Opinie o serialach
Cytat z Mierzwiak data 29 sierpnia, 2021, 16:56Mr. Robot
Ktoś? Coś?
Obejrzałem pierwszy odcinek i podobało mi się, ale nie jestem pewien czy na tyle, by oglądać dalej.
Mr. Robot
Ktoś? Coś?
Obejrzałem pierwszy odcinek i podobało mi się, ale nie jestem pewien czy na tyle, by oglądać dalej.
Cytat z Szaman data 29 sierpnia, 2021, 17:09Dawno temu obejrzałem dwa albo trzy pierwsze odcinki, uznałem, że gdzieś to już wszystko widziałem i dalej mi się nie chciało. Podobno ma spore zadyszki po których stracił popularność (chyba sezony 2-3), ale o finałowym sezonie znowu słyszałem same dobre opinie.
Dawno temu obejrzałem dwa albo trzy pierwsze odcinki, uznałem, że gdzieś to już wszystko widziałem i dalej mi się nie chciało. Podobno ma spore zadyszki po których stracił popularność (chyba sezony 2-3), ale o finałowym sezonie znowu słyszałem same dobre opinie.
Cytat z robgordon data 31 sierpnia, 2021, 18:38Obejrzałem "Biały lotus" na HBO. Przekaz intrygujący, choć jednocześnie wpisujący się mocno w obecne trendy. Jednak żeby w pełni zaangażować się w historię zabrakło mi postaci, której mógłbym kibicować. I nie do końca przekonał mnie satyryczny (czasem na granicy groteski) sposób w jaki przedstawiona jest ta opowieść.
A o czym jest sam serial, mimo że bez szczegółów, napiszę w części spoilerowej. Będziecie wiedzieć dlaczego 😉[spoiler title=""]
Akcja dzieje się w luksusowym hotelu na Hawajów. Bohaterami są zarówno goście, przeważnie bogaci i przeważnie biali, jak i obsługa. Przekaz staje się czytelny wraz z rozwojem akcji: choćbyś się nie wiem jak i starał, nie da się zmienić świata, nadal rządzą i będą nim rządzić bogaci biali. Wszyscy, którzy w serialu nie należą do tej kasty (są wśród nich również goście: niezbyt bogata, dopiero co panna młoda oraz również niezbyt bogata kreolka, przyjaciółka ze szkoły młodej białej dziewczyny), mimo starań i tak ponoszą klęskę. Przygnębiająca historia.
[/spoiler]
Obejrzałem "Biały lotus" na HBO. Przekaz intrygujący, choć jednocześnie wpisujący się mocno w obecne trendy. Jednak żeby w pełni zaangażować się w historię zabrakło mi postaci, której mógłbym kibicować. I nie do końca przekonał mnie satyryczny (czasem na granicy groteski) sposób w jaki przedstawiona jest ta opowieść.
A o czym jest sam serial, mimo że bez szczegółów, napiszę w części spoilerowej. Będziecie wiedzieć dlaczego 😉
Akcja dzieje się w luksusowym hotelu na Hawajów. Bohaterami są zarówno goście, przeważnie bogaci i przeważnie biali, jak i obsługa. Przekaz staje się czytelny wraz z rozwojem akcji: choćbyś się nie wiem jak i starał, nie da się zmienić świata, nadal rządzą i będą nim rządzić bogaci biali. Wszyscy, którzy w serialu nie należą do tej kasty (są wśród nich również goście: niezbyt bogata, dopiero co panna młoda oraz również niezbyt bogata kreolka, przyjaciółka ze szkoły młodej białej dziewczyny), mimo starań i tak ponoszą klęskę. Przygnębiająca historia.
Cytat z Mierzwiak data 31 sierpnia, 2021, 18:54Nie męczy Was już ten trend "zaangażowanych społecznie" filmów i seriali?
I w sumie sam nie wiem co gorsze - dziełka białych twórców skupiające się na tym jak okropni są biali ludzie, czy te Czarnych twórców sprawiające wrażenie jakby nakręcili je biali starający się do tego stopnia przypodobać Czarnym, że wychodzi im jakaś groteska?
Nie męczy Was już ten trend "zaangażowanych społecznie" filmów i seriali?
I w sumie sam nie wiem co gorsze - dziełka białych twórców skupiające się na tym jak okropni są biali ludzie, czy te Czarnych twórców sprawiające wrażenie jakby nakręcili je biali starający się do tego stopnia przypodobać Czarnym, że wychodzi im jakaś groteska?
Cytat z robgordon data 31 sierpnia, 2021, 19:20Mnie nie męczy. Bo wbrew pozorom nie ma ich tak wiele. Jedynie wiele się o nich mówi, przez co odnosi się wrażenie, że jest ich niezmierzona ilość. A wystarczy je pominąć i obejrzeć co innego. Poza tym zaangażowane społecznie seriale i filmy przecież zawsze były. Teraz jedynie ostrze krytyki zostało skierowane w nas, heteroseksualnych białych mężczyzn, gatunek dotąd raczej chroniony. I być może dlatego tak nas bolą.
Mnie nie męczy. Bo wbrew pozorom nie ma ich tak wiele. Jedynie wiele się o nich mówi, przez co odnosi się wrażenie, że jest ich niezmierzona ilość. A wystarczy je pominąć i obejrzeć co innego. Poza tym zaangażowane społecznie seriale i filmy przecież zawsze były. Teraz jedynie ostrze krytyki zostało skierowane w nas, heteroseksualnych białych mężczyzn, gatunek dotąd raczej chroniony. I być może dlatego tak nas bolą.
Cytat z Kuba data 31 sierpnia, 2021, 19:22Cytat z Mierzwiak data Sierpień 31, 2021, 18:54Nie męczy Was już ten trend "zaangażowanych społecznie" filmów i seriali?
I w sumie sam nie wiem co gorsze - dziełka białych twórców skupiające się na tym jak okropni są biali ludzie, czy te Czarnych twórców sprawiające wrażenie jakby nakręcili je biali starający się do tego stopnia przypodobać Czarnym, że wychodzi im jakaś groteska?
Brzmi jak Malcolm&Marie
Ale zgadzam się z przedmówca. Jedyne co przeszkadza to jak zawsze kiedy takie projekty są źle zrobione i ich jedynym celem jest oskarżanie.
Cytat z Mierzwiak data Sierpień 31, 2021, 18:54Nie męczy Was już ten trend "zaangażowanych społecznie" filmów i seriali?
I w sumie sam nie wiem co gorsze - dziełka białych twórców skupiające się na tym jak okropni są biali ludzie, czy te Czarnych twórców sprawiające wrażenie jakby nakręcili je biali starający się do tego stopnia przypodobać Czarnym, że wychodzi im jakaś groteska?
Brzmi jak Malcolm&Marie
Ale zgadzam się z przedmówca. Jedyne co przeszkadza to jak zawsze kiedy takie projekty są źle zrobione i ich jedynym celem jest oskarżanie.
Cytat z Szaman data 31 sierpnia, 2021, 19:27Cytat z robgordon data Sierpień 31, 2021, 19:20Mnie nie męczy. Bo wbrew pozorom nie ma ich tak wiele. Jedynie wiele się o nich mówi, przez co odnosi się wrażenie, że jest ich niezmierzona ilość. A wystarczy je pominąć i obejrzeć co innego. Poza tym zaangażowane społecznie seriale i filmy przecież zawsze były. Teraz jedynie ostrze krytyki zostało skierowane w nas, heteroseksualnych białych mężczyzn, gatunek dotąd raczej chroniony. I być może dlatego tak nas bolą.
Nie odmówię temu postowi sensu i materiału do zastanowienia.
Cytat z robgordon data Sierpień 31, 2021, 19:20Mnie nie męczy. Bo wbrew pozorom nie ma ich tak wiele. Jedynie wiele się o nich mówi, przez co odnosi się wrażenie, że jest ich niezmierzona ilość. A wystarczy je pominąć i obejrzeć co innego. Poza tym zaangażowane społecznie seriale i filmy przecież zawsze były. Teraz jedynie ostrze krytyki zostało skierowane w nas, heteroseksualnych białych mężczyzn, gatunek dotąd raczej chroniony. I być może dlatego tak nas bolą.
Nie odmówię temu postowi sensu i materiału do zastanowienia.
Cytat z robgordon data 31 sierpnia, 2021, 19:30Żeby nie być gołosłownym. I jednocześnie pozostając w temacie seriali (oglądam ich trochę, więcej niż niektórzy z Was, ale mniej niż kilkoro moich znajomych czy bliskich). To seriale które podobały mi się w ostatnich plus minus 2 latach: Rojst 1 i 2, Klangor, Kruk 2, Stranger Things, Umbrella Academy, The Boys, Mare z Easttown, Bo to grzech, Normalni ludzie, Fleabag, Gambit królowej, Małe ogniska, Luther, Patrick Melrose, Devs, Wielkie kłamstewka, Detektyw, Status związku, Ostre przedmioty, Szukając Alaski, Watchmen, Czarnobyl, Dark, Belfer, W głębi lasu.
Może ze dwa z nich można nazwać zaangażowanymi społecznie, w kilku pojawiają się takie motywy, choć nie jako dominujące, raczej uzupełnienie głównej historii. I to wszystko.
Żeby nie być gołosłownym. I jednocześnie pozostając w temacie seriali (oglądam ich trochę, więcej niż niektórzy z Was, ale mniej niż kilkoro moich znajomych czy bliskich). To seriale które podobały mi się w ostatnich plus minus 2 latach: Rojst 1 i 2, Klangor, Kruk 2, Stranger Things, Umbrella Academy, The Boys, Mare z Easttown, Bo to grzech, Normalni ludzie, Fleabag, Gambit królowej, Małe ogniska, Luther, Patrick Melrose, Devs, Wielkie kłamstewka, Detektyw, Status związku, Ostre przedmioty, Szukając Alaski, Watchmen, Czarnobyl, Dark, Belfer, W głębi lasu.
Może ze dwa z nich można nazwać zaangażowanymi społecznie, w kilku pojawiają się takie motywy, choć nie jako dominujące, raczej uzupełnienie głównej historii. I to wszystko.
Cytat z Kuba data 31 sierpnia, 2021, 19:33Ja jakiś czas temu myślałem że temat niewolnictwa jest martwy w kinie. Nic z tego więcej nie wyciągniesz.
A potem Barry Jenkins zrobił Underground Railroad, dla mnie serial idealny, jeden z sześciu którym daje z czystym sumieniem 10 i prawdopodobnie najlepsza rzecz o niewoleniu czarnoskórych (z drugiej strony wczoraj obejrzałem Zastępcę Sansho z lat 50, też poniekąd o niewolnictwie chociaż bez podtekstu rasowego, ale film nadal pozostaje aktualny i mocno uderza). Są tematy i historie które w kinie będą zawsze i nigdy z niego nie znikną i opowiedziane dobrze, z pomysłem, zwłaszcza jak posiadają swoją własną dobra opowieść będą działać zawsze. Problem jest taki, że obecnie mam nawał treści i dużo jest szrotow, Oscar baitow i innych takich i dlatego się wydaje, że kino społecznie zaangażowane zeszlo na psy.
@robgordon świetne przykłady!
Ja jakiś czas temu myślałem że temat niewolnictwa jest martwy w kinie. Nic z tego więcej nie wyciągniesz.
A potem Barry Jenkins zrobił Underground Railroad, dla mnie serial idealny, jeden z sześciu którym daje z czystym sumieniem 10 i prawdopodobnie najlepsza rzecz o niewoleniu czarnoskórych (z drugiej strony wczoraj obejrzałem Zastępcę Sansho z lat 50, też poniekąd o niewolnictwie chociaż bez podtekstu rasowego, ale film nadal pozostaje aktualny i mocno uderza). Są tematy i historie które w kinie będą zawsze i nigdy z niego nie znikną i opowiedziane dobrze, z pomysłem, zwłaszcza jak posiadają swoją własną dobra opowieść będą działać zawsze. Problem jest taki, że obecnie mam nawał treści i dużo jest szrotow, Oscar baitow i innych takich i dlatego się wydaje, że kino społecznie zaangażowane zeszlo na psy.
@robgordon świetne przykłady!
Cytat z Mierzwiak data 31 sierpnia, 2021, 20:51@robgordon
Trochę minąłeś się z sensem mojej wypowiedzi 🙂 Być może niepotrzebnie użyłem określenia trend który mógł Ci podsunąć taki wniosek, ale w żadnym razie mój problem z nimi nie dotyczy ilości produkcji o takiej tematyce (celowo napisałem "filmów / seriali", choć to tych pierwszych jest więcej), ale tego, jaki prezentują poziom - są płytkie, łopatologiczne, pozbawione niuansów, prezentują skrojoną wprost pod twitterową publiczność czarno-białą (sic!) wizję świata. Zamiast diagnozować go czy zwracać uwagę na istotne problemy, oferują ich przerysowany obraz, czasem do tego stopnia że można zastanowić się, czy twórcy nie zbłądzili w pogoni z łatwym poklaskiem. Czy zaangażowane społecznie filmy i seriale zawsze były? Zgadza się, ale też nie zawsze stała za nimi korporacyjna kalkulacja, a to właśnie z tego, między innymi, wynika wspomniane spłycenie; mainstream zagarnął problemy społeczne dla siebie i przemielił je na swoją modłę. Czasem wynika z tego coś świetnego, jak w Parasite (w tym przypadku zadziałało zderzenie klas społecznych wykorzystane do opowiedzenia ekscytującej, wielogatunkowej historii, a nie do prawienia kazania), innym razem coś, co każe zastanowić się czy twórcy nie wyrżnęli główką o krawężnik. (po kilku dniach przemyśleń stwierdzam, że byłem zdecydowanie zbyt łagodny dla Candymana)
Nie zgadzam się też z postawą pt. "Wystarczy nie oglądać", która niejako podważa sens prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji. Czy to że, przykładowo, wymienisz mi listę niezależnych, artystycznych filmów pozbawionych grzechów hollywoodzkich superprodukcji w jakikolwiek sposób umniejszy znaczeniu tych grzechów? No chyba nie, prawda? Problemy (te czy jakiekolwiek inne) nie znikną przecież tylko dlatego, że odwrócisz od nich oczy 🙂
Trochę minąłeś się z sensem mojej wypowiedzi 🙂 Być może niepotrzebnie użyłem określenia trend który mógł Ci podsunąć taki wniosek, ale w żadnym razie mój problem z nimi nie dotyczy ilości produkcji o takiej tematyce (celowo napisałem "filmów / seriali", choć to tych pierwszych jest więcej), ale tego, jaki prezentują poziom - są płytkie, łopatologiczne, pozbawione niuansów, prezentują skrojoną wprost pod twitterową publiczność czarno-białą (sic!) wizję świata. Zamiast diagnozować go czy zwracać uwagę na istotne problemy, oferują ich przerysowany obraz, czasem do tego stopnia że można zastanowić się, czy twórcy nie zbłądzili w pogoni z łatwym poklaskiem. Czy zaangażowane społecznie filmy i seriale zawsze były? Zgadza się, ale też nie zawsze stała za nimi korporacyjna kalkulacja, a to właśnie z tego, między innymi, wynika wspomniane spłycenie; mainstream zagarnął problemy społeczne dla siebie i przemielił je na swoją modłę. Czasem wynika z tego coś świetnego, jak w Parasite (w tym przypadku zadziałało zderzenie klas społecznych wykorzystane do opowiedzenia ekscytującej, wielogatunkowej historii, a nie do prawienia kazania), innym razem coś, co każe zastanowić się czy twórcy nie wyrżnęli główką o krawężnik. (po kilku dniach przemyśleń stwierdzam, że byłem zdecydowanie zbyt łagodny dla Candymana)
Nie zgadzam się też z postawą pt. "Wystarczy nie oglądać", która niejako podważa sens prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji. Czy to że, przykładowo, wymienisz mi listę niezależnych, artystycznych filmów pozbawionych grzechów hollywoodzkich superprodukcji w jakikolwiek sposób umniejszy znaczeniu tych grzechów? No chyba nie, prawda? Problemy (te czy jakiekolwiek inne) nie znikną przecież tylko dlatego, że odwrócisz od nich oczy 🙂
Cytat z Szaman data 31 sierpnia, 2021, 21:09Jestem rozdarty. Z jednej strony nie cierpię jak coś wciska mi się do gardła (a tak ze spoilerów brzmi Candyman), w ogóle nie czuję tego czym się wielu dziennikarzy zachwyca, nie czuje proponowanych przez nich konstruktów socjologicznych, właśnie dlatego, że wydaje mi się to banałem, uogólnieniem, jakąś zemstą na nielubianych oponentach (autentycznie, czasami mam wrażenie, że wielu czuje satysfakcję widząc białego szlachtowanego na ekranie).
Z drugiej, nie mam już ochoty brać udziału w "wojnie plemiennej" i coraz bardziej chciałbym się od tego dystansować, skupić się na zastanawianiu czy Strange ma złego sobowtóra. Może dlatego, że mam poczucie, że trendy mogą zatrzymać tylko wyniki finansowe, a na to się nie zanosi, a swoim biadoleniem mogę w końcu skręcić z miłego centryzmu (nic mnie tak nie irytuje jak twitterowe określenie "symetryzm") w fanatyzm i widzenie wszędzie spisków.
Stąd może dla mnie zostało już po prostu unikanie.
Jestem rozdarty. Z jednej strony nie cierpię jak coś wciska mi się do gardła (a tak ze spoilerów brzmi Candyman), w ogóle nie czuję tego czym się wielu dziennikarzy zachwyca, nie czuje proponowanych przez nich konstruktów socjologicznych, właśnie dlatego, że wydaje mi się to banałem, uogólnieniem, jakąś zemstą na nielubianych oponentach (autentycznie, czasami mam wrażenie, że wielu czuje satysfakcję widząc białego szlachtowanego na ekranie).
Z drugiej, nie mam już ochoty brać udziału w "wojnie plemiennej" i coraz bardziej chciałbym się od tego dystansować, skupić się na zastanawianiu czy Strange ma złego sobowtóra. Może dlatego, że mam poczucie, że trendy mogą zatrzymać tylko wyniki finansowe, a na to się nie zanosi, a swoim biadoleniem mogę w końcu skręcić z miłego centryzmu (nic mnie tak nie irytuje jak twitterowe określenie "symetryzm") w fanatyzm i widzenie wszędzie spisków.
Stąd może dla mnie zostało już po prostu unikanie.
Cytat z Mierzwiak data 31 sierpnia, 2021, 21:53Szczerze? Ja też nie chcę brać w tym udziału, ale w piątek poszedłem do kina na kontynuację znakomitego horroru z ciekawymi elementami społecznymi, a zobaczyłem jakąś chorą fantazję w której [spoiler title="spoiler z finału Candymana"]Candyman zabija
tylko białychgłównie białych i tylko mordy na białych są pokazane a na końcu główny, Czarny bohater urządza masakrę na białych policjantach.[/spoiler]To nawet nie tyle zaproszenie do tej wojny, co zwyczajna prowokacja, choć z mojego punktu widzenia problem leży nie w tym, że Czarna reżyserka do spółki z Czarnym scenarzystą uraziła dumę białego widza, moją dumę (naprawdę nie ruszają mnie takie rzeczy), ale w tym, że coś tak prymitywnego wyszło spod ręki Czarnych twórców. Czy może jednak wymagam zbyt wiele? A może kwestia brutalności policji usprawiedliwia takie odreagowanie sprawy Floyda, będące filmowym odpowiednikiem napisanego w gniewie Tweeta?
Szczerze? Ja też nie chcę brać w tym udziału, ale w piątek poszedłem do kina na kontynuację znakomitego horroru z ciekawymi elementami społecznymi, a zobaczyłem jakąś chorą fantazję w której
To nawet nie tyle zaproszenie do tej wojny, co zwyczajna prowokacja, choć z mojego punktu widzenia problem leży nie w tym, że Czarna reżyserka do spółki z Czarnym scenarzystą uraziła dumę białego widza, moją dumę (naprawdę nie ruszają mnie takie rzeczy), ale w tym, że coś tak prymitywnego wyszło spod ręki Czarnych twórców. Czy może jednak wymagam zbyt wiele? A może kwestia brutalności policji usprawiedliwia takie odreagowanie sprawy Floyda, będące filmowym odpowiednikiem napisanego w gniewie Tweeta?
Cytat z Marek Pilarski data 31 sierpnia, 2021, 22:30Co do spoilera z komentarza Mierzwiaka
[spoiler title=""]W sumie w pewnym momencie Candyman jest chyba nazwany uosobieniem zemsty za krzywdy na czarnej społeczności, czy jakoś tak (a może sobie to dopowiedziałem). W każdym razie pasowało to do tego, że Candyman zabijał tylko białych, ale jest jedna retrospekcja w filmie, w której ofiarą jest bodajże siostra młodszej wersji granej przez Colmana Domingo, i chyba jeszcze jej koleżanka - scena w łazience. Więc tutaj nie pasowało mi to do końca...[/spoiler]
Co do spoilera z komentarza Mierzwiaka
Cytat z Mierzwiak data 31 sierpnia, 2021, 22:57Słuszna uwaga! Biję się w pierś, ta scena całkiem wyleciała mi z głowy, ALE, mimo wszystko, o czymś świadczy:
[spoiler title=""]Sceny morderstw na białych są stosunkowo długie, krwawe i mniej lub bardziej szczegółowe; ta na Czarnych o której wspominasz odbywa się za zamkniętymi drzwiami, pozbawiona jest gore a kamera nie upaja się widokiem szlachtowanych ciał.[/spoiler]
It’s something he said was “very conscious” and that he loves about DaCosta’s work on Candyman, “which is that you never see any of the trauma onscreen. You never see a Black body being brutalized.”
https://www.hollywoodreporter.com/movies/movie-news/colman-domingo-fear-the-walking-dead-hair-and-makeup-training-nia-dacosta-candyman-black-trauma-1234977179/
🙂
Słuszna uwaga! Biję się w pierś, ta scena całkiem wyleciała mi z głowy, ALE, mimo wszystko, o czymś świadczy:
It’s something he said was “very conscious” and that he loves about DaCosta’s work on Candyman, “which is that you never see any of the trauma onscreen. You never see a Black body being brutalized.”
🙂
Cytat z Kuba data 2 września, 2021, 16:42https://www.youtube.com/watch?v=3Fus4Xb_TLg
Amazon równy rok przed premierą LOTRa rozpoczyna promocje innej adaptacji gigantycznego i kultowego cyklu high fantasy. Książki i świat uwielbiam, ale trailer na razie mnie nie uspokoił (ufam aktorom i ufam scenarzyście, ale niezbyt ekipie technicznej)
Amazon równy rok przed premierą LOTRa rozpoczyna promocje innej adaptacji gigantycznego i kultowego cyklu high fantasy. Książki i świat uwielbiam, ale trailer na razie mnie nie uspokoił (ufam aktorom i ufam scenarzyście, ale niezbyt ekipie technicznej)
Cytat z robgordon data 4 września, 2021, 17:57Cytat z Mierzwiak data Sierpień 31, 2021, 20:51@robgordon
Trochę minąłeś się z sensem mojej wypowiedzi
Być może niepotrzebnie użyłem określenia trend który mógł Ci podsunąć taki wniosek, ale w żadnym razie mój problem z nimi nie dotyczy ilości produkcji o takiej tematyce (celowo napisałem "filmów / seriali", choć to tych pierwszych jest więcej), ale tego, jaki prezentują poziom - są płytkie, łopatologiczne, pozbawione niuansów, prezentują skrojoną wprost pod twitterową publiczność czarno-białą (sic!) wizję świata. Zamiast diagnozować go czy zwracać uwagę na istotne problemy, oferują ich przerysowany obraz, czasem do tego stopnia że można zastanowić się, czy twórcy nie zbłądzili w pogoni z łatwym poklaskiem. Czy zaangażowane społecznie filmy i seriale zawsze były? Zgadza się, ale też nie zawsze stała za nimi korporacyjna kalkulacja, a to właśnie z tego, między innymi, wynika wspomniane spłycenie; mainstream zagarnął problemy społeczne dla siebie i przemielił je na swoją modłę. Czasem wynika z tego coś świetnego, jak w Parasite (w tym przypadku zadziałało zderzenie klas społecznych wykorzystane do opowiedzenia ekscytującej, wielogatunkowej historii, a nie do prawienia kazania), innym razem coś, co każe zastanowić się czy twórcy nie wyrżnęli główką o krawężnik. (po kilku dniach przemyśleń stwierdzam, że byłem zdecydowanie zbyt łagodny dla Candymana)
Nie zgadzam się też z postawą pt. "Wystarczy nie oglądać", która niejako podważa sens prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji. Czy to że, przykładowo, wymienisz mi listę niezależnych, artystycznych filmów pozbawionych grzechów hollywoodzkich superprodukcji w jakikolwiek sposób umniejszy znaczeniu tych grzechów? No chyba nie, prawda? Problemy (te czy jakiekolwiek inne) nie znikną przecież tylko dlatego, że odwrócisz od nich oczy
Sorki, że dopiero teraz, ale mam ostatnio urwanie głowy 😉
Być może faktycznie minąłem się z sensem Twojej wypowiedzi, ale znalazła się bezpośrednio pod moim postem, więc założyłem, że dotyczy tego co napisałem. A uważam „Biały lotos”, mimo uwag, za całkiem niezły serial (choć nie aż tak dobry, jak zdarzyło mi tu i ówdzie przeczytać).
Piszesz o produkcjach zaangażowanych społecznie. I w dużym stopniu mój późniejszy wpis się do tego odnosił. Uważam, że złe seriale czy filmy, skrojone pod aktualne trendy, nie mają szans na nic więcej, niż tylko chwilowy poklask. I jeśli brak w nich jakości, szybko o nich zapomnimy. A te dobre (tak jak mniemam „Kolej podziemna”, o której pisał Kuba) są przecież wartościowe same w sobie, nie ze względu na tematykę. One mają o wiele silniejszą moc sprawczą. Zresztą rewolucje społeczne napędzane są nie kiepskimi filmami, które obchodzą jedynie reżysera i kilku internetowych krzykaczy, ale dniem codziennym, tym co zmienia się, czasem niezauważenie, wokół nas. Choć okazjonalnie przydaje się mocniejszy impuls, jak Strajk Kobiet, mee2, czy BLM.A podając listę lubianych przeze mnie seriali wskazałem wszystkie te, które mi się podobały w ostatnim okresie. Lubię różną tematykę. Science-fiction, ekranizacje komiksów, seriale obyczajowe, kryminały. Wybierając je kieruję się swoimi preferencjami, ale także (spodziewaną) jakością. I w trakcie tych dwóch lat nie trafiłem na żaden zaangażowany społecznie gówniany serial. Wydaje mi się więc, że temat ten jest jednak nieco rozdmuchany.
A uwaga, że wystarczy je pominąć, była już tak pół-żartem 😉 Ponieważ jak napisałem wyżej, nie uważam, żeby ten trend był jakoś specjalnie dominujący. Dużo się o nim mówi w różnych informacyjnych bańkach, zarówno w tych mocno go wspierających, jak i mocno krytykujących. Jest pożywieniem dla wielu internetowych dyskusji. Większość widzów jednak, wg mnie, nawet go nie zauważy.
Cytat z Mierzwiak data Sierpień 31, 2021, 20:51Trochę minąłeś się z sensem mojej wypowiedzi
Być może niepotrzebnie użyłem określenia trend który mógł Ci podsunąć taki wniosek, ale w żadnym razie mój problem z nimi nie dotyczy ilości produkcji o takiej tematyce (celowo napisałem "filmów / seriali", choć to tych pierwszych jest więcej), ale tego, jaki prezentują poziom - są płytkie, łopatologiczne, pozbawione niuansów, prezentują skrojoną wprost pod twitterową publiczność czarno-białą (sic!) wizję świata. Zamiast diagnozować go czy zwracać uwagę na istotne problemy, oferują ich przerysowany obraz, czasem do tego stopnia że można zastanowić się, czy twórcy nie zbłądzili w pogoni z łatwym poklaskiem. Czy zaangażowane społecznie filmy i seriale zawsze były? Zgadza się, ale też nie zawsze stała za nimi korporacyjna kalkulacja, a to właśnie z tego, między innymi, wynika wspomniane spłycenie; mainstream zagarnął problemy społeczne dla siebie i przemielił je na swoją modłę. Czasem wynika z tego coś świetnego, jak w Parasite (w tym przypadku zadziałało zderzenie klas społecznych wykorzystane do opowiedzenia ekscytującej, wielogatunkowej historii, a nie do prawienia kazania), innym razem coś, co każe zastanowić się czy twórcy nie wyrżnęli główką o krawężnik. (po kilku dniach przemyśleń stwierdzam, że byłem zdecydowanie zbyt łagodny dla Candymana)
Nie zgadzam się też z postawą pt. "Wystarczy nie oglądać", która niejako podważa sens prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji. Czy to że, przykładowo, wymienisz mi listę niezależnych, artystycznych filmów pozbawionych grzechów hollywoodzkich superprodukcji w jakikolwiek sposób umniejszy znaczeniu tych grzechów? No chyba nie, prawda? Problemy (te czy jakiekolwiek inne) nie znikną przecież tylko dlatego, że odwrócisz od nich oczy
Sorki, że dopiero teraz, ale mam ostatnio urwanie głowy 😉
Być może faktycznie minąłem się z sensem Twojej wypowiedzi, ale znalazła się bezpośrednio pod moim postem, więc założyłem, że dotyczy tego co napisałem. A uważam „Biały lotos”, mimo uwag, za całkiem niezły serial (choć nie aż tak dobry, jak zdarzyło mi tu i ówdzie przeczytać).
Piszesz o produkcjach zaangażowanych społecznie. I w dużym stopniu mój późniejszy wpis się do tego odnosił. Uważam, że złe seriale czy filmy, skrojone pod aktualne trendy, nie mają szans na nic więcej, niż tylko chwilowy poklask. I jeśli brak w nich jakości, szybko o nich zapomnimy. A te dobre (tak jak mniemam „Kolej podziemna”, o której pisał Kuba) są przecież wartościowe same w sobie, nie ze względu na tematykę. One mają o wiele silniejszą moc sprawczą. Zresztą rewolucje społeczne napędzane są nie kiepskimi filmami, które obchodzą jedynie reżysera i kilku internetowych krzykaczy, ale dniem codziennym, tym co zmienia się, czasem niezauważenie, wokół nas. Choć okazjonalnie przydaje się mocniejszy impuls, jak Strajk Kobiet, mee2, czy BLM.
A podając listę lubianych przeze mnie seriali wskazałem wszystkie te, które mi się podobały w ostatnim okresie. Lubię różną tematykę. Science-fiction, ekranizacje komiksów, seriale obyczajowe, kryminały. Wybierając je kieruję się swoimi preferencjami, ale także (spodziewaną) jakością. I w trakcie tych dwóch lat nie trafiłem na żaden zaangażowany społecznie gówniany serial. Wydaje mi się więc, że temat ten jest jednak nieco rozdmuchany.
A uwaga, że wystarczy je pominąć, była już tak pół-żartem 😉 Ponieważ jak napisałem wyżej, nie uważam, żeby ten trend był jakoś specjalnie dominujący. Dużo się o nim mówi w różnych informacyjnych bańkach, zarówno w tych mocno go wspierających, jak i mocno krytykujących. Jest pożywieniem dla wielu internetowych dyskusji. Większość widzów jednak, wg mnie, nawet go nie zauważy.
Cytat z robgordon data 6 września, 2021, 08:18Obejrzałem pierwszy sezon Cobra Kai. Z jednej strony nie da się ukryć, że to serial właściwie B-klasowy. Nie zaskakuje jakoś tematyką i wykorzystuje nostalgię za latami 80-tymi jak tylko się da. Ale z drugiej ma sporo niewymuszonego wdzięku i bohaterów, których nie sposób nie lubić (ekhm "Biały lotos"). Sprawdza się też pomysł na konflikt, który polega na...
[spoiler title=""]
Po pierwsze, zderzeniu postaci dwóch głównych antagonistów z pierwszego "Karate Kida", z tym, że głównym bohaterem jest teraz Johnny, a nie Daniel (który przynajmniej początkowo jest trochę tym "złym"). Po drugie, wykorzystaniu kolejnego pokolenia w ten sposób, że córka Daniela spotyka się z podopiecznym Johnny'ego, a trenerem syna Johnny'ego zostaje Daniel.
Plusem jest też to, że mimo, że mamy świadomość, że tak naprawdę obaj główni bohaterowie są w porządku, udaje się stworzyć osie wiarygodnych konfliktów między nimi.[/spoiler]
Dodatkowy plus za stary heavy metal 😉
Przyjemna rozrywka, takie solidne 7/10.
Obejrzałem pierwszy sezon Cobra Kai. Z jednej strony nie da się ukryć, że to serial właściwie B-klasowy. Nie zaskakuje jakoś tematyką i wykorzystuje nostalgię za latami 80-tymi jak tylko się da. Ale z drugiej ma sporo niewymuszonego wdzięku i bohaterów, których nie sposób nie lubić (ekhm "Biały lotos"). Sprawdza się też pomysł na konflikt, który polega na...
Po pierwsze, zderzeniu postaci dwóch głównych antagonistów z pierwszego "Karate Kida", z tym, że głównym bohaterem jest teraz Johnny, a nie Daniel (który przynajmniej początkowo jest trochę tym "złym"). Po drugie, wykorzystaniu kolejnego pokolenia w ten sposób, że córka Daniela spotyka się z podopiecznym Johnny'ego, a trenerem syna Johnny'ego zostaje Daniel.
Plusem jest też to, że mimo, że mamy świadomość, że tak naprawdę obaj główni bohaterowie są w porządku, udaje się stworzyć osie wiarygodnych konfliktów między nimi.
Dodatkowy plus za stary heavy metal 😉
Przyjemna rozrywka, takie solidne 7/10.
Cytat z robgordon data 6 września, 2021, 11:45Uzupełniając jeszcze wpis o Cobra Kai.
[spoiler title=""]
Nie będzie pewnie wielkim zaskoczeniem dla tych, którzy serialu nie widzieli informacja, że pierwszy sezon kończy się podobnie jak pierwszy film: turniejem karate. W finale, na przeciw siebie stają Migguel (chłopak, choć w trakcie samego turnieju ex-chłopak córki Daniela) trenowany przez Johnny'ego oraz Bobby, syn Johnny'ego, trenowany przez Daniela. W filmie nasza sympatia była skierowana w oczywistą stronę. Tutaj, przy stanie finału 2:2 zatrzymałem odtwarzanie na moment, by zastanowić się komu kibicuję. I nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie 😉
[/spoiler]
Uzupełniając jeszcze wpis o Cobra Kai.
Nie będzie pewnie wielkim zaskoczeniem dla tych, którzy serialu nie widzieli informacja, że pierwszy sezon kończy się podobnie jak pierwszy film: turniejem karate. W finale, na przeciw siebie stają Migguel (chłopak, choć w trakcie samego turnieju ex-chłopak córki Daniela) trenowany przez Johnny'ego oraz Bobby, syn Johnny'ego, trenowany przez Daniela. W filmie nasza sympatia była skierowana w oczywistą stronę. Tutaj, przy stanie finału 2:2 zatrzymałem odtwarzanie na moment, by zastanowić się komu kibicuję. I nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie 😉
