Opinie o serialach
Cytat z Szaman data 5 lutego, 2026, 16:20Trzeba było to rozłożyć na kilka lat. Ja oglądałem przez dwa albo nawet trzy lata, już dokładnie nie pamiętam 🙂
PS. Sorry, rok z kawałkiem jednak, już pomijałem te oglądane kiedyś na Polsacie 🙂
Trzeba było to rozłożyć na kilka lat. Ja oglądałem przez dwa albo nawet trzy lata, już dokładnie nie pamiętam 🙂
PS. Sorry, rok z kawałkiem jednak, już pomijałem te oglądane kiedyś na Polsacie 🙂
Cytat z Szaman data 5 lutego, 2026, 16:31A i jeszcze przecież oglądalem sporą część 8 sezonu na TVP2 kilka lat wcześniej. U mnie to w ogóle wyszedł z tego oglądania potwór Frankensteina, ale wszystkie odcinki za mną i może dlatego nie czułem aż takiego znużenia, a dla patrickowych sezonów wisi aż 6/10 na Filmwebie.
Sezon 11 to dopiero nie ma w sobie żadnego życia, nie dziwię się, że tam oglądalność padła im na twarz.
A i jeszcze przecież oglądalem sporą część 8 sezonu na TVP2 kilka lat wcześniej. U mnie to w ogóle wyszedł z tego oglądania potwór Frankensteina, ale wszystkie odcinki za mną i może dlatego nie czułem aż takiego znużenia, a dla patrickowych sezonów wisi aż 6/10 na Filmwebie.
Sezon 11 to dopiero nie ma w sobie żadnego życia, nie dziwię się, że tam oglądalność padła im na twarz.
Cytat z Mierzwiak data 5 lutego, 2026, 16:35Oj nie, wtedy bym sobie po prostu odpuścił, jedyne co mnie już motywuje to właśnie możliwość jak najszybszego zobaczenia całości i Disney+ w promocyjnej cenie jeszcze przez 1,5 miesiąca.
Przy okazji zdecydowałem że chyba jednak zobaczę S10 i 11 dla dopełnienia całości.
Oj nie, wtedy bym sobie po prostu odpuścił, jedyne co mnie już motywuje to właśnie możliwość jak najszybszego zobaczenia całości i Disney+ w promocyjnej cenie jeszcze przez 1,5 miesiąca.
Przy okazji zdecydowałem że chyba jednak zobaczę S10 i 11 dla dopełnienia całości.
Cytat z Mierzwiak data 13 lutego, 2026, 19:51No dobra, włączam dwuodcinkowy finał S9. Mam nadzieję że nie będzie trzeba wzywać pogotowia 🙂
No dobra, włączam dwuodcinkowy finał S9. Mam nadzieję że nie będzie trzeba wzywać pogotowia 🙂

Cytat z Mierzwiak data 14 lutego, 2026, 18:07The X-Files, sezon 9 (Disney+)
Tym razem zacznę od tego na czym zazwyczaj kończyłem a zatem - najciekawsze / najlepsze odcinki:
9x04 - ten z mordercą z równoległego wymiaru który użył broni Reyes by zamordować Doggetta,
9x07 - ten z Doggettem który budzi się w Meksyku z amnezją; plus głównie za nietypowy dla serialu format i kompetentnego jak zwykle Patricka, choć samo wyjaśnienie jego amnezji oraz jej przyczyny to taka padaka że lepiej nie pisać,
9x08 - ten, dla odmiany dobry (4x05 - UGH!) odcinek z reinkarnacją i mordercą obdzierającym ofiary ze skóry; dobra intryga, tajemnica i bardzo ciekawe jej wyjaśnienie, przywołujące na myśl klasyczne odcinki z wcześniejszych serii,
9x11 - ten z Reyes w śpiączce / ze śmiercią mózgową; wyróżniam bo lubię Reyes / Gish a sprzątaczkę w szpitalu zagrała powracająca Tracey Ellis której rolę w 3x08 już wcześniej chwaliłem ale o ile sam pomysł na odcinek jest ciekawy tak ostatecznie kompletnie nic tu się ze sobą nie składa w logiczną całość,
9x13 - ten z Burtem Reynoldsem jako Bogiem? Nie wiem co to było, jako komediowy odcinek średnio się sprawdza ale jednocześnie jest tak dziwny, że mi się podobał,
9x17 - ten z Doggettem na tropie mordercy swojego synka,
9x18 - ten z człowiekiem (Michael Emerson z LOST) kształtującym rzeczywistość wokół siebie i domem oraz rodzinką z serialu The Brady Bunch; ewidentna inspiracja dla WandaVision!
Reszta odcinków to w najlepszym wypadku albo niewyróżniająca się, czasem mocno wymęczona rutyna albo zaginające czasoprzestrzeń paździerze, które same w sobie stanowią materiał dla Archiwum X - jak to możliwe, że 40 minut trwało 120? Serial zmienił się tu do tego stopnia, nawet jeśli miejscami wciąż przypomina klasyczne The X-Files, że czasem gdy pojawiała się Scully, często zaledwie w rozbudowanych epizodach jako ktoś do kogo dzwoni się / idzie gdy potrzeba autopsji, reagowałem wręcz pewnym rozdrażnieniem. Bo Scully w takim wydaniu, na tym etapie, bez Muldera, średnio przypominała już postać którą pokochałem a i Gillian nie gra tu już z takim zaangażowaniem, jak wcześniej. (w którymś odcinku osnutym wokół Williama ma nawet kilka bardzo złych aktorsko min i momentów) No właśnie, nasz cudowny William z którym twórcy nie mieli pojęcia co zrobić i wyszedł im istny pożeracz energii, który zrobił z serialu toporną, smętną bułę a mi kazał zastanawiać się co gorsze: wątek tego super-dziecka czy super-żołnierzy? Oczywiście zupełnie przypadkiem oba doprowadziły dokładnie donikąd 🙂
Totalnie nieciekawe i nudne były 9x01 i 02 z Lucy Lawless jako super-żołnierzem, telenowelowe 9x06 w którym Scully i Mulder wymieniają przekoszmarnie napisane maile a Fox ma przyjechać pociągiem ale nie przyjeżdża, bzdurne 9x09 i 10 które udają, że kontynuują fabułę 6x22 & 7x01 i 02 (te ze statkiem kosmicznym w Afryce i Scully rozszyfrowującą prehistoryczny tekst wyryty na kadłubie), obiecujący ale ostatecznie mocno rozczarowujący 9x12 to tylko gorszy auto-plagiat z 7x16, beznadziejny 9x15 kontynuujący skasowany spin-off Lone Gunmen, w którym gdy tytułowi bohaterowie poświęcili swoje życia tylko wzruszyłem ramionami, no i wreszcie finałowe 9x19 i 20.
Powiedzieć o finale, że jest mierny to nic nie powiedzieć. Podsumowanie 9-letniego serialu to
[spoiler title=""]proces wojskowy Muldera w którym kolejne osoby opowiadają wcześniejsze sezony czemu towarzyszą adekwatne klipy, (a człowiek uświadamia sobie jakie to wszystko głupie gdy opowiadane w ten sposób) odbicie Muldera z celi śmierci w którym uczestniczy dyrektor Kersh (przepraszam ale co tu się odjebało?), akcja z helikopterami i śmierć Palacza na które poszło chyba 95% budżetu finału i ostatnia scena w motelu z Mulderem i Scully.[/spoiler]
> bardzo głośne westchnięcie <
Nie ma w tym żadnego napięcia, nie ma intrygi, nie ma niczego. Wątki zostają pozostawione w zawieszeniu, Reyes i Doggetta ostatni raz widzimy gdy odjeżdżają samochodem a Mulder i Scully nie dostają godnego im zakończenia ale coś w rodzaju niejasnej zapowiedzi tego, co może przynieść przyszłość. Ich walka była tak naprawdę bezowocna; poświęcili wszystko ale nie osiągnęli niczego. W mojej głowie będzie istnieć alternatywny 6 sezon w którym na końcu oboje zasiadają przed Kongresem i obnażają Wielki Spisek Kolonizacyjny, przedstawiając takie dowody, że ludziom opadają szczęki a na sali zapanowuje chaos. Mulder i Scully patrzą się na siebie. W ich oczach jest zwycięstwo.
Koniec.
The X-Files, sezon 9 (Disney+)
Tym razem zacznę od tego na czym zazwyczaj kończyłem a zatem - najciekawsze / najlepsze odcinki:
9x04 - ten z mordercą z równoległego wymiaru który użył broni Reyes by zamordować Doggetta,
9x07 - ten z Doggettem który budzi się w Meksyku z amnezją; plus głównie za nietypowy dla serialu format i kompetentnego jak zwykle Patricka, choć samo wyjaśnienie jego amnezji oraz jej przyczyny to taka padaka że lepiej nie pisać,
9x08 - ten, dla odmiany dobry (4x05 - UGH!) odcinek z reinkarnacją i mordercą obdzierającym ofiary ze skóry; dobra intryga, tajemnica i bardzo ciekawe jej wyjaśnienie, przywołujące na myśl klasyczne odcinki z wcześniejszych serii,
9x11 - ten z Reyes w śpiączce / ze śmiercią mózgową; wyróżniam bo lubię Reyes / Gish a sprzątaczkę w szpitalu zagrała powracająca Tracey Ellis której rolę w 3x08 już wcześniej chwaliłem ale o ile sam pomysł na odcinek jest ciekawy tak ostatecznie kompletnie nic tu się ze sobą nie składa w logiczną całość,
9x13 - ten z Burtem Reynoldsem jako Bogiem? Nie wiem co to było, jako komediowy odcinek średnio się sprawdza ale jednocześnie jest tak dziwny, że mi się podobał,
9x17 - ten z Doggettem na tropie mordercy swojego synka,
9x18 - ten z człowiekiem (Michael Emerson z LOST) kształtującym rzeczywistość wokół siebie i domem oraz rodzinką z serialu The Brady Bunch; ewidentna inspiracja dla WandaVision!
Reszta odcinków to w najlepszym wypadku albo niewyróżniająca się, czasem mocno wymęczona rutyna albo zaginające czasoprzestrzeń paździerze, które same w sobie stanowią materiał dla Archiwum X - jak to możliwe, że 40 minut trwało 120? Serial zmienił się tu do tego stopnia, nawet jeśli miejscami wciąż przypomina klasyczne The X-Files, że czasem gdy pojawiała się Scully, często zaledwie w rozbudowanych epizodach jako ktoś do kogo dzwoni się / idzie gdy potrzeba autopsji, reagowałem wręcz pewnym rozdrażnieniem. Bo Scully w takim wydaniu, na tym etapie, bez Muldera, średnio przypominała już postać którą pokochałem a i Gillian nie gra tu już z takim zaangażowaniem, jak wcześniej. (w którymś odcinku osnutym wokół Williama ma nawet kilka bardzo złych aktorsko min i momentów) No właśnie, nasz cudowny William z którym twórcy nie mieli pojęcia co zrobić i wyszedł im istny pożeracz energii, który zrobił z serialu toporną, smętną bułę a mi kazał zastanawiać się co gorsze: wątek tego super-dziecka czy super-żołnierzy? Oczywiście zupełnie przypadkiem oba doprowadziły dokładnie donikąd 🙂
Totalnie nieciekawe i nudne były 9x01 i 02 z Lucy Lawless jako super-żołnierzem, telenowelowe 9x06 w którym Scully i Mulder wymieniają przekoszmarnie napisane maile a Fox ma przyjechać pociągiem ale nie przyjeżdża, bzdurne 9x09 i 10 które udają, że kontynuują fabułę 6x22 & 7x01 i 02 (te ze statkiem kosmicznym w Afryce i Scully rozszyfrowującą prehistoryczny tekst wyryty na kadłubie), obiecujący ale ostatecznie mocno rozczarowujący 9x12 to tylko gorszy auto-plagiat z 7x16, beznadziejny 9x15 kontynuujący skasowany spin-off Lone Gunmen, w którym gdy tytułowi bohaterowie poświęcili swoje życia tylko wzruszyłem ramionami, no i wreszcie finałowe 9x19 i 20.
Powiedzieć o finale, że jest mierny to nic nie powiedzieć. Podsumowanie 9-letniego serialu to
> bardzo głośne westchnięcie <
Nie ma w tym żadnego napięcia, nie ma intrygi, nie ma niczego. Wątki zostają pozostawione w zawieszeniu, Reyes i Doggetta ostatni raz widzimy gdy odjeżdżają samochodem a Mulder i Scully nie dostają godnego im zakończenia ale coś w rodzaju niejasnej zapowiedzi tego, co może przynieść przyszłość. Ich walka była tak naprawdę bezowocna; poświęcili wszystko ale nie osiągnęli niczego. W mojej głowie będzie istnieć alternatywny 6 sezon w którym na końcu oboje zasiadają przed Kongresem i obnażają Wielki Spisek Kolonizacyjny, przedstawiając takie dowody, że ludziom opadają szczęki a na sali zapanowuje chaos. Mulder i Scully patrzą się na siebie. W ich oczach jest zwycięstwo.
Koniec.
Cytat z Szaman data 14 lutego, 2026, 18:29Właściwie nigdy nie pozwolono Mulderowi i Scully na zostanie tymi bohaterami. Tak jakby twórcy przestraszyli się ciężaru tego, że nasi agenci FBI w pewnym momencie mają już uratować całą planetę, tego ciężaru który przecież sami dołożyli na fabularną sztangę.
Jeśli dobrze pamiętam to w I Want To Believe data kolonizacji i koniec świata są po prostu przemilczane, a Mulder i Scully siedzą na tyłku jeśli chodzi o najważniejszą ze spraw. W 10 i 11 sezonie problem wygodnie rozwiązuje się sam, bo [spoiler title=""] kosmici rezygnują z kolonizacji z powodu złego stanu środowiska naszej planety, jak i toczącej się w kosmosie wojny. [/spoiler] Jakie to wygodne!
Zresztą potem stają się na tyle bierni, że Mulder zaczyna bredzić, że wszystko czego dowiedział się i doświadczył przecież na własnym ciele było oszustwem. Niesamowicie mnie to wtedy rozjuszyło. Zresztą, o ile dobrze pamiętam, Fox jest tam ociosany z wiary w teorie spiskowe, aby tylko nie wyjść na skrajnego szura w dzisiejszym rozumieniu.
Niesamowity jest u Chrisa Cartera ten strach przed ostatecznym zamknięciem. Dla mnie to ciężka impotencja twórcza. Przecież nawet William, którego pozbyto się w tak ogromnych bólach fabularnych, najpierw wprowadzając jego wątek widocznie z braku pomysłów, zostaje na nowo przywrócony w sezonach 10-11, a jego historia przepisana. Podobnie jest z wątkiem konspiracyjnym, bo przecież Palacz stracił jedynie nos w tym całym wybuchu z (nie tak) wielkiego finału.
A tak przy okazji, z tego co pamiętam wolałem gdy Palacz wydawał się bezwzględnym człowiekiem od brudbej roboty, a nie kandydatem na władcę świata. No ale znowu odzywa się nieumiarkowanie twórców.
Właściwie nigdy nie pozwolono Mulderowi i Scully na zostanie tymi bohaterami. Tak jakby twórcy przestraszyli się ciężaru tego, że nasi agenci FBI w pewnym momencie mają już uratować całą planetę, tego ciężaru który przecież sami dołożyli na fabularną sztangę.
Jeśli dobrze pamiętam to w I Want To Believe data kolonizacji i koniec świata są po prostu przemilczane, a Mulder i Scully siedzą na tyłku jeśli chodzi o najważniejszą ze spraw. W 10 i 11 sezonie problem wygodnie rozwiązuje się sam, bo
Zresztą potem stają się na tyle bierni, że Mulder zaczyna bredzić, że wszystko czego dowiedział się i doświadczył przecież na własnym ciele było oszustwem. Niesamowicie mnie to wtedy rozjuszyło. Zresztą, o ile dobrze pamiętam, Fox jest tam ociosany z wiary w teorie spiskowe, aby tylko nie wyjść na skrajnego szura w dzisiejszym rozumieniu.
Niesamowity jest u Chrisa Cartera ten strach przed ostatecznym zamknięciem. Dla mnie to ciężka impotencja twórcza. Przecież nawet William, którego pozbyto się w tak ogromnych bólach fabularnych, najpierw wprowadzając jego wątek widocznie z braku pomysłów, zostaje na nowo przywrócony w sezonach 10-11, a jego historia przepisana. Podobnie jest z wątkiem konspiracyjnym, bo przecież Palacz stracił jedynie nos w tym całym wybuchu z (nie tak) wielkiego finału.
A tak przy okazji, z tego co pamiętam wolałem gdy Palacz wydawał się bezwzględnym człowiekiem od brudbej roboty, a nie kandydatem na władcę świata. No ale znowu odzywa się nieumiarkowanie twórców.
Cytat z Mierzwiak data 14 lutego, 2026, 18:39Tu jest nie tylko strach przed postawieniem kropki nad i ale również ewidentne, na co zresztą seriale chorują do dzisiaj i zapewne nigdy się to nie zmieni, wymyślanie fabuły na bieżąco. Po co podczas USG pokazywano Scully kasetę wideo innej kobiety skoro nie urodziła małego kosmity ale normalnie wyglądające dziecko? Tego nie wie nikt, włącznie z Carterem.
Motyw kolonizacji, jakkolwiek bałaganiarski, był świetny, dawał bohaterom cel i odkrywał przed nimi (oraz widzami) kolejne elementy układanki. Po wymordowaniu Syndykatu wątek mitologiczny padł na twarz, wybił sobie zęby i już nigdy się nie podniósł.
Znam spoilery z S11 i cieszę się, że Patrick nie wziął w tym udziału bo tylko za to co zrobiono z Reyes należy się Carterowi urlop w łagrze na Syberii.
Tu jest nie tylko strach przed postawieniem kropki nad i ale również ewidentne, na co zresztą seriale chorują do dzisiaj i zapewne nigdy się to nie zmieni, wymyślanie fabuły na bieżąco. Po co podczas USG pokazywano Scully kasetę wideo innej kobiety skoro nie urodziła małego kosmity ale normalnie wyglądające dziecko? Tego nie wie nikt, włącznie z Carterem.
Motyw kolonizacji, jakkolwiek bałaganiarski, był świetny, dawał bohaterom cel i odkrywał przed nimi (oraz widzami) kolejne elementy układanki. Po wymordowaniu Syndykatu wątek mitologiczny padł na twarz, wybił sobie zęby i już nigdy się nie podniósł.
Znam spoilery z S11 i cieszę się, że Patrick nie wziął w tym udziału bo tylko za to co zrobiono z Reyes należy się Carterowi urlop w łagrze na Syberii.
Cytat z Mierzwiak data 14 lutego, 2026, 19:02Jeszcze parę słów podsumowania: czy warto było nadrobić w całości? Oczywiście! Dobre wspomnienia jakie miałem z wcześniejszych sezonów nie były tylko nostalgiczną iluzją z czasów szkolnych a kultowy status serialu i jego bohaterów jest jak najbardziej zasłużony i tylko szkoda, że twórcy nie wiedzieli kiedy zejść ze sceny. Na pewno będę wracać do wielu odcinków z sezonów 1-7, natomiast nawet bez tych najlepszych z 8-9 spokojnie się obędę.
Jeszcze parę słów podsumowania: czy warto było nadrobić w całości? Oczywiście! Dobre wspomnienia jakie miałem z wcześniejszych sezonów nie były tylko nostalgiczną iluzją z czasów szkolnych a kultowy status serialu i jego bohaterów jest jak najbardziej zasłużony i tylko szkoda, że twórcy nie wiedzieli kiedy zejść ze sceny. Na pewno będę wracać do wielu odcinków z sezonów 1-7, natomiast nawet bez tych najlepszych z 8-9 spokojnie się obędę.
Cytat z Mierzwiak data 24 lutego, 2026, 16:01The X-Files, sezon 10 / 11 - odcinki mitologiczne (Disney+)
Zdecydowałem się najgorsze mieć za sobą i jak najszybciej zerwać ten plaster dlatego w pierwszej kolejności obejrzałem odcinki mitologiczne czyli 10x01, 10x06, 11x01, 11x05 i 11x10.
Z tych z S10 kompletnie nic nie pamiętałem ale już w trakcie oglądania rozpoznałem sporo scen i w sumie z zaskoczeniem odkryłem, że nie jest to aż tak złe. Jest tu jakaś tam energia, jest fatalna peruka Scully, jest nadchodząca apokalipsa i wrażenie, że można byłoby nakręcić to dzisiaj i nie trzeba by było zmieniać ani słowa w scenariuszu. (no, może poza dodaniem czegoś o AI, bo Trump już tam jest) Oczywiście postać McHale'a jest beznadziejna, podobnie jak retrospekcje z Roswell, Mulder bredzi że Sveta jest "kluczem do wszystkiego!!!" ale czemu nie Scully, która przeżyła w zasadzie to samo i urodziła super-dziecko?, do tego potraktowanie Monici Reyes to splunięcie fanom w twarz ale oglądało się całkiem OK i 10x06 będący finałem sezonu W KOŃCU dotarł do dawno zapowiadanego miejsca, w którym seria do tej pory nigdy się nie znalazła.
I tu wkraczają odcinki z S11 mówiąc "Potrzymaj mi piwo" po czym sprzedają fanom prawy sierpowy, powalają na ziemię, kopią i zostawiają człowieka w kałuży własnej krwi, mniej więcej tak mogę opisać swoje wrażenia z tego co zobaczyłem.
Jedynym jasnym punktem tej katastrofy jest rozgrywający się pomiędzy nimi 11x05; Gillian i David grają tam inaczej i lepiej, wątek Williama nawet działa (mimo że aktor W OGÓLE) a ostatnia scena jest, co tu dużo mówić, świetna.
Nawet twórcy LOST pod koniec nie byli aż tak, hihi, zagubieni, bo to co się tutaj wydarzyło ciężko mi nawet porównać z jakimkolwiek innym serialem. Finał S10 nie tylko wyrzucono do kosza ale porzucono wręcz całą historię planu Palacza, który niby ma być zrealizowany ale w sumie to nie? Przez dwa odcinki Scully albo leży w szpitalu albo rozmawia przez telefon a Mulder jeździ samochodem lub jeździ samochodem rozmawiając przez telefon. W międzyczasie Mulder ma prawdopodobnie najgorzej napisaną narrację z offu w historii kina i telewizji, robi się wyjątkowo obrzydliwie gdy wyjaśnia się kwestia zapłodnienia Scully, wszyscy chcą Williama ale nie wiadomo po co, Barbarze Hershey eksploduje głowa a leżący już w kałuży krwi fani dostają dodatkowego kopniaka prosto w krocze gdy rozgrywa się końcowa farsa z udziałem Reyes i Skinnera. Pierwsza z dwóch, drugą jest sam finał z udziałem Muldera, Scully i Palacza. Nasza dwójka ma na samym końcu najgorzej napisaną i zagraną scenę z udziałem Muldera i Scully spośród wszystkich odcinków tego serialu. W zasadzie to nie przypominam sobie innej, która byłaby choćby blisko.
Żenujące ale przynajmniej mam to już za sobą i już na luzie dokończę sobie resztę odcinków niepowiązanych z bajzlem Cartera.
The X-Files, sezon 10 / 11 - odcinki mitologiczne (Disney+)
Zdecydowałem się najgorsze mieć za sobą i jak najszybciej zerwać ten plaster dlatego w pierwszej kolejności obejrzałem odcinki mitologiczne czyli 10x01, 10x06, 11x01, 11x05 i 11x10.
Z tych z S10 kompletnie nic nie pamiętałem ale już w trakcie oglądania rozpoznałem sporo scen i w sumie z zaskoczeniem odkryłem, że nie jest to aż tak złe. Jest tu jakaś tam energia, jest fatalna peruka Scully, jest nadchodząca apokalipsa i wrażenie, że można byłoby nakręcić to dzisiaj i nie trzeba by było zmieniać ani słowa w scenariuszu. (no, może poza dodaniem czegoś o AI, bo Trump już tam jest) Oczywiście postać McHale'a jest beznadziejna, podobnie jak retrospekcje z Roswell, Mulder bredzi że Sveta jest "kluczem do wszystkiego!!!" ale czemu nie Scully, która przeżyła w zasadzie to samo i urodziła super-dziecko?, do tego potraktowanie Monici Reyes to splunięcie fanom w twarz ale oglądało się całkiem OK i 10x06 będący finałem sezonu W KOŃCU dotarł do dawno zapowiadanego miejsca, w którym seria do tej pory nigdy się nie znalazła.
I tu wkraczają odcinki z S11 mówiąc "Potrzymaj mi piwo" po czym sprzedają fanom prawy sierpowy, powalają na ziemię, kopią i zostawiają człowieka w kałuży własnej krwi, mniej więcej tak mogę opisać swoje wrażenia z tego co zobaczyłem.
Jedynym jasnym punktem tej katastrofy jest rozgrywający się pomiędzy nimi 11x05; Gillian i David grają tam inaczej i lepiej, wątek Williama nawet działa (mimo że aktor W OGÓLE) a ostatnia scena jest, co tu dużo mówić, świetna.
Nawet twórcy LOST pod koniec nie byli aż tak, hihi, zagubieni, bo to co się tutaj wydarzyło ciężko mi nawet porównać z jakimkolwiek innym serialem. Finał S10 nie tylko wyrzucono do kosza ale porzucono wręcz całą historię planu Palacza, który niby ma być zrealizowany ale w sumie to nie? Przez dwa odcinki Scully albo leży w szpitalu albo rozmawia przez telefon a Mulder jeździ samochodem lub jeździ samochodem rozmawiając przez telefon. W międzyczasie Mulder ma prawdopodobnie najgorzej napisaną narrację z offu w historii kina i telewizji, robi się wyjątkowo obrzydliwie gdy wyjaśnia się kwestia zapłodnienia Scully, wszyscy chcą Williama ale nie wiadomo po co, Barbarze Hershey eksploduje głowa a leżący już w kałuży krwi fani dostają dodatkowego kopniaka prosto w krocze gdy rozgrywa się końcowa farsa z udziałem Reyes i Skinnera. Pierwsza z dwóch, drugą jest sam finał z udziałem Muldera, Scully i Palacza. Nasza dwójka ma na samym końcu najgorzej napisaną i zagraną scenę z udziałem Muldera i Scully spośród wszystkich odcinków tego serialu. W zasadzie to nie przypominam sobie innej, która byłaby choćby blisko.
Żenujące ale przynajmniej mam to już za sobą i już na luzie dokończę sobie resztę odcinków niepowiązanych z bajzlem Cartera.
Cytat z Szaman data 24 lutego, 2026, 16:13Nic dodać nic ująć, chociaż jak dla mnie serial był już tak bardzo pozbawiony życia, że nawet ten chwalony przez Ciebie finał z monitoringiem niezbyt działał. Po tych sezonach widać, że jednak człowiek rzeczywiście zużywa się jak bateria, bo gdzieś w napisach cały czas migają nazwiska ze złotych lat, a potem dostajemy to, co dostajemy. 11x01 jest dnem od którego Coogler może się już tylko odbić, nawet jeśli jego serial będzie o spisku mającym na celu wysłanie wszystkich czarnych na Saturna 🙂
Nic dodać nic ująć, chociaż jak dla mnie serial był już tak bardzo pozbawiony życia, że nawet ten chwalony przez Ciebie finał z monitoringiem niezbyt działał. Po tych sezonach widać, że jednak człowiek rzeczywiście zużywa się jak bateria, bo gdzieś w napisach cały czas migają nazwiska ze złotych lat, a potem dostajemy to, co dostajemy. 11x01 jest dnem od którego Coogler może się już tylko odbić, nawet jeśli jego serial będzie o spisku mającym na celu wysłanie wszystkich czarnych na Saturna 🙂
Cytat z Mierzwiak data 24 lutego, 2026, 16:19Ta scena z monitoringiem podobała mi się przez reakcję Scully, było w tym coś poruszającego i szczerego. Heh, to byłby zresztą fajny koniec serialu (tak samo jak zakończenie S8) w którym bohaterowie odpuszczają szukanie Williama wiedząc, że musi odejść i da sobie radę.
Nowa seria w ogóle mnie nie interesuje, a już tym bardziej jeśli, o zgrozo, będzie w jakiś sposób powiązania z oryginalną, zwłaszcza przez powrót do tamtych wątków i bohaterów.
Ta scena z monitoringiem podobała mi się przez reakcję Scully, było w tym coś poruszającego i szczerego. Heh, to byłby zresztą fajny koniec serialu (tak samo jak zakończenie S8) w którym bohaterowie odpuszczają szukanie Williama wiedząc, że musi odejść i da sobie radę.
Nowa seria w ogóle mnie nie interesuje, a już tym bardziej jeśli, o zgrozo, będzie w jakiś sposób powiązania z oryginalną, zwłaszcza przez powrót do tamtych wątków i bohaterów.
Cytat z Szaman data 24 lutego, 2026, 16:24William B. Davis dalej grywa, ale już chyba ledwo chodzi, nie będą się wygłupiać... Jakiś czas temu pisałeś o scenie która byłaby ukoronowaniem drogi Muldera i Scully, oddaniem im należnej chwały. Serial niby od tego uciekał, nawet można mieć w pewnym momencie wrażenie, że są biernymi świadkami wydarzeń wokół nich, ale może Coogler znajdzie tutaj punkt zaczepienia. A może rozegra się to w międzyczasie i poza ekranem, a Scully będzie na przykład dyrektorem FBI?
William B. Davis dalej grywa, ale już chyba ledwo chodzi, nie będą się wygłupiać... Jakiś czas temu pisałeś o scenie która byłaby ukoronowaniem drogi Muldera i Scully, oddaniem im należnej chwały. Serial niby od tego uciekał, nawet można mieć w pewnym momencie wrażenie, że są biernymi świadkami wydarzeń wokół nich, ale może Coogler znajdzie tutaj punkt zaczepienia. A może rozegra się to w międzyczasie i poza ekranem, a Scully będzie na przykład dyrektorem FBI?
Cytat z Mierzwiak data 24 lutego, 2026, 18:01Cytat z Szaman data 24 lutego, 2026, 16:24A może rozegra się to w międzyczasie i poza ekranem, a Scully będzie na przykład dyrektorem FBI?
Tylko co to wniesie? W temacie Muldera i Scully wszystko (a nawet zbyt wiele) powiedziano już w sezonach 1-9, z których zresztą ostatni ucierpiał na braku tego pierwszego i zrobieniu z tej drugiej tła dla Doggetta i Reyes. Chcielibyśmy teraz żeby Gillian pojawiała się na minutę raz na kilka odcinków jako twarda i zimna dyrektorka? Ja nie i, przy całej sympatii tak dla aktorów jak i postaci, nie chcę ich już widzieć, tak po prostu. Mieli swój czas w popkulturze i tak chciałbym ich zapamiętać, jako kultowych bohaterów mojej młodości a nie starszych, zmęczonych i skompromitowanych przez nieudolność scenarzystów.
Odczuwam ostatnio nieprawdopodobne zmęczenie popkulturą, na widok samych nagłówków uruchamia mi się czasem odruch wymiotny bo mam już serdecznie dość niekończącego się procesu trawienia przez Hollywood wciąż i wciąż tego samego. Jestem przekonany że dałoby się zrobić nowe, ciekawe Archiwum X na miarę naszych czasów, z drugiej strony 9 sezonów serialu przerobiło już tyle tematów, od obcych, przez duchy, mutanty, podróże w czasie i inne wymiary po wampiry, że co tu jeszcze zostaje do dodania? Znowu mielenie motywu Wielkiego Spisku? Ten i tak rozgrywa się na naszych oczach, kto ma siłę na dodatkową porcję? Ja już chyba nie 🙂
Cytat z Szaman data 24 lutego, 2026, 16:24A może rozegra się to w międzyczasie i poza ekranem, a Scully będzie na przykład dyrektorem FBI?
Tylko co to wniesie? W temacie Muldera i Scully wszystko (a nawet zbyt wiele) powiedziano już w sezonach 1-9, z których zresztą ostatni ucierpiał na braku tego pierwszego i zrobieniu z tej drugiej tła dla Doggetta i Reyes. Chcielibyśmy teraz żeby Gillian pojawiała się na minutę raz na kilka odcinków jako twarda i zimna dyrektorka? Ja nie i, przy całej sympatii tak dla aktorów jak i postaci, nie chcę ich już widzieć, tak po prostu. Mieli swój czas w popkulturze i tak chciałbym ich zapamiętać, jako kultowych bohaterów mojej młodości a nie starszych, zmęczonych i skompromitowanych przez nieudolność scenarzystów.
Odczuwam ostatnio nieprawdopodobne zmęczenie popkulturą, na widok samych nagłówków uruchamia mi się czasem odruch wymiotny bo mam już serdecznie dość niekończącego się procesu trawienia przez Hollywood wciąż i wciąż tego samego. Jestem przekonany że dałoby się zrobić nowe, ciekawe Archiwum X na miarę naszych czasów, z drugiej strony 9 sezonów serialu przerobiło już tyle tematów, od obcych, przez duchy, mutanty, podróże w czasie i inne wymiary po wampiry, że co tu jeszcze zostaje do dodania? Znowu mielenie motywu Wielkiego Spisku? Ten i tak rozgrywa się na naszych oczach, kto ma siłę na dodatkową porcję? Ja już chyba nie 🙂
Отримайте бонус казино бетон і збільште можливості для гри. Платформа регулярно пропонує акції та додаткові кошти для користувачів.

