Opinie o filmach
Cytat z Mierzwiak data 9 czerwca, 2024, 16:56Cytat z Szaman data czerwiec 9, 2024, 16:27Zastanawiałem się nad Watchers, ale po tym spoilerze już na pewno idzie na seans domowy.
Ten spoiler to nic, jest jeszcze finałowy twist, niesamowicie oczywisty jak już się go zna.
Czytałem na reddicie wątek poświęcony powieści, nie było tam zbyt wiele pozytywnego na jej temat.
Cytat z Szaman data czerwiec 9, 2024, 16:27Zastanawiałem się nad Watchers, ale po tym spoilerze już na pewno idzie na seans domowy.
Ten spoiler to nic, jest jeszcze finałowy twist, niesamowicie oczywisty jak już się go zna.
Czytałem na reddicie wątek poświęcony powieści, nie było tam zbyt wiele pozytywnego na jej temat.
Cytat z Szaman data 11 czerwca, 2024, 20:48Bad Boys: Ride or Die (2024)
Nie napiszę za dużo raczej. Oni nadal rozsadzają ekran, ale dostali zupełnie nieśmieszny, ciężki scenariusz. Miałem wrażenie oglądania tych scenek z Ludacrisem i kolegą z Szybkich i wściekłych rozciągniętych do całego filmu. Lawrence i Smith mają taką charyzmę, że sprzedaliby nawet znienawidzony przeze mnie polski stand-up, no ale czuć, że to co odgrywają jest w najlepszym wypadku słabą improwizacją.
A jakiś potencjał był w odwróceniu ról, ale nie poszli z tym na całość. Tym razem to Smith mógł piszczeć ze strachu, a nawrócony po zmartwychwstaniu Lawrence być niezniszczalnym kozakiem, co zwieńczone byłoby [spoiler title=""] walką na pięści z aligatorem. [/spoiler] W tym był większy potencjał komediowy niż w nieklejących się ze sobą gadkach o fiutach.
Moim zdaniem nie ma tutaj dobrych scen akcji. Są porządnie przygotowane, ale źle nakręcone i zmontowane. Guzik widać, a od drona może się zakręcić w głowie. Totalny regres względem wybuchów i strzelanin poprzednika, a niby ta sama ekipa.
4/10
Bad Boys: Ride or Die (2024)
Nie napiszę za dużo raczej. Oni nadal rozsadzają ekran, ale dostali zupełnie nieśmieszny, ciężki scenariusz. Miałem wrażenie oglądania tych scenek z Ludacrisem i kolegą z Szybkich i wściekłych rozciągniętych do całego filmu. Lawrence i Smith mają taką charyzmę, że sprzedaliby nawet znienawidzony przeze mnie polski stand-up, no ale czuć, że to co odgrywają jest w najlepszym wypadku słabą improwizacją.
A jakiś potencjał był w odwróceniu ról, ale nie poszli z tym na całość. Tym razem to Smith mógł piszczeć ze strachu, a nawrócony po zmartwychwstaniu Lawrence być niezniszczalnym kozakiem, co zwieńczone byłoby
Moim zdaniem nie ma tutaj dobrych scen akcji. Są porządnie przygotowane, ale źle nakręcone i zmontowane. Guzik widać, a od drona może się zakręcić w głowie. Totalny regres względem wybuchów i strzelanin poprzednika, a niby ta sama ekipa.
4/10
Cytat z Szaman data 11 czerwca, 2024, 21:50Ps. No dobra, była jedna dobra scena akcji, ta z awionetką. Jedna z niewielu w których było coś widać. Było też kilka naprawdę ładnych wybuchów. Tutaj montaż i praca kamery masakrują wysiłki.
Ps. No dobra, była jedna dobra scena akcji, ta z awionetką. Jedna z niewielu w których było coś widać. Było też kilka naprawdę ładnych wybuchów. Tutaj montaż i praca kamery masakrują wysiłki.
Cytat z Mierzwiak data 22 czerwca, 2024, 10:26The First Omen (Disney+)
Żałuję, że nie poszedłem do kina. Dobry, naprawdę solidny horror, niby skonstruowany w całości ze znanych już elementów (w tym twista oczywistego w zasadzie od początku filmu), ale zmiksowanych i podanych tak, że tworzą razem zaskakująco świeże danie. Bonusem jest pewna reżyseria i bardzo dobra strona wizualna, plus efektywnie użyty / dawkowany horror i makabra.
Nell Tiger Free przekonała mnie już do siebie w serialu Servant od Apple i tutaj jest równie dobra.
Mam tylko pewne wątpliwości co do zakończenia, które sugeruje kontynuację będącą alternatywą dla oryginalnego Omen, a być może nawet coś w rodzaju rebootu. No nie wiem, wiem na pewno, że w finale zabrakło odwagi by docisnąć pedał gazu do końca, byłem przekonany, że [spoiler title=""]dzieci zostały podmienione i podali Margaret dziewczynkę wiedząc, że będzie chciała je zabić. To byłoby bardzo dramatyczne, gdyby to zrobiła i okazałoby się, że dźgnęła skalpelem dziewczynkę a tym samym Antychryst przeżył [/spoiler]
The First Omen (Disney+)
Żałuję, że nie poszedłem do kina. Dobry, naprawdę solidny horror, niby skonstruowany w całości ze znanych już elementów (w tym twista oczywistego w zasadzie od początku filmu), ale zmiksowanych i podanych tak, że tworzą razem zaskakująco świeże danie. Bonusem jest pewna reżyseria i bardzo dobra strona wizualna, plus efektywnie użyty / dawkowany horror i makabra.
Nell Tiger Free przekonała mnie już do siebie w serialu Servant od Apple i tutaj jest równie dobra.
Mam tylko pewne wątpliwości co do zakończenia, które sugeruje kontynuację będącą alternatywą dla oryginalnego Omen, a być może nawet coś w rodzaju rebootu. No nie wiem, wiem na pewno, że w finale zabrakło odwagi by docisnąć pedał gazu do końca, byłem przekonany, że
Cytat z Janko data 23 czerwca, 2024, 19:45Do plusów dodam jak prequel dobrze podchodzi do pierwowzoru (Ineson jest podobny do aktora grającego Brennana w oryginale, zdjęcie Pecka). Są też niestety pewne nieścisłości jak chociażby wiedzę jako posiadł w tym filmie ojciec Brennan całkowicie zapomniał w filmie 1976 r., no i scena z odkryciem pewnego grobu w tymże filmie też nie zgadza się z tym co tu zostało przestawione.
Do plusów dodam jak prequel dobrze podchodzi do pierwowzoru (Ineson jest podobny do aktora grającego Brennana w oryginale, zdjęcie Pecka). Są też niestety pewne nieścisłości jak chociażby wiedzę jako posiadł w tym filmie ojciec Brennan całkowicie zapomniał w filmie 1976 r., no i scena z odkryciem pewnego grobu w tymże filmie też nie zgadza się z tym co tu zostało przestawione.
Cytat z robgordon data 28 czerwca, 2024, 22:20Kraj świętych i grzeszników
Liam Neeson znowu w akcji. Aczkolwiek w tym wypadku udało się wyjść poza schemat jego ostatnich produkcji i nakręcić całkiem sympatyczną rzecz. Liam gra zabójcę który planuje odejść na emeryturę. Oczywiście sprawa się komplikuje. Film ma sympatyczną, nostalgiczną aurę, piękne krajobrazy Irlandii, akcja dzieje się w bardzo fotogenicznych latach 70tych, a adwersarza Liama gra Kerry Condon, która wydaje się że nawet nie wyjeżdżała z planu Duchów Inisherin (zmieniła tylko stroje). Przyjemny, piątkowy seans (z pewnością jestem w mniejszości, ale przyjemniejszy niż wspomnianych Duchów).
7/10
Kraj świętych i grzeszników
Liam Neeson znowu w akcji. Aczkolwiek w tym wypadku udało się wyjść poza schemat jego ostatnich produkcji i nakręcić całkiem sympatyczną rzecz. Liam gra zabójcę który planuje odejść na emeryturę. Oczywiście sprawa się komplikuje. Film ma sympatyczną, nostalgiczną aurę, piękne krajobrazy Irlandii, akcja dzieje się w bardzo fotogenicznych latach 70tych, a adwersarza Liama gra Kerry Condon, która wydaje się że nawet nie wyjeżdżała z planu Duchów Inisherin (zmieniła tylko stroje). Przyjemny, piątkowy seans (z pewnością jestem w mniejszości, ale przyjemniejszy niż wspomnianych Duchów).
7/10
Cytat z Szaman data 30 czerwca, 2024, 12:18Cytat z Mierzwiak data czerwiec 22, 2024, 10:26The First Omen (Disney+)
Żałuję, że nie poszedłem do kina. Dobry, naprawdę solidny horror, niby skonstruowany w całości ze znanych już elementów (w tym twista oczywistego w zasadzie od początku filmu), ale zmiksowanych i podanych tak, że tworzą razem zaskakująco świeże danie. Bonusem jest pewna reżyseria i bardzo dobra strona wizualna, plus efektywnie użyty / dawkowany horror i makabra.
Nell Tiger Free przekonała mnie już do siebie w serialu Servant od Apple i tutaj jest równie dobra.
Mam tylko pewne wątpliwości co do zakończenia, które sugeruje kontynuację będącą alternatywą dla oryginalnego Omen, a być może nawet coś w rodzaju rebootu. No nie wiem, wiem na pewno, że w finale zabrakło odwagi by docisnąć pedał gazu do końca, byłem przekonany, że [spoiler title=""]dzieci zostały podmienione i podali Margaret dziewczynkę wiedząc, że będzie chciała je zabić. To byłoby bardzo dramatyczne, gdyby to zrobiła i okazałoby się, że dźgnęła skalpelem dziewczynkę a tym samym Antychryst przeżył [/spoiler]
Jestem pewien, że nakręcono również scenę ze spoilera, no ale trudno. Ta alternatywna nitka pozwalająca nakręcić pięć sequeli bez wpieprzania się w oryginalny Omen też jest spoko.
Podobało mi się. Szczególnie Tygrysica, bardzo sprawnie dawkowane makabra i obrzydliwości, oraz to jak na końcu
[spoiler title=""]
Potwór zupełnie nieoczekiwanie zaczyna budzić współczucie. Wcześniej czczony, okazuje się tylko narzędziem, bezwzględnie pozostawionym na pewną śmierć
[/spoiler]
Na minus- miało parę zadyszek, coś tam bym przyciął, coś przyśpieszył mimo wszystko. Tak z 10 minut mniej byłoby już mocno odczuwalne na plus.
Solidne 7/10.
Cytat z Mierzwiak data czerwiec 22, 2024, 10:26The First Omen (Disney+)
Żałuję, że nie poszedłem do kina. Dobry, naprawdę solidny horror, niby skonstruowany w całości ze znanych już elementów (w tym twista oczywistego w zasadzie od początku filmu), ale zmiksowanych i podanych tak, że tworzą razem zaskakująco świeże danie. Bonusem jest pewna reżyseria i bardzo dobra strona wizualna, plus efektywnie użyty / dawkowany horror i makabra.
Nell Tiger Free przekonała mnie już do siebie w serialu Servant od Apple i tutaj jest równie dobra.
Mam tylko pewne wątpliwości co do zakończenia, które sugeruje kontynuację będącą alternatywą dla oryginalnego Omen, a być może nawet coś w rodzaju rebootu. No nie wiem, wiem na pewno, że w finale zabrakło odwagi by docisnąć pedał gazu do końca, byłem przekonany, że
Spoilerdzieci zostały podmienione i podali Margaret dziewczynkę wiedząc, że będzie chciała je zabić. To byłoby bardzo dramatyczne, gdyby to zrobiła i okazałoby się, że dźgnęła skalpelem dziewczynkę a tym samym Antychryst przeżył
Jestem pewien, że nakręcono również scenę ze spoilera, no ale trudno. Ta alternatywna nitka pozwalająca nakręcić pięć sequeli bez wpieprzania się w oryginalny Omen też jest spoko.
Podobało mi się. Szczególnie Tygrysica, bardzo sprawnie dawkowane makabra i obrzydliwości, oraz to jak na końcu
Potwór zupełnie nieoczekiwanie zaczyna budzić współczucie. Wcześniej czczony, okazuje się tylko narzędziem, bezwzględnie pozostawionym na pewną śmierć
Na minus- miało parę zadyszek, coś tam bym przyciął, coś przyśpieszył mimo wszystko. Tak z 10 minut mniej byłoby już mocno odczuwalne na plus.
Solidne 7/10.
Cytat z Janko data 30 czerwca, 2024, 17:04Horizon: An American Saga - Chapter 1
Widać, że passion project Costnera miał korzenie w końcówce lat 80. film wygląda jakby żywcem wyjęty z lat 90. miedzy Tańczącego z wilkami a Wyatt Earp. Ja lubię taki oldschool, jednak dla większości to będzie mocno anachroniczny film. Nawet jednak ja, któremu się to podobało muszę przyznać że to bardziej trzy godzinny wstęp, który ma świetny początek z atakiem na obóz a później w sumie niewiele się dzieje (sam reżyser pojawia się dopiero po godzinie czasu trwania). Patrzę na ten projekt z niekłamanym podziwem (tak w ogóle przepiękne naturalne plenery) i czekam na rozwiniecie za 2 miesiące. Na zapowiadaną 3 i 4 część raczej nie ma co liczyć, chyba że Kevin teraz zastawi swoje nerki.
Horizon: An American Saga - Chapter 1
Widać, że passion project Costnera miał korzenie w końcówce lat 80. film wygląda jakby żywcem wyjęty z lat 90. miedzy Tańczącego z wilkami a Wyatt Earp. Ja lubię taki oldschool, jednak dla większości to będzie mocno anachroniczny film. Nawet jednak ja, któremu się to podobało muszę przyznać że to bardziej trzy godzinny wstęp, który ma świetny początek z atakiem na obóz a później w sumie niewiele się dzieje (sam reżyser pojawia się dopiero po godzinie czasu trwania). Patrzę na ten projekt z niekłamanym podziwem (tak w ogóle przepiękne naturalne plenery) i czekam na rozwiniecie za 2 miesiące. Na zapowiadaną 3 i 4 część raczej nie ma co liczyć, chyba że Kevin teraz zastawi swoje nerki.
Cytat z Szaman data 3 lipca, 2024, 17:04Beverly Hills Cop: Axel F (2024)
Tak, mogłoby to wszystko być zabawniejsze (oj, ale ze dwa razy się uśmiechnąłem), dynamiczniejsze, a sceny akcji zmontowane z większym pomysłem. Ale to absolutnie nienachalny sequel. Nie ma ani wdzięczenia się nostalgią, czy powtarzania scen i dialogów. Chyba, wybaczcie, aż tak nie pamiętam serii, ale przynajmniej cały czas miałem wrażenie, że to oddzielna fabuła. Bohaterowie przeszli swoją drogę, ale zachowują się w sposób zupełnie wiarygodny, żaden z nich nie jest na siłę odmieniony tylko dlatego aby starym fanom nie siedziało się zbyt wygodnie w fotelu.
Ma też w sobie coś takiego, że pod względem prowadzenia fabuły, montażu, świata wokół bohaterów spokojnie uwierzyłbym, że to sequel z 1999 roku. Jest w nim odrobina staroświeckości. Nawet Bacon jest po prostu zły i chciwy, cały czas uśmiechając się z powodu tego, że jest zły i chciwy. Levitt strzela zawsze celnie, a córka-prawnik nie powala tony przeciwników dzięki weekendowym lekcjom aikido. O współczesnych napięciach społecznych są tylko dwa gagi, pomyślałem o tym, bo ostatnia komedia Murphy'ego dla Netflixa cała była o współczesnych napięciach społecznych. Tylko ta absolutnie netflixowa strona wizualna, trudno, nie można mieć wszystkiego.
Na minus:
- koszmarny epizod Bronsona Pinchota w roli zniewieściałego geja (?), artysty (?). Prawdopodobnie był taki sam w poprzednich częściach, ale mój umysł zupełnie wyparł jego postać
- widać, że Reinhold i Ashton grają mało lub rzadko, ale można przymknąć na to oko. Scenarzysta nie chce im przynieść wstydu, wiec dostaliśmy mimo wszystko ładny powrót. Moim zdaniem w zdecydowanie najlepszej formie był Reiser.
- na koniec są dwie sceny dokładnie o tym samym i wcale nie pozostawiają widza z uczuciem, że obejrzał niesamowicie zabawny film. Nawet jedna z nich kończy się tym, że bohaterowie przechodzą przez ulicę, a kamera od nich odjeżdża, w każdym filmie z lat 80-tych wjechałyby już napisy.
6/10
Beverly Hills Cop: Axel F (2024)
Tak, mogłoby to wszystko być zabawniejsze (oj, ale ze dwa razy się uśmiechnąłem), dynamiczniejsze, a sceny akcji zmontowane z większym pomysłem. Ale to absolutnie nienachalny sequel. Nie ma ani wdzięczenia się nostalgią, czy powtarzania scen i dialogów. Chyba, wybaczcie, aż tak nie pamiętam serii, ale przynajmniej cały czas miałem wrażenie, że to oddzielna fabuła. Bohaterowie przeszli swoją drogę, ale zachowują się w sposób zupełnie wiarygodny, żaden z nich nie jest na siłę odmieniony tylko dlatego aby starym fanom nie siedziało się zbyt wygodnie w fotelu.
Ma też w sobie coś takiego, że pod względem prowadzenia fabuły, montażu, świata wokół bohaterów spokojnie uwierzyłbym, że to sequel z 1999 roku. Jest w nim odrobina staroświeckości. Nawet Bacon jest po prostu zły i chciwy, cały czas uśmiechając się z powodu tego, że jest zły i chciwy. Levitt strzela zawsze celnie, a córka-prawnik nie powala tony przeciwników dzięki weekendowym lekcjom aikido. O współczesnych napięciach społecznych są tylko dwa gagi, pomyślałem o tym, bo ostatnia komedia Murphy'ego dla Netflixa cała była o współczesnych napięciach społecznych. Tylko ta absolutnie netflixowa strona wizualna, trudno, nie można mieć wszystkiego.
Na minus:
- koszmarny epizod Bronsona Pinchota w roli zniewieściałego geja (?), artysty (?). Prawdopodobnie był taki sam w poprzednich częściach, ale mój umysł zupełnie wyparł jego postać
- widać, że Reinhold i Ashton grają mało lub rzadko, ale można przymknąć na to oko. Scenarzysta nie chce im przynieść wstydu, wiec dostaliśmy mimo wszystko ładny powrót. Moim zdaniem w zdecydowanie najlepszej formie był Reiser.
- na koniec są dwie sceny dokładnie o tym samym i wcale nie pozostawiają widza z uczuciem, że obejrzał niesamowicie zabawny film. Nawet jedna z nich kończy się tym, że bohaterowie przechodzą przez ulicę, a kamera od nich odjeżdża, w każdym filmie z lat 80-tych wjechałyby już napisy.
6/10
Cytat z Szaman data 3 lipca, 2024, 17:22Jay lepiej ujął to wokół czego się napociłem 🙂 I ma sporo racji, ale potem odpuszczają z muzyczką. Chodziło pewnie po prostu o wprowadzenie widza w odpowiedni nastrój.
https://twitter.com/JayBauman1/status/1808536414893596955
Jay lepiej ujął to wokół czego się napociłem 🙂 I ma sporo racji, ale potem odpuszczają z muzyczką. Chodziło pewnie po prostu o wprowadzenie widza w odpowiedni nastrój.
The new Beverly Hills Cop is pretty decent. Nothing amazing but it's fun. The interesting part to me though is that it mostly just feels like a normal sequel and isn't filled with nonstop callbacks and references like a lot of modern sequels to older movies are EXCEPT... (1/3)
— Jay Bauman (@JayBauman1) July 3, 2024
Cytat z Szaman data 6 lipca, 2024, 18:31Maxxxine (2024)
Ti West powrócił do bycia Ti Westem. Pearl trafiła się jak ślepej kurze ziarno, można się rozejść. Tak najkrócej można podsumować to co obejrzałem.
Nie jest tak źle, mamy już Westa w mainstreamie, więc oprócz miłej stylizacji przewijają się drogie piosenki, aktorzy z niezłą dniówką, a wszystko jest doprawione kilkoma scenami gore jak z podziemia. Tylko Mia mu gdzieś zniknęła, bo moim zdaniem nie ma już do powiedzenia niczego o jej postaci.
Jest parę lepszych scen (klucze, pierwsze minuty, w sumie wszystkie z oślizglym Baconem), ale nieudany trzeci akt pozostawia niesmak. Nie totalna B-klasowość jest jego problemem, bo wiadomo co wyświetlają przed oczami od ponad godziny, ale to jak koszmarnie jest to zagrane i wyreżyserowane. A potem jakby ze wstydem film zwija manatki i ucieka do domu, a wspaniały hit z lat 80-tych unosi się w atmosferze nic nieznaczącego pierdnięcia.
6/10 za Mię i Kevina, jak ktoś da znacznie mniej, to nie mam ochoty tego nawet bronić.
Maxxxine (2024)
Ti West powrócił do bycia Ti Westem. Pearl trafiła się jak ślepej kurze ziarno, można się rozejść. Tak najkrócej można podsumować to co obejrzałem.
Nie jest tak źle, mamy już Westa w mainstreamie, więc oprócz miłej stylizacji przewijają się drogie piosenki, aktorzy z niezłą dniówką, a wszystko jest doprawione kilkoma scenami gore jak z podziemia. Tylko Mia mu gdzieś zniknęła, bo moim zdaniem nie ma już do powiedzenia niczego o jej postaci.
Jest parę lepszych scen (klucze, pierwsze minuty, w sumie wszystkie z oślizglym Baconem), ale nieudany trzeci akt pozostawia niesmak. Nie totalna B-klasowość jest jego problemem, bo wiadomo co wyświetlają przed oczami od ponad godziny, ale to jak koszmarnie jest to zagrane i wyreżyserowane. A potem jakby ze wstydem film zwija manatki i ucieka do domu, a wspaniały hit z lat 80-tych unosi się w atmosferze nic nieznaczącego pierdnięcia.
6/10 za Mię i Kevina, jak ktoś da znacznie mniej, to nie mam ochoty tego nawet bronić.
Cytat z Szaman data 8 lipca, 2024, 18:24Boy Kills World (2024)
Siedzę i drapię się po głowie, taki to dziwny film. Totalnie zamordowano go łopatą z podnieconego, puszczającego puste bańki oczywistości, kung fu narratora. Ale dla kogoś kto czuje azjatyckie klimaty może to być bardziej znośne. Jest kiczowato, kolorowo, a krew leje się strumieniami w całkiem przyjemnych i lekkich dla oka choreografiach walk. Jedna z postaci walczy i kręci fikołki w japonkach, taki to film, takie jego podsumowanie.
Jednak coś czuję, że może zyskać kultowy status jeśli tylko ktoś wywali tego debilnego, absolutnie niepotrzebnego narratora. Podobno w Toronto był nim osobiście Skarsgard, ale i tak jest on zupełnie zbędny.
5/10 (?)
Boy Kills World (2024)
Siedzę i drapię się po głowie, taki to dziwny film. Totalnie zamordowano go łopatą z podnieconego, puszczającego puste bańki oczywistości, kung fu narratora. Ale dla kogoś kto czuje azjatyckie klimaty może to być bardziej znośne. Jest kiczowato, kolorowo, a krew leje się strumieniami w całkiem przyjemnych i lekkich dla oka choreografiach walk. Jedna z postaci walczy i kręci fikołki w japonkach, taki to film, takie jego podsumowanie.
Jednak coś czuję, że może zyskać kultowy status jeśli tylko ktoś wywali tego debilnego, absolutnie niepotrzebnego narratora. Podobno w Toronto był nim osobiście Skarsgard, ale i tak jest on zupełnie zbędny.
5/10 (?)
Cytat z Mierzwiak data 10 lipca, 2024, 07:27Talk To Me (Prime)
Niezły, na pewno czołówka współczesnych horrorów, choć zachwyty, nie inaczej, mocno przesadzone. Bracia Philippou muszą się jeszcze sporo nauczyć o reżyserii, logice czy spójności, bo sporo tu dziur, wygodnych niedopowiedzeń i uproszczeń, bo np. policja pojawia się na trzy sekundy i znika, a scena z psem czy późniejsza ze stopą należą do jakiegoś innego filmu i nie powinny się tu w ogóle znaleźć. Są też problemy z utrzymaniem napięcia / atmosfery (która sama w sobie nie jest jakoś szczególnie niepokojąca), pod koniec dość mocno się to rozłazi, ale bardzo dobre zakończenie zostawia po sobie jak najbardziej pozytywne wrażenie.
Talk To Me (Prime)
Niezły, na pewno czołówka współczesnych horrorów, choć zachwyty, nie inaczej, mocno przesadzone. Bracia Philippou muszą się jeszcze sporo nauczyć o reżyserii, logice czy spójności, bo sporo tu dziur, wygodnych niedopowiedzeń i uproszczeń, bo np. policja pojawia się na trzy sekundy i znika, a scena z psem czy późniejsza ze stopą należą do jakiegoś innego filmu i nie powinny się tu w ogóle znaleźć. Są też problemy z utrzymaniem napięcia / atmosfery (która sama w sobie nie jest jakoś szczególnie niepokojąca), pod koniec dość mocno się to rozłazi, ale bardzo dobre zakończenie zostawia po sobie jak najbardziej pozytywne wrażenie.
Cytat z Szaman data 12 lipca, 2024, 19:24Longlegs (2024)
Jest całkiem niezły w zabawę w ponuractwo i dziwactwo, ale gdzieś tak od połowy czar pryska, bo jako widz zacząłem czuć się coraz pewniej wraz z odkrywaniem kolejnych kart. Pod nimi znajdowały się już głównie znajome klisze, schematy i rozwiązania fabularne. Od młodego Perkinsa widziałem tylko "Zło we mnie" i muszę przyznać, że wyciągnął właściwe wnioski, Longlegs jest dużo żwawsze przy równie prostej fabule. Niestety za dużo tutaj jump scare'ow, działa to rewelacyjnie za pierwszym razem, potem już męczy. Miało być ambitnie, a za często używana jest sztuczka z hałasującym cięciem montażowym, bo hałasują nożyczki, a nie potwór, czy nasz psychopatyczny Cage.
Nie zachwycił mnie Klatka, bardzo, ale to bardzo szarżuje. Robi wrażenie do momentu gdy pokazują go częściowo, w lustrach, w szybkich cięciach, z połową twarzy. Nie jest tak różowo gdy przychodzi ta chwila kiedy trzeba w końcu coś zagrać. Ma też jedną scenę która absolutnie powinna wylądować na stole montażowym, a która zupełnie odziera go ze złowieszczej godności.
[spoiler title=""]
Ekspedientka w sklepie spożywczym traktuje go w zupełnie olewczy sposób, woła ojca, że znowu przyszedł ten miejscowy dziwak. Cage, symbol zła nawiedzającego szczęśliwe, podmiejskie rodziny zostaje potraktowany jak śmierdzący żul, a pani za ladą jest bardziej przerażona minusem na kasie na koniec dnia. Tragiczna pomyłka reżyserska.
[/spoiler]
Zresztą ten cały złowieszczy surrealizm zostaje utopiony w dość standardowej, drugiej połowie i fatalnej ostatniej scenie, która bierze cały film w nawias (jakby wcześniej nie było z tym problemów!) i zostawia znowu z montażowym niesmakiem.
Czy Nicolas będzie śnił mi się po nocach?
[spoiler title=""]
Nie, tak samo nie śni mi się Rurka po nocach. Biorę w nawias, bo chyba do końca ukrywali charakteryzację Cage'a. Po prostu przerobili go na Mickey Rourke'a.
[/spoiler]
7/10, jest solidnie i w sumie tyle. Wiem, wiem, że to całe ponuractwo, senne koszmary itp to sprytna kampania reklamowa. Jednak nie jest to pusta zagrywka, bo film swoje potrafi i ma do tego odpowiednie sceny. Ale przyznam, że czułem większy niepokój na Smile, gdzie sytuacja pani Bacon naprawdę chwytała za gardło (wiem, że to raczej niepopularna opinia, bo to tylko odtwórczy produkt wielkiej wytwórni), oraz np. przy Hereditary.
Longlegs (2024)
Jest całkiem niezły w zabawę w ponuractwo i dziwactwo, ale gdzieś tak od połowy czar pryska, bo jako widz zacząłem czuć się coraz pewniej wraz z odkrywaniem kolejnych kart. Pod nimi znajdowały się już głównie znajome klisze, schematy i rozwiązania fabularne. Od młodego Perkinsa widziałem tylko "Zło we mnie" i muszę przyznać, że wyciągnął właściwe wnioski, Longlegs jest dużo żwawsze przy równie prostej fabule. Niestety za dużo tutaj jump scare'ow, działa to rewelacyjnie za pierwszym razem, potem już męczy. Miało być ambitnie, a za często używana jest sztuczka z hałasującym cięciem montażowym, bo hałasują nożyczki, a nie potwór, czy nasz psychopatyczny Cage.
Nie zachwycił mnie Klatka, bardzo, ale to bardzo szarżuje. Robi wrażenie do momentu gdy pokazują go częściowo, w lustrach, w szybkich cięciach, z połową twarzy. Nie jest tak różowo gdy przychodzi ta chwila kiedy trzeba w końcu coś zagrać. Ma też jedną scenę która absolutnie powinna wylądować na stole montażowym, a która zupełnie odziera go ze złowieszczej godności.
Ekspedientka w sklepie spożywczym traktuje go w zupełnie olewczy sposób, woła ojca, że znowu przyszedł ten miejscowy dziwak. Cage, symbol zła nawiedzającego szczęśliwe, podmiejskie rodziny zostaje potraktowany jak śmierdzący żul, a pani za ladą jest bardziej przerażona minusem na kasie na koniec dnia. Tragiczna pomyłka reżyserska.
Zresztą ten cały złowieszczy surrealizm zostaje utopiony w dość standardowej, drugiej połowie i fatalnej ostatniej scenie, która bierze cały film w nawias (jakby wcześniej nie było z tym problemów!) i zostawia znowu z montażowym niesmakiem.
Czy Nicolas będzie śnił mi się po nocach?
Nie, tak samo nie śni mi się Rurka po nocach. Biorę w nawias, bo chyba do końca ukrywali charakteryzację Cage'a. Po prostu przerobili go na Mickey Rourke'a.
7/10, jest solidnie i w sumie tyle. Wiem, wiem, że to całe ponuractwo, senne koszmary itp to sprytna kampania reklamowa. Jednak nie jest to pusta zagrywka, bo film swoje potrafi i ma do tego odpowiednie sceny. Ale przyznam, że czułem większy niepokój na Smile, gdzie sytuacja pani Bacon naprawdę chwytała za gardło (wiem, że to raczej niepopularna opinia, bo to tylko odtwórczy produkt wielkiej wytwórni), oraz np. przy Hereditary.
Cytat z Mierzwiak data 12 lipca, 2024, 21:35Do MaXXXine mnie zniechęciłeś, ale tutaj seans obowiązkowy. Idę w niedzielę.
Zainspirowany ostatnimi upałami (i przy okazji 20. rocznicą) postanowiłem poczuć nieco ekranowego chłodu i sięgnąłem po powtórkę The Day After Tomorrow na Disney+.
Coś tam kiedyś narzekałem, na typowy wątek naukowca którego nikt nie słucha a którego przewidywania spełniają się godzinę później, na wątek rozdzielonej rodziny, na to i na tamto. W sumie mógłbym to zrobić i teraz, ale jednocześnie nie mogę nie pochwalić tego, jak stonowane, prostolinijne a przy tym po prostu porządne i kompetentne jest to kino katastroficzne.
Nie ma tu postaci-karykatur, które prześcigają się w irytowaniu widza swoim zachowaniem / osobowością / grą aktorów / żarcikami, a stawka i zagrożenie są realne, odczuwalne. Zwykłe wyjście z biblioteki po penicylinę jest tu kwestią życia i śmierci podczas gdy w takim 2012 ucieczka przed dosłownie rozpadającym się Los Angeles przypomina wirtualny park rozrywki, przejażdżkę na kolejce górskiej z aktorami drącymi ryja i robiącymi idiotyczne miny. Co się stało z tamtym Emmerichem?
Hollywood Reporter jojczy na to, że współczesne kino nie mówi nic o zmianach klimatu, tymczasem 20 lat temu dostaliśmy film katastroficzny dosłownie o tym i tego skutkach. Bonusik: nowa rzeczywistość migracyjna i miliony Amerykanów szturmujący granicę z Meksykiem w poszukiwaniu nowego domu.
Do MaXXXine mnie zniechęciłeś, ale tutaj seans obowiązkowy. Idę w niedzielę.
Zainspirowany ostatnimi upałami (i przy okazji 20. rocznicą) postanowiłem poczuć nieco ekranowego chłodu i sięgnąłem po powtórkę The Day After Tomorrow na Disney+.
Coś tam kiedyś narzekałem, na typowy wątek naukowca którego nikt nie słucha a którego przewidywania spełniają się godzinę później, na wątek rozdzielonej rodziny, na to i na tamto. W sumie mógłbym to zrobić i teraz, ale jednocześnie nie mogę nie pochwalić tego, jak stonowane, prostolinijne a przy tym po prostu porządne i kompetentne jest to kino katastroficzne.
Nie ma tu postaci-karykatur, które prześcigają się w irytowaniu widza swoim zachowaniem / osobowością / grą aktorów / żarcikami, a stawka i zagrożenie są realne, odczuwalne. Zwykłe wyjście z biblioteki po penicylinę jest tu kwestią życia i śmierci podczas gdy w takim 2012 ucieczka przed dosłownie rozpadającym się Los Angeles przypomina wirtualny park rozrywki, przejażdżkę na kolejce górskiej z aktorami drącymi ryja i robiącymi idiotyczne miny. Co się stało z tamtym Emmerichem?
Hollywood Reporter jojczy na to, że współczesne kino nie mówi nic o zmianach klimatu, tymczasem 20 lat temu dostaliśmy film katastroficzny dosłownie o tym i tego skutkach. Bonusik: nowa rzeczywistość migracyjna i miliony Amerykanów szturmujący granicę z Meksykiem w poszukiwaniu nowego domu.
Cytat z Szaman data 12 lipca, 2024, 21:42W sumie szkoda. Zniechęcanie do kina nie jest moją misją, a zawsze fajnie domknąć trylogię.
W sumie szkoda. Zniechęcanie do kina nie jest moją misją, a zawsze fajnie domknąć trylogię.
Cytat z Janko data 12 lipca, 2024, 23:50Longlegs (2024)
W sumie mniej więcej zgadzam się z Szamanem. Ja z Perkinsa widziałem tylko Małgosię i Jasia i też widzę poprawę. Perkins dobrze dozuje klimat, gorzej ze scenariuszem który po ustawieniu wszystkiego do kupy nie ma tu niczego bardzo zaskakującego i szokującego. Cage dla mnie spoko, jest w odpowiedniej trochę szarżowanej dawce.
[spoiler title=""]
Dla mnie przypominał pojechaną wersje Marlona Brando z Wyspy doktora Moreau, a to był ddość przerażający widok he, he
[/spoiler]
Longlegs (2024)
W sumie mniej więcej zgadzam się z Szamanem. Ja z Perkinsa widziałem tylko Małgosię i Jasia i też widzę poprawę. Perkins dobrze dozuje klimat, gorzej ze scenariuszem który po ustawieniu wszystkiego do kupy nie ma tu niczego bardzo zaskakującego i szokującego. Cage dla mnie spoko, jest w odpowiedniej trochę szarżowanej dawce.
Dla mnie przypominał pojechaną wersje Marlona Brando z Wyspy doktora Moreau, a to był ddość przerażający widok he, he
Cytat z robgordon data 13 lipca, 2024, 10:58Rachel wychodzi za mąż
Pierwszy raz podszedłem do tego filmu z jakieś 10 lat temu. Wyłączyłem gdzieś po pół godzinie, wkurzony na znerwicowaną Anne i kamerę z ręki. Wczoraj dałem im drugą szansę.
Tym razem wrażenia mam dużo lepsze. To dobre, klasyczne wręcz indie kino (choć reżyserem twórca Milczenia owiec i Filadelfii) o relacjach rodzinnych, ze świetnymi rolami Anne Hathaway i Rosemarie DeWitt (reszta stanowi tło, choć zawsze miło zobaczyć rzadko widywaną Debrę Winger). Historia opiera się raczej na dialogach i podskórnym napięciu wywołanym przez tragedię której sprawczynią była główna bohaterka, niż na fabularnych fikołkach (nawet obowiązkowe i spodziewane katharsis jest nieco stonowane). Jest jednak poprowadzona sprawną ręką, więc nie nudzi ani chwilę.
Ciekawie się ten film ogląda z dzisiejszej perspektywy, ze względu na nienachalną multikulturowość społeczności, która jest nienazwanym, ale istotnym bohaterem tej opowieści. Czego tu nie ma. Ślub bierze biała kobieta z czarnoskórym mężczyzną, co oczywiście dziś nikogo nie dziwi. Ale impreza przedweselna odbywa się w rosyjskiej knajpie (na ścianach masa ikon), wesele jest stylu hinduskim, przygrywa kapela indie rocka, a na imprezie weselnej pojawiają się tancerki wprost jakby z karnawału w Rio. I wszystko to wydaje się naturalne, nikogo nie szokuje, nie zastanawia.
PS. Ciekawostka. Jako jednego z głównych aktorów filmu IMDb wskazuje Sebastiana Stana, ale ten pojawia się na samym początku ledwo na kilkanaście sekund.
Rachel wychodzi za mąż
Pierwszy raz podszedłem do tego filmu z jakieś 10 lat temu. Wyłączyłem gdzieś po pół godzinie, wkurzony na znerwicowaną Anne i kamerę z ręki. Wczoraj dałem im drugą szansę.
Tym razem wrażenia mam dużo lepsze. To dobre, klasyczne wręcz indie kino (choć reżyserem twórca Milczenia owiec i Filadelfii) o relacjach rodzinnych, ze świetnymi rolami Anne Hathaway i Rosemarie DeWitt (reszta stanowi tło, choć zawsze miło zobaczyć rzadko widywaną Debrę Winger). Historia opiera się raczej na dialogach i podskórnym napięciu wywołanym przez tragedię której sprawczynią była główna bohaterka, niż na fabularnych fikołkach (nawet obowiązkowe i spodziewane katharsis jest nieco stonowane). Jest jednak poprowadzona sprawną ręką, więc nie nudzi ani chwilę.
Ciekawie się ten film ogląda z dzisiejszej perspektywy, ze względu na nienachalną multikulturowość społeczności, która jest nienazwanym, ale istotnym bohaterem tej opowieści. Czego tu nie ma. Ślub bierze biała kobieta z czarnoskórym mężczyzną, co oczywiście dziś nikogo nie dziwi. Ale impreza przedweselna odbywa się w rosyjskiej knajpie (na ścianach masa ikon), wesele jest stylu hinduskim, przygrywa kapela indie rocka, a na imprezie weselnej pojawiają się tancerki wprost jakby z karnawału w Rio. I wszystko to wydaje się naturalne, nikogo nie szokuje, nie zastanawia.
PS. Ciekawostka. Jako jednego z głównych aktorów filmu IMDb wskazuje Sebastiana Stana, ale ten pojawia się na samym początku ledwo na kilkanaście sekund.
