Opinie o filmach
Cytat z robgordon data 29 kwietnia, 2024, 19:51Civil War
Uzupełnię jeszcze moje dywagacje o filmie samą oceną (zastanawiałem się nad nią od soboty). Dla mnie jak na razie to film roku. O realizacji nie ma co pisać, sceny akcji są rewelacyjne. Ale dla mnie najważniejsza jest mnogość tematów, które Garland podjął w tym filmie i to że potrafił je oddać często jedną sceną, jednym ujęciem nawet. Oczywiście, to kolejny film o tym, że wojna jest zła. Ale też o tym, jak dwoista jest ludzka natura, tutaj portretowana przez dziennikarzy wojennych. Z jednej strony ich relacje aż krzyczą o okropieństwach wojny, z drugiej oni sami napawają się nią, żyją z niej. I szerzej o nas, o ludzkości. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wojna to najgorszy nasz wynalazek, ale jednocześnie nie potrafimy (choć głównie mężczyźni) bez niej żyć. Przykład mamy chociażby w tym co dziś dzieje się za naszą granicą.
Jest w filmie cała masa świetnych scen. To jak oddano różne podejście każdego z dziennikarzy na scenę egzekucji pojmanych żołnierzy. Moment, gdy Lee dostrzega piękno świata (te niebieskie kwiatki ;)) Przerażająca scena z Plemmonsem. Pokazanie przyrody, która nic sobie nie robi z naszych problemów i która przeżyje mimo nas. Nawet wyścig żołnierzy by to oni pierwsi zabili prezydenta. Jest tego zresztą jeszcze więcej, długo by wymieniać.
9/10
Civil War
Uzupełnię jeszcze moje dywagacje o filmie samą oceną (zastanawiałem się nad nią od soboty). Dla mnie jak na razie to film roku. O realizacji nie ma co pisać, sceny akcji są rewelacyjne. Ale dla mnie najważniejsza jest mnogość tematów, które Garland podjął w tym filmie i to że potrafił je oddać często jedną sceną, jednym ujęciem nawet. Oczywiście, to kolejny film o tym, że wojna jest zła. Ale też o tym, jak dwoista jest ludzka natura, tutaj portretowana przez dziennikarzy wojennych. Z jednej strony ich relacje aż krzyczą o okropieństwach wojny, z drugiej oni sami napawają się nią, żyją z niej. I szerzej o nas, o ludzkości. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wojna to najgorszy nasz wynalazek, ale jednocześnie nie potrafimy (choć głównie mężczyźni) bez niej żyć. Przykład mamy chociażby w tym co dziś dzieje się za naszą granicą.
Jest w filmie cała masa świetnych scen. To jak oddano różne podejście każdego z dziennikarzy na scenę egzekucji pojmanych żołnierzy. Moment, gdy Lee dostrzega piękno świata (te niebieskie kwiatki ;)) Przerażająca scena z Plemmonsem. Pokazanie przyrody, która nic sobie nie robi z naszych problemów i która przeżyje mimo nas. Nawet wyścig żołnierzy by to oni pierwsi zabili prezydenta. Jest tego zresztą jeszcze więcej, długo by wymieniać.
9/10
Cytat z Fandorin data 30 kwietnia, 2024, 21:37Challengers czyli co musi zrobić dziewczyna, aby zobaczyć kawałek dobrego tenisa 😉
Ale serio, podobało mi się. Niby prosta historyjka, ale sposób realizacji zasługuje na uznanie i winduje ocenę w górę. Kapitalna dynamika relacji między bohaterami. Pewna reżyseria, świetna muzyka i celny montaż, który tworzy tę historię. Solidnie zagrane, zwłaszcza przez O'Connora. Trochę kiczowate, ale pod całkowitą reżyserską kontrolą. Tylko sceny tenisowe mogłyby być ciekawsze. Świetna końcówka, porównania do Tsubasy uzasadnione [spoiler title=""](kilka finałowych punktów rozgrywają chyba z pół godziny),[/spoiler] ale nie w negatywnym znaczeniu - emocje sięgają zenitu.
P.S. Chyba wkradł się drobny tenisowy błąd (ale może w challengerach są trochę inne zasady, nie wiem) - [spoiler title=""]przy piłce meczowej Patrick dostaje upomnienie za przekroczenie czasu, ale przy drugim serwisie limit czasowy nie obowiązuje.[/spoiler]
Challengers czyli co musi zrobić dziewczyna, aby zobaczyć kawałek dobrego tenisa 😉
Ale serio, podobało mi się. Niby prosta historyjka, ale sposób realizacji zasługuje na uznanie i winduje ocenę w górę. Kapitalna dynamika relacji między bohaterami. Pewna reżyseria, świetna muzyka i celny montaż, który tworzy tę historię. Solidnie zagrane, zwłaszcza przez O'Connora. Trochę kiczowate, ale pod całkowitą reżyserską kontrolą. Tylko sceny tenisowe mogłyby być ciekawsze. Świetna końcówka, porównania do Tsubasy uzasadnione
P.S. Chyba wkradł się drobny tenisowy błąd (ale może w challengerach są trochę inne zasady, nie wiem) -
Cytat z robgordon data 2 maja, 2024, 21:58Dobrzy nieznajomi
Najsmutniejszy film ostatnich lat (nie jest zaskoczeniem, że na podstawie powieści japońskiego autora). Mimo to polecam, bo jednocześnie bardzo dobry.
Dobrzy nieznajomi
Najsmutniejszy film ostatnich lat (nie jest zaskoczeniem, że na podstawie powieści japońskiego autora). Mimo to polecam, bo jednocześnie bardzo dobry.
Cytat z Marek Pilarski data 3 maja, 2024, 22:06No, od zeszłego września i bodajże festiwalu w Toronto. 🙂
No, od zeszłego września i bodajże festiwalu w Toronto. 🙂
Cytat z robgordon data 5 maja, 2024, 10:21Fall Guy
A mnie się podobało. Wydawało mi się, że film jest promowany raczej jako hołd dla kaskaderów, a nie kpina/satyra na Hollywood. Oczywiście trochę prztyczków jest, ale takich w wersji light. Dużo fajnych, (choć mało subtelnych, ale taka też konwencja) nawiązań i odniesień, o których wspomniał Szaman. Świetna chemia między parą głównych bohaterów, która niesie całość. I czy ja wiem czy Ryan na autopilocie? Rola podobna nieco do Kena, ale wg mnie wyraźnie sprawiała Goslingowi frajdę, co trochę z autopilotem się kłóci 😉 Fajny, letni film, szkoda że furory w kinach nie zrobi.
Fall Guy
A mnie się podobało. Wydawało mi się, że film jest promowany raczej jako hołd dla kaskaderów, a nie kpina/satyra na Hollywood. Oczywiście trochę prztyczków jest, ale takich w wersji light. Dużo fajnych, (choć mało subtelnych, ale taka też konwencja) nawiązań i odniesień, o których wspomniał Szaman. Świetna chemia między parą głównych bohaterów, która niesie całość. I czy ja wiem czy Ryan na autopilocie? Rola podobna nieco do Kena, ale wg mnie wyraźnie sprawiała Goslingowi frajdę, co trochę z autopilotem się kłóci 😉 Fajny, letni film, szkoda że furory w kinach nie zrobi.
Cytat z Mierzwiak data 7 maja, 2024, 14:28The Greatest Love Story Never Told (Prime)
Dokument (nie tylko) o realizacji This Is Me... Now: A Love Story, czyli visuala do nowego albumu Jennifer Lopez, o którym napisałem:
(...) zawierający typowe dla gwiazd popu elementy budowania mitów o sobie i autoterapii. 20 lat temu wszyscy mieli po dziurki w nosie medialnego związku Jennifer i Bena, teraz historia się powtórzyła, ale Lopez musi dodatkowo zapewnić świat (a może przede wszystkim samą siebie?), że to wielka miłość, a Ben jest tym jedynym, jej przeznaczonym.
Tymczasem co oferuje dokument? Zawiera typowe dla gwiazd popu elementy budowania mitów o sobie i autoterapii. 20 lat temu wszyscy mieli po dziurki w nosie medialnego związku Jennifer i Bena, teraz historia się powtórzyła, ale Lopez musi dodatkowo zapewnić świat (a może przede wszystkim samą siebie?), że to wielka miłość, a Ben jest tym jedynym, jej przeznaczonym 🙂
Innymi słowy Lopez w ciągu dwunastu dni wypuściła TRZY projekty o swojej miłości do Bena, w tym dwa filmy o dokładnie tym samym, przedstawiające te same wnioski, z tym samym przesłaniem i tą samą wykreowaną na potrzeby autopromocji, przemaglowaną niezliczoną już ilość razy banalną historyjką o zaglądaniu w głąb siebie, rozliczaniu swojej przeszłości i nauce akceptacji samej siebie. Narcyzm? Przerost ego? Totalne odklejenie od rzeczywistości? Pewnie wszystko naraz, a to wszystko podlane nieprawdopodobną ilością cringe'u i żenady.
- Ludzie z otoczenia Lopez nazywają ją Artystką,
- Lopez sama siebie nazywa Artystką,
- Lopez dała ludziom dostęp do podarowanego jej przez Afflecka albumu zawierającego zdjęcia i prywatną korespondencję między nią a Benem. Ben mówiący jakie to żenujące to najbardziej szczery fragment tego festiwalu osobliwości,
- Ben Affleck z rozbrajającą szczerością poddający w wątpliwość sens tytułu tego filmu, swoją drogą będącego takim przejawem megalomanii, że aż szpik kostny cierpnie,
- Posiadająca boskie ciało Lopez pytająca Afflecka (w obecności jakiejś asystentki z nadwagą!), czy wygląda grubo w drogiej kreacji i wieńcząca swoje pytanie gromkim śmiechem,
- Lopez mówiąca o pisaniu przez siebie piosenek chwilę przed tym, jak wypowiadają się zatrudnione do napisania jej płyty autorki tekstów,
- Manager Lopez w pasywno-agresywny sposób sprowadzający na ziemię ludzi, którzy nazywają jej projekt teledyskiem,
- Ludzie biegający za Lopez z próbkami błota do filmu by ta zdecydowała, która konsystencja najbardziej jej odpowiada,
- Wszyscy wokół w mniej lub bardziej bezpośredni sposób komunikujący Lopez, jak fatalnym pomysłem jest jej filmoklip i że za bardzo obnosi się ze związkiem z Benem a ta ignorująca ich ostrzeżenia, bo "nie widzi innego wyjścia jak opowiedzieć swoją historię"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
- Lopez ogryzająca paznokcie bo kolejne, 10 razy większe nazwiska od niej jak Taylor Swift odmówiły udziału w jej filmoklipie,
- Ta bezcenna scena w której Lopez nie rozumie, że celebryta którego chce do filmu jest zajęty, bo bierze ślub.
The Greatest Love Story Never Told (Prime)
Dokument (nie tylko) o realizacji This Is Me... Now: A Love Story, czyli visuala do nowego albumu Jennifer Lopez, o którym napisałem:
(...) zawierający typowe dla gwiazd popu elementy budowania mitów o sobie i autoterapii. 20 lat temu wszyscy mieli po dziurki w nosie medialnego związku Jennifer i Bena, teraz historia się powtórzyła, ale Lopez musi dodatkowo zapewnić świat (a może przede wszystkim samą siebie?), że to wielka miłość, a Ben jest tym jedynym, jej przeznaczonym.
Tymczasem co oferuje dokument? Zawiera typowe dla gwiazd popu elementy budowania mitów o sobie i autoterapii. 20 lat temu wszyscy mieli po dziurki w nosie medialnego związku Jennifer i Bena, teraz historia się powtórzyła, ale Lopez musi dodatkowo zapewnić świat (a może przede wszystkim samą siebie?), że to wielka miłość, a Ben jest tym jedynym, jej przeznaczonym 🙂
Innymi słowy Lopez w ciągu dwunastu dni wypuściła TRZY projekty o swojej miłości do Bena, w tym dwa filmy o dokładnie tym samym, przedstawiające te same wnioski, z tym samym przesłaniem i tą samą wykreowaną na potrzeby autopromocji, przemaglowaną niezliczoną już ilość razy banalną historyjką o zaglądaniu w głąb siebie, rozliczaniu swojej przeszłości i nauce akceptacji samej siebie. Narcyzm? Przerost ego? Totalne odklejenie od rzeczywistości? Pewnie wszystko naraz, a to wszystko podlane nieprawdopodobną ilością cringe'u i żenady.
- Ludzie z otoczenia Lopez nazywają ją Artystką,
- Lopez sama siebie nazywa Artystką,
- Lopez dała ludziom dostęp do podarowanego jej przez Afflecka albumu zawierającego zdjęcia i prywatną korespondencję między nią a Benem. Ben mówiący jakie to żenujące to najbardziej szczery fragment tego festiwalu osobliwości,
- Ben Affleck z rozbrajającą szczerością poddający w wątpliwość sens tytułu tego filmu, swoją drogą będącego takim przejawem megalomanii, że aż szpik kostny cierpnie,
- Posiadająca boskie ciało Lopez pytająca Afflecka (w obecności jakiejś asystentki z nadwagą!), czy wygląda grubo w drogiej kreacji i wieńcząca swoje pytanie gromkim śmiechem,
- Lopez mówiąca o pisaniu przez siebie piosenek chwilę przed tym, jak wypowiadają się zatrudnione do napisania jej płyty autorki tekstów,
- Manager Lopez w pasywno-agresywny sposób sprowadzający na ziemię ludzi, którzy nazywają jej projekt teledyskiem,
- Ludzie biegający za Lopez z próbkami błota do filmu by ta zdecydowała, która konsystencja najbardziej jej odpowiada,
- Wszyscy wokół w mniej lub bardziej bezpośredni sposób komunikujący Lopez, jak fatalnym pomysłem jest jej filmoklip i że za bardzo obnosi się ze związkiem z Benem a ta ignorująca ich ostrzeżenia, bo "nie widzi innego wyjścia jak opowiedzieć swoją historię"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
- Lopez ogryzająca paznokcie bo kolejne, 10 razy większe nazwiska od niej jak Taylor Swift odmówiły udziału w jej filmoklipie,
- Ta bezcenna scena w której Lopez nie rozumie, że celebryta którego chce do filmu jest zajęty, bo bierze ślub.
Cytat z Szaman data 24 maja, 2024, 15:13Furiosa (2024)
Wypadałoby coś więcej napisać, ale film mnie tak strasznie nie zainteresował.... Weźcie poprawkę, że ostatnio jestem zmęczony kinem, pisaniem o nim, czytaniem o nim, życiem celebrytów...
W każdym razie nie wiem, dla mnie zakończenie było kretyńskie, sposób w jaki Furiosa traci rękę debilny, ta cała bieganina po australijskiej pustyni niezbyt mądra. Przykrywa to wszystko oczywiście kaskaderka i znowu sporo green screenów, oraz różnej CGI pomocy, ale oczywiście znowu przez 10 lat kosmici w internecie będą pisać, że to królestwo analogu. Przecież gość który zrobił Happy Feet i Babe-świnkę z klasą brzydzi się komputerem! 🙂
A prawda jest taka, tak przy okazji, że każdy z naszych weteranów fantastyki: Spielberg, Cameron, Miller, Jackson, Raimi który na własnej skórze poznał trudy tworzenia analogowego filmu jest zafascynowany komputerem. To młodzi brandzlują się analogiem, wraz z usłużnym działem marketingu. Ot taka refleksja na boku.
Bardzo podobał mi się Hemsworth, zagrał rubasznego psychopatę dokładnie tak jak powinien zagrać. Bardzo, bardzo mdła jest Taylor-Joy, parę razy się zezłości, ale w jej oczach nie ma piachu, potu i gniewu.
Takie 5/10, może kiedyś zmienię zdanie.
Furiosa (2024)
Wypadałoby coś więcej napisać, ale film mnie tak strasznie nie zainteresował.... Weźcie poprawkę, że ostatnio jestem zmęczony kinem, pisaniem o nim, czytaniem o nim, życiem celebrytów...
W każdym razie nie wiem, dla mnie zakończenie było kretyńskie, sposób w jaki Furiosa traci rękę debilny, ta cała bieganina po australijskiej pustyni niezbyt mądra. Przykrywa to wszystko oczywiście kaskaderka i znowu sporo green screenów, oraz różnej CGI pomocy, ale oczywiście znowu przez 10 lat kosmici w internecie będą pisać, że to królestwo analogu. Przecież gość który zrobił Happy Feet i Babe-świnkę z klasą brzydzi się komputerem! 🙂
A prawda jest taka, tak przy okazji, że każdy z naszych weteranów fantastyki: Spielberg, Cameron, Miller, Jackson, Raimi który na własnej skórze poznał trudy tworzenia analogowego filmu jest zafascynowany komputerem. To młodzi brandzlują się analogiem, wraz z usłużnym działem marketingu. Ot taka refleksja na boku.
Bardzo podobał mi się Hemsworth, zagrał rubasznego psychopatę dokładnie tak jak powinien zagrać. Bardzo, bardzo mdła jest Taylor-Joy, parę razy się zezłości, ale w jej oczach nie ma piachu, potu i gniewu.
Takie 5/10, może kiedyś zmienię zdanie.
Cytat z Mierzwiak data 24 maja, 2024, 15:36Jeśli Fury Road dajesz tylko 7, to do Twojej oceny Furiosy muszę dodać sobie 2 albo 3 punkty 😛
Jeśli Fury Road dajesz tylko 7, to do Twojej oceny Furiosy muszę dodać sobie 2 albo 3 punkty 😛
Cytat z Fandorin data 24 maja, 2024, 19:08U mnie tak to dokładnie działa. Oceniam na jakąś 8, czyli punkcik niżej niż Fury Road.
Furiosa nie robi już takiego wrażenia jak poprzednik, ale nie jest od niego dużo gorsza. Po prostu dostajemy znowu to samo. Trochę wolno wchodzi na obroty, ale kiedy już się rozbuja to dowozi do cudownego, szalonego zakończenia (które jest początkiem następnej/poprzedniej historii - w trakcie napisów lecą ujęcia z filmu z 2015 roku). Prawdą jest też, że film skupia się bardziej na rozbudowaniu świata, co wpływa trochę na jego tempo, które nie jest już tak szalone. Poznajemy wszystkie trzy osady, z których dwie były tylko poprzednio wzmiankowane oraz ich wzajemne powiązania. Wszystkie są rządzone twardą ręką przez szalonych facetów. Co może pójść nie tak? 😉
Czy Furiosa potrzebowała tego filmu? Myślę, że tak. Poprzedni miał dwóch bohaterów. Historię Maxa znamy już z trzech filmów. Teraz poznaliśmy też jej historię.
U mnie tak to dokładnie działa. Oceniam na jakąś 8, czyli punkcik niżej niż Fury Road.
Furiosa nie robi już takiego wrażenia jak poprzednik, ale nie jest od niego dużo gorsza. Po prostu dostajemy znowu to samo. Trochę wolno wchodzi na obroty, ale kiedy już się rozbuja to dowozi do cudownego, szalonego zakończenia (które jest początkiem następnej/poprzedniej historii - w trakcie napisów lecą ujęcia z filmu z 2015 roku). Prawdą jest też, że film skupia się bardziej na rozbudowaniu świata, co wpływa trochę na jego tempo, które nie jest już tak szalone. Poznajemy wszystkie trzy osady, z których dwie były tylko poprzednio wzmiankowane oraz ich wzajemne powiązania. Wszystkie są rządzone twardą ręką przez szalonych facetów. Co może pójść nie tak? 😉
Czy Furiosa potrzebowała tego filmu? Myślę, że tak. Poprzedni miał dwóch bohaterów. Historię Maxa znamy już z trzech filmów. Teraz poznaliśmy też jej historię.
Cytat z Szaman data 24 maja, 2024, 22:31Cytat z Fandorin data maj 24, 2024, 19:08dowozi do cudownego, szalonego zakończenia
Ależ to będzie dzielić, nie mogę się doczekać 🙂
Cytat z Fandorin data maj 24, 2024, 19:08dowozi do cudownego, szalonego zakończenia
Ależ to będzie dzielić, nie mogę się doczekać 🙂
Cytat z Mierzwiak data 25 maja, 2024, 17:00Cytat z Szaman data maj 24, 2024, 15:37Zgadzam się
No i zgadza się 🙂 Więcej wieczorem.
Cytat z Szaman data maj 24, 2024, 15:37Zgadzam się
No i zgadza się 🙂 Więcej wieczorem.
Cytat z Mierzwiak data 26 maja, 2024, 00:31Furiosa: A Mad Max Saga
Bardzo udany prequel, z jednej strony, siłą rzeczy, dość podobny do Fury Road, a z drugiej bardzo od tamtego filmu inny.
Poprzednio całość napędzała ucieczka bohaterów, nieustanna jazda do celu a wszelkie spokojniejsze momenty stanowiły bardziej przerywniki dla imponującej akcji. Tutaj jest odwrotnie: to sekwencje akcji stanowią przerywnik a historia, choć ponownie bardzo prosta (Furiosa to kino zemsty) ma dla siebie i swoich bohaterów znacznie więcej miejsca.
Oba filmy są komplementarne i to co bardzo mi się tu podoba, to jak Miller powrócił do znanych z poprzednika elementów, ale nadał im kontekst czy też ukazał w inny, interesujący sposób. Znamy już War Boyów gotowych umrzeć z chromem na ustach, ale fantastyczna tu scena bardziej niż poprzednio uświadamia jak bardzo oddani oni są swojemu panu. Wiemy, co musiało spotykać więzione w Cytadeli kobiety, ale dopiero tutaj wątek ten ma szansę mocniej wybrzmieć, a scena z Rictusem i młodą Furiosą ma bardzo nieprzyjemny posmak.
W swoich najlepszych momentach (atak na konwój!) Furiosa wcale nie odbiega od poprzednika i ma wystarczająco atrakcji, by nie było mowy o prostej powtórce z rozrywki. Tak, jest tu więcej komputera niż poprzednio i tak, to wciąż kapitalnie zrealizowany, ekscentryczny, autorski blockbuster. Dementus (przepyszny Hemsworth) w swojej pelerynie jeżdzący rydwanem zaprzężonym w trzy motocykle? Już tylko za to należy się honorowe miejsce w Valhalli. Nie mówiąc już o finałowym starciu Furiosy i Dementusa; nigdy bym nie zgadł, że zamiast widowiskowej akcji dostanę coś na miarę spotkania Billa i Beatrix z drugiego Kill Billa.
Taylor-Joy nie miała łatwego zadania, ale wyszła z tego obronną ręką. (hehe) Ostatnia scena jest oczywiście zbędna, wolałbym cokolwiek innego i cameo Theron w tym miejscu, ale nie obrażam się.
Najbardziej i tak zirytowało mnie to, że 20 (?) lat młodszego Rictusa gra ten sam aktor, teraz już po pięćdziesiątce, z tłuszczem zamiast kaloryfera i dekadę starszy niż w Fury Road. Absurd 🙂
Furiosa: A Mad Max Saga
Bardzo udany prequel, z jednej strony, siłą rzeczy, dość podobny do Fury Road, a z drugiej bardzo od tamtego filmu inny.
Poprzednio całość napędzała ucieczka bohaterów, nieustanna jazda do celu a wszelkie spokojniejsze momenty stanowiły bardziej przerywniki dla imponującej akcji. Tutaj jest odwrotnie: to sekwencje akcji stanowią przerywnik a historia, choć ponownie bardzo prosta (Furiosa to kino zemsty) ma dla siebie i swoich bohaterów znacznie więcej miejsca.
Oba filmy są komplementarne i to co bardzo mi się tu podoba, to jak Miller powrócił do znanych z poprzednika elementów, ale nadał im kontekst czy też ukazał w inny, interesujący sposób. Znamy już War Boyów gotowych umrzeć z chromem na ustach, ale fantastyczna tu scena bardziej niż poprzednio uświadamia jak bardzo oddani oni są swojemu panu. Wiemy, co musiało spotykać więzione w Cytadeli kobiety, ale dopiero tutaj wątek ten ma szansę mocniej wybrzmieć, a scena z Rictusem i młodą Furiosą ma bardzo nieprzyjemny posmak.
W swoich najlepszych momentach (atak na konwój!) Furiosa wcale nie odbiega od poprzednika i ma wystarczająco atrakcji, by nie było mowy o prostej powtórce z rozrywki. Tak, jest tu więcej komputera niż poprzednio i tak, to wciąż kapitalnie zrealizowany, ekscentryczny, autorski blockbuster. Dementus (przepyszny Hemsworth) w swojej pelerynie jeżdzący rydwanem zaprzężonym w trzy motocykle? Już tylko za to należy się honorowe miejsce w Valhalli. Nie mówiąc już o finałowym starciu Furiosy i Dementusa; nigdy bym nie zgadł, że zamiast widowiskowej akcji dostanę coś na miarę spotkania Billa i Beatrix z drugiego Kill Billa.
Taylor-Joy nie miała łatwego zadania, ale wyszła z tego obronną ręką. (hehe) Ostatnia scena jest oczywiście zbędna, wolałbym cokolwiek innego i cameo Theron w tym miejscu, ale nie obrażam się.
Najbardziej i tak zirytowało mnie to, że 20 (?) lat młodszego Rictusa gra ten sam aktor, teraz już po pięćdziesiątce, z tłuszczem zamiast kaloryfera i dekadę starszy niż w Fury Road. Absurd 🙂
Cytat z Mierzwiak data 26 maja, 2024, 10:59Jeszcze kilka drobnostek:
- bardzo podobała mi się mama Furiosy i cała ta rozbudowana sekwencja otwierająca,
- niskorosły War Boy 🙂
- Fury Road powinno mieć kategorię PG-13. Tutaj też nie jest za bardzo R-kowo, ale przemoc, jeśli już się pojawia, ma znacznie mocniejszy wydźwięk,
- potwierdzenie, że akcja osadzona jest w Australii, fajnie,
- cameo Wiadomej Postaci z jednej strony niepotrzebne, a z drugiej uśmiechnąłem się szczerze i wcale nie kłóci się z poprzednim filmem.
Jeszcze kilka drobnostek:
- bardzo podobała mi się mama Furiosy i cała ta rozbudowana sekwencja otwierająca,
- niskorosły War Boy 🙂
- Fury Road powinno mieć kategorię PG-13. Tutaj też nie jest za bardzo R-kowo, ale przemoc, jeśli już się pojawia, ma znacznie mocniejszy wydźwięk,
- potwierdzenie, że akcja osadzona jest w Australii, fajnie,
- cameo Wiadomej Postaci z jednej strony niepotrzebne, a z drugiej uśmiechnąłem się szczerze i wcale nie kłóci się z poprzednim filmem.
Cytat z Szaman data 26 maja, 2024, 11:18Co do cameo
[spoiler title=""]
Plus ewidentnie był stylizowany na Gibsona z Mad Maxa 2, więc można powiedzieć, że Miller połączył swoich dwóch Maxów. Przynajmniej z tego co tam się przyjrzałem 🙂
[/spoiler]
Co do cameo
Plus ewidentnie był stylizowany na Gibsona z Mad Maxa 2, więc można powiedzieć, że Miller połączył swoich dwóch Maxów. Przynajmniej z tego co tam się przyjrzałem 🙂
Cytat z Szaman data 26 maja, 2024, 11:39Pomyślałem, że może zbyt surowy byłem. A były motywy co bardzo mi się podobały, np. ten w którym Hemsworth tworzy własnego War Boya, trochę z zazdrości, trochę dla chytrego planu 🙂 W ogóle cała ta jego pycha połączona z tym, że chodzi w jakimś prześcieradle od Shazama 🙂
Pomyślałem, że może zbyt surowy byłem. A były motywy co bardzo mi się podobały, np. ten w którym Hemsworth tworzy własnego War Boya, trochę z zazdrości, trochę dla chytrego planu 🙂 W ogóle cała ta jego pycha połączona z tym, że chodzi w jakimś prześcieradle od Shazama 🙂
Cytat z Janko data 27 maja, 2024, 19:13Furiosa
Dobra produkcja, choć klasę niżej od Fury Road. Najlepszy Hemsworth i oczywiście świetny napad na konwój (przy okazji została dopełniona tradycyjna dla serii scena z pościgu z ciężarówką). Problem w tym, że za cholerę dla mnie niepotrzebny ten prequel. Zobaczyłem kilka nowych lokacji, dowiedziałem się jak Furiosa utraciła rękę i dlaczego ma wysmarowane czoło. Fajnie ale mogłem to zobaczyć w krótkiej retrospekcji w poprzedniku. Nie pomaga oczywiście fakt bycia prequelem, i tym samym brak realnej stawki, bo oczywiście wiemy kto pozostanie przy życiu a kto odwali kitę (przyznaję sposób w jaki Dementus kończy nieźle popieprzony). Fragmenty Fury Road na napisach udowadniają, wyższość tamtego filmu nad tym.
Szkoda że ten film powstał, wolałbym sequel z niższym budżetem, trochę bardziej kameralny ze starym Mad Maxem i powrotem Mela do serii. Zamiast tego wolano przepalić ogrom kasy na film który nie miał prawa się zwrócić. Raczej nikogo nie dziwi porażka finansowa, przecież poprzednik nie był dużym hitem. Niestety, seria raczej została zamknięta, chyba że będzie kontynuowana, ale już bez Warnera tylko z komponentem australijskim. Pomarzyć można.
Furiosa
Dobra produkcja, choć klasę niżej od Fury Road. Najlepszy Hemsworth i oczywiście świetny napad na konwój (przy okazji została dopełniona tradycyjna dla serii scena z pościgu z ciężarówką). Problem w tym, że za cholerę dla mnie niepotrzebny ten prequel. Zobaczyłem kilka nowych lokacji, dowiedziałem się jak Furiosa utraciła rękę i dlaczego ma wysmarowane czoło. Fajnie ale mogłem to zobaczyć w krótkiej retrospekcji w poprzedniku. Nie pomaga oczywiście fakt bycia prequelem, i tym samym brak realnej stawki, bo oczywiście wiemy kto pozostanie przy życiu a kto odwali kitę (przyznaję sposób w jaki Dementus kończy nieźle popieprzony). Fragmenty Fury Road na napisach udowadniają, wyższość tamtego filmu nad tym.
Szkoda że ten film powstał, wolałbym sequel z niższym budżetem, trochę bardziej kameralny ze starym Mad Maxem i powrotem Mela do serii. Zamiast tego wolano przepalić ogrom kasy na film który nie miał prawa się zwrócić. Raczej nikogo nie dziwi porażka finansowa, przecież poprzednik nie był dużym hitem. Niestety, seria raczej została zamknięta, chyba że będzie kontynuowana, ale już bez Warnera tylko z komponentem australijskim. Pomarzyć można.
