Opinie o filmach
Cytat z Janko data 11 sierpnia, 2024, 19:50Borderlands
Niewątpliwie stanie w szranki o tytuł najgorszego filmu roku, mimo poważnej konkurencji w postaci Madame Web nie jest bez szans. Że też jeszcze coś takiego jest wypuszczane w dobie takich ekranizacji jak Fallout. Zadanie wydawało się proste: zrób głupią szaloną rozrywkę jaką była ta brutalna strzelanka, ale nawet to było ponad ich siły. Nie ma tu żadnej dobrej sceny akcji, większość jest fatalnie zmontowanych i oczywiście nie ujrzysz ani jednej kropli krwi. Nie wiem co tu robi Jamie Lee Curtis (podobnie jak i ona), tak samo jak i Cate, ale ona przynajmniej świetnie wygląda. Największym miscastem na pewno jest Hart, na poważnego wymiatacza pasuje jak pięść do nosa. Oczywiście wszystko jest brzydkie jak cholera a efekty specjalne w większości niespecjalne.
Borderlands
Niewątpliwie stanie w szranki o tytuł najgorszego filmu roku, mimo poważnej konkurencji w postaci Madame Web nie jest bez szans. Że też jeszcze coś takiego jest wypuszczane w dobie takich ekranizacji jak Fallout. Zadanie wydawało się proste: zrób głupią szaloną rozrywkę jaką była ta brutalna strzelanka, ale nawet to było ponad ich siły. Nie ma tu żadnej dobrej sceny akcji, większość jest fatalnie zmontowanych i oczywiście nie ujrzysz ani jednej kropli krwi. Nie wiem co tu robi Jamie Lee Curtis (podobnie jak i ona), tak samo jak i Cate, ale ona przynajmniej świetnie wygląda. Największym miscastem na pewno jest Hart, na poważnego wymiatacza pasuje jak pięść do nosa. Oczywiście wszystko jest brzydkie jak cholera a efekty specjalne w większości niespecjalne.
Cytat z Mierzwiak data 12 sierpnia, 2024, 16:19Purple Noon (Plein soleil) (Mubi)
...czyli pierwsza ekranizacja powieści The Talented Mr. Ripley z absolutnie zjawiskowym tu Alainem Delonem w tytułowej roli.
To już trzecia wersja tej fabuły jaką widziałem i znowu znakomicie się ją oglądało, tutaj o tyle urokliwa, że czas akcji pokrywa się z czasem w jakim powstał sam film. Dodatkowym smaczkiem są oczywiście różnice między poszczególnymi adaptacjami i różne akcenty, na które twórcy położyli największy nacisk. Różne są też zakończenia; ta adaptacja jako jedyna ma swój własny, znakomity skądinąd pomysł na ostatnią scenę i nie, tutaj się Ripleyowi nie upiekło.
Na dodatkowy plus, obok przepięknych Włoch z początku lat 60-tych, muzyka Nino Roty, który później stworzył pamiętne kompozycje do Ojca chrzestnego.
Purple Noon (Plein soleil) (Mubi)
...czyli pierwsza ekranizacja powieści The Talented Mr. Ripley z absolutnie zjawiskowym tu Alainem Delonem w tytułowej roli.
To już trzecia wersja tej fabuły jaką widziałem i znowu znakomicie się ją oglądało, tutaj o tyle urokliwa, że czas akcji pokrywa się z czasem w jakim powstał sam film. Dodatkowym smaczkiem są oczywiście różnice między poszczególnymi adaptacjami i różne akcenty, na które twórcy położyli największy nacisk. Różne są też zakończenia; ta adaptacja jako jedyna ma swój własny, znakomity skądinąd pomysł na ostatnią scenę i nie, tutaj się Ripleyowi nie upiekło.
Na dodatkowy plus, obok przepięknych Włoch z początku lat 60-tych, muzyka Nino Roty, który później stworzył pamiętne kompozycje do Ojca chrzestnego.
Cytat z Szaman data 17 sierpnia, 2024, 20:51May December (2023, Max)
To jeden z tych filmów na których siedziałem i zastanawiałem się co ja właściwie tutaj robię, przecież to zupełnie nie dla mnie. Dlaczego nie oglądam jakiegoś filmu w którym ksiądz karateka zombie ma gorący romans z pielęgniarką zombie, a wszystko zaczyna się od małposzczura 🙂
Aż mnie skręcało gdy wchodził dramatyczny motyw muzyczny. Juz w pierwszej scenie z nim wiadomo, że wstawiony jest zupełnie dla jaj (w sumie parówek), historia zresztą szybko okazuje się zupełnie przesadzona i ten nawias sprawia, że w sumie nie wiem po co zawracano mi tym głowę przez dwie godziny. Jest za mało energicznie, aby było zabawnie i zbyt często w pełni poważnie, aby było satyrycznie.
Będę musiał ze trzy kaseciaki obejrzeć na odtrutkę.
Wymęczone 5/10
May December (2023, Max)
To jeden z tych filmów na których siedziałem i zastanawiałem się co ja właściwie tutaj robię, przecież to zupełnie nie dla mnie. Dlaczego nie oglądam jakiegoś filmu w którym ksiądz karateka zombie ma gorący romans z pielęgniarką zombie, a wszystko zaczyna się od małposzczura 🙂
Aż mnie skręcało gdy wchodził dramatyczny motyw muzyczny. Juz w pierwszej scenie z nim wiadomo, że wstawiony jest zupełnie dla jaj (w sumie parówek), historia zresztą szybko okazuje się zupełnie przesadzona i ten nawias sprawia, że w sumie nie wiem po co zawracano mi tym głowę przez dwie godziny. Jest za mało energicznie, aby było zabawnie i zbyt często w pełni poważnie, aby było satyrycznie.
Będę musiał ze trzy kaseciaki obejrzeć na odtrutkę.
Wymęczone 5/10
Cytat z Mierzwiak data 17 sierpnia, 2024, 21:19Aj. W sumie to nie wiem czego się spodziewać, chyba do dzisiaj nie widziałem żadnego trailera ale Portman i Moore dały mi nadzieję na świetny dramat. (?)
Anatomy of a Fall (Max)
Fantastycznie zagrany przez całą trójkę mama / dziecko / pies, wciągający dramat małżeński, jak również sądowy. Mój poziom stresu zawsze rośnie w tego typu sekwencjach sądowych, a i perspektywa tego, że obcy ludzie oceniają Twoje życie na podstawie wyrwanych z kontekstu fragmentów i najbardziej intymnych detali jest przerażająca.
Bardzo podoba mi się z czym film zostawia nas na koniec i chociaż sąd wydał wyrok, to i my musimy wydać nasz własny.
Aj. W sumie to nie wiem czego się spodziewać, chyba do dzisiaj nie widziałem żadnego trailera ale Portman i Moore dały mi nadzieję na świetny dramat. (?)
Anatomy of a Fall (Max)
Fantastycznie zagrany przez całą trójkę mama / dziecko / pies, wciągający dramat małżeński, jak również sądowy. Mój poziom stresu zawsze rośnie w tego typu sekwencjach sądowych, a i perspektywa tego, że obcy ludzie oceniają Twoje życie na podstawie wyrwanych z kontekstu fragmentów i najbardziej intymnych detali jest przerażająca.
Bardzo podoba mi się z czym film zostawia nas na koniec i chociaż sąd wydał wyrok, to i my musimy wydać nasz własny.
Cytat z Szaman data 17 sierpnia, 2024, 21:22A Tobie może znacznie bardziej podejść, bo bardziej lubisz takie plotkarskie, telenowelowe klimaty 🙂
A Tobie może znacznie bardziej podejść, bo bardziej lubisz takie plotkarskie, telenowelowe klimaty 🙂
Cytat z Marek Pilarski data 17 sierpnia, 2024, 22:37Cytat z Mierzwiak data sierpień 17, 2024, 21:19Aj. W sumie to nie wiem czego się spodziewać, chyba do dzisiaj nie widziałem żadnego trailera ale Portman i Moore dały mi nadzieję na świetny dramat. (?)
Pamiętajmy, że na Złotych Globach był nominowany w kategoriach komediowych, także ten. 🙂
Myślę, że warto zobaczyć go chociażby dla kreacji aktorskich. Poza tym mimo że na pierwszy rzut oka prezentuje sie jak napisane dużymi literami nagłówki tabloidów wymieszane z elemntami telenoweli, to ma jednak do zaoferowania sporo psychologii.
Cytat z Mierzwiak data sierpień 17, 2024, 21:19Aj. W sumie to nie wiem czego się spodziewać, chyba do dzisiaj nie widziałem żadnego trailera ale Portman i Moore dały mi nadzieję na świetny dramat. (?)
Pamiętajmy, że na Złotych Globach był nominowany w kategoriach komediowych, także ten. 🙂
Myślę, że warto zobaczyć go chociażby dla kreacji aktorskich. Poza tym mimo że na pierwszy rzut oka prezentuje sie jak napisane dużymi literami nagłówki tabloidów wymieszane z elemntami telenoweli, to ma jednak do zaoferowania sporo psychologii.
Cytat z Mierzwiak data 18 sierpnia, 2024, 15:52May December (Max)
No to jestem w opozycji do Szamana 🙂
Świetny dramat, taki podskórnie odpychający, z wiszącym w powietrzu w każdej scenie napięciem i niezręcznością, obecnym zawsze elephant in the room. Jak się przechodzi do porządku dziennego nad czymś takim? Kiedy nadchodzi moment akceptacji?
Chyba tak naprawdę nigdy, tym bardziej gdy ma się ewidentny syndrom sztokholmski i jest pod dalszym, sprawiającym z boku wrażenie matczynego (ugh) wpływem tak zepsutej manipulatorki jak bohaterka grana przez Moore. Fantastyczna jest scena w której Joe (świetna rola Meltona), być może po raz pierwszy, zaczyna się otwierać przed Gracie i natychmiast napotyka opór, kontratak, gaslighting. Motyw z poczwarkami jest bardzo łopatologiczny, ale ładnie zgrywa się ze scenariuszem i więzieniem, w jakim od 24 lat tkwi bohater.
Muzyka działała Szamanowi na nerwy, dla mnie była genialna. Wprowadzała taki fajny klimat opery mydlanej właśnie, ale podlanej kryminalnym sosem, takim z lat 90-tych? Nie wiem jak to wyjaśnić, ale niesamowicie mi się podobała.
May December (Max)
No to jestem w opozycji do Szamana 🙂
Świetny dramat, taki podskórnie odpychający, z wiszącym w powietrzu w każdej scenie napięciem i niezręcznością, obecnym zawsze elephant in the room. Jak się przechodzi do porządku dziennego nad czymś takim? Kiedy nadchodzi moment akceptacji?
Chyba tak naprawdę nigdy, tym bardziej gdy ma się ewidentny syndrom sztokholmski i jest pod dalszym, sprawiającym z boku wrażenie matczynego (ugh) wpływem tak zepsutej manipulatorki jak bohaterka grana przez Moore. Fantastyczna jest scena w której Joe (świetna rola Meltona), być może po raz pierwszy, zaczyna się otwierać przed Gracie i natychmiast napotyka opór, kontratak, gaslighting. Motyw z poczwarkami jest bardzo łopatologiczny, ale ładnie zgrywa się ze scenariuszem i więzieniem, w jakim od 24 lat tkwi bohater.
Muzyka działała Szamanowi na nerwy, dla mnie była genialna. Wprowadzała taki fajny klimat opery mydlanej właśnie, ale podlanej kryminalnym sosem, takim z lat 90-tych? Nie wiem jak to wyjaśnić, ale niesamowicie mi się podobała.
Cytat z Szaman data 19 sierpnia, 2024, 07:53Jednak postanowiłem, że pomyliłem się w sprawie May December. Skupiłem się na otoczce, a ona jest jak osłonka na antybiotyk, czy jak to się nazywa 🙂 Ile tam jest poruszanych nieprzyjemnych, oślizgłych spraw: pedofilski związek, normalizacja pedofilii, granica między fantazją seksualną, a zboczeniem (świetna jest scena kiedy pobudzona Portman omawia seksualne szczegóły przed licelistami), granica między aktorstwem, a prawdziwym życiem.
Jednak doceniam jak w prostych scenach mówi o swoich bohaterach, w scenie z paleniem zioła jest przecież cała utracona młodość.
Tam na Filmwebie wisi ocenionych prawie 4 tys tytułów, na pewno pomyliłem się przynajmniej przy kilkudziesięciu. Na szczęście w życiu czasem można naprawić swoje błędy 🙂
Jednak 7/10.
Ale te motyle do wywalenia, zwłaszcza, że to są głównie indywidualne sceny Meltona.
Jednak postanowiłem, że pomyliłem się w sprawie May December. Skupiłem się na otoczce, a ona jest jak osłonka na antybiotyk, czy jak to się nazywa 🙂 Ile tam jest poruszanych nieprzyjemnych, oślizgłych spraw: pedofilski związek, normalizacja pedofilii, granica między fantazją seksualną, a zboczeniem (świetna jest scena kiedy pobudzona Portman omawia seksualne szczegóły przed licelistami), granica między aktorstwem, a prawdziwym życiem.
Jednak doceniam jak w prostych scenach mówi o swoich bohaterach, w scenie z paleniem zioła jest przecież cała utracona młodość.
Tam na Filmwebie wisi ocenionych prawie 4 tys tytułów, na pewno pomyliłem się przynajmniej przy kilkudziesięciu. Na szczęście w życiu czasem można naprawić swoje błędy 🙂
Jednak 7/10.
Ale te motyle do wywalenia, zwłaszcza, że to są głównie indywidualne sceny Meltona.
Cytat z Mierzwiak data 19 sierpnia, 2024, 09:01Niepokojąca jest też końcowa sugestia (?), że Portman może za bardzo wejść w rolę i po skończeniu zdjęć sama skończy zadurzona w nieletnim partnerze. A może nie ma się co przejmować, ten wąż nie kąsa 😉
A co do odbioru, czasem nie jesteśmy w nastroju na to co oferuje film (a ten, umówmy się, jest dość specyficzny i niełatwy), czasem zwracamy uwagę na to, na co nie trzeba. Nie raz miałem tak że doceniałem coś bardziej bo jakaś recenzja czy nawet opinia tu, na forum, zwróciła uwagę na coś, co zupełnie mi umknęło.
Niepokojąca jest też końcowa sugestia (?), że Portman może za bardzo wejść w rolę i po skończeniu zdjęć sama skończy zadurzona w nieletnim partnerze. A może nie ma się co przejmować, ten wąż nie kąsa 😉
A co do odbioru, czasem nie jesteśmy w nastroju na to co oferuje film (a ten, umówmy się, jest dość specyficzny i niełatwy), czasem zwracamy uwagę na to, na co nie trzeba. Nie raz miałem tak że doceniałem coś bardziej bo jakaś recenzja czy nawet opinia tu, na forum, zwróciła uwagę na coś, co zupełnie mi umknęło.
Cytat z Mierzwiak data 23 sierpnia, 2024, 17:51Spóźniony o jeden dzień seansik powtórkowy z okazji 15. rocznicy.
Inglourious Basterds (Blu-ray)
Quentin od zawsze robił kino po swojemu, ale tutaj chyba wyjątkowo "złamał" wszelkie zasady prowadzenia historii i wyszedł naprzeciw schematom. Nie ma jednak w jego sposobie pisania scenariuszy żadnej kalkulacji w obalaniu oczekiwań widowni, bo on po prostu te oczekiwania, a jednocześnie schematy, ignoruje.
Nietrudo sobie wyobrazić, że w innych rękach film pokazałby nam ekipę Pitta jako dzielnych wojaków, lecącących samolotem do Francji i po drodze wpatrujących się w zdjęcia ukochanych żon z małymi dziećmi na rękach. Wyobrażam też sobie, że Au revoir, Shoshanna! byłoby podbudową pod finał, w którym bohaterka Melanie Laurent dokonałaby osobistej zemsty na Landzie, chwilę przed zabiciem go ujawniając mu swoją prawdziwą tożsamość
Tutaj jednak wszystko toczy się po swojemu i kolejne postacie, w tym główni jak by się mogło wydawać bohaterowie, giną w bezceremonialny sposób. To też Quentin robi w sposób, który nie służy robieniu widzowi prostackiego "Akuku!", ale ubarwia opowieść, czyniąc ją jeszcze bardziej ekscytującą. Bękarty po raz kolejny pokazują jak niesamowity Tarantino ma talent do epizodycznej struktury historii, a jednocześnie epizody te tworzą klarowną, pozbawioną jakichkolwiek zbędnych elementów całość i często postaci które pojawiają zaledwie na jedną czy dwie sceny (a te u Tarantino zawsze są odpowiednio długie) są tak genialnie napisane i zagrane, że wcale nie potrzebowałyby więcej czasu ekranowego.
Nie wiem co mógłbym napisać o reżyserii, aktorstwie, zdjęciach, montażu czy użyciu muzyki (Cat People (Putting Out Fire)!!!) by oddać jak fenomenalne jest to dzieło. Kill Bill, jako całość, chyba już na zawsze pozostanie moim ulubionym filmem Tarantino, ale to Bękarty wojny uważam za jego szczytowe, absolutne arcydzieło.
Spóźniony o jeden dzień seansik powtórkowy z okazji 15. rocznicy.
Inglourious Basterds (Blu-ray)
Quentin od zawsze robił kino po swojemu, ale tutaj chyba wyjątkowo "złamał" wszelkie zasady prowadzenia historii i wyszedł naprzeciw schematom. Nie ma jednak w jego sposobie pisania scenariuszy żadnej kalkulacji w obalaniu oczekiwań widowni, bo on po prostu te oczekiwania, a jednocześnie schematy, ignoruje.
Nietrudo sobie wyobrazić, że w innych rękach film pokazałby nam ekipę Pitta jako dzielnych wojaków, lecącących samolotem do Francji i po drodze wpatrujących się w zdjęcia ukochanych żon z małymi dziećmi na rękach. Wyobrażam też sobie, że Au revoir, Shoshanna! byłoby podbudową pod finał, w którym bohaterka Melanie Laurent dokonałaby osobistej zemsty na Landzie, chwilę przed zabiciem go ujawniając mu swoją prawdziwą tożsamość
Tutaj jednak wszystko toczy się po swojemu i kolejne postacie, w tym główni jak by się mogło wydawać bohaterowie, giną w bezceremonialny sposób. To też Quentin robi w sposób, który nie służy robieniu widzowi prostackiego "Akuku!", ale ubarwia opowieść, czyniąc ją jeszcze bardziej ekscytującą. Bękarty po raz kolejny pokazują jak niesamowity Tarantino ma talent do epizodycznej struktury historii, a jednocześnie epizody te tworzą klarowną, pozbawioną jakichkolwiek zbędnych elementów całość i często postaci które pojawiają zaledwie na jedną czy dwie sceny (a te u Tarantino zawsze są odpowiednio długie) są tak genialnie napisane i zagrane, że wcale nie potrzebowałyby więcej czasu ekranowego.
Nie wiem co mógłbym napisać o reżyserii, aktorstwie, zdjęciach, montażu czy użyciu muzyki (Cat People (Putting Out Fire)!!!) by oddać jak fenomenalne jest to dzieło. Kill Bill, jako całość, chyba już na zawsze pozostanie moim ulubionym filmem Tarantino, ale to Bękarty wojny uważam za jego szczytowe, absolutne arcydzieło.
Cytat z Szaman data 23 sierpnia, 2024, 21:36Kruk (2024)
Na początku wspomnę, że miałem absolutnie prywatny, indywidualny seans kinowy w sali na jakieś 200 osób. Chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, zastanawiam się i zastanawiam i podobna sytuacja nie przychodzi mi do głowy. Był piątek, 18:30, więc spodziewajcie się fenomenalnej frekwencji w polskich kinach 🙂 Samo doświadczenie było zaskakująco wstydliwe, kiedyś myślałem, że to coś fajnego, teraz nie chciałbym znowu przeżywać czegoś podobnego.
Film jest totalnie przeciętny, nie stara się o żadną otoczkę gotycką, romantyczną, czy jakiekolwiek próby wykreowania własnego klimatu. To bardzo standardowa opowieść o miłości i zemście z elementami fantastyki. W sumie nie dziwię się, że zderzył się ze ścianą, bo przecież to remake dziełka Proyasa które narosło przez lata ogromną warstwą romantycznej, tragicznej, gotyckiej, jak i grunge'owej otoczki. Przy okazji uświadomiłem sobie jak niewiele pamiętam z filmu z Brandonem Lee, więc ciężko mi o porównania. Soundtrack był nadal rockowy, tym razem z domieszką elektroniki, a główny bohater wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z rapowaniem. Wyłapałem Joy Division, chyba The Cure, reszty utworów, ani głosów nie znałem.
Trochę bije od nowego Kruka atmosfera lat dwutysięcznych, chociaż nie potrafię do końca określić dlaczego, może dlatego, że Danny Huston sprawia wrażenie gościa w średnim wieku od jakichś 20 lat? Szkoda, że ostatecznie nie jest żadnym fizycznym zagrożeniem dla naszego mściciela. Jego przeciwnik stworzony jest za pomocą generatora złych milionerów, a jego wątek bardzo, bardzo pocięty, co bardzo czuć przy wątku pianistki którą się fascynuje, a która pozostaje prawie niemą postacią. Skarsgard jest solidny i zaczynam naprawdę go lubić, ale prawdziwą kulą u jego nogi jest brudnopisowa charakteryzacja przywołująca same najgorsze skojarzenia, od Jareda Leto jako Jokera, po jakiegoś dowolnego, współczesnego rapera. Bardzo dużo miejsca jest poświęcone wątkowi miłosnemu, tak aby zemsta miała solidną podbudowę. Nie poczułem tego aż tak bardzo, natomiast para Skarsgard i FKA Twigs nie pozostawiła po sobie wstydu.
W zakończeniu wyszedł im trochę bełkot, nie do końca zgadzający się z wcześniejszymi zapowiedziami, ale możecie mi wierzyć, byłem sto razy bardziej zażenowany kilka tygodni temu na Pułapce. Tam to był prawdziwy najgorszy film roku i triumfator Malin. Tutaj taki film na R5 z ruskiego bazaru, Rmvb i płytę DVD na której obok będzie komedia z Danem Cookiem i kolejna część American Pie o bratanku Stiflera.
5/10
Kruk (2024)
Na początku wspomnę, że miałem absolutnie prywatny, indywidualny seans kinowy w sali na jakieś 200 osób. Chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, zastanawiam się i zastanawiam i podobna sytuacja nie przychodzi mi do głowy. Był piątek, 18:30, więc spodziewajcie się fenomenalnej frekwencji w polskich kinach 🙂 Samo doświadczenie było zaskakująco wstydliwe, kiedyś myślałem, że to coś fajnego, teraz nie chciałbym znowu przeżywać czegoś podobnego.
Film jest totalnie przeciętny, nie stara się o żadną otoczkę gotycką, romantyczną, czy jakiekolwiek próby wykreowania własnego klimatu. To bardzo standardowa opowieść o miłości i zemście z elementami fantastyki. W sumie nie dziwię się, że zderzył się ze ścianą, bo przecież to remake dziełka Proyasa które narosło przez lata ogromną warstwą romantycznej, tragicznej, gotyckiej, jak i grunge'owej otoczki. Przy okazji uświadomiłem sobie jak niewiele pamiętam z filmu z Brandonem Lee, więc ciężko mi o porównania. Soundtrack był nadal rockowy, tym razem z domieszką elektroniki, a główny bohater wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z rapowaniem. Wyłapałem Joy Division, chyba The Cure, reszty utworów, ani głosów nie znałem.
Trochę bije od nowego Kruka atmosfera lat dwutysięcznych, chociaż nie potrafię do końca określić dlaczego, może dlatego, że Danny Huston sprawia wrażenie gościa w średnim wieku od jakichś 20 lat? Szkoda, że ostatecznie nie jest żadnym fizycznym zagrożeniem dla naszego mściciela. Jego przeciwnik stworzony jest za pomocą generatora złych milionerów, a jego wątek bardzo, bardzo pocięty, co bardzo czuć przy wątku pianistki którą się fascynuje, a która pozostaje prawie niemą postacią. Skarsgard jest solidny i zaczynam naprawdę go lubić, ale prawdziwą kulą u jego nogi jest brudnopisowa charakteryzacja przywołująca same najgorsze skojarzenia, od Jareda Leto jako Jokera, po jakiegoś dowolnego, współczesnego rapera. Bardzo dużo miejsca jest poświęcone wątkowi miłosnemu, tak aby zemsta miała solidną podbudowę. Nie poczułem tego aż tak bardzo, natomiast para Skarsgard i FKA Twigs nie pozostawiła po sobie wstydu.
W zakończeniu wyszedł im trochę bełkot, nie do końca zgadzający się z wcześniejszymi zapowiedziami, ale możecie mi wierzyć, byłem sto razy bardziej zażenowany kilka tygodni temu na Pułapce. Tam to był prawdziwy najgorszy film roku i triumfator Malin. Tutaj taki film na R5 z ruskiego bazaru, Rmvb i płytę DVD na której obok będzie komedia z Danem Cookiem i kolejna część American Pie o bratanku Stiflera.
5/10
Cytat z Szaman data 23 sierpnia, 2024, 21:41Ps. Zapomniałem dodać, nowy Kruk jest zaskakująco krwawy i wniosło to trochę życia w opowieść o nieumarłym mścicielu, ale nie przesłoniło jak bardzo to przeźroczysta produkcja.
Ps. Zapomniałem dodać, nowy Kruk jest zaskakująco krwawy i wniosło to trochę życia w opowieść o nieumarłym mścicielu, ale nie przesłoniło jak bardzo to przeźroczysta produkcja.
Cytat z Szaman data 23 sierpnia, 2024, 21:49Ps2. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Kruk 2024 ma strasznie dziwny początek i nie chodzi mi o to co dzieje się w scence otwierającej, a o to, że podczas niej przewija się... jakieś na oko 20 nazwisk producentów zwykłych i wykonawczych. Dzieje się to jeszcze przed czołówką, obsadą, resztą ekipy i tytułem filmu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. O co z tym chodziło?
Ps2. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Kruk 2024 ma strasznie dziwny początek i nie chodzi mi o to co dzieje się w scence otwierającej, a o to, że podczas niej przewija się... jakieś na oko 20 nazwisk producentów zwykłych i wykonawczych. Dzieje się to jeszcze przed czołówką, obsadą, resztą ekipy i tytułem filmu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. O co z tym chodziło?
Cytat z Mierzwiak data 23 sierpnia, 2024, 22:04Cytat z Szaman data sierpień 23, 2024, 21:49jakieś na oko 20 nazwisk producentów zwykłych i wykonawczych. Dzieje się to jeszcze przed czołówką, obsadą, resztą ekipy i tytułem filmu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. O co z tym chodziło?
Ten film rodził się w bólach od 2008 roku i przeszedł pewnie przez tyle rąk, że zgodnie z pokręconymi zasadami Gildii Producentów itp. wszyscy ci ludzie związani z nim choćby i przez chwilę dekadę temu musieli być wymienieni w napisach.
Cytat z Szaman data sierpień 23, 2024, 21:49jakieś na oko 20 nazwisk producentów zwykłych i wykonawczych. Dzieje się to jeszcze przed czołówką, obsadą, resztą ekipy i tytułem filmu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. O co z tym chodziło?
Ten film rodził się w bólach od 2008 roku i przeszedł pewnie przez tyle rąk, że zgodnie z pokręconymi zasadami Gildii Producentów itp. wszyscy ci ludzie związani z nim choćby i przez chwilę dekadę temu musieli być wymienieni w napisach.
Cytat z Szaman data 23 sierpnia, 2024, 22:08Ok, tylko ja to chyba źle wytłumaczyłem 🙂 Od nich zaczynają się jakiekolwiek napisy, jest tam np Jon Spaihts. Lecą sobie podczas sceny otwierającej. Scenka się kończy, wjeżdża standardowa czołówka: "Bill Skarsgard, FKA Twigs, and Danny Huston". Potem muzyka, scenariusz, reżyseria i tytuł filmu. To jest właśnie dziwaczne 🙂
Ok, tylko ja to chyba źle wytłumaczyłem 🙂 Od nich zaczynają się jakiekolwiek napisy, jest tam np Jon Spaihts. Lecą sobie podczas sceny otwierającej. Scenka się kończy, wjeżdża standardowa czołówka: "Bill Skarsgard, FKA Twigs, and Danny Huston". Potem muzyka, scenariusz, reżyseria i tytuł filmu. To jest właśnie dziwaczne 🙂
Cytat z Szaman data 23 sierpnia, 2024, 22:13A dobra, chyba, że chodzi Ci, że nie zdołali ich upchać w czołówce z kąpielą w krwi i trzeba było coś wymyślić.
A dobra, chyba, że chodzi Ci, że nie zdołali ich upchać w czołówce z kąpielą w krwi i trzeba było coś wymyślić.
Cytat z robgordon data 24 sierpnia, 2024, 06:18Nie zmienia to faktu, że z Twojego opisu wynika, że wygląda to jednak trochę dziwnie.
Nie zmienia to faktu, że z Twojego opisu wynika, że wygląda to jednak trochę dziwnie.
Cytat z Janko data 25 sierpnia, 2024, 22:29Kruk (2024)
Jak przypuszczałem jest słabo, nie tak katastrofalnie jak w przypadku Borderlands ale jednak. Na plus trzeba przyznać że jest hardcorowo brutalny i scena w operze może się podobać. Największe problemy:
- Znakomity pomysł by przedstawić nam historię miłosną naszych gołąbeczków, którą film katuje nas przez jakieś pół godziny. To jest to co chciałem obejrzeć: parę ćpunów uciekających z odwyku by dalej ćpać. Od razu ich polubiłem.
- Scena ich zabójstwa jest bardzo słaba i bezjajeczna.
- Główny złol teoretycznie ma ciekawą umiejętność, ale nie umie jej jakoś sensownie wykorzystać w finałowej kuriozalnej konfrontacji.
Mógłbym wymieniać jeszcze pomniejsze głupoty, czy pocięte/porzucone wątki (przeszłość Erica), ale nie ma to sensu. Tak samo jak porównanie do filmu z 1994 roku bo to już byłaby rzeź.
Kruk (2024)
Jak przypuszczałem jest słabo, nie tak katastrofalnie jak w przypadku Borderlands ale jednak. Na plus trzeba przyznać że jest hardcorowo brutalny i scena w operze może się podobać. Największe problemy:
- Znakomity pomysł by przedstawić nam historię miłosną naszych gołąbeczków, którą film katuje nas przez jakieś pół godziny. To jest to co chciałem obejrzeć: parę ćpunów uciekających z odwyku by dalej ćpać. Od razu ich polubiłem.
- Scena ich zabójstwa jest bardzo słaba i bezjajeczna.
- Główny złol teoretycznie ma ciekawą umiejętność, ale nie umie jej jakoś sensownie wykorzystać w finałowej kuriozalnej konfrontacji.
Mógłbym wymieniać jeszcze pomniejsze głupoty, czy pocięte/porzucone wątki (przeszłość Erica), ale nie ma to sensu. Tak samo jak porównanie do filmu z 1994 roku bo to już byłaby rzeź.
Cytat z Janko data 25 sierpnia, 2024, 22:30Blink twice (Mrugnij dwa razy)
Na szczęście na odtrutkę udałem się na udany debiut reżysersko-scenariuszowy Zoe Kravitz. Powiedziałbym taka mieszanka Get out i Don't Worry Darling, oczywiście jest znacznie lepsza od kuriozum Olivii Wilde. Podoba mi się to, że zaczyna się jak imprezowa komedia, a ten niepokój jest dawkowany powoli i oszczędnie. Tylko delikatnie wspomnę jak dobrą rolę gra tu montaż. Jak już tak po godzinie z okładem wszystko mamy już ustawione, napięcie siada, ale fajne jest to że humor nie znika, tyle że pojawia się jego czarna odmiana. Mam może ambiwalentne uczucia co do zakończenia/ostatniej sceny.
PS Kolejna po Hit Manie udana rola Adri Arjony. Dla dodatkowej zachęty, tak jest scena gdzie Adria w bikini wychodzi z basenu.
PS2 Miło było zobaczyć dawno nie widzianych Haleya Joela Osmenta i Geenę Davies.
PS3 Roboczy tytuł Pussy Island świetnie pasowałby do tego filmu, biorąc pod uwagę jego tematykę.
Blink twice (Mrugnij dwa razy)
Na szczęście na odtrutkę udałem się na udany debiut reżysersko-scenariuszowy Zoe Kravitz. Powiedziałbym taka mieszanka Get out i Don't Worry Darling, oczywiście jest znacznie lepsza od kuriozum Olivii Wilde. Podoba mi się to, że zaczyna się jak imprezowa komedia, a ten niepokój jest dawkowany powoli i oszczędnie. Tylko delikatnie wspomnę jak dobrą rolę gra tu montaż. Jak już tak po godzinie z okładem wszystko mamy już ustawione, napięcie siada, ale fajne jest to że humor nie znika, tyle że pojawia się jego czarna odmiana. Mam może ambiwalentne uczucia co do zakończenia/ostatniej sceny.
PS Kolejna po Hit Manie udana rola Adri Arjony. Dla dodatkowej zachęty, tak jest scena gdzie Adria w bikini wychodzi z basenu.
PS2 Miło było zobaczyć dawno nie widzianych Haleya Joela Osmenta i Geenę Davies.
PS3 Roboczy tytuł Pussy Island świetnie pasowałby do tego filmu, biorąc pod uwagę jego tematykę.
