Opinie o filmach
Cytat z Szaman data 28 października, 2021, 18:29W lesie dziś nie zaśnie nikt 2
O matko, ale żeby zobaczyć tutaj Sama Raimi to nie wiem jakie trzeba mieć okulary. Nie ma z niego niczego. Ale jeśli mnie pamięć nie myli, to w wywiadach z Oleszczykiem i kimś z Filmwebu reżyser mówił, że jego ulubionym filmem jest Martwe zło 2, więc pewnie już przylgnie do niego taki pryzmat jego twórczości. Moim zdaniem jeśli szukać jakichś inspiracji, to pewnie Brian Yuzna, Martwica mózgu, może coś z Tromy na której słabo się znam. Ale jest to bardzo oryginalny film, szczególnie w porównaniu z bezładnie kopiującą częścią pierwszą.
Szkoda tylko, że nie może to złapać żadnego rytmu, szczególnie wtedy gdy już całkiem rozpada się na dwie połowy. Najbliżej jest tego gdzieś w środku, ze standardową bieganiną której spodziewano się po tym sequelu. Ogólnie duża poprawa, widać, że (znowu posiłkuję się wywiadem) tamten scenariusz napisał student łykający horrory, tutaj dojrzały już student zrozumiał, że trzeba dodać coś własnego i nie trzeba koniecznie wrzucać wszystkiego co przyjdzie na myśl do gara z polskim bigosem.
Pod względem efektów specjalnych to być może najlepszy polski film w historii kina. Motyw z twarzą wspaniały.
6/10
W lesie dziś nie zaśnie nikt 2
O matko, ale żeby zobaczyć tutaj Sama Raimi to nie wiem jakie trzeba mieć okulary. Nie ma z niego niczego. Ale jeśli mnie pamięć nie myli, to w wywiadach z Oleszczykiem i kimś z Filmwebu reżyser mówił, że jego ulubionym filmem jest Martwe zło 2, więc pewnie już przylgnie do niego taki pryzmat jego twórczości. Moim zdaniem jeśli szukać jakichś inspiracji, to pewnie Brian Yuzna, Martwica mózgu, może coś z Tromy na której słabo się znam. Ale jest to bardzo oryginalny film, szczególnie w porównaniu z bezładnie kopiującą częścią pierwszą.
Szkoda tylko, że nie może to złapać żadnego rytmu, szczególnie wtedy gdy już całkiem rozpada się na dwie połowy. Najbliżej jest tego gdzieś w środku, ze standardową bieganiną której spodziewano się po tym sequelu. Ogólnie duża poprawa, widać, że (znowu posiłkuję się wywiadem) tamten scenariusz napisał student łykający horrory, tutaj dojrzały już student zrozumiał, że trzeba dodać coś własnego i nie trzeba koniecznie wrzucać wszystkiego co przyjdzie na myśl do gara z polskim bigosem.
Pod względem efektów specjalnych to być może najlepszy polski film w historii kina. Motyw z twarzą wspaniały.
6/10
Cytat z Mierzwiak data 28 października, 2021, 21:27A miałem Ci wczoraj napisać żebyś przypadkiem nie spodziewał się niczego w stylu Raimiego po tym filmie, ale w końcu nie napisałem. Przepraszam 🙂
Tempo jest w tym filmie fatalne, no ale bawiłem się przednio. Szacun dla Wieniawy, co za rola. Czekam na W mieście dziś nie zaśnie nikt.
A miałem Ci wczoraj napisać żebyś przypadkiem nie spodziewał się niczego w stylu Raimiego po tym filmie, ale w końcu nie napisałem. Przepraszam 🙂
Tempo jest w tym filmie fatalne, no ale bawiłem się przednio. Szacun dla Wieniawy, co za rola. Czekam na W mieście dziś nie zaśnie nikt.
Cytat z Fandorin data 29 października, 2021, 19:49Ostatniej nocy w Soho
Zaskoczył mnie ten film. Nie sądziłem, że będzie to aż tak oczywisty horror z dość przewidywalnym twistem. Przynajmniej w warstwie fabularnej. Natomiast w warstwie formalnej, o mamo, co tu się dzieje! Wright jak zwykle dostarcza wizualną ucztę okraszoną świetną muzyką. Współczesny Londyn przechodzący w Londyn z lat 60. jest pełnoprawnym bohaterem tego filmu. Choć niekoniecznie bohaterem pozytywnym. Pod warstwą blichtru i luksusu kryją się naprawdę paskudne rzeczy, o czym przekonuje się główna bohaterka, wcześniej mocno idealizująca to miasto i te czasy. W myśl powiedzenia be careful what you wish for, zderzenie z rzeczywistością okaże się bardzo bolesne, ale, zgodnie z innym powiedzeniem, co cię nie zabije, to cię wzmocni, pozwoli jej pokonać swoje lęki i problemy.
Świetną reżyserską robotę wspierają dwie aktorki, naprawdę dobre w swoich rolach. Dobrze wypadają też Smith i Stamp, choć rola tego pierwszego jest mniejsza niż się spodziewałem. Z drobnych minusów wymieniłbym wolniejsze tempo niż można było oczekiwać po zwiastunie oraz [spoiler title=""]wykorzystanie motywu choroby psychicznej jako wyjaśnienia dla przenikania się dwóch płaszczyzn czasowych.[/spoiler]
8/10
Ostatniej nocy w Soho
Zaskoczył mnie ten film. Nie sądziłem, że będzie to aż tak oczywisty horror z dość przewidywalnym twistem. Przynajmniej w warstwie fabularnej. Natomiast w warstwie formalnej, o mamo, co tu się dzieje! Wright jak zwykle dostarcza wizualną ucztę okraszoną świetną muzyką. Współczesny Londyn przechodzący w Londyn z lat 60. jest pełnoprawnym bohaterem tego filmu. Choć niekoniecznie bohaterem pozytywnym. Pod warstwą blichtru i luksusu kryją się naprawdę paskudne rzeczy, o czym przekonuje się główna bohaterka, wcześniej mocno idealizująca to miasto i te czasy. W myśl powiedzenia be careful what you wish for, zderzenie z rzeczywistością okaże się bardzo bolesne, ale, zgodnie z innym powiedzeniem, co cię nie zabije, to cię wzmocni, pozwoli jej pokonać swoje lęki i problemy.
Świetną reżyserską robotę wspierają dwie aktorki, naprawdę dobre w swoich rolach. Dobrze wypadają też Smith i Stamp, choć rola tego pierwszego jest mniejsza niż się spodziewałem. Z drobnych minusów wymieniłbym wolniejsze tempo niż można było oczekiwać po zwiastunie oraz
8/10
Cytat z Marek Pilarski data 29 października, 2021, 21:20Wydaje mi się, czy ten rok pod względem dość głośnych popier*olonych filmów jest wyjątkowo mocny?
Annette, Titane, Lamb, teraz to.. 😛
Wydaje mi się, czy ten rok pod względem dość głośnych popier*olonych filmów jest wyjątkowo mocny?
Annette, Titane, Lamb, teraz to.. 😛
Cytat z Mierzwiak data 30 października, 2021, 15:55Last Night In Soho
Nie lubię Wrighta, uważam że Hot Fuzz to jedyny dobry film jaki napisał i nakręcił. Do teraz. Udał mu się angażujący, oryginalny projekt który jest ciekawą mieszanką gatunków a jednocześnie dość oczywistym w wyrazie wynikiem nostalgii za dawnymi, lepszymi czasami. Pada tu nawet dialog, że kiedyś muzyka była lepsza, ale nie mam mu go za złe; każda użyta tu piosenka jest świetna i lepsza od czegokolwiek co można usłuszeć dzisiaj w radio.
No ale... tak, musi być ale 🙂 Jest taki moment, scena, wydarzenie, po którym film zaczyna się sypać - wyraźnie gubi wcześniejszą atmosferę i ma problem ze znalezieniem nowego kierunku dla fabuły. Wright próbuje nawet twistu, dość słabego moim zdaniem, bo zupełnie nic on nie wnosi, a gdy w końcu nadchodzi trzeci akt (po drodze jest jeszcze świetna scena z nożyczkami!), okazuje się, że ta oryginalna do tej pory historia dostała bardzo nieoryginalny finał, jaki widzieliśmy już w wielu filmach i koniec końców te wszystkie wcześniejsze atrakcje były nie tyle nieuzasadnione, co stanowiły rodzaj zasłony dymnej, pełnej atrakcji drogi do nudnego miejsca. Wydaje mi się, że w finale Wright nie połączył dobrze wszystkich wątków a parę rzeczy dziwnie mi się tu gryzie i nie wybrzmiewa tak, jak mam wrażenie on sam by tego chciał, jednak nie umiem nie myśleć o tym filmie inaczej niż pozytywnie. To ciekawa produkcja którą warto zobaczyć - dla świetnych zdjęć, sympatycznej głównej bohaterki (nie, to nie Joy jest tu gwiazdą ale McKenzie), wielu bardzo dobrych scen, muzyki, klimatu.
Last Night In Soho
Nie lubię Wrighta, uważam że Hot Fuzz to jedyny dobry film jaki napisał i nakręcił. Do teraz. Udał mu się angażujący, oryginalny projekt który jest ciekawą mieszanką gatunków a jednocześnie dość oczywistym w wyrazie wynikiem nostalgii za dawnymi, lepszymi czasami. Pada tu nawet dialog, że kiedyś muzyka była lepsza, ale nie mam mu go za złe; każda użyta tu piosenka jest świetna i lepsza od czegokolwiek co można usłuszeć dzisiaj w radio.
No ale... tak, musi być ale 🙂 Jest taki moment, scena, wydarzenie, po którym film zaczyna się sypać - wyraźnie gubi wcześniejszą atmosferę i ma problem ze znalezieniem nowego kierunku dla fabuły. Wright próbuje nawet twistu, dość słabego moim zdaniem, bo zupełnie nic on nie wnosi, a gdy w końcu nadchodzi trzeci akt (po drodze jest jeszcze świetna scena z nożyczkami!), okazuje się, że ta oryginalna do tej pory historia dostała bardzo nieoryginalny finał, jaki widzieliśmy już w wielu filmach i koniec końców te wszystkie wcześniejsze atrakcje były nie tyle nieuzasadnione, co stanowiły rodzaj zasłony dymnej, pełnej atrakcji drogi do nudnego miejsca. Wydaje mi się, że w finale Wright nie połączył dobrze wszystkich wątków a parę rzeczy dziwnie mi się tu gryzie i nie wybrzmiewa tak, jak mam wrażenie on sam by tego chciał, jednak nie umiem nie myśleć o tym filmie inaczej niż pozytywnie. To ciekawa produkcja którą warto zobaczyć - dla świetnych zdjęć, sympatycznej głównej bohaterki (nie, to nie Joy jest tu gwiazdą ale McKenzie), wielu bardzo dobrych scen, muzyki, klimatu.
Cytat z robgordon data 30 października, 2021, 17:56Ochłonąłem po wczorajszym seansie "Niefortunnego numerku" więc kilka ciekawostek o filmie, dla zainteresowanych 😉
[spoiler title=""]
Najbardziej zwariowana i zaskakująca jest nie sama historia, a forma. Film ma bezkompromisowy wstęp (to kilkuminutowy filmik porno, nakręcony w trybie POV, bez żadnych niedopowiedzeń), po nim następują trzy rozdzielone od siebie akty (najbardziej zaskakujący i intrygujący jest drugi, zupełnie niezwiązany z główną historią opowiedzianą w pierwszym i trzecim), aż docieramy do zakończenia, a dokładniej do trzech. W ostatnim główna bohaterka przemienia się w superbohaterkę i gwałci oralnie rodziców swoich uczniów wielkim gumowym dildo (scena skojarzyła mi się nieco z końcówką "Sausage Party"). Jakby co, uprzedzałem 😉
[/spoiler]Moja ocena 7/10.
Ochłonąłem po wczorajszym seansie "Niefortunnego numerku" więc kilka ciekawostek o filmie, dla zainteresowanych 😉
Najbardziej zwariowana i zaskakująca jest nie sama historia, a forma. Film ma bezkompromisowy wstęp (to kilkuminutowy filmik porno, nakręcony w trybie POV, bez żadnych niedopowiedzeń), po nim następują trzy rozdzielone od siebie akty (najbardziej zaskakujący i intrygujący jest drugi, zupełnie niezwiązany z główną historią opowiedzianą w pierwszym i trzecim), aż docieramy do zakończenia, a dokładniej do trzech. W ostatnim główna bohaterka przemienia się w superbohaterkę i gwałci oralnie rodziców swoich uczniów wielkim gumowym dildo (scena skojarzyła mi się nieco z końcówką "Sausage Party"). Jakby co, uprzedzałem 😉
Moja ocena 7/10.
Cytat z Szaman data 30 października, 2021, 21:17Ja podczas oglądania Chicago:
Ale jest! Mam zaliczone wszystkich zdobywców głównego Oscara od czasu Titanica! Następny w kolejce Angielski pacjent też pewnie będzie bolał... Ale wracając do meritum, nie kupuję zupełnie tej koncepcji z "komentarzem scenicznym", no dla mnie to gwałt na kinie, trzeba było sobie kamerę ustawić na przedstawieniu i tyle 🙂 Ale nie chcę krzywdzić filmu oceną z powodu konwencji której zupełnie nie kupuję, bo wyczuwam, że w tych ramach rzecz jest bardzo sprawna i równie dobrze zagrana. Ale rany boskie, wszelkie nominacje dla Johna C. Reilly i Queen Lattifah to jakiś absurd, zagrali to co przedtem, potem i co będą grać do śmierci swojej albo kina. Za to Zellweger jak ryba w wodzie.
Niech ma 6/10
Ja podczas oglądania Chicago:

Ale jest! Mam zaliczone wszystkich zdobywców głównego Oscara od czasu Titanica! Następny w kolejce Angielski pacjent też pewnie będzie bolał... Ale wracając do meritum, nie kupuję zupełnie tej koncepcji z "komentarzem scenicznym", no dla mnie to gwałt na kinie, trzeba było sobie kamerę ustawić na przedstawieniu i tyle 🙂 Ale nie chcę krzywdzić filmu oceną z powodu konwencji której zupełnie nie kupuję, bo wyczuwam, że w tych ramach rzecz jest bardzo sprawna i równie dobrze zagrana. Ale rany boskie, wszelkie nominacje dla Johna C. Reilly i Queen Lattifah to jakiś absurd, zagrali to co przedtem, potem i co będą grać do śmierci swojej albo kina. Za to Zellweger jak ryba w wodzie.
Niech ma 6/10
Cytat z Marek Pilarski data 30 października, 2021, 21:52Ja akurat bardzo dobrze wspominam Chicago, choć pamiętam, że też ciężko było mi się za to zabrać, ale ostatecznie byłem pozytywnie zaskoczony. 🙂
Ja akurat bardzo dobrze wspominam Chicago, choć pamiętam, że też ciężko było mi się za to zabrać, ale ostatecznie byłem pozytywnie zaskoczony. 🙂
Cytat z Mierzwiak data 30 października, 2021, 22:18Cytat z Szaman data październik 30, 2021, 21:17Za to Zellweger jak ryba w wodzie.
Jest bardzo dobra, ale dla mnie to Zeta-Jones zawsze była gwiazdą tego filmu. To jest zwierzę sceniczne!
Cytat z Szaman data październik 30, 2021, 21:17Za to Zellweger jak ryba w wodzie.
Jest bardzo dobra, ale dla mnie to Zeta-Jones zawsze była gwiazdą tego filmu. To jest zwierzę sceniczne!
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2021, 20:12Last Night In Soho (2021)
Czegoś mi tutaj zabrakło, ale swoje zarzuty sformułowałem jak na razie co do zakończenia. Mam wrażenie, że gdzieś w połowie ulatuje z tego wszystkiego powietrze (może przy zmianie fryzury?), a film zaczyna się i kończy na scenie z wielkim plakatem Bonda. Ona onieśmiela przepychem, obiecuje coś więcej niż może zaoferować, zresztą wszystkie następne fragmenty wyglądają na rozsądniejsze budżetowo, bo skupione właściwie na jednym klubie i kilku fragmentach ulic.
[spoiler title=""] Przede wszystkim na ostatniej, wesołej, chciałoby się rzec radośnie familijnej scenie z pokazem mody zupełnie ulatuje klimat. Odwołam się do człowieka do którego mam zakaz zbliżania się na 100 metrów nałożony przez sąd w Kalifornii 🙂 U Sama Raimi, którego horrory wiem, że wielbi Wright, ostatnia scena ma kluczowe znaczenie dla nastroju widza. Zobaczcie jak Raimi kończy pierwsze i drugie Martwe zło, reżyserską wersję Armii, oraz Drag Me To Hell. U Wrighta widz zostaje z niczym, ma zakończenie jak ze specjala na Halloween od Nickoledeonu.
Poza tym mordercza babcia lepiej sprawdziłaby się jako zimna psychopatka, niepotrzebnie budują współczucie do jej czynu. Co innego zabić alfonsa w obronie własnej, a co innego być seryjną morderczynią klientów. Zresztą tam wprost pada, że należało im się i chociaż nie pochwalam chodzenia do pań lekkich obyczajów, to morderstwo za to jest raczej zbyt surową karą. Dziwny to świat skrajności w którym z jednej strony docierają głosy o "sex workerkach" i pracy w łóżku zrównanej z pracą w warzywniaku, gdzie jako obywatel mam się tym nie przejmować, z drugiej jako widz mam uznać za słuszne mordowanie klientów takich przybytków. Ale to chyba materiał na inną opowieść. [/spoiler]
Kurcze, chodzi mi po głowie piosenka, ale pewnie zaraz poszukam. Jest taki montaż gdy Anja przedstawia się różnymi imionami bywalcom nocnego klubu. Sampel z tamtejszego "la la la" albo "na na na" był wykorzystany w jakimś przeboju z lat 90-tych. Pytanie w jakim 🙂 Swoją drogą chyba nie wiedziałem, że nieśmiertelny, solowy przebój George'a Harrisona, do bólu ograny przez stacje radiowe, to tak naprawdę cover.
7/10. Ogólnie podobało mi się, ale też z dużej chmury mały deszcz, albo zwykły slasher.
Last Night In Soho (2021)
Czegoś mi tutaj zabrakło, ale swoje zarzuty sformułowałem jak na razie co do zakończenia. Mam wrażenie, że gdzieś w połowie ulatuje z tego wszystkiego powietrze (może przy zmianie fryzury?), a film zaczyna się i kończy na scenie z wielkim plakatem Bonda. Ona onieśmiela przepychem, obiecuje coś więcej niż może zaoferować, zresztą wszystkie następne fragmenty wyglądają na rozsądniejsze budżetowo, bo skupione właściwie na jednym klubie i kilku fragmentach ulic.
Poza tym mordercza babcia lepiej sprawdziłaby się jako zimna psychopatka, niepotrzebnie budują współczucie do jej czynu. Co innego zabić alfonsa w obronie własnej, a co innego być seryjną morderczynią klientów. Zresztą tam wprost pada, że należało im się i chociaż nie pochwalam chodzenia do pań lekkich obyczajów, to morderstwo za to jest raczej zbyt surową karą. Dziwny to świat skrajności w którym z jednej strony docierają głosy o "sex workerkach" i pracy w łóżku zrównanej z pracą w warzywniaku, gdzie jako obywatel mam się tym nie przejmować, z drugiej jako widz mam uznać za słuszne mordowanie klientów takich przybytków. Ale to chyba materiał na inną opowieść.
Kurcze, chodzi mi po głowie piosenka, ale pewnie zaraz poszukam. Jest taki montaż gdy Anja przedstawia się różnymi imionami bywalcom nocnego klubu. Sampel z tamtejszego "la la la" albo "na na na" był wykorzystany w jakimś przeboju z lat 90-tych. Pytanie w jakim 🙂 Swoją drogą chyba nie wiedziałem, że nieśmiertelny, solowy przebój George'a Harrisona, do bólu ograny przez stacje radiowe, to tak naprawdę cover.
7/10. Ogólnie podobało mi się, ale też z dużej chmury mały deszcz, albo zwykły slasher.
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2021, 20:34Dobra, znalazłem 🙂
Z Soho
https://www.youtube.com/watch?v=95t3cc-7YOQ&list=PLohYzz4btpaRhL9RWJi1H8VkH745bFe6h&index=33
I popularna w latach 90-tych piosenka promująca Pret A Porter Roberta Altmana
https://www.youtube.com/watch?v=15UffN8eilI
Dobra, znalazłem 🙂
Z Soho
I popularna w latach 90-tych piosenka promująca Pret A Porter Roberta Altmana
Cytat z robgordon data 3 listopada, 2021, 20:38Chodzi o wykorzystanie fragmentu Land of 1000 Dances?
Edit: Widzę, że byłeś szybszy 😉
Chodzi o wykorzystanie fragmentu Land of 1000 Dances?
Edit: Widzę, że byłeś szybszy 😉
Cytat z Mierzwiak data 3 listopada, 2021, 21:12@szaman
Dla mnie film zaczął się sypać po scenie [spoiler title=""]śmierci Sandie i nie rozumiem skąd w ogóle ta wizja, skoro wcale tak to nie wyglądało. O co chodziło?[/spoiler]
No i nie rozumiem do końca co Wright chciał przekazać tą historią, bo z jednej strony uderza w mocno feministyczne tony, z drugiej okazuje się, że [spoiler title=""]ta wykorzystywana ofiara świata mężczyzn jest morderczynią przed którą musi ratować się główna bohaterka.[/spoiler]
Zgadzam się co do zakończenia, jest w ogóle nie na miejscu. Mam wrażenie że gdyby to Wright kręcił Black Swan, na końcu Portman z mamą poszłyby po finałowym występie na watę cukrową.
Dla mnie film zaczął się sypać po scenie
No i nie rozumiem do końca co Wright chciał przekazać tą historią, bo z jednej strony uderza w mocno feministyczne tony, z drugiej okazuje się, że
Zgadzam się co do zakończenia, jest w ogóle nie na miejscu. Mam wrażenie że gdyby to Wright kręcił Black Swan, na końcu Portman z mamą poszłyby po finałowym występie na watę cukrową.
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2021, 21:18Co do pierwszego spoilera, chodziło chyba tylko i wyłącznie o sztuczne przeciągnięcie filmu.
Nie podobał mi się też
[spoiler title=""] design zjaw zamordowanych mężczyzn. Czy nie lepiej pasowałyby jednakowe manekiny w czarnych garniturach, z teczkami i w kapeluszach, jakby właśnie idące do pracy? Pasowałoby to do mężczyzny z klasy średniej z lat 60-tych, jak i do wystaw z epoki kojarzących się właśnie z wystrojonymi manekinami. A tak mamy komputerowo rozmazane coś.
Poza tym, zakończyłbym film na scenie w której ręce zamordowanych wciągają Dianę Rigg do środka łóżka, w domyśle do piekła, tak jak w pewnym momencie robią z Tomasin. Jasne, że wtórne, szczególnie z Drag Me To Hell, ale zakończenie i tak nie przynosi zbyt wiele świeżości. A miałoby to sens, że zstępuje do piekła na łóżku, w miejscu popełnienia zbrodni. [/spoiler]
Co do pierwszego spoilera, chodziło chyba tylko i wyłącznie o sztuczne przeciągnięcie filmu.
Nie podobał mi się też
Poza tym, zakończyłbym film na scenie w której ręce zamordowanych wciągają Dianę Rigg do środka łóżka, w domyśle do piekła, tak jak w pewnym momencie robią z Tomasin. Jasne, że wtórne, szczególnie z Drag Me To Hell, ale zakończenie i tak nie przynosi zbyt wiele świeżości. A miałoby to sens, że zstępuje do piekła na łóżku, w miejscu popełnienia zbrodni.
Cytat z Mierzwiak data 3 listopada, 2021, 21:20Tak, robili lepsze wrażenie jako takie półprzezroczyste sylwetki, później już było za dużo komputera.
Tak, robili lepsze wrażenie jako takie półprzezroczyste sylwetki, później już było za dużo komputera.
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2021, 21:31Jeszcze co do zakończenia
[spoiler title=""] Kluczem do tego, że coś tutaj zgrzyta jest robienie z Taylor-Joy postaci pozytywnej, budzącej współczucie. Lepszym twistem byłoby gdyby okazało się, że nawiedzające główną bohaterkę wizję dotyczą postaci w pełni negatywnej, która chce ją zabić, a nie jej jakby wymarzonego odpowiednika z dawnych lat. Ogromną przesadą jest zwłaszcza finał w którym duch Sandie/Alex zostaje kolejną zjawą widywaną przez Tomasin, tuż po jej matce. Czyli bohaterka ma szczególny dar polegający na widywaniu duchów osób z którymi jest szczególnie związana, co prowadzi do tego, że może sobie przybić piątkę z matką i z oszalałą seryjną morderczynią mężczyzn z lat 60-tych. No ale zasłużyli, wiem jak odpowiada protagonistka.
Gorzej, że twist z podmianką dobrego na złego ducha byłby bliźniaczo podobny do twistu jednego z horrorów z ostatnich lat. Gdzie nie pójdziesz tam nie dobrze, tam już coś było 🙂
Wiem jaka jeszcze scena bardzo mi się podobała- tak w której odkryte jest prawdziwe oblicze klubu, z narkotykami i seksem za pieniądze. Ot taki film kilku dobrych scen. [/spoiler]
Jeszcze co do zakończenia
Gorzej, że twist z podmianką dobrego na złego ducha byłby bliźniaczo podobny do twistu jednego z horrorów z ostatnich lat. Gdzie nie pójdziesz tam nie dobrze, tam już coś było 🙂
Wiem jaka jeszcze scena bardzo mi się podobała- tak w której odkryte jest prawdziwe oblicze klubu, z narkotykami i seksem za pieniądze. Ot taki film kilku dobrych scen.
Cytat z Marek Pilarski data 3 listopada, 2021, 21:47Cytat z Szaman data Listopad 3, 2021, 20:12Swoją drogą chyba nie wiedziałem, że nieśmiertelny, solowy przebój George'a Harrisona, do bólu ograny przez stacje radiowe, to tak naprawdę cover.
Też nie wiedziałem. Zabawne, bo jak jechałem do kina, to akurat leciało w radio. 😛
Cytat z Szaman data Listopad 3, 2021, 20:12Swoją drogą chyba nie wiedziałem, że nieśmiertelny, solowy przebój George'a Harrisona, do bólu ograny przez stacje radiowe, to tak naprawdę cover.
Też nie wiedziałem. Zabawne, bo jak jechałem do kina, to akurat leciało w radio. 😛
Cytat z Marek Pilarski data 3 listopada, 2021, 22:14Last Night in Soho, czyli Nie wyjeżdżaj do Londynu, bo Cię kurvva zmiecie z planszy..
Pierwszą połowę oglądało mi się dobrze - wprowadzenie do historii i postaci, której uwierzyłem, że naprawdę lubi projektować ciuchy i nie jest fanką lat 60. tych dlatego, że ktoś mógłby uznać to za coś hipsterskiego i "cool". Tak samo pierwsze "podróże" do przeszłości, z tymi wszystkimi retro utworami w tle, i to jaki wpływ na bohaterkę mają te wizje, ale także powolne odkrywanie tego, że tamte czasy nie były takie wspaniałe, jak by się mogło wydawać. Niestety druga połowa filmu jest koszmarna, rozjechana stylistycznie i fabularnie.
[spoiler title=""]Miałem nadzieję, że dostaniemy jakieś wytłumaczenie tego, co się dzieje z główną bohaterką i co jej dolega, oraz jak to się ma do tego, co się w tym filmie dzieje. Tymczasem okazuje się, że po prostu cierpi na jakąś tam chorobę psychiczną, która w połączeniu z fizyczną więzią z wynajomwanym pokojem (?) wywołuje wizje przeszłości (czy tylko, skoro miała malinkę po pierwszej nocy?) i zjawy w teraźniejszości. Z kolei motyw przemocy seksualnej wobec kobiet kończy się po słabym twiście (a myślałem, że ten twist z policjantem był już zły) w kiczowatej CGI jatce, której nie byłem w stanie potraktować poważnie. A na końcu happy end, wszyscy są szczęśliwi, bo wydaje Ellie wydała kolekcję, która ma chyba symbolizować to, przez co musiała przejść oraz zwycięstwo nad swoimi demonami. Mam rozumieć, że proces tworzenia tej kolekcji zastąpił sesje u terapeuty czy nawet leczenie farmakologiczne? [/spoiler]
Już lepiej bawiłem się na Malignant. 😛
5/10
Last Night in Soho, czyli Nie wyjeżdżaj do Londynu, bo Cię kurvva zmiecie z planszy..
Pierwszą połowę oglądało mi się dobrze - wprowadzenie do historii i postaci, której uwierzyłem, że naprawdę lubi projektować ciuchy i nie jest fanką lat 60. tych dlatego, że ktoś mógłby uznać to za coś hipsterskiego i "cool". Tak samo pierwsze "podróże" do przeszłości, z tymi wszystkimi retro utworami w tle, i to jaki wpływ na bohaterkę mają te wizje, ale także powolne odkrywanie tego, że tamte czasy nie były takie wspaniałe, jak by się mogło wydawać. Niestety druga połowa filmu jest koszmarna, rozjechana stylistycznie i fabularnie.
Już lepiej bawiłem się na Malignant. 😛
5/10
