aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 5 of 106Next

Właśnie zastanawiam się czy to nie miała być konstrukcja tego typu, że Washington najpierw wykrzykuje z siebie to co wykrzykuje, ku uciesze i sympatii widzów niezadowolonych z kierunku w jakim zmierzają amerykańskie portale branżowe, a potem Zendaya jednak to punktuje wskazując, że jej przeżycia stworzyłyby lepszą rolę. I reżyser/film tak jakby ostatecznie stają po stronie Zendayi. Jak dla mnie ten dwugłos jest przesadzony i nieprzekonujący z obydwu stron.

Był taki moment, chyba gdzieś w połowie, że uznałem, że oglądam nawet całkiem niezły film, ale kilka razy mamy zastosowaną sztuczkę polegającą na udawanym zakończeniu dyskusji i jakby resecie argumentów, a potem w moim odczuciu całość zaczynała się od nowa. W końcu taki schemat mocno mnie znużył. Właśnie przez te wykrzykiwane manifesty o rasie, kinie, Lego, New York Times i Variety brakuje w tym autentyczności. To nie jest intymny portret w rodzaju Blue Jay z Paulson i Duplassem czy Historii małżeńskiej, a jakiś manifest na temat odbioru dzieła filmowego. A przez to, że ostatecznie chyba staje w kontrze do tego co wykrzykuje (scena z nożem), to zupełnie traci swoją moc.

Zwykle tego typu koncepty wyciągają coś niespodziewanego z aktorów, każą im balansować na krawędzi wycieńczenia, zaskakiwać widza. Przypomnę tylko Drivera rozwalającego ścianę, czy Scarlett... właściwie cały film w wykonaniu Scarlett. Tutaj mam wrażenie, że Washington i Coleman wprawdzie dużo krzyczą, ale nawet się nie spocili, dalej grają w reklamie perfum. Jedno to bardziej gadatliwa wersja bohatera Teneta i Black Klansman, drugie to bardziej fochowata MJ. I o ile czerń, biel i nieustępliwa kamera zwykle budują pewną kameralność duetowi popularnych aktorów (tutaj znowu kłania się Blue Jay) tak tutaj tylko podkreśliły sztuczność stylizacji. Poza tym nie chcę być za bardzo złośliwy, ale o ile Denzel Junior sprawia wrażenie jakby odbył dziesiątki takich długich kłótni z byłymi dziewczynami, tak Zendaya jest wsadzona w zbyt duże buty i niezbyt przekonująca, tak jakby dotychczas kłóciła się tylko ze swoją mamą 🙂 Często też miałem wrażenie, że chciała aż za bardzo, że w głowie ma nominacje i złotych rycerzy.

Jest jakiś brak autentyczności w Malcolm i Marie.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Dla mnie ten brak autentyczności podkreślają właśnie czarno-białe zdjęcia. Nie widzę powodu dla którego ten film miałby tak wyglądać poza fanaberią reżysera który chciał podkreślić jak bardzo indie, artystyczny obraz kręci.

I zgadzam się, że Zendaya jest do tej roli za młoda. Nie do końca podoba mi się też że gra w zasadzie tę samą postać co w Euforii Levinsona.

Może nie tyle za młoda, bo często jest powtarzane, że jej postać ma 25 lat tak jak aktorka w prawdziwym życiu, co po prostu niezbyt przekonująca. Nie wierzę jej gdy mówi o ćpaniu, zdradach, gdy wykłóca się o docenienie ze strony starszego partnera. Mam wrażenie, że te doświadczenia są jej obce i w porządku, problemem jest to, że nie znalazła do nich klucza. Jednocześnie jej bohaterka powtarza, że do maksimum gry aktorskiej należy dzielić doświadczenia życiowe z postacią 🙂

Cytat z Szaman data Luty 6, 2021, 23:46

Jednocześnie jej bohaterka powtarza, że do maksimum gry aktorskiej należy dzielić doświadczenia życiowe z postacią 🙂

Nie, nie powtarza. Twierdzi jedynie, że w tym konkretnym przypadku film byłby jeszcze lepszy, gdyby główną rolę zagrała aktorka, która przeżyła to co bohaterka filmu. To zupełnie co innego.

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

Ok, mój błąd. Chociaż w sumie nie wiem, odebrałem to tak, że na konkretnym przykładzie pokazany jest błąd w myśleniu postaci Washingtona jako reżysera i odbiorcy/twórcy współczesnego Hollywood. Ale nie będę się wykłócał 🙂

Ja odebrałem to jako różnicę zdań w tej konkretnej, bardzo specyficznej relacji. Ile mamy w światku filmowym przypadków, gdy twórca tworzy swoje dzieło na podstawie przeżyć swojej własnej dziewczyny-aktorki?

Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę na specyfikę filmu, jego teatralność. To de facto sztuka zagrana na dwóch aktorów.  A jedność miejsca i czasu niesie za sobą konsekwencje. Aktorzy, w trakcie w praktyce jednej długiej rozmowy, muszą opowiedzieć swoje historie, wykrzyczeć wszystkie skrywane pretensje i żale (i w bonusie, tak jak w tym przypadku, jeszcze sprzedać nam manifest polityczny twórcy filmu). Wymusza to pewną nienaturalność, sztuczność i przesadę. I dlatego ten film różni się od np. "Historii małżeńskiej".

Aktorsko nie było źle. Nie były to może kreacje na miarę Oskarów, młody Denzel to (jeszcze?) nie Adam Driver, a Zendaya to nie Czarna Wdowa, ale nie czułem w ich rolach fałszu. Wg mnie dobrze odnaleźli się w teatralnej formie tej opowieści. Podobało mi się też, jak fizycznie zmieniała się Zendaya. Nie było to może zbyt subtelne, ale dobrze korespondowało to z pozycją jaką na każdym etapie rozmowy zajmowała Marie.

Też widziałem M&M i bardzo mi się podobało. Bardzo ładne zdjęcia (kręcony na taśmie? tak wyglądał), bardzo dobre obie role, bardzo dobre teksty i sporo humoru. No i przede wszystkim, jaki on jest "autentyczny"! 🙂 Jestem w związku od po nad pięciu lat (jak Malcolm) i nie raz miałem podobne sytuacje, gdy wieczorem okazywało się, że jedną gafą ruszyłem domino i kończyło się to dwugodzinną dyskusją na podobnych zasadach. Muszę kiedyś powtórzyć z narzeczoną... xD

"I zgadzam się, że Zendaya jest do tej roli za młoda."

Rok młodsza od postaci, którą gra. 😉

 

Ja o M&M wiele pozytywnego do powiedzenia nie mam. To pewnie ten sam problem z Levinsonem co przy każdej jego produkcji - nie są moim zdaniem szczere i (hehe) autentyczne. Dużo w nich pozerki i postaci które właściwie nie są postaciami a jedynie nośnikami pretensji reżysera do świata lub idei o których chce opowiadać. Monologi o krytykach wywoływały u mnie lekkie ciarki zażenowania. Może przesadzam, ale właściwie te krzyki Levinsona przypominają bardziej płacz 9 letniego dziecka któremu kolega z innej klasy ośmiał laurkę. Nie mówi nic nowego, nic ciekawego, wykłada banały w stylu jakby nagle niszczył całą ideę krytyki filmowej.

Z resztą jest lepiej. Głównie dlatego, że w kwestiach czysto "formalnych" Levinson scenarzystą jest przynajmniej porządnym i umie pisać dialogi. Więc nie przeszkadza nawet, że film to w dużej mierze obrażanie drugiej strony na zmianę. Nie czułem jednak tych postaci (ba, nie nazwałbym ich pełnoprawnymi postaciami a jedynie właśnie nośnikami idei), ich konfliktu, związku, nic. Tym bardziej jest więc zaskakujące, że Washington jest absolutnie fenomenalny. Gdyby dostał on scenariusz na miarę Marriage Story to spokojnie zagrałby jedną z najlepszych ról w ostatnich latach. TO jak świetnie opanował on gestykulacje, mimike, gre głosem i to jak bardzo się stara wyciągnąć maksimum emocji z sytuacji w których - przynajmniej dla mnie - emocji nie ma, zachwyca. Zendaya jest bdb, ale gorsza i momentami nieco niezdecydowana co wlaściwie ma grać. No i np scena z nożem moim zdaniem kompletnie nie wypadła dobrze.

Lubie zdjęcia w tym filmie. Głównie dlatego, że mam słabość do czarnobiałych produkcji. Ale żeby była tu jakaś specjalnie wyszukana reżyseria, pomysły inscenizacyjnej które uatrakcyjniłyby ten film to nie powiedziałbym.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Trochę chyba się nie zrozumieliśmy, z autentycznością pisałem, że nie wierzę im, a nie, że nie wierzę w przedstawioną sytuację 🙂 prezycyjniej dodam, że moja wiara zależy też od momentu filmu, np tyrady Washingtona o Wylerze, czy krytyce filmowej brzmiały jak koniecznie doczepione alter ego reżysera.

Cytat z Juby data Luty 7, 2021, 12:11

"I zgadzam się, że Zendaya jest do tej roli za młoda."

Rok młodsza od postaci, którą gra. 😉

Bardziej chodziło mi o to że widziałbym jej bohaterkę jako starszą, jego może też. Nie wiem, może się czepiam, ale nie do końca trafia do mnie idea 20-paro latków jako ludzi z jakimiś gigantycznyni życiowymi bagażami o których mogą rozprawiać przez całą noc. I nie mówię że takich ludzi nie ma, w końcu każdy ma inne doświadczenia, ale z punktu widzenia wiarygodności widziałbym właśnie starsze postaci.

Trochę śmieszne są też te przytaczane cytaty z recenzji pokroju "Następny Barry Jenkins". Ten Jenkins który ledwie dwa filmy nakręcił? 🙂

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Może Sam Levinson podświadomie marzy o reżyserii Króla Lwa 3.

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

Dwa filmy, ale i Oscar na koncie. Przypominam, że Quentin też kiedyś miał na koncie tylko dwa filmy - Wściekłe Psy i Pulp Fiction. 😉 Frank Darabont przez 30 lat nakręcił 5 filmów.

Właściwie to Jenkins ma dwa filmy, wiele szortów odcinki 3 seriali i jeden cały gotowy który ma premierę w tym roku 😛

@juby

O kim mówiono "Nowy Tarantino" gdy Quentin miał na koncie dwa filmy? 🙂

Mówię tylko że jak już mówić o kimś że jest nowym X to niech to będzie ktoś z konkretnym dorobkiem. Gdy mówiono o Shyamalanie że mamy nowego Spielberga to łatwo było zrozumieć o co chodzi osobie która dokonuje takiego porównania.

Swoją drogą znacznie lepszą rozmową w reżyserii Levinsona jest niedawny odcinek specjalny Euforii pt. Trouble Don't Last Always w którym Rue (Zendaya) po tym jak wróciła do ćpania spotyka się w knajpie ze swoim sponsorem granym przez, znakomitego tu, Colmana Domingo.

Cytat z Mierzwiak data Styczeń 17, 2021, 23:06

Promising Young Woman

Fenomenalna Carey Mulligan i zakończenie, które - wcale się nie dziwię - dzieli widzów. Osobiście jestem na tak, ale nie będę kłamać - też mnie to zagotowało w środku.

Nie wiem czemu, ale miałem zakodowane w głowie, że to film o

Spoiler
seryjnej morderczyni mężczyzn,
więc można sobie wyobrazić moje zdziwienie gdy
Spoiler
McLovin przeżył
🙂 Dla mnie zakończenie jest sporym atutem, chociaż
Spoiler
to pośmiertne zabezpieczenie było bliżej Michaela Scofielda i Prison Break niż filmu nagradzanego, zwłaszcza z tym perfekcyjnie idealnym timingiem i wykorzystaniem Moliny i Cox. No, ale co ma działać to działa, jeden z najbardziej niespodziewanych finałów zeszłego roku.

Była mała aferka z recenzentem Variety który uważał, że do głównej roli bardziej pasowała Margot Robbie, jedna z producentek filmu. Nie miał on w zupełności racji, nie tylko dlatego, że jedna z postaci męskich wykrzykuje wprost "nie jesteś aż taką laską!", czego raczej Margot nigdy nie usłyszy od heteroseksualnego faceta, ale także z powodu konstrukcji postaci i jej przeszłości stopniowo odkrywanej przed widzem. Mulligan jest naprawdę dobra, ale mam podobne odczucie co przy całym filmie- to jest jeden z najbardziej nagradzanych filmów roku? No oglądało się dobrze, jest jakaś refleksja nad społeczeństwem, ale żyjąc pod kamieniem raczej nie uwierzyłbym w laury.

Przestrzelona wydaje mi się plastikowa stylistyka, niby oddająca to czym żyje, gdzie zatrzymała się bohaterka (w dodatku zgrywa się idealnie z jej domem i pracą), ale miałem jednak poczucie, że ktoś na siłę chciał zrobić z filmu coś bardziej ekstra, coś bombastycznego, krzykliwego. A to smutna, intymna historia.

7/10

Ta stylistyka dla mnie czyni film jakimś. W stonowanym, intymnym wydaniu byłby to jeszcze jeden dramat na trudny temat. Może nagradzany, może gdzieś tam przewijający się w jakichś podsumowaniach roku, ale przeszedłby raczej niezauważony wśród widzów. Tak mi się wydaje.

Podoba mi się że nie ma w tym filmie grama subtelności, ale też nie ma niczego subtelnego w temacie gwałtu, dlatego to że film wali obuchem po głowie jest jak najbardziej adekwatne. Bo pewne rzeczy, nawet jeśli oczywiste, trzeba powtarzać na głos.

Gorzka natomiast, zamierzona lub nie, jest dla mnie konkluzja:

Spoiler
Potrzebne są zwłoki kobiety by sprawcy zostali ukarani, gwałt to za mało.


The Little Things

Po mieszanych recenzjach nie spodziewałem się niczego ciekawego, a dostałem naprawdę dobry kryminał. Nie idealny, bo scenariusz mógłby przejść jeszcze przez kilka poprawek, a i Hancock nie jest reżyserem który ma na tyle talentu, by wycisnąć ile się da z materiału i zaoferować coś więcej niż solidne rzemiosło, ale to rzemiosło w tym przypadku wystarczy by mówić o udanym filmie, w dodatku niesionym przez dwie udane kreacje: bardzo dobrego Denzela i świetnego Leto, który jest tu lepszym Jokerem niż w Suicide Squad. Rami Malek jest... okej. Nie jestem pewien czy jego bohater musiał być zagrany w taki sposób, ale powiedzmy że to ciekawy casting i raczej też pozytyw filmu.

Trochę szkoda że to, co tu najciekawsze rozgrywa się dopiero w trzecim akcie, który fajnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom widzów, a nawet w ostatnich minutach. Trudno jednak mieć mi o to pretensje, skoro te ostatnie minuty są jednym z powodów, dla których film zostawia po sobie dobre wrażenie.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Nowiny ze świata (Netflix)

W sumie pozytywne wrażenie, ale na pewno nie jest to nic wybitnego. Solidnie opowiedziana historia bez żadnych fajerwerków, ale z pewną taką staromodną szlachetnością. Hanks gra Hanksa, Zengel też dobrze sobie radzi, ale nie są to jakieś wielkie aktorskie popisy. Dobre są zdjęcia, muzyka, scenografia, kostiumy; całość pewnie wyreżyserowana. Można było zrobić z tego poruszający wyciskacz łez o rodzącej się relacji wielokrotnie porzuconego dziecka i weterana wojny lub naturalistyczny obraz życia na Dzikim Zachodzie; Greengrass wybrał drogę pośrodku, najbezpieczniejszą. Dla mnie to akurat nie jest zarzut.

W orbicie oscarowej film utrzymuje się chyba dzięki zasygnalizowaniu ważnych społecznie tematów (rola mediów i podziały w społeczeństwie amerykańskim), ale jest to bardzo powierzchownie potraktowane.

(trochę naciągane) 7/10, ale fani bardziej wyrazistych obrazów raczej potraktują go surowiej.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

The Little Things (2021)

Ani trochę nie zgadzam się z wsadzaniem tego filmy w ramy "drugiego Siedem", czy "wałkowanego wielokrotnie dramatu policyjnego". To trochę tak jak z dziennikarzami sportowymi którzy już w trakcie drugiej połowy muszą napisać "pomeczówkę", czyli nie czekając do końca spotkania spisać swoje wrażenia. A w zakończeniu film Hancocka totalnie gra na nosie takim tropom interpretacyjnym. Finale bardzo dobrym, nieszablonowym, chociaż ktoś pewnie po takim zdaniu spodziewa się konkluzji na miarę pierwszej "Piły" 🙂

Wszyscy nasi trzej laureaci Oscara na dobrym poziomie, wybija się Leto. Mierzwiak świetnie napisał na FW, że to Joker lepszy od jego Jokera i nic lepszego nie wymyślę. Jared skorzystał z kilku swoich manier, miejscami przypomina postać z BR2049, ale jednocześnie udało mu się stworzyć coś nowego, niepokojącego. Często mówi się, że w danej roli Jared Leto ucieka od wizerunku idola nastolatek. Dawno nie uciekł już tak daleko jak tutaj.

7/10

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

W końcu obejrzałem The New Mutants i... to chyba najsłabszy w 20-letniej serii film o mutantach w moich oczach. Sam pomysł bardzo spoko, podobny do Koszmaru z ulicy Wiązów 3, ale to, co w Koszmarze było najlepsze tutaj nie istnieje (czyt. poczucie zagrożenia, bo dzieciaki GINĄ! oraz charyzmatyczny czarny charakter). Moce głównej bohaterki (jedynej z obsady odnośnie której mam wątpliwości w kwestii gry aktorskiej) od pewnego momentu były przewidywalne, prawdziwe intencje lekarki też. Było tu trochę niezłego thrillera, ale na nic to, gdy atakowani przez złe wizje posiadają moce, którymi mogą pokonać praktycznie każdego. Gdy już wszystkie karty lądują na stole, film nie oferuje nic poza walką pięciu nastolatków z CGI-stworkami w średnio interesujących scenach akcji. Gdyby to jeszcze wyglądało jakoś ciekawie, ale zdjęcia i praca kamery nie prezentują kinowego poziomu, bardziej wygląd dłuższego pilota serialu telewizyjnego / na Netlflixa.

Origin Wolverine'a i Dark Phoenix mi się nie podobały, ale nie wykluczam kiedyś do nich wrócić, dla obsady, kilku postaci i jakiegoś tam widowiska. W Nowym Mutantach brakuje nawet tego, szkoda bo potencjał był. Seria o X-Menach niestety nie odeszła w chwale.

Miałem podobne odczucia. Szkoda, bo była szansa na młodzieżowy dramat w obrębie tej serii, na coś dość świeżego w kinie komiksowym. Skończyło się na zamierzeniach.

PreviousPage 5 of 106Next