To było pięć lat temu. Disney dopiero startował z całą serią aktorskich remake’ów swoich przebojowych bajek, które odtąd miały niemal każdej wiosny pojawiać się na ekranach kin. Nowa wersja „Śpiącej królewny” była zaskakująco świeża – zmieniała perspektywę i motywację postaci, zrywając z tradycyjnym w disnejowskich historiach dychotomicznym podziałem na dobro i zło. „Czarownica” była nie tylko całkiem niezłym filmem pod względem jakości, ale i sporym sukcesem finansowym – 240 mln USD przy budżecie 180 milionów można uznać za wynik satysfakcjonujący, jeśli dołożyć do tego przeszło pół miliarda z rynku zewnętrznego. I choć w tym przypadku kontynuacja nie była oczywistością, należy ją uznać za logiczny następny krok. Czy jednak na pewno było warto?

Akcja zostaje osadzona pięć lat po wydarzeniach z poprzednika. Aurora (Elle Fanning) przyjmuje oświadczyny księcia Filipa (Harris Dickinson) z Ulsted. Między krainą ludzi i magiczną Knieją narasta jednak napięcie. Sceptycznie nastawionej do małżeństwa przybranej córki Diabolinie (Angelina Jolie) przyjdzie się spotkać z rodzicami pana młodego. A wspólna kolacja, co oczywiste, nie będzie wydarzeniem miłym, łatwym i przyjemnym. „Czarownica 2” to jedna z tych produkcji, w której fabuły nawet nie chce się opisywać – lepszą zabawą byłoby konstruowanie listy filmów, w których wykorzystano ten sam szkielet i identyczne zagrania scenariuszowe. Cóż, disnejowskie wcielenia baśni nigdy nie grzeszyły oryginalnością, pierwsza odsłona tej historii zbudowała jednak apetyt na znacznie lepiej napisane postaci i nieco bardziej nieoczywisty tok zdarzeń.

Disney

W „Czarownicy 2” jeszcze bardziej zachwyca to, co już wcześniej imponowało. Efekty specjalne są na naprawdę wysokim poziomie, a pomysłowość twórców baśniowych postaci została kapitalnie przekształcona w piękne doznania wizualne. Bardzo łatwo zanurzyć się w CGI i przepiękne kostiumy – w szczególności praca jaką włożono w realistyczny wygląd postaci Angeliny Jolie to najwyższy poziom techniczny, jaki kino może dostarczyć w 2019 roku. Większe możliwości widać w master shotach, szerokich ujęciach scen masowych i ogólnym wrażeniu, że bajkowy świat w ciągu tych pięciu lat znacznie się powiększył. Trochę ciężej w wypełnieniu tej formy treścią – nienajgorzej wypada drugi plan, z ciekawym Samem Rileyem, na pierwszym mamy jednak pustkę. Nijako wygląda Angelina Jolie, której sztucznie wychodzą zarówno akcenty komediowe, jak i dramatyczne. Absolutną wydmuszką jest Elle Fanning. bardziej pojawiająca się w roli, niż rzeczywiście cokolwiek odgrywająca. Najistotniejsza z nowych postaci – królowa Ingrid w kreacji Michelle Pfeiffer – jest tak stereotypowym zestawem klisz, że bliżej jej do przerysowanej Cruelli De Vil, niż ciekawych antagonistów, do jakich przywykliśmy w ostatnich latach nawet w kinie rozrywkowym.

W istocie jest to najbardziej oczywista kontynuacja i gdy nieco opadnie podziw dla strony wizualnej, na „Czarownicy 2” można się solidnie wynudzić. Pomimo podziału na dwa wątki, historia faktycznie sprawia wrażenie całkowicie jednolitej. W ciągu dwóch godzin całkowitego czasu trwania, film nawet nie próbuje wprowadzić ciekawych postaci poza już znanymi, albo nadaje im czysto archetypiczny charakter, albo stroni od choćby naszkicowania motywacji i większej głębi. Widać to przede wszystkim w dialogach, które wyglądają jak kompilacja najbardziej klasycznych wymian zdań ze wszystkich animacji studia. I o ile używany świadomie, zabieg ten ma wywołać nostalgię, tutaj wygląda raczej na lenistwo i pójście po linii najmniejszego oporu.

Disney

Da się oglądać „Czarownicę 2” bez zgrzytania zębami. To prosta, letnia z charakteru produkcja, nastawiona na wyciśnięcie kolejnych przychodów z nieco niespodziewanie powstałej marki. Perspektywy nie są jednak najlepsze, skoro po niemal dwóch tygodniach na ekranach wynik to ledwie 70 mln w USA i 300 mln globalnie. Przy krążących szacunkach, wskazujących iż koszt produkcji z marketingiem opiewał na niemal pół miliarda(sic!) dolarów, zapowiada się jeden z większych flopów Disneya. I choć te informacje dziwiły nieco po pierwszym weekendzie (ledwie 37 mln!), po seansie nie mam już wątpliwości dlaczego – październikowy termin premiery nie był tu najbardziej fortunny, ale przede wszystkim jest to film, który po wyjściu z sali ciężko uczciwie polecać znajomym.

Zrobienie nieciekawej kontynuacji to nic niezwykłego. Nie pierwszy i nie ostatni to taki przypadek w Hollywood. Z „Czarownicą 2” problem jest jednak inny – na kontynuację nie tylko nie było pomysłu, ale zarazem było na nią bardzo dużo pieniędzy. Ostatecznie imponująca scena batalistyczną to z pewnością perła, która jednak nie może istnieć samoistnie. Cały film dołącza do pokaźnej grupy niepotrzebnych i niezbyt udanych sequeli, które z czasem nie tylko zacierają się w pamięci, ale i delikatnie psują pozytywne wrażenie po poprzedniku. Jeśli nie chcecie sobie go zepsuć, ale koniecznie musicie obejrzeć kontynuację – warto odpuścić sobie ostatnie 10-15 minut. I choć niemal nigdy nie wychodzę z kina przed końcem produkcji, może w tym przypadku dokonanie własnoręcznego skrócenia jest jak rzadko uzasadnione.

Ocena: 3/6

One Comment on “Baśn opowiedziana na staro – recenzja filmu „Czarownica 2””

  1. Jak dla mnie o wiele lepsza „część” niż jedynka.
    Po wyjściu z kina poleciłem wielu znajomym, poszli i nie żałują 🙂

    Rola Maleficent jest napisana tak, jakby była idealnie pisana dla Angeliny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.