aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 37 of 106Next

Szary człowiek to i szary, przeciętny film.

Obejrzałem, nie piłem, wytrzymałem i dobrze się bawiłem. Nie wiem skąd ten hejt, uśmiałem się przy tej popelinie. Jak mam zwiedzać Azję i Europę to tylko z uzbrojonym Ryanem Goslingiem 🙂

Crimes of the Future

Czuć, że to scenariusz sprzed 20 lat, bo to stary dobry Cronenberg. Mamy tu trochę Crash, trochę existenz (te organiczne urządzenia) trochę Nagiego lunchu (kameralność, ciasne biura). Może nie ma tu nic oryginalnego (cholera Stanisław Lem w jednym z opowiadań z lat 60. przedstawił podobny koncept!) to jest kilka ciekawych konceptów. Trzeba też docenić świetną, klimatyczną muzykę Howarda Shore'a. Nie do końca rozumiem tego motywu z 2 paniami z firmy, przede wszystkim tego co zrobiły pod koniec filmu. Na moim seansie o 14.30 było jeszcze 6 osób. Wszyscy wyszli przed zakończeniem. Tak się kończy wybór seansu bez researchu na podstawie chwytliwego tytułu:)

Szaman and Kuba have reacted to this post.
SzamanKuba

Ja miałem dwa dni temu prywatny seans Zbrodni Przyszłości, ale za mało znam twórczość Cronenberga, żeby napisać coś sensownego i wartościowego na temat tego filmu.

Bullet Train

Jak na film, którego większość akcji dzieje się w superszybkim pociągu, to zaskakująco długo miał on problem ze złapaniem odpowiedniego rytmu, a pod koniec troszkę zaczyna się ciągnąć. Wynika to chyba w dużym stopniu z tego, że jest tu sporo przeskoków w czasie, które służą wprowadzeniu kolejnych postaci i pokazania tego, co wiąże ich z główną osią fabularną. Trzeba także dość mocno przymknąć oko na sensowność tego, co i dlaczego główne postaci w tym pociągu robią, i w jak w ogóle udaje im się to robić w niemalże niezauważony sposób. Dlatego też ciężko było uwierzyć w to, że akcja tego filmu naprawdę dzieje się w mocno zapełnionym i pędzącym pociągu. Całkiem nieźle zbalansowany humor, wyluzowany Pitt, zaskakująco dobrze zgrany duet Taylor-Johnson i Henry, a także kilka innych pozytywnych niespodzianek, w tym niejedno cameo, dostarczają sporo rozrywki, nawet jeśli scenariusz mógł być napisany dużo zgrabniej (choć podobało mi się, jak motyw główny dotyczący przeznaczenia - szczęścia i pecha w życiu - spina ten film), a całość lepiej zrealizowana - zaczynając od inscenizacji scen walk, kończąc na efektach specjalnych, które, szczególnie w finale, jednak trącą myszką.

6/10

Też się przeszedłem i nie żałuję, bo bawiłem się świetnie (drugi najfajniejszy film tego lata po Top Gunie). To taki mix Speeda i Kill Billa z super obsadą, humorem i zaskakującymi zwrotami akcji. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko Keanu w obsadzie (to on mógł zagrać Białą Śmierć, albo pojawić się z Sandrą). Od ostatniej stacji poziom głupoty i CGI mocno przekroczony, ale nie na tyle, aby zatrzeć bardzo pozytywne wrażenie.

Spora ilość zwiastunów przed moim seansem. Kryptonim Polska (lol, chyba to obejrzę) tej autoparodii o Patryku Vegecie, teaser Avatara, Nope, Nie martw się kochanie, o jakiejś dziewczynie z lasu co ją oskarżają o morderstwo i - nie będę ukrywał, robiący najlepsze wrażenie, w ogóle nie wiem czy to nie najlepszy trailer dla filmu MCU - Wakanda Forever.

Też potwierdzam, że to dobra rozrywka, humor akcja i obsada (szczególnie Pitt i Taylor-Johnson). Na końcu rzeczywiście jest zbyt dużo przesadzonych akcji, ale może przez konwencję, nie przeszkadzało tak bardzo. No i fajne cameo.

NOPE

Zdecydowanie najoryginalniejszy film o spotkaniu z obcymi jaki przychodzi mi do głowy. Peele nakręcił - pozwolę sobie pożyczyć określenie od kolegi Phila - arthousowy blockbuster, który do tematów rasizmu i klasizmu z Get Out i Us dodaje 

Spoiler
relacje człowiek-zwierzęta.
Tego bym się nie spodziewał!

Obsada świetna, zdjęcia kapitalne, klimat w kilku scenach - wow, do tego niesamowicie uchwycona, budząca nienazwana grozę obcość przemykającego między chmurami obiektu.

Janko has reacted to this post.
Janko

Lepszy od poprzedniego filmu Peele'a, choć trochę gorszy od debiutu. Pomysł na pewno dość oryginalny, realizacja jak zwykle u niego pierwsza klasa. Oprócz rzeczonych zdjęć pochwalić tez trzeba muzykę, która oprócz szarpiących nerwy nut na końcu niespodziewanie skręca w przygodowo-westernowe nuty. I ma to sens.

Tym razem obeszło się bez metafor społecznych, za to jest sporo odniesień filmowych przede wszystkim do Spielberga, ale też do jego ulubionego filmu Jordana Peele'a czyli Akiry. Przy okazji pochwalę zwiastun który niewiele zdradzał, a i rzucał fałszywe tropy. Scena wyjęta żywcem z E.T. czy przerażająco wyglądająca postać nie są tym czego można było się spodziewać. Szkoda jedynie że tajemniczy, świetnie wyglądający motocyklista finalnie nie stało za tym nic intrygującego.

To tylko pokazuje, by nie dopowiadać sobie zbyt wiele na podstawie trailerów.

Wokół telefonu z klapką i bluzy bohatera z logiem filmu The Scorpion King powstała cała teoria, według której akcja filmu miała się dziać w 2002 roku, a tymczasem to po prostu telefon z klapką i bluza z logiem filmu 🙂

Właśnie jak opowiadała o tym, jak ojciec i brat trenowali konia do jakiegoś tam filmu, to pomyślałem, że musiało to być gdzieś w okolicach 2002 roku. A później właśnie padło info, że chodziło o Króla Skorpiona. 🙂

W sumie ta teoria, że to 2002 rok ma nawet sens, nie pamiętam żeby tam ktokolwiek miał nowoczesny smartfon. Choć czas akcji nie ma chyba wielkiego znaczenia.

Nie no, sam film dzieje się w teraźniejszości, choć faktycznie nie ma to znaczenia dla fabuły filmu. Po prostu oni wspominają pewne wydarzenia z przeszłości. Przed sceną z sitcomem jest nawet napisane "1998".

Cytat z Janko data sierpień 13, 2022, 22:58

W sumie ta teoria, że to 2002 rok ma nawet sens, nie pamiętam żeby tam ktokolwiek miał nowoczesny smartfon.

Ale współczesny system monitoringu, cyfrowe kamery 4K i cieniutkiego laptopa zauważyłeś? 🙂

Marek Pilarski and Szaman have reacted to this post.
Marek PilarskiSzaman

Tak racja, był 1998 rok przypomniałem sobie. Współczesny laptop i kamera pewnie też, nie przyglądałem się.

Spoiler

Świetna, przerażająca scena z szympansem miała swój odpowiednik w rzeczywistości, ba jest nawet Oprah

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski
Cytat z Janko data sierpień 14, 2022, 08:20

Spoiler

Świetna, przerażająca scena z szympansem

Tak, ten wątek jest znakomity, do tego jeszcze ta - znana ze zwiastuna - kobieta z jakąś deformacją twarzy, która okazała się

Spoiler
dziewczynką z tego serialu, która przeżyła.

Nakręcili nawet czołówkę sitcomu 😛

Thirteen Lives

Przypomniałem sobie o premierze tego filmu. Cóż, najlepszy rzemieślnik Holly umie w takie rzeczy. Weź prawdziwą historie, dodaj liczbę 13 i nie może wyjść źle. Aktorzy na swoim dobrym poziomie, jednak przede wszystkim robi wrażenie wierne odwzorowanie akcji, scenografia i zdjęcia podwodne. Serio, na tych scenach można nabawić się klaustrofobii. Nie jest to top Howarda, ale na pewno porządne kino którego nie musi się wstydzić jak poprzedniej produkcji.

Sin City - Miasto Grzechu - ciekawostki i zdjęcia z planu komiksowego filmu  - naEKRANIE.pl

W końcu (zbierałem się za to od 3-4 lat) wziąłem się za powieści graficzne Franka Millera o Mieście grzechu i natchnęło mnie na powtórkę Sin City (po ponad 8 latach od ostatniego podejścia). Uznałem, że nastukam tu ze trzy zdania, bo to ciekawe zjawisko jak bardzo potrafi nam się zmienić odbiór danego filmu na przestrzeni lat. Nadal doceniam jego wierność komiksom, stylistykę, realizację, casting i brutalność, ale tak, jak w latach 2006-2014 jarałem się nim i z adaptacji komiksowych rated-R tamtego okresu (Sin City, V jak Vendetta, Watchmen, 300) być może dzieło Roberta Rodrigueza uznałbym za najlepsze, tak teraz zdecydowanie wolę V i Strażników Snydera. Ta ciągła narracja bohaterów bywa męcząca, intrygi i monologi nie robią najmniejszego wrażenia kiedy wiem, że są kopią 1 do 1 powieści graficznych powstałych naście lat wcześniej (filmowe Sin City nie miało scenariusza, stąd brak creditsu na czołówce, napisach końcowych, czy plakacie), ilość wstawek kolorystycznych bywa przesadzona, a całości brakuje spójnej historii. Gdy oglądałem SC po raz pierwszy podobało mi się tak samo, jak Pulp Fiction, czy Kill Bill, które poznałem w podobnym czasie. Wtedy to było coś niesamowitego, zwłaszcza na tle dotychczasowych adaptacji komiksów kierowanych głównie do młodszej widowni. 17 lat i setki adaptacji komiksów później trudniej jest zrobić podobne wrażenie. Do filmów Tarantino nadal wraca mi się wspaniale, a na Miasto grzechu nie mam specjalnej ochoty i pewnie na kolejne podejście będzie czekało ponownie 8-9 lat. W trakcie seansu złapałem się również na tym, że o wiele lepiej oglądało mi się nowego Batmana z minimalną dawką offowej-narracji głównego bohatera, konkretniejszą historią i większą wyobraźnią względem materiału źródłowego - a The Batman oceniłem niżej na fw - Yyyyy... Trzeba było skorygować.

Muszę skończyć serię Millera (pewnie uda się do końca tygodnia) i zapoznać się z obszernymi materiałami dodatkowymi z drugiej płyty DVD - ciekawe czy to jeszcze trochę przekręci moje wrażenia i w którą stronę.

Samaritan

Młody z Euforii spoko, zdjęcia lepsze niż powinny, Sly na autopilocie, beznadziejny czarny charakter i idiotyczny motyw z młotem, jakby dopisany do scenariusza w ostatniej chwili.

To film, który w zamierzeniu miał być chyba jedną z tych dorosłych, R-kowych odtrutek na Marvela, a jednak w finale serwuje coś tak naiwnego i dziecinnego, że rozbolały mnie wszystkie zęby, no ale tak się dzieje, gdy bardzo chcesz skopiować wątek społeczny z Jokera, ale nie rozumiesz co tamten film chciał powiedzieć i wychodzi ci odklejona od rzeczywistości bzdura.

Też oglądałem, też mogę pochwalić chłopaka i zdjęcia, ale sama historia okrutnie przewidywalna, podróbka Bane'a śmieszna, a wielu scenom ewidentnie brakuje właśnie tej eRki, z którą o wiele mocniej czułbym klimat 90sowych filmów ze Sly'em (wyjątkowo tu mamroczącym, dobrze że były napisy).

 

PreviousPage 37 of 106Next