aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 61 of 106Next

Po powtórce trylogii LOTR wróciłem do King Konga Petera Jacksona.

Wiem że patrząc obiektywnie ma on wiele wad, jest rozwleczony i przesadzony, ale jednocześnie za to wszystko bardzo go lubię i jest dla mnie jednym z ostatnich autorskich blockbusterów minionej epoki.

Brakuje mi dzisiaj kina przygodowego w takim stylu, pozbawionego cynizmu i postmodernistycznej pozerki. Udało się Jacksonowi zrobić film bardzo klasyczny, uroczo ponadczasowy. Co w nim również ciekawe, a na co zwróciłem również uwagę powtarzając sobie niedawno Titanica, to że tak jak w film Camerona byłby dobrą i ciekawą historią gdyby statek nie zderzył się z góra lodową, tak i to samo można powiedzieć o King Kongu. Tu niemal każdy bohater ma swoje własne życie i historię, problemy i pragnienia, nie jest tylko obligatoryjnym manekinem mającym zaludnić ekran w służbie efektów specjalnych.

Bardzo imponuje mi w tym filmie ta dawka jacksonowskiego szaleństwa, jego talent do inscenizowania złożonych sekwencji i obsesja na punkcie wysokości. Walka Konga z tyranozaurami (czy raczej próba powstrzymania ich przed zjedzeniem Naomi; przezabawne jest to, jak bardzo są one skupione wyłącznie na niej!) to, mówię to bez cienia przesady, jedna z najlepszych scen jakie widziałem, a to co się wyprawia gdy akcja przenosi się na liany to już czysta poezja:

Rany, ale mi brakuje Petera Jacksona. A taki byłem na niego obrażony po Hobbitach 🙂

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Akurat wczoraj pojawił się ten materiał. 😛

King Konga Jacksona uwielbiam 🙂

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Też uważam, że King Kong jest niesłusznie przeciętnie oceniany.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Tak się złożyło, że obejrzałem dzisiaj dwie animacje, które wczoraj zgarnęły nominacje do Oscara. I, zabawna rzecz, każda z nich skojarzyła mi się z innym ubiegłorocznym tytułem, który jakąś nominacją został wyróżniony.

Pies i robot przypomina mi trochę Poprzednie życie w swoim podejściu do relacji międzyludzkich (czy też zwierzęco-robocich). Słodko-gorzka produkcja o tym, że potrzebujemy w życiu kogoś do towarzystwa, ale bez romantycznych, przesłodzonych filmowych klisz. Gruba, prosta kreska w zaskakująco subtelny sposób oddaje kontrast między naszymi wyobrażeniami a rzeczywistością. Film bez dialogów mówiący więcej niż 99% innych tego typu obrazów. I na dodatek kolejny film-laurka Nowego Jorku, choć

Spoiler
częste ujęcia dwóch wież i przypuszczalna data wydarzeń - 2000/2001 - sprawiły, że spodziewałem się nawiązań do 9/11.

Jeśli odstrasza was prosta, być może wręcz dziecinna kreska, to bez obaw. To nie jest film dla dzieci (choć jeśli ktoś z rozpędu zabierze swoje pociechy, to krzywda im się nie stanie). Polecam!

Z kolei Chłopiec i czapla to film starego mistrza, który zrobił go po swojemu, a nie tak, żeby zadowolić wszystkich (podobnie jak Scorsese). Nie jest to najlepsze dokonanie Miyazakiego, ale być może najbardziej autorskie, własne. W wielu miejscach można się pogubić, bo podróż głównego bohatera jest dość surrealistyczna, a wiele wątków pozostaje luźnych, bez wyjaśnienia czy konkluzji. Wizualnie mamy do czynienia z klasycznym stylem Miyazakiego, choć bywa on czasami zróżnicowany: od klasycznej "mangowej" kreski, przez bardziej realistyczne elementy scenografii, po lekko cartoonowe projekty niektórych postaci. Cała ta emocjonalna, być może nie składająca się w logiczną całość, droga jest też pięknie zilustrowana muzyką Joe Hisaishiego. Nie jest to najłatwiejszy film do oceny, ale finalnie uważam go za bardzo szczery, autentyczny i angażujący. Dla fanów reżysera pozycja obowiązkowa.

Janko has reacted to this post.
Janko

Też byłem wczoraj na tych obu animacjach. Pies i robot - piękny przykład kina nie mów - pokazuj. Chłopiec i czapla, choć nie jest to najlepszy film Miyazakiego to i tak piękny film. Tak czasem może być trudny do zrozumienia, ma to pewnie związek z osobistym związkiem historii z wątkami z biografii reżysera. Jeszcze jak to wyśmienicie wygląda! Dla innych to byłoby wielkie osiągnięcie, ale dla Ghibli to standard.

Śnieżne bractwo (2023)

Aż zły jestem, że na taką słodką bułę straciłem dwie i pół godziny żywota. Co ludzie widzą w tym filmie? Dawno nie słyszałem tak złej narracji z offu, jeszcze tylko brakowało aby narrator przypomniał, że śnieg jest biały, a niebo niebieskie i jest to nieunikniony dualizm ludzkiej egzystencji. I jeszcze te napisy podsumowujące za każdym razem kiedy kogoś zabrała kostucha, przecież nawet nie poznałem tych bohaterów, żadne z nich nie miało wyróżniającej cechy. Jeden mógł być pijakiem, drugi zboczkiem, trzeci fanem Johna Lennona. Nie, zupełnie nic, są bezkształtną papką którą przeżuwa widz, że tak nawiążę do tego jak kończy część z nich. I jeszcze te ckliwe, wmontowane w obliczu śmierci momenty z żegnaniem się z matką przed podróżą. I ta muzyczka jak z jakiegoś wyciskacza łez. Ale nad czym tu płakać? Chyba nad ciężką łapą twórców.

Słabe 5/10 nie wiem za co.

Może teraz już co roku w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy nominowana będzie przeceniana buła od Netfliksa?

Przyszło mi jeszcze na myśl, że to najgorszy typ biografii, taki żeby nikogo nie obrazić. Dlatego bohaterowie są tak nieciekawi.

Marnie

Kontynuuję nadrabianie Hitchcocka, tym razem padło na film z fantastycznymi tu Tippi Hedren i Seanem Connery.

Niesamowicie podoba mi się atmosfera jaką w swoich filmach kreuje Hitchcock - jest coś takiego w tym jak prowadzi aktorów i inscenizuje sceny, że przykuwa to uwagę i buduje czasem nieoczekiwane napięcie. Jest też i to wykreowane całkiem celowo (scena z butem!!!), wtedy rezultat jest wyśmienity.

Oczywiście pewne elementy się zestarzały, to jak Hitch zdecydował się pokazać PTSD głównej bohaterki bywa momentami niezamierzenie zabawne czy przedramatyzowane (jest też kosmicznie zmontowana scena wypadku na koniu, dorównująca chyba pod tym względem słynnemu morderstwu pod prysznicem), ale dla mnie to wyłącznie element uroku starszych filmów, coś co nie tylko dzięki scenografii, kostiumom i samochodom pozwala cofnąć się w czasie.

Świetny film, spodobał mi się tak bardzo, że kupiłem go w przepięknie odnowionym wydaniu 4K. Za jakiś czas chętnie obejrzę ponownie.

Syn (2022)

Tutaj z kolei nie wiem dlaczego zebrał aż taką chłostę, ale już naprawdę nie nadążam za internautami. Na Filmwebie to już w ogóle połowa okazuje się domorosłymi lub dyplomowanymi psychologami.

Dla mnie nie ma w tym filmie nic wymyślnego, depresja napędza agresję, agresja napędza depresję, a tyułowy syn żyje w tym przeklętym kręgu. Do zrozumienia. Dla mnie to film o braku chemii i jakiejś blokadzie na linii ojciec-matka-syn która prowadziła do tego, że przez lata rozmawiali jedynie o obiedzie i szkole. Wyrwanie się z tego układu jakiego dokonuje Jackman powoduje efekt domina, a niedawna rodzina zupełnie nie potrafi artykułować swoich uczuć, bo przecież nie potrafiła tego nawet pośród codzienności.

Nie jest to żadne artystyczne kuriozum, ani efektowna artystyczna porażka, raczej standardowa obyczajówka od kogoś kto chyba jednak nie jest takim chojrakiem bez Hopkinsa w ostatnim podrygu aktorskiej wielkości.

Zagrane to w miarę solidnie, mimo, że Jackman i Dern robią chyba najdziwniejsze miny w swojej karierze (przez to jak różne były ścieżki ich sławy, aż trudno uwierzyć, że dzieli ich tylko rok różnicy). Najlepszy jest demoniczny epizod Hopkinsa. A i niestety muszę dodać, że tytułowy syn pojechał na dwóch minach, a gdy ma wreszcie okazję na więcej to zupełnie ją marnuje. Szkoda.

6/10

Wątpię czy będę o tym pamiętał za dwa lata, ale zdziwiło mnie aż tak lodowate przyjęcie zupełnie zwyczajnego dramatu.

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Też nigdy nie rozumiałem krytyki, która spadła na ten film. A komentarze na Filmwebie też swego czasu czytałem, szczególnie te napisane przez "krytyków" były po części żenujące, o ile dobrze pamiętam.

Tutaj pisałem o tym filmie.

 

Szaman has reacted to this post.
Szaman
Cytat z Marek Pilarski data styczeń 29, 2024, 23:28

Też nigdy nie rozumiałem krytyki, która spadła na ten film. A komentarze na Filmwebie też swego czasu czytałem, szczególnie te napisane przez "krytyków" były po części żenujące, o ile dobrze pamiętam.

Tutaj pisałem o tym filmie.

 

Może te opinie wynikały z niespełnienia oczekiwań po rewelacyjnym "Ojcu"?

Możliwe. Za wiele z Ojca tam nie ma, jest bardzo standardowo i po sznurku. Może też za bardzo naczytałem się tych opinii na Filmwebie o których wspomniał też Marek, a które są kuriozalne i chyba wynikają z totalnego niezrozumienia ostatnich 10-15 minut filmu.

Ambulans

W trakcie reagowałem myślami w stylu "Co za piramidalna bzdura!" na przemian z "Dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej?!". Typowy Bay, mniej więcej na poziomie jego średniej. Nie zaszkodziłoby skrócić metrażu tak o ze 20 minut, ale Michael zawsze miał z tym problem. Mimo to, nie nudziłem się.

6/10

Cytat z robgordon data luty 3, 2024, 00:12

Ambulans

"Dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej?!"

Wpadł, na Netfliksie można obejrzeć duński pierwowzór Ambulancen z Thomasem Bo Larsenem w roli głównej. Oczywiście Bay znacznie remake rozbudował (oryginał nie przekracza 1,5 godziny), ale główne wydarzenia pozostają niezmienne. W sumie polecam, z oczywistych względów nie tak widowiskowy, za to na pewno mniej bzdurny.

robgordon has reacted to this post.
robgordon

The Exorcist (wersja kinowa)

Bardzo rozczarowujący powrót do filmu Friedkina. Nie oglądam filmów o egzorcyzmach, wszystkie są dla mnie takie same i tak samo irytujące (nawet filmy o nawiedzeniach bywają w istocie właśnie filmami o opętaniach, jak chociażby pierwsze The Conjuring) a wszystkie te elementy których nie lubię pochodzą właśnie z Egzorcysty.

To co na pewno jest na plus to gra aktorska, ale poza tym czy jest to film w jakimś stopniu wychodzący poza horrorową sztampę? Według mnie nie - nie jest on ani szczególnie dobrze napisany, ani wyreżyserowany czy nakręcony. (dodatkowo w wersji 4K dochodzi problem w postaci wyglądu finałowej sekwencji egzorcyzmu, którą Friedkin uczynił po prostu wizualnym rzygiem dodając jakieś kuriozalne filtry)

Miejscami montaż woła o pomstę do nieba i co ciekawe już w 1973 roku robili to, co tak bardzo wkurza mnie we współczesnych horrorach, a mianowicie ratowanie się cięciem montażowym przy braku pomysłu na zakończenie sceny.

Chris wskakuje na podskakujące łóżko córki i co? Cięcie, następna scena. Chwila, moment, a ja chciałbym wiedzieć, co działo się dalej. Czy łóżko przestało się trząść minutę później? 4 godziny? Komiczna jest scena w której Chris opowiada lekarzowi o łóżku, jasno dając do zrozumienia, że w całej tej sytuacji coś jest nie tak, a ten odpowiada, że problem leży nie w łóżku jej córki, ale w głowie. O rany.

Regan opluwa sanitariusza czy tam lekarza i nazywa go "fucking bastard" i co? Cięcie. Chwila, moment, ale co się działo dalej? Jak długo ona tak się rzucała? Jak reagował na to personel szpitala?

Kolejna scena, tym razem hipnoza. Regan łapie faceta za krocze, rzuca się na niego i cięcie.

Kolejna scena - Regan, mając głowę obróconą o 180 stopni, mówi do księdza
"You know what she did? Your cunting daughter?" i co? Cięcie. Ale co było dalej? Co jeszcze mówiła? Jak długo miała tak obróconą głowę? Dlaczego nikt o tym nie wspomina?

Wisienką na torcie jest koszmarna charakteryzacja trochę ponad 40-letniego Von Sydowa, z którego chciano zrobić starca.

O kurcze, przecież ta charakteryzacja kiedyś wydawała się świetna, to jedna z podwalin legendy Dicka Smitha. Czyżby 4K jej nie służyło?

Powiedziałbym, że w obu wersjach wygląda beznadziejnie, ale faktycznie 4K dodatkowo to uwypukla:

Casablanca (1942)

Pewnie słyszeliście o tym filmie 🙂 Trochę to zajęło, ale wreszcie nadrobiłem. Dokładnie wiedziałem jak to się kończy, ba, widziałem nawet parodię tego zakończenia w "Zagraj to jeszcze raz, Sam" Woody'ego Allena, ale rany boskie jak wielkie wrażenie nadal robi fragment z lotniskiem. To jakie musiał robić 82 lata temu?

Zawsze będziemy mieć Paryż. Co tutaj więcej dodawać.

9/10

Mierzwiak and robgordon have reacted to this post.
Mierzwiakrobgordon
PreviousPage 61 of 106Next