Opinie o filmach
Cytat z Marek Pilarski data 21 lipca, 2024, 11:42Seans Twisters był przyjemny, ale wydaje mi się, że scenariusz był za bardzo rozwodniowny, tak jakby przeszedł kilka przeróbek. I jakoś zabrakło mi ostrości w wielu momentach. Być może to też kwestia tego, że rozpoczęto kilka wątków, które ani nie są jakoś specjalnie dobrze rozwinięte, ani odpowednio dobrze zakończone. Denerwowało mnie też miejscami za dużo cięć, za dużo chaotycznych ruchów kamery. Rozumiem, że próbowali stworzyć poczucie zagrożenia i wciągnąć widza w wir akcji, ale jak dla mnie było tego za dużo i niekiedy po prostu ciężko się to oglądało. Zabrakło mi chyba też nieco dłuższych statycznych ujęć tornad, żeby na szerokim planie zobaczyć przez moment ich skalę, i żeby móc na chwilę zawiesić na nich oko. Bo moim zdaniem wyglądały one bardzo dobrze, pod względem efektów specjalnych film dowiózł, choć pod koniec akcja w miasteczku jednak dość mocno waliła green screenem. I właśnie ona moim zdaniem również zbyt szybko się rozegrała i mogła być dużo lepiej rozpisana.
Seans Twisters był przyjemny, ale wydaje mi się, że scenariusz był za bardzo rozwodniowny, tak jakby przeszedł kilka przeróbek. I jakoś zabrakło mi ostrości w wielu momentach. Być może to też kwestia tego, że rozpoczęto kilka wątków, które ani nie są jakoś specjalnie dobrze rozwinięte, ani odpowednio dobrze zakończone. Denerwowało mnie też miejscami za dużo cięć, za dużo chaotycznych ruchów kamery. Rozumiem, że próbowali stworzyć poczucie zagrożenia i wciągnąć widza w wir akcji, ale jak dla mnie było tego za dużo i niekiedy po prostu ciężko się to oglądało. Zabrakło mi chyba też nieco dłuższych statycznych ujęć tornad, żeby na szerokim planie zobaczyć przez moment ich skalę, i żeby móc na chwilę zawiesić na nich oko. Bo moim zdaniem wyglądały one bardzo dobrze, pod względem efektów specjalnych film dowiózł, choć pod koniec akcja w miasteczku jednak dość mocno waliła green screenem. I właśnie ona moim zdaniem również zbyt szybko się rozegrała i mogła być dużo lepiej rozpisana.
Cytat z Mierzwiak data 21 lipca, 2024, 20:21Cytat z Marek Pilarski data lipiec 21, 2024, 11:42Być może to też kwestia tego, że rozpoczęto kilka wątków, które ani nie są jakoś specjalnie dobrze rozwinięte, ani odpowednio dobrze zakończone.
Chyba "najlepszy" jest wątek tego złego, żerującego na ludzkiej tragedii developera (?) dla którego pracuje Javi, ale później nagle stwierdza, że odszedł, więc problem rozwiązany? 🙂
6 Underground
Ach, hollywoodzki fetysz rozprawiania się z fikcyjnymi dyktatorami fikcyjnych państw!
Miałem w ogóle tego nie oglądać, ale naszła mnie ochota na coś głupiego no i się nie zawiodłem. Co tu dużo mówić? Czysty Bay, na dobre i na złe i nie chce mi się za bardzo rozpisywać o tym drugim, więc powiem tylko, że już wiem czemu ludzie nie poszli do kina na Ambulans; po co mieliby, skoro poprzednim razem dostali od Baya coś takiego?
Na dokładkę są jeszcze tanie mądrości płynące z ust okropnego i okropnie nieśmiesznego Reynoldsa.
Wygląda to jednak ekstra, bo Bay wciąż ma oko do akcji i scenografii; każda lokacja jest w jakiś sposób ciekawa, a cała sekwencja w Hong Kongu pieści oczy.
Cytat z Marek Pilarski data lipiec 21, 2024, 11:42Być może to też kwestia tego, że rozpoczęto kilka wątków, które ani nie są jakoś specjalnie dobrze rozwinięte, ani odpowednio dobrze zakończone.
Chyba "najlepszy" jest wątek tego złego, żerującego na ludzkiej tragedii developera (?) dla którego pracuje Javi, ale później nagle stwierdza, że odszedł, więc problem rozwiązany? 🙂
6 Underground
Ach, hollywoodzki fetysz rozprawiania się z fikcyjnymi dyktatorami fikcyjnych państw!
Miałem w ogóle tego nie oglądać, ale naszła mnie ochota na coś głupiego no i się nie zawiodłem. Co tu dużo mówić? Czysty Bay, na dobre i na złe i nie chce mi się za bardzo rozpisywać o tym drugim, więc powiem tylko, że już wiem czemu ludzie nie poszli do kina na Ambulans; po co mieliby, skoro poprzednim razem dostali od Baya coś takiego?
Na dokładkę są jeszcze tanie mądrości płynące z ust okropnego i okropnie nieśmiesznego Reynoldsa.
Wygląda to jednak ekstra, bo Bay wciąż ma oko do akcji i scenografii; każda lokacja jest w jakiś sposób ciekawa, a cała sekwencja w Hong Kongu pieści oczy.
Cytat z Szaman data 21 lipca, 2024, 20:27Straszny film, same okropne wspomnienia. Często mówi się o jakimś reżyserze, że się skończył, tak jak kiedyś tam skończyła się Metallica. Dla mnie naprawdę Bay się skończył i dotarł do ściany, jestem zmęczony na samą myśl, że miałbym oglądać Ambulans. Był kiedyś Ambulans z Ericiem Robertsem i Stanem Lee, już wolałbym ten Ambulans obejrzeć kolejny raz. Albo "Noc w bezbożnym domu 3", czy innego kaseciaka. Aby nie Baya 🙂
Straszny film, same okropne wspomnienia. Często mówi się o jakimś reżyserze, że się skończył, tak jak kiedyś tam skończyła się Metallica. Dla mnie naprawdę Bay się skończył i dotarł do ściany, jestem zmęczony na samą myśl, że miałbym oglądać Ambulans. Był kiedyś Ambulans z Ericiem Robertsem i Stanem Lee, już wolałbym ten Ambulans obejrzeć kolejny raz. Albo "Noc w bezbożnym domu 3", czy innego kaseciaka. Aby nie Baya 🙂
Cytat z Mierzwiak data 21 lipca, 2024, 20:32Upieram się, że Ambulans to bardzo dobry film, który warto obejrzeć chociażby dla zdjęć.
Upieram się, że Ambulans to bardzo dobry film, który warto obejrzeć chociażby dla zdjęć.
Cytat z robgordon data 21 lipca, 2024, 21:11Cytat z Mierzwiak data lipiec 21, 2024, 20:32Upieram się, że Ambulans to bardzo dobry film, który warto obejrzeć chociażby dla zdjęć.
Z tym „bardzo” to Cię poniosło 😉 Ale to lepsza rzecz niż 6U. Może też dlatego, że to remake norweskiego filmu, więc oparty jest na historii, która musiała ponieść dzieło o wielokrotnie mniejszym budżecie.
Cytat z Mierzwiak data lipiec 21, 2024, 20:32Upieram się, że Ambulans to bardzo dobry film, który warto obejrzeć chociażby dla zdjęć.
Z tym „bardzo” to Cię poniosło 😉 Ale to lepsza rzecz niż 6U. Może też dlatego, że to remake norweskiego filmu, więc oparty jest na historii, która musiała ponieść dzieło o wielokrotnie mniejszym budżecie.
Cytat z Janko data 21 lipca, 2024, 22:00Duńskiego, jest na Netfliksie polecam dla porównania obejrzeć tym bardziej, że dość krótki
Duńskiego, jest na Netfliksie polecam dla porównania obejrzeć tym bardziej, że dość krótki
Cytat z robgordon data 24 lipca, 2024, 18:19Cytat z Mierzwiak data lipiec 19, 2024, 21:28No Hard Feelings (Max)
Brakowało mi takiej komedii romantycznej, niemal staroświeckiej w swej prostolinijności, a jednocześnie zakotwiczonej we współczesniści i opartej na całkiem zgrabnym pomyśle wyjściowym. Oczywiście pod koniec coś musi naszą dwójkę poróżnić, ale to w sumie jedyna rom comowa klisza, bo zakończenie jest nie tyle słodko-gorzkie, co wychodzące poza schemat i bardziej realistyczne niż filmowo przesłodzone.
Lawrence przypomniała mi czemu jest jedną z moich ulubionych aktorek ale nie byłby to tak udany film gdyby nie miała równego sobie partnera w postaci świetnego Andrew Bartha Feldmana.
Polecam, choć widzę że opinie są dość podzielone.
Miałem podobne odczucia (film widziałem na VOD, ale wcześniej, chyba zapłaciłem extra). Lubię, gdy komedia romantyczna jest tak naprawdę filmem obyczajowym z elementami komediowymi i romantycznymi. Dziś takiego kina (prawie) się już nie robi. Pewnie dlatego, że raczej przepada w BO. Pamiętam że wahałem się między 6 a 7. Ale seans wspominam przyjemnie.
Cytat z Mierzwiak data lipiec 19, 2024, 21:28No Hard Feelings (Max)
Brakowało mi takiej komedii romantycznej, niemal staroświeckiej w swej prostolinijności, a jednocześnie zakotwiczonej we współczesniści i opartej na całkiem zgrabnym pomyśle wyjściowym. Oczywiście pod koniec coś musi naszą dwójkę poróżnić, ale to w sumie jedyna rom comowa klisza, bo zakończenie jest nie tyle słodko-gorzkie, co wychodzące poza schemat i bardziej realistyczne niż filmowo przesłodzone.
Lawrence przypomniała mi czemu jest jedną z moich ulubionych aktorek ale nie byłby to tak udany film gdyby nie miała równego sobie partnera w postaci świetnego Andrew Bartha Feldmana.
Polecam, choć widzę że opinie są dość podzielone.
Miałem podobne odczucia (film widziałem na VOD, ale wcześniej, chyba zapłaciłem extra). Lubię, gdy komedia romantyczna jest tak naprawdę filmem obyczajowym z elementami komediowymi i romantycznymi. Dziś takiego kina (prawie) się już nie robi. Pewnie dlatego, że raczej przepada w BO. Pamiętam że wahałem się między 6 a 7. Ale seans wspominam przyjemnie.
Cytat z Mierzwiak data 28 lipca, 2024, 10:49Another Round (Max)
Świetnie zagrany, przede wszystkim przez Mikkelsena który ma w sobie coś takiego że z jednej strony może być powalającym charyzmą przeciwnikiem Bonda, a z drugiej w pełni wiarygodnym everymanem zmagającym się z życiowym kryzysem.
Motyw alkoholowego eksperymentu auatrakcyjnił całość, ale później wkraczamy już na znaną ścieżkę wyznaczoną przez wszystkie inne filmy o alkoholizmie (plus życie) i film mocno na tym traci. Skąd te wszystkie nagrody i zachwyty? Nie wiem, może ci wszyscy ludzie sami oglądali z promilami we krwi 🙂
Another Round (Max)
Świetnie zagrany, przede wszystkim przez Mikkelsena który ma w sobie coś takiego że z jednej strony może być powalającym charyzmą przeciwnikiem Bonda, a z drugiej w pełni wiarygodnym everymanem zmagającym się z życiowym kryzysem.
Motyw alkoholowego eksperymentu auatrakcyjnił całość, ale później wkraczamy już na znaną ścieżkę wyznaczoną przez wszystkie inne filmy o alkoholizmie (plus życie) i film mocno na tym traci. Skąd te wszystkie nagrody i zachwyty? Nie wiem, może ci wszyscy ludzie sami oglądali z promilami we krwi 🙂
Cytat z robgordon data 28 lipca, 2024, 11:23Czasem myślę o umieraniu
Niszowe indie, z dobrą Daisy Ridley w roli głównej. Wolne tempo, niewiele dialogów, oszczędny metraż. Ale twórcom udało się trafnie oddać wyobcowanie głównej bohaterki i jałowość życia na amerykańskiej prowincji (tutaj w zaskakująco klimatycznie sfotografowanej portowej dziurze, gdzieś w Oregonie). Kino nie dla każdego, łatwiej gdy seans trafi na właściwy nastrój u widza (u mnie trafił).
7/10
Czasem myślę o umieraniu
Niszowe indie, z dobrą Daisy Ridley w roli głównej. Wolne tempo, niewiele dialogów, oszczędny metraż. Ale twórcom udało się trafnie oddać wyobcowanie głównej bohaterki i jałowość życia na amerykańskiej prowincji (tutaj w zaskakująco klimatycznie sfotografowanej portowej dziurze, gdzieś w Oregonie). Kino nie dla każdego, łatwiej gdy seans trafi na właściwy nastrój u widza (u mnie trafił).
7/10
Cytat z Mierzwiak data 29 lipca, 2024, 11:36Blackhat (UHD Blu-ray) / Miami Vice (Blu-ray) (wersje kinowe)
Wzięło mnie na Manna i znowu zanurzyłem się w jego niesamowitej kreacji świata. To filmy w jakiś sposób zimne, niedające się łatwo polubić i, co już kiedyś pisałem, w ogóle niezabiegające o względy widza, dlatego wymagające uwagi i dania im szansy. Filmy pełne ciekawych detali, konkretne, niemarnujące ani jednej sceny czy linijki dialogu; jeśli ktoś tu otwiera usta by coś powiedzieć, to nie na darmo.
Blackhat pozostaje bodaj najbardziej niezrozumiałą dla mnie klapą w historii (choć, niestety, sam się do niej przyczyniłem, bo ominąłem kino) i o ile jest to film po prostu dobry, choć z przebłyskami na więcej, tak w Miami Vice jestem bezgranicznie zakochany, choć nasza relacja nie była łatwa, bo w 2006 uznałem go za gniota. Czytałem sobie ostatnio co wtedy pisałem i, no cóż, zabawna lektura 🙂
Do czego jednak zmierzam - w ostatnich latach po branży rozlał nam się wrzask za różnorodnymi obsadami, tymczasem zobaczcie jak etnicznie wygląda piątka najważniejszych bohaterów w Miami Vice, filmie sprzed 18 (!) lat:
- Colin Farrell
- Jamie Foxx
- Gong Li
- John Ortiz
- Naomie Harris
Drugi plan to samo, i nie jest to w żaden sposób wymuszone i wypada w pełni naturalnie, może dlatego że intencją Manna nie było zadowalanie kogokolwiek, a po prostu zebranie jak najciekawszej / najlepszej obsady która jednocześnie wpisałaby się w różnorodność samych lokacji?
Podobnie jest w Blackhat czy cofając się jeszcze przed MV w Collateral, gdzie główna trójka to jeden biały i dwójka Czarnych aktorów, ale wtedy nikt tego nie celebrował bo nie było to modne.
Przy okazji zupełnie zapomniałem, że jednym z agentów działających w ekipie Farrella i Foxxa jest Justin Theroux, może dlatego że wypowiada tu może ze trzy słowa 🙂
Blackhat (UHD Blu-ray) / Miami Vice (Blu-ray) (wersje kinowe)
Wzięło mnie na Manna i znowu zanurzyłem się w jego niesamowitej kreacji świata. To filmy w jakiś sposób zimne, niedające się łatwo polubić i, co już kiedyś pisałem, w ogóle niezabiegające o względy widza, dlatego wymagające uwagi i dania im szansy. Filmy pełne ciekawych detali, konkretne, niemarnujące ani jednej sceny czy linijki dialogu; jeśli ktoś tu otwiera usta by coś powiedzieć, to nie na darmo.
Blackhat pozostaje bodaj najbardziej niezrozumiałą dla mnie klapą w historii (choć, niestety, sam się do niej przyczyniłem, bo ominąłem kino) i o ile jest to film po prostu dobry, choć z przebłyskami na więcej, tak w Miami Vice jestem bezgranicznie zakochany, choć nasza relacja nie była łatwa, bo w 2006 uznałem go za gniota. Czytałem sobie ostatnio co wtedy pisałem i, no cóż, zabawna lektura 🙂

Do czego jednak zmierzam - w ostatnich latach po branży rozlał nam się wrzask za różnorodnymi obsadami, tymczasem zobaczcie jak etnicznie wygląda piątka najważniejszych bohaterów w Miami Vice, filmie sprzed 18 (!) lat:
- Colin Farrell
- Jamie Foxx
- Gong Li
- John Ortiz
- Naomie Harris
Drugi plan to samo, i nie jest to w żaden sposób wymuszone i wypada w pełni naturalnie, może dlatego że intencją Manna nie było zadowalanie kogokolwiek, a po prostu zebranie jak najciekawszej / najlepszej obsady która jednocześnie wpisałaby się w różnorodność samych lokacji?
Podobnie jest w Blackhat czy cofając się jeszcze przed MV w Collateral, gdzie główna trójka to jeden biały i dwójka Czarnych aktorów, ale wtedy nikt tego nie celebrował bo nie było to modne.
Przy okazji zupełnie zapomniałem, że jednym z agentów działających w ekipie Farrella i Foxxa jest Justin Theroux, może dlatego że wypowiada tu może ze trzy słowa 🙂
Cytat z Mierzwiak data 31 lipca, 2024, 23:11Cytat z robgordon data lipiec 28, 2024, 11:23Czasem myślę o umieraniu
Niszowe indie, z dobrą Daisy Ridley w roli głównej. Wolne tempo, niewiele dialogów, oszczędny metraż. Ale twórcom udało się trafnie oddać wyobcowanie głównej bohaterki i jałowość życia na amerykańskiej prowincji (tutaj w zaskakująco klimatycznie sfotografowanej portowej dziurze, gdzieś w Oregonie). Kino nie dla każdego, łatwiej gdy seans trafi na właściwy nastrój u widza (u mnie trafił).
7/10
Jak wyżej. Bardzo przyjemny film, choć mówiący o rzeczach niezbyt przyjemnych - samotności, fobii społecznej i depresji. Ridley jest tu cudowna, doskonale wygrywa wycofanie swojej bohaterki i stopniowe opuszczanie przez nią strefy (dys)komfortu. Dziwię się jej, że wraca do Gwiezdnych Wojen, z drugiej strony może chce zarobić jeszcze trochę by później móc komfortowo skupić się na graniu w tego typu produkcjach.
Też uwielbiam serek wiejski <3
Cytat z robgordon data lipiec 28, 2024, 11:23Czasem myślę o umieraniu
Niszowe indie, z dobrą Daisy Ridley w roli głównej. Wolne tempo, niewiele dialogów, oszczędny metraż. Ale twórcom udało się trafnie oddać wyobcowanie głównej bohaterki i jałowość życia na amerykańskiej prowincji (tutaj w zaskakująco klimatycznie sfotografowanej portowej dziurze, gdzieś w Oregonie). Kino nie dla każdego, łatwiej gdy seans trafi na właściwy nastrój u widza (u mnie trafił).
7/10
Jak wyżej. Bardzo przyjemny film, choć mówiący o rzeczach niezbyt przyjemnych - samotności, fobii społecznej i depresji. Ridley jest tu cudowna, doskonale wygrywa wycofanie swojej bohaterki i stopniowe opuszczanie przez nią strefy (dys)komfortu. Dziwię się jej, że wraca do Gwiezdnych Wojen, z drugiej strony może chce zarobić jeszcze trochę by później móc komfortowo skupić się na graniu w tego typu produkcjach.
Też uwielbiam serek wiejski <3
Cytat z robgordon data 1 sierpnia, 2024, 09:56Podobały mi się scenki w biurze, gdy wszyscy wokół czymś się zajmowali, o czymś rozmawiali, głównie życiu codziennym, czasem o pracy, a Daisy jakby z każdym kadrem, z każdym kliknięciem w arkuszu kalkulacyjnym stawała się jeszcze bardziej przeźroczysta.
Ten most chciałbym zobaczyć. Znajduje się w Astorii, w Oregonie, nad rzeką Kolumbia.
Myślę, że Daisy wierzy, że uda jej się pogodzić granie w SW z rolami w takim kinie. Się zobaczy.
Podobały mi się scenki w biurze, gdy wszyscy wokół czymś się zajmowali, o czymś rozmawiali, głównie życiu codziennym, czasem o pracy, a Daisy jakby z każdym kadrem, z każdym kliknięciem w arkuszu kalkulacyjnym stawała się jeszcze bardziej przeźroczysta.
Ten most chciałbym zobaczyć. Znajduje się w Astorii, w Oregonie, nad rzeką Kolumbia.
Myślę, że Daisy wierzy, że uda jej się pogodzić granie w SW z rolami w takim kinie. Się zobaczy.
Cytat z robgordon data 1 sierpnia, 2024, 10:02Tak w ogóle widać, że ciągnie ją do innego grania. Nawet te nieudane filmy po Star Wars były głównie takim właśnie wyborem. Ja żałuję, że średnio wyszedł Ruchomy chaos (nie zgadzam się też z tak słabymi ocenami krytyków, choć oczywiście arcydzieło to nie jest).
Nie wiedziałem, że ma takie jazzujące drugie imię.
Tak w ogóle widać, że ciągnie ją do innego grania. Nawet te nieudane filmy po Star Wars były głównie takim właśnie wyborem. Ja żałuję, że średnio wyszedł Ruchomy chaos (nie zgadzam się też z tak słabymi ocenami krytyków, choć oczywiście arcydzieło to nie jest).
Nie wiedziałem, że ma takie jazzujące drugie imię.
Cytat z robgordon data 3 sierpnia, 2024, 06:47Tylko nie Ty
Powiew świeżości w skostniałym gatunku amerykańskiej komedii romantycznej. Nie chodzi o sam pomysł wyjściowy czy historię, ale o taką pozytywną aurę i werwę z jaką ta historia się snuje. Nie jest to może poziom tych najlepszych rom-komów, ale scenariusz trzyma opowieść w ryzach, humoru sporo, również tego na granicy żenady, widoczki ładne i, w tym gatunku, nieopatrzone, a między parą głównych bohaterów jest odpowiednia chemia (nie wspominając, że i u Niej i u Niego jest na czym zawiesić wzrok). Niezły wybór na piątkowy seans.
7/10
Tylko nie Ty
Powiew świeżości w skostniałym gatunku amerykańskiej komedii romantycznej. Nie chodzi o sam pomysł wyjściowy czy historię, ale o taką pozytywną aurę i werwę z jaką ta historia się snuje. Nie jest to może poziom tych najlepszych rom-komów, ale scenariusz trzyma opowieść w ryzach, humoru sporo, również tego na granicy żenady, widoczki ładne i, w tym gatunku, nieopatrzone, a między parą głównych bohaterów jest odpowiednia chemia (nie wspominając, że i u Niej i u Niego jest na czym zawiesić wzrok). Niezły wybór na piątkowy seans.
7/10
Cytat z Mierzwiak data 3 sierpnia, 2024, 10:24Cytat z Marek Pilarski data sierpień 2, 2024, 23:41Dość spontanicznie wybrałem się na Pułapkę
Nie obchodzi mnie ten film więc przeczytałem spoilery. Co za stek bzdur, musieli niezłe fokołki robić bo ta fabuła powinna skończyć się w 10 minut jeszcze przed koncertem 😛
Cytat z Marek Pilarski data sierpień 2, 2024, 23:41Dość spontanicznie wybrałem się na Pułapkę
Nie obchodzi mnie ten film więc przeczytałem spoilery. Co za stek bzdur, musieli niezłe fokołki robić bo ta fabuła powinna skończyć się w 10 minut jeszcze przed koncertem 😛
Cytat z Marek Pilarski data 3 sierpnia, 2024, 10:58To masz jeszcze bonus. 😉
Wytłumaczenie, dlaczego służby sądziły, że morderca pojawi się na koncercie jest sensowne, choć pod koniec filmu także miało się chyba wiązać z twistem, ale nie był on szokujący czy coś. Co do piosenkarki, to jest podbudówka pod to, w jaki sposób [spoiler title=""]staje się nagle główną bohaterką i wybawicielką, ale realizacja tego jest głupkowata. Pod koniec koncertu ojciec i córka dostają się na backstage, nie będe pisał jak, bo to też długa historia, ale żeby wydostać się z hali, to gościu wyjawia piosenkarce na osobności, że on jest Rzeźnikiem i że zabije uwięzioną osobę, jeśli ona nie weźmie jego i córki ze sobą do wyjścia, w sensie, że nie będą musieli przejść kontroli. I tak trafiają wspólnie do limuzyny, gwiazda jest bez jakiejkolwiek ochrony (lol), i nagle proponuje, że odwiezie ich do domu limuzyną. No i tam ma poźniej swój bohaterski moment. Nie chce mi się pisać, co konretnie robi, ale to był chyba komentarz Szambelana dotyczący pozytywnego wykorzystania sławy i social mediów, przynajmniej tak mi się wydaje. [/spoiler] Opisałem to tak, że brzmi to chyba jeszcze bardziej głupio niż faktycznie jest. 😉
To masz jeszcze bonus. 😉
Wytłumaczenie, dlaczego służby sądziły, że morderca pojawi się na koncercie jest sensowne, choć pod koniec filmu także miało się chyba wiązać z twistem, ale nie był on szokujący czy coś. Co do piosenkarki, to jest podbudówka pod to, w jaki sposób
Cytat z Mierzwiak data 3 sierpnia, 2024, 11:33W opisie który czytałem była mowa o tym, że w obławę zaangażowana była [spoiler title=""]żona Hartnetta która zgłosiła policji że go podejrzewa, przecież mogli go zwinąć rano przed koncertem :P[/spoiler]
W opisie który czytałem była mowa o tym, że w obławę zaangażowana była
Cytat z Marek Pilarski data 3 sierpnia, 2024, 12:27Z filmu nie wynika chyba, że [spoiler title=""]żona była zaangażowana w obławę, przynajmniej nie na początku, bo w trakcie koncertu służby nie wiedzą, kim jest Rzeźnik. Żona dała chyba tylko anonimowy cynk, i na tej podstawie zorganizowano obławę, co w sumie jak się przemyśli, nie jest ma za bardzo sensu, bo to jednak sporo zachodu zorganizować coś takiego w ramach koncertu, zaangażować w to obsługę i całe otoczenie gwiazdy, przeszkolić ich w krótkim czasie (w filmie jest chyba mowa o dwóch tygodniach od zgłoszenia). Normalnie to raczej zweryfikowaliby najpierw tego typu zgłoszenie, staraliby się dowiedzieć, kto dał cynk, itd.. Z drugiej strony nie ma w filmie wytłumaczenia, dlaczego żona nie zrobiła nic więcej. Można się tylko domyślać, że nie chciała wzbudzać podejrzeń męża, że czegoś się domyśla ("domyśla" to słowo klucz, bo nie miała żadnego dowodu na to, że jej mąż jest Rzeźnikiem), może próbowała to w jakiś sposób wyprzeć i starać się żyć w miarę normalnie, widząc, że rodzinie nie dzieje się krzywda z jego strony, i być może liczyła na szybkie rozwiązanie tej sytuacji przez służby. Ale nie jest to w żaden sposób pokazane w filmie.[/spoiler]
Z filmu nie wynika chyba, że
Cytat z Mierzwiak data 4 sierpnia, 2024, 16:35Rebel Moon - Part One (wersja reżyserska) (Netflix, 4K Dolby Vision)
Tym razem odebrałem nieco lepiej; dodany materiał nie wprowadził tu żadnej rewolucji w stylu Justice League (choć tamten film to zupełnie inna sytuacja z racji nie tylko pocięcia materiału, ale koszmarnych dokrętek od innego reżysera), raczej wyklarował parę rzeczy, paradoksalnie ulepszył tempo i dał bohaterom oraz światu nieco więcej przestrzeni. (robot z głosem Hopkinsa nie znika już na większość filmu by na końcu nie wiadomo jak i skąd pojawić się z porożem na głowie)
Wady obecne w pierwotnej wersji są wciąż widoczne - Snyder zbyt polega na ekspozycji i retrospekcjach, za dużo rzeczy każe bohaterom deklarować na głos, miesza ze sobą zbyt wiele niepasujących do siebie elementów, często (zbyt często) zapożyczonych z innych filmów i zbyt wiele rzeczy podbudowuje pod przyszłe kontynuacje, które być może nigdy nie powstaną. Przynajmniej piece w maszynowni statku nie są już tak kuriozalne, bo pali się w nich szczątkami ludzi a one same podłączone są do jakiejś zniewolonej istoty która umożliwia skoki nadprzestrzenne. Przekombinowane? Tak. Lepsze niż w wersji PG-13? Zdecydowanie.
Kategoria R już od nowej, długiej sekwencji otwierającej nadaje całości innej wagi (i powagi), choć nie jestem fanem snyderowskiego gore, które za bardzo razi komputerem, a rozbryzgi krwi bardziej przypominają błoto niż staroszkolną juchę.
Jeszcze bardziej doceniłem Boutellę, która jest tu naprawdę w porządku.
Ogółem jeśli ktoś w ogóle tego nie oglądał to zdecydowanie powinien sięgnąć po tę wersję, choć rozumiem że metraż może przerażać a i ewentualna "nagroda" nie wydaje się warta zachodu. U mnie ciekawość zwyciężyła i w sumie nie żałuję, nawet jeśli nie jest to szczególnie dobry film. Raczej ambitna porażka reżysera, któremu ktoś za dużo razy powiedział "tak."
Rebel Moon - Part One (wersja reżyserska) (Netflix, 4K Dolby Vision)
Tym razem odebrałem nieco lepiej; dodany materiał nie wprowadził tu żadnej rewolucji w stylu Justice League (choć tamten film to zupełnie inna sytuacja z racji nie tylko pocięcia materiału, ale koszmarnych dokrętek od innego reżysera), raczej wyklarował parę rzeczy, paradoksalnie ulepszył tempo i dał bohaterom oraz światu nieco więcej przestrzeni. (robot z głosem Hopkinsa nie znika już na większość filmu by na końcu nie wiadomo jak i skąd pojawić się z porożem na głowie)
Wady obecne w pierwotnej wersji są wciąż widoczne - Snyder zbyt polega na ekspozycji i retrospekcjach, za dużo rzeczy każe bohaterom deklarować na głos, miesza ze sobą zbyt wiele niepasujących do siebie elementów, często (zbyt często) zapożyczonych z innych filmów i zbyt wiele rzeczy podbudowuje pod przyszłe kontynuacje, które być może nigdy nie powstaną. Przynajmniej piece w maszynowni statku nie są już tak kuriozalne, bo pali się w nich szczątkami ludzi a one same podłączone są do jakiejś zniewolonej istoty która umożliwia skoki nadprzestrzenne. Przekombinowane? Tak. Lepsze niż w wersji PG-13? Zdecydowanie.
Kategoria R już od nowej, długiej sekwencji otwierającej nadaje całości innej wagi (i powagi), choć nie jestem fanem snyderowskiego gore, które za bardzo razi komputerem, a rozbryzgi krwi bardziej przypominają błoto niż staroszkolną juchę.
Jeszcze bardziej doceniłem Boutellę, która jest tu naprawdę w porządku.
Ogółem jeśli ktoś w ogóle tego nie oglądał to zdecydowanie powinien sięgnąć po tę wersję, choć rozumiem że metraż może przerażać a i ewentualna "nagroda" nie wydaje się warta zachodu. U mnie ciekawość zwyciężyła i w sumie nie żałuję, nawet jeśli nie jest to szczególnie dobry film. Raczej ambitna porażka reżysera, któremu ktoś za dużo razy powiedział "tak."
