aby założyć posty i tematy.

DC Universe

PreviousPage 65 of 101Next
Cytat z Szaman data październik 5, 2024, 15:24

Wygląda jakby Gaga na bankiecie wygadała się, że jest wielką fanką jedynki i pod nią napisano cały sequel.

Ciekawostka: Phillips i Gaga znają się co najmniej od 2017 roku. Phillips był jednym z producentów ASIB. 😉

Cytat z Mierzwiak data październik 5, 2024, 16:00

Żenujące wytłumaczenie. Jeśli to kolejny żarcik i środkowy paluszek dla widzów za $200M, to tym bardziej życzę upadku na pysk w BO.

Na pewno tak się stanie. Swoja drogą, że też Warner wyłożył taką kasę na film, który jest fakulcem skierowanym do fanów pierwszego filmu.

Moim zdaniem zupelnie nie o to chodziło. Philips przestraszył się odbioru swojego filmu i postanowił jak chłopu na miedzy wytłumaczyć o co mu chodziło. Nie jest to środkowym palcem wobec wielbicieli jedynki, bo sam podzielam jego interpretację.

Spoiler

Bardzo dużo mówiło się wokół Jokera o tzw incelach. Interpretacja była taka, że możesz wybrać przemoc wobec tych co mają więcej, jeśli tylko wiatr wieje Ci w oczy. Arthur Fleck wybiera przemoc wobec jakichś maklerów i De Niro, osób uprzywilejowanych i zdobywa uwielbienie tłumu.

Natomiast Philips pokazuje obraz (nazwisko zobowiązuje, że tak psysucharzę), w którym uwielbienie jest fałszywe, bo dotyczy persony która nie istnieje. O tym jest dwójka, ze swoim procesem i całą postacią Gagi. Nie znają Flecka, nie wiedzą, że nie chcieliby go nigdy poznać, ale odegrał się w imieniu wszystkich. Zastrzelił lepszych od siebie.

W jedynce szaleństwo bierze się z fałszywych marzeń wykreowanych przez społeczeństwo. Fleck nie może być szarym, lekko upośledzonym, biednym człowiekiem. Musi być kimś, musi być wielbiony, musi być komikiem. Śmieją się ze mną, a nie ze mnie, jestem akceptowany, pożądany i równy. Włączają dla mnie TV, przychodzą dla mnie. To wszystko w końcu prowadzi do spirali przemocy.

No ale włączono to wszystko w jakieś twitterowe dyskusje które sprawiły, że powstał epilog zalany niezbyt smacznym sosem z jęczenia, mruczenia i śpiewania.

 

No dobra, coś napiszę, ale wiele tego nie będzie.

- Pomijając niepasujące / niezbyt porywające wstawki musicalowe (autentycznie podobał mi się tylko występ Jokera w sądzie, ten w którym strzela z broni), do pewnego momentu nieźle się to ogladało i w sumie byłem zaskoczony, że opinie są aż tak złe. Nie wiem kiedy dokładnie, ale gdzieś po drodze straciłem zainteresowanie, okazało się że film nie ma nic ciekawego do powiedzenia a to co mówi, to nikomu niepotrzebny komentarz do pierwszego filmu, którego retroaktywnie czyni zbędnym i bezsensownym.

- Gdzieś tak w pierwszej połowie filmu Gaga bardzo mi się podobała, ale to zmarnowany casting i źle napisana rola. Szkoda, był potencjał na komentarz do tego jak dla sławy udaje się choroby psychiczne a ludzie mający wygodne życie pozują na ofiary wyimaginowanej opresji.

- Film zostawia z uczuciem pustki, bo i zakończenie jest puste, wyjęte z kapelusza. Nie ma dla niego uzasadnienia, bo nie miało podbudowy.

- Jestem bardzo zdziwiony, że przy omawianiu skutków poczynań Jokera i tego ile osób zainspirował słowem nie wspomniano o zabójstwie Wayne'ów, wydawać by się mogło, że coś takiego wstrząśnie opinią publiczną bardziej niż pozbycie sie na wizji prezentera talk showu.

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Jeszcze co do zakończenia

Spoiler

To, że zabójca udaje Jokera i tnie sobie twarz aby stworzyć uśmiech jest koszmarnym pomysłem. To kojarzy się z innym, lepszym filmem i takim też Jokerem. Jest strzałem w stopę na koniec.

Sam pomysł na to aby pokazać, że Fleck zostawi po sobie tylko zło i jest to jego ostateczny upadek, jest dobry, ale nie do końca działa. To wniosek wystrzelony do widza, bohater raczej niczego nie zrozumiał, jak wcześniej film parę razy wskazuje w dialogach, jest pozbawiony empatii.

O wiele lepiej podobne nuty wygrano wiele lat temu w American History X.

Jeszcze do musicalu- mieli nieograniczony budżet, konwencję która zakładała przejścia w świat fantazji jak w Scrubs, mieli popularne schody, salę sądową, spacerniak w więzieniu, Gotham City. Tańczą i śpiewają w jakichś halach bez okien z kartonowymi dekoracjami. Nie potrafię zrozumieć.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
Cytat z Szaman data wrzesień 19, 2024, 18:27

Wydaje mi się, czy już wrócił do poprzedniej wagi? Gunn chyba naprawdę nie planuje dokrętek 🙂

https://twitter.com/homeofdcu/status/1836628793345069521?t=pVE-gFrUKiC8GXXIVMIvyQ&s=19

Tydzień temu wyszedł odcinek podcastu jego kolegów, w którym wystąpił i mówił o swojej metamorfozie do roli. Przy wzroście 6 stóp i 4 cale (na nasze: 193 cm - nie wiem ile centymetrów "hollywoodzkich" sobie tu dodał...) z pułapu +190 funtów dobił do max. 238 lbs (z tego okresu pochodzi ta fotka z siłowni, gdzie siedzi i patrzy w podłogę), a do wejścia na plan zbił dla rzeźby poniżej 230 lbs, gdzieś do 228 lbs. Teraz waży ok. 215 lbs.

Dla porównania, Christopher Reeve przy podobnym wzroście grał Supermana ważąc 212 lbs (lub 221 lbs - rożne źródła/ wywiady mówią inaczej, któreś przekręciło cyfry, albo źle pamiętało, w każdym razie filmie Superman mówi że waży 220-225), a Brandon Routh przy 189 cm wzrostu maksymalnie dobił do 218-220 funtów (po nagraniu Supermana przez jakiś czas starał się trzymać wagę 211-212 w razie zielonego światła dla sequela). Nie wiem czy jest sens przywoływać Cavilla ze względu na wzrost i inną budowę ciała (endomorfik).

Tak. Mam nierówno pod sufitem jeśli chodzi o interesowanie się takimi rzeczami 🙂

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

Teraz już oficjalnie: #ReleaseTheGagaCut 😛

No Co Ty Marku, przecież tam jest jej bardzo dużo.

Jest jej wystarczająco, żeby uznać to za główną rolę drugoplanową w tym filmie. Chodzi mi o to, że wiemy z zapowiedzi czy przecieków z planu, że mogło być jej więcej i że mogła to być ciekawsza i bardziej rozbudowana postać. A efekt końcowy jest taki, że przez większość czasu snuje się gdzieś w tle i stamtąd pociąga za sznurki, co jest w sumie spoko, ale ostatecznie dostajemy tylko pewien zarys, niepełnowymiarową postać. Nie rozumiem do końca, jaki był cel drastycznej zmiany wizerunku pod koniec, skoro nic z tym nie jest zrobione, a przynajmniej ja nie znalazłem w tym żadnego sensownego wytłumaczenia

Spoiler
(że to niby efekt rozczarowania Arthurem/Jokerem, i że teraz jest niby smutnym klaunem?)
A właśnie w zwiastunie pojawia się ujęcie z windy, którego nie ma w filmie, a które jest w sumie dość sugestywne. Natomiast z nagrań z planu wiemy, że nakręcony był też inny finał (?) z większym jej udziałem
Spoiler
Dzisiaj wyczytałem na twitterze, że nakręcono podobno trzy różne zakończenia, a w jednym z nich Harley zabija Arthura.
Dostajemy więc tylko pewien zarys tego, do czego jest zdolna. Szczególnie widać to na początku. Później szybko dowiadujemy się, że jest 
Spoiler
mitomanką (gdy powiedziała, że jest w ciąży, w głowie pojawiła mi się ta scena z The Office 😛 
i nic z tym do końca filmu nie jest tak naprawdę zrobione. Sam tytuł filmu sugeruje także bardziej równorzędne potraktowanie obu postaci, więc budzi pewne oczekiwania co do udziału/roli Harley. Tymczasem Arthur i Harley są rozdzieleni przez większość filmu, a tak naprawdę, żeby "złączyć się" w swojej paranoi/fantazji, są ze sobą blisko fizycznie chyba tylko w trzech albo czterech scenach.

Jeśli chodzi o sam film, to faktycznie pierwszę +/- godzinę oglądało mi się bardzo dobrze. Później chyba sceny w sądzie mocno zaburzyły tempo i dramaturgię, a po drodze też były jeszcze te musicalowe wstawki, którym po części brakowało pewnego polotu albo zostały zrealizowane bez jakiegoś ciekawego pomysłu (mnie też najbardziej podobała się scena sądowa). Wydaje mi się, że udało mi się odczytać to, co Phillips chciał tym filmem przekazać i osiągnąć, jednak jego ambicje przerosły umiejętności i wyszedł zbyt rozwleczony i nadęty dramat sądowy z po części niezbyt pomysłowymi musicalowymi wstawkami, który nie spełnia oczekiwań rozbudzonych przez tytuł i obsadzenie Gagi w roli Harley Quinn.

Ten film sam, razem z kampanią reklamową, cierpi na rozdwojenie jaźni.

Trailery i nacisk kładziony na udział Gagi sugerowały, jak słusznie zauważyła Grace, że dostaniemy coś na kształt Bonnie i Clyde, ale niczego takiego tu nie ma. Ich relacja jest płaska i prowadzi donikąd, a sam film jest o czym? Powtórzę się: dla mnie kompletnie o niczym.

W pierwszym filmie dostaliśmy obraz skrzywdzonego, nieszczęśliwego człowieka, którego gromadzone przez lata frustracje, negatywne emocje i niesłyszany / ignorowany przez wszystkich wokół krzyk rozpaczy dostały w końcu upust w postaci eksplozji przemocy i zatracenia się w szaleństwie. Narodził się Joker i mimo wplecenia w zakończenie zabójstwa Wayne'ów nie miało większego znaczenia, czy traktowaliśmy tę historię jako origin przyszłego przeciwnika Batmana, czy po prostu oderwaną od niego interpretację tej postaci.

Co dostajemy tutaj? Pustą psychoanalizę Arthura, odwracanie zakończenia tamtego filmu i jego wiwisekcję. Folie à deux nie jest kontynuacją Jokera, jest filmem o Jokerze, kosztującym $200M gaslightingiem wmawiającym nam, że tamten film był o czymś zupełnie innym, że wcale nie widzieliśmy tego, co widzieliśmy.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Chyba skłaniam się ku interpretacji, którą na poprzedniej stronie zapodał Janko, choć może pomijając kwestię trollingu. 🙂

Wydaje mi się, że Phillips traktuje historię Arthura Flecka w bardzo przyziemny, prosty sposób, tzn. "Joker" jest u niego po prostu efektem połączenia wszystkich zinternalizowanych problemów, frustracji i negatywnych emocji, fantazji, może też problemów psychicznych oraz założenia dosłownej "maski" (makijażu, kostiumu), co uzbraja go coś, co dodaje mu odwagi do zrobienia czegoś, co wydarzyło się pod koniec pierwszego filmu. Jednocześnie "Joker" wydaje się bardzo kruchym konstruktem. I w Folie a Deux jest najpierw pokazane 

Spoiler
, jak "Joker" się odradza (z jednej strony poprzez uczucie łączące go z Harley (i jej manipulacje), z drugie dzięki emitowanemu w telewizji "procesowi stulecia", które staje się dla niego nową sceną i okazją do stanie się "Jokerem"), a później, jak się znów rozpada (wystarczy kilka szczerych, bolesnych słów o Arthurze, zabicie przez strażników jego kumpla czy rozczarowanie miłosne). Czar pryska i na końcu, po zmyciu makijażu, po kolejnej serii ciosów poniżej pasa zostaje po prostu znów pozostawiony sam sobie człowiek.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Podczas seansu bliżej byłem odczucia, że ekranizują jakiś niedogotowany scenariusz, niż, że powycinali wątki i sceny. Po prostu za dużo tam wpychania musicalu rozwadniającego fabułę, bezsensownie pompującego metraż, wnoszącego bardzo niewiele do filmu w takim moim odczuciu.

W dodatku bardzo ciężko słuchało mi się Phoenixa starającego się śpiewać z manierą Arthura. Potem jakby starał się śpiewać z manierą Jokera i było niewiele lepiej. Z kolei Gaga śpiewająca w stylu Narodzin Gwiazdy była zupełnie od czapy, nie pasowała do stylu Phoenixa, do postaci, nawet do fantazji o swojej postaci. Czułem się jakbym oglądał przerywniki w których nagle wchodzi Lady Gaga- gwiazda popu, a nie postać którą tworzy aktorka. Kontrastowało to z Phoenixem pozostającym w roli.

Jeszcze chciałem pochwalić, najlepsza scena filmu to przesłuchanie pana Puddlesa. W jedynce trzymany głównie dla czarnego, bezczelnego humoru z innych dokonań reżysera, gdy po scenie brutalnego morderstwa nie może dosięgnąć do klamki. Tutaj zbudowany jako straumatyzowana, pełnokrwista postać z partią dla niskorosłego jakiej chyba dawno nie miał w kinie nawet bardziej mainstreamowy Peter Dinklage.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Najbardziej w porażce tego filmu szkoda mi Gagi, która po A Star is Born nie tyle nie może się odnaleźć aktorsko, co zdaje się mieć pecha. W teorii zarówno House of Gucci jak i Folie á deux mogłyby przynieść jej kolejne oscarowe nominacje, ale w obu przypadkach okazało się, że jej gra aktorska musiała przegrać ze scenariuszem, i ostatecznie jej talent został zmarnowany.

Na szczęście Gaga jest przede wszystkim piosenkarką więc porażka tego filmu raczej jej nie zaszkodzi. Co innego Todd Phillips, który jeszcze dzisiaj wieczorem powinien zadzwonić do Patty Jenkins i zapisać się do tej samej grupy wsparcia, do której trafiła po Wonder Woman 1984.

W nawiązaniu do tego:

Ta scena ze strażnikami zaciągającymi Arthura pod prysznic to świetna analogia tego, jak widownia potraktowała ten film.

Co sądzicie o takim tejku?

W sumie chyba podobne do tego, co pisał Janko. 😉

Zastanawiam się kiedy zacznie się wzajemne obwinianie, czy już w poniedziałek i kto wyskoczy z tym pierwszy. Pewnie Phoenix, bo on zdaje się być najbardziej z boku tego wszystkiego. Plus jeszcze chodzi mi po głowie, czy dałoby się uratować ten film w formie 100-120 minut dramatu sądowego/więziennego, z Harveyem Dentem jako wyrazistym przeciwnikiem Jokera i topowym aktorem w tej roli, walczącym o swoją nominację do Oscara. Wydaje mi się, że tak.

Cytat z Marek Pilarski data październik 6, 2024, 18:55

W nawiązaniu do tego:

Ta scena ze strażnikami zaciągającymi Arthura pod prysznic to świetna analogia tego, jak widownia potraktowała ten film.

Co sądzicie o takim tejku?

W sumie chyba podobne do tego, co pisał Janko. 😉

Ale przecież Artur Fleck nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie, jedynka nie składa obietnicy, że zostanie geniuszem zbrodni. Raczej, że zgnije w więzieniu.

Dla mnie pieprzenie tej pani na twitterze, bo powtarzam: Arthur przeszedł w pierwszej części przemianę a ostatnia scena była bardzo znamienna, bo był w niej już stuprocentowym Jokerem. Sequel się z tego wycofuje, więc wycofali się też widzowie, to bardzo proste.

Ej nikt w ogóle nie zająknął się o tej zupełnie niepotrzebnej sekwencji animowanej, która ani nie wyznacza tonacji filmu, ani nie jest udanym streszczeniem pierwszej części. Jest tylko dlatego, że pierwsza część kończy się lekkim slapstickiem.

Cytat z Mierzwiak data październik 6, 2024, 18:54

Najbardziej w porażce tego filmu szkoda mi Gagi, która po A Star is Born nie tyle nie może się odnaleźć aktorsko, co zdaje się mieć pecha. W teorii zarówno House of Gucci jak i Folie á deux mogłyby przynieść jej kolejne oscarowe nominacje, ale w obu przypadkach okazało się, że jej gra aktorska musiała przegrać ze scenariuszem, i ostatecznie jej talent został zmarnowany.

Szczególnie, że była główną twarzą marketingu w ostatnich tygodniach, udzielała najwięcej wywiadów, itd., choć w filmie jej rola jest znacznie mniejsza niż Phoenixa. Zastanawiam się dalej, jak bardzo zmieniona została pierwotna wersja jej roli podczas kręcenia filmu albo w postprodukcji, i czy miało to wpływ na decyzję o nagraniu tej płyty.

PreviousPage 65 of 101Next