Opinie o filmach
Cytat z Janko data 26 grudnia, 2020, 12:44W Interstellar to silna grawitacja czarnej dziury zniekształcała czas. Jowisz też to robi, ale ma to nieznaczący wpływ. Ale możemy przyjąć że chodzi o napęd rakiety która umożliwia lot z np. połową prędkości światła (choć w roku w którym się dzieje akcja filmu nie byłoby to raczej możliwe). Ale nawet wtedy podróż w tę i z powrotem z ich perspektywy trwałaby kilka dni a z naszej kilka lat, więc to dalej nie ma sensu.
A z Marsem, to tak, teraz ma to więcej sensu.
W Interstellar to silna grawitacja czarnej dziury zniekształcała czas. Jowisz też to robi, ale ma to nieznaczący wpływ. Ale możemy przyjąć że chodzi o napęd rakiety która umożliwia lot z np. połową prędkości światła (choć w roku w którym się dzieje akcja filmu nie byłoby to raczej możliwe). Ale nawet wtedy podróż w tę i z powrotem z ich perspektywy trwałaby kilka dni a z naszej kilka lat, więc to dalej nie ma sensu.
A z Marsem, to tak, teraz ma to więcej sensu.
Cytat z Szaman data 28 grudnia, 2020, 21:51Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Pod względem wykonania ten film naprawdę można pokazać na świecie (oprócz tego, że jak zwykle moi rodacy bełkoczą tak, że nie idzie ich zrozumieć), ale niestety nie jest to w ogóle zabawne. Krwawa, czarna komedia która przez cały czas pozostawia taki posmak czerstwego chleba, co jest uczuciem dziwacznym w zestawieniu z tym, że chce opowiadać o ludziach młodszych ode mnie, dzisiejszych 25+. Ale jakieś to wszystko sztuczne, wysilone w swojej fajności, gdzieś dwa kroki przed zupełnie przestarzałą fascynacją Guyem Ritchiem (nazwisko mentora pada nawet w dialogu), czy wymuszonym luzem 30-latków z dawnej Vivy Polska.
Miałem takie dziwne wrażenie, że oglądam to z płyty CD o pojemności 700 mega, bo przede wszystkim jest odwołaniem do nurtu komedii młodzieżowych powstałych po wielkim sukcesie kasowym "American Pie". Jest tutaj nawet dekonstrukcja mitu Milfa, jedna z niewielu w miarę udanych scen w filmie. Widzę, że część naszych krytyków filmowych łyknęła to dziełko na zasadzie fascynacji polską nowością, dla mnie to kino spóźnione o jakieś 15 lat, co nie byłoby grzechem, gdyby było to kino zwyczajnie, tak po prostu zabawne.
3/10
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Pod względem wykonania ten film naprawdę można pokazać na świecie (oprócz tego, że jak zwykle moi rodacy bełkoczą tak, że nie idzie ich zrozumieć), ale niestety nie jest to w ogóle zabawne. Krwawa, czarna komedia która przez cały czas pozostawia taki posmak czerstwego chleba, co jest uczuciem dziwacznym w zestawieniu z tym, że chce opowiadać o ludziach młodszych ode mnie, dzisiejszych 25+. Ale jakieś to wszystko sztuczne, wysilone w swojej fajności, gdzieś dwa kroki przed zupełnie przestarzałą fascynacją Guyem Ritchiem (nazwisko mentora pada nawet w dialogu), czy wymuszonym luzem 30-latków z dawnej Vivy Polska.
Miałem takie dziwne wrażenie, że oglądam to z płyty CD o pojemności 700 mega, bo przede wszystkim jest odwołaniem do nurtu komedii młodzieżowych powstałych po wielkim sukcesie kasowym "American Pie". Jest tutaj nawet dekonstrukcja mitu Milfa, jedna z niewielu w miarę udanych scen w filmie. Widzę, że część naszych krytyków filmowych łyknęła to dziełko na zasadzie fascynacji polską nowością, dla mnie to kino spóźnione o jakieś 15 lat, co nie byłoby grzechem, gdyby było to kino zwyczajnie, tak po prostu zabawne.
3/10
Cytat z Szaman data 28 grudnia, 2020, 22:30No zamierzam, tylko wykombinuję jak to zrobić ładnie, a bez torrentów 🙂 A po takim zestawieniu ocen musiałem zobaczyć: Michał Oleszczyk 9/10, Karolina Korwin-Piotrowska 9/10, Bartosz Czartoryski 2/10.
No zamierzam, tylko wykombinuję jak to zrobić ładnie, a bez torrentów 🙂 A po takim zestawieniu ocen musiałem zobaczyć: Michał Oleszczyk 9/10, Karolina Korwin-Piotrowska 9/10, Bartosz Czartoryski 2/10.
Cytat z Mierzwiak data 28 grudnia, 2020, 22:51Ano ciężkie czasy, gdyby Disney+ był w Polsce nie byłoby problemu, a tak odpokutuję winy kupując za £20-25 na UHD w dniu premiery 🙂
Wszyscy moi... też obejrzę, ale wnioskując po zwiastunie coś czuję że bliżej mi będzie Tobie i Czartoryskiemu.
Ano ciężkie czasy, gdyby Disney+ był w Polsce nie byłoby problemu, a tak odpokutuję winy kupując za £20-25 na UHD w dniu premiery 🙂
Wszyscy moi... też obejrzę, ale wnioskując po zwiastunie coś czuję że bliżej mi będzie Tobie i Czartoryskiemu.
Cytat z Mierzwiak data 31 grudnia, 2020, 20:41Cytat z Szaman data Grudzień 28, 2020, 21:51Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Pod względem wykonania ten film naprawdę można pokazać na świecie (oprócz tego, że jak zwykle moi rodacy bełkoczą tak, że nie idzie ich zrozumieć), ale niestety nie jest to w ogóle zabawne. Krwawa, czarna komedia która przez cały czas pozostawia taki posmak czerstwego chleba, co jest uczuciem dziwacznym w zestawieniu z tym, że chce opowiadać o ludziach młodszych ode mnie, dzisiejszych 25+. Ale jakieś to wszystko sztuczne, wysilone w swojej fajności, gdzieś dwa kroki przed zupełnie przestarzałą fascynacją Guyem Ritchiem (nazwisko mentora pada nawet w dialogu), czy wymuszonym luzem 30-latków z dawnej Vivy Polska.
Miałem takie dziwne wrażenie, że oglądam to z płyty CD o pojemności 700 mega, bo przede wszystkim jest odwołaniem do nurtu komedii młodzieżowych powstałych po wielkim sukcesie kasowym "American Pie". Jest tutaj nawet dekonstrukcja mitu Milfa, jedna z niewielu w miarę udanych scen w filmie. Widzę, że część naszych krytyków filmowych łyknęła to dziełko na zasadzie fascynacji polską nowością, dla mnie to kino spóźnione o jakieś 15 lat, co nie byłoby grzechem, gdyby było to kino zwyczajnie, tak po prostu zabawne.
3/10
Mogę się podpisać, przy czym mój główny zarzut to kompletny brak klarownego pomysłu na ten film - samych pomysłów jest tu od groma, ale jako całość jest to... coś. Nie umiem tego opisać, a pogłębia to również fakt, że film nie ma głównego bohatera / bohaterki, przez co brak tu jakiejś, nie wiem, perspektywy, punktu zaczepienia i odniesienia. Na początku gdy wynoszą Wieniawę wypowiada na głos tytuł filmu, ale czy to byli jej przyjaciele? Wydaje mi się że jedyni ludzie z jakimi w ogóle miała tu jakąś interakcję to jej chłopak i fotograf.
Mam wrażenie że byłby to o wiele lepszy film gdyby wywalić ten nieszczęsny pistolet i po prostu wygrać te wszystkie wątki i relacje (co niejako próbowano zrobić w tej nędznej ostatniej scenie), a tak komuś wydawało się że będzie zabawnie jeśli sylwestrowa impreza skończy się leżącymi wszędzie trupami. Ja się nie śmiałem.
Cytat z Szaman data Grudzień 28, 2020, 21:51Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Pod względem wykonania ten film naprawdę można pokazać na świecie (oprócz tego, że jak zwykle moi rodacy bełkoczą tak, że nie idzie ich zrozumieć), ale niestety nie jest to w ogóle zabawne. Krwawa, czarna komedia która przez cały czas pozostawia taki posmak czerstwego chleba, co jest uczuciem dziwacznym w zestawieniu z tym, że chce opowiadać o ludziach młodszych ode mnie, dzisiejszych 25+. Ale jakieś to wszystko sztuczne, wysilone w swojej fajności, gdzieś dwa kroki przed zupełnie przestarzałą fascynacją Guyem Ritchiem (nazwisko mentora pada nawet w dialogu), czy wymuszonym luzem 30-latków z dawnej Vivy Polska.
Miałem takie dziwne wrażenie, że oglądam to z płyty CD o pojemności 700 mega, bo przede wszystkim jest odwołaniem do nurtu komedii młodzieżowych powstałych po wielkim sukcesie kasowym "American Pie". Jest tutaj nawet dekonstrukcja mitu Milfa, jedna z niewielu w miarę udanych scen w filmie. Widzę, że część naszych krytyków filmowych łyknęła to dziełko na zasadzie fascynacji polską nowością, dla mnie to kino spóźnione o jakieś 15 lat, co nie byłoby grzechem, gdyby było to kino zwyczajnie, tak po prostu zabawne.
3/10
Mogę się podpisać, przy czym mój główny zarzut to kompletny brak klarownego pomysłu na ten film - samych pomysłów jest tu od groma, ale jako całość jest to... coś. Nie umiem tego opisać, a pogłębia to również fakt, że film nie ma głównego bohatera / bohaterki, przez co brak tu jakiejś, nie wiem, perspektywy, punktu zaczepienia i odniesienia. Na początku gdy wynoszą Wieniawę wypowiada na głos tytuł filmu, ale czy to byli jej przyjaciele? Wydaje mi się że jedyni ludzie z jakimi w ogóle miała tu jakąś interakcję to jej chłopak i fotograf.
Mam wrażenie że byłby to o wiele lepszy film gdyby wywalić ten nieszczęsny pistolet i po prostu wygrać te wszystkie wątki i relacje (co niejako próbowano zrobić w tej nędznej ostatniej scenie), a tak komuś wydawało się że będzie zabawnie jeśli sylwestrowa impreza skończy się leżącymi wszędzie trupami. Ja się nie śmiałem.
Cytat z Marek Pilarski data 1 stycznia, 2021, 03:06Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Dla mnie ten film to w sumie jeden koncept wzięty w mega duży cudzysłów. Jeżeli spojrzeć na niego właśnie w ten sposób, to wydaje mi się całkiem udanym i niegłupim produktem. Celowo używam słowa "produkt", bo ostatecznie jest to film o imprezie sylwestrowej (która nie musiała być w sumie imprezą sylwestrową, tylko jakąkolwiek inną imprezą) wypuszczony kilka dni przed Sylwestrem promowany w dużym stopniu nazwiskiem celebrytki-influencerki. Ubranie tego konceptu w ciuszki czarnej komedii, która czerpie garściami z innych filmów (wspomniane przez Szamana "American Pie", filmy Tarantino, czy nawet nasz polski "Atak paniki") oraz celowo zderza ze sobą przerysowane postaci (a raczej pewne archetypy, także typowe dla dla naszego polskiego podwórka), które w pozafilmowej rzeczywistości po prostu nie spotkałyby się raczej na jednej imprezie, odczytuję więc po prostu jako przekazanie tego konceptu w nieco inny, podkręcony do maksimum, a przez to może nawet świeży jak na polskie warunki sposób. Całość jest sprawnie nakręcona i odpowiednio zmontowana, choć niekiedy czuć zgrzyty w płynności, bo jest dużo przeskoków między scenami, które dzieją się przypuszczalnie w tym samym czasie. Jest też kilka zgrzytów w dialogach i tonie, i choć liczyłem, że będzie bardziej zabawnie, to w kilku momentach parsknąłem śmiechem i ogólnie bawiłem się całkiem nieźle.
6,5/10
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Dla mnie ten film to w sumie jeden koncept wzięty w mega duży cudzysłów. Jeżeli spojrzeć na niego właśnie w ten sposób, to wydaje mi się całkiem udanym i niegłupim produktem. Celowo używam słowa "produkt", bo ostatecznie jest to film o imprezie sylwestrowej (która nie musiała być w sumie imprezą sylwestrową, tylko jakąkolwiek inną imprezą) wypuszczony kilka dni przed Sylwestrem promowany w dużym stopniu nazwiskiem celebrytki-influencerki. Ubranie tego konceptu w ciuszki czarnej komedii, która czerpie garściami z innych filmów (wspomniane przez Szamana "American Pie", filmy Tarantino, czy nawet nasz polski "Atak paniki") oraz celowo zderza ze sobą przerysowane postaci (a raczej pewne archetypy, także typowe dla dla naszego polskiego podwórka), które w pozafilmowej rzeczywistości po prostu nie spotkałyby się raczej na jednej imprezie, odczytuję więc po prostu jako przekazanie tego konceptu w nieco inny, podkręcony do maksimum, a przez to może nawet świeży jak na polskie warunki sposób. Całość jest sprawnie nakręcona i odpowiednio zmontowana, choć niekiedy czuć zgrzyty w płynności, bo jest dużo przeskoków między scenami, które dzieją się przypuszczalnie w tym samym czasie. Jest też kilka zgrzytów w dialogach i tonie, i choć liczyłem, że będzie bardziej zabawnie, to w kilku momentach parsknąłem śmiechem i ogólnie bawiłem się całkiem nieźle.
6,5/10
Cytat z Mierzwiak data 1 stycznia, 2021, 18:58Death to 2020
Mam już po dziurki w nosie powtarzania jaki to straszny był 2020 rok (tak, dostaliśmy pandemię, ale poza tym był to rok jak każdy inny), że to "dumbster fire" i innych hasełek lansowanych głównie przez celebrytów-milionerów ubolewających nad tym jakie to straszne było izolowanie się w rezydencjach z basenami, siłowniami i salami kinowymi.
Death to 2020 jest niejako przedłużeniem tego narzekania, z tym że z filmu wcale nie wynika czemu był to aż tak okropny rok, a stanowi on raczej jego podsumowanie z naciskiem na prezydenturę Trumpa i wybory w USA, a to wszystko z koronawirusem w tle. Może gdybym miniony rok spędził w lepiance gdzieś w środku Amazonii byłoby to ciekawe jako szybkie podsumowanie tego co mnie ominęło, ale ogladałem, czytałem i śledziłem to wszystko na bieżąco, więc newsy z czerstwym komentarzem nie robią na mnie wrażenia, tym bardziej że niektóre z wydarzeń czy sytuacji były śmieszne czy wręcz absurdalne same w sobie i żadnego komentarza nie wymagają. Nie do końca rozumiem też obraną konwencję, gdzie z jednej strony film opisuje rzeczywistość posługując się fragmentami wiadomości itp, z drugiej miesza ją z nieistniejącymi postaciami i - dosłownie - fake newsami stworzonymi w celach komediowych.
Zaśmiałem się dosłownie raz, na żarcie z opakowaniami maseczek znajdującymi się za lekarzem pytającym na konferencji prasowej "Gdzie są maseczki?".
Death to 2020
Mam już po dziurki w nosie powtarzania jaki to straszny był 2020 rok (tak, dostaliśmy pandemię, ale poza tym był to rok jak każdy inny), że to "dumbster fire" i innych hasełek lansowanych głównie przez celebrytów-milionerów ubolewających nad tym jakie to straszne było izolowanie się w rezydencjach z basenami, siłowniami i salami kinowymi.
Death to 2020 jest niejako przedłużeniem tego narzekania, z tym że z filmu wcale nie wynika czemu był to aż tak okropny rok, a stanowi on raczej jego podsumowanie z naciskiem na prezydenturę Trumpa i wybory w USA, a to wszystko z koronawirusem w tle. Może gdybym miniony rok spędził w lepiance gdzieś w środku Amazonii byłoby to ciekawe jako szybkie podsumowanie tego co mnie ominęło, ale ogladałem, czytałem i śledziłem to wszystko na bieżąco, więc newsy z czerstwym komentarzem nie robią na mnie wrażenia, tym bardziej że niektóre z wydarzeń czy sytuacji były śmieszne czy wręcz absurdalne same w sobie i żadnego komentarza nie wymagają. Nie do końca rozumiem też obraną konwencję, gdzie z jednej strony film opisuje rzeczywistość posługując się fragmentami wiadomości itp, z drugiej miesza ją z nieistniejącymi postaciami i - dosłownie - fake newsami stworzonymi w celach komediowych.
Zaśmiałem się dosłownie raz, na żarcie z opakowaniami maseczek znajdującymi się za lekarzem pytającym na konferencji prasowej "Gdzie są maseczki?".
Cytat z robgordon data 10 stycznia, 2021, 11:03[spoiler][/spoiler][spoiler][/spoiler]Obejrzałem wczoraj po latach "Gorączkę" Manna. Nic nie zmieniło się w mojej ocenie, nadal to świetne kino. Dość zaskakujące jednak dla mnie było to, że ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że film powstał ćwierć wieku temu. Wydaje mi się nawet, że gdyby dziś ktoś chciał nakręcić film sensacyjny, którego akcja dzieje się w latach 90-tych, to ten film mógłby wyglądać dokładnie tak jak dzieło Manna.
Cytat z Mierzwiak data 17 stycznia, 2021, 23:06Promising Young Woman
Fenomenalna Carey Mulligan i zakończenie, które - wcale się nie dziwię - dzieli widzów. Osobiście jestem na tak, ale nie będę kłamać - też mnie to zagotowało w środku.
Promising Young Woman
Fenomenalna Carey Mulligan i zakończenie, które - wcale się nie dziwię - dzieli widzów. Osobiście jestem na tak, ale nie będę kłamać - też mnie to zagotowało w środku.
Cytat z Kuba data 18 stycznia, 2021, 13:24Czas obejrzeć bo kina to ja sie chyba nie doczekam. Na ten moment moją kandydatką do Oscara jest Kirby, wybitna w Pieces of Woman (szkoda, że sam film nie jest w stanie utrzymać poziomu genialności pierwszych 40 minut)
Czas obejrzeć bo kina to ja sie chyba nie doczekam. Na ten moment moją kandydatką do Oscara jest Kirby, wybitna w Pieces of Woman (szkoda, że sam film nie jest w stanie utrzymać poziomu genialności pierwszych 40 minut)
Cytat z Marek Pilarski data 18 stycznia, 2021, 18:07Mnie podobała się jeszcze scena w domu matki, także zrobiona w jednym ujęciu. Co do sceny z początku, podpadło mi, że podczas porodu postać Kirby w ogóle nie spociła się. Zastanawiam się, czy faktycznie takie coś jest możliwe w takiej sytuacji.
Poza tymi dwoma scenami nie przypadł mi do gustu. Jest wprawdzie bardzo dobrze zagrany, ale za dużo w tym banalnej symboliki i ujęć chodzącej po mieści głównej postaci ze zbliżeniami na smutną twarz Kirby z nachalnie melodramatyczną muzyką w tle, z których zbyt wiele w kwestii radzenia sobie z traumą/przeżywaniem żałoby nie wynika.
Mnie podobała się jeszcze scena w domu matki, także zrobiona w jednym ujęciu. Co do sceny z początku, podpadło mi, że podczas porodu postać Kirby w ogóle nie spociła się. Zastanawiam się, czy faktycznie takie coś jest możliwe w takiej sytuacji.
Poza tymi dwoma scenami nie przypadł mi do gustu. Jest wprawdzie bardzo dobrze zagrany, ale za dużo w tym banalnej symboliki i ujęć chodzącej po mieści głównej postaci ze zbliżeniami na smutną twarz Kirby z nachalnie melodramatyczną muzyką w tle, z których zbyt wiele w kwestii radzenia sobie z traumą/przeżywaniem żałoby nie wynika.
Cytat z Kuba data 19 stycznia, 2021, 09:48Scena w domu też faktycznie dobra. Ale znowu bardziej dzięki występom. Scenariusz niestety zawodzi też przy tworzeniu relacji między matką i córką, dało się tu wyciągnać znacznie znacznie więcej.
Szyja to dla mnie misscast a wątek jego i prawniczki strasznie rozwodnił całość, tak jakby twórcy bardzo zależało na pokazaniu drugiej osoby w tej traumie i jej sposobu radzenia sobie ze stratą, ale na samym zamyśle się skończyło i nic ciekawego nie miał do powiedzenia. Meh.
Za to fajną role ma Molly Parker z mojego ukochanego Deadwood.
Scena w domu też faktycznie dobra. Ale znowu bardziej dzięki występom. Scenariusz niestety zawodzi też przy tworzeniu relacji między matką i córką, dało się tu wyciągnać znacznie znacznie więcej.
Szyja to dla mnie misscast a wątek jego i prawniczki strasznie rozwodnił całość, tak jakby twórcy bardzo zależało na pokazaniu drugiej osoby w tej traumie i jej sposobu radzenia sobie ze stratą, ale na samym zamyśle się skończyło i nic ciekawego nie miał do powiedzenia. Meh.
Za to fajną role ma Molly Parker z mojego ukochanego Deadwood.
Cytat z Szaman data 25 stycznia, 2021, 20:49Waham się między 8 a 9 dla Soul. Zupełnie zaskoczyło mnie, że to film o [spoiler]powstrzymywaniu zagubionej osoby przed samobójstwem[/spoiler] a przynajmniej tak odebrałem relację między dwójką bohaterów, zwłaszcza finał. Piękny Nowy Jork, baśniowo żółty niczym w Spider-Manach Raimiego, piękna historia. Tak często ktoś chce napisać scenariusz "o życiu!" i tak często to nie wychodzi, tutaj udało się w pełni. Wzruszający montaż z graniem przy kawałku pizzy, świetna ostatnia scena.
Z kolei Riz Ahmed dzieli i rządzi w Sound of Metal, jak dotąd autentycznie najlepsza rola jaką widziałem z oscarowej stawki. Niesamowicie szczera kreacja, uwierzyłem w każdą z emocji. Nie do końca z kolei rozumiem zachwyty nad Paulem Racim, jest spokojny i opanowany, jest sobie po prostu i nie umierałem z oczekiwania kiedy znowu pojawi się na ekranie. Tutaj daję 8/10.
Waham się między 8 a 9 dla Soul. Zupełnie zaskoczyło mnie, że to film o
Z kolei Riz Ahmed dzieli i rządzi w Sound of Metal, jak dotąd autentycznie najlepsza rola jaką widziałem z oscarowej stawki. Niesamowicie szczera kreacja, uwierzyłem w każdą z emocji. Nie do końca z kolei rozumiem zachwyty nad Paulem Racim, jest spokojny i opanowany, jest sobie po prostu i nie umierałem z oczekiwania kiedy znowu pojawi się na ekranie. Tutaj daję 8/10.
Cytat z Szaman data 28 stycznia, 2021, 22:09Hole In The Ground (2019)
Jakby nie patrzeć to strasznie oklepane, z trochę zbyt wczesnym odkryciem kart, ale jest tutaj nawet niezła reżyserska ręka wtłaczająca w schematy pewną dozę szlachetności. Pośród tych kilku słabszych i niepotrzebnych scen (gdybym dostawał Twixa za każdym razem gdy ktoś gdzieś użyje motywu z waleniem głową w szybę samochodu to mógłbym zgłosić się do Aronofsky'ego zamiast Frasera), trafia się kilka zaskakująco udanych (szkolne przedstawienie, rozwiązanie zagadki oprócz tego co następuje tuż potem, czy ostatnia scena). Wszystko to skąpane jest w ponurym nastroju i wyzbyte egzaltacji nad kręceniem filmu o paranoi.
Podobało mi się, Impostor, jak to wylosował polski dystrybutor, pozwala mi wierzyć, że Lee Cronin to znacznie lepszy reżyser niż Fede Alvarez i sprawia, że spoglądam na Evil Dead Rise z dużym optymizmem. Chciałbym nawet aby Cronin ponownie obsadził bliżej mi nieznaną aktorkę o mocno irlandzkim nazwisku- Seanę Kerslake.
7/10
Hole In The Ground (2019)
Jakby nie patrzeć to strasznie oklepane, z trochę zbyt wczesnym odkryciem kart, ale jest tutaj nawet niezła reżyserska ręka wtłaczająca w schematy pewną dozę szlachetności. Pośród tych kilku słabszych i niepotrzebnych scen (gdybym dostawał Twixa za każdym razem gdy ktoś gdzieś użyje motywu z waleniem głową w szybę samochodu to mógłbym zgłosić się do Aronofsky'ego zamiast Frasera), trafia się kilka zaskakująco udanych (szkolne przedstawienie, rozwiązanie zagadki oprócz tego co następuje tuż potem, czy ostatnia scena). Wszystko to skąpane jest w ponurym nastroju i wyzbyte egzaltacji nad kręceniem filmu o paranoi.
Podobało mi się, Impostor, jak to wylosował polski dystrybutor, pozwala mi wierzyć, że Lee Cronin to znacznie lepszy reżyser niż Fede Alvarez i sprawia, że spoglądam na Evil Dead Rise z dużym optymizmem. Chciałbym nawet aby Cronin ponownie obsadził bliżej mi nieznaną aktorkę o mocno irlandzkim nazwisku- Seanę Kerslake.
7/10
Cytat z Mierzwiak data 29 stycznia, 2021, 20:20Cytat z Szaman data Styczeń 25, 2021, 20:49Waham się między 8 a 9 dla Soul. Zupełnie zaskoczyło mnie, że to film o [spoiler]powstrzymywaniu zagubionej osoby przed samobójstwem[/spoiler] a przynajmniej tak odebrałem relację między dwójką bohaterów, zwłaszcza finał. Piękny Nowy Jork, baśniowo żółty niczym w Spider-Manach Raimiego, piękna historia. Tak często ktoś chce napisać scenariusz "o życiu!" i tak często to nie wychodzi, tutaj udało się w pełni. Wzruszający montaż z graniem przy kawałku pizzy, świetna ostatnia scena.
Wspaniały film i po raz pierwszy tak naprawdę przeznaczony dla chyba już totalnie dorosłych ludzi. Dzieci oczywiście mogą to obejrzeć, ale nie wiem czy zrozumieją, o przesłaniu Soul nie wspominając.
Z ciekawszych rzeczy które ostatnio oglądałem bardo podobało mi się niezwykle ciepłe, wzruszające i zabawne The Farewell (fakt że Akademia zignorowała ten film, zamiast tego dostrzegając rutynowe Ford v Ferrari i The Irishman to kolejny dowód na to że Oscarowi należy się kopniak w krocze) i One Night in Miami Reginy King - wciągające kino gadane, ładnie wyreżyserowane i zainscenizowane. Super obsada, na czele ze świetnymi Lesliem Odomem Jr. i Kingsleyem Ben-Adirem w roli Malcolma X. Nadrobiłem też w końcu Richarda Jewella, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to jakiś szczególny reżyserski fajerwerk, ale już fabularny i aktorski owszem.
Cytat z Szaman data Styczeń 25, 2021, 20:49Waham się między 8 a 9 dla Soul. Zupełnie zaskoczyło mnie, że to film o
a przynajmniej tak odebrałem relację między dwójką bohaterów, zwłaszcza finał. Piękny Nowy Jork, baśniowo żółty niczym w Spider-Manach Raimiego, piękna historia. Tak często ktoś chce napisać scenariusz "o życiu!" i tak często to nie wychodzi, tutaj udało się w pełni. Wzruszający montaż z graniem przy kawałku pizzy, świetna ostatnia scena.Spoilerpowstrzymywaniu zagubionej osoby przed samobójstwem
Wspaniały film i po raz pierwszy tak naprawdę przeznaczony dla chyba już totalnie dorosłych ludzi. Dzieci oczywiście mogą to obejrzeć, ale nie wiem czy zrozumieją, o przesłaniu Soul nie wspominając.
Z ciekawszych rzeczy które ostatnio oglądałem bardo podobało mi się niezwykle ciepłe, wzruszające i zabawne The Farewell (fakt że Akademia zignorowała ten film, zamiast tego dostrzegając rutynowe Ford v Ferrari i The Irishman to kolejny dowód na to że Oscarowi należy się kopniak w krocze) i One Night in Miami Reginy King - wciągające kino gadane, ładnie wyreżyserowane i zainscenizowane. Super obsada, na czele ze świetnymi Lesliem Odomem Jr. i Kingsleyem Ben-Adirem w roli Malcolma X. Nadrobiłem też w końcu Richarda Jewella, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to jakiś szczególny reżyserski fajerwerk, ale już fabularny i aktorski owszem.
Cytat z Kuba data 29 stycznia, 2021, 20:26Tak jak nie jestem zbytnio fanem The Farewell które bardzo mnie rozczarowało tak podpisuje się pod pochwałami dla One Night in Miami. Bałem się Oscar baita, ale nie - to po prostu świetne, pozbawione zadęcia, patosu i chęci nauczania o ważnych rzeczach, kino. Bardzo fajne starcie charakterów i postaw, świetny scenariusz a aktorstwo moim zdaniem fenomenalne. Jeden z lepiej zagranych filmów jakie ostatnio widziałem. Ben-Adir zagrał popisowo, ale zwróciłby też uwage na świetnego chociaż znacznie bardziej stonowanego Hodge'a. Co ciekawe ten film i Soul łączy scenarzysta 🙂
Tak jak nie jestem zbytnio fanem The Farewell które bardzo mnie rozczarowało tak podpisuje się pod pochwałami dla One Night in Miami. Bałem się Oscar baita, ale nie - to po prostu świetne, pozbawione zadęcia, patosu i chęci nauczania o ważnych rzeczach, kino. Bardzo fajne starcie charakterów i postaw, świetny scenariusz a aktorstwo moim zdaniem fenomenalne. Jeden z lepiej zagranych filmów jakie ostatnio widziałem. Ben-Adir zagrał popisowo, ale zwróciłby też uwage na świetnego chociaż znacznie bardziej stonowanego Hodge'a. Co ciekawe ten film i Soul łączy scenarzysta 🙂
Cytat z Szaman data 29 stycznia, 2021, 20:27Jeszcze co do Soul i dorosłości, musiałbym zagłębić się w świat gadżetów, ale uderzyło mnie jak daleki od projektowania pod zabawki to film. No dobra, może i ważnym bohaterem jest kot z którego można zrobić pluszaka, ale poza nim mamy nauczyciela muzyki w średnim wieku, duszki i istoty przypominające o dawnych reklamach Simplusa.
Jeszcze co do Soul i dorosłości, musiałbym zagłębić się w świat gadżetów, ale uderzyło mnie jak daleki od projektowania pod zabawki to film. No dobra, może i ważnym bohaterem jest kot z którego można zrobić pluszaka, ale poza nim mamy nauczyciela muzyki w średnim wieku, duszki i istoty przypominające o dawnych reklamach Simplusa.
Cytat z Mierzwiak data 29 stycznia, 2021, 20:57Celne spostrzeżenie z tymi zabawkami! Moją uwagę zwróciło jeszcze to, że Soul łączy w sobie jakby dwa filmy - jeden realistyczny, który spokojnie dałoby się zrealizować w wersji aktorskiej i drugi abstrakcyjny, którego w innej formie wyobrazić sobie nie potrafię.
Dodam jeszcze że ta trwająca nieco ponad pół minuty pseudo-czołówka ze spadającą duszą Joe to mój ulubiony audiowizualny kawałek kina 2020:
https://youtu.be/EItHKvwRFg4
Celne spostrzeżenie z tymi zabawkami! Moją uwagę zwróciło jeszcze to, że Soul łączy w sobie jakby dwa filmy - jeden realistyczny, który spokojnie dałoby się zrealizować w wersji aktorskiej i drugi abstrakcyjny, którego w innej formie wyobrazić sobie nie potrafię.
Dodam jeszcze że ta trwająca nieco ponad pół minuty pseudo-czołówka ze spadającą duszą Joe to mój ulubiony audiowizualny kawałek kina 2020:
Cytat z Marek Pilarski data 29 stycznia, 2021, 22:07Wszyscy zachwyceni. No to Olsenka dostała ładny prezent z okazji dziesiątej rocznicy swojej kariery aktorskiej. 🙂
Wszyscy zachwyceni. No to Olsenka dostała ładny prezent z okazji dziesiątej rocznicy swojej kariery aktorskiej. 🙂
