Hyde Park
Cytat z robgordon data 17 lutego, 2024, 00:32Cytat z Mierzwiak data luty 16, 2024, 23:24Kurczę, mam wrażenie, że mnie totalnie nie rozumiesz
Tak, Kristen jako kobieta ma prawo wyrażać siebie, jak tylko chce [pozbawiona kontekstu teoria], ale nie uważasz, że ma to swoje granice? Czy w tej konkretnej sesji zdjęciowej widzisz jeszcze kobietę? Bo ja nie i to jest mój "problem." To jest jakiś koleś z ręką w majtkach (odważne! *roll eyes*), więc spoko, możemy sobie dywagować o kobietach wyrażających siebie, ale jeśli jedynym, co taka kobieta wyraża, jest nic innego, jak męskość, to o czym tu tak naprawdę rozmawiać?
To wszystko bardzo ładnie brzmi, ekspresja siebie i w ogóle, ale co ona tutaj reprezentuje? Jaki to jest wzór (i przede wszystkim czego) dla młodych dziewczyn, które w celebrytach często widzą autorytety?
Wydaje mi się, że rozumiem (choć oczywiście mogę się mylić). Natomiast odnoszę wrażenie, że Ty nie mnie rozumiesz 😉
Jednak całość tego o co mi chodzi bardzo dobrze wyraziłeś w tym miejscu:
Czy w tej konkretnej sesji zdjęciowej widzisz jeszcze kobietę? Bo ja nie i to jest mój "problem."W całej tej rewolucji chodzi o to, że kobiety chcą, żebyś patrzył na nie przede wszystkim jak na człowieka, nie jak na kobietę. Masz prawo do własnego zdania, to oczywiste. Więc nie ma w tym nic złego jeśli np. sesja Kristen Stewart dla Rolling Stone Ci się nie spodoba. Bo kiepska fryzura, stylizacja, oświetlenie, ujęcie, cokolwiek. Ktoś lubi pop, ktoś inny heavy metal. Natomiast zupełnie co innego, gdy oceniasz tę sesję właśnie przez pryzmat własnej definicji (a zatem postrzegania) kobiecości (i gdy jeszcze dodatkowo próbujesz znaleźć w tym trend charakterystyczny dla osób niebinarnych/bi- lub homoseksualnych, ale to nie jest przedmiotem dyskusji). We mnie od razu pojawia się cała masa pytań. Czy uważasz, że jest jakaś jedna definicja kobiecości? Jeśli nie, to dlaczego uważasz, że twoja jest jedyną słuszną lub najważniejszą? Czy Kristen i inne kobiety nie mają prawa do własnej definicji tego, co jest kobiece? I wreszcie czy kobieta nie ma prawa chcieć, choć dla sesji, wyglądać i zachować się jak facet? Ba! I to nawet, jeśli w tym momencie jej postrzeganie tego co jest męskie, jest równie stereotypowe, jak mężczyzn o tym co kobiece?
Przypomniałem sobie co powiedział kiedyś Samuel L. Jackson na temat rasizmu w Hollywood (cytuję z pamięci): "Nie chodzi o to, że macie nam teraz dawać role, które wcześniej dawaliście białym. Chodzi o to, żebyście przy wyborze ról nie kierowali się kolorem skóry." Tutaj mniej więcej chodzi o to samo.Czy uważam, że są tego granice? Pytasz mnie, więc odpowiem ja (choć oczywiście pojawia się pytanie, dlaczego moja odpowiedź miałaby mieć większe znaczenie, niż to, co sądzi Kristen?): są, ale tylko jeśli wyznaczają je normy prawne.
Na ten ostatni akapit wolę nie odpowiadać. Mam bardzo złe zdanie na temat stosowania takich argumentów. Nie chcesz go poznać 😉
Cytat z Mierzwiak data luty 16, 2024, 23:24Kurczę, mam wrażenie, że mnie totalnie nie rozumiesz
Tak, Kristen jako kobieta ma prawo wyrażać siebie, jak tylko chce [pozbawiona kontekstu teoria], ale nie uważasz, że ma to swoje granice? Czy w tej konkretnej sesji zdjęciowej widzisz jeszcze kobietę? Bo ja nie i to jest mój "problem." To jest jakiś koleś z ręką w majtkach (odważne! *roll eyes*), więc spoko, możemy sobie dywagować o kobietach wyrażających siebie, ale jeśli jedynym, co taka kobieta wyraża, jest nic innego, jak męskość, to o czym tu tak naprawdę rozmawiać?
To wszystko bardzo ładnie brzmi, ekspresja siebie i w ogóle, ale co ona tutaj reprezentuje? Jaki to jest wzór (i przede wszystkim czego) dla młodych dziewczyn, które w celebrytach często widzą autorytety?
Wydaje mi się, że rozumiem (choć oczywiście mogę się mylić). Natomiast odnoszę wrażenie, że Ty nie mnie rozumiesz 😉
Jednak całość tego o co mi chodzi bardzo dobrze wyraziłeś w tym miejscu:
Czy w tej konkretnej sesji zdjęciowej widzisz jeszcze kobietę? Bo ja nie i to jest mój "problem."
W całej tej rewolucji chodzi o to, że kobiety chcą, żebyś patrzył na nie przede wszystkim jak na człowieka, nie jak na kobietę. Masz prawo do własnego zdania, to oczywiste. Więc nie ma w tym nic złego jeśli np. sesja Kristen Stewart dla Rolling Stone Ci się nie spodoba. Bo kiepska fryzura, stylizacja, oświetlenie, ujęcie, cokolwiek. Ktoś lubi pop, ktoś inny heavy metal. Natomiast zupełnie co innego, gdy oceniasz tę sesję właśnie przez pryzmat własnej definicji (a zatem postrzegania) kobiecości (i gdy jeszcze dodatkowo próbujesz znaleźć w tym trend charakterystyczny dla osób niebinarnych/bi- lub homoseksualnych, ale to nie jest przedmiotem dyskusji). We mnie od razu pojawia się cała masa pytań. Czy uważasz, że jest jakaś jedna definicja kobiecości? Jeśli nie, to dlaczego uważasz, że twoja jest jedyną słuszną lub najważniejszą? Czy Kristen i inne kobiety nie mają prawa do własnej definicji tego, co jest kobiece? I wreszcie czy kobieta nie ma prawa chcieć, choć dla sesji, wyglądać i zachować się jak facet? Ba! I to nawet, jeśli w tym momencie jej postrzeganie tego co jest męskie, jest równie stereotypowe, jak mężczyzn o tym co kobiece?
Przypomniałem sobie co powiedział kiedyś Samuel L. Jackson na temat rasizmu w Hollywood (cytuję z pamięci): "Nie chodzi o to, że macie nam teraz dawać role, które wcześniej dawaliście białym. Chodzi o to, żebyście przy wyborze ról nie kierowali się kolorem skóry." Tutaj mniej więcej chodzi o to samo.
Czy uważam, że są tego granice? Pytasz mnie, więc odpowiem ja (choć oczywiście pojawia się pytanie, dlaczego moja odpowiedź miałaby mieć większe znaczenie, niż to, co sądzi Kristen?): są, ale tylko jeśli wyznaczają je normy prawne.
Na ten ostatni akapit wolę nie odpowiadać. Mam bardzo złe zdanie na temat stosowania takich argumentów. Nie chcesz go poznać 😉
Cytat z robgordon data 17 lutego, 2024, 01:00Doprecyzuję jeszcze odpowiedź na pytanie o granice. Poza tymi wyznaczanymi przez normy prawne, dodałbym też normy społeczne. Nie wymieniłem ich wcześniej, bo tutaj temat jest bardziej złożony. Niektóre normy społeczne tak, niektóre nie. Bo przecież m.in. o łamanie pewnych stereotypów myśleniowych, które przyczyniają się do powstawania norm społecznych, chodzi w tej dyskusji.
Doprecyzuję jeszcze odpowiedź na pytanie o granice. Poza tymi wyznaczanymi przez normy prawne, dodałbym też normy społeczne. Nie wymieniłem ich wcześniej, bo tutaj temat jest bardziej złożony. Niektóre normy społeczne tak, niektóre nie. Bo przecież m.in. o łamanie pewnych stereotypów myśleniowych, które przyczyniają się do powstawania norm społecznych, chodzi w tej dyskusji.
Cytat z Mierzwiak data 17 lutego, 2024, 01:33Cytat z robgordon data luty 17, 2024, 00:32W całej tej rewolucji chodzi o to, że kobiety chcą, żebyś patrzył na nie przede wszystkim jak na człowieka, nie jak na kobietę.
Widziałem kiedyś wypowiedź bodaj czarnoskórej osoby która bardzo oburzyła się na stwierdzenie białej osoby, że ta widzi w niej po prostu człowieka, a nie kolor jej, bo to ignoring my Blackness. Uważałbym z takim argumentem 😉
Natomiast zupełnie co innego, gdy oceniasz tę sesję właśnie przez pryzmat własnej definicji (a zatem postrzegania) kobiecości
A przez co innego jak nie pryzmat własnego postrzegania kobiecości mam to oceniać? Nie, nie ma jednej definicji kobiecości, ale z drugiej strony, jeśli kobiecość może być wszystkim, włącznie z - jak w sesji Stewart - po prostu męskością, to znaczy, że jest niczym, ergo: coś takiego jak kobiecość nie istnieje i dokładnie to chcą nam wmówić dzisiaj aktywiści.
(i gdy jeszcze dodatkowo próbujesz znaleźć w tym trend charakterystyczny dla osób niebinarnych/bi- lub homoseksualnych, ale to nie jest przedmiotem dyskusji)
Po części jest, bo od tego w swoim oryginalnym poście wyszedłem i nie muszę szukać żadnego trendu, bo jest on oczywisty. Zarówno Stewart jak i wspomniana Corrin szczycą się przynależenien do tęczowej społeczności. To nie jest żaden przypadek. Jeśli masz podobne przykłady wśród hetero aktorek bez specjalnych zaimków to dawaj, ja sobie żadnego nie przypominam 🙂 Świetnym przykładem niewymuszonego, pozbawionego ideologicznego ciężaru i atencyjności po prostu bycia sobą jest dla mnie Tilda Swinton, której kobiecości w żadnym razie nie odmówię. Może dlatego, że nie stara się usilnie byśmy nie postrzegali jej jak kobietę?
Jeśli nie, to dlaczego uważasz, że twoja jest jedyną słuszną lub najważniejszą?
Nie jest, ale piszę w swoim imieniu, tak samo jak Ty teraz. W mojej definicji kobiecości nie ma miejsca dla kobiet robiących wszystko, by ukryć lub wręcz usunąć swoje kobiece cechy - czy to ma być ta walka z patriarchatem? Porzucenie tego, co odróżnia kobiety od mężczyzn, tak pod względem wyglądu jak i zachowania? 🙂
Czy Kristen i inne kobiety nie mają prawa do własnej definicji tego, co jest kobiece?
Jak najbardziej mają, ale tak jak kobiety mają prawo do postrzegania męskości tak i my mamy do kobiecości. Tylko znowu: jeśli kobiecość oznacza wszystko, to nie oznacza też niczego, a na to ja się nie zgadzam. Kristen Stewart pozując do tych zdjęć w swojej własnej głowie mogła czuć się najbardziej kobieco w swoim życiu, ale to jej zdanie; ja, patrząc z boku, mam inne. Mało tego, to jej odczucie kontra, przykładowo, dziesięciu milionów ludzi, którzy widzieli te zdjęcia i mają na ich temat swoje zdanie. Które jest ważniejsze? Pozornie jej, bo to ona jest ich bohaterką i wie lepiej od nas, jak się czuje, ale z drugiej strony są pewne rzeczy, często niepisane, co do których jako społeczeństwo się zgadzamy (to tak apropos norm społecznych o których wspominasz w swoim uzupełniającym poście) i myślę, że postrzeganie kobiecości jest jednym z nich. Wiem, wiem, napiszesz pewnie, że przecież o to też we wspomnianej rewolucji chodzi, o uwolnienie kobiet ze stereotypowych ram w których zamknęli je mężczyźni, i tak, zgoda. Jednak tak jak zgadzamy się - mam nadzieję - co do tego, że kobiety nie mają penisów (niezmiernie się cieszę, że mogę to jeszcze otwarcie napisać), tak samo zgadzamy się, zgrubsza, co do tego czym jest kobiecość. Stewart, ze swoją sesją, się w tym moim zdaniem za bardzo nie mieści i tyle 🙂
Co do ostatniego akapitu: absolutnie nie chciałem stosować czegoś na kształt szantażu emocjonalnego, ot chodziło mi o zwrócenie uwagi na to, że fajnie się pisze te wszystkie inkluzywne (ugh) frazesy dopóki nie trzeba się z czymś takim zmierzyć w realu a rzeczywistość potrafi szybciutko zweryfikować takie czy inne poglądy.
Cytat z robgordon data luty 17, 2024, 00:32W całej tej rewolucji chodzi o to, że kobiety chcą, żebyś patrzył na nie przede wszystkim jak na człowieka, nie jak na kobietę.
Widziałem kiedyś wypowiedź bodaj czarnoskórej osoby która bardzo oburzyła się na stwierdzenie białej osoby, że ta widzi w niej po prostu człowieka, a nie kolor jej, bo to ignoring my Blackness. Uważałbym z takim argumentem 😉
Natomiast zupełnie co innego, gdy oceniasz tę sesję właśnie przez pryzmat własnej definicji (a zatem postrzegania) kobiecości
A przez co innego jak nie pryzmat własnego postrzegania kobiecości mam to oceniać? Nie, nie ma jednej definicji kobiecości, ale z drugiej strony, jeśli kobiecość może być wszystkim, włącznie z - jak w sesji Stewart - po prostu męskością, to znaczy, że jest niczym, ergo: coś takiego jak kobiecość nie istnieje i dokładnie to chcą nam wmówić dzisiaj aktywiści.
(i gdy jeszcze dodatkowo próbujesz znaleźć w tym trend charakterystyczny dla osób niebinarnych/bi- lub homoseksualnych, ale to nie jest przedmiotem dyskusji)
Po części jest, bo od tego w swoim oryginalnym poście wyszedłem i nie muszę szukać żadnego trendu, bo jest on oczywisty. Zarówno Stewart jak i wspomniana Corrin szczycą się przynależenien do tęczowej społeczności. To nie jest żaden przypadek. Jeśli masz podobne przykłady wśród hetero aktorek bez specjalnych zaimków to dawaj, ja sobie żadnego nie przypominam 🙂 Świetnym przykładem niewymuszonego, pozbawionego ideologicznego ciężaru i atencyjności po prostu bycia sobą jest dla mnie Tilda Swinton, której kobiecości w żadnym razie nie odmówię. Może dlatego, że nie stara się usilnie byśmy nie postrzegali jej jak kobietę?
Jeśli nie, to dlaczego uważasz, że twoja jest jedyną słuszną lub najważniejszą?
Nie jest, ale piszę w swoim imieniu, tak samo jak Ty teraz. W mojej definicji kobiecości nie ma miejsca dla kobiet robiących wszystko, by ukryć lub wręcz usunąć swoje kobiece cechy - czy to ma być ta walka z patriarchatem? Porzucenie tego, co odróżnia kobiety od mężczyzn, tak pod względem wyglądu jak i zachowania? 🙂
Czy Kristen i inne kobiety nie mają prawa do własnej definicji tego, co jest kobiece?
Jak najbardziej mają, ale tak jak kobiety mają prawo do postrzegania męskości tak i my mamy do kobiecości. Tylko znowu: jeśli kobiecość oznacza wszystko, to nie oznacza też niczego, a na to ja się nie zgadzam. Kristen Stewart pozując do tych zdjęć w swojej własnej głowie mogła czuć się najbardziej kobieco w swoim życiu, ale to jej zdanie; ja, patrząc z boku, mam inne. Mało tego, to jej odczucie kontra, przykładowo, dziesięciu milionów ludzi, którzy widzieli te zdjęcia i mają na ich temat swoje zdanie. Które jest ważniejsze? Pozornie jej, bo to ona jest ich bohaterką i wie lepiej od nas, jak się czuje, ale z drugiej strony są pewne rzeczy, często niepisane, co do których jako społeczeństwo się zgadzamy (to tak apropos norm społecznych o których wspominasz w swoim uzupełniającym poście) i myślę, że postrzeganie kobiecości jest jednym z nich. Wiem, wiem, napiszesz pewnie, że przecież o to też we wspomnianej rewolucji chodzi, o uwolnienie kobiet ze stereotypowych ram w których zamknęli je mężczyźni, i tak, zgoda. Jednak tak jak zgadzamy się - mam nadzieję - co do tego, że kobiety nie mają penisów (niezmiernie się cieszę, że mogę to jeszcze otwarcie napisać), tak samo zgadzamy się, zgrubsza, co do tego czym jest kobiecość. Stewart, ze swoją sesją, się w tym moim zdaniem za bardzo nie mieści i tyle 🙂
Co do ostatniego akapitu: absolutnie nie chciałem stosować czegoś na kształt szantażu emocjonalnego, ot chodziło mi o zwrócenie uwagi na to, że fajnie się pisze te wszystkie inkluzywne (ugh) frazesy dopóki nie trzeba się z czymś takim zmierzyć w realu a rzeczywistość potrafi szybciutko zweryfikować takie czy inne poglądy.
Cytat z robgordon data 17 lutego, 2024, 15:57Przeczytałem dokładnie to co napisałeś i cóż, nadal nijak nie potrafię się z Tobą zgodzić 😉 Ale jak wspomniałem wcześniej, nie mam wielkiej nadziei, że osiągniemy tutaj jakieś porozumienie. Uznajmy więc, że okopaliśmy się na swoich pozycjach. I niech będę tym, który zakończy tę dyskusję w tym właśnie momencie 😉
Chciałbym się jedynie odnieść do dwóch pobocznych spraw, które poruszyłeś, bo myślę, że warto.
Pierwsza.
Widziałem kiedyś wypowiedź bodaj czarnoskórej osoby która bardzo oburzyła się na stwierdzenie białej osoby, że ta widzi w niej po prostu człowieka, a nie kolor jej, bo to „ignoring my Blackness”.Zakładam, że użyłeś tego argumentu żartobliwe, ale ponieważ jest to dziś dość poważny problem, to i potraktuję go również poważnie.
Tego rodzaju przypadki pojawiają się w przestrzeni medialnej dość często. Są one bardzo często przedstawiane (a na pewno odbierane przez odbiorców) jako przykład czarnoskórej osoby, która walczy o równouprawnienie swojej rasy. Czy słusznie? Oczywiście nie. Rasowa równość (nie wiem, czy to odpowiednio zgrabne określenie, ale nie mam na razie innego) nie polega na tym, co powiedziała to kobieta. Świadczy to jednak źle nie o samej idei, ale o tym, że ta konkretna kobieta nie ma pojęcia o czym mówi i jest po prostu, mówiąc delikatnie, niezbyt mądra. Jednak powielanie takich wypowiedzi (na YT, 9gag, reddicie, u nas wykopie, joemonsterze itd., czyli w mediach i serwisach zdominowanych przez mężczyzn) tylko wzmaga w odbiorcach przeświadczenie, że tak wygląda rzeczywistość i że naprawdę na tym polega walka o równość. A właściwie o „równość”.
Nawiązując do naszego głównego tematu, podobnie jest z feminizmem. W necie natrafisz na niezliczoną ilość kobiet, które uważają się za feministki, ale to co mówią z feminizmem nie ma nic wspólnego. Ich wypowiedzi są bezlitośnie wyśmiewane (i słusznie). Jednak w tych samych miejscach nie znajdziesz rzetelnych informacji na temat tego, czym naprawdę jest feminizm, o co chodzi z jego kolejnymi falami i dlaczego patriarchat szkodzi również samym mężczyznom.
Dotyczy to oczywiście nie tylko „lewackich” idei. Jako przykład z drugiej strony można wymienić tak popularną w niektórych środowiskach walkę o dobro Rodziny. Jej obrońcy często postulują usunięcie edukacji seksualnej ze szkół, ograniczenie dostępu do środków antykoncepcyjnych, czy rzucają kłody pod nogi małżonkom chcących się rozwieść (ci najbardziej ekstremalni, chcą nawet zakazu rozwodów). Czy spełnienie tych postulatów pomoże obronić Rodzinę? Nic podobnego, a ci, którzy tak twierdzą zupełnie nie rozumieją czym jest dobro Rodziny. Czy jednak mimo ich absurdalnych propozycji nie należy jej bronić?
Druga.
„fajnie się pisze te wszystkie inkluzywne (ugh) frazesy dopóki nie trzeba się z czymś takim zmierzyć w realu a rzeczywistość potrafi szybciutko zweryfikować takie czy inne poglądy”Masz zdecydowanie rację. Jednak działa to w obie strony. Kristen nigdy nie dowie się o naszej dyskusji. A nawet gdyby przypadkiem do tego doszło, nic ją ona nie obejdzie. Jednak to jak Ty czy ja patrzymy na te sprawy, może mieć ogromne znaczenie dla naszych koleżanek z pracy, przyjaciółek, wreszcie naszych dziewczyn, potem żon i córek. Dlatego tak ważne w tym wszystkim jest próba spojrzenia na to ich oczami. A nie jedynie wyobrażanie sobie, co one same czują i jak to odbierają. I decydowanie za nich co jest kobiece, a co nie. Zachęcam więc do szczerych rozmów z kobietami. To najlepszy sposób. Ja mam to szczęście, że mam z kim pogadać. A co może nawet ważniejsze, chcę się dowiedzieć jak świat wygląda z ich strony. Wiem jednak, że niewielu facetów to interesuje. Ze szkodą dla nich samych.
Przeczytałem dokładnie to co napisałeś i cóż, nadal nijak nie potrafię się z Tobą zgodzić 😉 Ale jak wspomniałem wcześniej, nie mam wielkiej nadziei, że osiągniemy tutaj jakieś porozumienie. Uznajmy więc, że okopaliśmy się na swoich pozycjach. I niech będę tym, który zakończy tę dyskusję w tym właśnie momencie 😉
Chciałbym się jedynie odnieść do dwóch pobocznych spraw, które poruszyłeś, bo myślę, że warto.
Pierwsza.
Widziałem kiedyś wypowiedź bodaj czarnoskórej osoby która bardzo oburzyła się na stwierdzenie białej osoby, że ta widzi w niej po prostu człowieka, a nie kolor jej, bo to „ignoring my Blackness”.
Zakładam, że użyłeś tego argumentu żartobliwe, ale ponieważ jest to dziś dość poważny problem, to i potraktuję go również poważnie.
Tego rodzaju przypadki pojawiają się w przestrzeni medialnej dość często. Są one bardzo często przedstawiane (a na pewno odbierane przez odbiorców) jako przykład czarnoskórej osoby, która walczy o równouprawnienie swojej rasy. Czy słusznie? Oczywiście nie. Rasowa równość (nie wiem, czy to odpowiednio zgrabne określenie, ale nie mam na razie innego) nie polega na tym, co powiedziała to kobieta. Świadczy to jednak źle nie o samej idei, ale o tym, że ta konkretna kobieta nie ma pojęcia o czym mówi i jest po prostu, mówiąc delikatnie, niezbyt mądra. Jednak powielanie takich wypowiedzi (na YT, 9gag, reddicie, u nas wykopie, joemonsterze itd., czyli w mediach i serwisach zdominowanych przez mężczyzn) tylko wzmaga w odbiorcach przeświadczenie, że tak wygląda rzeczywistość i że naprawdę na tym polega walka o równość. A właściwie o „równość”.
Nawiązując do naszego głównego tematu, podobnie jest z feminizmem. W necie natrafisz na niezliczoną ilość kobiet, które uważają się za feministki, ale to co mówią z feminizmem nie ma nic wspólnego. Ich wypowiedzi są bezlitośnie wyśmiewane (i słusznie). Jednak w tych samych miejscach nie znajdziesz rzetelnych informacji na temat tego, czym naprawdę jest feminizm, o co chodzi z jego kolejnymi falami i dlaczego patriarchat szkodzi również samym mężczyznom.
Dotyczy to oczywiście nie tylko „lewackich” idei. Jako przykład z drugiej strony można wymienić tak popularną w niektórych środowiskach walkę o dobro Rodziny. Jej obrońcy często postulują usunięcie edukacji seksualnej ze szkół, ograniczenie dostępu do środków antykoncepcyjnych, czy rzucają kłody pod nogi małżonkom chcących się rozwieść (ci najbardziej ekstremalni, chcą nawet zakazu rozwodów). Czy spełnienie tych postulatów pomoże obronić Rodzinę? Nic podobnego, a ci, którzy tak twierdzą zupełnie nie rozumieją czym jest dobro Rodziny. Czy jednak mimo ich absurdalnych propozycji nie należy jej bronić?
Druga.
„fajnie się pisze te wszystkie inkluzywne (ugh) frazesy dopóki nie trzeba się z czymś takim zmierzyć w realu a rzeczywistość potrafi szybciutko zweryfikować takie czy inne poglądy”
Masz zdecydowanie rację. Jednak działa to w obie strony. Kristen nigdy nie dowie się o naszej dyskusji. A nawet gdyby przypadkiem do tego doszło, nic ją ona nie obejdzie. Jednak to jak Ty czy ja patrzymy na te sprawy, może mieć ogromne znaczenie dla naszych koleżanek z pracy, przyjaciółek, wreszcie naszych dziewczyn, potem żon i córek. Dlatego tak ważne w tym wszystkim jest próba spojrzenia na to ich oczami. A nie jedynie wyobrażanie sobie, co one same czują i jak to odbierają. I decydowanie za nich co jest kobiece, a co nie. Zachęcam więc do szczerych rozmów z kobietami. To najlepszy sposób. Ja mam to szczęście, że mam z kim pogadać. A co może nawet ważniejsze, chcę się dowiedzieć jak świat wygląda z ich strony. Wiem jednak, że niewielu facetów to interesuje. Ze szkodą dla nich samych.
Cytat z Mierzwiak data 17 lutego, 2024, 19:05“We positioned Travis to be world famous,” André, 34, told the New York Times last month. “We didn’t know how it would happen, or when it would happen, or what would help push that further along. But it’s always been the thought in the back of our minds.”
Hmm, ciekawe co mogłoby być takim dodatkowym, potężnym bodźcem do zwiększenia czyjejś popularności, może związek z najpopularniejszą obecnie piosenkarką? 🙂
Nikt mnie nie przekona, że ta oczywista, spreparowana przez menadżerów i ludzi od marketingu kreacja jest prawdziwym, szczerym związkiem dwójki zakochanych.
https://pagesix.com/2024/02/17/entertainment/how-travis-kelce-is-going-hollywood/
“We positioned Travis to be world famous,” André, 34, told the New York Times last month. “We didn’t know how it would happen, or when it would happen, or what would help push that further along. But it’s always been the thought in the back of our minds.”
Hmm, ciekawe co mogłoby być takim dodatkowym, potężnym bodźcem do zwiększenia czyjejś popularności, może związek z najpopularniejszą obecnie piosenkarką? 🙂
Nikt mnie nie przekona, że ta oczywista, spreparowana przez menadżerów i ludzi od marketingu kreacja jest prawdziwym, szczerym związkiem dwójki zakochanych.
https://pagesix.com/2024/02/17/entertainment/how-travis-kelce-is-going-hollywood/
Cytat z Mierzwiak data 19 lutego, 2024, 08:33Nie chcę dywagować o wpływie tego na kino, ale perspektywa tego, że już bardzo niedługo taki wygenerowany filmik może być całkowicie nieodróżnialny od prawdziwego jest przerażająca. Ludzie wierzą dzisiaj w pierwsze lepsze brednie, czytają tylko zazwyczaj celowo zmanipulowane nagłówki, nie poświęcają choćby minuty na zweryfikowanie często ewidentnych na pierwszy rzut oka fejków, więc co będzie, gdy sieć na dobre zaleje fala fejków tak rzeczywistych? Kto będzie to weryfikować i jak?
Nie chcę dywagować o wpływie tego na kino, ale perspektywa tego, że już bardzo niedługo taki wygenerowany filmik może być całkowicie nieodróżnialny od prawdziwego jest przerażająca. Ludzie wierzą dzisiaj w pierwsze lepsze brednie, czytają tylko zazwyczaj celowo zmanipulowane nagłówki, nie poświęcają choćby minuty na zweryfikowanie często ewidentnych na pierwszy rzut oka fejków, więc co będzie, gdy sieć na dobre zaleje fala fejków tak rzeczywistych? Kto będzie to weryfikować i jak?
Cytat z Szaman data 19 lutego, 2024, 09:21Z innej beczki 🙂
https://twitter.com/wirtualnemedia/status/1759492607770575269?t=J33CytVKnV_TVqPWk8ey5g&s=19
Z innej beczki 🙂
Luna reprezentantką Polski na @Eurovision https://t.co/8QpeMzcPnn
— Wirtualnemedia.pl (@wirtualnemedia) February 19, 2024
Cytat z Marek Pilarski data 19 lutego, 2024, 10:50Nie jest źle, ale dupy nie urywa. Steczkowska byłaby moim zdaniem dużo lepszym wyborem.
Nie jest źle, ale dupy nie urywa. Steczkowska byłaby moim zdaniem dużo lepszym wyborem.
Cytat z robgordon data 19 lutego, 2024, 15:25Taka Lady Gaga trochę. Steczkowskiej piosenka jest okropna, choć kto wie, może faktycznie szanse miałaby większe.
Taka Lady Gaga trochę. Steczkowskiej piosenka jest okropna, choć kto wie, może faktycznie szanse miałaby większe.
Cytat z Szaman data 19 lutego, 2024, 16:35Luna to najzwyczajniejszy w świecie, najbardziej bezpieczny pop. Z kolei piosenka Steczkowskiej jest dla mnie straszna. Na moje dziwne uszy to brzmi jakby ktoś połączył najbardziej przerażające i męczące nurty w radiowej piosence pop okolic 2000 roku: elementy latino/ egzotyki, elementy polskiego folkloru i Piotra Rubika. No dobra, Rubik to był chyba ostatni w Polsce wynalazek który wybił się z lokalnych stacji radiowych, ich ostatni pokaz siły, ale w sumie nadal mogę go podać jako przykład mody tamtych lat której absolutnie nie cierpię.
Luna to najzwyczajniejszy w świecie, najbardziej bezpieczny pop. Z kolei piosenka Steczkowskiej jest dla mnie straszna. Na moje dziwne uszy to brzmi jakby ktoś połączył najbardziej przerażające i męczące nurty w radiowej piosence pop okolic 2000 roku: elementy latino/ egzotyki, elementy polskiego folkloru i Piotra Rubika. No dobra, Rubik to był chyba ostatni w Polsce wynalazek który wybił się z lokalnych stacji radiowych, ich ostatni pokaz siły, ale w sumie nadal mogę go podać jako przykład mody tamtych lat której absolutnie nie cierpię.
Cytat z Mierzwiak data 19 lutego, 2024, 16:55Kawałek Luny nie jest zły, ale już go nie pamiętam a słuchałem 5 minut temu.
Steczkowska dramat:
Don't fear the witcher
If you're a believer
Kto to pisał, uczeń podstawówki?
Kawałek Luny nie jest zły, ale już go nie pamiętam a słuchałem 5 minut temu.
Steczkowska dramat:
Don't fear the witcher
If you're a believer
Kto to pisał, uczeń podstawówki?
Cytat z Ernest Kubica data 19 lutego, 2024, 16:57Piosenka Steczkowskiej mogłaby być puszczana, gdy przekracza się bramy piekieł. Jako występ sceniczny jakoś to wygląda, ale po usłyszeniu jej w telewizji nigdy jej sobie do słuchania nie puściłem.
Piosenka Steczkowskiej mogłaby być puszczana, gdy przekracza się bramy piekieł. Jako występ sceniczny jakoś to wygląda, ale po usłyszeniu jej w telewizji nigdy jej sobie do słuchania nie puściłem.
Cytat z robgordon data 19 lutego, 2024, 21:34Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
https://www.youtube.com/watch?v=e5RuGj0g1tk
Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
Cytat z robgordon data 19 lutego, 2024, 21:43Natasha ma też brata, który nie był tak popularny jak ona, ale również śpiewał pop i również nagrał kilka przyjemnych piosenek. I jednego killera, którego uwielbiam (choć nie był przebojem). To jedna z moich ulubionych piosenek popowych początku wieku. Ballada, trochę jakby musicalowa. Niby nic wielkiego, ale swego czasu była stałym gościem w moim odtwarzaczu (mam płytę CD, co ciekawe, kupiłem ją z powodu zupełnie innej piosenki). Na dodatek przywołuje trochę wspomnień 😉
https://www.youtube.com/watch?v=bmmWPG73v3Q
Natasha ma też brata, który nie był tak popularny jak ona, ale również śpiewał pop i również nagrał kilka przyjemnych piosenek. I jednego killera, którego uwielbiam (choć nie był przebojem). To jedna z moich ulubionych piosenek popowych początku wieku. Ballada, trochę jakby musicalowa. Niby nic wielkiego, ale swego czasu była stałym gościem w moim odtwarzaczu (mam płytę CD, co ciekawe, kupiłem ją z powodu zupełnie innej piosenki). Na dodatek przywołuje trochę wspomnień 😉
Cytat z Szaman data 19 lutego, 2024, 21:43Cytat z robgordon data luty 19, 2024, 21:34Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
https://www.youtube.com/watch?v=e5RuGj0g1tk
Znane, chociaż mam wrażenie, że zupełnie zapomniane i zakurzone.
Cytat z robgordon data luty 19, 2024, 21:34Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
Znane, chociaż mam wrażenie, że zupełnie zapomniane i zakurzone.
Cytat z Marek Pilarski data 19 lutego, 2024, 21:43Cytat z Ernest Kubica data luty 19, 2024, 16:57Piosenka Steczkowskiej mogłaby być puszczana, gdy przekracza się bramy piekieł.
No i to jest wizualizacja. Słuchając tego utworu Luny nie mam przed oczami niczego. Steczkowska miała prawie gotowy występ przygotowany i z tego co widziałem, to zdążył zyskać uznanie za granicą.
Cytat z Ernest Kubica data luty 19, 2024, 16:57Piosenka Steczkowskiej mogłaby być puszczana, gdy przekracza się bramy piekieł.
No i to jest wizualizacja. Słuchając tego utworu Luny nie mam przed oczami niczego. Steczkowska miała prawie gotowy występ przygotowany i z tego co widziałem, to zdążył zyskać uznanie za granicą.
Cytat z Marek Pilarski data 19 lutego, 2024, 21:45Cytat z Szaman data luty 19, 2024, 21:43Cytat z robgordon data luty 19, 2024, 21:34Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
https://www.youtube.com/watch?v=e5RuGj0g1tk
Znane, chociaż mam wrażenie, że zupełnie zapomniane i zakurzone.
Bardzo przyjemnie wspominam wczesną Bedingfield - 2004/2005. "Unwritten" było swego czasu dość sporym przebojem w Ameryce dzięki reality show The Hills na MTV.
Cytat z Szaman data luty 19, 2024, 21:43Cytat z robgordon data luty 19, 2024, 21:34Lubiłem tę piosenkę. Taki dobry pop. Natasha miała też inny duży i przyjemny hit. Pewnie znacie.
Znane, chociaż mam wrażenie, że zupełnie zapomniane i zakurzone.
Bardzo przyjemnie wspominam wczesną Bedingfield - 2004/2005. "Unwritten" było swego czasu dość sporym przebojem w Ameryce dzięki reality show The Hills na MTV.
