aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 36 of 106Next

Wolna ręką jaka Netflix daje to jego największy plus.

 

ALE...leży co innego. Leży kontrola jakości i proces decyzyjny, czyli coś w czym mistrzostwo osiągnął Casey Bloys i reszta ludzi odpowiedzialnych za HBO (odejmując to na co wpływ ma głównie szefostwo Warnera i co zaczęło się dziać po starcie Maxa).

Oni też dawali wolna rękę. Do tego stopnia, że przecież pozwalają showrunnerom kończyć seriale kiedy ci mają ochotę (Dedecy, Lindelof) bez względu na to jak głupie by to nie było. Kiedy masz od nich zielone światło to masz od nich zielone światło i swoboda jest pełna. Ale mogą sobie na to pozwolić bo świetnie decyduja, bo seriale najpierw muszą mieć scenariusz pilota, potem sezonu, potem jest weryfikacja, potem kręcenie pilotu, weryfikacja i reszta. Kiedy projekt nie dostarcza wymaganej jakości to bez względu ile by nie kosztował, zakopują lub kręcą od nowa.

Wystarczyłoby żeby Netflix nie wywalał kasy na każdy pierd który ktoś mu podsunie pod drzwi a oferował faktyczną swobodę i dowolność pod warunkiem dostarczenia czegoś naprawdę jakościowego, czegoś co będzie na bieżąco weryfikowane.

 

Oczywiście najlepsze projekty gdzie Netflix daje wolna rękę to te albo kupione przez nich albo te z cyklu Marriage story/Irishman czyli epokowe, dla nich, ewenementy.

 

Ogólnie Amazon i Apple są zaskakująco na ten moment sensownie prowadzeni. Mają nieograniczony zasób gotówki, dają twórcza swobodę, finansują duże projekty wielkich twórców a ciągle nie przesadzają z ilością i trzymają pewien, szanujący się poziom.

 

Ale bądźmy szczerzy. Bronią Netflixa zawsze była ilość.

Obawiam się że tak samo będzie z Disney+.

Spiderhead (2022)

Są tutaj dwie niezłe sceny: krótki taniec Thora do Roxy Music i spowiedź jednej z głównych bohaterek. I to by było chyba na tyle, nie powiem od razu, że reżyserował ktoś od Obi Wana, czy ta Kasia z oświadczenia Wisły Kraków, no ale widać, że Kosinski porwał się z motyką na słońce. Reżyserowi znanemu dotychczas z raczej poważnego kina akcji i dopieszczonej strony wizualnej zachciało się tym razem skakać po tonacjach.

No i wstawki komediowe wypadają naprawdę dziwnie, nie ma ich wiele, ale wytrącają. Czuć, że to scenarzyści Deadpoola, ale też nie sprawiają wrażenia autorskiego stempla, a czegoś zupełnie niepotrzebnego w historii której lepiej zrobiłoby skręcenie w stronę Fortecy z Lambertem, albo Obroży z Hauerem. A tak mamy film o huśtawce emocji, który chciałby trochę tej huśtawki pokazać, no ale robi go facet dopiero próbujący na ekranie innych emocji niż patetyzm i nostalgia.

4/10

Mnie się z kolei podobało, może nie jakoś bardzo, ale film oceniam pozytywnie choćby dlatego, że wydaje mi się niepodobny do niczego innego i ciekawy jeśli chodzi o pomysł wyjściowy. Nie wiem, chyba lubię gdy ciekawa obsada spotyka się w ograniczonej przestrzeni i jeśli wynika z tego coś, co przykuwa uwagę, to uważam to za sukces.

Na pewno dało się wyciągnąć z tej historii więcej, ale nie uważam, by tonalnie był to jakiś bałagan. Wstawki humorystyczne są, jakby to ująć, nieinwazyjne? Nie widzę tu niczego co kłóciłoby się z resztą filmu.

A scena z Hallem i Oatesem?

Zdecydowanie był to jakiś wybór 🙂

Elvis

Fakt, że to jest film Luhrmanna widać już od pierwszych minut. Dynamiczny montaż, szalone jazdy kamery, czy okazjonalne użycie współczesnych piosenek. Lubię jego styl, ale trzeba przyznać, że jego filmy to zawsze takie klasyczne 7/10. Dobre, ale zawsze czegoś brakuje do wielkości. Tu w\ tempo spada w drugiej połowie, a i potraktowanie po macoszemu wielu istotnych wątków życia króla mocno widoczne. Oczywiście muszę powiedzieć, że Austin Butler świetnie się wtopił  w Elvisa. Największy problem mam z oceną Hanksa. Fajnie, że gra rolę wbrew swego emploi, ale ten śliski typ, jest momentami dość przesadzony i stereotypowy, choć na pewno pasuje to do stylu Luhrmanna i może tu trzeba szukać klucza.

Ennio

Bardzo klasyczny dokument o legendarnym twórcy muzyki (nie tylko) filmowej. Tornatore usuwa się w cień i składa hołd Mistrzowi, oddając głos ludziom ze świata muzyki i filmu, którzy mówią o roli, jaką Morricone odegrał w ich życiu / twórczości oraz o jego znaczeniu dla całej branży. Te wypowiedzi zostały zmontowane z materiałami archiwalnymi oraz, przede wszystkim, fragmentami filmów ze ścieżką dźwiękową bohatera. Całość ułożona jest chronologicznie, od czasów młodości, pierwszych doświadczeń muzycznych (ojciec muzyk), poprzez edukację muzyczną i pierwsze zawodowe kroki w muzyce popularnej. Ten fragment filmu jest najsłabszy - dość hermetyczny (włoska muzyka rozrywkowa z lat 60., sporo fachowej terminologii). Ale szybko przechodzimy do pierwszych prób na polu muzyki filmowej i od tego momentu rozpoczyna się prawdziwa magia.

Mam na myśli oczywiście magię muzyki Morricone. Jak bardzo był różnorodnym, ale też nowatorskim twórcą! A z drugiej strony, dzięki klasycznej edukacji, odwoływał się w swoich dziełach do największych kompozytorów w dziejach. Z kolei niesamowita odwaga i intuicja pozwalała mu eksperymentować i rewolucjonizować muzykę klasyczną. Nie będę udawał, że znam się na muzyce, nie mam pojęcia czym są kontrapunkty, akordy itp., mam problemy z powtórzeniem nawet najprostszej i najbardziej charakterystycznej melodii, ale, cholera!, emocje, jakie porusza jego muzyka i sposób w jaki łączy się z obrazem są tak niesamowite, że nie potrzebują żadnych fachowych analiz. A kiedy film dochodzi do jednego z moich ulubionych obrazów - Dawno temu w Ameryce (fragment Noodles, I slipped z genialnym motywem muzycznym wygranym na fletni Pana) - miałem łzy w oczach.

Czego natomiast w filmie nie ma to obraz Morricone - człowieka. Poza znaczeniem, jakie miała dla niego żona, jego życie prywatne nie jest przedstawione. W życiu zawodowym był on niezwykle skromnym człowiekiem, ale potrafił też być uparty. Zaskakująco często jednak nie był pewien jakości tworzonej przez siebie muzyki, być może nawet umniejszał swoje zasługi. Czy wynikało to z jakichś prywatnych doświadczeń? Trudno powiedzieć, tutaj film nie daje odpowiedzi. Jeśli więc kogoś jego muzyka nie dotyka, to może być filmem rozczarowany. Ale dla mnie było to przede wszystkim niezwykle emocjonalne przeżycie.

P.S. Oczywiście obowiązkowo trzeba będzie sobie teraz zorganizować jakiś seansik filmu z muzyką maestro - wybrałem 1900: Człowiek legenda (choć dzisiaj już chyba nie dam rady).

8/10

The Beach

W końcu, po ponad 22. latach od premiery, udało mi się obejrzeć.

Co za zestaw nazwisk! Boyle na stołku reżyserskim, za kamerą Darius Khondji, muzyka Angelo Badalamentiego (plus kapitalny zestaw piosenek z tamtych lat) i scenariusz na podstawie powieści Alexa Garlanda, tak, tego Garlanda, a w obsadzie obok Leo - Tilda Swinton.

Sam film bardzo dobry, z niesamowitym klimatem jaki dzisiaj byłby niemożliwy do osiagnięcia.

Cytat z Mierzwiak data lipiec 11, 2022, 08:46

The Beach

W końcu, po ponad 22. latach od premiery, udało mi się obejrzeć.

Co za zestaw nazwisk! Boyle na stołku reżyserskim, za kamerą Darius Khondji, muzyka Angelo Badalamentiego (plus kapitalny zestaw piosenek z tamtych lat) i scenariusz na podstawie powieści Alexa Garlanda, tak, tego Garlanda, a w obsadzie obok Leo - Tilda Swinton.

Sam film bardzo dobry, z niesamowitym klimatem jaki dzisiaj byłby niemożliwy do osiagnięcia.

Film widziałem w kinie, właśnie ponad 20 lat temu. Od tego czasu ani razu. Pamiętam, że był pewnym rozczarowaniem, m.in. właśnie ze względu na nazwiska oraz związane z nimi oczekiwania. Może dziś, oglądając bez nadmiernych nadziei ocena byłaby wyższa?
Pamiętam też, że zauroczony byłem Virginią Ledoyen. Szkoda, że udało jej się przebić na dłużej do kina nie-francuskojęzycznego (ostatnio pojawiła się m.in. w komedii o znamiennym tytule MILF, razem z m.in. Marie-Josée Croze).

The Empty Man (2020)

Nie wierzę, że ten film nakręcono w 2017 roku. Autentycznie pod względem stylu wizualnego, świata przedstawionego wygląda na coś z lat powiedzmy 1998-2005. Wydaje mi się to przemyślanym zabiegiem, bo jedyna scena z telefonami komórkowymi służącymi nie do zadzwonienia odnosi się do nich z pogardą (nikt nie zauważa porwania w biały dzień). Plus bohater zbiera listę znajomych zaginionej nastolatki na kartce od jej matki 🙂

W sumie w trakcie seansu pomyślałem jak niesamowicie rozpraszająco dla fabuł działa cały współczesny świat technologii i jak od razu pcha film w jakieś plastikowe rejony. Ostatni raz miałem wrażenie takiego zawieszenia w czasie przy Mavericku. Ale to już materiał na inną opowieść. Może dlatego film początkowo odrzucono, przegapiono i dopiero Chris Stuckmann dał mu drugie życie?

Trochę przekombinowali sobie zakończenie które przecież bardzo ładnie spina historię, odnosi się do tytułu i nie oszukujmy się mam wrażenie, że widziałem je już parę razy. Wydaje mi się, że tutaj zawiódł po prostu montaż. Puenta mimo, że raczej z gatunku "złotych przebojów" horroru jest bardzo, bardzo udana.

Spoiler

No bo on był po prostu gościem który znalazł się w złym miejscu i czasie, z zemsty nastolatki wybranym na nowego nosiciela (ostateczna decyzja jest podjęta w scenie na ławce w pierwszej części filmu)? Wspomnienia nie są fałszywe, miał po prostu oszaleć po tej informacji i dopełnić przemiany? "Pusty człowiek" jest nie tylko nazwą demona, ale też dobrą metaforą, bohater zdradził żonę z wdową w dzień pogrzebu jej męża, przez co zginęły jego żona i syn. Teraz jest już tylko pusty w środku.

Spokojnie 7/10. Mimo ponurej tonacji sprawił mi mnóstwo przyjemności.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

The Gray Man

Generyczny akcyjniak o którym jutro nie będę już pamietać, wynoszony poziom wyżej przez obsadę i parę fajnych scen / momentów jak walka w szpitalu. Na pewno nie należy zaliczyć do nich poziomu CGI w tym filmie; komputerowe ujęcie z komputerowym Goslingiem spadającym z samolotu to taka żenada, że oczy bolą.

Samolot był absolutnie potworny. To było tak generyczne i sztywne, że aż się męczyłem. Gadali do siebie albo jakimiś formułkami z Biura Złych Ludzi ścigających Matta Damona, albo wymuszonymi one-linerami. Mam nadzieję, że to nie jest nowy kierunek kariery Ryana. Z kolei Evans tak bardzo starał się stworzyć absolutnie kultowy czarny charakter, że aż jedynie męczył, zwłaszcza na tle nędzy wokół. Parę razy samochody fajnie się turlały, co nie znaczy, że sceny akcji były zapamiętywalne, to wszystko co mogę o tym wyrobnictwie powiedzieć

4/10

Evans mi się podobał, aczkolwiek scenariuszowo to co najmniej dziwny zabieg, że ktoś taki na dużą część filmu siada i ogląda akcję na monitorach.

Ale - co przepadło w polskich napisach - jak nazwał Goslinga Kenem to się zaśmiałem 🙂

Jeszcze jedno mi się nie podobało w Gray Manie

Spoiler

Pokonanie Evansa przez Goslinga powinno być takim khatarsis dla widza. Evans jest tak zły, że brakuje tylko aby odwołał Boże Narodzenie. Ale nie, oczywiście trzeba walczyć z mitem kowboja, wchodzi Hardwick cała na biało, sprzedaje Goslingowi pozerską kulkę, a potem wygłasza pozerską mowę w której nie zabrakło nawet miejsca dla toksycznej męskości.

To nie Netflix jest problemem. Oni mają Netflixa w głowie.

Widz nie dostaje nawet jakiegoś smakowitego, satysfakcjonującego ubicia czarnego charakteru hodowanego przez cały film. Ważniejsze jest strong female character.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Zgadzam się, choć w czasie seansu jakoś bardzo mnie to nie zabolało, natomiast dziwne jest to, że na końcu filmu fabuła... wraca do punktu wyjścia? Tak jak piszesz - zabrakło jakiegoś katharsis, niby jest tu intryga, ale ostatecznie nie zostaje ona w żaden sposób rozstrzygnięta a źli ludzie robiący złe rzeczy ukarani.

No i czy 

Spoiler
Evans przeżył? Tak należy rozumieć ten najazd kamery na niego a potem dialog o tym, że wyjęto z niego kulkę?

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Boję się włączać. Młodszy brat, któremu praktycznie wszystko się podoba i gdy oceni coś na 6/10 to już wiem, że może być bardzo złe, wystawił na filmwebie... 1/10. Bardzo rzadko mu się to zdarza, rzadziej od 10/10 (na tyle ocenił wszystkie poprzednie filmy braci Russo, czyli dwóch Capów i 2x Avengers) 🙂

A powiedział dlaczego?

Tak, bezspoilerowo, ale tak. Nie podobało mu się wszystko, scenariusz, reżyseria scen akcji, efekty wizualne, powiedział że kretyński, nudny, brzydki film, na 30 minut przed końcem już chciał wyłączyć, bo tak bardzo mu się nie podobał, ale wymęczył do końca i... było jeszcze gorzej niż myślał. 🙂 Jest wściekły za zmarnowanie aktorów, których uwielbia i trudno mu uwierzyć że nakręcili to ludzi odpowiedzialni za sceny akcji w Zimowym Żołnierzu.

No tutaj przesadzili przy scenach akcji z ujęciami z drona, jak i z motywem w którym bijatyka odbywa się przy jakimś starym szlagierze trzeszczącym z płyty gramofonowej.

Cytat z Juby data lipiec 23, 2022, 16:24

trudno mu uwierzyć że nakręcili to ludzi odpowiedzialni za sceny akcji w Zimowym Żołnierzu.

Ale że co, bracia Russo? Jestem pewien, że żadna osoba odpowiedzialna za sceny akcji w Zimowym żołnierzu nie pracowała przy The Gray Man.

PreviousPage 36 of 106Next