Opinie o filmach
Cytat z Mierzwiak data 24 października, 2025, 22:43Z całego filmu bije dla mnie niesamowite tchórzostwo, bo nie pokazuje ataku nuklearnego ani jego,w tym politycznych, następstw; Nolanowi uszło to na sucho bo miał CAŁĄ RESZTĘ, mamy za to te same nieciekawe debaty na zoomie / telefoniczne i dialogi z nie dwóch, ale trzech perspektyw! Jak napisałeś: ten film przegrywa już na poziomie konceptu, to się nie mogło udać nawet z tyloma znanymi nazwiskami na pokładzie.
A House of Nothing.
Z całego filmu bije dla mnie niesamowite tchórzostwo, bo nie pokazuje ataku nuklearnego ani jego,w tym politycznych, następstw; Nolanowi uszło to na sucho bo miał CAŁĄ RESZTĘ, mamy za to te same nieciekawe debaty na zoomie / telefoniczne i dialogi z nie dwóch, ale trzech perspektyw! Jak napisałeś: ten film przegrywa już na poziomie konceptu, to się nie mogło udać nawet z tyloma znanymi nazwiskami na pokładzie.
A House of Nothing.
Cytat z Mierzwiak data 25 października, 2025, 16:04The Smashing Machine
Całkiem przyjemny seans a jednocześnie trudno mi znaleźć uzasadnienie dla istnienia tego filmu, no, może poza tym, że na potrzeby PRu Dwayne Johnson może teraz poudawać Poważnego Aktora, Artystę, dla którego liczy się sztuka a nie bezduszna, hollywoodzka machina i box office. Sam Dwayne jest tu jak najbardziej w porządku ale nie nabrałem się na to, że zobaczyłem potencjalnie oscarową kreację bo to nawet nie materiał na nominację.
Jeśli widzieliście inne filmy o wzlotach i upadkach sportowców, w tym w życiu prywatnym, to widzieliście i ten, jedyna różnica to miejscami bardzo dziwny montaż i specyficzna, charakterystyczna muzyka, choć to raczej nikłe pozostałości po znakach szczególnych braci Safdie anizeli pewna reżyserska ręka i wyrazista wizja jak chociażby w Uncut Gems. Może Joshowi z Marty Supreme poszło lepiej?
The Smashing Machine
Całkiem przyjemny seans a jednocześnie trudno mi znaleźć uzasadnienie dla istnienia tego filmu, no, może poza tym, że na potrzeby PRu Dwayne Johnson może teraz poudawać Poważnego Aktora, Artystę, dla którego liczy się sztuka a nie bezduszna, hollywoodzka machina i box office. Sam Dwayne jest tu jak najbardziej w porządku ale nie nabrałem się na to, że zobaczyłem potencjalnie oscarową kreację bo to nawet nie materiał na nominację.
Jeśli widzieliście inne filmy o wzlotach i upadkach sportowców, w tym w życiu prywatnym, to widzieliście i ten, jedyna różnica to miejscami bardzo dziwny montaż i specyficzna, charakterystyczna muzyka, choć to raczej nikłe pozostałości po znakach szczególnych braci Safdie anizeli pewna reżyserska ręka i wyrazista wizja jak chociażby w Uncut Gems. Może Joshowi z Marty Supreme poszło lepiej?
Cytat z Marek Pilarski data 26 października, 2025, 00:31Cytat z Mierzwiak data październik 25, 2025, 16:04The Smashing Machine
Całkiem przyjemny seans a jednocześnie trudno mi znaleźć uzasadnienie dla istnienia tego filmu, no, może poza tym, że na potrzeby PRu Dwayne Johnson może teraz poudawać Poważnego Aktora, Artystę, dla którego liczy się sztuka a nie bezduszna, hollywoodzka machina i box office.
Miałem podobnie, szczególnie z początku, czy nawet w pierwszej połowie. Bo nie ma tu niczego, czego wcześniej nie widzieliśmy w dramatach sportowych: przeciążanie ciała, uzależnienie od środków przeciwbólowych i innych substancji, wynikające z tego konflikty z najbliższymi. Tutaj dodatkowo brak "mięsa" jest odczuwalny mocno przez to, że na ekranie widzimy albo walki, które nie są przedstawione w jakiś nowatorski sposób, albo ciągłe skakanie między scenami w domu głównego bohatera, gdzie jesteśmy świadkami większych i mniejszych konfliktów midzy nim, a jego dziewczyną, oraz scenami w Japonii, gdzie wtedy chyba w tego typu walkach można było zarobić najlepszą kasę. Z perspektywy całości w sumie podobało mi się to, że jest ona opowiedziana raczej przy użyciu dość oszczędnych środków, bez użycia wielu słów czy nachalnego wykładania łopatą. Sam "sport" oraz jego mroczne strony nie są też ani pokazane w jakiś szczególnie przedramatyzowany sposób, ani nie są fetyszyzowane czy upiększane. Z drugiej strony absurdalne jest to, że pięcidziesięcioletni Johnson gra trzydziestolatka. A jeżeli pominie się te kilka scen wybuchów emocjonalnych oraz charakteryzacje, to się okazuje, że gra o jak w wielu innych filmach sympatycznego osiłka, tym razem w bardziej naturalistycznym i ludzkim wydaniu. Z kolei Emily Blunt dostała sporo miejsca do wykazania po raz kolejny swoich aktorskich umiejętności. Nie zdziwię się, jeśli oboje otrzymają nominację od SAG, szczególnie że Blunt zdają się bardzo lubić (wygrana za Ciche miejsce, nominacja za Mary Poppins i Dziewczynę w pociągu). W ogóle podobało mi się, jak przedstawiono relację tych dwóch postaci, bo tak jak na początku można było współczuć postaci granej przez Blunt, tak pod koniec nie było to już takie czarno-białe. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że istnieje mimo wszystko uzuasadnienie istnienia tego filmu, nawet jeśli nie jest ono super mocne. Bo - tak jak jest to powiedziane w formie napisów na samym końcu - to film o początkach współczesnego MMA i pionierach tego "sportu", o których nikt nie pamięta. Niestety, jak wskazują wyniki w BO, niewiele osób dowie się o nich poprzez jego obejrzenie. 😛
Cytat z Mierzwiak data październik 25, 2025, 16:04The Smashing Machine
Całkiem przyjemny seans a jednocześnie trudno mi znaleźć uzasadnienie dla istnienia tego filmu, no, może poza tym, że na potrzeby PRu Dwayne Johnson może teraz poudawać Poważnego Aktora, Artystę, dla którego liczy się sztuka a nie bezduszna, hollywoodzka machina i box office.
Miałem podobnie, szczególnie z początku, czy nawet w pierwszej połowie. Bo nie ma tu niczego, czego wcześniej nie widzieliśmy w dramatach sportowych: przeciążanie ciała, uzależnienie od środków przeciwbólowych i innych substancji, wynikające z tego konflikty z najbliższymi. Tutaj dodatkowo brak "mięsa" jest odczuwalny mocno przez to, że na ekranie widzimy albo walki, które nie są przedstawione w jakiś nowatorski sposób, albo ciągłe skakanie między scenami w domu głównego bohatera, gdzie jesteśmy świadkami większych i mniejszych konfliktów midzy nim, a jego dziewczyną, oraz scenami w Japonii, gdzie wtedy chyba w tego typu walkach można było zarobić najlepszą kasę. Z perspektywy całości w sumie podobało mi się to, że jest ona opowiedziana raczej przy użyciu dość oszczędnych środków, bez użycia wielu słów czy nachalnego wykładania łopatą. Sam "sport" oraz jego mroczne strony nie są też ani pokazane w jakiś szczególnie przedramatyzowany sposób, ani nie są fetyszyzowane czy upiększane. Z drugiej strony absurdalne jest to, że pięcidziesięcioletni Johnson gra trzydziestolatka. A jeżeli pominie się te kilka scen wybuchów emocjonalnych oraz charakteryzacje, to się okazuje, że gra o jak w wielu innych filmach sympatycznego osiłka, tym razem w bardziej naturalistycznym i ludzkim wydaniu. Z kolei Emily Blunt dostała sporo miejsca do wykazania po raz kolejny swoich aktorskich umiejętności. Nie zdziwię się, jeśli oboje otrzymają nominację od SAG, szczególnie że Blunt zdają się bardzo lubić (wygrana za Ciche miejsce, nominacja za Mary Poppins i Dziewczynę w pociągu). W ogóle podobało mi się, jak przedstawiono relację tych dwóch postaci, bo tak jak na początku można było współczuć postaci granej przez Blunt, tak pod koniec nie było to już takie czarno-białe. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że istnieje mimo wszystko uzuasadnienie istnienia tego filmu, nawet jeśli nie jest ono super mocne. Bo - tak jak jest to powiedziane w formie napisów na samym końcu - to film o początkach współczesnego MMA i pionierach tego "sportu", o których nikt nie pamięta. Niestety, jak wskazują wyniki w BO, niewiele osób dowie się o nich poprzez jego obejrzenie. 😛
Cytat z Marek Pilarski data 29 października, 2025, 22:25Powiem Wam, że Springsteen emocjonalnie mnie nieco i rozwalił, i oczyścił, choć z początku trochę ziewałem.
Powiem Wam, że Springsteen emocjonalnie mnie nieco i rozwalił, i oczyścił, choć z początku trochę ziewałem.
Cytat z robgordon data 7 listopada, 2025, 22:29Dom pełen dynamitu
Dobry, miejscami nawet bardzo dobry. Świetny pomysł z różnymi perspektywami, tym bardziej, że kolejne, znając (a właściwie domyślając się) dalszego ciągu, pozwalają skupić się na ludzkich reakcjach. Scena samobójcza od czapy, zupełnie niepotrzebna. Podobało mi się zakończenie. I to, że…
[spoiler title=""]
…film skończył się w tym właśnie momencie. Eksplozja, chaos i eskalacja to materiał na coś zupełnie innego.
[/spoiler]
Solidne 7/10
Dom pełen dynamitu
Dobry, miejscami nawet bardzo dobry. Świetny pomysł z różnymi perspektywami, tym bardziej, że kolejne, znając (a właściwie domyślając się) dalszego ciągu, pozwalają skupić się na ludzkich reakcjach. Scena samobójcza od czapy, zupełnie niepotrzebna. Podobało mi się zakończenie. I to, że…
…film skończył się w tym właśnie momencie. Eksplozja, chaos i eskalacja to materiał na coś zupełnie innego.
Solidne 7/10
Cytat z Mierzwiak data 7 listopada, 2025, 23:21Cytat z robgordon data listopad 7, 2025, 22:29Świetny pomysł z różnymi perspektywami, tym bardziej, że kolejne, znając (a właściwie domyślając się) dalszego ciągu, pozwalają skupić się na ludzkich reakcjach.
I co wyniosłeś z tych wszystkich aktorów robiących przez prawie 2h dokładnie te same zdziwione / zszokowane / napięte miny rozmawiając przez telefon / na telekonferencjach? 🙂
Tu nie ma żadnych różnych perspektyw bo wszyscy reagują tak samo wykonując swoją pracę.
Sens miałoby opowiedzenie tych wydarzeń z takich perspektyw: 1) prezydent / rząd / wojsko 2) media 3) zwykli obywatele i to byłyby trzy różne historie.
Cytat z robgordon data listopad 7, 2025, 22:29Świetny pomysł z różnymi perspektywami, tym bardziej, że kolejne, znając (a właściwie domyślając się) dalszego ciągu, pozwalają skupić się na ludzkich reakcjach.
I co wyniosłeś z tych wszystkich aktorów robiących przez prawie 2h dokładnie te same zdziwione / zszokowane / napięte miny rozmawiając przez telefon / na telekonferencjach? 🙂
Tu nie ma żadnych różnych perspektyw bo wszyscy reagują tak samo wykonując swoją pracę.
Sens miałoby opowiedzenie tych wydarzeń z takich perspektyw: 1) prezydent / rząd / wojsko 2) media 3) zwykli obywatele i to byłyby trzy różne historie.
Cytat z Szaman data 7 listopada, 2025, 23:27Dokładnie. Przecież oni tylko dopasowują się w układankę podobną do Powrotu do przyszłości 2 i nic więcej. Może trochę zmienia się Elba, bo to co w pierwszej części wydaje się w jego zachowaniu dziecinne, w dalszej jest usprawiedliwione stresem.
Dokładnie. Przecież oni tylko dopasowują się w układankę podobną do Powrotu do przyszłości 2 i nic więcej. Może trochę zmienia się Elba, bo to co w pierwszej części wydaje się w jego zachowaniu dziecinne, w dalszej jest usprawiedliwione stresem.
Cytat z Szaman data 8 listopada, 2025, 17:07Bugonia (2025)
Mam wrażenie, że przydałby się tutaj reżyser pozbawiony jakichkolwiek artystycznych ciągot, lepsza byłaby naksymalnie brudna historia rozpisana na trzy osoby. Ostatecznie zostawia z niedosytem, bo postacie są zbyt jednowymiarowe jak na ciekawszy dramat, a paliwa nie starczy do końca, jak na ekscytujący thriller. Broni się przede wszystkim bardzo dobrymi rolami Stone i Plemmonsa. Zakończenie zupełnie nie dla mnie.
6/10
Bugonia (2025)
Mam wrażenie, że przydałby się tutaj reżyser pozbawiony jakichkolwiek artystycznych ciągot, lepsza byłaby naksymalnie brudna historia rozpisana na trzy osoby. Ostatecznie zostawia z niedosytem, bo postacie są zbyt jednowymiarowe jak na ciekawszy dramat, a paliwa nie starczy do końca, jak na ekscytujący thriller. Broni się przede wszystkim bardzo dobrymi rolami Stone i Plemmonsa. Zakończenie zupełnie nie dla mnie.
6/10
Cytat z robgordon data 8 listopada, 2025, 17:18Co wyniosłem? Pytanie, jak w Rejsie, trochę tendencyjne, bo zakłada, że oglądaliśmy ten sam film. A chyba nie do końca tak było 😉 Przynajmniej takie odniosłem wrażenie czytając Wasze zarzuty. Żeby jednak nie generować nieporozumień od razy zastrzegę, że nie widzę w tym nic złego i wcale nie uważam, że to ja zinterpretowałem go lepiej, czy trafniej. Różnica polega na tym, że ja zobaczyłem opowieść która mnie zainteresowała i która mi się spodobała. Wy, jak oceniam w znacznej mierze właśnie na podstawie postawionych zarzutów, obejrzeliście film o czym innym. Który to film się Wam nie spodobał. Dodam tylko, że to co napiszę poniżej nie ma na celu przekonywanie Was, że podobał się Wam ten film, tylko o tym nie wiecie 😉
Najpierw te zarzuty.
"z całego filmu bije dla mnie niesamowite tchórzostwo, bo nie pokazuje ataku nuklearnego ani jego, w tym politycznych, następstw". Z pewnością sceny te byłyby poruszające, wiemy, że Hollywood potrafi nakręcić je w sposób wyjątkowo przekonujący. Ale wg mnie nie jest to film o ataku nuklearnym (albo inaczej, atak jest jedynie pretekstem), więc zupełnie nie przeszkadza mi, że tych scen tutaj nie ma. Tak samo jak np. nie przedstawiono wcześniejszych losów postaci granej przez Jareda Harrisa i jego córki. Dzięki nim lepiej poznalibyśmy osobę i co stało za jego decyzjami. I na pewno sceny te byłyby przejmujące. Ale ten film to nie dramat rodzinny (choć dramat rodzin stanowi jeden z jego elementów). Więc te sceny również nie są potrzebne, a widz dostaje tyle informacji ile to niezbędne (tylko ta scena przy helikopterze...)."Potem film podejmuje chyba najgorszą z możliwych decyzji narracyjnych i dawne napięcie wraca tylko momentami." Rozumiem (chyba, że się mylę, wtedy proszę Szaman skoryguj mnie), że przeszkadzał Ci brak napięcia, którego oczekiwałbyś od filmu o ataku nuklearnym, jego dalszym przebiegu i może też następstwach. Kto wysłał rakietę? Czy uda się ją zestrzelić? Czy wybuchnie? Czy będą kolejne? Jaka będzie reakcja? I reakcja na reakcję? Pewnie z tego punktu widzenia lepiej byłoby gdyby np. udało się zestrzelić tę pierwszą rakietę, potem pojawiłyby się kolejne, któraś z nich trafia, następuje odwet, odwet na odwet itd. Jednak jak napisałem wyżej, dla mnie nie jest to film o ataku nuklearnym. I mnie brak tego rodzaju napięcia zupełnie nie przeszkadza, bo w jego miejsce pojawia się coś dla mnie znacznie ciekawszego.
"Tu nie ma żadnych różnych perspektyw". Są. Ale nie w tym znaczeniu, o którym wydaje mi się, że piszesz. Nie chodzi o to, że każda z perspektyw przedstawia nam inne spojrzenie na tą samą historię. Rozumiem, że to miałeś na myśli (i podobnie jak w przypadku Szamana, proszę o ewentualną korektę). Chciałbyś, żeby każda nowa perspektywa pozwoliła nam spojrzeć na atak i jego konsekwencje z innej strony, pozwoliła nam odkryć jakieś nowe, nieznane wcześniej elementy, które sprawiłyby, że całość nabrałaby innego wymiaru. Tutaj trzy perspektywy są istotą samą w sobie. O czym dalej.
Wg mnie sens filmu zawiera się w tytule. A Idris w scenie w samolocie dodatkowo go nam jeszcze objaśnia. To film właśnie o tym, że ludzkość zamieniła Ziemię w dom pełen dynamitu. I że doszliśmy do etapu, gdy nie potrafimy go już rozbroić. I że zapałki i lont trzymają w swoich rękach ludzie, którzy nie są do tego przygotowani lub którzy nie mogą podjąć właściwej decyzji z przyczyn nie leżących po ich stronie. I do tego służą te 3 perspektywy. W pierwszym akcie poznajemy przebieg całości i spodziewany finał. W dalszej części właściwie znamy już zakończenie, więc możemy skupić się na procesie decyzyjnym. Widzimy więc szefa wojsk, który bombardowany jest masą informacji i różnych opinii, które uniemożliwiają mu, mimo niewątpliwego doświadczenia i umiejętności, właściwą ocenę sytuacji. Widzimy też sekretarza obrony, któremu ogląd przysłania sytuacja rodzinna. I wreszcie prezydenta, który jak słusznie zauważył Szaman, nie jest przygotowany do sprawowania swojej funkcji. Przy czym Szaman, jak zrozumiałem, jest to wg Ciebie kolejny zarzut. Czy jednak znaczna część świata nie uważa, że właśnie taka niekompetentna osoba zajmuje dziś to stanowisko? Czy obecny prezydent USA potrafiłby w sytuacji takiej jak przedstawiona w filmie, podjąć najlepszą możliwą decyzję? Albo czy potrafiłby to jego poprzednik? Albo w mniejszej skali, czy któryś z naszych prezydentów byłby w stanie podjąć odpowiednio ważną dla nas decyzję? Bigelow idzie nawet dalej. Przedstawia nam prezydenta wzorowanego na kimś o wiele bardziej lubianym (przynajmniej poza USA, a także w Hollywood), bo na Baracku Obamie (wg mnie Idris gra postać przede wszystkim na nim opartą). I pokazuje, że on też by sobie nie poradził. I to właśnie wg niej jest najbardziej przerażające. Nie chodzi już bowiem o wybór właściwego człowieka na prezydencki stołek. Bo patrząc na to kto zostaje głowami państw, wiemy, że dokonanie takiego wyboru jest w zasadzie niemożliwe (zresztą, czy jest na świecie jeden człowiek, który daje gwarancję, że nie spęka, gdy jego decyzja może zadecydować o unicestwieniu planety?). Nie chodzi też o zapewnienie najlepszych warunków do podjęcia decyzji, ponieważ losy ludzkie są nieprzewidywalne, a sprzeczność informacji i opinii może storpedować każdą decyzję. Zbudowaliśmy dom pełen dynamitu i sprawiliśmy, że właściwie nie mamy już żadnej kontroli nad tym, czy i kiedy wyleci w powietrze. I wg mnie to chciała nam przekazać Bigelow. A przynajmniej ja to tak odbieram. I taki film mi się spodobał.
Zakończenie jest bardzo dobre. Nieważne przecież kto wysłał rakietę i dlaczego. Wiemy, że życie na Ziemi zmieniło się na zawsze. I symboliczne. Tylko wspólne działanie (osób chowających się w bunkrze) pozwoli nam przetrwać.
Nie mogę też nie wspomnieć o czymś jeszcze. Napisałem, że ludzkość zamieniła Ziemię w dom pełen dynamitu. Wiemy jednak dobrze, że to nie ludzkość go zbudowała, a jego męska część. I dlatego nie dziwi, że autorem filmu jest kobieta. I dlatego być może "stowarzyszenie nowojorskich krytyków filmowych wyśmiało ten film po pokazie prasowym". Nie zdziwiłbym się bowiem, gdyby znaczną część stowarzyszenia stanowili mężczyźni (to oczywiście jedynie zaczepka, nie mam pojęcia jaki jest tam parytet i kto się śmiał, a kto nie).
Co wyniosłem? Pytanie, jak w Rejsie, trochę tendencyjne, bo zakłada, że oglądaliśmy ten sam film. A chyba nie do końca tak było 😉 Przynajmniej takie odniosłem wrażenie czytając Wasze zarzuty. Żeby jednak nie generować nieporozumień od razy zastrzegę, że nie widzę w tym nic złego i wcale nie uważam, że to ja zinterpretowałem go lepiej, czy trafniej. Różnica polega na tym, że ja zobaczyłem opowieść która mnie zainteresowała i która mi się spodobała. Wy, jak oceniam w znacznej mierze właśnie na podstawie postawionych zarzutów, obejrzeliście film o czym innym. Który to film się Wam nie spodobał. Dodam tylko, że to co napiszę poniżej nie ma na celu przekonywanie Was, że podobał się Wam ten film, tylko o tym nie wiecie 😉
Najpierw te zarzuty.
"z całego filmu bije dla mnie niesamowite tchórzostwo, bo nie pokazuje ataku nuklearnego ani jego, w tym politycznych, następstw". Z pewnością sceny te byłyby poruszające, wiemy, że Hollywood potrafi nakręcić je w sposób wyjątkowo przekonujący. Ale wg mnie nie jest to film o ataku nuklearnym (albo inaczej, atak jest jedynie pretekstem), więc zupełnie nie przeszkadza mi, że tych scen tutaj nie ma. Tak samo jak np. nie przedstawiono wcześniejszych losów postaci granej przez Jareda Harrisa i jego córki. Dzięki nim lepiej poznalibyśmy osobę i co stało za jego decyzjami. I na pewno sceny te byłyby przejmujące. Ale ten film to nie dramat rodzinny (choć dramat rodzin stanowi jeden z jego elementów). Więc te sceny również nie są potrzebne, a widz dostaje tyle informacji ile to niezbędne (tylko ta scena przy helikopterze...).
"Potem film podejmuje chyba najgorszą z możliwych decyzji narracyjnych i dawne napięcie wraca tylko momentami." Rozumiem (chyba, że się mylę, wtedy proszę Szaman skoryguj mnie), że przeszkadzał Ci brak napięcia, którego oczekiwałbyś od filmu o ataku nuklearnym, jego dalszym przebiegu i może też następstwach. Kto wysłał rakietę? Czy uda się ją zestrzelić? Czy wybuchnie? Czy będą kolejne? Jaka będzie reakcja? I reakcja na reakcję? Pewnie z tego punktu widzenia lepiej byłoby gdyby np. udało się zestrzelić tę pierwszą rakietę, potem pojawiłyby się kolejne, któraś z nich trafia, następuje odwet, odwet na odwet itd. Jednak jak napisałem wyżej, dla mnie nie jest to film o ataku nuklearnym. I mnie brak tego rodzaju napięcia zupełnie nie przeszkadza, bo w jego miejsce pojawia się coś dla mnie znacznie ciekawszego.
"Tu nie ma żadnych różnych perspektyw". Są. Ale nie w tym znaczeniu, o którym wydaje mi się, że piszesz. Nie chodzi o to, że każda z perspektyw przedstawia nam inne spojrzenie na tą samą historię. Rozumiem, że to miałeś na myśli (i podobnie jak w przypadku Szamana, proszę o ewentualną korektę). Chciałbyś, żeby każda nowa perspektywa pozwoliła nam spojrzeć na atak i jego konsekwencje z innej strony, pozwoliła nam odkryć jakieś nowe, nieznane wcześniej elementy, które sprawiłyby, że całość nabrałaby innego wymiaru. Tutaj trzy perspektywy są istotą samą w sobie. O czym dalej.
Wg mnie sens filmu zawiera się w tytule. A Idris w scenie w samolocie dodatkowo go nam jeszcze objaśnia. To film właśnie o tym, że ludzkość zamieniła Ziemię w dom pełen dynamitu. I że doszliśmy do etapu, gdy nie potrafimy go już rozbroić. I że zapałki i lont trzymają w swoich rękach ludzie, którzy nie są do tego przygotowani lub którzy nie mogą podjąć właściwej decyzji z przyczyn nie leżących po ich stronie. I do tego służą te 3 perspektywy. W pierwszym akcie poznajemy przebieg całości i spodziewany finał. W dalszej części właściwie znamy już zakończenie, więc możemy skupić się na procesie decyzyjnym. Widzimy więc szefa wojsk, który bombardowany jest masą informacji i różnych opinii, które uniemożliwiają mu, mimo niewątpliwego doświadczenia i umiejętności, właściwą ocenę sytuacji. Widzimy też sekretarza obrony, któremu ogląd przysłania sytuacja rodzinna. I wreszcie prezydenta, który jak słusznie zauważył Szaman, nie jest przygotowany do sprawowania swojej funkcji. Przy czym Szaman, jak zrozumiałem, jest to wg Ciebie kolejny zarzut. Czy jednak znaczna część świata nie uważa, że właśnie taka niekompetentna osoba zajmuje dziś to stanowisko? Czy obecny prezydent USA potrafiłby w sytuacji takiej jak przedstawiona w filmie, podjąć najlepszą możliwą decyzję? Albo czy potrafiłby to jego poprzednik? Albo w mniejszej skali, czy któryś z naszych prezydentów byłby w stanie podjąć odpowiednio ważną dla nas decyzję? Bigelow idzie nawet dalej. Przedstawia nam prezydenta wzorowanego na kimś o wiele bardziej lubianym (przynajmniej poza USA, a także w Hollywood), bo na Baracku Obamie (wg mnie Idris gra postać przede wszystkim na nim opartą). I pokazuje, że on też by sobie nie poradził. I to właśnie wg niej jest najbardziej przerażające. Nie chodzi już bowiem o wybór właściwego człowieka na prezydencki stołek. Bo patrząc na to kto zostaje głowami państw, wiemy, że dokonanie takiego wyboru jest w zasadzie niemożliwe (zresztą, czy jest na świecie jeden człowiek, który daje gwarancję, że nie spęka, gdy jego decyzja może zadecydować o unicestwieniu planety?). Nie chodzi też o zapewnienie najlepszych warunków do podjęcia decyzji, ponieważ losy ludzkie są nieprzewidywalne, a sprzeczność informacji i opinii może storpedować każdą decyzję. Zbudowaliśmy dom pełen dynamitu i sprawiliśmy, że właściwie nie mamy już żadnej kontroli nad tym, czy i kiedy wyleci w powietrze. I wg mnie to chciała nam przekazać Bigelow. A przynajmniej ja to tak odbieram. I taki film mi się spodobał.
Zakończenie jest bardzo dobre. Nieważne przecież kto wysłał rakietę i dlaczego. Wiemy, że życie na Ziemi zmieniło się na zawsze. I symboliczne. Tylko wspólne działanie (osób chowających się w bunkrze) pozwoli nam przetrwać.
Nie mogę też nie wspomnieć o czymś jeszcze. Napisałem, że ludzkość zamieniła Ziemię w dom pełen dynamitu. Wiemy jednak dobrze, że to nie ludzkość go zbudowała, a jego męska część. I dlatego nie dziwi, że autorem filmu jest kobieta. I dlatego być może "stowarzyszenie nowojorskich krytyków filmowych wyśmiało ten film po pokazie prasowym". Nie zdziwiłbym się bowiem, gdyby znaczną część stowarzyszenia stanowili mężczyźni (to oczywiście jedynie zaczepka, nie mam pojęcia jaki jest tam parytet i kto się śmiał, a kto nie).
Cytat z Szaman data 8 listopada, 2025, 17:26Z tym prezydentem to nie był zarzut, a stwierdzenie, że Bigelow tym straszy. Zmienia perspektywę, najpierw pokazuje go bez twarzy i uruchamia pewne szufladki przywodzące na myśl Trumpa (np "ojej, to jest całkiem jak jakiś egzamin" i parę innych wypowiedzi przypominających pomarańczowego wodza). Więc najpierw pozwala widzowi myśleć, że ostrze satyry jest skierowane na pajaca w Białym Domu. A potem widz orientuje się, że pajac ma jednak twarz i styl bycia Obamy i stawia to już nakierunkowanego odbiorcę w niepewności. Potem jest już tak jak piszesz, widz ma postawić sobie pytanie, czy ktokolwiek, Trump czy Obama, Demokrata czy Republikanin jest w stanie zapanować nad domem pełnym dynamitu.
Z tym prezydentem to nie był zarzut, a stwierdzenie, że Bigelow tym straszy. Zmienia perspektywę, najpierw pokazuje go bez twarzy i uruchamia pewne szufladki przywodzące na myśl Trumpa (np "ojej, to jest całkiem jak jakiś egzamin" i parę innych wypowiedzi przypominających pomarańczowego wodza). Więc najpierw pozwala widzowi myśleć, że ostrze satyry jest skierowane na pajaca w Białym Domu. A potem widz orientuje się, że pajac ma jednak twarz i styl bycia Obamy i stawia to już nakierunkowanego odbiorcę w niepewności. Potem jest już tak jak piszesz, widz ma postawić sobie pytanie, czy ktokolwiek, Trump czy Obama, Demokrata czy Republikanin jest w stanie zapanować nad domem pełnym dynamitu.
Cytat z Szaman data 8 listopada, 2025, 17:29A jak dobrze pamiętam, to nowojorscy nie wyśmiali z powodu treści, a formy mając podobne zarzuty do Mierzwiaka, np o tandetne doccumentary idące w niezamierzoną parodię. Poza tym, proszę Cię, przecież Nowy Jork jest mocno lewicujący i progresywny, zarzut z płcią jest nietrafiony.
A jak dobrze pamiętam, to nowojorscy nie wyśmiali z powodu treści, a formy mając podobne zarzuty do Mierzwiaka, np o tandetne doccumentary idące w niezamierzoną parodię. Poza tym, proszę Cię, przecież Nowy Jork jest mocno lewicujący i progresywny, zarzut z płcią jest nietrafiony.
Cytat z robgordon data 8 listopada, 2025, 17:41Cytat z Szaman data listopad 8, 2025, 17:29A jak dobrze pamiętam, to nowojorscy nie wyśmiali z powodu treści, a formy mając podobne zarzuty do Mierzwiaka, np o tandetne doccumentary idące w niezamierzoną parodię. Poza tym, proszę Cię, przecież Nowy Jork jest mocno lewicujący i progresywny, zarzut z płcią jest nietrafiony.
Jak pisałem, nie znam szczegółów. Możliwe więc, że masz rację.
Cytat z Szaman data listopad 8, 2025, 17:29A jak dobrze pamiętam, to nowojorscy nie wyśmiali z powodu treści, a formy mając podobne zarzuty do Mierzwiaka, np o tandetne doccumentary idące w niezamierzoną parodię. Poza tym, proszę Cię, przecież Nowy Jork jest mocno lewicujący i progresywny, zarzut z płcią jest nietrafiony.
Jak pisałem, nie znam szczegółów. Możliwe więc, że masz rację.
Cytat z Szaman data 8 listopada, 2025, 17:59To jeszcze z tych co ostatnio oglądałem:
Spinal Tap 2 (2025)
Oj blado, głównie z sucharami, ale też nie mam serca znęcać się nad tą ekipą. Czuć było, że grupa panów około 80-tki spotkała się na swój, może już ostatni wspólny wygłup. Cameosy mocarne, ale wynika z nich niewiele więcej niż w zwiastunie, zakończenie niezłe, ale z tego co pamiętam jedynka miała jeszcze lepsze.
Słabe 5/10
Sprawa Kramerów (1979)
Spodziewałem się ciężkiego, ponurego dramatu, a to płaska obyczajówka o ojcu który musi dorosnąć do roli rodzica. Płaska, bo jeszcze tylko brakowało aby Meryl ukrywała diabelskie rogi pod blond włosami. Ocena bardziej za znakomite aktorstwo.
7/10
W upalną noc (1967)
A tutaj dla odmiany jeden z mocniejszych zwycięzców głównego Oscara jakich widziałem, Poitier i Steiger dosłownie rozsadzają ekran i oferują wiele pamiętnych scen. Ocena byłaby może nawet wyższa gdyby nie to, że niemrawo wypadł wątek kryminalny, szczególnie w finale.
8/10
To jeszcze z tych co ostatnio oglądałem:
Spinal Tap 2 (2025)
Oj blado, głównie z sucharami, ale też nie mam serca znęcać się nad tą ekipą. Czuć było, że grupa panów około 80-tki spotkała się na swój, może już ostatni wspólny wygłup. Cameosy mocarne, ale wynika z nich niewiele więcej niż w zwiastunie, zakończenie niezłe, ale z tego co pamiętam jedynka miała jeszcze lepsze.
Słabe 5/10
Sprawa Kramerów (1979)
Spodziewałem się ciężkiego, ponurego dramatu, a to płaska obyczajówka o ojcu który musi dorosnąć do roli rodzica. Płaska, bo jeszcze tylko brakowało aby Meryl ukrywała diabelskie rogi pod blond włosami. Ocena bardziej za znakomite aktorstwo.
7/10
W upalną noc (1967)
A tutaj dla odmiany jeden z mocniejszych zwycięzców głównego Oscara jakich widziałem, Poitier i Steiger dosłownie rozsadzają ekran i oferują wiele pamiętnych scen. Ocena byłaby może nawet wyższa gdyby nie to, że niemrawo wypadł wątek kryminalny, szczególnie w finale.
8/10
Cytat z Mierzwiak data 9 listopada, 2025, 11:43Frankenstein (2025) (Netflix)
Mam tu ten sam problem, co chyba z większością filmów del Toro - to piękny technicznie (choć nie zawsze, CGI bywa fatalne a niektóre ujęcie dają po oczach streamingową taniochą i typowym, współczesnym plastikiem) ale pusty i wyprany z emocji film. No, może nie tyle pusty co raczej wtórny i nie oferujący niczego nowego. To tak sprana, znana i oczywista już w przekazie historia (naprawdę trzeba dwukrotnie powiedzieć na głos, że to Victor jest potworem? czy to dla widzów Netfliksa puszczających filmy jako szum w tle?), że nie pozostało nic innego jak tylko ubrać ją w nowe kostiumy i efektowne scenografie więc tym bardziej dziwię się, że del Toro chciał się w ten projekt bawić. Z drugiej strony tylko utwierdza mnie to w przekonaniu, że to reżyser z najczęściej ciekawym zmysłem estetycznym i nic poza tym, mający pewnie w swojej głowie wyobrażenie na temat swojej pracy, które ostatecznie w ogóle nie przekłada się na ekran.
Można obejrzeć dla paru wspomnianych plusów i całkiem udanej interpretacji monstrum, paradoksalnie jedynej z głównych postaci, która nie razi sztucznością.
Frankenstein (2025) (Netflix)
Mam tu ten sam problem, co chyba z większością filmów del Toro - to piękny technicznie (choć nie zawsze, CGI bywa fatalne a niektóre ujęcie dają po oczach streamingową taniochą i typowym, współczesnym plastikiem) ale pusty i wyprany z emocji film. No, może nie tyle pusty co raczej wtórny i nie oferujący niczego nowego. To tak sprana, znana i oczywista już w przekazie historia (naprawdę trzeba dwukrotnie powiedzieć na głos, że to Victor jest potworem? czy to dla widzów Netfliksa puszczających filmy jako szum w tle?), że nie pozostało nic innego jak tylko ubrać ją w nowe kostiumy i efektowne scenografie więc tym bardziej dziwię się, że del Toro chciał się w ten projekt bawić. Z drugiej strony tylko utwierdza mnie to w przekonaniu, że to reżyser z najczęściej ciekawym zmysłem estetycznym i nic poza tym, mający pewnie w swojej głowie wyobrażenie na temat swojej pracy, które ostatecznie w ogóle nie przekłada się na ekran.
Można obejrzeć dla paru wspomnianych plusów i całkiem udanej interpretacji monstrum, paradoksalnie jedynej z głównych postaci, która nie razi sztucznością.
Cytat z Ernest Kubica data 9 listopada, 2025, 17:12Pamiętam, że polecałem wam W upalną noc jak robiłem sobie maraton Oscarowy. To było duże dla mnie zaskoczenie bo ten tytuł był mi zupełnie nieznany.
Pamiętam, że polecałem wam W upalną noc jak robiłem sobie maraton Oscarowy. To było duże dla mnie zaskoczenie bo ten tytuł był mi zupełnie nieznany.
Cytat z Szaman data 9 listopada, 2025, 21:15Frankenstein (2025)
Oscar i Jacob bardzo się starali, ale bije z tego taki chłód emocjonalny, że pozostaje tylko podziwiać wymyślne kreacje pani Goth. Beznadziejnie ucharakteryzowany, gładki jak stól Frankenstein jako regenerujący się Wolverine, który raz przesuwa ogromny statek, a raz nie może dać rady kilku wilkom też niezbyt mnie przekonał. Kto wpadł na pomysł aby monstrum nie miało żadnych szwów? Aby było tak cudownie wysportowane?
W ogóle Del Toro staje się w moich oczach kolejnym po Rodriguezie reżyserem, który po rozwodzie zaczął kręcić duże słabsze filmy. Powiecie, że to pudelkowe podejście? Być może, ale sądzę, że właściwa, wspierająca kobieta u boku znaczy bardzo wiele w każdej dziedzinie życia. A może po prostu to sprawny reżyser horrorów i akcyjniaków, który po dość przypadkowym sukcesie Labiryntu Fauna cały czas wchodzi w za duże buty. Bo chyba jednak wolałem tego GDT który kręcił Blade'a 2 i Hellboya.
Totalne rozczarowanie, które oceniam na 10 nominacji do Oscara z sympatii branży.
5/10
Frankenstein (2025)
Oscar i Jacob bardzo się starali, ale bije z tego taki chłód emocjonalny, że pozostaje tylko podziwiać wymyślne kreacje pani Goth. Beznadziejnie ucharakteryzowany, gładki jak stól Frankenstein jako regenerujący się Wolverine, który raz przesuwa ogromny statek, a raz nie może dać rady kilku wilkom też niezbyt mnie przekonał. Kto wpadł na pomysł aby monstrum nie miało żadnych szwów? Aby było tak cudownie wysportowane?
W ogóle Del Toro staje się w moich oczach kolejnym po Rodriguezie reżyserem, który po rozwodzie zaczął kręcić duże słabsze filmy. Powiecie, że to pudelkowe podejście? Być może, ale sądzę, że właściwa, wspierająca kobieta u boku znaczy bardzo wiele w każdej dziedzinie życia. A może po prostu to sprawny reżyser horrorów i akcyjniaków, który po dość przypadkowym sukcesie Labiryntu Fauna cały czas wchodzi w za duże buty. Bo chyba jednak wolałem tego GDT który kręcił Blade'a 2 i Hellboya.
Totalne rozczarowanie, które oceniam na 10 nominacji do Oscara z sympatii branży.
5/10
Cytat z Mierzwiak data 9 listopada, 2025, 22:19Tam jest dialog o tym, że Victor stosuje jakąś bezszwową technikę ale na czym ona polega pozostawiono wyobraźni widzów 🙂
Dodali też 45-minutowy making of, chętnie rzucę okiem chociażby żeby sprawdzić czy dobrze odgadłem w których scenach był Stagecraft.
Tam jest dialog o tym, że Victor stosuje jakąś bezszwową technikę ale na czym ona polega pozostawiono wyobraźni widzów 🙂
Dodali też 45-minutowy making of, chętnie rzucę okiem chociażby żeby sprawdzić czy dobrze odgadłem w których scenach był Stagecraft.
Cytat z Mierzwiak data 10 listopada, 2025, 18:36Cytat z Szaman data listopad 8, 2025, 17:07Bugonia (2025)
Mam wrażenie, że przydałby się tutaj reżyser pozbawiony jakichkolwiek artystycznych ciągot, lepsza byłaby naksymalnie brudna historia rozpisana na trzy osoby. Ostatecznie zostawia z niedosytem, bo postacie są zbyt jednowymiarowe jak na ciekawszy dramat, a paliwa nie starczy do końca, jak na ekscytujący thriller. Broni się przede wszystkim bardzo dobrymi rolami Stone i Plemmonsa. Zakończenie zupełnie nie dla mnie.
6/10
To ja odebrałem diametralnie inaczej i w ogóle nie zgadzam się z Twoim pomysłem na alternatywną wersję tego filmu, bo mam wrażenie że już kilka takich jakie opisujesz oglądałem. Dostałem tu wszystko czego mógłbym oczekiwać a nawet więcej, bo film bardzo mi się podobał, czego nie mogę powiedzieć o boleśnie przecenianych, męczących Biednych istotach a z kolei Rodzaje życzliwości uważam za udane na pewno nie w całości.
Humorystycznie zrobiony bardzo pode mnie, stopień popieprzenia wysoki ale bez przesady, raczej nakierunkowany właśnie na ekscentryczny humor i satyryczną medytację nad kondycją ludzkości i planety.
Obsada spisała się na medal!
Cytat z Szaman data listopad 8, 2025, 17:07Bugonia (2025)
Mam wrażenie, że przydałby się tutaj reżyser pozbawiony jakichkolwiek artystycznych ciągot, lepsza byłaby naksymalnie brudna historia rozpisana na trzy osoby. Ostatecznie zostawia z niedosytem, bo postacie są zbyt jednowymiarowe jak na ciekawszy dramat, a paliwa nie starczy do końca, jak na ekscytujący thriller. Broni się przede wszystkim bardzo dobrymi rolami Stone i Plemmonsa. Zakończenie zupełnie nie dla mnie.
6/10
To ja odebrałem diametralnie inaczej i w ogóle nie zgadzam się z Twoim pomysłem na alternatywną wersję tego filmu, bo mam wrażenie że już kilka takich jakie opisujesz oglądałem. Dostałem tu wszystko czego mógłbym oczekiwać a nawet więcej, bo film bardzo mi się podobał, czego nie mogę powiedzieć o boleśnie przecenianych, męczących Biednych istotach a z kolei Rodzaje życzliwości uważam za udane na pewno nie w całości.
Humorystycznie zrobiony bardzo pode mnie, stopień popieprzenia wysoki ale bez przesady, raczej nakierunkowany właśnie na ekscentryczny humor i satyryczną medytację nad kondycją ludzkości i planety.
Obsada spisała się na medal!
Cytat z Szaman data 10 listopada, 2025, 18:42A ja myślę o nim coraz cieplej, ale zupełnie nie mogę przegryźć tego jak wyglądało ostatnie 10 minut.
A ja myślę o nim coraz cieplej, ale zupełnie nie mogę przegryźć tego jak wyglądało ostatnie 10 minut.

