aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 19 of 106Next

Ciężko mi polubić tutejsze szaleństwo i twisty, bo są one jedynie sztuką dla sztuki. To lepione całkowicie na ślinę zwroty fabularne gotowe do obalenia w 20 sekund, powstałe jakby z dziecięcej naiwności, lub chęci taniego szokowania. Chyba nie muszę rozbierać ich na czynniki pierwsze, każdy wie o co chodzi. W Pile Wan był autorem jednego z najlepszych twistów w historii kina, w Dead Silence jednego z najbardziej szalonych, który niesamowicie brzmi w jednozdaniowym opisie, tutaj powstał w moim odczuciu kapiszon, bo nawet chwila zastanowienia powoduje dziurę na dziurze.

Ale wiem, wiem, i tak to będzie kultowe za 20 lat i pewnie bardziej pamiętane niż cokolwiek co umieszczę na szczycie swojej tegorocznej listy.

Może nie kultowe, ale na pewno z jego filmografii najbardziej niezwykłe. I chyba najbardziej krwawy, nawet Piła nie była przecież brutalna, to kolejne sequele zamazały obraz tego filmu.

Szaman has reacted to this post.
Szaman
Cytat z Szaman data wrzesień 19, 2021, 20:16

W Pile Wan był autorem jednego z najlepszych twistów w historii kina

Który odgadnąłem przed premierą 🙂 Tak, lubię się tym szczycić. Tak, mam to w CV.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Pokazałem mamie Malignant bo od dawna dopytywała o jakiś horror i przy okazji obejrzałem to drugi raz.

Nie będę kłamać - bawiłem się lepiej niż za pierwszym razem, ale to nie jest dobry film. Czy zły, koszmarnie wyreżyserowany jak pisałem wcześniej? Hmm, i tak, i nie. Na pewno jest jakiś, a o to dzisiaj nie łatwo więc ma u mnie za to plus, nawet duży. Nawet muzyka mi się spodobała.

Zwróciłem uwagę na dwie rzeczy:

Spoiler
- dość nieporadnie, w świetle tego o czym jest całość, Wan na początku filmu udaje że to historia o jakimś duchu; jak wyjaśnić unoszące się z takim opóźnieniem siedzisko kanapy w scenie z partnerem Maddy?

- wydaje mi się że są tu dwie dość spore dziury fabularne / uproszczenia / przemilczenia.

1) Maddy powinna mieć na plecach dość spore blizny czy wręcz minimalne deformacje po wycięciu ciała potworniaka - rodzice adopcyjni tego nie widzieli? Nie zastanawiali się od czego to? Ona sama nie wiedziała jak wyglądają jej plecy?

2) Dokumentacja doktor Weaver jest bardzo wygodna dla tego jak poprowadzono fabułę - nie ma tam żadnych szczegółów sprawy Emily ani zdjęcia Gabriela. Wszystko co ważne czeka sobie na odkrycie w komputerowym zamku-szpitalu by wystrzelić w 3. akcie 🙂

Aha, tak ogólnie, jest to film o niebo lepszy od Candyman: Black Lives Matter Edition.

Marek Pilarski, Janko and Szaman have reacted to this post.
Marek PilarskiJankoSzaman

Spontaniczni

Absurdalny pomysł wyjściowy jest tak naprawdę tłem dla historii o uczuciowej relacji między dwojgiem nastolatków. Opowiedzianej lekko i z wdziękiem. Wybuchający nastolatkowie dodają jej zaskakującego suspensu. Nic wielkiego, ale ogląda się przyjemnie. Solidne 6/10.
PS. Już oglądając zwiastun, zwróciłem uwagę, że Katherine Langford nieco się zaokrągliła (chociażby w porównaniu do serialu Przeklęta z tego samego roku). Od Spontanicznych nie zagrała w niczym nowym, a na imdb brak informacji o jej jakichkolwiek przyszłych projektach. Może powodem są jakieś problemy zdrowotne?

Chaos Walking

Film niesłusznie wg mnie oceniony został tak nisko. Niewiele zabrakło, żeby wyszło z tego dobre SF. Film oparty jest na ponoć niezłym materiale źródłowym, więc sama historia jest już plusem. Podoba mi się też relacja i chemia między Rey i Spider-Manem. Oboje grają nieco inaczej niż w najbardziej znanych swoich rolach, są bardziej wycofani, zdystansowani. Fajny jest Mads jako villain. Przedstawiony świat, klimat filmu i oczywiście sam pomysł z szumem też na plus. Jest też kilka ciekawych, choć może nie jakoś niesamowicie zaskakujących twistów. Minusy to zbytnie uproszczenia, zwłaszcza w scenach akcji, nie do końca sprawna ich realizacja. Również, jak wyżej, solidne 6/10.

 

Żeby nie było śladów

Ciężko polubić ten film. Jest perfekcyjnie zrealizowany, od strony technicznej nie można się do niczego przyczepić. Kostiumy, charakteryzacja i scenografia tworzą wiarygodny obraz lat 80., oddany w najdrobniejszym szczególe. Szkoda tylko, że brakuje wciągającej historii. Zabójstwo Przemyka i wysiłki aparatu państwa w celu ukrycia prawdy to oczywiście tragiczne wydarzenia z naszej historii, ale zostały przedstawione w zbyt reporterskim, beznamiętnym stylu. Oczywiście zdarzają się momenty dramatyczne, ale w ponad 2,5-godzinnym metrażu trochę się gubią i nie likwidują wrażenia monotonii. Brakuje też ciekawych postaci, które mogłyby wzbudzić jakieś emocje. Najlepiej wypadają aktorzy w rolach urzędników państwowych, ale są przedstawieni w mniej lub bardziej karykaturalnym stylu (Więckiewicz, Dedek jako Jaruzelski!, za to Konieczna jak zwykle szarżuje).

W Ostatniej rodzinie Matuszyński miał do dyspozycji niezwykle charakterystycznych bohaterów i potrafił wokół nich zbudować solidny kawał kina. W Królu skoncentrował się na odtwarzaniu przedwojennej Warszawy, ale zgubił gdzieś ludzi i ich historię opowiedzianą przez Twardocha. Po najnowszym filmie, można powiedzieć, że storytelling nie jest jego najmocniejszą stroną, za to od strony realizacyjnej, wizualnej jest chyba najciekawszym reżyserem w Polsce.

Nie odczytywałbym również tego filmu w kluczu aktualnej sytuacji w naszym kraju. Jest chyba jedna scena, która nawiązuje do bieżących wydarzeń, ale jest to delikatna aluzja. Poza tym czy to Polska A.D.1983, czy Polska w roku ZOZI, czy jakikolwiek inny kraj rządzony autorytarnie, różnice są z reguły techniczne, mechanizmy pozostają te same.

7/10

(może 7,5)

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Całkowicie podpisuję się pod tym, co napisał Fandorin. Dodam tylko, że być może lepiej by się go oglądało, gdyby narracja była nieco bardziej urozmaicona. Tutaj mamy chronologiczny zapis wydarzeń, a te najbardziej emocjonujące (przynajmniej dla mnie) i dramatyczne momenty (scena na komisariacie, później w mieszkaniu matki Przemyka) są na samym początku.

Zastanawiam się, czy przedstawienie urzędników państwowych w aż tak krzywym zwierciadle, było świadomą artystyczną decyzją. Momentami zaczynało to nawet nabierać komediowego tonu. I jest w tym pewien zgrzyt, bo z jednej strony mamy ludzi, którzy są wyrachowani i dokładnie wiedzą co i jak robić, żeby postawić na swoim i zniszczyć człowieka, a z drugiej strony są pokazywani w nieco prześmiewczy sposób.

Cytat z Fandorin data wrzesień 24, 2021, 21:53

Nie odczytywałbym również tego filmu w kluczu aktualnej sytuacji w naszym kraju. Jest chyba jedna scena, która nawiązuje do bieżących wydarzeń, ale jest to delikatna aluzja.

Zastanawiam się, którą scenę masz na myśli, bo ja w sumie w kilku momentach pomyślałem o czasach dzisiejszych. 😉

Matuszyński ma chyba ogólnie jakiś problem z szarżą u aktorów. Wystarczy porównać w ile kolein wpada rola Ogrodnika w Ostatniej rodzinie, szczególnie zestawić scenę z Wieczoru z Wampirem w RTL7 z wcześniejszą częścią filmu i oryginalnym nagraniem. Nie widziałem, ale się wypowiem 🙂 Może gardzi komunistycznymi aparatczykami tak bardzo, że aż ich przerysowuje? Coś w stylu sztucznego nosa Nixona w Watchmenach 🙂

Coś jest na rzeczy. W filmie jest kilka scen, w których aktorzy wybuchają płaczem/krzykiem, ale częściowo te emocje nie przenikają przez ekran, czuć udawanie i nieszczerość.

Żeby nie było śladów

Może to nie jest poziom Ostatniej rodziny, ale to ciągle kawał dobrego kina. Podoba mi się ten dokumentalny sznyt i wielowątkowe podejście do tej sprawy. Niewątpliwie najciekawszy z nich to wątek Jurka Popiela i to jak władza przez swoje działania praktycznie zniszczyła więzi rodzinne.

Co do przerysowania niektórych postaci ja nie odniosłem takiego wrażenia. Kiszczak (niech mu ziemia ciężką będzie) w interpretacji Więckiewicza jest taki jaki był zimny i bezwzględny (pamiętam go jeszcze trochę z wystąpień w mediach). Na granicy szarżowania jest prokurator Bardon w wykonaniu Koniecznej, ale z tego co słyszałem to była z niej niezła suka, więc nie był bym zaskoczony gdyby naprawdę się tak zachowywała.

 

Cytat z Marek Pilarski data wrzesień 25, 2021, 22:10
Cytat z Fandorin data wrzesień 24, 2021, 21:53

Nie odczytywałbym również tego filmu w kluczu aktualnej sytuacji w naszym kraju. Jest chyba jedna scena, która nawiązuje do bieżących wydarzeń, ale jest to delikatna aluzja.

Zastanawiam się, którą scenę masz na myśli, bo ja w sumie w kilku momentach pomyślałem o czasach dzisiejszych. 😉

Chodziło mi o scenę, w której padają słowa o praworządności i łamaniu konstytucji. Na pewno jeszcze kilka innych można by odczytać w odniesieniu do aktualnej sytuacji, ale wydały mi się one już bardziej uniwersalne. W tej jednej uderzyło mnie użycie konkretnych zwrotów, wręcz trochę jak z "przekazów dnia" 😉

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Jeźdźcy sprawiedliwości

Czekałem na ten film, bo bardzo, ale to bardzo lubię "Jabłka Adama". "Jeźdźcy..." to na pierwszym planie kino zemsty, choć oczywiście bardzo specyficznej. Na drugim, tym ciekawszym, to opowieść o męskim niedostosowaniu. Zwiastun zapowiadał lżejsze, bardziej groteskowe kino. A momentami jest ciężko i naprawdę smutno. Ale humoru, czasem absurdalnego, nie brakuje. Na szczęście Jensen potrafi z łatwością przechodzić od scen poważnych do żartów (podobnie było w "Jabłkach...") powodując, że prawie 2 godziny mijają niepostrzeżenie.
Wg mnie "Jeźdźcy..." to ten lepszy z zeszłorocznych filmów z Madsem 😉 Moja ocena 8/10.

PS. Mads jest świetny. Dawno go nie widziałem w takiej roli. Masywny, zamknięty w sobie, niedostępny, bez odrobiny uśmiechu. Szkoda, że Hollywood nie potrafi go lepiej wykorzystać. Choć może Mads traktuje ich po prostu jak bankomat, aktorskie ambicje realizując w rodzinnym kraju 😉

Tomorrow War, czyli Wojna o jutro

Nie da się nie dostrzec licznych luk, uproszczeń i zapożyczeń (twórcy z pewnością widzieli "Wojnę światów" Spielberga, "Na skraju jutra" "Coś" i "Żołnierzy kosmosu"). Ale jednak oglądało mi się to całkiem dobrze. Najlepszą decyzją twórców było wykorzystanie pomysłu wyjściowego go opowieści o relacji głównego bohatera z córką i ojcem. Zresztą sam pomysł, by dzisiejszych nas wysyłać na wojnę w przyszłości jest bardzo fajny (ktoś wykorzystał go już wcześniej?). Poza tym to sztampowe kino SF o wojnie z przerażającymi monstrami. Ich wygląd (w tłumaczeniu nazywano ich kolcami) podobny do wielu innych, ale jednak całkiem niezły. Sceny akcji przyzwoite. Trzeci akt faktycznie na doczepkę. Ale twórcy mieli chyba tego świadomość, bo bardzo szybko odhaczali jego kolejne punkty.
Moja ocena 6/10.

PS. Chris po raz kolejny udowodnił, że nie potrafi grać dramatycznie (widać to zwłaszcza we wspólnych scenach z Iwonką, podobnie można było to dostrzec w Pasażerach z Jennifer L.). A JK wygląda jakby właśnie zszedł z planu Justice League 😉

Z recenzji Wesela na Onecie wynika, że film przebija brutalnością nawet końcówkę Wołynia.

The Guilty

W skrócie: o tym jak Jake tyle czasu rozmawiał z płaczącymi ludźmi, że na końcu sam się rozpłakał.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Jak w porównaniu do oryginału?

There Is Someone Inside Your House (2021)

Reżyser solidnej serii horrorów komediowych Creep z Markiem Duplassem, tym razem nakręcił raczej poważny slasher silący się na komentarz społeczny. Jest to netflixowy komentarz społeczny, w dodatku podany w twitterowej, bezdusznej wersji, w najbardziej algorytmiczny ze sposobów. Nie wiem czy ja w ogóle nie czuje tego nowego pokolenia, ale to kolejny film Netflixa w którym licealiści są zakochanymi w sobie z wzajemnością, antypatycznymi dupkami, mającymi pretensje do każdego wokół o wszystko. Nie ma co się potem dziwić tym wszystkim aferom w którym zawsze ktoś jest na coś obrażony i w trakcie bojkotu. Z drugiej strony część powiedziałaby, że to jest właśnie definicja licealistów, ale oni zawsze usilnie przedstawiani są jako fajni bohaterowie którym powinieneś kibicować.

Moją ulubioną sceną była chyba ta w której bohater zamyka się w łazience aby rozmawiać przez telefon i jest pełen pretensji i żalu, że matka dobija się do kibla, aby wreszcie stamtąd wyszedł, a jego koleżanka wyraża współczucie, że musi on mieszkać z takimi rodzicami którzy go nie rozumieją 🙂

Fabularnie nic się nie trzyma kupy, motywacja mordercy zupełnie durna i klejona na ślinę, aby tylko uczynić mordercą jedną, konkretną osobę. Wszystko w takim odpychającym sosie twitterowych wojowników. Bardzo męczący seans.

2/10

Motywacja mordercy

Spoiler
Oczywiście zabija biały i bogaty blondyn, którego biały i bogaty ojciec miał ukrytą kolekcję nazistowskich pamiątek (metafora!). Miał on dość tego, że jest jak sam twierdził postrzegany jako biały i uprzywilejowany, pouczany przez innych, więc chciał pokazać pouczającym, że oni sami mają własne grzechy. Nie ma to jeszcze bardziej sensu niż brzmi, bo zabija na przykład białego futbolistę który nie miał raczej do niego pretensji, a ukrywał pobicie kolegi. Zabił też innego, białego kolegę tylko dlatego, że ten ukrywał, że bierze leki na jakąś chorobę umysłową. I tak to się toczy w biurach Netflixa.

Byłem dzisiaj na Titane. Jak ktoś zrobił sobie w Cannes podwójny seans tego i Annette, to miał po takim double-feature mózg nieźle rozwalony. 🙂

Tutaj kilka słów, napisane z myślą o fanpage'u:

Alexia to niezłe ziółko. Jeszcze jako mała dziewczynka doprowadza do wypadku samochodowego, w skutek którego w jej czaszce zostaje wstawiona tytanowa płytka. Zabieg pozostawia nie tylko charakterystyczną bliznę na skroni, ale wywołuje także dziwny pociąg do samochodów. Już jako dorosła kobieta, Alexia realizuje tenże pociąg w bardzo seksualny sposób. Przy okazji lubi także, z niewyjaśnionych bliżej powodów, krzywdzić fizycznie innych ludzi. Czy Alexia jest w ogóle jeszcze człowiekiem?

Sadyzm głównej postaci, który jest przedstawiony w niesamowicie sugestywny i dosłowny sposób, szczególnie w pierwszych kilkudziesięciu minutach Titane, początkowo wydaje się pustą fetyszyzacją przemocy. Jest on miejscami tak ciężkostrawny, że spowodował kilka wyjść z sali. Jest on jednak także punktem wyjścia do ostatecznie bardzo ludzkiej, choć nieco pretekstowej historii i stanowi kontrast do tego, co w dalszej części tego filmu dzieje się z Alexią. Zwycięzcę tegorocznej Złotej Palmy można odczytać zapewne jako działającą mocno na wyobraźnię i szaloną kontemplację nad różnymi aspektami cielesności człowieka, a reżyserce Julii Ducournau należy się uznanie, za umiejętność uchwycenia tychże w niesamowicie sugestywny sposób. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni jakiś film wywołał u mnie tak silną fizyczną reakcję.

7/10

Wesese aka Wese5e aka Wesesierpe aka Wesele bez L

Dobry. Chwilami bardzo. Czy zatrzęsie Polską jak zapowiada trailer? Nie sądzę, ale na pewno będzie z jednej strony pożywką dla ludzi forsujących narrację o antypolskim kinie obrzucającym Polaków gównem i podkreślającym ich rolę w mordowaniu Żydów, z drugiej zmusi do refleksji na temat otaczającej nas rzeczywistości, może nawet nas samych, tego co robimy i mówimy.

Kino Smarzowskiego nigdy nie było subtelne, zawsze opierało się na przejaskrawieniach i przerysowaniach i nie inaczej jest tym razem, ale w kilku miejscach Wojtek poszedł na łatwiznę. Sposób w jaki pokazane są analogie między przeszłością a teraźniejszością - jakkokwiek słuszne - są nieprawdopodobnie łopatologiczne, a kilka motywów jest tak przewidywalnych, że można zazgrzytać zębami:

Spoiler
Pan młody który zdradza żonę na weselu, sugestia że ksiądz który z ambony mówi o tęczowej zarazie sam woli parówki od bułeczek, kobieta bzykająca się z Czarnym z którym wcześniej nie chciała siedzieć przy stole.

Wspomniane analogie i przeplatanie się bieżącej akcji z retrospekcjami (sposób w jaki to zrobiono uważam za bardzo udany ale nie zdziwiłoby mnie, gdyby wielu widzów odrzucił) zdawało się do czegoś prowadzić, ostatecznie jednak gdzieś to wszystko się rozmywa i ostatecznie nie do końca rozumiem, co Smarzowski chciał osiągnąć poprzez taką konstrukcję filmu. Wiem co mu się udało: wychodziłem z sali ze ściśniętym gardłem, ale ja bardzo słabo znoszę takie historie.

A jak świnka? 🙂

Jedno słowo: kontekst 🙂

PreviousPage 19 of 106Next