Polskie kino sensacyjne w postaci szpiegowskiego thrillera z amerykańskim sznytem, a to wszystko z wykorzystaniem klimatu gomułkowskiej Polski. Łukasz Kośmicki porwał się na rzecz w Polsce właściwie niewidzianą, bo zabrał się za tę gałąź kina gatunkowego, w której akurat wielkiego doświadczenia i osiągnięć w ostatnich latach nie mamy. „Ukryta gra” to produkcja ambicjami wykraczająca daleko poza krajową przeciętną. Poprzeczka jest zawieszona wysoko, czy więc międzynarodowa obsada i znany przede wszystkim z pracy w telewizji reżyser dali radę ją pokonać?

Cała historia zaczyna się na Brooklynie, gdzie w jakimś podłym lokalu profesor Joshua Mansky (Bill Pullman) dorabia jako karciany kanciarz. Toczy się jednak zimna wojna i ojczyzna w końcu upomina się o genialny umysł Mansky’ego – ma on wziąć udział w rozgrywce szachowej z sowieckim arcymistrzem Gawryłowem (Jewgienij Sydykin), która stanie się symboliczną grą w samym środku największego kryzysu w relacjach nuklearnych superpotęg. Przypomina to nieco „Pionka” z ostatnią jak dotąd rolą Tobeya Maguire’a, przy czym „Ukryta gra” kładzie znacznie większy nacisk na wywiadowczą grę mocarstw oraz eksploatacje lokalizacji – dotąd zaskakująco ubogo wykorzystywanego w polskim kinie Pałacu Kultury i Nauki. Stanowi on tu przykład tak monumentalnego budownictwa socrealistycznego, symbolu dominacji Moskwy nad Polską, jak i reprezentację polskiego ducha oporu, w każdym totalitaryzmie gotowego poszukiwać luk.

by Krzysztof Wiktor

Pierwszy akt jest… no właśnie, niestety jest. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że o ile wszystko we właściwej fabule poprowadzone zostało z tempem i jakimś pomysłem, wprowadzenie wygląda niemal na dorobione na siłę. To ten element, w którym nieco niepotrzebnie zbyt szybko zarysowano całościowo charaktery poszczególnych postaci, przez co te wydają się dość drewniane.  Sama fabuła zresztą i tak prezentuje się momentami dosyć miałko, by po chwili znów porywać i na powrót zwalniać. „Ukryta gra” jest nieco niedopracowana pod względem tempa. Czasem wystarczyłoby wręcz zamienić kilka scen miejscami i poprawić dialogi, by całość trzymała się znacznie lepiej i nie sprawiała wrażenia naciąganej. Najbardziej cierpi na tym powiązanie wątku gry szachowej i całej gry geopolitycznej – początkowo paralele wydają się oczywiste, a za pomocą montaży idealne do eksploatowania. Po jakimś czasie relacja ta ustępuje i wydaje się, że nieco zbyt wiele uwagi poświęciliśmy faktycznie nieistotnym aspektom historii. Wikłanie historii, by ukryć brak pomysłu na rozkręcenie intrygi oraz jej przedwczesne rozwiązanie, to jednak spore grzechy.

Bardzo ciekawie wygląda za to międzynarodowa obsada. Bill Pullman nieczęsto znajduje się na pierwszym planie, a to aktor o wielkim warsztacie i kapitalnym wyczuciu klimatu scen. Momentami może delikatnie zbyt teatralny, kreuje postać dokładnie tak skomplikowaną i intrygującą, jakiej oczekujemy w thrillerze. Towarzyszy mu przede wszystkim Robert Więckiewicz, który nie wyważa otwartych drzwi i całkiem zręcznie gra z wizerunkiem everymana polskiej sceny aktorskiej. Nierówno wypada Lotte Verbeek, wyróżniająca się niestety sztywną grą, za to idealnie dopasowaną do roli pod względem fizycznym. Show kradnie jednak Aleksiej Serebriakow, co nie może być niespodzianką dla śledzących kino rosyjskie. Jeden z najciekawszych obecnie aktorów ze Wschodu bierze na warsztat wyeksploatowaną postać tajemniczego KGB-owca i obdarza ją tak ogromną charyzmą, że aż chciałoby się obejrzeć całkowicie osobną produkcję – o siejącym postrach generale Krutowie.

by Krzysztof Wiktor

„Ukryta gra” najlepiej sprawdza się na polu klasycznej opowieści o szarym człowieku, wrzuconym w tryby wielkiej politycznej gry. Niewątpliwym atutem jest również wykorzystanie scenerii kraju bloku wschodniego, znacząco innej niż w amerykańskich produkcjach tego typu. Świetnie współgra z tym językowy tygiel i ciągłe przejścia pomiędzy angielskim, rosyjskim i polskim, a wszystko to w imponujących wnętrzach PKIN-u. Wątki poboczne zostały ograniczone do minimum, przez co historia nie rozchodzi się w fabularnych szwach. Z drugiej jednak strony, czuć iż jest to produkcja bardzo krótka i twórcy mogliby pokusić się choćby o delikatne rozbudowanie ciekawego wątku podocznego, chociażby w retrospekcji. Zdjęcia Pawła Edelmana i muzyka Łukasz Targosza z pewnością zasłużyły, by nieco mocniej je wykorzystać.

Film Łukasza Kośmickiego mierzy siły na zamiary i wychodzi z powierzonego zadania obronną ręką. To ciekawy thriller z zarysowanym wątkiem politycznym, nakręcony nieco w amerykańskim stylu. Thrillery nieźle wychodzą Niemcom, a bardzo dobrze robią je Francuzi. Miejmy nadzieję, że „Ukryta gra” ośmieli kolejnych twórców. Bo jest to film poprawny, ale i nad wyraz bezpieczny, niewymagający od widza zbyt wiele, starający się zabawić go akcją w znajomych rewirach i dostarczyć przede wszystkim przyjemnej rozrywki. To pierwszy krok w dobrym kierunku – miejmy nadzieję, że odważniejsi naśladowcy czają się już gdzieś w producenckich szufladach.

Ocena: 3.5/6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.