aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 77 of 106Next

Beetlejuice Beetlejuice

Nie wyszedł Burtonowi ten film, ale czy to jakieś zaskoczenie? Żadne. Tim nie jest już tym samym ekscentrycznym artystą, który potrafił opowiadać świetne historie i tchnąć w nie mnóstwo osobowości, szaleństwa, dziwaczności, ale i serca. Tego ostatniego w kontynuacji trochę jest, ale koniec końców to dzieło wypalonego twórcy który choćby nie wiem jak bardzo się starał, to ani nie wróci do dawnej formy, ani do tego jak myślał kręcąc pierwszy film trzy i pół dekady temu.

Mówienie o czymś że sprawia wrażenie napisanego / wygenerowanego przez AI to obelga która zestarzała się jakiś dzień po tym, jak została pierwszy raz użyta, ale dokładnie takie wrażenie sprawia ten film. Jest imitacją, czymś w większości sztucznym i nieszczerym, choćby dlatego że scenarzyści, ale i sam Burton też, zdają się nie do końca rozumieć, dlaczego to wtedy zagrało i jest to tak uwielbiana, kultowa perełka. Dobrym przykładem jest granica, jaką Burton tu przekroczył - w oryginale wszelkie makabryczne elementy były przefiltrowane przez komediową konwencję, odpowiednio przerysowane i zabawne. Tutaj jest miejscami dziwnie... mroczno? (wątek pewnego morderstwa, Beetlejuice jako prześladowca Lydii) Obrzydliwie i nieprzyjemnie? Dodatkowo pierwsza część zostawia widzów z optymistycznym zakończeniem i sceną tańca do Jump In The Line, sequel z kolei ma przekoszmarne, pochodzące z Losowego Horroru Część 8 zakończenie, osłupiająco potworne, odpychające i depresyjne? Zdecydowanie zabrakło tam głosu rozsądku po stronie studia, kogoś kto powiedziałby temu nie. Jak zresztą całej liście innych rzeczy.

Motyw nagłego zgonu Charlesa (poprzednio Jeffrey Jones) należało wywalić, bo z jednej strony nie zatrudnili z powrotem skazanego pedofila, a z drugiej dostał scenkę ze swoją animowaną wersją, a później jego zdjęcie / portret pojawia się jeszcze trzykrotnie. To chcecie go, czy nie? Żenująca postać równie żenującego Justina Theroux - do śmieci. Wnoszący jedno wielkie nic, niezwiązany z niczym wątek Monici Bellucci - do śmieci. Postać Willema Dafoe - do śmieci. Disco wygibasy na stacji kolejowej w zaświatach - do śmieci. Cały finał w kościele, na czele z absolutnie nietrafioną próbą powtórzenia magii cudownej sceny tańca i udawania śpiewania Day-O z jedynki - do zgniatarki, spalenia a następnie wyrzucenia za burtę nad Rowem Mariańskim. Szkoda, bo przecież jeden z wątków (czemu widzę duchy ale nie swojego zmarłego męża?) to samograj który mógłby posłużyć za oś tej fabuły.

Z całej obsady nie zawiodła mnie tylko Catherine O'Hara, charakterna i zabawna. (ma najlepsze dialogi!) Reszta obsady to spore rozczarowanie - Ryder walczy ze skryptem, który zrobił z jej bohaterki zagubioną, dającą sobą manipulować idiotkę, która w niczym nie przypomina Lydii z którą rozstaliśmy się na końcu pierwszej części. Ortega jedzie na totalnym autopilocie a największym rozczarowaniem jest Keaton, który tylko wygląda jak Beetlejuice, ale nie ma w sobie ani tamtej energii, ani osobowości. Zupełnie jak sam film.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Podpisuję się rękami i nogami pod opinią Mierzwiaka. Rozwinąłbym jeszcze sprawę Jeffreya Jonesa. Ma on własnego plastusia, zdjęcie na grobie powtórzone ze trzy razy, swoją bezgłową wersję, a w dialogach powraca dokładnie co 12 minut i 25 sekund. Tymczasem Alec Baldwin i Geena Davis są wspomnieni jednym zdaniem. Oj chyba zwyciężyły tutaj jakieś prywatne niesnaski i widać z kim Burtonowi współpracowało się lepiej na planie prawie 40 lat temu.

Okropne są te próby zrobienia drugiego Freddy'ego Krugera z kogoś w rodzaju rubasznego marynarza zmieszanego z chrząszczem majowym nieustannie obijającym się o twarz. Autentycznie Bettlejuice przez 20 procent czasu jest sobą (np call center), a przez 80 procent czasu Englundem (ciąża, wysyłanie do piekła, bobas rodem z Marwicy mózgu to wszystko englundowe gagi). W dodatku jest zagrany przez totalnie wypranego z energii Keatona, który zachowuje się i porusza jak 70-latek, ale pod toną charakteryzacji próbuje udawać 35-latka, jakby nic się nie stało, nic nie przeminęło. Kłania się tutaj Głupi i głupszy 2, identyczna sytuacja.

Catherine O'Hara jako jedyna sprawia wrażenie, że powtórzyła sobie oryginał przed przylotem do hal pod Londynem, czy gdzie oni to kręcili. Tylko ona gra w tonacji jedynki i postać z jedynki. Totalnie zagubiona Winona chyba jako jedyna z weteranek miała prawdziwy nos i to jej największe zwycięstwo w tym filmie.

Film jest paskudny wizualnie. Wrażenia biedy dopełniają te czarne pasy po bokach, które kiedyś tłumaczył Mierzwiak, ale jest tak szaro, smętnie, streamingowo. Zresztą sposób żonglowania wątkami, jak i ich temperatura bardzo przypominały mi pilot serialu który byłby kontynuacją przeznaczoną prosto na streaming. Każdy sobie, potem jakoś to się kumuluje zaklejone plastrem.

Nie zgadzały się tonacja, rodzaj humoru, sposób operowania kinem grozy (Sok z żuka i rozbryzgi krwi na granicy PG-13? Co trzeba mieć w głowie?), wykorzystanie muzyki i musicalu. Masakra, jeden z najgorszych przykładów powrotów po latach. I jeszcze wiele dziadkowego humoru, jak w scenie z influencerami, która nie była zrobiona w CGI! Ani trochę! No dalej, zaskoczcie mnie making ofem, jak z finałowym przeciwnikiem Romulusa 🙂

4/10 i jeszcze spadnie.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Mnie strona plastyczna akurat pozytywnie zaskoczyła, bo na trailerach kręciłem nosem. Tak, to mogłaby być produkcja streamingowa, ale akurat film jest na tyle dobrze sfotografowany i kolorowy (może lampa w projektorze u Ciebie już niedomagała?), że sprawia sympatyczne wrażenie, tak samo jak wszelkie scenografie i charakteryzacja. To i rola O'Hary to jego jedyne mocne strony.

Jest dokładnie jak piszesz z naszym Beetlemeierem - z komediowej postaci stał się obleśnym prześladowcą przyprawiającym bohaterkę o traumę i PTSD.

Śmierć Charlesa powinna być wspomniana jako coś co miało miejsce w 2003 (zbukowy easter egg nawiązujący do kartoteki Jonesa), a zgon na początku filmu zaliczyć mąż Lydii a historia być o jej poszukiwaniu kontaktu z nim i ucieknięciu się do poproszenia Beetlejuice'a o pomoc. Ale piszę to starając się naprawić to nieporozumienie, przede wszystkim to ten sequel nie powinien nigdy powstać.

PS. Wyjaśni mi ktoś dlaczego wprowadzenie żywej osoby do zaświatów jest nielegalne, skoro Poradnik zawiera instrukcję jak to zrobić? 🙂

PS2. Nie można było pokazać Winony zatrzymującej się przy okazji na chwilę przy grobie Barbary i Adama ze zdjęciami Geeny i Aleca?

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Praktycznie jak wyżej, ratuje głównie Keaton, O'Hara i  parę scen w zaświatach. Zgadzam się z Mierzwiakiem, strona wizualna na plus, efekty wizualne też niezłe, podobało mi się że piaskowy wąż, choć pewnie robiony CGI, ma te charakterystyczne rwane ruchy jak w animacji poklatkowej z pierwszego filmu.

Jeszcze jedna przykra sprawa Maria Skłodowska-Curie straciła drugie nazwisko i została Francuzką. Wiem, że miała takie obywatelstwo, ale kurna nawet na angielskiej Wikipedii jest napisane jak byk jak się nazywała i jej pochodzenie. To jest to słynne traktowanie kobiet z szacunkiem przez Hollywood .

A to nie jest tak, że na Zachodzie od dawna jest uważana za Francuzkę. Jestem pewien, że spotykam się z tym już nie pierwszy raz. Podobno w polskim dubbingu naprawili, w napisach już nie.

Mierzwiak, moim zdaniem świetny pomysł na fabułę.

Co do lampy, chyba nie, bo np zwiastun Venoma 3 widziałem już tak z piąty raz i wyglądał tak samo jak zawsze. Pewnie tylko wymyślam i marudzę. Ale oryginał powtarzany trzy dni temu na HBO był piękny.

Ps. Brad Pitt jako jeden z producentów to jedno z największych czołówkowych zaskoczeń tego roku. Jeszcze w filmie z Justinem Theroux 🙂

Cytat z Szaman data wrzesień 8, 2024, 17:57

Ale oryginał powtarzany trzy dni temu na HBO był piękny.

Oryginał na Max to nawet nie remaster! 😛

 

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Trochę współczuję Keatonowi, bo niewielu aktorów może pochwalić się powrotem do aż dwóch ikonicznych ról ze swojego portfolio. I o ile aktorsko jego występ we Flashu był OK ale zawiódł scenariusz, tak tutaj nie działa ani skrypt, ani, jak zauważył Szaman, w większości też sam Keaton.

Cytat z Szaman data wrzesień 8, 2024, 17:57

A to nie jest tak, że na Zachodzie od dawna jest uważana za Francuzkę. Jestem pewien, że spotykam się z tym już nie pierwszy raz. Podobno w polskim dubbingu naprawili, w napisach już nie.

Jest tak często, ale to żadne wytłumaczenie, tym bardziej jak łatwo można to zweryfikować.

Cytat z Janko data wrzesień 8, 2024, 17:28

Praktycznie jak wyżej, ratuje głównie Keaton, O'Hara i  parę scen w zaświatach. Zgadzam się z Mierzwiakiem, strona wizualna na plus, efekty wizualne też niezłe, podobało mi się że piaskowy wąż, choć pewnie robiony CGI, ma te charakterystyczne rwane ruchy jak w animacji poklatkowej z pierwszego filmu.

Jeszcze jedna przykra sprawa Maria Skłodowska-Curie straciła drugie nazwisko i została Francuzką. Wiem, że miała takie obywatelstwo, ale kurna nawet na angielskiej Wikipedii jest napisane jak byk jak się nazywała i jej pochodzenie. To jest to słynne traktowanie kobiet z szacunkiem przez Hollywood .

Ale na angielskiej wikipedii jest napisane z domu Skłodowska, ale  "znana jako Maria Curie" i nie ma jej całego nazwiska w haśle tylko Curie.

Jeśli wejdziesz w zdobywców Nobla to jest tam Maria Curie https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Nobel_laureates_in_Physics

Zresztą zagraniczne tytuły filmów o niej

https://pl.wikipedia.org/wiki/Curie-Sk%C5%82odowska - oryginalnie Madame Curie

https://en.wikipedia.org/wiki/Marie_Curie:_The_Courage_of_Knowledge  - francuski i niemiecki tytuł to Marie Curie

Prawdopodobnie dla nich takie słowiańskie, długie nazwisko jest trudne do zapamiętania - jeszcze z literą Ł, którą nie wiadomo jak wypowiedzieć i zapisać.

Z Marią Curie tylko dla nas sprawa jest tak prosta (co ciekawe, potrafimy być w podejściu do noblistów zaskakująco niekonsekwentni, o czym dalej). Moja znajoma, która od lat mieszka we Francji opowiadała, że dla Francuzów oczywiste jest że Maria jest „ich”. Wynika to po części z nieco mniej kategorycznych zasad, które kraje bardziej zróżnicowane narodowościowo, przykładają do określenia przynależności do grup społecznych czy właśnie nawet narodu. Zresztą naród to przecież nie tylko miejsce urodzenia, język, pochodzenie, ale też wspólnota społeczna. Marie Curie całą swą karierę naukową (począwszy od studiów) związała z Francją. A to właśnie za tę działalność otrzymała obie nagrody Nobla.  I to jest dla Francuzów główny (w tym wypadku) wyznacznik.

Jest pewien pisarz, którego życiorys w kilku ważnych elementach bardzo podobny jest do Marie Curie. Urodzony na terenie Polski pod zaborami. Zmuszony okolicznościami do wyjazdu (ale już po odzyskaniu niepodległości). Tworzył (w początkowym okresie) po polsku, czuł się warszawiakiem, a za ojczyznę uważał Polskę. Mimo to dziś jest noblistą amerykańskim. To Isaac Singer, więc nietrudno się domyślić dlaczego akurat w tym wypadku szat za jego przynależność narodowościową nie rozdzieramy.

Mam jeszcze takie wrażenie, jakby scenarzyści Beetlejuice Beetlejuice mieli problemy ze skupieniem uwagi i doprowadzeniem spraw do końca.

Są w tym filmie dwie dziwne rzeczy, które zwróciły moją uwagę:

1) Na początku zastajemy Lydię na planie jej programu o duchach, w studio na kanapie siedzi para mająca problem z nawiedzeniem a my dostajemy nagranie z Lydią z ich domu, w którym cała kuchnia szaleje. Rozwiązanie tego? Nie ma. Nie kończy się to żadnym gagiem, razem z gośćmi programu nie dowiadujemy się kto i czemu nawiedział ich dom, po co więc było całe to wprowadzenie?

2) Zgodnie z klasyczną zasadą, podwójny setup powinien zaowocować payoffem za trzecim razem. I tak na stypie widzimy, jak ksiądz pije wino z kielisza, w którym jest chyba cała butelka. Później spotykamy go gdy wiezie na kolanach torbę z brzeczącymi w środku butelkami. Trzeciego razu nie ma, ponieważ motyw ten zostaje porzucony, więc znowu pytanie: po co to było?

Pierwszy motyw tylko i wyłącznie dla nakreślenia czym zajmuje się Winona i wprowadzenia JT. Przesadność ruchów mebli kuchennych miała być chyba gagiem na temat tych programów z Discovery, gdzie mało co się rusza, a już piszczą ze strachu.

Ksiądz służy tylko dla pstryczków w nos i takich prostych podśmiechujek ze złych stereotypów. Jest alkoholizm, jest chciwość, naginanie zasad, tylko dziecka na boku mu zabrakło.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Netflixowe Rebel Ridge polecam, koniecznie.

robgordon has reacted to this post.
robgordon

Mogę jeszcze ponarzekać? Mogę.

Ta nowa aranżacja numeru otwierającego jest BEZNADZIEJNA!

Włączyłem wczoraj na 15 minut Boksera. Gdybym nie wiedział, kto jest reżyserem to bym pomyślał, że to film Kawulskiego - bardzo podobna narracja i piosenki jako tło. Fajne do oglądanie jednym okiem w czasie robienia innych czynności w domu, ale strasznie upraszcza to pracę reżysera i aktorów, a widz nie musi myśleć bo wszystko jest podane na tacy. Po co budować rolę  jak narrator mówi "ojciec się stoczył po tym wydarzeniu" - wszystko wyjaśnione, nic nie trzeba rozkminiać. Pokazać ojca jak pijany wchodzi do domu i można przejść do następnej sceny.

Cytat z Kuba data wrzesień 9, 2024, 09:59

Netflixowe Rebel Ridge polecam, koniecznie.

Bardzo kurna dobry film. Zaskoczenie roku, Netflix zrobił naprawdę świetne kino akcji. Choć w sumie…

Spoiler

…mógłby to z powodzeniem być kolejny film z serii Reacher.

Rebel Ridge

Składniki wręcz sztampowe. Samotny bohater w stylu Reachera, dziewczyna z przeszłością, małe miasteczko, skorumpowana policja i mieszkańcy, którzy wolą nie wiedzieć. Budżet filmu to pewnie jakieś 20% odcinka popularnego serialu (zwróćcie uwagę w ilu lokacjach pojawia się Don Johnson). Ale wszystko to udało się opakować ciekawym, wciągającym i w wielu miejscach zaskakującym skryptem. I mimo ograniczeń budżetowych, dobrze zrealizować. Pozytywne oceny zasłużone.

PS. Pierre wydaje się dużo lepszym wyborem do tej akurat roli niż Boyega.

Niech będzie, że nawet 8/10

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Dla mnie najlepszy film Saulniera (nie jestem fanem a tak wychwalany Green Room był po prostu żenujący w trzecim akcie), prosty, konkretny, nawet trzymający w napięciu.

Pierre mega charyzmatyczny, szybko zdobywa sympatię ale też udanie sprawia wrażenie kogoś, z kim lepiej nie zadzierać. Co mi się podobało, to że film nie sili się na żadne post-BLMowe wtręty na temat rasizmu i jeśli już tutaj takowych szukać, to głęboko między wierszami, nawet jeśli cały film opiera się na starciu Czarnoskórego z białymi policjantami.

Johnson świetny, to mógł być sztampowy, przerysowany czarny charakter, a wyszła wiarygodna postać z zasadami rządząca w swoim mikro świecie, tyle że są to zasady sprzeczne z tymi głównego bohatera.

Dobra, zachęciliście 🙂

PreviousPage 77 of 106Next