Opinie o filmach
Cytat z Janko data 26 listopada, 2023, 21:50Też w następnym tygodniu, bo dziś byłem na
W nich cała nadzieja
Niezłe, kolejny dowód że nie trzeba wielkiego budżetu i u nas też można zrobić solidne sci-fi. Tym bardziej, że sporo u nas miejscówek rodem z postapo i okolice elektrowni w Łaziskach Górskich nadały się do tego bardzo dobrze. Robot jest sensownie zaprojektowany, jego inteligencja jest wysoka ale nie przekracza ludzkiej, a jego dosłowne przywiązanie do dyrektyw takie jak być powinno. Główny problem mam z zawiązaniem konfliktu, bo spowodowany jest przez dość głupi błąd, choć rozumiem że takie rzeczy też się mogą zdarzyć, ale to dość proste rozwiązanie. Jeszcze fajny pomysł na zasygnalizowanie czasu akcji (połączone z product placement?). Rok nie pada w filmie, ale bohaterka podczas jednej z wypraw do miasta trafia na plakat z taką mniej więcej treścią "RMF FM gramy dla was od 100 lat" 🙂
Też w następnym tygodniu, bo dziś byłem na
W nich cała nadzieja
Niezłe, kolejny dowód że nie trzeba wielkiego budżetu i u nas też można zrobić solidne sci-fi. Tym bardziej, że sporo u nas miejscówek rodem z postapo i okolice elektrowni w Łaziskach Górskich nadały się do tego bardzo dobrze. Robot jest sensownie zaprojektowany, jego inteligencja jest wysoka ale nie przekracza ludzkiej, a jego dosłowne przywiązanie do dyrektyw takie jak być powinno. Główny problem mam z zawiązaniem konfliktu, bo spowodowany jest przez dość głupi błąd, choć rozumiem że takie rzeczy też się mogą zdarzyć, ale to dość proste rozwiązanie. Jeszcze fajny pomysł na zasygnalizowanie czasu akcji (połączone z product placement?). Rok nie pada w filmie, ale bohaterka podczas jednej z wypraw do miasta trafia na plakat z taką mniej więcej treścią "RMF FM gramy dla was od 100 lat" 🙂
Cytat z Szaman data 26 listopada, 2023, 21:56Świetne z tym RMF-em! Jeśli jakoś dołożyli się do budżetu, to jest to najlepszy product placement o jakim ostatnio słyszałem. Niedawno oglądałem "Ajlawju" Koterskiego i tam co jakieś 10 minut pili sok Hortexu z kartonu, aż mi się tego Hortexu odechciało 🙂
Świetne z tym RMF-em! Jeśli jakoś dołożyli się do budżetu, to jest to najlepszy product placement o jakim ostatnio słyszałem. Niedawno oglądałem "Ajlawju" Koterskiego i tam co jakieś 10 minut pili sok Hortexu z kartonu, aż mi się tego Hortexu odechciało 🙂
Cytat z robgordon data 27 listopada, 2023, 17:55Blue Jean
Lata 80-te, Wielka Brytania czasów Żelaznej Damy. Jest rok 1988, właśnie ma wejść w życie klauzula, która zabrania "promocji" homoseksualizmu wśród młodzieży (dacie wiarę, że obalono ją dopiero w 2003 r.?). Główna bohaterka ukrywa się ze swoją orientacją (w tej roli zjawiskowa Rosy McEwen) i jej z tym dobrze. Do czasu.
Wydaje się, że trudno w tym temacie powiedzieć coś nowego. Jak się okazuje, da się. Historia nie obfituje w przesadnie dramatyczne wydarzenia, choć konflikt zarysowany jest wyraźnie. Bardzo dobrze oddane realia tamtej epoki. Sporo muzyki z tamtych czasów, co ciekawe w większości niezbyt znanej.
7/10
Blue Jean
Lata 80-te, Wielka Brytania czasów Żelaznej Damy. Jest rok 1988, właśnie ma wejść w życie klauzula, która zabrania "promocji" homoseksualizmu wśród młodzieży (dacie wiarę, że obalono ją dopiero w 2003 r.?). Główna bohaterka ukrywa się ze swoją orientacją (w tej roli zjawiskowa Rosy McEwen) i jej z tym dobrze. Do czasu.
Wydaje się, że trudno w tym temacie powiedzieć coś nowego. Jak się okazuje, da się. Historia nie obfituje w przesadnie dramatyczne wydarzenia, choć konflikt zarysowany jest wyraźnie. Bardzo dobrze oddane realia tamtej epoki. Sporo muzyki z tamtych czasów, co ciekawe w większości niezbyt znanej.
7/10
Cytat z Ernest Kubica data 27 listopada, 2023, 22:50Cytat z Janko data listopad 26, 2023, 21:50Też w następnym tygodniu, bo dziś byłem na
W nich cała nadzieja
Niezłe, kolejny dowód że nie trzeba wielkiego budżetu i u nas też można zrobić solidne sci-fi. Tym bardziej, że sporo u nas miejscówek rodem z postapo i okolice elektrowni w Łaziskach Górskich nadały się do tego bardzo dobrze. Robot jest sensownie zaprojektowany, jego inteligencja jest wysoka ale nie przekracza ludzkiej, a jego dosłowne przywiązanie do dyrektyw takie jak być powinno. Główny problem mam z zawiązaniem konfliktu, bo spowodowany jest przez dość głupi błąd, choć rozumiem że takie rzeczy też się mogą zdarzyć, ale to dość proste rozwiązanie. Jeszcze fajny pomysł na zasygnalizowanie czasu akcji (połączone z product placement?). Rok nie pada w filmie, ale bohaterka podczas jednej z wypraw do miasta trafia na plakat z taką mniej więcej treścią "RMF FM gramy dla was od 100 lat"
Byłem dzisiaj na Kinie Konesera - 8 osób na sali, nikt nie miał mniej niż 40 lat, w tym 4 kobiety po 50. Tak wygląda zainteresowanie S-F.
Ten robot nie miał inteligencji - działał wyłącznie na prostych algorytmach i cytował regułki, których nie rozumiał i robił błędy logiczne, których człowiek by nie robił, no może przedszkolak. Nie mógł mieć inteligencji bo by go blokowała w zadaniach do których został stworzony.
Ogólnie fajnie się oglądało, ale mogli zebrać więcej pomysłów na te rozmowy między nimi z pojmowaniem świata ze strony maszyny.
Cytat z Janko data listopad 26, 2023, 21:50Też w następnym tygodniu, bo dziś byłem na
W nich cała nadzieja
Niezłe, kolejny dowód że nie trzeba wielkiego budżetu i u nas też można zrobić solidne sci-fi. Tym bardziej, że sporo u nas miejscówek rodem z postapo i okolice elektrowni w Łaziskach Górskich nadały się do tego bardzo dobrze. Robot jest sensownie zaprojektowany, jego inteligencja jest wysoka ale nie przekracza ludzkiej, a jego dosłowne przywiązanie do dyrektyw takie jak być powinno. Główny problem mam z zawiązaniem konfliktu, bo spowodowany jest przez dość głupi błąd, choć rozumiem że takie rzeczy też się mogą zdarzyć, ale to dość proste rozwiązanie. Jeszcze fajny pomysł na zasygnalizowanie czasu akcji (połączone z product placement?). Rok nie pada w filmie, ale bohaterka podczas jednej z wypraw do miasta trafia na plakat z taką mniej więcej treścią "RMF FM gramy dla was od 100 lat"
Byłem dzisiaj na Kinie Konesera - 8 osób na sali, nikt nie miał mniej niż 40 lat, w tym 4 kobiety po 50. Tak wygląda zainteresowanie S-F.
Ten robot nie miał inteligencji - działał wyłącznie na prostych algorytmach i cytował regułki, których nie rozumiał i robił błędy logiczne, których człowiek by nie robił, no może przedszkolak. Nie mógł mieć inteligencji bo by go blokowała w zadaniach do których został stworzony.
Ogólnie fajnie się oglądało, ale mogli zebrać więcej pomysłów na te rozmowy między nimi z pojmowaniem świata ze strony maszyny.
Cytat z Janko data 28 listopada, 2023, 19:54Tak, użyłem bardziej potocznego określenia na sztuczną inteligencję, którą naprawdę nie jest. Zgadzam się też, że choć kilka dialogów było fajnych, to liczyłem na więcej.
Tak, użyłem bardziej potocznego określenia na sztuczną inteligencję, którą naprawdę nie jest. Zgadzam się też, że choć kilka dialogów było fajnych, to liczyłem na więcej.
Cytat z Fandorin data 28 listopada, 2023, 23:06Napoleon
Historia w wersji pop. I bardzo taka wersja przypadła mi do gustu. Scott nie silił się na wielkie dzieło, postanowił raczej pokazać jedną z najważniejszych postaci w historii przez pryzmat powiedzenia Od wzniosłości do śmieszności jest tylko jeden krok, którego autorstwo przypisywane jest właśnie Napoleonowi Bonaparte. Mamy portret człowieka paradoksalnie wielkiego i małego jednocześnie. Wielkiego wodza, żołnierza, który po wstrząsie Rewolucji Francuskiej przywrócił krajowi chwałę i potęgę (przynajmniej na jakiś czas). Z drugiej strony małego człowieka ze wszystkimi jego słabościami, kompleksami, wadami. Tłem dla tego są jego relacje z Józefiną oraz podboje militarne.
Zaskoczyło mnie jak zabawny to jest film. Kapitalna jest zwłaszcza scena zamachu stanu, przedstawiona w komediowym, by nie rzec wręcz slapstikowym, tonie. Nie brakuje też widowiska. Dostajemy 4 spektakularne bitwy (Tulon, Austerlitz, Borodino, Waterloo), każdą inną; są też sekwencje egipskie oraz rosyjskie (pożar Moskwy). Nie umiem powiedzieć, jak bardzo dalekie jest to od prawdy historycznej, ale ewidentnie widać, że nadrzędnym celem było efektowne, momentami efekciarskie (komputerowa krew bryzgająca na wszystkie strony) - teledyskowe (?) widowisko. Bardzo podobała mi się ścieżka dźwiękowa. Wykorzystano sporo muzyki klasycznej z epoki, ale też piosenki, pieśni, przyśpiewki z różnych okresów, chóry itp. Dało to bardzo ciekawy efekt.
Widać niestety, że film jest pocięty. Składa się właściwie z epizodów. Mi to nie przeszkadzało. Takie efektowne, ale dość płytkie przedstawienie ikonicznej postaci, może dla niektórych oznaczać jej memizację (umemicznienie?). Ja nie ma nic przeciwko. Nigdy nie byłem jakimś fanem Napoleona (mam znajomego, który jest). Bawiłem się przednio, ponad 2,5 godziny przeleciały momentalnie.
8/10 i ląduje wysoko na liście najlepszych tegorocznych filmów.
To na dokładkę dorzucę jeszcze kilka zdań o nowym Almodovarze.
Dziwne ścieżki życia to film krótkometrażowy (30 minut) nakręcony po angielsku z hollywoodzkimi aktorami. W dodatku western. Od strony formalnej bardzo klasyczny. Dziwniej robi się w kwestii fabuły. Ale to Almodovar, więc typowo dla niego. Oto po 25 latach spotykają się dwaj dawno niewidziani przyjaciele. Nie znamy ich historii, ale od pierwszego momentu, kiedy ich oczy się spotykają, wiadomo, że coś ich łączy. Te emocje są najciekawszą stroną filmu. Pedro jest specjalistą od takich poplątanych ludzkich ścieżek. Film ma świetny początek i niedopowiedziane zakończenie. Pomiędzy nimi jest proza życia. Dobre role Pascala i Hawke'a. Dla fanów Almodovara na pewno ciekawostka, dla pozostałych niekoniecznie.
Seans uzupełnia dość sztampowa rozmowa z reżyserem. Ciekawiej robi się w zasadzie tylko w momencie, kiedy Pedro wypowiada się na temat aktualnej kondycji westernu. Nie uważa go za gatunek całkowicie wymarły. Chwali ostanie filmy reżyserowane przez kobiety (Campion, Zhao, Reichardt) i porównuje je z produkcjami Taylora Sheridana. Jak łatwo się domyślić, za wartościowsze uważa te pierwsze.
Ogólnie ciekawy seans, trochę metraż nietypowy, więc satysfakcja też jakby mniejsza. 6/10
Napoleon
Historia w wersji pop. I bardzo taka wersja przypadła mi do gustu. Scott nie silił się na wielkie dzieło, postanowił raczej pokazać jedną z najważniejszych postaci w historii przez pryzmat powiedzenia Od wzniosłości do śmieszności jest tylko jeden krok, którego autorstwo przypisywane jest właśnie Napoleonowi Bonaparte. Mamy portret człowieka paradoksalnie wielkiego i małego jednocześnie. Wielkiego wodza, żołnierza, który po wstrząsie Rewolucji Francuskiej przywrócił krajowi chwałę i potęgę (przynajmniej na jakiś czas). Z drugiej strony małego człowieka ze wszystkimi jego słabościami, kompleksami, wadami. Tłem dla tego są jego relacje z Józefiną oraz podboje militarne.
Zaskoczyło mnie jak zabawny to jest film. Kapitalna jest zwłaszcza scena zamachu stanu, przedstawiona w komediowym, by nie rzec wręcz slapstikowym, tonie. Nie brakuje też widowiska. Dostajemy 4 spektakularne bitwy (Tulon, Austerlitz, Borodino, Waterloo), każdą inną; są też sekwencje egipskie oraz rosyjskie (pożar Moskwy). Nie umiem powiedzieć, jak bardzo dalekie jest to od prawdy historycznej, ale ewidentnie widać, że nadrzędnym celem było efektowne, momentami efekciarskie (komputerowa krew bryzgająca na wszystkie strony) - teledyskowe (?) widowisko. Bardzo podobała mi się ścieżka dźwiękowa. Wykorzystano sporo muzyki klasycznej z epoki, ale też piosenki, pieśni, przyśpiewki z różnych okresów, chóry itp. Dało to bardzo ciekawy efekt.
Widać niestety, że film jest pocięty. Składa się właściwie z epizodów. Mi to nie przeszkadzało. Takie efektowne, ale dość płytkie przedstawienie ikonicznej postaci, może dla niektórych oznaczać jej memizację (umemicznienie?). Ja nie ma nic przeciwko. Nigdy nie byłem jakimś fanem Napoleona (mam znajomego, który jest). Bawiłem się przednio, ponad 2,5 godziny przeleciały momentalnie.
8/10 i ląduje wysoko na liście najlepszych tegorocznych filmów.
To na dokładkę dorzucę jeszcze kilka zdań o nowym Almodovarze.
Dziwne ścieżki życia to film krótkometrażowy (30 minut) nakręcony po angielsku z hollywoodzkimi aktorami. W dodatku western. Od strony formalnej bardzo klasyczny. Dziwniej robi się w kwestii fabuły. Ale to Almodovar, więc typowo dla niego. Oto po 25 latach spotykają się dwaj dawno niewidziani przyjaciele. Nie znamy ich historii, ale od pierwszego momentu, kiedy ich oczy się spotykają, wiadomo, że coś ich łączy. Te emocje są najciekawszą stroną filmu. Pedro jest specjalistą od takich poplątanych ludzkich ścieżek. Film ma świetny początek i niedopowiedziane zakończenie. Pomiędzy nimi jest proza życia. Dobre role Pascala i Hawke'a. Dla fanów Almodovara na pewno ciekawostka, dla pozostałych niekoniecznie.
Seans uzupełnia dość sztampowa rozmowa z reżyserem. Ciekawiej robi się w zasadzie tylko w momencie, kiedy Pedro wypowiada się na temat aktualnej kondycji westernu. Nie uważa go za gatunek całkowicie wymarły. Chwali ostanie filmy reżyserowane przez kobiety (Campion, Zhao, Reichardt) i porównuje je z produkcjami Taylora Sheridana. Jak łatwo się domyślić, za wartościowsze uważa te pierwsze.
Ogólnie ciekawy seans, trochę metraż nietypowy, więc satysfakcja też jakby mniejsza. 6/10
Cytat z Janko data 29 listopada, 2023, 18:49Napoleon
Ja zdecydowanie dołączam do krytyków najnowszego filmu Ridleya. To jego najsłabszy historyczny film (choć słowo historyczny jest tu dużym nadużyciem), a i jeden z jego najgorszych w ogóle. Słyszałem, że Ridley jak typowy, statystyczny Anglik nie lubi Napoleona, ale to nie prawda, on go kurna nienawidzi. Przedstawił go jako zakompleksionego dupka, miałkiego człowieka pozbawionego energii iuin który w trakcie ucieczki wydaje grama dobrej cechy. Dobra może go nienawidzić, ale może przynajmniej przedstawił go jako charyzmatycznego, wybitnego dowódcę który znakomitą taktyką wygrywał bitwy? Gdzież tam w filmie sprowadza się do tego że każe strzelać z armat i po sprawie. Już nawet nie wspomnę o takich kwiatkach jak w bitwie pod Waterloo gdy sam cesarz staje na czele kawalerii... Bitwy może i są efektowne (tu też trzeba pochwalić jeden z nielicznych plusów filmu czyli zdjęcia Wolskiego), ale sensownej taktyki w nich nie znajdziesz.
jak bardzo lubię Phoenixa, tak jako Napoleon to nietrafiony casting. Stara się jak może, ale Ridley do spółki ze scenarzystą sabotują jego i tak dość średnie wysiłki. Scena zamachu stanu jest kuriozalna, a jeszcze Joaquin który w trakcie ucieczki wydaje śmieszne odgłosy jakby dalej grał Bo z filmu Astera. Nie mówiąc już o tym, że w początkowych partiach filmu jest ewidentnie za stary (Napoleon miał wtedy 30 lat).
W ogóle jeszcze dialogi w większości są bardzo słabe wliczając praktycznie wszystkie sceny między Józefiną i Napoleonem (ich pierwsze spotkanie żenada jakich mało). Pod względem historycznym to łatwiej będzie wymienić się zgadza. Nie jestem ekspertem ale nawet ja wyłapałem oczywiste bzdury, ale chyba każdy wie że Napoleon nie strzelał do piramidy do jasnej cholery! <wypija melisę> Ale ok nikogo wtedy nie było, skąd można znać prawdę, książki historyczne nie istnieją, biedny Ridley nie wie jak może zaczerpnąć wiedzy. Jakby dziś kręcił Gladiatora, to pewnie gladiatorzy walczyliby na grzbiecie Sfinksa <przypomina sobie o 2 części, zaczyna walić głową w blat>
U mnie ląduje na liście najgorszych filmów roku. 4/10
Napoleon
Ja zdecydowanie dołączam do krytyków najnowszego filmu Ridleya. To jego najsłabszy historyczny film (choć słowo historyczny jest tu dużym nadużyciem), a i jeden z jego najgorszych w ogóle. Słyszałem, że Ridley jak typowy, statystyczny Anglik nie lubi Napoleona, ale to nie prawda, on go kurna nienawidzi. Przedstawił go jako zakompleksionego dupka, miałkiego człowieka pozbawionego energii iuin który w trakcie ucieczki wydaje grama dobrej cechy. Dobra może go nienawidzić, ale może przynajmniej przedstawił go jako charyzmatycznego, wybitnego dowódcę który znakomitą taktyką wygrywał bitwy? Gdzież tam w filmie sprowadza się do tego że każe strzelać z armat i po sprawie. Już nawet nie wspomnę o takich kwiatkach jak w bitwie pod Waterloo gdy sam cesarz staje na czele kawalerii... Bitwy może i są efektowne (tu też trzeba pochwalić jeden z nielicznych plusów filmu czyli zdjęcia Wolskiego), ale sensownej taktyki w nich nie znajdziesz.
jak bardzo lubię Phoenixa, tak jako Napoleon to nietrafiony casting. Stara się jak może, ale Ridley do spółki ze scenarzystą sabotują jego i tak dość średnie wysiłki. Scena zamachu stanu jest kuriozalna, a jeszcze Joaquin który w trakcie ucieczki wydaje śmieszne odgłosy jakby dalej grał Bo z filmu Astera. Nie mówiąc już o tym, że w początkowych partiach filmu jest ewidentnie za stary (Napoleon miał wtedy 30 lat).
W ogóle jeszcze dialogi w większości są bardzo słabe wliczając praktycznie wszystkie sceny między Józefiną i Napoleonem (ich pierwsze spotkanie żenada jakich mało). Pod względem historycznym to łatwiej będzie wymienić się zgadza. Nie jestem ekspertem ale nawet ja wyłapałem oczywiste bzdury, ale chyba każdy wie że Napoleon nie strzelał do piramidy do jasnej cholery! <wypija melisę> Ale ok nikogo wtedy nie było, skąd można znać prawdę, książki historyczne nie istnieją, biedny Ridley nie wie jak może zaczerpnąć wiedzy. Jakby dziś kręcił Gladiatora, to pewnie gladiatorzy walczyliby na grzbiecie Sfinksa <przypomina sobie o 2 części, zaczyna walić głową w blat>
U mnie ląduje na liście najgorszych filmów roku. 4/10
Cytat z Fandorin data 29 listopada, 2023, 18:56Że to słaby film historyczny to się zgadzam. Mam wrażenie, że może być z nim jak z ostatnim Matriksem. Większość odrzuci, część będzie zadowolona.
Że to słaby film historyczny to się zgadzam. Mam wrażenie, że może być z nim jak z ostatnim Matriksem. Większość odrzuci, część będzie zadowolona.
Cytat z Janko data 29 listopada, 2023, 19:08Tak, jeszcze dodam, że tak film jest znakomicie pocięty, że przeskakujemy co jakiś czas o parę lat, nie tłumaczy przyczyn wojny, sojuszy itd, ktoś kto ma mgliste pojęcie nic się nie dowie. 4- godzinna wersja poprawi na pewno kilka mankamentów związanych z pocięciem (najlepszy przykład Napoleon ucina sobie miłą pogawędkę z carem Rosji, później mamy mamy planszę z króciutkim zdaniem i marsz Cesarza na Moskwę), ale nie uratuje filmu w całości.
Tak, jeszcze dodam, że tak film jest znakomicie pocięty, że przeskakujemy co jakiś czas o parę lat, nie tłumaczy przyczyn wojny, sojuszy itd, ktoś kto ma mgliste pojęcie nic się nie dowie. 4- godzinna wersja poprawi na pewno kilka mankamentów związanych z pocięciem (najlepszy przykład Napoleon ucina sobie miłą pogawędkę z carem Rosji, później mamy mamy planszę z króciutkim zdaniem i marsz Cesarza na Moskwę), ale nie uratuje filmu w całości.
Cytat z Mierzwiak data 3 grudnia, 2023, 22:58Godzilla: Minus One
Pierwsze wow: nie spodziewałem się, że to będzie aż tak angażujący film. To bardzo prosta historia, ale gdyby wyciąć z niej Godzillę to spokojnie mogłaby funkcjonować jako dramat o powojennej traumie i próbie ułożenia sobie życia wśród ruin.
Drugie wow: budżet to zaledwie $15 mln!? Co prawda film nie ma perfekcyjnego CGI, a przynajmniej nie zawsze, ale użyte jest doskonale a sekwencje z potworem są znakomite. Scena [spoiler title=""]atomowego strzału z pyska w mieście robi piorunujące wrażenie.[/spoiler]
W trailerze pokazano praktycznie tylko ujęcia z pierwszej połowy, więc reszta filmu była dla mnie sporym zaskoczeniem.
Ostatnie ujęcie mówi wszystko, ale ciekawsze jest przedostatnie. Czekam na Godzilla: Zero 🙂
PS. Doskonałe użycie kultowego motywu muzycznego!
Godzilla: Minus One
Pierwsze wow: nie spodziewałem się, że to będzie aż tak angażujący film. To bardzo prosta historia, ale gdyby wyciąć z niej Godzillę to spokojnie mogłaby funkcjonować jako dramat o powojennej traumie i próbie ułożenia sobie życia wśród ruin.
Drugie wow: budżet to zaledwie $15 mln!? Co prawda film nie ma perfekcyjnego CGI, a przynajmniej nie zawsze, ale użyte jest doskonale a sekwencje z potworem są znakomite. Scena
W trailerze pokazano praktycznie tylko ujęcia z pierwszej połowy, więc reszta filmu była dla mnie sporym zaskoczeniem.
Ostatnie ujęcie mówi wszystko, ale ciekawsze jest przedostatnie. Czekam na Godzilla: Zero 🙂
PS. Doskonałe użycie kultowego motywu muzycznego!
Cytat z Janko data 3 grudnia, 2023, 23:10Kurde, fajnie że japońska Godzilla trafiła do naszych kin (kiedy się to ostatnio wydarzyło to ja nie pamiętam), szkoda tylko że ma średnio 1 seans dziennie i tylko w Multikinie. Ciekawe czy jest szansa że dotrwa na 2 tydzień wyświetlania, bo w ten tydzień nie mogę się wybrać.
Kurde, fajnie że japońska Godzilla trafiła do naszych kin (kiedy się to ostatnio wydarzyło to ja nie pamiętam), szkoda tylko że ma średnio 1 seans dziennie i tylko w Multikinie. Ciekawe czy jest szansa że dotrwa na 2 tydzień wyświetlania, bo w ten tydzień nie mogę się wybrać.
Cytat z Mierzwiak data 3 grudnia, 2023, 23:17Sam ledwo wbiłem się na seans, zapomniałem że to już w ten weekend i gdy sprawdzałem miejsca to wolne były już tylko na dzisiejszy seans o 20:10.
Sam ledwo wbiłem się na seans, zapomniałem że to już w ten weekend i gdy sprawdzałem miejsca to wolne były już tylko na dzisiejszy seans o 20:10.
Cytat z Szaman data 5 grudnia, 2023, 21:30Godzilla: Minus One
Podobało mi się, ale nie zaiskrzyło między mną, a filmem, muszę jeszcze dłużej się nad tym zastanowić. Nie może być wadą to co sam sobie ubzdurałem, jednak spodziewałem się filmu bardziej ponurego, ciężkiego, dołującego, a to w sumie superprodukcja o odkupieniu win. W finale zresztą zaskakująco "amerykańska" z tym
[spoiler title=""]
dość jednak wymuszonym happy endem, bo jednak bardzo efektownie i mocno ją tam zmiotło, jak i oczywiście zapowiedzią kontynuacji w ostatniej scenie.
[/spoiler]
Co do efektów specjalnych, raz jest lepiej, raz gorzej, raz bardziej widać komputer i miniatury, raz mniej. Jeśli ktoś powiedziałby mi, że w kilku momentach marszu dostaliśmy klasycznego faceta w kostiumie to również bym uwierzył. Bo w paru scenach Godzilla (nazywany w polskich napisach kobietą) maszeruje w dziwnie ludzki sposób. W każdym razie wszystko to jest przysłonięte reżyserską sprawnością i pomysłowością. Ostatnio w jednym z tematów pisałem, że od Twisters oczekuje scen akcji w stylu Emmericha z lat 90-tych. Dostałem je już pół roku wcześniej, rozwalenie Tokio to chyba najlepsza sekwencja akcji jaką widziałem w tym roku.
No i jeszcze tak na koniec, za każdym razem bardzo podobało mi się jak wielkim, stopniowanym i przygotowywanym na widzu wydarzeniem jest użycie przez Godzillę jego słynnego, atomowego oddechu. Myślałem, że to jakiś młody wilk wyreżyserował, a jednak facet ma 59 lat. To w sumie nic, jeszcze wiele przed nim, skoro chce do Gwiezdnych Wojen jak chyba przyznał w jednym z wywiadów, to nie mam nic przeciwko.
7/10
Godzilla: Minus One
Podobało mi się, ale nie zaiskrzyło między mną, a filmem, muszę jeszcze dłużej się nad tym zastanowić. Nie może być wadą to co sam sobie ubzdurałem, jednak spodziewałem się filmu bardziej ponurego, ciężkiego, dołującego, a to w sumie superprodukcja o odkupieniu win. W finale zresztą zaskakująco "amerykańska" z tym
dość jednak wymuszonym happy endem, bo jednak bardzo efektownie i mocno ją tam zmiotło, jak i oczywiście zapowiedzią kontynuacji w ostatniej scenie.
Co do efektów specjalnych, raz jest lepiej, raz gorzej, raz bardziej widać komputer i miniatury, raz mniej. Jeśli ktoś powiedziałby mi, że w kilku momentach marszu dostaliśmy klasycznego faceta w kostiumie to również bym uwierzył. Bo w paru scenach Godzilla (nazywany w polskich napisach kobietą) maszeruje w dziwnie ludzki sposób. W każdym razie wszystko to jest przysłonięte reżyserską sprawnością i pomysłowością. Ostatnio w jednym z tematów pisałem, że od Twisters oczekuje scen akcji w stylu Emmericha z lat 90-tych. Dostałem je już pół roku wcześniej, rozwalenie Tokio to chyba najlepsza sekwencja akcji jaką widziałem w tym roku.
No i jeszcze tak na koniec, za każdym razem bardzo podobało mi się jak wielkim, stopniowanym i przygotowywanym na widzu wydarzeniem jest użycie przez Godzillę jego słynnego, atomowego oddechu. Myślałem, że to jakiś młody wilk wyreżyserował, a jednak facet ma 59 lat. To w sumie nic, jeszcze wiele przed nim, skoro chce do Gwiezdnych Wojen jak chyba przyznał w jednym z wywiadów, to nie mam nic przeciwko.
7/10
Cytat z Mierzwiak data 6 grudnia, 2023, 00:32Dwie sprawy:
- To nie było rozwalenie Tokio ale innego, mniejszego miasta. Do Tokio potwór zmierzał na końcu.
- Happy end mi się podobał i w sumie cieszę się, że tak wyszło, bo ta scena [spoiler title=""]poświęcenia się Noriko była dość głupia; zamiast po prostu rzucić się na niego i uratować oboje zrobiła to coś 😛 Ale zakończenie ma drugie dno, które chyba Ci umknęło - na samym końcu widać, że ma na szyi coś czarnego, jakąś zmianę chorobową, która jakby dodatkowo rusza się pod jej skórą. Było to dośc wyraźnie wyeksponowane gdy się do niego nachyliła.[/spoiler]
Zgoda z tym, że film jest dość "amerykański", pozytywnie zaskoczył mnie niewymuszony humor.
Dwie sprawy:
- To nie było rozwalenie Tokio ale innego, mniejszego miasta. Do Tokio potwór zmierzał na końcu.
- Happy end mi się podobał i w sumie cieszę się, że tak wyszło, bo ta scena
Zgoda z tym, że film jest dość "amerykański", pozytywnie zaskoczył mnie niewymuszony humor.
Cytat z Szaman data 6 grudnia, 2023, 06:14[spoiler title=""]
A rzeczywiście miała, racja, ale, że to się ruszało to zupełnie nie zauważyłem. Dobrze, że ta wpadka przykrywa wpadkę z Tokio 🙂 Chyba jakiś dialog mnie zmylił.
[/spoiler]
A rzeczywiście miała, racja, ale, że to się ruszało to zupełnie nie zauważyłem. Dobrze, że ta wpadka przykrywa wpadkę z Tokio 🙂 Chyba jakiś dialog mnie zmylił.
Cytat z Fandorin data 12 grudnia, 2023, 22:43Maestro
Jednak szkoda, że to nie Spielberg zabrał się za ten film. W ujęciu Coopera wychodzi nie do końca wiadomo co: dramat rodzinny? portret artysty? obraz obyczajowości epoki? No nie bardzo. Za wiele z filmu się nie dowiadujemy o pracy i twórczości Bernsteina. Reżyser skupia się na jego związku z żoną, ale wychodzi z tego dość sztampowa historia kobiety stojącej za wybitnym mężczyzną. Co prawda poszczególne sceny zainscenizowane są całkiem sprawnie, momentami jednak upadają pod ciężarem reżyserskich ambicji. W efekcie dostajemy zlepek przekombinowanych i niespójnych fragmentów.
Mimo wszystko ogląda się to nieźle, głównie dzięki znakomitej roli Carey Mulligan. Z kolei Cooper aktorsko mocno szarżuje, ale taki chyba był w prawdziwym życiu też jego bohater.
Wydawałoby się, że muzyka będzie sporym atutem tego filmu, ale jest wykorzystana tak dziwnie i bez jakiegoś większego związku z fabułą, że nie mogłem w pełni docenić jej zalet.
Dla mnie w miarę OK, ale dla osób z alergią na Artystyczne (przez duże A) zapędy Twórcy może być niestrawny.
Maestro
Jednak szkoda, że to nie Spielberg zabrał się za ten film. W ujęciu Coopera wychodzi nie do końca wiadomo co: dramat rodzinny? portret artysty? obraz obyczajowości epoki? No nie bardzo. Za wiele z filmu się nie dowiadujemy o pracy i twórczości Bernsteina. Reżyser skupia się na jego związku z żoną, ale wychodzi z tego dość sztampowa historia kobiety stojącej za wybitnym mężczyzną. Co prawda poszczególne sceny zainscenizowane są całkiem sprawnie, momentami jednak upadają pod ciężarem reżyserskich ambicji. W efekcie dostajemy zlepek przekombinowanych i niespójnych fragmentów.
Mimo wszystko ogląda się to nieźle, głównie dzięki znakomitej roli Carey Mulligan. Z kolei Cooper aktorsko mocno szarżuje, ale taki chyba był w prawdziwym życiu też jego bohater.
Wydawałoby się, że muzyka będzie sporym atutem tego filmu, ale jest wykorzystana tak dziwnie i bez jakiegoś większego związku z fabułą, że nie mogłem w pełni docenić jej zalet.
Dla mnie w miarę OK, ale dla osób z alergią na Artystyczne (przez duże A) zapędy Twórcy może być niestrawny.
Cytat z Marek Pilarski data 12 grudnia, 2023, 23:42Też chciałem napisać coś o tym filmie, bo mimo że generanie spodobał mi się, to mam podobny problem w określeniu, czym on tak naprawdę jest. Byłem też dzisiaj trochę zaskoczony tym, że jednk nie został ze mną na dłużej. Dość szybko w trakcie seansu zacząłem sobie zadawać pytanie, co tak naprawdę oglądam, bo początkowo nie dostrzegałem tutaj ani portretu wielkiego artysty, ani jakiegoś większego konfliktu, który leżałby u podstaw związku głównych bohaterów. Faktycznie przypominało to bardziej przypadkowo dobrane sceny z życia i małżeństwa, które były w bardziej lub mniej ciekawy sposób zaincenizowane. Na szczęście tych drugich było więcej, więc całkiem przyjemnie ogląda się te urywki z życia Lenny'ego i jego żony. Dziwne uczucie wywołało u mnie użycie muzyki Bernsteina w niektórych scenach, gdyż wydawała się nie pasować do ich kontekstu. Moim zdaniem najsłabszym momentem jest scena musicalowa gdzieś z początku filmu, która ma symbolizować chyba ostateczne przenonanie Lenny'ego do pracy twórczej i bycia kompozytorm przez Felicię. Ostatecznie jest to chyba jednak niezbyt spójny narracyjnie obraz skomplikowanego związku, a także hołd oddany Felicii jako kobiecie stojącej za geniuszem, co jest w sumie było dla mnie dość zaskakujące, bo chyba nie tego spodziewałem się. Z drugiej strony myślę sobie, że całość może jest tak chaotyczna jak osobowość Bernsteina i tego, w jaki sposób budował relacje z innymi ludźmi - ekstrawertyczny, ciągle w biegu, impulsywny, rozemocjonowany, uosobienie przysłowiowego "artystycznego nieładu", ale też odrobinę pyszny i zadufany w sobie.
I w sumie doceniam to, czego dokonał Cooper. Bo wiele elementów, z których ten film się składa - no może poza scenariuszem - jest na najwyższym poziomie. Tak dobre zdjęcia widziałem w tym roku chyba tylko w Oppenheimerze. Pod względem aktorskim Mulligan i Cooper wymiatają, ale wyróżniłbym szczególnie Carey, która nie ma wsparcia w prostetykach, i używa akich środków jak wyuczony, ale naturalnie brzmiący osobliwy akcent. Choć charakteryzacja swoją drogą jest także naprawdę świetna. U Coopera robi szczególnie duże wrażenie, gdy gra on starszą wersję Bernsteina (pewnie będzie Oscar). Czułem jednak mimo wszystko, że stoi za tym filmem ogromna pasja i ambicja, i nawet jeśli Bradley nie nie zrobił filmu idealnego, to dostrzegam duży progres w stosunku do Narodzin gwiazdy, szczególnie w kwestiach realizatorskich.
Też chciałem napisać coś o tym filmie, bo mimo że generanie spodobał mi się, to mam podobny problem w określeniu, czym on tak naprawdę jest. Byłem też dzisiaj trochę zaskoczony tym, że jednk nie został ze mną na dłużej. Dość szybko w trakcie seansu zacząłem sobie zadawać pytanie, co tak naprawdę oglądam, bo początkowo nie dostrzegałem tutaj ani portretu wielkiego artysty, ani jakiegoś większego konfliktu, który leżałby u podstaw związku głównych bohaterów. Faktycznie przypominało to bardziej przypadkowo dobrane sceny z życia i małżeństwa, które były w bardziej lub mniej ciekawy sposób zaincenizowane. Na szczęście tych drugich było więcej, więc całkiem przyjemnie ogląda się te urywki z życia Lenny'ego i jego żony. Dziwne uczucie wywołało u mnie użycie muzyki Bernsteina w niektórych scenach, gdyż wydawała się nie pasować do ich kontekstu. Moim zdaniem najsłabszym momentem jest scena musicalowa gdzieś z początku filmu, która ma symbolizować chyba ostateczne przenonanie Lenny'ego do pracy twórczej i bycia kompozytorm przez Felicię. Ostatecznie jest to chyba jednak niezbyt spójny narracyjnie obraz skomplikowanego związku, a także hołd oddany Felicii jako kobiecie stojącej za geniuszem, co jest w sumie było dla mnie dość zaskakujące, bo chyba nie tego spodziewałem się. Z drugiej strony myślę sobie, że całość może jest tak chaotyczna jak osobowość Bernsteina i tego, w jaki sposób budował relacje z innymi ludźmi - ekstrawertyczny, ciągle w biegu, impulsywny, rozemocjonowany, uosobienie przysłowiowego "artystycznego nieładu", ale też odrobinę pyszny i zadufany w sobie.
I w sumie doceniam to, czego dokonał Cooper. Bo wiele elementów, z których ten film się składa - no może poza scenariuszem - jest na najwyższym poziomie. Tak dobre zdjęcia widziałem w tym roku chyba tylko w Oppenheimerze. Pod względem aktorskim Mulligan i Cooper wymiatają, ale wyróżniłbym szczególnie Carey, która nie ma wsparcia w prostetykach, i używa akich środków jak wyuczony, ale naturalnie brzmiący osobliwy akcent. Choć charakteryzacja swoją drogą jest także naprawdę świetna. U Coopera robi szczególnie duże wrażenie, gdy gra on starszą wersję Bernsteina (pewnie będzie Oscar). Czułem jednak mimo wszystko, że stoi za tym filmem ogromna pasja i ambicja, i nawet jeśli Bradley nie nie zrobił filmu idealnego, to dostrzegam duży progres w stosunku do Narodzin gwiazdy, szczególnie w kwestiach realizatorskich.
Cytat z Janko data 14 grudnia, 2023, 19:03Godzilla: Minus One
Nie będę powtarzał po mych poprzednikach, powiem krótko jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy blockbuster tego roku. Amerykańskie wytwórnie uczcie się jak robić tak angażujący film, bez monstrualnego budżetu a mimo to tak świetnie wyglądający.
Godzilla: Minus One
Nie będę powtarzał po mych poprzednikach, powiem krótko jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy blockbuster tego roku. Amerykańskie wytwórnie uczcie się jak robić tak angażujący film, bez monstrualnego budżetu a mimo to tak świetnie wyglądający.
Cytat z Mierzwiak data 16 grudnia, 2023, 12:22Leave the World Behind
Świetna wariacja na znany temat, podchodząca do tematu od nieco innej strony (coś jak Signs do inwazji obcych), stawiająca na inne niż zazwyczaj kwestie (nie, nie ma konfliktu w grupie i krwawego finału), a całość, co jest cudowne w przypadku streamingowej premiery, to zwieńczona cudownym zakończeniem oda do
[spoiler title=""]nośników fizycznych, czy to w przypadku muzyki czy filmów i seriali[/spoiler]
Tęskniłem za taką Julią Roberts <3
Leave the World Behind
Świetna wariacja na znany temat, podchodząca do tematu od nieco innej strony (coś jak Signs do inwazji obcych), stawiająca na inne niż zazwyczaj kwestie (nie, nie ma konfliktu w grupie i krwawego finału), a całość, co jest cudowne w przypadku streamingowej premiery, to zwieńczona cudownym zakończeniem oda do
Tęskniłem za taką Julią Roberts <3
Cytat z Szaman data 17 grudnia, 2023, 10:21Barbie (2023)
Jeśli dobrze odczytałem, morałem jest tutaj potrzebna równowaga, idealnym rozwiązaniem nie jest zarówno BarbieWorld, jak i KenWorld. Ale o rany boskie, jak ten morał został niesamowicie rozmemłany w drugiej połowie która jest po prostu chaotyczna, jakby przeładowana wszystkim co zostało na stole w kuchni, jakby dopisywano wszystko co się dało z żółtych karteczek wiszących nad biurkiem. A jeden z końcowych dialogów o Sądzie Najwyższym, wraz z docinkiem narratora każe już w ogóle powątpiewać o co w tym wszystkim chodziło.
Przykładem zbyt wielu uszek w barszczu jest też wątek wyśmiewający wielkie korporacje, przynoszący jedną z najsłabszych ról Willa Ferrella. To o jeden fikołek za dużo w już i tak zbyt karkołomnej konwencji. Lepiej byłoby się skupić na w pełni realistycznym świecie, zamiast wrzucać do niego taką pseudo-pythonowską grupę garniturów tylko po to aby obowiązkowo odhaczyć kolejny manifest. Tak przy okazji, wydaje mi się, że do świata Barbie powinien prowadzić jakiś portal w stylu Gwiezdnych Wrót, czy Sliders, który byłby wyrwą w rzeczywistości. Sposób w jaki bohaterowie przenoszą się pomiędzy światami tylko wzmaga fabularny chaos.
Dla mnie to taka komedia Apatowa sprzed 10-15 lat, którą wielka rada mędrców postanowiła obsypać Oscarami, bo każdy o progresywnych poglądach znajdzie przynajmniej jedną kwestię przy której będzie mógł ze zrozumieniem pokiwać głową. Aż tyle tego jest tutaj nawrzucane, ale jednocześnie nie widzę tam jakiegoś wściekłego feminizmu który miałby działać jak czerwona płachta na byka, czy też może młodego byczka.
Jedno tylko trochę mnie irytowało, ale mam do tego mały uraz od czasu dokumentu o Woodstocku 99. Tam w finale wprost jest przedstawione, że rock, szczególnie lat 90-tych to muzyka dla troglodytów, a słuchać powinniśmy nowoczesnego, pokojowego, pełnego mądrych treści hip hopu, najlepiej na festiwalu Coachella (nie żartuję, była tam na końcu dokumentu praktycznie reklama festiwalu). Tutaj elementem żenującego wizerunku Kenów są właśnie takie ballady w stylu amerykańskiej, rockowej stacji radiowej i ten dowcip jest używany kilkukrotnie. Oj wiem, że drobiazg 🙂
Nie do końca rozumiem zachwyty nad Goslingiem. Jest dobry jedynie w pierwszej połowie, potem jakby gubi się, szarżuje, jest totalnie przerysowany. Margot rzeczywiście bardzo dobra i tutaj rzeczywiście widzę pole do popisu dla wyróżnień. Ale kilka smutniejszych momentów, pierwsze łzy i smutna Billie Ellish to dla mnie za mało abym uważał Barbie za coś ambitniejszego niż wspomniana wyżej komedia obyczajowa ze stajni Judda Apatowa.
5-6/10
Barbie (2023)
Jeśli dobrze odczytałem, morałem jest tutaj potrzebna równowaga, idealnym rozwiązaniem nie jest zarówno BarbieWorld, jak i KenWorld. Ale o rany boskie, jak ten morał został niesamowicie rozmemłany w drugiej połowie która jest po prostu chaotyczna, jakby przeładowana wszystkim co zostało na stole w kuchni, jakby dopisywano wszystko co się dało z żółtych karteczek wiszących nad biurkiem. A jeden z końcowych dialogów o Sądzie Najwyższym, wraz z docinkiem narratora każe już w ogóle powątpiewać o co w tym wszystkim chodziło.
Przykładem zbyt wielu uszek w barszczu jest też wątek wyśmiewający wielkie korporacje, przynoszący jedną z najsłabszych ról Willa Ferrella. To o jeden fikołek za dużo w już i tak zbyt karkołomnej konwencji. Lepiej byłoby się skupić na w pełni realistycznym świecie, zamiast wrzucać do niego taką pseudo-pythonowską grupę garniturów tylko po to aby obowiązkowo odhaczyć kolejny manifest. Tak przy okazji, wydaje mi się, że do świata Barbie powinien prowadzić jakiś portal w stylu Gwiezdnych Wrót, czy Sliders, który byłby wyrwą w rzeczywistości. Sposób w jaki bohaterowie przenoszą się pomiędzy światami tylko wzmaga fabularny chaos.
Dla mnie to taka komedia Apatowa sprzed 10-15 lat, którą wielka rada mędrców postanowiła obsypać Oscarami, bo każdy o progresywnych poglądach znajdzie przynajmniej jedną kwestię przy której będzie mógł ze zrozumieniem pokiwać głową. Aż tyle tego jest tutaj nawrzucane, ale jednocześnie nie widzę tam jakiegoś wściekłego feminizmu który miałby działać jak czerwona płachta na byka, czy też może młodego byczka.
Jedno tylko trochę mnie irytowało, ale mam do tego mały uraz od czasu dokumentu o Woodstocku 99. Tam w finale wprost jest przedstawione, że rock, szczególnie lat 90-tych to muzyka dla troglodytów, a słuchać powinniśmy nowoczesnego, pokojowego, pełnego mądrych treści hip hopu, najlepiej na festiwalu Coachella (nie żartuję, była tam na końcu dokumentu praktycznie reklama festiwalu). Tutaj elementem żenującego wizerunku Kenów są właśnie takie ballady w stylu amerykańskiej, rockowej stacji radiowej i ten dowcip jest używany kilkukrotnie. Oj wiem, że drobiazg 🙂
Nie do końca rozumiem zachwyty nad Goslingiem. Jest dobry jedynie w pierwszej połowie, potem jakby gubi się, szarżuje, jest totalnie przerysowany. Margot rzeczywiście bardzo dobra i tutaj rzeczywiście widzę pole do popisu dla wyróżnień. Ale kilka smutniejszych momentów, pierwsze łzy i smutna Billie Ellish to dla mnie za mało abym uważał Barbie za coś ambitniejszego niż wspomniana wyżej komedia obyczajowa ze stajni Judda Apatowa.
5-6/10
