aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 101 of 106Next

Steve

Brytyjskie, mocne kino społeczne w najlepszym wydaniu. Świetny Cillian i „dzieciaki”.

8/10

Cytat z Juby data październik 8, 2025, 08:30
Cytat z Juby data październik 6, 2025, 19:40

Nie ułożę takiego rankingu, bo widziałem tylko 5 jego filmów i większość ponad 12 lat temu (Mistrz tak mnie zmęczył w kinie, że po nim odciąłem się od prac tego artysty). Na pewno najlepiej wspominam Boogie Nights, najgorzej Mistrza. Widzę, że sporo jego tytułów jest na cda, więc może sobie nadrobię zaległości + powtórzę Boogie Nights i Magnolię.

Obejrzałem Ryzykanta (1996) i Lewy sercowy (2002). Ten pierwszy ma niezły początek (super to kombinowanie w kasynie), później po przeskoku czasowym o dwa lata siada i toczy się tak w zasadzie bez celu + irytuje dwójką wyjątkowo wkurzających postaci, aż do ostatnich 20-25 minut, w których całość nabiera sensu i trzyma w napięciu. Start i finał, a także obsada i klimat lat 90. są na tyle dobre, że oceniam pozytywnie. Nie tak dobrze, jak Jedna bitwa po drugiej, ale pozytywnie.

Ten drugi z kolei to takie gówno, że chętnie zobaczyłbym nagranie z tego w jakich pozycjach się zwijałem i jakie miny robiłem w trakcie męczenia się na nim przez 90 minut xD Po Lewym sercowym mam silne wątpliwości czy dalej wchodzić w filmografię PTA (zdecydowane najgorszy z jego filmów) i wciąż nie kumam skąd jego renoma jednego z najlepszych współczesnych twórców w Hollywood.

Wczoraj obejrzałem Wadę ukrytą i chyba znowu zrobię sobie z dekadę przerwy od filmografii PTA. Obsada (szczególnie Brolin), humor i klimat 1970 roku (niektóre sceny wyglądają tak, że uwierzyłbym, że powstały ponad cztery dekady wcześniej) na plus. Cała reszta - WTF? Rusza z jakąś intrygą, a potem przez cztery godziny (nie przekonacie mnie, że to było tylko dwie-dwadzieścia) ciągle wprowadzane są nowe postaci, nowe wątki, ciągle padają nowe nazwiska i fakty, w których idzie się pogubić, ale do niczego konkretnego to nie prowadzi, na sam koniec i tak nie byłem w stanie powiedzieć o czym to było i co z tego wynikło. Co to za laska, która robi za narratora całości i ciągle przewiduje się Docowi? Też nie wiem.

Lewy sercowy zdecydowanie najgorszy (nie wiem czy nie wystawiłbym mu najniższej oceny), potem Mistrz i na trzecim miejscu od końca Wada. Po tych seansach znacznie bardziej doceniam Jedną bitwę po drugiej.

Wada ukryta to ekranizcja powieści Thomas Pynchona. Gościu pisał podobno bardzo nieprzystępne książki. Ja na studiach czytałem jedną, która na Wikipedii jest opisana jako "najbardziej przystępna w jego dorobku" (49 idzie pod młotek). Ale o ile dobrze pamiętam, to faktycznie była to męczarnia. A tego filmu PTA nie widziałem.

One Battle… też jest ekranizacją powieści Pynchona.

Cytat z Marek Pilarski data październik 17, 2025, 14:12

Wada ukryta to ekranizcja powieści Thomas Pynchona. Gościu pisał podobno bardzo nieprzystępne książki.

Z nieprzystępnych książek da się zrobić przystępne filmy, patrz: Diuna 🙂

To nie jest dobry przykład 😛

Cytat z robgordon data październik 17, 2025, 15:08

One Battle… też jest ekranizacją powieści Pynchona.

Oh

Wpisałem w AI "10 najbardziej nieprzystępnych powieści w historii" i na drugim miejscu pojawił się Pynchon, choć z Grawitacją tęczy:

Labiryntowa narracja z setkami postaci, historyczno-naukowymi aluzjami i nagłymi zmianami perspektywy; gęsta proza wymaga encyklopedycznej wiedzy o II wojnie światowej i fizyce.
😛
Szaman, Mierzwiak and robgordon have reacted to this post.
SzamanMierzwiakrobgordon

Nowokaina (2025)

Impetu starcza tutaj na połowę filmu, sam pomysł bardzo trzeszczy w szwach. Na przykład strzała z kuszy przebija bohaterowi obydwie nogi na wysokości kolan i dalsze chodzenie powinno być przecież nie tylko kwestią odczuwania bólu. Oczywiście nie sposób traktować tego wszystkiego w pełni na poważnie, a jak na miejscami bardzo dosłowne gore, film nie ma większego problemu z tonacją i lawirowaniem między krwawą komedią i sensacją.

Wielka w tym zasługa Jacka Quaida który ma tonę uroku i fantastyczną charyzmę. Zaczyna też być niepokojąco podobny do Michaela Shannona, a nie swojego ojca, mam nadzieję, że nikt z rodziny Quaidów tego nie czyta 🙂 Poniósł ten film, poniesie jeszcze kilka następnych. Szkoda, że w tym roku zaliczył trzy klapy na cztery strzały (film z Elbą i Peacemakerem był chyba przebojem na Amazonie), ale sądzę, że to dopiero początek jego kariery kinowej.

Młody Nicholson jakoś mnie nie przekonuje. Mam wrażenie, że więcej tutaj chęci, energii, zaangażowania niż talentu. No i widać, że nazwisko ciąży, bardzo chciałby być uznany za szalonego aktora jak ojciec.

Niestety w okolicach premiery kinowej mignęło mi gdzieś, że film

Spoiler
oferuje twist fabularny. Jeśli już wiesz, że coś takiego nastąpi, to bardzo łatwo się go domyślić. Niestety nawet bez tej wiedzy, jest umiejscowiony zdecydowanie za wcześnie w fabule, przez co cała narracja siada. Stąd pewnie dużo słabsza druga połowa.

Ogólnie bez bólu, na wieczór, do jakiejś przekąski. Jakoś nie dziwię się, że przepadł w kinach, bo nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek polecał go z wypiekami na twarzy po wyjściu z kina. Na wspomniane gore, jest też właściwie tylko jeden, naprawdę efektowny pomysł w finale, a i tak zakopany montażem.

Spoiler
otwarte złamanie ręki i finałowe użycie wystającej kości

Naciągane 6/10 za Jacka. "Złoczyńcy" z Billem Skarsgardem od tego samego duetu podobali mi się dużo bardziej.

Cytat z Szaman data październik 18, 2025, 10:43

Nowokaina (2025)

Ogólnie bez bólu

Marek Pilarski, Janko and 2 other users have reacted to this post.
Marek PilarskiJankoSzamanrobgordon

Nie wiem, czy już ktoś na tym forum albo ogólnie w internecie o tym wspominał (pewnie tak), ale gdyby Jack Quaid przejął nazwisko po mamie, to nazywałby się Jack Ryan. Dopiero dzisiaj na to wpadłem, jak przeczytałem końcówkę recenzji Szamana. 🤪

Szaman and robgordon have reacted to this post.
Szamanrobgordon
Cytat z Marek Pilarski data październik 17, 2025, 17:29
Cytat z robgordon data październik 17, 2025, 15:08

One Battle… też jest ekranizacją powieści Pynchona.

Oh

Czytam, że jest inspirowany powieścią Pynchona. Wada ukryta była chyba jednak bardziej ekranizacją. Choć nie wiem, bo nie czytałem książki i nie widziałem tego filmu.

Choć oczywiście OBAA będzie nominowane za scenariusz adaptowany.

W ogóle muszę w końcu zobaczyć wcześniejsze filmy PTA.

Życie Chucka (2025)

Dziwaczny film, pierwsze 40 minut jest koszmarne, to jedna z najgorszych rzeczy jakie zobaczyłem w tym roku. Filozoficzna parówka w ciepłej bułce. Carl Lumbly mówi tutaj "Jesteśmy niczym wobec wielkiego zegara Wszechświata", więc padają teksty niczym z tych odjechanych piosenek Stachurskiego. Szykowałem się na totalną rzeźnię, zwłaszcza, że ta część jest bardzo słabo, jakby sztucznie i przesadnie zagrana, aż szkoda mi się zrobiło Matthew Lillarda

A potem jest coraz lepiej i lepiej, wspomniany fragment nabiera sensu i zmienia się jego percepcja, okazuje się, że początkowa męczarnia miała swój cel, a w finale zrozumiałem co zobaczyła publiczność w Toronto. Szkoda tylko, że Nick Offerman jako wszechwiedzący narrator nie wybronił się aż do końca.

Na plus Hamill znacznie lepszy niż w Long Walk, wzruszające dla fana kina lat 80-tych spotkanie po latach z Mią Sarą (nawet lepszą niż Skywalker) i Heather Langenkamp (której w pierwszej chwili nie poznałem), oraz jak zawsze świetne Dance Hall Days.

Ostatecznie 6/10, czyli można powiedzieć, że z filmwebowym happy endem. Ale absolutnie nie dziwię się, że nikt nie chciał tego kupić pod Oscary mimo prestiżowej nagrody w Kanadzie.

 

Wielka, odważna, piękna podróż (2025)

Oglądało się nieźle i to całkiem niegłupi film o nastoletnich przeżyciach które niestety kształtują dorosłość. Problemem jest to, że chciałby być lekko artystyczny, nietypowy, albo przynajmniej być komedią obyczajową Richarda Curtisa, a najczęściej błądzi w rejonach wysokobudżetowej reklamy puszczanej przed grudniowym seansem Avatara, w ciepłym multipleksie.

Colin Farrell i Margot Robbie raczej przestrzeleni castingowo, wstydu sobie nie zrobili, film nie ukrywa różnicy wieku między nimi, bo Colin przenosi się w czasie gdzieś do pierwszej połowy lat 90-tych z plakatem Hooka na ścianie, a Margot raczej do początku lat 00, no ale za wiele chemii między nimi nie ma. Pozostają pięknymi, chociaż nieszczęśliwymi ludźmi.

Naciągane 6/10.

robgordon has reacted to this post.
robgordon

The Perfect Neighbor (Netflix)

Złożony w większości z nagrań z policyjnych kamerek, zrealizowany raczej pod tezę (ze zdziwieniem przeczytałem na World of Reel zdanie Gandbhir, very wisely, doesn’t turn the film into a civics lesson or political statement, refusing to provide us with any easy answers) to taka 1,5-godzinna wersja TVN-owskiej Uwagi w nieco innej niż do tej pory konwencji i jeszcze jedna eksploatacja ludzkiej tragedii; scena w której obserwujemy reakcję dzieci na informację o śmierci matki jest w równym stopniu poruszająca, co niezręczna i niesmaczna. Szkoda że film tak bardzo skupia się na kwestiach rasowych a zupełnie pomija motyw zdrowia psychicznego, bo tytułowa sąsiadka ewidentnie miała jakiś problem tej natury.

Nie polecam.

Zakręt śmierci (2024)

Polski tytuł może zapowiadać jakiś tani thriller, ale to bardzo ponury dramat o człowieku który stopniowo traci wszystko, ale ciągle nie potrafi zrozumieć dlaczego. Bardzo dobrze w tej roli everymana, przeżartego obsesją, chcącego zyskać uznanie w oczach żony odnajduje się Ben Foster. Mam wrażenie, że totalnie wypadł z obiegu, jego kariera znalazła się na zakręcie (śmierci), a tutaj pokazuje, że należy o nim pamiętać.

Ciekawostka: Jednym ze studiów tworzących efekty specjalne do filmu (który ma dwie zupełnie niepotrzebne, efekciarskie sceny, więc pewnie tam) jest studio Orka z Warszawy, więc na napisach można znaleźć sporo polskich nazwisk. Podobnie jak logo naszego Ministerstwa Kultury, bo komunikat na napisach głosi, że film dostał także dofinansowanie z PISF-u.

Może trochę naciągane 7/10, ale lubię takie niezależne filmy z prostą historią i polem do popisu dla głównego aktora.

Springsteen (2025)

Bardzo zgrabny i klarowny wycinek z życia Bossa, o albumie Nebraska i jego roli w życiu Springsteena. Świetnie zagrane przez całą ekipę i szlachetniejsze niż pospolita biografia, chociaż oczywiście kończy się napisami o dalszych losach bohatera, bo przecież gdzieś na świecie płakałaby mała panda. Bardzo dobry White, chyba nawet jeszcze lepszy Strong, dobry Graham, znowu błyszczący na drugim planie Hauser, niezła Young i chyba będzie z tego pewna nominacja do SAG.

Nie jest to też koncert w kinowym nagłośnieniu, Cooper ze dwa-trzy razy pozwala widzom się nakarmić, ale na szczęście bardziej interesuje go depresja gwiazdy rocka. Pojawiają się tutaj nawet piosenki innych wykonawców, np Urgent od Foreigner, więc nie czuć przesytu Brucem.

7/10

 

Dom pełen dynamitu (2025)

Pierwsze 40 minut niezłe, chociaż nie rzuca na kolana. Potem film podejmuje chyba najgorszą z możliwych decyzji narracyjnych i dawne napięcie wraca tylko momentami. Zabrakło też mocniej zaakcentowanego zakończenia, byłem totalnie zdziwiony, że już po wszystkim. Intryguje mnie tutaj Elba grający właściwie mieszankę Obamy i Trumpa (!), czym Bigelow chciała chyba uciec od wojenek politycznych i skupić uwagę na schematach działania dziedziczonych przez kolejne administracje. Mówiąc mieszankę mam na myśli medialny wizerunek, bądź rzeczywistą osobowość. To już niech każdy sobie wybierze. Idris ma styl, luz i żonę przypominającą Michelle Obamę, ale potrafi też być irytujący, zdziecinniały i sprawiać wrażenie kompletnie nieprzygotowanego intelektualnie do sprawowanej funkcji. W dodatku Bigelow potrafi sprawnie żonglować tymi perspektywami.

Podobno stowarzyszenie nowojorskich krytyków filmowych wyśmiało ten film po pokazie prasowym. Nie chciałbym znaleźć się choćby w jednym pomieszczeniu z tak zblazowanym towarzystwem. Mimo wszystko bardzo mocno zdziwię się jeśli "dynamit" zaplącze się w oscarowej stawce. Jakiś taki niedogotowany film, który przegrał już na poziomie konceptu.

5/10

Cytat z Szaman data październik 24, 2025, 19:23

Podobno stowarzyszenie nowojorskich krytyków filmowych wyśmiało ten film po pokazie prasowym. Nie chciałbym znaleźć się choćby w jednym pomieszczeniu z tak zblazowanym towarzystwem.

Ja tam bym się dobrze w nim odnalazł, bo ciężko mi uwierzyć, że Bigelow podpisała się pod tym gniotem. Żenująca struktura (z okolic 40. minuty można od razu przeskoczyć o całą godzinę i niczego się nie straci), kiczowata muzyka i praca kamery z The Office zaowocowały dla mnie bardziej parodią tego typu kina.

O, a jednak 🙂 No ale w ocenie mniej więcej się zgadzamy, szczególnie z tą godziną, tylko jestem bardziej litościwy.

No i ta kuriozalna scena samobójstwa, aż musiałem cofnąć bo po prostu chyba akurat mrugnąłem i nie zauważyłem co się stało.

Nie wiem, dlaczego on zagrał to akurat w ten sposób. Przypominało to biznesmenów skaczących z okien w RoboCopie 3, Hudsucker Proxy i Sensie życie według Monty Pythona (jeśli nie pomyliłem filmów, ale w tych trzech tytułach są podobne do siebie sceny).

PreviousPage 101 of 106Next