Opinie o filmach
Cytat z Marek Pilarski data 2 marca, 2024, 10:12Lubię takie filmy jak American Fiction, które zgrabnie balansują między dramatem i komedią. Kilka niespodzianek, bo jednak także byłem nastawiony na więcej śmiechu. Co dla mnie psuło nieco przyjemność oglądania to to, że wydaje się, że akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu tygodni / kilku miesięcy, bo w praktycznie w ogóle nie zmienia się pogoda. Cały czas jest słonecznie i ciepło, a akcja rozgrywa się w Bostonie i okolicach, czyli chyba w takiej samej strefie klimatycznej, w jakiej znajduje się Polska. A nie mogę sobie wyobrazić, że wszystkie przedstawione wydarzenia miały miejsce w tak krótkim czasie. Mógłbym przyczepić się jeszcze do kilku innych drobnostek.
Oscar za scenariusz adaptowany? Ja bym chyba nie dał. W ogóle sądzę, że film ten nie zaszedłby tak daleko w wyścigu oscarowym, gdyby nie nagroda publiczności w Toronto, gdzie zwyciężył z The Holdovers.
A skoro już mowa o Oscarach... Jeszcze tylko The Zone of Interest w poniedziałek, i będę miał zaliczoną całą dziesiątkę z najlepszego filmu. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej udało mi się zobaczyć wszystkie nominowane w głównej kategorii filmy przed galą.
Lubię takie filmy jak American Fiction, które zgrabnie balansują między dramatem i komedią. Kilka niespodzianek, bo jednak także byłem nastawiony na więcej śmiechu. Co dla mnie psuło nieco przyjemność oglądania to to, że wydaje się, że akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu tygodni / kilku miesięcy, bo w praktycznie w ogóle nie zmienia się pogoda. Cały czas jest słonecznie i ciepło, a akcja rozgrywa się w Bostonie i okolicach, czyli chyba w takiej samej strefie klimatycznej, w jakiej znajduje się Polska. A nie mogę sobie wyobrazić, że wszystkie przedstawione wydarzenia miały miejsce w tak krótkim czasie. Mógłbym przyczepić się jeszcze do kilku innych drobnostek.
Oscar za scenariusz adaptowany? Ja bym chyba nie dał. W ogóle sądzę, że film ten nie zaszedłby tak daleko w wyścigu oscarowym, gdyby nie nagroda publiczności w Toronto, gdzie zwyciężył z The Holdovers.
A skoro już mowa o Oscarach... Jeszcze tylko The Zone of Interest w poniedziałek, i będę miał zaliczoną całą dziesiątkę z najlepszego filmu. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej udało mi się zobaczyć wszystkie nominowane w głównej kategorii filmy przed galą.
Cytat z Szaman data 2 marca, 2024, 20:45Astronauta (2024)
Adam Sandler spotyka wielkiego, kosmicznego pająka i przez 100 minut nawija z nim o kryzysie małżeńskim. Swoim, pająk nie zdradzil czy miał żonę 🙂 W ogóle to film w którym Sandler i Raj z Big Bang Theory grają Czechosłowaków, jakoś zawsze inaczej wyobrażałem sobie Czechosłowaków 🙂
Największym plusem jest melancholijna atmosfera połączona z trochę podkręconą wizją alternatywnej Czechosłowacji, albo Czech tuż po rozpadzie, bo jednak mam wrażenie, że film trochę zamotał. W każdym razie przyjemnie łechce to jakimś rodzajem retrofuturystyki. Pająk Paula Dano odpycha wyglądem, ale urzeka swoją mądrością. Na tyle zapomina się w końcu o jego obrzydliwości, że pod koniec można mieć wrażenie, że uśmiecha się do widza. I ma też wyraźną słabość do słodyczy, więc jak go tu nie lubić.
Niestety ostatnie minuty są niezbyt udane i nie do końca wychodzi filmowi przekazanie prostych i krzepiących prawd życiowych. Może dlatego, że podniosłość i absolut zderzają się z przyziemnością i melancholią. Mam też wrażenie, że nie pomogła zmiana scenografii na dużo bardziej sztuczną i wyrwanie z niej pająka, stworzonego do zakamarków statku kosmicznego.
Nie kupiłem też pomysłu na ukazanie wspomnień odczytywanych przez pająka, nie wiem czy to miało imitować jego oczy, ale można było wymyślić coś ciekawszego niż kadry w denku butelki.
Sandler przyzwoity, ale jak to Sandler w dramatach oprócz Uncut Games, wycofany aż do przesady.
6/10
Astronauta (2024)
Adam Sandler spotyka wielkiego, kosmicznego pająka i przez 100 minut nawija z nim o kryzysie małżeńskim. Swoim, pająk nie zdradzil czy miał żonę 🙂 W ogóle to film w którym Sandler i Raj z Big Bang Theory grają Czechosłowaków, jakoś zawsze inaczej wyobrażałem sobie Czechosłowaków 🙂
Największym plusem jest melancholijna atmosfera połączona z trochę podkręconą wizją alternatywnej Czechosłowacji, albo Czech tuż po rozpadzie, bo jednak mam wrażenie, że film trochę zamotał. W każdym razie przyjemnie łechce to jakimś rodzajem retrofuturystyki. Pająk Paula Dano odpycha wyglądem, ale urzeka swoją mądrością. Na tyle zapomina się w końcu o jego obrzydliwości, że pod koniec można mieć wrażenie, że uśmiecha się do widza. I ma też wyraźną słabość do słodyczy, więc jak go tu nie lubić.
Niestety ostatnie minuty są niezbyt udane i nie do końca wychodzi filmowi przekazanie prostych i krzepiących prawd życiowych. Może dlatego, że podniosłość i absolut zderzają się z przyziemnością i melancholią. Mam też wrażenie, że nie pomogła zmiana scenografii na dużo bardziej sztuczną i wyrwanie z niej pająka, stworzonego do zakamarków statku kosmicznego.
Nie kupiłem też pomysłu na ukazanie wspomnień odczytywanych przez pająka, nie wiem czy to miało imitować jego oczy, ale można było wymyślić coś ciekawszego niż kadry w denku butelki.
Sandler przyzwoity, ale jak to Sandler w dramatach oprócz Uncut Games, wycofany aż do przesady.
6/10
Cytat z Mierzwiak data 3 marca, 2024, 11:33Prince of Darkness (CDA; sorry!)
Carpenter umie w klimat i muzykę jak niewielu i tylko szkoda, że zazwyczaj scenariusze jego filmów są po prostu kiepskie.
Tutaj jest wręcz bełkot i nieumiejętne prowadzenie fabuły; złotą zasadą scenopisarstwa jest to, że na pierwszych 10 stronach (czyli ~10 minutach filmu) należy zainteresować widza. Tutaj nie tylko po 10, ale i po 20 wciąż nie wiadomo o co chodzi, cały czas ktoś gada o nauce, religii i filozofii, bohaterowie są na wykładzie, za chwilę nie są, niby są na uczelni w dzień, za chwilę w nocy, znowu są na wykładzie który jest jakby tą samą sceną co wcześniej ale inną - chaos.
Prawdziwy chaos jest jednak później, gdy okazuje się, że zielona mazia zamknięta w pojemniku w podziemiach kościoła to Szatan, Jezus był kosmitą który przed nim ostrzegał, a sen który śni się bohaterom to nagranie VHS z przyszłości ostrzegające przed złem, które z jakiegoś powodu wciąż siedzi w tym samym kościele odstawiając jakieś dziwne pozy przy drzwiach.
Casting to w większości porażka, Carpenter w ogóle nie radzi tu sobie z rozstawieniem bohaterów w ograniczonej przestrzeni i tylko w finale pojawia się na chwilę jeden świetny patent. (lustro)
Oglądało się jednak przyjemnie, bo klimat robi swoje i nawet takie słabe, starsze filmy (tym bardziej gdy nadrabiam czyjąś filmografię) to dla mnie zawsze ciekawsze doświadczenie niż współczesne szroty.
Prince of Darkness (CDA; sorry!)
Carpenter umie w klimat i muzykę jak niewielu i tylko szkoda, że zazwyczaj scenariusze jego filmów są po prostu kiepskie.
Tutaj jest wręcz bełkot i nieumiejętne prowadzenie fabuły; złotą zasadą scenopisarstwa jest to, że na pierwszych 10 stronach (czyli ~10 minutach filmu) należy zainteresować widza. Tutaj nie tylko po 10, ale i po 20 wciąż nie wiadomo o co chodzi, cały czas ktoś gada o nauce, religii i filozofii, bohaterowie są na wykładzie, za chwilę nie są, niby są na uczelni w dzień, za chwilę w nocy, znowu są na wykładzie który jest jakby tą samą sceną co wcześniej ale inną - chaos.
Prawdziwy chaos jest jednak później, gdy okazuje się, że zielona mazia zamknięta w pojemniku w podziemiach kościoła to Szatan, Jezus był kosmitą który przed nim ostrzegał, a sen który śni się bohaterom to nagranie VHS z przyszłości ostrzegające przed złem, które z jakiegoś powodu wciąż siedzi w tym samym kościele odstawiając jakieś dziwne pozy przy drzwiach.
Casting to w większości porażka, Carpenter w ogóle nie radzi tu sobie z rozstawieniem bohaterów w ograniczonej przestrzeni i tylko w finale pojawia się na chwilę jeden świetny patent. (lustro)
Oglądało się jednak przyjemnie, bo klimat robi swoje i nawet takie słabe, starsze filmy (tym bardziej gdy nadrabiam czyjąś filmografię) to dla mnie zawsze ciekawsze doświadczenie niż współczesne szroty.
Cytat z Mierzwiak data 3 marca, 2024, 22:09Napoleon (Apple TV+)
Brzydkie, chałturnicze nudziarstwo. Nie wiem po co to powstało, nie wiem jak ktoś mógł wyłożyć na coś takiego budżet, mam wrażenie, że widziałem ten film już co najmniej kilka razy, bo są tu chyba wszelkie możliwe historyczne klisze na czele z pozbawionym ładu i składu skakaniem po datach (akcja obejmuje ponad 2 dekady a wygląda to jakby minęły może 2 tygodnie) i "skomplikowaną" relacją z kobietą.
Zieeeeeeeeeeeeeew.
Napoleon (Apple TV+)
Brzydkie, chałturnicze nudziarstwo. Nie wiem po co to powstało, nie wiem jak ktoś mógł wyłożyć na coś takiego budżet, mam wrażenie, że widziałem ten film już co najmniej kilka razy, bo są tu chyba wszelkie możliwe historyczne klisze na czele z pozbawionym ładu i składu skakaniem po datach (akcja obejmuje ponad 2 dekady a wygląda to jakby minęły może 2 tygodnie) i "skomplikowaną" relacją z kobietą.
Zieeeeeeeeeeeeeew.
Cytat z Mierzwiak data 8 marca, 2024, 22:40The Third Man (Mubi)
Bardzo przypominał mi przez sporą część seansu Casablancę, choć gatunkowo oba filmy są dość odległe.
Świetnie poprowadzona, ciekawa historia będąca połączeniem kryminału, thrillera i subtelnego, wiszącego w powietrzu romansu. (Alida Valli, jak wiele aktorek , tamtych lat, zachwyca urodą) Brawurowa, ponadczasowa reżyseria, genialne, po prostu fenomenalne zdjęcia i nietypowa muzyka, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie akurat należy do plusów filmu. Bezbłędne jest ostatnie ujęcie, stanowiące bardzo fajne podsumowanie wspomnianego "romansu" jak i samej historii.
Plus taki fantastyczny dialog:
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock.
The Third Man (Mubi)
Bardzo przypominał mi przez sporą część seansu Casablancę, choć gatunkowo oba filmy są dość odległe.
Świetnie poprowadzona, ciekawa historia będąca połączeniem kryminału, thrillera i subtelnego, wiszącego w powietrzu romansu. (Alida Valli, jak wiele aktorek , tamtych lat, zachwyca urodą) Brawurowa, ponadczasowa reżyseria, genialne, po prostu fenomenalne zdjęcia i nietypowa muzyka, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie akurat należy do plusów filmu. Bezbłędne jest ostatnie ujęcie, stanowiące bardzo fajne podsumowanie wspomnianego "romansu" jak i samej historii.
Plus taki fantastyczny dialog:
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock.
Cytat z robgordon data 9 marca, 2024, 07:56Cytat z Mierzwiak data marzec 8, 2024, 22:40The Third Man (Mubi)
Bardzo przypominał mi przez sporą część seansu Casablancę, choć gatunkowo oba filmy są dość odległe.
Świetnie poprowadzona, ciekawa historia będąca połączeniem kryminału, thrillera i subtelnego, wiszącego w powietrzu romansu. (Alida Valli, jak wiele aktorek , tamtych lat, zachwyca urodą) Brawurowa, ponadczasowa reżyseria, genialne, po prostu fenomenalne zdjęcia i nietypowa muzyka, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie akurat należy do plusów filmu. Bezbłędne jest ostatnie ujęcie, stanowiące bardzo fajne podsumowanie wspomnianego "romansu" jak i samej historii.
Plus taki fantastyczny dialog:
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock.
A to raczej nie monolog? 😉 Aczkolwiek domyślam się że to fragment dialogu. A sam tekst niezły.
Czytałem też kiedyś że udział pewnego znanego aktora (?) w filmie nie był zbytnio reklamowany. W konsekwencji widzowie byli bardzo zaskoczeni jego pojawieniem się.
Pamietam też że wrażenie robiła (na mnie także) „scenografia”. Film kręcono m.in w plenerze (co wtedy nie było częste), w ruinach powojennego Wiednia.
Cytat z Mierzwiak data marzec 8, 2024, 22:40The Third Man (Mubi)
Bardzo przypominał mi przez sporą część seansu Casablancę, choć gatunkowo oba filmy są dość odległe.
Świetnie poprowadzona, ciekawa historia będąca połączeniem kryminału, thrillera i subtelnego, wiszącego w powietrzu romansu. (Alida Valli, jak wiele aktorek , tamtych lat, zachwyca urodą) Brawurowa, ponadczasowa reżyseria, genialne, po prostu fenomenalne zdjęcia i nietypowa muzyka, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie akurat należy do plusów filmu. Bezbłędne jest ostatnie ujęcie, stanowiące bardzo fajne podsumowanie wspomnianego "romansu" jak i samej historii.
Plus taki fantastyczny dialog:
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock.
A to raczej nie monolog? 😉 Aczkolwiek domyślam się że to fragment dialogu. A sam tekst niezły.
Czytałem też kiedyś że udział pewnego znanego aktora (?) w filmie nie był zbytnio reklamowany. W konsekwencji widzowie byli bardzo zaskoczeni jego pojawieniem się.
Pamietam też że wrażenie robiła (na mnie także) „scenografia”. Film kręcono m.in w plenerze (co wtedy nie było częste), w ruinach powojennego Wiednia.
Cytat z Mierzwiak data 9 marca, 2024, 12:49Częściowo zrujnowany / odbudowywany Wiedeń, sfotografowany w czerni i bieli z niesamowitym użyciem cieni robi piornujące wrażenie, ma to klimat jakby z innego świata, rzeczywistości.
Aż sobie wczoraj kupiłem, ze spoilerową okładką 🙂
https://www.amazon.pl/dp/B00X7RHT5C?starsLeft=1&ref_=cm_sw_r_apan_dp_2SF3Y4YCXAR26HA1M62T
Częściowo zrujnowany / odbudowywany Wiedeń, sfotografowany w czerni i bieli z niesamowitym użyciem cieni robi piornujące wrażenie, ma to klimat jakby z innego świata, rzeczywistości.
Aż sobie wczoraj kupiłem, ze spoilerową okładką 🙂
https://www.amazon.pl/dp/B00X7RHT5C?starsLeft=1&ref_=cm_sw_r_apan_dp_2SF3Y4YCXAR26HA1M62T
Cytat z Ernest Kubica data 9 marca, 2024, 14:20Muszę go sobie zarzucić bo chyba nie oglądałem.
Muszę go sobie zarzucić bo chyba nie oglądałem.
Cytat z Mierzwiak data 9 marca, 2024, 23:54Wonka (HBO Max)
Wyrób czekoladopodobny, dokładnie tak bezbarwny reżysersko i wizualnie jak zapowiadały trailery. (bonus: pokazano w nich jakieś 90% roli Granta) Sceny musicalowe bez grama życia i energii, z dokładnie takimi piosenkami.
Na plus casting i odrobina emocji po koniec, gdy
Star LordWonka odpakowałkasetęczekoladę od mamy i przeczytał liścik.
Wonka (HBO Max)
Wyrób czekoladopodobny, dokładnie tak bezbarwny reżysersko i wizualnie jak zapowiadały trailery. (bonus: pokazano w nich jakieś 90% roli Granta) Sceny musicalowe bez grama życia i energii, z dokładnie takimi piosenkami.
Na plus casting i odrobina emocji po koniec, gdy Star Lord Wonka odpakował kasetę czekoladę od mamy i przeczytał liścik.
Cytat z robgordon data 15 marca, 2024, 23:10Cytat z Mierzwiak data luty 28, 2024, 23:00American Fiction
PS. Tumacz przekładający nigger jako murzyn a nie czarnuch we wspomnianej scenie ze studentką:
O wiele ciekawiej przetłumaczył to samo słowo w scenie dialogu postaci z książki pisanej przez Monka.
Cytat z Mierzwiak data luty 28, 2024, 23:00American Fiction
PS. Tumacz przekładający nigger jako murzyn a nie czarnuch we wspomnianej scenie ze studentką:
O wiele ciekawiej przetłumaczył to samo słowo w scenie dialogu postaci z książki pisanej przez Monka.
Cytat z robgordon data 16 marca, 2024, 00:08American Fiction
Aż z ciekawości obejrzałem pierwszy zwiastun, jedyny który widziałem przed seansem:
https://www.youtube.com/watch?v=i0MbLCpYJPA&t=1s
Nie ma ani matki, ani dziewczyny, ani Lorraine, a brat i siostra są pokazani po razie, w krótkich, szybkich ujęciach. Właściwie wszystko dotyczy wątku związanego z pisaniem i wydaniem książki Monka, a zwiastun zapowiada satyrę, a nie film obyczajowy. To nie pierwszy przypadek w historii kina, gdy zapowiedź próbuje nam sprzedać inny film niż w rzeczywistości, ale tu trzeba przyznać jest to bardzo zero-jedynkowe.
Żeby nie obyło, trochę obawiałem się takiego filmu. Wiecie, oczami wyobraźni widziałem, jak z biegiem czasu jest coraz bardziej absurdalnie. Jak całe zamieszanie eskaluje, Monk się ukrywa, raz za razem cudem udaje mu się unikną demaskacji, piętrzą się przeszkody, zatrudniają na jego miejsce dublera i tym podobnie. Na szczęście jest inaczej. I wydaje mi się, że udało się twórcom znaleźć odpowiedni balans między satyrą, a opowieścią o Monku i jego bliskich (ta druga może niekoniecznie odkrywcza, ale zgrabna i wdzięczna). Na pewno również dzięki świetnym, lekką ręką pisanym dialogom.
Solidne 7/10
American Fiction
Aż z ciekawości obejrzałem pierwszy zwiastun, jedyny który widziałem przed seansem:
Nie ma ani matki, ani dziewczyny, ani Lorraine, a brat i siostra są pokazani po razie, w krótkich, szybkich ujęciach. Właściwie wszystko dotyczy wątku związanego z pisaniem i wydaniem książki Monka, a zwiastun zapowiada satyrę, a nie film obyczajowy. To nie pierwszy przypadek w historii kina, gdy zapowiedź próbuje nam sprzedać inny film niż w rzeczywistości, ale tu trzeba przyznać jest to bardzo zero-jedynkowe.
Żeby nie obyło, trochę obawiałem się takiego filmu. Wiecie, oczami wyobraźni widziałem, jak z biegiem czasu jest coraz bardziej absurdalnie. Jak całe zamieszanie eskaluje, Monk się ukrywa, raz za razem cudem udaje mu się unikną demaskacji, piętrzą się przeszkody, zatrudniają na jego miejsce dublera i tym podobnie. Na szczęście jest inaczej. I wydaje mi się, że udało się twórcom znaleźć odpowiedni balans między satyrą, a opowieścią o Monku i jego bliskich (ta druga może niekoniecznie odkrywcza, ale zgrabna i wdzięczna). Na pewno również dzięki świetnym, lekką ręką pisanym dialogom.
Solidne 7/10
Cytat z Szaman data 17 marca, 2024, 10:09Ishtar (1987)
Nie tak złe jak głosi legenda, ale coś im się posypało w drugiej połowie. Przygody ostatecznie nie ma, bo to włóczenie się po pustyni i strzelanie się z helikopterami jako niezbyt udana, finałowa atrakcja. Stawki nie ma, bo w sumie walka toczy się o afrykańskie państewko, a udział naszych bohaterów jest w sumie żaden. Brakuje również czarnego charakteru który byłby zagrożeniem dla naszego duetu. Bo w sumie CIA raz chce ich zostawić, raz chce się ich pozbyć i w sumie tyle.
Humor też taki sobie, żart z tym, że panowie są bardzo nieudolną podróbką Simona i Gurfankela bawi za pierwszym razem. Za czwartym już tak średnio. Za szóstym już chcesz aby się skończył.
Dobra, więc dlaczego napisałem, że nie było tak źle? Bo Dustin Hoffman i Warren Beatty świetnie bawią się w swoich rolach, widać zwłaszcza jak Beatty oddycha w roli ciamajdy który wstydzi się kobiet. Bo jest tutaj atmosfera VHS-owej komedii. Bo puenta, mimo, że to kolejne powtórzenie gagu z nieudolnym duetem, jest zabawną szpilą w stronę popkultury.
5/10
Przeklęta wóda (2024)
Potwornie przewidywalny od początku do końca horror o nawiedzonym basenie. Kerry Condon stara się bardziej niż powinna, Wyatt Russell ma kilka fatalnych scen. Grozy tutaj bardzo niewiele, demona który przewijał się gdzieś w materiałach reklamowych jeszcze mniej. Pomysł na straszenie polega głównie na tym, że jedna z postaci nurkuje i wydaje jej się, że druga obserwuje ją znad brzegu basenu. A tak wcale nie jest. Wymęczone to strasznie, jeszcze w dodatku przeplatane takimi scenkami z życia rodzinnego, jakąś sielanką w pełnym słońcu która nijak nie pomaga zbudować atmosfery. Zakończenie też nie przekonuje.
3/10 Dałem plus 1 za Kerry.
Ishtar (1987)
Nie tak złe jak głosi legenda, ale coś im się posypało w drugiej połowie. Przygody ostatecznie nie ma, bo to włóczenie się po pustyni i strzelanie się z helikopterami jako niezbyt udana, finałowa atrakcja. Stawki nie ma, bo w sumie walka toczy się o afrykańskie państewko, a udział naszych bohaterów jest w sumie żaden. Brakuje również czarnego charakteru który byłby zagrożeniem dla naszego duetu. Bo w sumie CIA raz chce ich zostawić, raz chce się ich pozbyć i w sumie tyle.
Humor też taki sobie, żart z tym, że panowie są bardzo nieudolną podróbką Simona i Gurfankela bawi za pierwszym razem. Za czwartym już tak średnio. Za szóstym już chcesz aby się skończył.
Dobra, więc dlaczego napisałem, że nie było tak źle? Bo Dustin Hoffman i Warren Beatty świetnie bawią się w swoich rolach, widać zwłaszcza jak Beatty oddycha w roli ciamajdy który wstydzi się kobiet. Bo jest tutaj atmosfera VHS-owej komedii. Bo puenta, mimo, że to kolejne powtórzenie gagu z nieudolnym duetem, jest zabawną szpilą w stronę popkultury.
5/10
Przeklęta wóda (2024)
Potwornie przewidywalny od początku do końca horror o nawiedzonym basenie. Kerry Condon stara się bardziej niż powinna, Wyatt Russell ma kilka fatalnych scen. Grozy tutaj bardzo niewiele, demona który przewijał się gdzieś w materiałach reklamowych jeszcze mniej. Pomysł na straszenie polega głównie na tym, że jedna z postaci nurkuje i wydaje jej się, że druga obserwuje ją znad brzegu basenu. A tak wcale nie jest. Wymęczone to strasznie, jeszcze w dodatku przeplatane takimi scenkami z życia rodzinnego, jakąś sielanką w pełnym słońcu która nijak nie pomaga zbudować atmosfery. Zakończenie też nie przekonuje.
3/10 Dałem plus 1 za Kerry.
Cytat z Mierzwiak data 19 marca, 2024, 21:09Trzy kolory: Biały
Faktycznie znacznie lżejszy i bardziej przystępny niż Niebieski, daleki od bycia miejscami pretensjonalnym, pozbawionym treści snujem, z autentycznie angażującą historią która nie wiadomo dokąd zmierza, a gdy już się okazuje jaki jest jej kierunek, to patrz: powyższy gif.
Miła niespodzianka: większość filmu rozgrywa się w Polsce i jest zagrany po polsku, w dodatku, o czym wcześniej nie wiedziałem, główną rolę gra Zamachowski, a na drugim planie są Gajos (świetny!), Stuhr, Pazura, Trela, jest nawet milczące cameo Machalicy 🙂
Trzy kolory: Biały

Faktycznie znacznie lżejszy i bardziej przystępny niż Niebieski, daleki od bycia miejscami pretensjonalnym, pozbawionym treści snujem, z autentycznie angażującą historią która nie wiadomo dokąd zmierza, a gdy już się okazuje jaki jest jej kierunek, to patrz: powyższy gif.
Miła niespodzianka: większość filmu rozgrywa się w Polsce i jest zagrany po polsku, w dodatku, o czym wcześniej nie wiedziałem, główną rolę gra Zamachowski, a na drugim planie są Gajos (świetny!), Stuhr, Pazura, Trela, jest nawet milczące cameo Machalicy 🙂
Cytat z robgordon data 24 marca, 2024, 10:12Zainspirowany kategorią na Prime Video "Tytuły opuszczające serwis w ciągu najbliższych 30 dni" sięgnąłem po 2 filmy.
Last Night
Niezły melodramat, trafnie portretujący uczuciowe zagubienie i niepokoje ówczesnych (2010 r.) trzydziestolatków. Czasem zgrzytają nieco pretensjonalne dialogi, frajdy z seansu jednak nie odbierają. Zwłaszcza, że i metraż rozsądny.
6/10
Network
Kilka pomysłów dziś wydaje się nieco absurdalnych, ale na głównych poziomach (po prawie 50 latach!) film nadal jest zaskakująco aktualny (wystarczy telewizję zmienić na internet), a nawet trafnie przewidujący przyszłość (rządy korporacji czy zaangażowanie finansowe krajów arabskich). Warto zobaczyć i uświadomić sobie, że nic się nie zmienia i nadal jesteśmy robieni w okrągłe jajo 😉
Zaskakują Oskary. Rolę Fincha uważam za zbyt jednowymiarową i histeryczną na tę nagrodę (co ciekawe, ponoć Henry Fonda odrzucił tę rolę właśnie dlatego, że była zbyt histeryczna), choć ważną dla samej historii. Faye OK, ale warto wspomnieć o laureatce "najbardziej niespodziewanego Oscara w historii kina" czyli Beatrice Straight w roli zdradzonej żony. Tym bardziej, jeśli pomyśleć z kim wygrała (Jodie Foster w Taksówkarzu i Piper Laurie w Carrie). Wg mnie na Oskara zasługiwał przede wszystkim William Holden. Jego rola jest wielowymiarowa, w trakcie historii postać Maxa przechodzi kilka przemian, a sam aktor gra stonowanie, często półśrodkami, zupełnie inaczej niż Finch. Możliwe jednak, że w tamtej epoce takie aktorstwo nie było w modzie.
7/10
Zainspirowany kategorią na Prime Video "Tytuły opuszczające serwis w ciągu najbliższych 30 dni" sięgnąłem po 2 filmy.
Last Night
Niezły melodramat, trafnie portretujący uczuciowe zagubienie i niepokoje ówczesnych (2010 r.) trzydziestolatków. Czasem zgrzytają nieco pretensjonalne dialogi, frajdy z seansu jednak nie odbierają. Zwłaszcza, że i metraż rozsądny.
6/10
Network
Kilka pomysłów dziś wydaje się nieco absurdalnych, ale na głównych poziomach (po prawie 50 latach!) film nadal jest zaskakująco aktualny (wystarczy telewizję zmienić na internet), a nawet trafnie przewidujący przyszłość (rządy korporacji czy zaangażowanie finansowe krajów arabskich). Warto zobaczyć i uświadomić sobie, że nic się nie zmienia i nadal jesteśmy robieni w okrągłe jajo 😉
Zaskakują Oskary. Rolę Fincha uważam za zbyt jednowymiarową i histeryczną na tę nagrodę (co ciekawe, ponoć Henry Fonda odrzucił tę rolę właśnie dlatego, że była zbyt histeryczna), choć ważną dla samej historii. Faye OK, ale warto wspomnieć o laureatce "najbardziej niespodziewanego Oscara w historii kina" czyli Beatrice Straight w roli zdradzonej żony. Tym bardziej, jeśli pomyśleć z kim wygrała (Jodie Foster w Taksówkarzu i Piper Laurie w Carrie). Wg mnie na Oskara zasługiwał przede wszystkim William Holden. Jego rola jest wielowymiarowa, w trakcie historii postać Maxa przechodzi kilka przemian, a sam aktor gra stonowanie, często półśrodkami, zupełnie inaczej niż Finch. Możliwe jednak, że w tamtej epoce takie aktorstwo nie było w modzie.
7/10
Cytat z Mierzwiak data 24 marca, 2024, 13:20Road House (1989 & 2024)
Oryginał z Patrickiem Swayze to nie jest jakiś szczególnie dobry film, ale nadrabia chwytliwym, choć mocno ramotkowym punktem wyjścia dla fabuły (te wszystkie barowe bójki są wręcz komiczne), sympatyczną obsadą na czele z Patrickiem i Elliottem, i oczywiście charakterystycznym klimatem oraz stylistyką tamtych czasów, której zwyczajnie trudno się oprzeć. Nawet najsłabsze momenty mają tu na tyle uroku, czasem z pogranicza tandety, że trudno odmówić im bycia nieszkodliwymi, by nie powiedzieć miłymi w porównaniu z cynizmem współczesnych produkcji.
Co oferuje film Douga Limana? Niewiele. Historia niby ta sama, ale uwspółcześniona, z wieloma niepotrzebnymi zmianami, prowadzącymi donikąd motywami (jak MMA-owa przeszłość głównego bohatera i jego utrata panowania nad sobą; po co to było? Co z tego wyniknęło?), problemami ze spójnością konwencji czy postacią graną przez Conora McGregora, który też jest tu jednym z jaśniejszych punktów z tą swoją szarżą i stylem bycia nabuzowanego dresa, ale scenariuszowo niemającą tu większego sensu czy związku z czymkolwiek.
No i są jeszcze walki, fatalnie nakręcone i ohydnie posklejane w komputerze. Czasem w ciągu 5 sekund widać ze trzy komputerowe "szwy" łączące kilka ujęć w jedno. Efekt jest naprawdę beznadziejny i wytrącający z filmu. Skąd u filmowców ta fascynacja udawaniem, że coś jest nakręcone w jednym ujęciu?
Oglądało się to nawet OK, przede wszystkim ze względu na Jake'a, ale jak większość streamingowych premier uleci to z głowy wraz z napisami końcowymi.
Road House (1989 & 2024)
Oryginał z Patrickiem Swayze to nie jest jakiś szczególnie dobry film, ale nadrabia chwytliwym, choć mocno ramotkowym punktem wyjścia dla fabuły (te wszystkie barowe bójki są wręcz komiczne), sympatyczną obsadą na czele z Patrickiem i Elliottem, i oczywiście charakterystycznym klimatem oraz stylistyką tamtych czasów, której zwyczajnie trudno się oprzeć. Nawet najsłabsze momenty mają tu na tyle uroku, czasem z pogranicza tandety, że trudno odmówić im bycia nieszkodliwymi, by nie powiedzieć miłymi w porównaniu z cynizmem współczesnych produkcji.
Co oferuje film Douga Limana? Niewiele. Historia niby ta sama, ale uwspółcześniona, z wieloma niepotrzebnymi zmianami, prowadzącymi donikąd motywami (jak MMA-owa przeszłość głównego bohatera i jego utrata panowania nad sobą; po co to było? Co z tego wyniknęło?), problemami ze spójnością konwencji czy postacią graną przez Conora McGregora, który też jest tu jednym z jaśniejszych punktów z tą swoją szarżą i stylem bycia nabuzowanego dresa, ale scenariuszowo niemającą tu większego sensu czy związku z czymkolwiek.
No i są jeszcze walki, fatalnie nakręcone i ohydnie posklejane w komputerze. Czasem w ciągu 5 sekund widać ze trzy komputerowe "szwy" łączące kilka ujęć w jedno. Efekt jest naprawdę beznadziejny i wytrącający z filmu. Skąd u filmowców ta fascynacja udawaniem, że coś jest nakręcone w jednym ujęciu?
Oglądało się to nawet OK, przede wszystkim ze względu na Jake'a, ale jak większość streamingowych premier uleci to z głowy wraz z napisami końcowymi.
Cytat z Mierzwiak data 27 marca, 2024, 15:51Fort Apache the Bronx (HBO Max)
Ciekawe kino policyjne, o oryginalnej, epizodycznej strukturze i co najmniej ciekawym, wydawać by się mogło, głównym wątkiem - w scenie otwierającej grana przez Pam Grier prostytutka zabija dwóch policjantów; sposób w jaki potraktowano i ją samą, jak i ten wątek, mocno mnie zaskoczył.
Dodatkowym smaczkiem jest to, że to film z 1981 roku, więc w zasadzie wciąż obiema nogami tkwi mocno w latach 70-tych, ciekawy jest też portret tytułowego Bronxu, z jego przestępczością, kryzysem narkotykowym (ponad 4 dekady później można powiedzieć, że historia zatoczyła smutne koło), syfem na ulicach i opuszczonymi / zburzonymi budynkami.
Fort Apache the Bronx (HBO Max)
Ciekawe kino policyjne, o oryginalnej, epizodycznej strukturze i co najmniej ciekawym, wydawać by się mogło, głównym wątkiem - w scenie otwierającej grana przez Pam Grier prostytutka zabija dwóch policjantów; sposób w jaki potraktowano i ją samą, jak i ten wątek, mocno mnie zaskoczył.
Dodatkowym smaczkiem jest to, że to film z 1981 roku, więc w zasadzie wciąż obiema nogami tkwi mocno w latach 70-tych, ciekawy jest też portret tytułowego Bronxu, z jego przestępczością, kryzysem narkotykowym (ponad 4 dekady później można powiedzieć, że historia zatoczyła smutne koło), syfem na ulicach i opuszczonymi / zburzonymi budynkami.
Cytat z robgordon data 31 marca, 2024, 09:59Road House (2024)
Da się obejrzeć bez bólu, akurat na piątkowy seans. Choć trzeba też przyznać, że bez Jake'a, który gra tu z luzem i dystansem (aż przesadnym, ale o tym później), film straciłby wiele, bo cała reszty ekipy jest śmiertelnie poważna. Poza Arturo Castro (którego postać polubiłem od pierwszego zdania, szkoda, że nie było go więcej) i absurdalnie wręcz szarżującym Conorem.
Podoba mi się to mocniejsze niż w oryginale zasygnalizowanie ciemnej strony osobowości Daltona. I w tym miejscu nie zgodzę się z Mierzwiakiem. Przeszłość Daltona jest tu ważna. Uzasadnia zarówno jego przesadny luz i spokój (w początkowej fazie pobytu w Glass Key), jak również zachowanie, gdy przekracza Rubikon. Warto też docenić, że w tym momencie twórcy nie łatwiznę. W słabszym filmie Dalton biegałby z siekierą z twarzą wykrzywioną szaleństwem 😉 Tutaj nadal jest spokojny, a o zmianie podejścia świadczą jego czyny (i dlatego Liman potrzebował po prostu dobrego aktora).
Nie za bardzo też rozumiem Twój zarzut Mierzwiak na temat postaci Conora, która "scenariuszowo nie ma tu większego sensu czy związku z czymkolwiek". Związek ten wydaje mi się bardzo prosty i bardzo logiczny.
[spoiler title=""]
Młody Brandt, który żyje w cieniu tatusia, chce wykurzyć właścicielkę przydrożnego baru swoimi metodami. Przewidują one przemoc, ale taką w granicach. Tatuś widzi, że synalek sobie nie radzi, na dodatek nie chce słuchać jego rad, więc wysyła kumpla psychola, zapewne poznanego w więzieniu, który ma to załatwić tatusiowymi metodami. Mało oryginalne, ale w ramach przyjętej konwencji, jak najbardziej sensowne.
[/spoiler]
6/10
Road House (2024)
Da się obejrzeć bez bólu, akurat na piątkowy seans. Choć trzeba też przyznać, że bez Jake'a, który gra tu z luzem i dystansem (aż przesadnym, ale o tym później), film straciłby wiele, bo cała reszty ekipy jest śmiertelnie poważna. Poza Arturo Castro (którego postać polubiłem od pierwszego zdania, szkoda, że nie było go więcej) i absurdalnie wręcz szarżującym Conorem.
Podoba mi się to mocniejsze niż w oryginale zasygnalizowanie ciemnej strony osobowości Daltona. I w tym miejscu nie zgodzę się z Mierzwiakiem. Przeszłość Daltona jest tu ważna. Uzasadnia zarówno jego przesadny luz i spokój (w początkowej fazie pobytu w Glass Key), jak również zachowanie, gdy przekracza Rubikon. Warto też docenić, że w tym momencie twórcy nie łatwiznę. W słabszym filmie Dalton biegałby z siekierą z twarzą wykrzywioną szaleństwem 😉 Tutaj nadal jest spokojny, a o zmianie podejścia świadczą jego czyny (i dlatego Liman potrzebował po prostu dobrego aktora).
Nie za bardzo też rozumiem Twój zarzut Mierzwiak na temat postaci Conora, która "scenariuszowo nie ma tu większego sensu czy związku z czymkolwiek". Związek ten wydaje mi się bardzo prosty i bardzo logiczny.
Młody Brandt, który żyje w cieniu tatusia, chce wykurzyć właścicielkę przydrożnego baru swoimi metodami. Przewidują one przemoc, ale taką w granicach. Tatuś widzi, że synalek sobie nie radzi, na dodatek nie chce słuchać jego rad, więc wysyła kumpla psychola, zapewne poznanego w więzieniu, który ma to załatwić tatusiowymi metodami. Mało oryginalne, ale w ramach przyjętej konwencji, jak najbardziej sensowne.
6/10
Cytat z Mierzwiak data 31 marca, 2024, 10:50Skoro napisałem opinię o tym filmie to znaczy, że go oglądałem, a skoro go oglądałem, to nie musisz mi go opowiadač 🙂
Wiem skąd wzięła się postać McGregora, co nie znaczy, że wypada to dobrze w scenariuszu. Pociągający za sznurki z więzienia tatuś to zresztą kolejna scenariuszowa porażka i zupełnie niepotrzebna zmiana w stosunku do oryginału.
Upieram się, że prowadzący donikąd wątek przeszłości Daltona jest, cóż, prowadzącym donikąd, niepotrzebnym wątkiem. Ten bohater jest taki sam na początku i końcu filmu, więc po co wprowadzać coś tak mrocznego? To samo z motywem samobójstwa. Z jednej strony mamy takie poważne wątki, z drugiej absurdalny, komiksowy finał.
Skoro napisałem opinię o tym filmie to znaczy, że go oglądałem, a skoro go oglądałem, to nie musisz mi go opowiadač 🙂
Wiem skąd wzięła się postać McGregora, co nie znaczy, że wypada to dobrze w scenariuszu. Pociągający za sznurki z więzienia tatuś to zresztą kolejna scenariuszowa porażka i zupełnie niepotrzebna zmiana w stosunku do oryginału.
Upieram się, że prowadzący donikąd wątek przeszłości Daltona jest, cóż, prowadzącym donikąd, niepotrzebnym wątkiem. Ten bohater jest taki sam na początku i końcu filmu, więc po co wprowadzać coś tak mrocznego? To samo z motywem samobójstwa. Z jednej strony mamy takie poważne wątki, z drugiej absurdalny, komiksowy finał.
Cytat z robgordon data 31 marca, 2024, 11:16Cytat z Mierzwiak data marzec 31, 2024, 10:50Skoro napisałem opinię o tym filmie to znaczy, że go oglądałem, a skoro go oglądałem, to nie musisz mi go opowiadač
Musiałem, bo ten fragment, który zacytowałem brzmiał właśnie, jakbyś nie oglądał (albo przysnął na moment ;))
Po tym co napisałeś teraz, zakładam, że chodziło Ci o nieco coś innego niż zrozumiałem. Gdybym ja użył w stosunku do opisu postaci "brak większego sensu" czy brak "związku z czymkolwiek" opisałbym przypadek np. gdy dana postać pojawia się z nie wiadomo jakich przyczyn i nie ma związku z niczym lub z nikim. Tutaj jest dokładnie odwrotnie. Czy wygląda to dobrze w scenariuszu? Wg mnie mało oryginalnie, ale znośnie, z tym, że do tego się nie odnosiłem. No i tak jak napisałem, zakładam, że źle Cię zrozumiałem.
Cytat z Mierzwiak data marzec 31, 2024, 10:50Skoro napisałem opinię o tym filmie to znaczy, że go oglądałem, a skoro go oglądałem, to nie musisz mi go opowiadač
Musiałem, bo ten fragment, który zacytowałem brzmiał właśnie, jakbyś nie oglądał (albo przysnął na moment ;))
Po tym co napisałeś teraz, zakładam, że chodziło Ci o nieco coś innego niż zrozumiałem. Gdybym ja użył w stosunku do opisu postaci "brak większego sensu" czy brak "związku z czymkolwiek" opisałbym przypadek np. gdy dana postać pojawia się z nie wiadomo jakich przyczyn i nie ma związku z niczym lub z nikim. Tutaj jest dokładnie odwrotnie. Czy wygląda to dobrze w scenariuszu? Wg mnie mało oryginalnie, ale znośnie, z tym, że do tego się nie odnosiłem. No i tak jak napisałem, zakładam, że źle Cię zrozumiałem.
Cytat z Mierzwiak data 31 marca, 2024, 11:56Można było uatrakcyjnić historię poprzez uczynienie McGregora (zignorujmy na chwilę jego akcent) bratem Magnussena (ależ on jest tu zmarnowany) i dodać rywalizację między nimi.
Można było uatrakcyjnić historię poprzez uczynienie McGregora (zignorujmy na chwilę jego akcent) bratem Magnussena (ależ on jest tu zmarnowany) i dodać rywalizację między nimi.

