczne (czyli z napisami), oglądane przez geeków z NY. Niedzielny widz mógłby nie strawić, gdyby dostał coś bardziej oderwanego od tego co zna. Może w kolejnej odsłonie przygód Shang-Chi, twórcy będą odważniejsi?

Po każdym Marvelu zadajemy sobie takie pytanie 😀

I kilka razy Disney potrafił zaszaleć 😉

Tak w ogóle temat odwagi podejmowanej przez największych graczy tworzących ekranizacje komiksowe na duży ekran jest dość ciekawy. Od lat zestawia się WB z Disneyem, tych pierwszych wskazując jako odważniej i bardziej ryzykownie podchodzących do realizowanych projektów. Czy jednak tak jest naprawdę? Z pewnością WB bardziej szaleje jeśli chodzi o pomysły i rozwiązania formalne. Potrafią zaskoczyć trylogią Nolana, niszowym filmem o Jokerze, nową Ligą Samobójców czy (tak jak się spodziewamy) filmem o Batmanie w stylu noir. W kontekście odwagi formalnej z filmami MCU zestawia się też filmy tworzone/produkowane przez Snydera. Wg mnie jednak błędnie. Zakłada się bowiem, że WB postanowił w odróżnieniu od Disneya, nie iść drogą wesołkowatej zabawy, a tworzyć filmy poważniejsze, a nawet mroczniejsze. Prawda leży gdzie indziej. WB po prostu wybrał taką drogę sądząc, że to świetny pomysł. Bazował na swoich dotychczasowych doświadczeniach (trylogia Nolana). Bo przecież nie stanął w kontrze do Marvela, gdyż Snydera zatrudniono gdy MCU dopiero raczkowało.

Odwaga Marvela przejawia się w czym innym. A to w zatrudnieniu RDJ, aktora wyrzuconego z serialu (a kilkanaście lat temu aktorzy serialowi mieli znacznie niższą pozycję niż dziś), a to powierzeniu niszowemu reżyserowi zadania nakręcenia filmu o grupie nieznanych szerzej wykolejeńców z Drzewem i gadającym Szopem w składzie, a to kompletną zmianą stylu opowieści o Thorze przy okazji Ragnaroka. Nie zapominajmy też o przecież ogromnie ryzykownym pomyśle na Infinity War/Endgame (trudniej ryzyko dostrzec dziś, gdy filmy te okazały się wielkim sukcesem). A także o stworzeniu filmu o pierwszym "prawdziwie" czarnoskórym superbohaterze oraz filmu o superbohaterze azjatyckim. Jak dotąd inne wytwórnie się o takie decyzje nie pokusiły. Symptomatyczne wydaje się tutaj podejście WB. Nadal dość zachowawczo podchodzą do wyboru postaci, o których chcą opowiadać. Wciąż to głównie biali. Jeśli już staje się nią kobieta, to raczej ta z nocnych snów małolatów (dopiero Harley Quinn przełamała ten schemat). A jeśli Afroamerykanin, to pomysł nie wypala (choć nie do końca w sumie wiemy, z czyjej winy).  Zwróćcie zresztą uwagę na najbliższe plany DCEU (wielkoekranowe): Black Adam, Flash, Aquaman 2, Shazam 2, Batman. Nie bez powodu film o kobiecie (Batgirl) skierowano wprost do Maxa.

Nie piszę tego, żeby jakoś szczególnie bronić Disneya. Są obecnie w najlepszej sytuacji, by podjąć większe niż dotąd ryzyko (choć pandemia nieco nią zachwiała). Wydaje mi się jednak, że warto spojrzeć na temat obiektywniej.

Nie pisałem o pozostałych graczach w tym kontekście. W przypadku SONY nie ma właściwie o czym pisać, FOX z kolei nie zdążył spróbować odnaleźć się w nowej rzeczywistości (a miał w garści superbohaterów, których losy są metaforą wszelkiego rodzaju wykluczeń, więc gdyby nie przejęcie byłoby za co ich chwalić/ganić).

Wydaje mi się, że w temacie odwagi wymieniłeś przede wszystkim lata panowania tego Ike'a, którego nazwiska nie mogę zapamiętać, a który przecież był starym, okropnym białasem zamkniętym na wszelkie pomysły 🙂 Wymieniłeś także epilog tych rządów, czyli zakończenie sagi wokół świętej rękawicy. Rządy Feige'a można chyba liczyć od 2016-2017 roku i zastanawiam się czy to czasem nie on, absolutnie wbrew powszechnej opinii, to co napiszę to przecież świętokradztwo, czy to nie on jest odpowiedzialny za marazm. Za absolutnie nieciekawe wybory reżyserskie, za nudne wizualia, za sprasowane fabuły. Ale tylko głośno myślę, nie chcę bana 😀

Szczególnie uderzają mnie wybory reżyserskie: kiedyś Joe Johnston, Kenneth Branagh, Joss Whedon, Shane Black, James Gunn i paru rzemieślników w stylu Alana Taylora, Jona Favreau, czy Loiusa Letteriera, dzisiaj chyba nie muszę tłumaczyć... Wybory w stylu aby tylko w THR źle nie napisali, lub Waititi któremu odbiło i będzie ciągnął Thora jeszcze bardziej w komedie (wspomnicie moje słowa, facet oszalał, nawet swoją rólkę w serialowym What We Do In The Shadows zaczął teraz grać w ten swój nowy, "zabawny" sposób znany z Free Guy).

Dobra, ale z tymi reżyserami też nie szalejmy! Danie Thora Branaghowi uważam jeszcze za błąd zrozumiały (natomiast obecnie dawanie Kennethowi do reżyserowania blockbuster uważam za dowód na to, że producenci takiego filmidła to po prostu idioci), ale nie wiem w czym Alan Taylor, Letterier, Favreau czy Johnston są lepszymi i ciekawszymi wyborami niż Zhao, Diab, Justin Benson, Aaron Moorhead, Cretton, Raimi, Coogler czy nawet DaCosta. No i ciekawsze są wybory scenarzystów w przypadku seriali gdzie mamy takie nazwiska jak Jonathan Igla.

Co oczywiście nie oznacza, że te wybory są dobre czy interesujące.

To ja tylko, nieco złośliwie, napiszę, że jedynym prawdziwym ryzykiem jakie podjęło MCU w swojej dotychczasowej historii były dwa pierwsze odcinki WandaVision 🙂

Pamiętam, jak po premierze pierwszego zwiastuna Guardians of the Galaxy napisałem tekst na fanpage o tym, że to najbardziej ryzykowny projekt Marvela do tej pory. Aż boję się wracać do tego tekstu. 😛

Cytat z Kuba data Wrzesień 8, 2021, 19:46

Dobra, ale z tymi reżyserami też nie szalejmy! Danie Thora Branaghowi uważam jeszcze za błąd zrozumiały (natomiast obecnie dawanie Kennethowi do reżyserowania blockbuster uważam za dowód na to, że producenci takiego filmidła to po prostu idioci), ale nie wiem w czym Alan Taylor, Letterier, Favreau czy Johnston są lepszymi i ciekawszymi wyborami niż Zhao, Diab, Justin Benson, Aaron Moorhead, Cretton, Raimi, Coogler czy nawet DaCosta. No i ciekawsze są wybory scenarzystów w przypadku seriali gdzie mamy takie nazwiska jak Jonathan Igla.

Co oczywiście nie oznacza, że te wybory są dobre czy interesujące.

Trudno mi to będzie wybronić, ale wolę rzemieślnika z doświadczeniem w fantastyce, niż łapankę z kina niezależnego kręconego w dwóch pomieszczeniach. Benson i Moorhead kręcą akurat bardzo dziwną fantastykę, Raimiego chyba nie muszę tłumaczyć 😀 A Joe Johnston jest dla mnie trochę takim niespełnionym talentem lansowanym przez trio Spielberg-Kennedy-Marshall. Dlatego to był dla mnie ciekawy wybór, wolę superprodukcję w rękach takiego fachowca.

A nie powstrzymam się przed szpilą w Cooglera, dla mnie to najbardziej przeceniany reżyser w Hollywood obok Riana Johnsona i Davida O. Russella. Nie musicie z tym handlować, bo to chyba tylko moja fanaberia 🙂

Nie no, Mel Gibson istnieje! 😀

Ale sam wielkim fanem nikogo tu nie jestem a Russell działa u mnie jak lek nasenny. Niemniej, jestem w stanie zrozumieć zaufanie wobec Cooglera i jakąś tam markę sobie wyrobił.

Przyznam, że z Braveheart nic nie pamiętam, Mel ma dość ciężką łapę do reżyserii, ale utrzymuje swój patetyczny styl w duchu dramatów z lat 90-tych i rozumiem dlaczego ludziom się podoba.

Creed to dobry film, ale powiedzielibyście, że Panterę, Wdowę i Shang-Chi nakręcili różni twórcy?

Absolutnie nie.

Tak, Wdowa technicznie jest nieporozumieniem na zupełnie innym poziomie, od razu widać, że tu reżyserka przespała pół okresu zdjęciowego, tyle wystarczy 😛

 

Absolutnie się nie zgodzę. Jedyna różnica między tymi filmami sprowadza się do widocznej gołym okiem wielkości budżetu.

Co do zasady to masz rację, jasne. To filmy stylu zerowego, bez widocznej ręki ich twórcy.

Wdowa jest dla mnie jednak ewenementem bo mam wrażenie, że tam każdy realizował ten film po swojemu. Kaskaderzy, operator, montażysta, każdy robił co chciał po swojemu a Shortland w ogóle na tym nie zapanowała i kwestie czysto realizacyjne wymknęły się jej spod kontroli. Plus uderzyła postprodukcja a raczej jej brak, tutaj sympatyczne nawiązanie do ciągle renderującego się Black Panther.

 

No tak, jeśli zaczniemy się bliżej przyglądać to pełna zgoda.

Patrzę tak sobie na listę filmów MCU i według mnie najbardziej reżysersko swoją obecność zaznaczyli:

- Kenneth Branagh

- Joe Johnston

- Shane Black

- James Gunn

- Taika Waititi

Muszę jednak dodać, że temu ostatniemu szyki mocno starał się krzyżować scenariusz.

Pierwszego Kapitana widziałem raz, 10 lat temu, więc dokładnie nie pamiętam, ale Johnstona bym do tego grona nie zaliczył. Z resztą się zgadzam, ale co ciekawe, akurat filmom tych reżyserów dałem 6-7/10. Wychodzi na to, że wolę filmy MCU, w których styl reżyserski nie jest tak mocno zaznaczony. 😛

Kuba has reacted to this post.
Kuba

Może przesadziłem z tym Johnstonem, ale bardzo lubię tempo i klimat pierwszego Kapitana; może nie do końca jest to zasługa reżysera, ale uważam że bardziej należy niż nie należy mu się miejsce na tej liście 🙂

PreviousPage 7 of 8Next