aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 6 of 106Next

A przed chwilą skończyłem Promising Young Woman. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów roku 2020 jakie widziałem! Świetna w swojej roli Carey Mulligan, super zdjęcia, doskonale budowana atmosfera niepokoju i dyskomfortu kiedy trzeba (nawet w scenie tej awkward kolacji z rodzicami i Ryanem), no i ten mocny finał, na którym spociły mi się dłonie, a narzeczona musiała wycierać łzy. Mimo wszystko jestem zdania, że nie mogło się to skończyć inaczej. To kino zemsty uchwycone trochę z innej strony, na ważny temat, i nawet piosenka Paris Hilton wybrzmiała tu nadzwyczaj dobrze! A...

Spoiler
Ryan okazał się niezłą szują. Twierdził, że kochał, ale wolał przemilczać / kłamać, byleby sobie nie zaszkodzić, a o "ukochanej" starałby się jak najszybciej zapomnieć, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia.

PS

Recenzja Szamana tego filmu jest doskonałym przykładem dlaczego przestałem wystawiać oceny, dlaczego nie śledzę sezonu nagród (no, może w jakimś drobnym stopniu, w końcu jestem kinomanem) i nie sprawdzam pomidorów / metakrytyków (a jeśli już, to traktuję to bardziej jako ciekawostkę niż wyznacznik czegokolwiek). Chcę oglądać, przeżywać i "oceniać" FILM, a nie to jak się sprawdza względem tego, co przeczytałem w siec. Bo ktoś go wyróżnił, docenił, bo ktoś go nagradza, ktoś napisał że główna rola była bardziej pod kogoś innego, itd. itp... Nie chcę mieć oczekiwań, bądź chcę je budować z innych powodów (np. ponieważ znam poprzednie filmy reżysera, lub bo to adaptacja książki, którą uwielbiam) aniżeli z powodu opinii innych ludzi.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

"Pewnej nocy w Miami..." zaskakująco przeciętne. Nie przekonują aktorzy (jedynie Odom Jr. grający Sama Cooke'a trzyma dobry, równy poziom). Najsłabszy jest jednowymiarowy i kompletnie pozbawiony charyzmy Ben-Adir. Gdyby Malcolm X faktycznie był taki, skończyłby co najwyżej jako kelner, a nie przywódca ruchu o równouprawnienie Afroamerykanów. Ostatnio mieliśmy niejednoznaczne opinie o występie Washingtona w (nomen omen)"Malcolm i Marie". Prawdę mówiąc, tamten występ zjada każdą rolę w "One Night..." na śniadanie. Ale chyba najsłabsza jest reżyseria. Pierwsze "poważne" zadanie na stołku reżyserskim zdecydowanie przerosło Reginę King. Nie radzi sobie z tempem, prowadzeniem aktorów. Dyskusje/kłótnie prowadzone są jak po linijce, nikt nikomu nie przerywa, wszyscy grzecznie pozwalają drugiej stronie wyłożyć swoje racje. Tak nie kłócą się ludzie, którzy chcą zmienić świat.

Samo przesłanie filmu, starcie niejednoznacznych racji na plus (choć też jak na temat, zaskakująco mało w tym mięsa). Ale to zasługa tekstu, a nie aktorów i Pani Reżyser.

To bardziej wpis pasujący do Hyde Parku, ale ponieważ ma on ścisły związek z One Night in Miami, wrzucę go tutaj. W napisach końcowych filmu pojawia się informacja, że Malcolm X zginął 21 lutego 1965 r. (a zatem prawie dokładnie rok po wydarzeniach opisanych w filmie). Jak zapewne wiecie zamordowano go na zlecenie Narodu Islamu, czyli organizacji, z której Malcom wystąpił kilka miesięcy wcześniej (choć mówi się też o udziale FBI). Szkoda jednak, że nie zamieszczono również informacji o tym, że nieco wcześniej, w grudniu 1964 r. zmarł Sam Cooke. Choć rozumiem powody, jego śmierć nie miała podtekstu politycznego. Ale myślę, że warto poznać szczegóły, ponieważ są dość nietypowe. Za wiki:

"Został zastrzelony przez Berthę Franklin, recepcjonistkę motelu, w którym nocował. Na wpół nagi piosenkarz zażądał ujawnienia personaliów kobiety, z którą zameldował się w motelu, a która uciekła z jego ubraniem. Kiedy odmówiono ujawnienia tych danych, wściekły chwycił i przewrócił recepcjonistkę, która jednak wyrwała się i w samoobronie go zastrzeliła. Według wersji uciekinierki próbował ją zgwałcić i uciekając w popłochu zabrała omyłkowo także jego ubranie, jednak niespójności w jej zeznaniach sugerują, że być może świadomie poszła z nim do pokoju, a potem go okradła kiedy wyszedł do toalety. Recepcjonistka została uniewinniona, jako działająca w warunkach obrony koniecznej. Musiała potem ukrywać się przed grożącymi jej śmiercią fanami piosenkarza, w końcu wywalczyła 30000 dolarów rekompensaty od jego rodziny za napaść i straty moralne."

Inną ciekawostką jest fakt, że Jim Brown zagrał m.in. na drugim planie w "Parszywej dwunastce". Oczywiście jego bohater nie przeżył 😉

Szaman has reacted to this post.
Szaman

News of the World
Najnowszy film Paula Greengrassa w ogóle nie przypomina filmów tego reżysera. Ujęcia są standardowej długości, a kamera nie lata jakby trzymała ją osoba chora na epilepsję, nawet w zwykłych scenach dialogów! Nie jest to oczywiście żaden minus, wręcz przeciwnie, a film bardzo mi się podobał. Lubię westerny, lubię kino drogi, ten opowiada solidną historię, ma bardzo dobrego (jak zawsze) Hanska, świetną dziewczynkę i uraczył mnie ładnymi zdjęciami. Tylko taniutkie CGI wybijało trochę z rytmu.

I Care A Lot

To nieoficjalna kontynuacja Gone Girl? Pike nie tylko gra tu jak u Finchera (co w żadnym wypadku nie jest zarzutem), to jej Marla jest równie wyrachowana, bezwzględna i odpychająca co Amy.

Bardzo dobry film, choć ma aż cztery irytujące zabiegi / rozwiązania scen które dalekie są od jakiejkolwiek wiarygodności, ale za to wygodne na tyle, by film mógł dociągnąć do tych 2h a fabuła potoczyć się tak, jak trzeba.

Dzisiaj planuję zobaczyć.

Przy zwiastunie też mi się skojarzyło z Gone Girl:

https://www.facebook.com/netflixpolska/posts/1651325008411469?comment_id=1651350138408956

😉

Cytat z Mierzwiak data Luty 19, 2021, 20:20

Bardzo dobry film, choć ma aż cztery irytujące zabiegi / rozwiązania scen które dalekie są od jakiejkolwiek wiarygodności, ale za to wygodne na tyle, by film mógł dociągnąć do tych 2h a fabuła potoczyć się tak, jak trzeba.

Napiszesz proszę w spoilerze, o które chodzi? Bo wydaje mi się, że jest tutaj więcej głupotek. 😉

Ogólnie duże rozczarowanie, choć w sumie nie miałem jakichś sprecyzowanych oczekiwań wobec tego filmu. Liczyłem chyba na to, że będzie bardziej komediowy/satyryczny, może też ze względu na nominację Pike do Złotych Globów za rolę w komedii/musicalu, a to jednak w sumie, przynajmniej w drugiej połowie, boleśnie zwyczajny thriller. Dobry pomysł wyjściowy, kilka udanych scen, szczególnie z początku, ale po odkryciu kart nie ma już za bardzo nic interesującego do zaoferowania. Nie wiadomo, której postaci kibicować. Całość niby stylowa, ale w sumie są tam dostrzegalne tylko pewne elementy jakiegoś autorskiego stylu/wizji, ale ostatecznie ogranicza się to do barwnego oświetlenia w niektórych scenach, fajnych kostiumów postaci granej przez Pike i wyróżniającej się muzyki. Nie chce mi się w sumie nawet za bardzo myśleć i pisać o tym filmie. I Don't Care A Lot.

Cytat z Marek Pilarski data Luty 20, 2021, 01:03

Napiszesz proszę w spoilerze, o które chodzi? Bo wydaje mi się, że jest tutaj więcej głupotek. 😉

Spoiler
1) Ta nieudolna akcja odbicia Jennifer z domu opieki,

2) Nie zabicie Fran od razu

3) Nie zabicie Marli od razu.

To e sumie 3, ale jako czwartą rzecz która mi się nie podobała to ta końcowa współpraca by stworzyć opiekuńczo-przestępcze imperium.

To że nie ma tu typowego protagonisty uważam za ciekawe, no i całościowo to dla mnie przyjemny (i przyjemnie dziwaczny) miks gatunkowy.

I Care A Lot (2020)

Przez cały film życzyłem Pike odcięcia nosa i śmierci w krwawych męczarniach, co jest chyba najlepszą recenzją jej roli. Świetna jest też wielowymiarowa babcia od Dianne Wiest, aż trochę szkoda, że w tym sezonie najmodniejsze są parodia Kazachstanu i pastisz starej baby z Teksasu. Niestety kładzie to wszystko uparcie się na miks gatunkowy, elementy komedii gangsterskiej ciągną mocno w dół. O ile Dinklage jeszcze pasuje do filmu, najpierw przedstawiony jest jako inteligentny, wyrachowany, ostrożny przeciwnik, ale oczywiście dla wygody scenarzysty i wspomnianej żonglerki otoczony jest ludźmi z którymi udałoby mu się przejąć co najwyżej osiedlową siłownię. A i tego nie jestem pewien.

Spoiler
Druga połowa jest strasznie naiwna, takim punktem zwrotnym jest scena w której Dinklage chwali się, że jedna z jego przeciwniczek spoczywa w betonie pod restauracją, po czym niesamowicie cacka się z Pike, dokonując chyba najbardziej nieudolnego pozorowania nieszczęśliwego wypadku w tym rejonie Stanów. Ukoronowaniem tych naiwności jest wątek imperium stworzonego przez współpracę naszych bohaterów. Moim zdaniem absolutnie kluczowym elementem biznesu naszej Rosamundy był wyjątkowo naiwny kretyn piastujący stanowisko sędziego, zajmujący się miejscowymi sprawami rodzinnymi. Dlatego to działało w skali mikro, ciężko mi uwierzyć aby działało w skali makro.

Dość naiwne są próby uczłowieczenia bohaterki, jakby wyjęte z podręcznika scenarzysty, oczywiście są to nieszczęśliwe dzieciństwo i miłość. Na szczęście finał satysfakcjonuje nawet bardziej niż wypada się do tego przyznawać.

6/10

Marek Pilarski and Mierzwiak have reacted to this post.
Marek PilarskiMierzwiak

Unpregnant (2020)

Aborcyjny road trip z bardzo fajnymi rolami Haley Lu Richardson i Barbie Ferreiry, do oglądania w sam raz jako double feature z Booksmart; wyobrażam sobie, że ze spotkania tej czwórki bohaterek mogłoby wyjść coś naprawdę fajnego.

Kilka żartów może nie do końca udanych (jak np. epizod z fanatycznymi prolajfowcami), ale bawiłem się świetnie, lubię historie w których odradza się przyjaźń która, jak by się mogło wydawać, już się skończyła.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

I Care A Lot (2020)

Mnie się podobało, takie solidne 7/10. Jakieś minusy dałoby się znaleźć, ale niewiele i nieznaczące. Mam jednak jedną refleksję. Odnoszę wrażenie, że podeszliście do tej produkcji zbyt poważnie. Film miał być i jest w założeniu dość groteskowy i przekoloryzowany. Co widać już od pierwszych, pstrokatych scen. I dlatego Rosamund jest tak abstrakcyjnie irytująca, Diane mieszka w domku z bajki, szef mafii ma metr trzydzieści wzrostu, jego prawnik nosi garnitury jakby uszyte w czasach prohibicji, a jego żołnierze to banda nieudaczników.

No właśnie byłem nastawiony na czarną komedią/satyrę, którą otrzymałem, ale tylko w pierwszych kilkudziesięciu minutach.

Mapa maleńkich wspaniałości

Sympatyczny film, nakręcony za garść drobniaków. Nie namawiam nikogo jakoś specjalnie do seansu, bo wybitne dzieło to nie jest, ale chciałem napisać o tym jak potraktowano znany i przeorany już przez kino motyw. Ponieważ jednak ktoś mógłby mieć ochotę na seans, to reszta w spoilerach.

Spoiler

Film opowiada historię chłopaka, który utknął w swoim miasteczku w pętli czasowej niczym w Dniu Świstaka. Któregoś (kolejnego, a tego samego, hehe ;)) dnia spotyka dziewczynę, która również przeżywa to co on. Fajnym pomysłem jest osadzenie ich obojga w takim momencie Dnia Świstaka, w którym już dawno się do tego przyzwyczaili. Nie jesteśmy więc świadkiem tej całej sinusoidy emocji związanych z odkryciem prawdy, zdziwienia, radości, rozpaczy (oczywiście pamiętam, że Full Metal Bitch znajdujemy w podobnej sytuacji, ale w Na skraju jutra to Tom Cruise jest głównym bohaterem, a w jego przypadku historię poznajemy od początku). Po prostu dla obojga ten dzień jest jest już normalnością, codziennością, całym obecnym życiem. Fajne jest też rozwiązanie historii. Oboje spędzają razem dużą część dnia, ale po południu dziewczyna zawsze gdzieś znika. W końcu okazuje się, że zawsze jedzie do szpitala, gdzie leży jej matka, chora na raka. I jak się okazuje dziewczyna utknęła w tym dniu niejako na swoje życzenie. Po prostu tak bardzo nie chciała by następny dzień nie nastąpił, że... tak się stało. I że chłopak utknął tam po to, by mogła odnaleźć kogoś, kto stanie się dla niej najważniejszy na świecie po tym, jak już jej matka odejdzie.

Niby nic, a sympatycznie wymyślone.

W bonusie, w filmie występuje przyszła Cassie Lang (choć ktoś kto widział Małe kłamstewka, wie kto zacz ;))

Opinie z moich 2 pierwszych wizyt w kinie w tym roku.

Palm Springs

To było naprawdę dobre otwarcie kinowe. Co prawda sam koncept więcej niż jednej osoby uwiezionej w pętli nie jest nowy (pierwsza była koreańska Pętla z 2017 roku, swoją drogą polecam), ale ważne jak to jest przedstawione. A jest o bardzo fajny miks komedii i poważniejszych rozkmin na temat swojego życia. Duet Samberg-Miloti błyszczy (dziwne, że ona też nie dostała nominacji do Złotego Globu) i dla mnie, który nie śledził informacji o produkcji, pojawienie się pewnego aktora było miłą niespodzianką.

Promising Young Woman (Obiecująca. Młoda. Kobieta. - Bardzo.Fajny.Tytuł. Dystrybutorzy nie znają przecinków?)

Dobry film, ale mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie pewne rozwiązania scenariuszowe. Niewątpliwie jest świetna Mulligan, fajna stylistyka z wykorzystaniem popowych piosenek (również ich instrumentalnych wersji, bardzo ciekawy pomysł. Ogólnie pod wieloma względami względami zgadzam się z moimi przedmówcami, więc przejdźmy do spoilerów.

Spoiler

Od razu chcę zaznaczyć, że scenariusz nie jest zły, ma wiele dobrych momentów i scen. Świetny jest początek, który jak wspomniał Szaman sugeruje seryjną morderczynię, stąd scena z drugim zbokiem jest zaskakująca. Bardzo dobra i idąca w niespodziewanym kierunku jest scena z Moliną (i tu znowu jak w Palm Springs dla mnie obsadowa niespodzianka).

Dobra, przejdę do 2 spraw, które mnie dość zdenerwowały. Pierwsza to Ryan, z pozoru sympatyczny facet, który też okazał się dupkiem. Ech, a już miałem nadzieję, że Fennell nie pójdzie tym tropem. Mniejsza o część internetowych komentatorów którym dała argument o feministycznym filmie ze złymi facetami. Cholera, gdyby Ryan był tym dobrym, jakiż był by to ciekawy dylemat dla Cassandry. Wybór pomiędzy dalszą zemstą, a normalnym życiem. Ale nie, lepiej było wybrać to prostackie rozwiązanie z brakiem jakichkolwiek złudzeń i ryzykowaniem życia. Przy okazji pośmiertne zabezpieczenie mi akurat podeszło, bo miało sens: udała się sama na spotkanie z grupą pijanych facetów, z których jeden to gwałciciel, ryzyko było.

Druga sprawa to nieszczęsne nagranie. Sorry, ale nie mogę uwierzyć, że taki film przez 10 lat nie ujrzał światła dziennego. Tym bardziej, że został po pijaku wysłany do kilku ludzi, a żadna z nich dla zabawy nie wysłała tego do sieci. Fennell znowu się nie popisałaś, impuls dla Cassie można było dać w inny sposób.

 

Cytat z janko data Luty 28, 2021, 10:32

Spoiler

Tym bardziej, że został po pijaku wysłany do kilku ludzi, a żadna z nich dla zabawy nie wysłała tego do sieci.

Spoiler
Tak, bo nagranie z(e zbiorowego) gwałtu to coś co ludzie postują jak memy i śmieszne filmiki z kotkami 🙂

No a co do Ryana to ja to kupuję, bo nie był to losowy koleś spotkany na ulicy tylko członek tej grupy która znała się ze studiów. To nie tak że "wszyscy faceci to chodzące gówna", tutaj działa wzajemne krycie się. Trudno się w takich sytuacjach wyłamać, poza tym film celnie punktuje to, jak kwestia gwałtu jest bagatelizowana i negowana.

Spoiler
Tutaj nie chodziło mu chyba o mema, w pewnym wieku, pewni ludzie przesyłają sobie świadectwa czyjegoś upokorzenia jako filmiki hardcorowe, naruszające granice. Na początku są żule z glutami w nosie pijący denaturat, na końcu tej drogi zbiorowy gwałt. Tutaj Fennell ładnie uchwyciła pewną mentalność lat dwutysięcznych, wtedy filmik krążył po towarzystwie jako hardkor, dzisiaj taki rodzaj przeżyć ma swoją niszę w postaci patostreamów, czy Kononowicza, ale no właśnie- niszę, w której autorzy sami siebie wystawiają na tego typu przeżycia. No i tak, policja szybko wkroczyła do akcji, to i filmik nie wyszedł od razu poza krąg zainteresowanych. Zresztą w tamtych czasach mógłby być wrzucony tylko na You Tube'a i nie zdobyłby tak natychmiastowo wielkiej popularności (mówimy chyba o okolicach 2009 roku).

Warto też zauważyć, że film ucieka od ""wszyscy faceci to chodzące gówna" także tym, że "ofiary" dostają ze 150 tysięcy szans na zrobienie tego co właściwe, zanim zostaną "ukarane". Łatwo można byłoby tutaj uciec w tanie manipulowanie napalonym facetem, Fennell ładnie odbija piłeczkę. Może przydałaby się jedna scena z facetem postępującym właściwie, ale raz, że nic nie wnosiłaby do dynamiki filmu, dwa, chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że często jest tak jak ukazano na obrazku. Twist z reżyserem "Ósmej klasy" również w pełni kupuje, to takie ładne rozegranie tragicznego schematu w którym bohaterowi wydaje się, że może rozpocząć szczęśliwe życie bez przeszłości, ale przeszłość zawsze upomni się o swoje

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Spoiler

Zacznijmy od tego, że to nie zbiorowy gwałt, zrobił to tylko Al Monroe, a jego głupawy kumpel to nagrywał, było wielu przechodzących świadków, ale nikt nie zareagował, wiadomo facet bzyka pijaną, nic złego się nie dzieje. I to jest clou całej sprawy. Ok, przyjmijmy, że w 2010 nie było debilów, którzy popełniali przestępstwa, nagrywali je i publikowali (choć ja w to nie wierzę, ale ponieważ nie pamiętam żadnych przykładów, więc dobra).  Tyle, że oni nie sądzili że robią coś złego. Zresztą o tym jest ten film, o tym też Mierzwiak wspomniał. Czy ci w barze uważali, że źle czynią? Czy postać grana przez Mintz-Plasse uważał się za złego człowieka? Nie, on wręcz mówił że jest porządnym facetem! Skoro dziś pokutuje takie myślenie to tym bardziej 10 lat wcześniej dla Ala i naocznych świadków to nie gwałt, tylko wiecie, he he, bzyka pijaną sama się prosiła. Więc, sorry nie kupuję tego, że filmu przez tyle lat nikt nie upublicznił. A przypomnę, że otrzymała go również Madison, która jak wynika z dialogu z Cassie, nie była świadkiem gwałtu. Motyw z nagraniem byłby dobrym pomysłem, ale w latach 90.

No a co do Ryana to ja to kupuję, bo nie był to losowy koleś spotkany na ulicy tylko członek tej grupy która znała się ze studiów.

Właśnie to jeszcze bardziej pogrąża ten wątek. Duże miasto z uniwerkiem (film był kręcony w LA) i akurat trafia na znajomego ze studiów. Ale mniejsza z tym, napisałem czemu mi się to nie podoba i dlaczego to takie leniwe i proste rozwiązanie. Od skryptu nominowanego do Złotego Globu oczekuję trochę więcej. Mówię to z lekkim bólem, bo sam wskazałem jak wiele mi się w tym scenariuszu podobało.

Cytat z janko data Luty 28, 2021, 17:06

Spoiler

Zacznijmy od tego, że to nie zbiorowy gwałt, zrobił to tylko Al Monroe, a jego głupawy kumpel to nagrywał

Spoiler
Zgadza się, w sumie nie wiem czemu to napisałem skoro dobrze pamiętam że sprawca był jeden 🙂

Więc, sorry nie kupuję tego, że filmu przez tyle lat nikt nie upublicznił.

Ale dlaczego ktoś miałby chcieć go upublicznić? Tym bardziej po tym jak Nina - co prawda film nie wykłada wprost ile czasu po gwałcie to się stało - popełniła samobójstwo?

Może źle rozumuję, nie wiem, ale ja mam wrażenie że oni doskonale wiedzieli że to było złe, dlatego wszyscy wzajemnie się kryli i nikt nie był w stanie się wyłamać żeby iść z tym nagraniem na policję albo zeznawać przeciwko koledze.

Duże miasto z uniwerkiem (film był kręcony w LA) i akurat trafia na znajomego ze studiów.

Gdyby związała się z nieznajomym to nie byłoby twistu z tym, że słychać jego głos na nagraniu 🙂

Spoiler

Gdyby związała się z nieznajomym to nie byłoby twistu z tym, że słychać jego głos na nagraniu

O to mi chodzi,  w dupie mam takie leniwe twisty 🙂

Może źle rozumuję, nie wiem, ale ja mam wrażenie że oni doskonale wiedzieli że to było złe, dlatego wszyscy wzajemnie się kryli i nikt nie był w stanie się wyłamać żeby iść z tym nagraniem na policję albo zeznawać przeciwko koledze.

Na filmie słychać było sporo śmiechów, więc nie. Po samobójstwie może zdali sobie sprawę, ale przedtem? Film trafił do kilkunastu osób, w tym do ludzi których tam nawet nie byli świadkami i nic przez 10 lat? Spisek godny Archiwum X uknuty przez pijanych studentów? Zwrócę honor scenarzystce jeśli o podobnej sytuacji usłyszę w realu.

Może właśnie dlatego nie słyszysz o takich sytuacjach w realu 😉

PreviousPage 6 of 106Next