aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 31 of 106Next

The Tender Bar

 

Nie spodziewałem się, że Clooney i Monahan tak źle potraktują materiał źródłowy. To właściwie nie jest historia JRa a zamiast tego opowiastka boleśnie wykastrowana, wybrakowana, pospieszna i emocjonalnie obojętna. Twórcy przegapili cały urok oraz sens tego dlaczego Moehringer zdecydował się do swoich wspomnień przysiąść. Nie dlatego, że jego życie było specjalnie pasjonujące, nie dlatego, że on sam był osobą której historia jako taka mogłaby kogokolwiek zainteresować. Zrobił to bo w swoim życiu odnalazł szereg toposów wspólnych dla każdego dorastającego Amerykanina, dlatego, że na swojej drodze spotkał mnóstwo nietuzinkowych postaci o pasjonujących historiach, ludzi znikających na marginesie społeczeństwa a ludzi fascynujących, wartych poznania dźwigających poza bagażem własnych doświadczeń także elementy prawdy o tym czym jest Ameryka. Wszyscy oni to ludzie przez społeczeństwo zapomnieni i zlekceważeni a Moehringer dał im głos i pozwolił opowiedzieć swoje historie. Tego tu nie ma, zamiast tego mamy skrótowe, naiwne good feel movie które nawet nie jest w stanie tych dobrych uczuć wywolac, katharsis i uczucie spełnienia towarzyszące często takim historia jest tu nieobecne, bohaterowie to nudne tektury, często kompletnie nie mające nic wspólnego ze znacznie ciekawszymi wersjami książkowymi.

Przykładem niech będzie wujek Charlie, w filmie wujek idealny a w książce człowiek z grubsza przegrany, rozczarowany życiem, popełniający mnóstwo błędów i robiący wiele strasznych rzeczy który jednak próbuje być dla JRa ojcem oraz najlepszym przyjacielem dla swoich bliskich, nawet jeśli Moehringer ewidentnie go kochał to czytelnik stojący z boku jak na dłoni zobaczy jak wiele rzeczy Charlie mógł i powinien zrobić inaczej.

Oczywiście jednak to w tej postaci leży cały urok filmu oraz w rewelacyjnym Afflecku który czuje Charliego całym sobą. W ogóle, wraz z upływem lat i doświadczeń Ben jest coraz lepszym aktorem a wszystko co przeżył w życiu prywatnym przekłada się na głębię i wiarygodność jego aktorstwa. Tutaj dostał postać pod siebie i wyciąga z niej maksimum, bawi się na planie, jest wiarygodny i poruszający. Widać też, że Affleck bardziej wywalczył sobie prym na planie i w historii, samodzielnie budując swojego bohatera bo Clooney kompletnie kreować postaci nie potrafi. To zresztą film wyreżyserowany naprawdę źle. Jest też fatalnie zmontowany a jego konstrukcja leży, kwiczy i krwawi zakrawając o nieudolną amatorszczyznę.

Reszta obsady nie prezentuje nic interesującego. Trudno jednak oczekiwać, że cokolwiek z tego skryptu dadzą radę wykrzesać. Nie spodziewałem się arcydzieła, ale i tak jestem rozczarowany. Ciekaw jestem co by było gdyby za adaptacje książki zabrał się duet Afflecka i Damona z Benem na stołku reżysera. Myślę, biorąc pod uwagę jak tematycznie książka jest bliska ich dotychczasowej twórczości wspólnej i osobnej, że moglibyśmy mówić o topowym filmie zeszłego roku.

 

3/10

Nie znam książki, w oderwaniu od niej to zupełny średniak o poszukiwaniu figury ojcowskiej mimo, że jest ona tuż pod nosem. Część w latach 70-tych znacznie lepsza, gdy wchodzi Sheridan to film pada na twarz i traci himalaje czasu na nieprzekonujący, niepotrzebny, prowadzący donikąd wątek miłosny. Bardziej chiałoby się dowiedzieć co rodzina wokół robiła przez ostatnią dekadę, bo dla nich czas jakby się zatrzymał.

Fajny Ben, podobnie jak cały film lepszy w latach 70-tych, gdzie jest jeszcze jakaś atmosfera, klimacik, całość zdaje się do czegoś dążyć.

Słabe 6/10

King's Man

Zaskakująco fajne i ....dość inne od pierwowzorów. Tak, kolejny raz zwiastuny wprowadzają w błąd. A może to Vaughn nas strollował? Film ma zdecydowanie poważny ton. Oczywiście szaleństwa i zgrywy też nie zbraknie, ale jest tego zdecydowanie mniej niż w głównej serii. Swoją drogą Rasputina (w bezbłędnym wykonaniu Rhysa Ifansa) nie ma też tak dużo jak mogłyby sugerować zwiastuny. Muszę jeszcze wspomnieć o dobrych scenach akcji,  choreografii walk i jak zwykle udanym występie Ralpha Fiennesa. A i jest jeszcze dość zaskakujące rozwiązanie fabularne. Mimo wolniejszego tempa i nie zawsze dobrze współgrających ze sobą tonów według mnie warto obejrzeć.

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Tragedy of Macbeth

 

Fenomenalna adaptacja. Shakespear to fenomen, po tylu latach, tyłu próbach ciągle mogę oglądać kolejne wersje jego historii i co jakiś czas ktoś jest w stanie sprzedać je w sposób świeży i pasjonujący. Z jednej strony szkoda, że za rzadko ktoś odchodzi od adaptacji 1:1 i nie idzie w ślady Kurosawy i jego wybitnej wersji. Niemniej...jeśli już coś adaptować dosłownie to tak.

Ten Makbet jest niczym horror psychologiczny spod szyldu A24, ale bez nawet cienia pretensji czy pozerki. Audiowizualnie jest arcydziełem, obok Diuny i Green Knight najlepszym technicznie projektem. Cudowny brutalizm fenomenalnych scenografii, bardzo stylowe połączenie teatru i kina. To najładniejsza czerń i biel od dawna, zdjęcia - zarówno same kadry, praca kamery jak i przede wszystkim oświetlenie - wybitne, potwierdzające jak niedocenianym a wielkim operatorem jest Bruno. Muzyka zaskakuje, jest klimatyczna, złowieszcza, świetnie dopełniająca obraz. A nad tym wszystkim króluje Joel Coen, zarówno mistrzowsko inscenizując poszczególne sceny jak i przede wszystkim świetnie czujący się w budowaniu klimatu, napięcia i wprowadzaniu wszystkich nadnaturalnych elementów. Cieszy mnie też, że sprawdziły się zapowiedzi ekipy k tym jak istotna rolę w tej wersji będzie pełnić wiek głównych bohaterów. Jest tu zaskakująco dużo głębi, głównie za sprawą aktorów. Świetnie oddany jest wewnętrzny konflikt Makbeta i jego finalne szaleństwo. Zabiegi formalne tylko potęgują wrażenie, że tutaj - bardziej niż w innych wersjach - twórcy nurkują w głąb psychiki bohaterów.

Aktorsko po "Mass" drugi najlepszy film sezonu. Denzel jest Makbetem wybitnym, to w ogóle jedna z jego topowych ról i przy tym, paradoksalnie, dla niego świeża i nowa, rzucająca mu nowe wyzwanie. Nie wiem nawet co bardziej mnie urzekło - to jak oddawał wewnętrzny konflikt Makbeta na apoczatku i jak subtelnie odbywał lojalnego, szlachetnego rycerza który walczy z mroczną pokusa sięgnięcia po wielkość czy już jako kompletny szaleniec. Zdecydowanie jednak scena po odkryciu trupa Duncana, zabicie służących i jego monolog, jest jego najlepsza. Niemniej wybitna jest McDormand której Oscara za rolę tutaj bym dał bez wahania, zdecydowanie lepsza niż w Nomadland a może i nawet niż w Bilboardach, równie świetnie portretująca zawiść, strach, ekscytację i ambicje Lady Makbet, też bardzo mocno odcinając się od poprzedniczek i nie wybierająca najprostszej drogi do budowy tej postaci. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że jest pierwszą Lady Makbet która na starcie nie odpycha widza. Cały drugi plan jest również fenomenalny. Casting tu jest perfekcyjny, Gleeson portretuje najbardziej charakterystycznego i poczciwego Duncana jakiego widziałem a Kathryn Hunter daje wybitny popis swojego teatralnego kunsztu i do całego filmu wnosi zaskakująca dawkę mrocznego humoru.

Nie sądziłem, że aż tak mi ten film siądzie.

9/10

 

 

 

A Journal for Jordan

 

Tutaj wracamy do normy 😛

Lubię Washingtona jako reżysera. "Fences" uważam za dzieło wybitne a "Antwone Fisher" za wzorowy dramat obyczajowy. "A Journal for Jordan" miało wszystko aby być przynajmniej równie solidne. Niestety, wszystko się tu sypie. Całość wręcz niepokojąco uderza w bycie mainstreamowym filmem romantycznym co jest o tyle problematyczne, że jednocześnie czuć kto ten film kręci i jak poważna ekipa za niego odpowiada. Przez co następuje przedziwny dysonans gdyż ani twórcy niezbyt czują format przyjety do tej opowieści ani format nie pasuje do tego co oni zwykli do tej pory opowiadać. Z czego jeśli coś ten film ratuje to jest to reżyseria Denzela. Etap budowania relacji między bohaterami wypadł dobrze. Przede wszystkim ciekawie bo Denzel wybrał podejście niezbyt filmowe, ale bardzo naturalne i realistyczne, w związku z tym nawet dziwnie się ogląda coś tak życiowego w filmie który cały czas ma Vibe przesłodzonego filmu świątecznego. I jest to segment filmu który momentami naprawdę mnie urzekł, głównie dlatego, że wiele znajomych rzeczy zobaczyłem w zalotach bohaterów.

Potem wszystko się zaczyna sypać. Od momentu w którym bohaterowie się oficjalnie schodzą cały urok znika i zastępuje go pośpiech i nudne, banalne prowadzenie sprawy dalej ukoronowane naprawdę biedna inscenizacja i fatalnymi scenami "na wojnie". Gwoździem do trumny jest absolutnie fatalny wątek poświęcony synowi Charlesa, zarówno kompletnie nieudane i nieznośnie mdłe próby budowania w specyficzny sposób relacji między Charlesem a Jordanem jak i cały, okropnie zły, wątek poświęcony pogodzeniu się z tragedią. Na czele z absolutnie beznadziejnym finałem. Całość regularnie popada w bezsensowną wzniosłość i melodramatyczność. Najgorsze jest to, że nawet nie jest to zrobione dobrze, to nie jest poziom klasycznych filmów amerykańskich gdzie ten patos i przesada regularnie przechodzą. Te sceny nie mają życia, serca, emocji ani faktycznego pomysłu do siebie. Do Washingtona zwyczajnie nie pasuje taka wersja nostalgii i poklepywania siebie po plecach. Nie pomaga przesadzony metraż ani fakt, że film audiowizualnie jest robotą skrajnie nijaką. A szkoda, nawet "Fences" pomimo oczywistych ograniczeń było filmem bardzo ładnym, estetycznym gdzie zdjęcia pomagały zaangażować się w dramat.

Aktorsko Jordan robi co może, ale nieco mnie rozczarował. Mimo, że ewidentnie reżyser robił wszystko co mogł aby mu pomóc. Za to Chante Adams jest bardzo dobra i niesie film na swoich barkach. Bardzo chętnie zobaczę ja z ciekawszym materiałem.

 

5/10

Cytat z janko data styczeń 11, 2022, 18:27

King's Man

Zaskakująco fajne i ....dość inne od pierwowzorów. Tak, kolejny raz zwiastuny wprowadzają w błąd. A może to Vaughn nas strollował? Film ma zdecydowanie poważny ton. Oczywiście szaleństwa i zgrywy też nie zbraknie, ale jest tego zdecydowanie mniej niż w głównej serii. Swoją drogą Rasputina (w bezbłędnym wykonaniu Rhysa Ifansa) nie ma też tak dużo jak mogłyby sugerować zwiastuny. Muszę jeszcze wspomnieć o dobrych scenach akcji,  choreografii walk i jak zwykle udanym występie Ralpha Fiennesa. A i jest jeszcze dość zaskakujące rozwiązanie fabularne. Mimo wolniejszego tempa i nie zawsze dobrze współgrających ze sobą tonów według mnie warto obejrzeć.

Mam bardzo podobne odczucia. Zaskoczyło mnie to, że tak dużo czasu poświęcili na pokazanie realiów wojennych. W tych scenach przywodzi niekiedy na myśl 1917. Miejscami jest też dużo poważniejszy w swoim tonie, niż się spodziewałem, powiedziałbym, że chyba trochę przesadnie, ale była co najmniej jedna scena, która złapała za gardło. Co do wspomnianego zaskakującego rozwiązania fabularnego, to przypuszczam, że wiem, co masz na myśli. Dla mnie moment WTF, co dość głośno wyraziłem podczas seansu. 😛

Z kolei sceny z Rasputinem są do tego stopnia przegięte, że określiłby je nawet jako "krindżowe", ale choreografia walk z nim jest naprawdę imponująca, w sumie w innych scenach jest podobnie. Problemem był dla mnie ton całości, niezależnie od tego, czy nad nim nie zapanował, czy to była świadoma artystyczna decyzja. No i chyba po części przewidziałem, kto jest złoczyńcą, bo chyba w pewnym momencie pomyślałem, że to może być ON, bo był od początku jakiś taki podejrzany. Poza tym zapomniałem, kto w tym filmie jeszcze występuje, więc pojawienie się kilku znanych twarzy w mniejszych rolach uznaję za małe niespodzianki. 🙂

Ogólnie powiedziałbym, że to taka rozrywkowa lekcja historii z przymrużeniem oka i antywojennym wydźwiękiem.

6/10

Janko has reacted to this post.
Janko

Gierek

czyli jak Maślak z Generałem przeciwko dobremu królowi spiskowali.

 

Dawno, dawno temu był sobie dobry król, który chciał dla swoich poddanych jak najlepiej. Serce miał złote, z każdym umiał porozmawiać, nie bał się ciężkiej roboty, za to brzydził się kłamstwem i spiskiem. Niestety budziło to zawiść niektórych jego dworzan, którzy pozostawali na usługach sąsiedniego królestwa.

Taką właśnie bajkę przygotowali widzom twórcy filmu o legendarnym I Sekretarzu, Edwardzie Gierku. Postaci, wokół której narosło wiele mitów i która po latach oceniana jest skrajnie odmiennie: jako twórca okresu dobrobytu, do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominanego przez pokolenie moich rodziców, lub jako człowiek, który doprowadził kraj do ruiny i na skraj przepaści.

Już zwiastun zapowiadał, że główny bohater filmu ukazany zostanie jako postać pozytywna, walcząca o dobro swojej ojczyzny, usiłująca wyrwać ją spod wpływów ZSRR (motyw naukowca pracującego nad bombą neutronową - w filmie zupełnie marginalny). Ale tak bezczelnej, a jednocześnie nieudolnej laurki nie spodziewałem się ani ja, ani chyba nikt, kto na film zdecydował się wybrać. Bezczelnej, bo Gierek jest tutaj ukazany niemal jako święty, który dla dobra swoich rodaków, gotów jest postawić się Wielkiemu Bratu i pójść drogą postępu. A nieudolnej, bo w efekcie wyszła postać tak karykaturalna, naiwna i papierowa, że aż trudno uwierzyć w jakikolwiek konflikt, którego może być ona przyczyną.

A jednak konflikt jest. Drugą jego stroną są, wspomniani już, Maślak i niewymieniony z nazwiska Generał, zapewne reprezentujący Kanię i Jaruzelskiego, którzy, mimo nadzorowania całego aparatu bezpieczeństwa państwa, osobiście biorą udział w osłabianiu pozycji Gierka i próbach pozbycia się go, pomimo tego, że to właśnie oni są odpowiedzialni za osadzenie go na tej pozycji. Sterowani są oni przez radzieckiego generała z KGB (w tej roli dawno niewidziany Krzysztof Tyniec), wzmacniającego swoją pozycję kosztem podupadającego na zdrowiu Breżniewa (kuriozalna jest scena, w której dochodzi do spotkania Gierka z Breżniewem w Moskwie; w jego trakcie radziecki polityk, już poważnie chory, zasypia lub doznaje jakiegoś ataku i zostaje odwieziony, Gierek wychodzi, a zza filarów wychodzą oficerowie KGB i rozpoczynają naradę, na której planują wprowadzenie w Polsce stanu wojennego!). Jest jeszcze trzecia strona, czyli kapitaliści uosabiani przez dwóch amerykańskich bankierów, którzy wskutek kryzysu paliwowego, zmuszeni są szukać frajerów na swoje usługi i ich wybór pada na Polskę i próbującego modernizować kraj Gierka. W ten sposób nasz bohater znajduje się w potrzasku pomiędzy złymi kapitalistami a jeszcze gorszymi (lub na odwrót) komunistami. Jakim cudem potrafi on lawirować pomiędzy nimi na tyle, aby utrzymać się u władzy 10 lat? Nie mam pojęcia! Film nie udziela na to pytanie odpowiedzi.

Nie dość, że skrajnie głupi, to jeszcze jest Gierek fatalnie zrealizowany. Obsada jest albo kompletnie źle dobrana (Koterski, Pawlicki, Kożuchowska), albo nie ma nic do zagrania, a najczęściej jedno i drugie. Scenariusz jest absurdalny, dialogi zupełnie o niczym, nie budują żadnej dramaturgii. Reżyseria nie istnieje, zlepek scen bez ładu i składu. Nieco lepiej wypada strona wizualna, zdjęcia, scenografia, kostiumy to elementy, które nie przynoszą wstydu, ale nie wyróżniają się specjalnie na tle polskich produkcji. Brakuje natomiast jakiegoś aspektu widowiskowości, scen masowych (praktycznie nie ma pokazanych strajków) lub plenerowych (przydałoby się pokazanie rozmachu Gierkowskich inwestycji - te reprezentowane są tylko przez mapę ze światełkami w biurze Gierka). A ścieżka dźwiękowa bez jakiegokolwiek przeboju z tamtych lat to jakiś ewenement i chyba dowód na absurdalnie mały budżet produkcji.

Malutkim plusikiem są dla mnie sceny, częściowo być może niezamierzone, humorystyczne. Te pokazujące absurdy życia społecznego wierchuszki państwa, jego specyficznej nowomowy.

Na pewno jest Gierek zmarnowaną okazją na ciekawe kino typu political fiction lub obyczajowy obraz przemian społecznych i gospodarczych w Polsce lat 70. Szkoda tym większa, że na ten temat istnieje wiele mitów, półprawd i zwyczajnych kłamstw, którym przydałaby się rzetelna filmowa analiza. Zamiast tego dostaliśmy kolejny gniot, który wyrządza portretowanej postaci oraz okresowi historycznemu więcej szkody.

2/10

Janko and Szaman have reacted to this post.
JankoSzaman

Zaułek koszmarów 

Pierwszy film del Toro bez fantastyki wypadł nieźle, ale bez szału. Realizacyjnie i wizualnie bez zarzutu, obsada też spełnia swoje zadanie. Trzeba to jednak powiedzieć, że del Toro lepiej sprawdza się w kinie fantastycznym, a noir nie czuje tak dobrze. Ewidentnie film jest za długi, a choć klimat pierwszej połowy mi się podobał, to prawdziwe pazury są na końcu gdy mamy lawinę dramatycznych wydarzeń. Pochwalę też zakończenie. Na pewno ten seans skłoni mnie do obejrzenia pierwszej ekranizacji, najpewniej też lepszej.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Death on the Nile

Ogółem o wiele słabsza obsada niż poprzednio (najbardziej podobali mi się Bateman, Okonedo, Mackey i Bening), intryga kryminalna też mniej ciekawa, takie typowe "Spoko, do obejrzenia i niewracania do tego więcej."

Teksańska masakra piłą mechaniczną (2022)

Jeśli myśleliście, że Venom 2 był szybki i skrótowy to tutaj ustawiono poprzeczkę na nowej wysokości  niskości. Właściwie ogląda się to jak jakieś foto story z Bravo, wszystko jest poprowadzone tak bardzo, bardzo po łebkach, tak bardzo odtwórczo względem poprzedników, że nawet nie ma czasu na zdziwienie nad tym faktem. Bez napisów film trwa 75 minut, czułem się jakbym obejrzał 30-minutowy odcinek sitcomu i żaden z tego komplement.

Mimo bardzo szczątkowego scenariusza (kto obejrzy ten będzie wiedział, że film nawet nie ma pomysłu na bycie kopią Halloween Gordona Greena!), mimo tej porażającej prostoty nie udało się nawet poprowadzić fabuły bez większych głupot. Mamy na przykład chyba najbardziej wysiloną scenę z cyklu "jeszcze go przecież nie zabiję, bo film by się skończył" w historii kina.

A myślałem, że Netflix nie skupuje już kinowych odpadów. Trzeba tępić takie produkty, takie horrory, po prostu tępić jak szkodniki.

1/10

A i jeszcze to zawiązanie fabuły jest nieziemskie- w sumie żaden to spoiler. Grupa młodych influencerów przybywa do opuszczonego miasteczka aby go odnowić, czyli otworzyć restaurację i sklep z komiksami. Do typowego, zapyziałego, amerykańskiego miasteczka na Południu oddalonego godziny drogi od cywilizacji. Świetny plan, młodzi influencerzy!

PS. Coś mi ta główna twarz wydawała się znajoma, ale już nie stopowałem. Okazuje się, że to Elsie Fisher znana z głównej roli w Ósmej klasie. Wiem, Elsie, wiem, fajnie mieć Teksańską w filmografii, Viggo, All Right i Renee też mają. Ale widziałaś to i wiesz o co mi chodzi 🙂

Cytat z Szaman data luty 18, 2022, 18:41

Trzeba tępić takie produkty, takie horrory, po prostu tępić jak szkodniki.

Na pewno nie nabijając im oglądalność 😉

Masz mnie 🙂 Ale dodam na swoje usprawiedliwienie, choć nie cierpię jak ktoś zamyka mnie w takiej szufladce, że jestem jednak pasjonatem gatunku. Latami oglądałem Freddy'ego, Teksańską, Piątki, Chucky'ego, Halloween i jednak tymi tytułami można mnie przyciągnąć. A same serie już wielokrotnie padały na twarz i wiele ich odcinków nie powala poziomem.

Nie tłumacz się, sam ostatnio oglądałem Brahms: The Boy II 😀 No ale tutaj to raz że ich tytuł premierowy a dwa wiem dokładnie jak słabe to będzie więc nie nabijam minut 🙂

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Niesamowita Jessica James (Netflix)
Wróć do mnie (Prime Video)

Zeszłego weekendu obejrzałem dwie komedie romantyczne. Obie całkiem przyjemne, choć żadna rewolucją w gatunku nie jest. Pierwsza nieco indie, druga bardziej tradycyjna. Gdybyście szukali kiedyś filmu na romantyczną randkę z żoną/dziewczyną, da się je obejrzeć bez obciachu 😉

Uncharted

No co mam napisać? Grom to do pięt nie dorasta. I to nie tak, że one scenariuszowo są jakoś szczególnie oryginalne, bo nie są, ale są świetnie napisane (i zagrane!) a cała radocha z nich płynie właśnie z tego, że stanowią przeniesienie wysokobudżetowego, przygodowego filmu na formę gry która pozwala nam wcielić się w jej bohatera. Cofnięcie się i zrobienie z takiej gry filmu nie ma za grosz sensu.

To nie jest zły film, obejrzałem go bez bólu (tylko jaďący na autopilocie Wahlberg jest tu naprawdę mierny, w dodatku jego Sully poza imieniem i nazwiskiem oraz zdradzonym już w trailerze wąsem ze sceny bonusowej (!) nie ma NIC wspólnego ze swoim growym odpowiednikiem), ale w takiej skróconej wersji jak na dłoni widać słabości scenariusza, który jest chaotycznym skakaniem od jednej do drugiej sceny, bez oddechu, bez eksploracji czy klimatu. Nie pomaga też to, że z Fleischera dupa a nie reżyser - nie ma to za grosz charakteru, a najlepsze momenty czy sceny to te (samolot i finał), których geneza sięga opracowanych pewnie przez spore grono ludzi prewizualizacji.

Holland jest tu fajny (ale to nie mój Drake)  ale chyba najlepsze wrażenie robi Tati Gabrielle, będąca odpowiednikiem postaci Nadine z czwartej części serii, i tylko szkoda tego komicznego, PG-13 poderżnięcia gardła.

Poniżej lepsze, prawdziwe Uncharted 🙂

Poza Gackiem do naszych kin nie dawno wkroczył Cyrano i po seansie podpisuje się pod wszystkimi wypowiedziami, że to jeden z najbardziej pokrzywdzonych w sezonie nagród filmow.

 

To przede wszystkim powrót Joe Wrighta do jego korzeni i tematów które lubi najbardziej. Tym razem jednak jego opowieść stoi gdzieś pomiędzy "Dumą i uprzedzeniem" "Pokutą". Z jednej strony jest uroczy, magiczny, pełen pozytywnych, szczerych emocji, uroku i miłości. To jest ten dobry Wright - nie pompatyczny patriota czy nieporadny twórca thrillerów a romantyk. Romantyk który jednak snuje opowieści często mroczniejsze i dramatyczniejsze niż się wydaje. Takim filmem jest Cyrano.

Wiele osób mam wrażenie to ignoruje, ale pod płaszczykiem piosenek, naiwnej historii o zauroczeniu kryje się historia dość nieprzyjemna i gorzka. Cała trójka głównych bohaterów w gruncie rzeczy robi rzeczy złe i niewłaściwe, krzywdzi innych na jakiś sposób. Wright tego nie ukrywa, nie tłumaczy ani nie podkreśla, pozwala widzowi samemu do tego dojść. Nie ma tu żadnego wielkiego odkupienia, nie ma szczęśliwego finału czy odpokutowania krzywd. Bohaterowie częściej jedynie otrzymują posmak szczęścia którego nie osiągnęli niż faktycznie realizują swoje marzenie. Dużo jest tu złośliwości, okrucieństwa (jedna piosenka jest, literalnie, tłumaczeniem czemu jedna z postaci planuje zgwałcić inną).

A sama część muzyczna jest fenomenalna. Fakt, że piosenki są śpiewane na żywo dodaje filmowi sporo tożsamości. Sceny taneczne nie są przesadzone w żaden sposób a same teksty znakomicie współgrają z historią. Soundtrack katuje bez przerwy.

A realizacja jest pyszna. Zwłaszcza zdjęcia. Aktorsko Dinklage dostarcza swoją drugą najlepszą rolę. Spokojnie obok występów Aliego, Garfielda, Cumberbatch i Washingtona rola roku. Cała reszta też trzyma wysoki poziom, Bennett nigdy nie była lepsza.

 

8/10 z serduszkiem i potencjałem na więcej.

Cyrano też miałem okazję obejrzeć, ale bez entuzjazmu Kuby. Choć musicale bardzo lubię, to jednak nie jestem fanem zmiany klasycznych tekstów literatury na śpiewaną formę. Dlatego moją ulubioną ekranizacją jest ta z Depardieu. Aczkolwiek solidności tej wersji nie odmówię. Dinklage dobry, Bennett przeurocza, Mendelsohn w formie. Gorzej z piosenkami, najbardziej spodobały mi się 2: ta z trailera i ta wojenna.

 

The Adam Project

Ależ parszywy przykład łamania zasady show, don't tell  - o wszystkim się tu tylko mówi, nic nie jest pokazane, do tego jak na film celujący w familijną sci-fi przygodę ma totalnie nieczytelną intrygę i zerową stawkę. Gdybym musiał to komuś opowiedzieć to miałbym problem. Swego rodzaju ironią jest to, że w dialogach wymienia się Terminatora i Powrót do przyszłości II, filmy, które bardzo ładnie pokazały czemu bohaterowie będą starali się zapobiec / jak wygląda przyszłość / co jest w nich stawką; film Netfliksa odwołuje się do nich, ale robi to bez jakiejkolwiek refleksji.

Całość ratuje obsada (tak, licząc nawet Reynoldsa na typowym autopilocie), na czele z Garner i Saldaną, których bohaterki potraktowano po macoszemu, a które skradły film swoimi szczerymi emocjami. Bardzo fajny jest też dzieciak grający małego Reynoldsa.

PS. Marvel pokazał jak cyfrowo odmładzać aktorów, ten film wraz z cyfrowa twarzą Catherine Kinner cofa się do czasów niepokojącego Bridgesa z TRON Legacy.

Fresh (2022)

Ten w którym Zimowy Żołnierz nie jest najszczęśliwszym wyborem na randkę. W rękach twórców kontynuacji Piły z lat dwutysięcznych byłby to ponury, trzęsący się na oczach widza, epileptyczny horror, tutaj otoczka audiowizualna sprawia, że mamy do czynienia raczej z eleganckim, nakręconym z wyczuciem thrillerem, a najbardziej horrorowy, drugi akt jest bardzo standardowy i mniej szalony niż wygląda to na papierze. Przydałoby się też w tym fragmencie trochę przyśpieszyć akcję, bo zbyt długo czekamy na to co przewidywalne, wyraźnie zapowiedziane i nieuchronne. Czuć 114 minut, a jednak w thrillerze to spore uchybienie.

Mimo wszystko zgrabna, ładnie nakręcona robota. Sebastian Stan dobry, ale nie robi aż takiego wrażenia jak na zwiastunie. Humor stonowany, nie nazwałbym tego czarnym horrorem komediowym. Ma wprawdzie dość obrzydliwy temat, ale o gore więcej się mówi niż go pokazuje i to też pasuje do opowieści.

7/10

Zarówno X jak i Wszystko wszędzie zaczęły na RT bardzo dobrze.

Adam Project (2022)

Przyznam, że nie odebrałem filmu jako aż tak przegadanego jak Mierzwiak, ale w którymś momencie zadźwięczały mi w głowie jego słowa. Chyba jak już nawet wprowadzony od połowy Ruffalo zaczął nam wkręcać coś w ramach ekspozycji. To co muszą potem wszyscy razem zrobić przychodzi jakoś tak...szybko, łatwo, za prosto? Nie jest to zbyt ekscytujące.

Ale to miły film, nawet generuje jakieś ciepło, chociaż wiem, że to tylko sztuczny produkcyjniak. Świetnie wyszła scena z Garner i Reynoldsem w barze, rzeczywiście jakby scenariusz bardzo mocno trafił do Jennifer która też przeżyła rozpad rodziny, choć z innych powodów, obserwowanych w dodatku przez miliony mieszkańców naszej planety.

W pewnym momencie uderzyło mnie, że chociaż Ruffalo jest tym któremu wyrzuca się, że nigdy nie było go w domu, to właściwie w tym domu nigdy nikogo nie ma 🙂 Ale trzeba przyznać, że zawsze rzucą jakimś krótkim wyjaśnieniem.

Co do Kenner, miałem to dziwne wrażenie, że jej twarz w kilku ujęciach poruszała się i jakby żyła własnym życiem., płynęła. Nie potrafię tego opisać, ale często mam takie odczucie przy tej zabawce. Gdzieś z tyłu głowy migało mi, że to nie jest wcale jej wygląd gdy miała te 30parę lat, ale musiałbym przejrzeć stare zdjęcia. Ogólnie strona techniczna nie odrzuca, a wątpię czy kiedykolwiek dopracują technologię odmładzania, wydaje się trudniejsza niż zwierzęce futerko.

6/10

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak
PreviousPage 31 of 106Next