Opinie o filmach
Cytat z Szaman data 3 czerwca, 2021, 23:13Wrath of Man (2021)
Sprytnie udaje lepsze niż jest, ale przesadzili z podbajerowaniem Stathama. Jedzie tutaj totalnie na kodach, a z kilku scen nie mam pojęcia jak uszedł z życiem. Ale fajnie to zainscenizowane reżysersko, więc jeśli ktoś kupuje postać i czyny Jasona w tym filmie, to oceni wyżej. Nie mogłem do końca sympatyzować z tym bohaterem.
6/10
Wrath of Man (2021)
Sprytnie udaje lepsze niż jest, ale przesadzili z podbajerowaniem Stathama. Jedzie tutaj totalnie na kodach, a z kilku scen nie mam pojęcia jak uszedł z życiem. Ale fajnie to zainscenizowane reżysersko, więc jeśli ktoś kupuje postać i czyny Jasona w tym filmie, to oceni wyżej. Nie mogłem do końca sympatyzować z tym bohaterem.
6/10
Cytat z Mierzwiak data 26 czerwca, 2021, 17:03Bound (1996) czyli debiut reżyserski Wachowskich.
Kupiony na Blu-ray w ciemno i... zostanie na półce. Bardzo dobry kryminał z lekkim wątkiem erotycznym, świetnie napisany i poprowadzony tym bardziej, że cała akcja dzieje się w zasadzie wyłącznie w dwóch sąsiadujących ze sobą mieszkaniach, z czego większość w jednym z nich. Świetne role Giny Gershon, Jennifer Tilly i Joe Pantoliano i widoczny już tutaj zmysł wizualny Wachowskich z paroma ciekawymi patentami zdjęciowymi i ogólnie ponadprzeciętną reżyserią.
Gorąco polecam.
Bound (1996) czyli debiut reżyserski Wachowskich.
Kupiony na Blu-ray w ciemno i... zostanie na półce. Bardzo dobry kryminał z lekkim wątkiem erotycznym, świetnie napisany i poprowadzony tym bardziej, że cała akcja dzieje się w zasadzie wyłącznie w dwóch sąsiadujących ze sobą mieszkaniach, z czego większość w jednym z nich. Świetne role Giny Gershon, Jennifer Tilly i Joe Pantoliano i widoczny już tutaj zmysł wizualny Wachowskich z paroma ciekawymi patentami zdjęciowymi i ogólnie ponadprzeciętną reżyserią.
Gorąco polecam.
Cytat z Szaman data 3 lipca, 2021, 12:21The Tomorrow War (2021)
Przykład dziwacznego marketingu. Owszem, zwiastun nie kłamał co do poziomu, bo to tylko produkcyjniak o krzepiącej sile rodziny. Ale potrzeba było dużo samozaparcia aby do trailera wrzucić wszelkie niedokończone ujęcia z pierwszej połowy, mając na pokładzie wielkie wybuchy, całkiem fajne potwory i mnóstwo scen akcji z dalszej części filmu. Ewidentnie widać, że Sony porzuciło film w postprodukcji i efekty z pierwszych minut są albo niedokończone, albo ukończone przez słabszą ekipę. Potem jest już CGI Fest w którym nawet miejscami widać te 200 mln$, a jak mnie oko nie zawiodło są nawet praktyczne eksplozje i jedna scena z animatronicznym potworem (pierwsze pojawienie się kosmity wiszącego pod sufitem). Stwory zostawiają pozytywne wrażenie, taka z nich mieszanka pająka, chrabąszcza i potwora z Cloverfield, są nawet dopracowane i dość obrzydliwe jak na PG-13.
To bardzo bayowski film, jeśli ktoś napisałby, że ostatnie 30 minut ratował dokrętkami sam mistrz ekranowej rozwałki lat 90-tych to uwierzyłbym bez mrugnięcia okiem. Niestety taki materiał muszą ciągnąć zaangażowani, charyzmatyczni aktorzy, u Pratta trochę tego brakowało i wydawał się nieco nieobecny. Już więcej dawała z siebie Iwonka Strahowska która ma nawet dramatyczny monolog na plaży. Jest jeszcze parę postaci drugoplanowych i epizodycznych żywcem od Baya, od twardego weterana, przez strachliwego jajogłowego, po fałszywego polityka, jest też J.K. Simmons na totalnym autopilocie, ale nie przynoszący sobie wiele wstydu.
5/10. Może byłoby troszkę wyżej przy bardziej zaangażowanym Chrisie i wyrazistym drugim planie w stylu tego z Armageddonu. Scenariusz oczywiście raczej do zapomnienia, ale jakoś mocniej mi nie przeszkadzał.
The Tomorrow War (2021)
Przykład dziwacznego marketingu. Owszem, zwiastun nie kłamał co do poziomu, bo to tylko produkcyjniak o krzepiącej sile rodziny. Ale potrzeba było dużo samozaparcia aby do trailera wrzucić wszelkie niedokończone ujęcia z pierwszej połowy, mając na pokładzie wielkie wybuchy, całkiem fajne potwory i mnóstwo scen akcji z dalszej części filmu. Ewidentnie widać, że Sony porzuciło film w postprodukcji i efekty z pierwszych minut są albo niedokończone, albo ukończone przez słabszą ekipę. Potem jest już CGI Fest w którym nawet miejscami widać te 200 mln$, a jak mnie oko nie zawiodło są nawet praktyczne eksplozje i jedna scena z animatronicznym potworem (pierwsze pojawienie się kosmity wiszącego pod sufitem). Stwory zostawiają pozytywne wrażenie, taka z nich mieszanka pająka, chrabąszcza i potwora z Cloverfield, są nawet dopracowane i dość obrzydliwe jak na PG-13.
To bardzo bayowski film, jeśli ktoś napisałby, że ostatnie 30 minut ratował dokrętkami sam mistrz ekranowej rozwałki lat 90-tych to uwierzyłbym bez mrugnięcia okiem. Niestety taki materiał muszą ciągnąć zaangażowani, charyzmatyczni aktorzy, u Pratta trochę tego brakowało i wydawał się nieco nieobecny. Już więcej dawała z siebie Iwonka Strahowska która ma nawet dramatyczny monolog na plaży. Jest jeszcze parę postaci drugoplanowych i epizodycznych żywcem od Baya, od twardego weterana, przez strachliwego jajogłowego, po fałszywego polityka, jest też J.K. Simmons na totalnym autopilocie, ale nie przynoszący sobie wiele wstydu.
5/10. Może byłoby troszkę wyżej przy bardziej zaangażowanym Chrisie i wyrazistym drugim planie w stylu tego z Armageddonu. Scenariusz oczywiście raczej do zapomnienia, ale jakoś mocniej mi nie przeszkadzał.
Cytat z Marek Pilarski data 3 lipca, 2021, 13:27Cytat z Szaman data Lipiec 3, 2021, 12:21Ewidentnie widać, że Sony porzuciło film w postprodukcji i efekty z pierwszych minut są albo niedokończone, albo ukończone przez słabszą ekipę.
Paramount* 😉
Cytat z Szaman data Lipiec 3, 2021, 12:21Ewidentnie widać, że Sony porzuciło film w postprodukcji i efekty z pierwszych minut są albo niedokończone, albo ukończone przez słabszą ekipę.
Paramount* 😉
Cytat z Mierzwiak data 3 lipca, 2021, 15:24Cytat z Szaman data Lipiec 3, 2021, 12:21The Tomorrow War (2021)
(...)
5/10. Może byłoby troszkę wyżej przy bardziej zaangażowanym Chrisie i wyrazistym drugim planie w stylu tego z Armageddonu. Scenariusz oczywiście raczej do zapomnienia, ale jakoś mocniej mi nie przeszkadzał.
Obejrzałem bez bólu, w pewnym momencie nawet mnie wciągnał (dzięki postaci granej przez Strahovski), ale wraz z nieźle rozegranym, również emocjonalnie, rozwiązaniem wątku przyszłości film całkowicie traci parę a finał to już tylko rutyna do odhaczenia, w dodatku pozbawiona grama kreatywności; naprawdę bezczelny w swej wtórności miks Coś [spoiler](statek ukryty pod lodem)[/spoiler] oraz Obcego [spoiler](wrak statku kosmitów przewożących w ładowni inny niezbezpieczny gatunek)[/spoiler]to wszystko na co było stać scenarzystów?
Mam jeszcze dwie drobne uwagi:
- NIENAWIDZĘ gdy film zaczyna się krótką sceną spoilerującą późniejsze wydarzenia
- czy doczekam kiedyś telewizyjnego montażu z wiadomości itp. który nie będzie przyozdobiony różnymi zakłóceniami i innymi cyfrowymi artefaktami?
Cytat z Szaman data Lipiec 3, 2021, 12:21The Tomorrow War (2021)
(...)
5/10. Może byłoby troszkę wyżej przy bardziej zaangażowanym Chrisie i wyrazistym drugim planie w stylu tego z Armageddonu. Scenariusz oczywiście raczej do zapomnienia, ale jakoś mocniej mi nie przeszkadzał.
Obejrzałem bez bólu, w pewnym momencie nawet mnie wciągnał (dzięki postaci granej przez Strahovski), ale wraz z nieźle rozegranym, również emocjonalnie, rozwiązaniem wątku przyszłości film całkowicie traci parę a finał to już tylko rutyna do odhaczenia, w dodatku pozbawiona grama kreatywności; naprawdę bezczelny w swej wtórności miks Coś
Mam jeszcze dwie drobne uwagi:
- NIENAWIDZĘ gdy film zaczyna się krótką sceną spoilerującą późniejsze wydarzenia
- czy doczekam kiedyś telewizyjnego montażu z wiadomości itp. który nie będzie przyozdobiony różnymi zakłóceniami i innymi cyfrowymi artefaktami?
Cytat z Szaman data 3 lipca, 2021, 15:29O też tego nienawidzę 🙂 Co do finału [spoiler] miałem takie dziwne wrażenie, że film pierwotnie kończył się posępnie, ale widownia testowa była niezadowolona i Simmons z Prattem musieli ruszyć tyłki na zimowisko. Ale nie wiem czy to słuszne przypuszczenie, bo finałowy potwór z którym naparza się dwóch naszych twardzieli to jednak jeden z najbardziej dopracowanych efektów w całym filmie. Nie wygląda jak coś na co było mniej czasu. [/spoiler]
O też tego nienawidzę 🙂 Co do finału
Cytat z Mierzwiak data 3 lipca, 2021, 15:38Nie, zdecydowanie nie widzę Pratta w tym filmie o innym zakończeniu niż tym z pokrzepiającą narracją o rodzince 🙂
Stwory mi się nie podobały. Było trochę ujeć gdy prezentowały się dobrze w ruchu, ale sam design uważam za bardzo słaby. Ostatnio alieny bardzo podobały mi się w Edge of Tomorrow.
Nie, zdecydowanie nie widzę Pratta w tym filmie o innym zakończeniu niż tym z pokrzepiającą narracją o rodzince 🙂
Stwory mi się nie podobały. Było trochę ujeć gdy prezentowały się dobrze w ruchu, ale sam design uważam za bardzo słaby. Ostatnio alieny bardzo podobały mi się w Edge of Tomorrow.
Cytat z Szaman data 16 lipca, 2021, 20:49Fear Street: 1994 (2021)
No nie wysiedziałem do końca, wytrzymałem 40 minut. Jeden z najgorszych filmów jakie widziałem w tym roku, aż dziwię się, że zbiera oceny głównie w przedziale 4-6/10. Wszystko jest tutaj odpychające, od stylizacji na lata 90-te która polega na nachalnym przechodzeniu z piosenki w piosenkę i takim ich nagromadzeniu, że nie powstydziłby się tego nawet Legion Ayera. Czego nie było w tym męczącym kociołku, od Fear of the Dark, przez Your Woman, po Damn, Wish i Was Your Lover, po Creep. Wszystko w jakimś nieznośnym didżejskim secie, bohaterka zrobi kwaśną minę- wjeżdża coś smutnego, wesołą- coś rytmicznego i wszystko jak w jakimś piekle hollywoodzkiej nostalgii. Nie do wytrzymania.
Nie do zniesienia są również bohaterowie, bezustannie kłócący się ze sobą właściwie nie wiadomo o co, drący te nic nie obchodzące mnie ryje, kompletnie antypatyczni. Nie dało się wysiedzieć. Zresztą od pierwszej sceny wiedziałem, że będzie źle- pięknie pokazała dlaczego Krzyk Cravena jest filmem wielkim, a Ulica strachu to tylko malutka, letnia zapchajdziura na Netflixa. Anemiczna, nieangażująca bieganina między Mayą Hawke, a mordercą z nożem, nakręcona bez najmniejszego pomysłu i z przekonaniem, że wystarczy aby coś się działo aby wzbudzało to napięcie. Wystarczy uciekająca bohaterka aby jej kibicować. Wystarczy krzyk filmowej ofiary, aby się zaangażować. No nie, niestety. Poleciłbym wrócić reżyserce Fear Street do Krzyku i poczytać jakąś analizę dlaczego otwarcie z Drew Barrymore to majstersztyk angażującego horroru (w skrócie- bo ma stopniowanie napięcia aż do eskalacji i prosty punkt zaczepienia będący haczykiem na widza).
Dałbym 1, ale nie obejrzałem do końca. Myśl o trzech częściach przyprawia mnie o obrzydzenie.
Fear Street: 1994 (2021)
No nie wysiedziałem do końca, wytrzymałem 40 minut. Jeden z najgorszych filmów jakie widziałem w tym roku, aż dziwię się, że zbiera oceny głównie w przedziale 4-6/10. Wszystko jest tutaj odpychające, od stylizacji na lata 90-te która polega na nachalnym przechodzeniu z piosenki w piosenkę i takim ich nagromadzeniu, że nie powstydziłby się tego nawet Legion Ayera. Czego nie było w tym męczącym kociołku, od Fear of the Dark, przez Your Woman, po Damn, Wish i Was Your Lover, po Creep. Wszystko w jakimś nieznośnym didżejskim secie, bohaterka zrobi kwaśną minę- wjeżdża coś smutnego, wesołą- coś rytmicznego i wszystko jak w jakimś piekle hollywoodzkiej nostalgii. Nie do wytrzymania.
Nie do zniesienia są również bohaterowie, bezustannie kłócący się ze sobą właściwie nie wiadomo o co, drący te nic nie obchodzące mnie ryje, kompletnie antypatyczni. Nie dało się wysiedzieć. Zresztą od pierwszej sceny wiedziałem, że będzie źle- pięknie pokazała dlaczego Krzyk Cravena jest filmem wielkim, a Ulica strachu to tylko malutka, letnia zapchajdziura na Netflixa. Anemiczna, nieangażująca bieganina między Mayą Hawke, a mordercą z nożem, nakręcona bez najmniejszego pomysłu i z przekonaniem, że wystarczy aby coś się działo aby wzbudzało to napięcie. Wystarczy uciekająca bohaterka aby jej kibicować. Wystarczy krzyk filmowej ofiary, aby się zaangażować. No nie, niestety. Poleciłbym wrócić reżyserce Fear Street do Krzyku i poczytać jakąś analizę dlaczego otwarcie z Drew Barrymore to majstersztyk angażującego horroru (w skrócie- bo ma stopniowanie napięcia aż do eskalacji i prosty punkt zaczepienia będący haczykiem na widza).
Dałbym 1, ale nie obejrzałem do końca. Myśl o trzech częściach przyprawia mnie o obrzydzenie.
Cytat z Mierzwiak data 16 lipca, 2021, 22:06Włączyłem dzisiaj na chwilę każdą z części, wygląda to na typowy dla serwisu poziom.
Pani reżyserka nakręciła dwa odcinki serialowego Krzyku, może to jest dla niej wzór a nie majstersztyk Cravena 😉
Włączyłem dzisiaj na chwilę każdą z części, wygląda to na typowy dla serwisu poziom.
Pani reżyserka nakręciła dwa odcinki serialowego Krzyku, może to jest dla niej wzór a nie majstersztyk Cravena 😉
Cytat z Szaman data 16 lipca, 2021, 22:09Może jestem przewrażliwiony, ale ten film bardzo, bardzo chciałby być kolejnym Krzykiem, przynajmniej po tych minutach co obejrzałem. A ja go bardzo, bardzo nienawidzę (głosem Agnieszki Chylińskiej z jednego z singli O.N.A. 🙂 )
Może jestem przewrażliwiony, ale ten film bardzo, bardzo chciałby być kolejnym Krzykiem, przynajmniej po tych minutach co obejrzałem. A ja go bardzo, bardzo nienawidzę (głosem Agnieszki Chylińskiej z jednego z singli O.N.A. 🙂 )
Cytat z Mierzwiak data 18 lipca, 2021, 20:19Cytat z robgordon data Maj 8, 2021, 22:23Mitchellowie kontra maszyny
Obejrzałem i gorąco polecam. Świetna historia, przesłanie, niesłabnące tempo i niesamowita animacja (widać pewne podobieństwo do Spider-Man: Uniwersum). Dwie godziny mijają niepostrzeżenie. Duża frajda i duże zaskoczenie. Oskar dla animacji w przyszłym roku jak nic.
Jak wyżej. Miła niespodzianka bo w sumie nie spodziewałem się niczego szczególnego a włączyłem bo chciałem obejrzeć coś lekkiego a tu proszę: pomysłowa przygoda z serduchem i NIESAMOWITĄ animacją. Szalenie imponuje mi Sony - najpierw Into the Spider-verse a teraz to. Dobrze jest zobaczyć coś tak kreatywnego, a przy tym estetycznie zupełnie innego od animacji Disneya / Pixara.
Apropos...
Luca to nie poziom Soul, ale też zdecydowanie wyższa półka niż zupełnie niepiksarowe Onward. Zaskakująco prosta, a przy tym śliczna wizualnie i klimatyczna (to miasteczko!) historia która jakimś cudem obywa się bez standardowego morału, a nawet marnuje okazję na przesłanie mówiące o akceptacji odmienności. A może właśnie o to chodzi? O to że prawdziwa tożsamość głównych bohaterów została przyjęta i zaakceptowana ot tak, po prostu? Jeśli tak to mogę przyklasnąć.
Cytat z robgordon data Maj 8, 2021, 22:23Mitchellowie kontra maszyny
Obejrzałem i gorąco polecam. Świetna historia, przesłanie, niesłabnące tempo i niesamowita animacja (widać pewne podobieństwo do Spider-Man: Uniwersum). Dwie godziny mijają niepostrzeżenie. Duża frajda i duże zaskoczenie. Oskar dla animacji w przyszłym roku jak nic.
Jak wyżej. Miła niespodzianka bo w sumie nie spodziewałem się niczego szczególnego a włączyłem bo chciałem obejrzeć coś lekkiego a tu proszę: pomysłowa przygoda z serduchem i NIESAMOWITĄ animacją. Szalenie imponuje mi Sony - najpierw Into the Spider-verse a teraz to. Dobrze jest zobaczyć coś tak kreatywnego, a przy tym estetycznie zupełnie innego od animacji Disneya / Pixara.
Apropos...
Luca to nie poziom Soul, ale też zdecydowanie wyższa półka niż zupełnie niepiksarowe Onward. Zaskakująco prosta, a przy tym śliczna wizualnie i klimatyczna (to miasteczko!) historia która jakimś cudem obywa się bez standardowego morału, a nawet marnuje okazję na przesłanie mówiące o akceptacji odmienności. A może właśnie o to chodzi? O to że prawdziwa tożsamość głównych bohaterów została przyjęta i zaakceptowana ot tak, po prostu? Jeśli tak to mogę przyklasnąć.
Cytat z Szaman data 18 lipca, 2021, 20:23Chyba nie napisałem nic o Mitchellach, a widziałem już jakiś czas temu. Również bardzo polecam, autentycznie zabawne, wzruszające, a Dragostea Din Tei już nigdy nie będzie brzmiało tak samo. No i dla mnie genialna gra głosem Danny'ego McBride'a w roli ojca rodziny.
Chyba nie napisałem nic o Mitchellach, a widziałem już jakiś czas temu. Również bardzo polecam, autentycznie zabawne, wzruszające, a Dragostea Din Tei już nigdy nie będzie brzmiało tak samo. No i dla mnie genialna gra głosem Danny'ego McBride'a w roli ojca rodziny.
Cytat z Mierzwiak data 18 lipca, 2021, 20:27Aj, trochę rozczarowało mnie że zamiast oryginalnego Dragostea Din Tei użyto tu kawałka Live Your Life T.I. z udziałem Rihanny który wykorzystuje sampel tamtego utworu, no ale nie można mieć wszystkiego. Na pocieszenie dostałem California od Grimes! (wersję płytową na szczęście a nie tę z teledysku)
Aj, trochę rozczarowało mnie że zamiast oryginalnego Dragostea Din Tei użyto tu kawałka Live Your Life T.I. z udziałem Rihanny który wykorzystuje sampel tamtego utworu, no ale nie można mieć wszystkiego. Na pocieszenie dostałem California od Grimes! (wersję płytową na szczęście a nie tę z teledysku)
Cytat z Mierzwiak data 18 lipca, 2021, 20:31Dubbing rewelacyjny, mnie z kolei bardzo bawił Beck Bennett z SNL jako przyjazny robot.
A w tatuśku przez cały film widziałem Louisa C.K.
Dubbing rewelacyjny, mnie z kolei bardzo bawił Beck Bennett z SNL jako przyjazny robot.
A w tatuśku przez cały film widziałem Louisa C.K.
Cytat z robgordon data 20 lipca, 2021, 16:54Ciekawe co piszecie o Fear Street bo wszystkie filmy w sieci (u recenzentów) zbierają raczej dobre opinie. Na dodatek lepsze niż standardowe produkcje Netflixa. Na RT od 84% do 93%, ze średnią ocen 7 lub wyżej.
Ciekawe co piszecie o Fear Street bo wszystkie filmy w sieci (u recenzentów) zbierają raczej dobre opinie. Na dodatek lepsze niż standardowe produkcje Netflixa. Na RT od 84% do 93%, ze średnią ocen 7 lub wyżej.
Cytat z robgordon data 20 lipca, 2021, 16:55Pojawiły się też pierwsze opinie o Zielonym Goblinie. Znaczy Rycerzu. Oczywiście ochy i achy 😉
Pojawiły się też pierwsze opinie o Zielonym Goblinie. Znaczy Rycerzu. Oczywiście ochy i achy 😉
Cytat z Szaman data 26 lipca, 2021, 19:58Rozpisałem się trochę pod oceną na Filmwebie, ale posklejam tutaj, bo kto to tam czyta 🙂 Dawno żaden dokument nie wydał mi się tak tendencyjny, nie pozostawił mnie w takim osłupieniu.
Woodstock 99: Peace, Love And Rage (2021)Niezły gdy pokazuje chaos i zdziczenie, gorzej gdy sili się na banały powodujące jedynie uśmieszek. Fred Durst to Antychryst, DMX to Mesjasz, Fight Club i Matrix promują przemoc, American Pie agresję seksualną. A już końcowe wejście w tyłek festiwalowi Coachella pozostaje do zakwalifikowania tylko jako sponsoring lub żenadę, zależnie od uznania widza. Zabawna była chyba ze trzy razy powtórzona teza w której pokazano uczestników jako pustych, bezideowych, przepełnionych agresją i zawsze wymieniali oni ten sam zestaw dla którego przyjechali: Limp Bizkit, Metallica, Rage Against The Machine. Żadnego komentarza, nie ma tutaj ironii, autor po prostu wrzuca Rage'ów do grona agresywnych zespołów metalowych, najwyraźniej nie mając o nich bladego pojęcia. Nie ma tutaj niczego co wskazywałoby na to, że jego celem jest pokazanie, że największe zło tego świata- kretyni w odwróconych czapkach, lat 24 sami nie rozumieją czego słuchają.I te ubolewanie, że dla młodzieży z 99 roku nic nie znaczyły The Doors, Pearl Jam, Nirvana, ogólnie zespoły starsze niż pięć lat. Na pewno zespoły starsze niż pięć lat znaczą coś więcej dla masy dzisiejszych młodych ludzi 🙂 I to kilka razy powtórzone przekonanie, że na Bjork i "postępowym, oświeconym hip-hopie" nie ma ekscesów. I Moby występujący jak jakiś grecki filozof głoszący objawienia prostemu ludowi. Masakra.W sumie Durst wychodzi tutaj tylko na prostaka, na prawdziwych debili wychodzą Red Hoci i chwaleni wielokrotnie pokojowi wolontariusze chcący nawiązać atmosferą do 69 roku. Ale, że twórca się nad nimi rozpływa, a są pokazani, jako zaangażowani, czarni młodzieńcy w kontrze do dziczy durstowej, więc ich wpływ na finałową rozróbę jest przemilczany.Ogólnie dokument z mega tezą, że teraz to nie ma agresji, a kiedyś była bo był Fred Durst i Jonathan Davies. Teraz nie ma agresywnego popędu seksualnego u młodych, a kiedyś był bo Fred Durst śpiewał, że zrobił wszystko dla ruchanka, więc dama może przystąpić do dzieła.Rozwaliło mnie też pretensja, że policja nie spałowała tych znienawidzonych przez autora "białych, 24-letnich w odwróconych czapkach", a czarnych na hip-hopowym festiwalu to by spałowali. A może dlatego, że, jak zresztą widać na scenach z dokumentu, białasy grzecznie rozeszły się ze zgromadzenia i zakończyły demolkę. A i jakby więcej kobiet śpiewało to by nie było demolki. Nie ma demolki gdy śpiewają kobiety.Oczywiście jest to wszystko posklejane z wypowiedzi, ale wszystko ma czytelny kierunek. Nie ma żadnej głębszej analizy, oczywiście słowa po latach jednego z organizatorów są skandaliczne (było cycków nie pokazywać, to nikt by ich nie macał), ale nie ma żadnego wgryzienia się w to co powiedział. A facet wyraźnie zamknął się w swojej bańce i ma wypracowane formułki na traumę sprzed 22 lat.Już na samym początku sami sobie odpowiadają skąd wzięła się dzicz na W99, ale jakby to przeoczyli. Niska inflacja, niskie bezrobocie i ogólny spokój lat 90-tych, gdzie największym problemem był seks oralny Clintona wychował takie, a nie inne pokolenie. Stworzył generację która odeszła od bólu istnienia w grunge'u do nu-metalu o ruchaniu, co jest podkreślone z bólem w samym dokumencie. Pamiętam zresztą te czasy, postawy Dursta i Kida Rocka były promowane jako cool i pożądane, reszta była grzecznymi chłopcami z Nickelback.Jest taka piosenka i teledysk które uwielbiam, na pewno każdy słyszał. New Radicals- You Get What You Give. Nikt nie powie więcej o pokoleniu 99 roku, na pewno nie ten dokument. Pokoleniu którego bańkę brutalnie zakończył 11 września 2001 roku.3/10PS. Sorry za brak akapitów, nie wiem dlaczego, ale nie działają 🙂
Rozpisałem się trochę pod oceną na Filmwebie, ale posklejam tutaj, bo kto to tam czyta 🙂 Dawno żaden dokument nie wydał mi się tak tendencyjny, nie pozostawił mnie w takim osłupieniu.
