aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 39 of 106Next

Zerknąłem sobie jeszcze na jego debiut. W "Cha Cha..." główny bohater (grany przez Coopera) niedawno wrócił ze studiów. W debiucie akcja dzieje się na studiach, a główny bohater (przynajmniej w zwiastunie) sprawia wrażenie dokładnie tej samej, którą oglądamy w filmie nr 2.

Gdzie to można zobaczyć?

Cytat z Marek Pilarski data wrzesień 30, 2022, 22:33

Gdzie to można zobaczyć?

Na Apple.tv.

Blondynka

Nie będę ukrywał, że nie zgadzam się z większością zarzutów wobec filmu. Tym bardziej, że działa on na najważniejszym poziomie. O którym zresztą w opiniach/recenzjach zaskakująco niewiele się wspomina. Nie chodzi tu bowiem wyłącznie o seksualizację czy przedmiotowość (to zresztą bardzo wygodne tak przyjąć). Dzieło Dominika to pamflet na męską naturę. A jak to pamflet, to sporo w nim przejaskrawień, nadekspresji i przesady. Główna bohaterka Dominika jest piękna, wrażliwa, sławna, utalentowana, ale też poszukuje męskiego ciepła i marzy o założeniu rodziny. Jest podziwiana, ale jednocześnie stanowi mokry sen większości ówczesnej męskiej populacji. W całej historii popkultury nie było chyba osoby, która bardziej niż Marylin zasługiwałaby na miano Bogini. Można więc byłoby oczekiwać, że jej życie będzie cudowne. Że każdy mężczyzna zrobi wszystko, by była szczęśliwa. I by uwierzyła, że to On jest tym jedynym. Co nie jest jednak żadnym zaskoczeniem, jest zupełnie inaczej. Historia życia Marylin to opowieść o wykorzystaniu przez mężczyzn. I to właściwie przez wszystkich, których poznała. Jakby spotkanie na swojej drodze najbardziej pożądanej kobiety na świecie generowało w nas, mężczyznach najgorsze, najniższe cechy. I na tym poziomie, film jest jak uderzenie pięścią w twarz patriarchatu.

Recenzje, które przeczytałem napisali faceci. Warto jednak się wczytać w opinie kobiet. Może niekoniecznie na temat elementów czysto filmowych czy realizacyjnych, ale o tym jakie w nich ten film wywołuje emocje. Chyba bowiem tylko kobiety jedynie potrafią poczuć to, o czym naprawdę jest ten film. Poniżej cytat z komentarzy na FW:
"Nie spodziewam się aby jakikolwiek "frendzel" ocenił to arcydzieło kobiecego bólu, stłamszenia, mizoginizmu jako cokolwiek więcej niż przeciętny film, bo aktorka nie wystarczająco podobna, bo jej ból nie wystarczająco wiarygodny przy gwałcie, etc. Sorry ale ta recenzja to najgorsze dno! Film wreszcie pokazuje całe spektrum cierpienia tej kobiety wyrządzonej przez mężczyzn począwszy od ojca, przez pseudo-przyjaciół wzbogacających się na jej uzależnieniu, aż po kochanków, którzy traktowali ją jak trofeum. Dla mnie arcydzieło, mistrzowskie kadry, genialna gra kolorem, świetna gra aktorska."

Oczywiście w filmie Marylin nie jest kobietą z krwi i kości. To symbol tego, o czym traktuje ta historia. I Ana odnajduje się w tej roli idealnie. Wydaje się nawet, że jest ucieleśnieniem Marylin, bardziej niż ona sama.

Dla bardziej przyjaznego odbioru film pewnie mógłby być krótszy. Choć trudno mi byłoby wskazać te fragmenty, których należałoby się pozbyć. Może też nie zawsze działa jego oniryczność. To jednak nadal dobry, a na pewno bardzo ważny film.

7/10

Napiszę o czymś jeszcze, co stanowi często powtarzany zarzut. Napisał o tym również Kuba w swojej recenzji, więc posłużę się cytatem:

"Problem leży jednak w tym, że Dominik sam seksualizuje swoją bohaterkę (...). Co więcej, widownia spędzi niepokojąco długi okres czasu, patrząc na ujęcia bielizny Monroe. Od połowy filmu bohaterka z jakiegoś powodu zaczyna regularnie paradować w połowie rozebrana, pomimo że nie istnieje żaden konkretny powód, dla którego miałoby się to dziać; ani metaforyczny, ani praktyczny. Monroe ma odsłonięte piersi, zarówno przechadzając się samej po domu, jak i wypłakując się w ramię swojego makijażysty."

Dość zaskakujące, że recenzenci tak łatwo dali się reżyserowi wciągnąć z prostą i przewidywalną zasadzkę 😉 W drugiej części filmu oglądamy Marylin w coraz gorszym stanie fizycznym i psychicznym. Nie dba o siebie, o swoje zdrowie, o ludzi wokół. Dominik jednak często pokazuję nam ją wtedy nago lub półnago. Seksualizacja, uprzedmiotowienie, szukanie taniej sensacji? Nic z tych rzeczy. Reżyser robi to, że nam coś udowodnić. Co bowiem robi widz-mężczyzna obserwując Marylin w najgorszych chwilach jej życia? Gdy stacza się na samo dno? Gdy traci szacunek dla samej siebie? Patrzy na jej cycki. Trudno o lepszy i prostszy dowód na tezę, że za jej tragedię odpowiada nasza, męska natura 😉

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Właśnie miałem pytać czy nikt poza @kuba (który dał filmowi 1/10 ale zdecydował się go tu na forum przemilczeć) nie oglądał.

Wydaje mi się mocno przewrotne odbieranie reżyserowi prawa do opowiedzenia swego rodzaju fantazji na temat życia Marilyn, bo czym innym jak nie roszczeniem sobie prawa do decydowania o jej osobie są te wszystkie głosy mówiące jak film o niej powinien wyglądać, głosy ludzi którym wydaje się, że wiedzą lepiej jaka była, co myślała i przeżywała, choć urodzili się dekady po jej śmierci? Natomiast to, czy taka produkcja jest moralnie właściwa, to już osobna kwestia.

Zastanawiam się tylko czym - niezależnie od tego, czy oparta na faktach, czy też fikcyjna - eksploatacja czyjejś tragedii różni się od tych wszystkich innych przykładów wykorzystywania przez kino i telewizję innych dramatów? Bo niby w czym od Blonde lepszy jest Elvis? W tym, że choć ostatecznie jesteśmy świadkami jego śmierci, to jest to śmierć podana w przystępnym, bezpiecznym opakowaniu, otulona biograficznym sosem wizualnych błyskotek i przebojów Króla? Blonde nie otula widza; zabiera go w imponujacą audiowizualnie, ale surową i nieprzyjemną podróż naznaczoną traumą z dzieciństwa, gwałtem, pragnieniem założenia rodziny i wizją macierzyństwa; kochania tak, jak sama jako dziecko kochana nie była. (Zarzuty o anty-aborcyjną propagandę uważam za absurdalne, no chyba że przyjmiemy, że pro-choice oznacza wybór tylko w jedną stronę.)

Jeśli coś w tym wszystkim stanowi problem, to właśnie skupienie się w zasadzie całkowicie na krzywdzie i cierpieniu Normy. Ana de Armas swoją przejmującą rolą zrobiła na mnie ogromne wrażenie tym bardziej, że nie dostała zbyt wdzięcznego materiału - to film oparty na pasywności i bezbronności bohaterki. Gdy Ana po raz kolejny, kolejny, kolejny i kolejny, i tak przez ponad dwie i pół godziny, płacze, trudno nie zadać sobie pytania, czy to nie za dużo, czy nie brakuje tu jakiejś przeciwwagi. Jednak jest w tym wszystkim metoda: Blonde ze swoim ostentacyjnie posępnym wydźwiękiem to wręcz policzek wymierzony w poklepujący się po ramieniu, zamknięty w swojej bańce ruch #metoo z jego atrapą rewolucji spod znaku pokazowego procesu Weinsteina. I nie ma tu znaczenia, że akcja filmu rozgrywa się wiele dekad temu - to film o kobiecie w męskim świecie, który w 2022 roku nie jest wcale diametralnie inny.

PS. Ciekawi mnie ile z osób krytykujących Blonde z wypiekami na twarzy czeka na nowy sezon The Crown, by jeszcze raz przeżyć śmierć Diany?

Też widziałem i też mi się podobał. Mam pewne uwagi, ale ogólnie uważam że było coś hipnotyzującego w tej blisko trzygodzinnej bajce o Monroe (główna w tym zasługa świetnych zdjęć, muzyki i planów). Żałuję tylko, że obejrzałem to na ekranie telewizora, na dwa razy, kiedy narzeczona co jakiś czas miała jakąś prośbę, lub hałasowała w drugim pokoju - przy takim filmie wolałbym być odcięty od wszystkiego na pełne 167 minut w kinie, gdzie nic poza ekranem, dźwiękiem i co najwyżej mlaskaniem ludzi w moim rzędzie do mnie nie dociera. Szkoda (drugi raz w tym tygodniu obok Nothing Compares, którego też chętnie objerzałbym w kinie).

Największe rozczarowanie? NC-17. Za co ta kategoria wiekowa, bo chyba nie wyłapałem (a sceny, jaką Szaman, lub Marek tutaj opisywali nie było)?

 

 

Za to samo, za co NC-17 ma Showgirls - za nic. MPA to organizacja złożona z dewot, która od zawsze ma obsesję na punkcie seksu, ale już w kwestii przemocy przepuszcza pod Rką bardzo mocne rzeczy.

Edit: Żeby nie było, ja nie wiem 😉
Cytat z Mierzwiak data październik 2, 2022, 11:01

Właśnie miałem pytać czy nikt poza @kuba (który dał filmowi 1/10 ale zdecydował się go tu na forum przemilczeć) nie oglądał.

Wydaje mi się mocno przewrotne odbieranie reżyserowi prawa do opowiedzenia swego rodzaju fantazji na temat życia Marilyn, bo czym innym jak nie roszczeniem sobie prawa do decydowania o jej osobie są te wszystkie głosy mówiące jak film o niej powinien wyglądać, głosy ludzi którym wydaje się, że wiedzą lepiej jaka była, co myślała i przeżywała, choć urodzili się dekady po jej śmierci? Natomiast to, czy taka produkcja jest moralnie właściwa, to już osobna kwestia.

Zastanawiam się tylko czym - niezależnie od tego, czy oparta na faktach, czy też fikcyjna - eksploatacja czyjejś tragedii różni się od tych wszystkich innych przykładów wykorzystywania przez kino i telewizję innych dramatów? Bo niby w czym od Blonde lepszy jest Elvis? W tym, że choć ostatecznie jesteśmy świadkami jego śmierci, to jest to śmierć podana w przystępnym, bezpiecznym opakowaniu, otulona biograficznym sosem wizualnych błyskotek i przebojów Króla? Blonde nie otula widza; zabiera go w imponujacą audiowizualnie, ale surową i nieprzyjemną podróż naznaczoną traumą z dzieciństwa, gwałtem, pragnieniem założenia rodziny i wizją macierzyństwa; kochania tak, jak sama jako dziecko kochana nie była. (Zarzuty o anty-aborcyjną propagandę uważam za absurdalne, no chyba że przyjmiemy, że pro-choice oznacza wybór tylko w jedną stronę.)

Jeśli coś w tym wszystkim stanowi problem, to właśnie skupienie się w zasadzie całkowicie na krzywdzie i cierpieniu Normy. Ana de Armas swoją przejmującą rolą zrobiła na mnie ogromne wrażenie tym bardziej, że nie dostała zbyt wdzięcznego materiału - to film oparty na pasywności i bezbronności bohaterki. Gdy Ana po raz kolejny, kolejny, kolejny i kolejny, i tak przez ponad dwie i pół godziny, płacze, trudno nie zadać sobie pytania, czy to nie za dużo, czy nie brakuje tu jakiejś przeciwwagi. Jednak jest w tym wszystkim metoda: Blonde ze swoim ostentacyjnie posępnym wydźwiękiem to wręcz policzek wymierzony w poklepujący się po ramieniu, zamknięty w swojej bańce ruch #metoo z jego atrapą rewolucji spod znaku pokazowego procesu Weinsteina. I nie ma tu znaczenia, że akcja filmu rozgrywa się wiele dekad temu - to film o kobiecie w męskim świecie, który w 2022 roku nie jest wcale diametralnie inny.

PS. Ciekawi mnie ile z osób krytykujących Blonde z wypiekami na twarzy czeka na nowy sezon The Crown, by jeszcze raz przeżyć śmierć Diany?

Jako, że jestem pod ostrzałem to o Blondynce na spokojnie, mając czas, jeszcze skrobne tutaj coś 😛

 

Ale odniose się do PS. Czekam z wypiekami na twarzy na The Crown, ale kompletnie obojętna jest mi postać Diany tutaj i jej śmierć, dlatego, że The Crown to serial któremu mogę zaufać, że skupi się przede wszystkim na innych bohaterach i ich spojrzeniach na to wydarzenie, niekoniecznie jedynie na powtórzeniu banałów.

Ja jestem po stronie Kuby, choć nie aż tak surowy względem oceny. Też dziś nie mam czasu, a Kuba pewnie i tak lepiej ode mnie to skrobnie 🙂

Blondynka

Będzie w punktach, bo dużo weny nie mam, ale chciałbym coś pozostawić na świeżo

  • to jest bardzo nierówny film któremu bardzo przydałby się Darren Aronofsky z Zapaśnika, lub pewna producencka ręka. Są tutaj sceny koszmarne (wniebowstąpienie, gadający bobas, wodospad miłości), wynikające pewnie ze zderzenia wrażliwości mojej i Dominika. Są sceny świetne, na przykład motyw z dzieckiem w szufladzie, czy przeciągana do granic wytrzymałości widza słynna sekwencja ze Słomianego Wdowca, albo Marylin mówiąca parę razy wprost do kamery
  • Ama jest świetna, ale przyznam, że bywały momenty gdy maniera Marylin była dla mnie bardzo męcząca. Najbardziej cieszyłem się gdy ta maska opadała. Bardzo dobry jest Brody w swojej stosunkowo niewielkiej rólce
  • Dla mnie paradowanie Marylin na golasa w drugiej połowie ma podkreślać odarcie jej z intymności i godności. Żeby tutaj jakąś seksualizację zobaczyć to naprawdę trzeba mieć dużo złej woli. Nie oszukujmy się, za długo śledzę światek dziennikarski aby nie wiedzieć, że część obraziła się na motyw kobiety płaczącej po swojej decyzji o aborcji. Ma być zawsze jak w Obvious Child sprzed kilku lat, bohaterka ma się umówić jak do dentysty, nie odczuwać żadnych emocji, a chłop dzieciorób ma czekać z kwiatami i uśmiechem przed wejściem do kliniki. Tak przecież wygląda świat dorosłych ludzi i wielowymiarowe podejście do tematu, najbardziej interesujące dla kina 🙂
  • bardzo dobra muzyka, przeszkadzał mi tylko ten przewijający się motyw z zawodzeniem, jakimiś męskimi jękami czy czymś tam
  • podobało mi się jak ponury klimat sennego koszmaru pozwolił wziąć w nawias wydarzenia na ekranie, być może podkręcić je dla symboliki, w każdym razie odejść od standardowej biografii w kierunku opowieści o istocie krzywdzonej na wielu etapach bycia kobietą, od wczesnego dzieciństwa, przez doświadczenia seksualne, karierę zawodową, życie w małżeństwie, bycie matką. Zagłębienie się w ból i nieszczęście tych wszystkich przeżyć nie jest żerowaniem na znanym nazwisku, dla mnie jest stworzeniem przekazu za pomocą czytelnego symbolu

7/10

Mierzwiak and robgordon have reacted to this post.
Mierzwiakrobgordon

Tylko ja zauważyłem, że Brody niejako powtarza tu swoją rolę z King Konga, gdzie też grał autora sztuk i zakochał się w blondynce? (swoją drogą w pewnym momencie to właśnie Watts miała zagrać Marilyn w tym projekcie!) Tylko tamta miała trochę inne problemy 😛

A mi z kolei chodzi po głowie Monroe jako postać chrystusowa, cierpiąca przez grzechy mężczyzn, opuszczona przez ojca. Ale jeszcze tego nie dopracowałem w głowie, nie wiem też czy już gdzieś było.

Mnie nie przestaje fascynować mentalność użytkowników twittera polegająca na tym że jeśli film im się nie podobał, to zarzucają twórcom nienawiść do materiału. I tak po The Last Jedi dowiedzieliśmy się, że Rian Johnson nienawidzi Gwiezdnych Wojen, a teraz że Andrew Dominik nienawidzi Marilyn Monroe. To musi być ogromna nienawiść skoro początki tego projektu i jego pracy nad nim sięgają 2010 roku.

Szaman and robgordon have reacted to this post.
Szamanrobgordon
Cytat z Szaman data październik 5, 2022, 21:03

A mi z kolei chodzi po głowie Monroe jako postać chrystusowa, cierpiąca przez grzechy mężczyzn, opuszczona przez ojca. Ale jeszcze tego nie dopracowałem w głowie, nie wiem też czy już gdzieś było.

To jest ciekawy trop. Marilyn też niejako zmartwychwstała, stając się nieśmiertelną ikoną i obiektem kultu.

Dominik powinien nazwać ten film The Passion of Norma Jeane.

Szaman and robgordon have reacted to this post.
Szamanrobgordon

Niewidzialna wojna

Ja po wyjściu z kina:

No i po co? 🙂

Masochista czy co? 😅

Mógłbym powiedzieć, że z ciekawości zobaczyć oby ostatni jego polski film, ale nie da się ukryć, że jestem zdrowo pieprznięty i czasem oglądam takie oczywiste barachła (mam też tak z późnymi filmami Seagala i Wilisa). Pocieszam się, że Vega jest bardziej walnięty, z czego wynika jeden z plusów tego filmu: przedstawia on siebie w pierwszej połowie filmu bardzo szczerze jako narcyza, socjopatę, czy wręcz brutalnie mówiąc pojeba. Drugim plus to sceny. gdy mały Patryk ogląda takie filmy jak Powrót Jedi, 2001 Odyseja kosmiczna, Ucieczka z Noweego Jorku. To są jedyne minuty filmu w którym mamy do czynienia z dobrym kinem.

PreviousPage 39 of 106Next