Opinie o filmach
Cytat z Szaman data 20 października, 2024, 19:36Może za ciężko myślę ostatnio, ale nie ogarniam jak oni przeszli z tego trzeciego aktu do ścisłego finału, poza tym, że jakoś to będzie jak tutaj przytniemy, a tu skleimy 🙂 Ale to już nawet wspominałeś wyżej.
[spoiler title=""]
I właściwie co się dzieje w momencie pozostawania w iluzji? Demon przez jeden dzień prowadzi za ciebie normalne życie, miło uśmiecha się do wszystkich, bo lubi się uśmiechać, ubiera się wystrzałowo i wbiega na scenę? Więcej, mocniej, szybciej znowu nie znaczyło lepiej.
[/spoiler]
Może za ciężko myślę ostatnio, ale nie ogarniam jak oni przeszli z tego trzeciego aktu do ścisłego finału, poza tym, że jakoś to będzie jak tutaj przytniemy, a tu skleimy 🙂 Ale to już nawet wspominałeś wyżej.
I właściwie co się dzieje w momencie pozostawania w iluzji? Demon przez jeden dzień prowadzi za ciebie normalne życie, miło uśmiecha się do wszystkich, bo lubi się uśmiechać, ubiera się wystrzałowo i wbiega na scenę? Więcej, mocniej, szybciej znowu nie znaczyło lepiej.
Cytat z Szaman data 20 października, 2024, 19:38A i nie wiem czy wystarczająco zaznaczyłem jak parszywy wizualnie jest ścisły finał w porównaniu z jedynką. Jakby w soczewce skupiły się wszystkie złe decyzje reżyserskie.
A i nie wiem czy wystarczająco zaznaczyłem jak parszywy wizualnie jest ścisły finał w porównaniu z jedynką. Jakby w soczewce skupiły się wszystkie złe decyzje reżyserskie.
Cytat z Mierzwiak data 27 października, 2024, 14:30
Ostatnio staram się jak najszybciej oglądać swoje zakupy i tym razem fajnie wyszło z przesyłkami, bo w dwa dni obejrzałem oryginalny Ring i jego remake.
Film Verbinskiego zawsze bardzo mi się podobał i co uważam za jego największą siłę, to że nie jest prostą kopią oryginału. Zachowano szkielet fabularny i większość kluczowych scen, ale koniec końców oba filmy są od siebie diametralnie inne, każdy ma coś, czego nie ma drugi i oba stoją o własnych siłach jako samodzielne, przemyślane produkcje. Oczywiście hollywoodzka wersja jest, no cóż, hollywoodzka - kolejne dni mijające od obejrzenia kasety "umilają", sny, wizje, krew z nosa, materializujące się obiekty, wszędobylskie znaki itp. Japoński oryginał jest przy tym bardzo oszczędny, by nie powiedzieć subtelny, bardziej przypomina paranormalny dramat / thriller aniżeli horror, choć film Verbinskiego też nie jest typowym horrorem. Nie ma tu tanich straszaków i atakowania bębenków widowni, jest właśnie bardziej atmosfera (zdjęcia są WYBORNE a wersja 4K wygląda jakby film nakręcono wczoraj, no i fantastyczna muzyka Zimmera) i budowanie napięcia aniżeli epatowanie horrorowymi kliszami.
Ciekawe jest to, że Amerykanie z jednej strony dodali do scenariusza więcej atrakcji, a z drugiej usunęli dość istotny wątek jakim jest to, że były partner głównej bohaterki jest kimś w rodzaju medium.
Na deser jeszcze fajny detal, na który nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi - gdy Naomi robi kopię kasety, obraz wyświetlany jest jednocześnie na większym i mniejszym monitorze. W momencie z urwiskiem, tym gdzie po ekranie kółko zatacza mucha, możemy zauważyć, że na większym wyświetlaczu mucha jest mniejsza, a na mniejszym większa. Dlaczego? Dlatego że mucha zawsze ma rzeczywisty rozmiar, co później ma swój finał w scenie, w której Naomi "wyciąga" ją z ekranu chwytając ją w palce. Świetny pomysł!

Ostatnio staram się jak najszybciej oglądać swoje zakupy i tym razem fajnie wyszło z przesyłkami, bo w dwa dni obejrzałem oryginalny Ring i jego remake.
Film Verbinskiego zawsze bardzo mi się podobał i co uważam za jego największą siłę, to że nie jest prostą kopią oryginału. Zachowano szkielet fabularny i większość kluczowych scen, ale koniec końców oba filmy są od siebie diametralnie inne, każdy ma coś, czego nie ma drugi i oba stoją o własnych siłach jako samodzielne, przemyślane produkcje. Oczywiście hollywoodzka wersja jest, no cóż, hollywoodzka - kolejne dni mijające od obejrzenia kasety "umilają", sny, wizje, krew z nosa, materializujące się obiekty, wszędobylskie znaki itp. Japoński oryginał jest przy tym bardzo oszczędny, by nie powiedzieć subtelny, bardziej przypomina paranormalny dramat / thriller aniżeli horror, choć film Verbinskiego też nie jest typowym horrorem. Nie ma tu tanich straszaków i atakowania bębenków widowni, jest właśnie bardziej atmosfera (zdjęcia są WYBORNE a wersja 4K wygląda jakby film nakręcono wczoraj, no i fantastyczna muzyka Zimmera) i budowanie napięcia aniżeli epatowanie horrorowymi kliszami.
Ciekawe jest to, że Amerykanie z jednej strony dodali do scenariusza więcej atrakcji, a z drugiej usunęli dość istotny wątek jakim jest to, że były partner głównej bohaterki jest kimś w rodzaju medium.
Na deser jeszcze fajny detal, na który nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi - gdy Naomi robi kopię kasety, obraz wyświetlany jest jednocześnie na większym i mniejszym monitorze. W momencie z urwiskiem, tym gdzie po ekranie kółko zatacza mucha, możemy zauważyć, że na większym wyświetlaczu mucha jest mniejsza, a na mniejszym większa. Dlaczego? Dlatego że mucha zawsze ma rzeczywisty rozmiar, co później ma swój finał w scenie, w której Naomi "wyciąga" ją z ekranu chwytając ją w palce. Świetny pomysł!


Cytat z Janko data 28 października, 2024, 18:15Megalopolis
O kurna, kolejny popierzony film do mojej kolekcji, ale w przeciwieństwie do Substancji w mniej pozytywnym stylu i głównie spowodowany jakością wykonania, choć i tematyka standardowa raczej nie jest. Tak, gdy już po poł godzinie wyszły pierwsze 3 osoby z sali (łącznie koło 10) wiesz z czym masz do czynienia.
Rany ten film to taki montażowy pierdolnik, że głowa mała, jedna scena potrafi się urwać żeby pokazać skrawek nic nie znaczącego dialogu epizodycznych, następnie wrócić do niej i znów do tego dialogu. Widać też jak bardzo jest pocięty. Przykład: postać Dustina Hoffmana w połowie filmu ma jakąś ważną misję znika na długi czas, dopiero pod koniec przypomina się nam o nim w kilkusekundowej retrospekcji wieńczącej jego watek. Do aktorów raczej nic nie mam, ciężko zagrać inaczej to co im tu dano, inna sprawa że każdy jest według innego klucza. Driver rzuca co pół minuty wzniosłe teksty, cytuje nawet Szekspira, Laurence Fishburne jest wszechwiedzącym narratorem - historykiem, Nathalie Emmanuel jakby z jakiegoś normalnego filmu się urwała, a Shia jest totalnym pojebem (czyli jakby grał siebie, idealny casting).
Dialogi też w sporej części są dość.. specyficzne. Tu przykład, co prawda zmontowany, ale pierwsze 22 sekundy są absolutnie legitne:
https://www.youtube.com/watch?v=TTQPsnm_LZY&t=43s
Nie wiem czy to było zamierzenie śmiesznie, ale jest pod koniec filmu jak dla mnie scena roku (biorę w spoiler ale może kogoś zachęci do obejrzenia filmu)
[spoiler title=""]
Jon Voight mówi do Aubrey, że ma dla niej erekcję, zdejmuje kołdrę okazuje się że to łuk strzela do niej śmiertelnie a następnie trafia 2 razy
Shię w dupęPiękne, jak w starych dobrych filmach tria ZAZ.
[/spoiler]
Można by tu długo, bo filmowo jest w wielu miejscach tragicznie, ale z drugiej strony wciągnęła mnie ta niestandardowa wizja Coppoli. Pewnie Francis bardziej wierzył w to, że tworzy wielkie, ambitne arcydzieło (film ma raczej dość proste przesłanie) niż obecna jego forma na to pozwalała, ale jak spadać z konia to wysokiego. Dobrym tego filmu nie nazwę i nie wierzę, że osiągnie kiedyś status kultowy jak chcą tego nieliczni fani. Mimo wszystko wolę takie nawet nieudane próby czegoś mniej mainstreamowego niż kolejny przeciętny produkcyjniak.
Megalopolis
O kurna, kolejny popierzony film do mojej kolekcji, ale w przeciwieństwie do Substancji w mniej pozytywnym stylu i głównie spowodowany jakością wykonania, choć i tematyka standardowa raczej nie jest. Tak, gdy już po poł godzinie wyszły pierwsze 3 osoby z sali (łącznie koło 10) wiesz z czym masz do czynienia.
Rany ten film to taki montażowy pierdolnik, że głowa mała, jedna scena potrafi się urwać żeby pokazać skrawek nic nie znaczącego dialogu epizodycznych, następnie wrócić do niej i znów do tego dialogu. Widać też jak bardzo jest pocięty. Przykład: postać Dustina Hoffmana w połowie filmu ma jakąś ważną misję znika na długi czas, dopiero pod koniec przypomina się nam o nim w kilkusekundowej retrospekcji wieńczącej jego watek. Do aktorów raczej nic nie mam, ciężko zagrać inaczej to co im tu dano, inna sprawa że każdy jest według innego klucza. Driver rzuca co pół minuty wzniosłe teksty, cytuje nawet Szekspira, Laurence Fishburne jest wszechwiedzącym narratorem - historykiem, Nathalie Emmanuel jakby z jakiegoś normalnego filmu się urwała, a Shia jest totalnym pojebem (czyli jakby grał siebie, idealny casting).
Dialogi też w sporej części są dość.. specyficzne. Tu przykład, co prawda zmontowany, ale pierwsze 22 sekundy są absolutnie legitne:
Nie wiem czy to było zamierzenie śmiesznie, ale jest pod koniec filmu jak dla mnie scena roku (biorę w spoiler ale może kogoś zachęci do obejrzenia filmu)
Jon Voight mówi do Aubrey, że ma dla niej erekcję, zdejmuje kołdrę okazuje się że to łuk strzela do niej śmiertelnie a następnie trafia 2 razy
Shię w dupę
Piękne, jak w starych dobrych filmach tria ZAZ.
Można by tu długo, bo filmowo jest w wielu miejscach tragicznie, ale z drugiej strony wciągnęła mnie ta niestandardowa wizja Coppoli. Pewnie Francis bardziej wierzył w to, że tworzy wielkie, ambitne arcydzieło (film ma raczej dość proste przesłanie) niż obecna jego forma na to pozwalała, ale jak spadać z konia to wysokiego. Dobrym tego filmu nie nazwę i nie wierzę, że osiągnie kiedyś status kultowy jak chcą tego nieliczni fani. Mimo wszystko wolę takie nawet nieudane próby czegoś mniej mainstreamowego niż kolejny przeciętny produkcyjniak.
Cytat z Mierzwiak data 30 października, 2024, 19:23
The Ring Two i Rings
Kupiłem i powtórzyłem je wyłącznie dlatego, że były w zestawie z filmem Verbinskiego i chociaż oba oglądało się nieco lepiej niż się spodziewałem, to jutro wylądują tam gdzie ich miejsce: na
dnie studniallegro.Pamiętam jakim zaskoczeniem był angaż Hideo Nakaty, reżysera oryginalnego Ringu do sequela remake'u, a jeszcze większym to, jak słabą odwalił w nim robotę. Film jest nijaki wizualnie, nie ma w nim w zasadzie żadnej atmosfery, sprawia wrażenie sequela prosto na wideo, do którego jakimś cudem udało im się ściągnąć gwiazdę poprzedniego, kinowego hitu. Mogę go docenić za jedno: nie jest prostą kopią poprzednika (na ciebie patrzę, Smile 2), nie jest też kopią japońskiego sequela, który miał swoje własne problemy. Próbuje za to czegoś innego, czegoś własnego, a że nie ma to zbyt wiele sensu, związku z poprzednią częścią i zaowocowało smętnym, nieciekawym filmem, to już inna historia.
Jeśli The Ring Two przypomina sequel prosto na wideo, to przed Rings powinno być logo Netfliksa. Po bezbarwnej dwójce wracamy do bardziej adekwatnej, kolorystycznie zbliżonej do filmu Verbinskiego strony wizualnej i jeśli coś tu zagrało, to właśnie to, jeszcze z bonusem z postaci fajnego pomysłu z Samarą wychodzącą z telewizora leżącego ekranem do podłogi. Reszta to chaotyczna katastrofa, zbliżająca się niezbezpiecznie do Oszukać przeznaczenie (scena otwierająca z samolotem nie może być przypadkiem) ale też był to jedyny interesujący, w pewnym momencie całkowicie porzucony, wątek tego filmu. Czy osoba która już wcześniej widziała wideo i przekazała klątwę dalej jest na zawsze wykluczona z kręgu, czy może obejrzeć nagranie jeszcze raz i jeszcze raz stać się "nosicielem"? Nie wiadomo, a szkoda, choć takie rozbieranie zjawiska paranormalnego na czynniki pierwsze, robienie z przekazywania sobie nagrania swego rodzaju eksperymentu i zabawy odziera cały motyw z resztek grozy.
Co ciekawe wspomniany już Smile 2 ma podobne zakończenie do tego filmu.
Ponieważ wraz z usunięciem oceny na filmwebie usuwają się również komentarze pod nią, wklejam tu co tam 7 lat temu napisałem z Szamanem.
Szaman: Aby dokładnie to udowodnić musiałbym o zgrozo pokusić się o drugi seans, ale sądzę, że cały D'Onofrio pochodzi z dokrętek. Galecki ma jakieś ukryte, nowoczesne biuro, z monitorami na ścianach odliczającymi sekundy życia nieszczęśnikom (WTF?), całe centrum dowodzenia, a potem film już zupełnie do tego nie wraca, skręcając w bardzo standardową historyjkę z Vincentem. W swojej ostatniej scenie Galecki pokazywany jest tak jakby był zastąpiony dublerem, a zakończenie wygląda na wymyślone na kolanie iu silnie wysnute z reszty filmu. Stawiam, że film miał być unowocześnieniem Ringu, z plikami, monitorami LCD i internetem, ale tak poległ na pokazach testowych, że zastąpiono go grzeczną historyjką o trupach w szafie.
Mierzwiak: Zgadzam się, dokrętki ewidentne, w tym kretyńska scena otwierająca z samolotem. Logika nakazywałaby, by kasetę odkrył ktoś z rodziny zmarłego, a tymczasem jego rzeczy sprzedawane są na jakimś targu??? To jest tak bardzo na siłę, że śmiać się chce. A co z prowadzącym donikąd wątkiem nasilających się wizji? Galecki ledwo odkłada telefon a deszcz pada do góry nogami, okna zamieniają się w wielki ekran (??????). To co się musiało dziać dalej? Nie wiadomo, "wizja" filmu uległa zmianie 😀 Problem i z drugą częścią i tą jest taki, że nie mają racji bytu. The Ring to zamknięta historia oparta na prostych zasadach, wszystko tam zostało wyjaśnione, jakiekolwiek kontynuacje nie mają sensu bo pozostaje już tylko oglądanie taśmy i podawanie jej dalej, a to powtórka z jedynki. Oba sequele łamią te zasady, są z oryginałem niespójne i proponują wymuszone, idiotyczne fabuły. Samara nie żyje, pozostała po niej tylko ta "klątwa". Tymczasem co? Samara najpierw chce by Watts była jej mamusią, a teraz wróciła do kręcenia krótkometrażówek (nowe nagranie jest beznadziejne!) i chce być dużą dziewczynką. Aaaaaaaaa.
Szaman: Z tą kasetą na targu komuś chyba marzył się punkt wyjściowy jak z Hellraisera. Mimo, że Galecki gra tutaj z miną jakby miał zatwardzenie pod hasłem patrzcie nie ogoliłem się i tak bardzo próbuje już nie być Leonardem, to chętniej obejrzałbym historię z perspektywy jego niż młodych modeli. Tylko, tak jak pisałeś, co tutaj dodawać i odkrywać, Brian Cox wyjaśnił już wszystko 15 lat temu.
Mierzwiak: Krótkometrażówka Rings pokazała jak bardzo to się wszystko rozrosło, kontynuacja po tylu latach powinna już dziać się w świecie w którym o tym fenomenie wiedzą nawet media a badaniem go zajmują się najwięksi badacze zjawisk paranormalnych. Może, może trochę chciałbym zobaczyć pójście w tym kierunku, no ale znowu: co tu jeszcze dodać w temacie? Zatwardzenie Galeckiego bardzo widoczne w jego scenach 🙂
Szaman: Obecność takiej kasety jako powszechnie znanego narzędzia zbrodni na równi z pistoletem, czy bombą wywróciłaby cały świat tak bardzo, że chyba żaden scenarzysta by tego nie udźwignął. Ale pomysł rzeczywiście świeży 🙂
Mierzwiak: Mogliby ją puszczać więźniom na tydzień przed egzekucją 🙂

The Ring Two i Rings
Kupiłem i powtórzyłem je wyłącznie dlatego, że były w zestawie z filmem Verbinskiego i chociaż oba oglądało się nieco lepiej niż się spodziewałem, to jutro wylądują tam gdzie ich miejsce: na dnie studni allegro.
Pamiętam jakim zaskoczeniem był angaż Hideo Nakaty, reżysera oryginalnego Ringu do sequela remake'u, a jeszcze większym to, jak słabą odwalił w nim robotę. Film jest nijaki wizualnie, nie ma w nim w zasadzie żadnej atmosfery, sprawia wrażenie sequela prosto na wideo, do którego jakimś cudem udało im się ściągnąć gwiazdę poprzedniego, kinowego hitu. Mogę go docenić za jedno: nie jest prostą kopią poprzednika (na ciebie patrzę, Smile 2), nie jest też kopią japońskiego sequela, który miał swoje własne problemy. Próbuje za to czegoś innego, czegoś własnego, a że nie ma to zbyt wiele sensu, związku z poprzednią częścią i zaowocowało smętnym, nieciekawym filmem, to już inna historia.
Jeśli The Ring Two przypomina sequel prosto na wideo, to przed Rings powinno być logo Netfliksa. Po bezbarwnej dwójce wracamy do bardziej adekwatnej, kolorystycznie zbliżonej do filmu Verbinskiego strony wizualnej i jeśli coś tu zagrało, to właśnie to, jeszcze z bonusem z postaci fajnego pomysłu z Samarą wychodzącą z telewizora leżącego ekranem do podłogi. Reszta to chaotyczna katastrofa, zbliżająca się niezbezpiecznie do Oszukać przeznaczenie (scena otwierająca z samolotem nie może być przypadkiem) ale też był to jedyny interesujący, w pewnym momencie całkowicie porzucony, wątek tego filmu. Czy osoba która już wcześniej widziała wideo i przekazała klątwę dalej jest na zawsze wykluczona z kręgu, czy może obejrzeć nagranie jeszcze raz i jeszcze raz stać się "nosicielem"? Nie wiadomo, a szkoda, choć takie rozbieranie zjawiska paranormalnego na czynniki pierwsze, robienie z przekazywania sobie nagrania swego rodzaju eksperymentu i zabawy odziera cały motyw z resztek grozy.
Co ciekawe wspomniany już Smile 2 ma podobne zakończenie do tego filmu.
Ponieważ wraz z usunięciem oceny na filmwebie usuwają się również komentarze pod nią, wklejam tu co tam 7 lat temu napisałem z Szamanem.
Szaman: Aby dokładnie to udowodnić musiałbym o zgrozo pokusić się o drugi seans, ale sądzę, że cały D'Onofrio pochodzi z dokrętek. Galecki ma jakieś ukryte, nowoczesne biuro, z monitorami na ścianach odliczającymi sekundy życia nieszczęśnikom (WTF?), całe centrum dowodzenia, a potem film już zupełnie do tego nie wraca, skręcając w bardzo standardową historyjkę z Vincentem. W swojej ostatniej scenie Galecki pokazywany jest tak jakby był zastąpiony dublerem, a zakończenie wygląda na wymyślone na kolanie iu silnie wysnute z reszty filmu. Stawiam, że film miał być unowocześnieniem Ringu, z plikami, monitorami LCD i internetem, ale tak poległ na pokazach testowych, że zastąpiono go grzeczną historyjką o trupach w szafie.
Mierzwiak: Zgadzam się, dokrętki ewidentne, w tym kretyńska scena otwierająca z samolotem. Logika nakazywałaby, by kasetę odkrył ktoś z rodziny zmarłego, a tymczasem jego rzeczy sprzedawane są na jakimś targu??? To jest tak bardzo na siłę, że śmiać się chce. A co z prowadzącym donikąd wątkiem nasilających się wizji? Galecki ledwo odkłada telefon a deszcz pada do góry nogami, okna zamieniają się w wielki ekran (??????). To co się musiało dziać dalej? Nie wiadomo, "wizja" filmu uległa zmianie 😀 Problem i z drugą częścią i tą jest taki, że nie mają racji bytu. The Ring to zamknięta historia oparta na prostych zasadach, wszystko tam zostało wyjaśnione, jakiekolwiek kontynuacje nie mają sensu bo pozostaje już tylko oglądanie taśmy i podawanie jej dalej, a to powtórka z jedynki. Oba sequele łamią te zasady, są z oryginałem niespójne i proponują wymuszone, idiotyczne fabuły. Samara nie żyje, pozostała po niej tylko ta "klątwa". Tymczasem co? Samara najpierw chce by Watts była jej mamusią, a teraz wróciła do kręcenia krótkometrażówek (nowe nagranie jest beznadziejne!) i chce być dużą dziewczynką. Aaaaaaaaa.
Szaman: Z tą kasetą na targu komuś chyba marzył się punkt wyjściowy jak z Hellraisera. Mimo, że Galecki gra tutaj z miną jakby miał zatwardzenie pod hasłem patrzcie nie ogoliłem się i tak bardzo próbuje już nie być Leonardem, to chętniej obejrzałbym historię z perspektywy jego niż młodych modeli. Tylko, tak jak pisałeś, co tutaj dodawać i odkrywać, Brian Cox wyjaśnił już wszystko 15 lat temu.
Mierzwiak: Krótkometrażówka Rings pokazała jak bardzo to się wszystko rozrosło, kontynuacja po tylu latach powinna już dziać się w świecie w którym o tym fenomenie wiedzą nawet media a badaniem go zajmują się najwięksi badacze zjawisk paranormalnych. Może, może trochę chciałbym zobaczyć pójście w tym kierunku, no ale znowu: co tu jeszcze dodać w temacie? Zatwardzenie Galeckiego bardzo widoczne w jego scenach 🙂
Szaman: Obecność takiej kasety jako powszechnie znanego narzędzia zbrodni na równi z pistoletem, czy bombą wywróciłaby cały świat tak bardzo, że chyba żaden scenarzysta by tego nie udźwignął. Ale pomysł rzeczywiście świeży 🙂
Mierzwiak: Mogliby ją puszczać więźniom na tydzień przed egzekucją 🙂
Cytat z Szaman data 1 listopada, 2024, 14:14Stolik kawowy
Bardzo nieprzyjemny film. Głównie dramat/thriller, ale ma też wiele elementów czarnej komedii. W sumie myślałem, że widziałem i słyszałem już w kinematografii o wszystkim. Jednak nie mogę uwierzyć, że ktoś napisał, ktoś zagrał, a ktoś oświetlił i zmontował taką fabułę.
Mam niesamowicie mieszane uczucia. Na plus, że to taki film po którym cieszysz się ze swojego szarego życia, chcesz wstać, wyjść z domu i przytulić rodziców, znajomych i cieszyć się, że Twoje życie to nie film.
Na duży minus to co Mierzwiak zawsze tłucze mi do głowy- no i co by się stało gdyby z tej fabuły zabrać stolik kawowy? Moim zdaniem to samo, a jest traktowany z podkreślonym w finale namaszczeniem, jako przeklęty artefakt nieszczęść.
Sam nie wiem, 4/10 chyba jednak. Pewnych tematów nie ma co ruszać z czarnym jak smoła humorem.
Stolik kawowy
Bardzo nieprzyjemny film. Głównie dramat/thriller, ale ma też wiele elementów czarnej komedii. W sumie myślałem, że widziałem i słyszałem już w kinematografii o wszystkim. Jednak nie mogę uwierzyć, że ktoś napisał, ktoś zagrał, a ktoś oświetlił i zmontował taką fabułę.
Mam niesamowicie mieszane uczucia. Na plus, że to taki film po którym cieszysz się ze swojego szarego życia, chcesz wstać, wyjść z domu i przytulić rodziców, znajomych i cieszyć się, że Twoje życie to nie film.
Na duży minus to co Mierzwiak zawsze tłucze mi do głowy- no i co by się stało gdyby z tej fabuły zabrać stolik kawowy? Moim zdaniem to samo, a jest traktowany z podkreślonym w finale namaszczeniem, jako przeklęty artefakt nieszczęść.
Sam nie wiem, 4/10 chyba jednak. Pewnych tematów nie ma co ruszać z czarnym jak smoła humorem.
Cytat z Mierzwiak data 1 listopada, 2024, 21:51Nie chcę się przechwalać, ale jak tylko pokazali ją z dzieckiem w (fatalnej skądinąd) scenie kupowania stolika to od razu obstawiłem [spoiler title=""]że malec straci głowę przez tę niesamowitą szybę[/spoiler] no i masz. Oglądam dalej, ale punkt wyjścia posrany 😛
Nie chcę się przechwalać, ale jak tylko pokazali ją z dzieckiem w (fatalnej skądinąd) scenie kupowania stolika to od razu obstawiłem
Cytat z Mierzwiak data 2 listopada, 2024, 00:00Cytat z Szaman data listopad 1, 2024, 14:14Na duży minus to co Mierzwiak zawsze tłucze mi do głowy- no i co by się stało gdyby z tej fabuły zabrać stolik kawowy? Moim zdaniem to samo
A gdzie tam, przecież to co się stało ma z nim ścisły związek, choć fakt że tego nie pokazano jest dość sprytny, bo za cholerę nie umiem sobie zwizualizować tej sytuacji.
Mój jedyny problem z tym filmem jest taki, że opiera się na założeniu, że [spoiler title=""]matka niemowlaka po powrocie ze sklepu jest w stanie wytrzymać 2h choćby bez spojrzenia na śpiące dziecko, to jest totalna bzdura, o instynkcie nie tylko macierzyńskim że stało się coś złego nie wspomianając.[/spoiler]
Zakończenie na plus, zawsze się zastanawiam jak ludzie [spoiler title=""]zabijający przypadkiem swoje dzieci np. zapominając o nich i zostawiając je w rozgrzanym samochodzie są w stanie dalej żyć.[/spoiler]
Cytat z Szaman data listopad 1, 2024, 14:14Na duży minus to co Mierzwiak zawsze tłucze mi do głowy- no i co by się stało gdyby z tej fabuły zabrać stolik kawowy? Moim zdaniem to samo
A gdzie tam, przecież to co się stało ma z nim ścisły związek, choć fakt że tego nie pokazano jest dość sprytny, bo za cholerę nie umiem sobie zwizualizować tej sytuacji.
Mój jedyny problem z tym filmem jest taki, że opiera się na założeniu, że
Zakończenie na plus, zawsze się zastanawiam jak ludzie
Cytat z Mierzwiak data 2 listopada, 2024, 00:18Aha, jeszcze jedno:
[spoiler title=""]bracia rozmawiają w drugim pokoju o dziecku bez głowy obok elektronicznej niani, dziwne przeoczenie twórców.[/spoiler]
Aha, jeszcze jedno:
Cytat z Szaman data 2 listopada, 2024, 07:34Hehe też nie zauważyłem, niezła dziura logiczna 🙂 No i mocno zgadzam się, że motyw z niezaglądaniem do drugiego pokoju był naciągany.
Hehe też nie zauważyłem, niezła dziura logiczna 🙂 No i mocno zgadzam się, że motyw z niezaglądaniem do drugiego pokoju był naciągany.
Cytat z Mierzwiak data 2 listopada, 2024, 15:01Immaculate (Prime)
Kiedy ostatnio mieliśmy w jednym roku, tak blisko siebie, dwa filmy o tym samym? Mało tego, nawet nie o tym samym ale niemal takie same, przecież to nic innego jak alternatywna wersja [spoiler title=""]The First Omen [/spoiler]tylko z lepszym zakończeniem jakiego życzyłbym sobie w tamym filmie gdzie nie miało racji bytu z powodu bycia prequelem.
Ogółem spoko, fajne zdjęcia i zakończenie (choć twist oczywisty, wcześniej był aż nazbyt czytelnie zasygnalizowany cytatem z Biblii) ale z nich obu film ze spoilera lepszy.
Immaculate (Prime)
Kiedy ostatnio mieliśmy w jednym roku, tak blisko siebie, dwa filmy o tym samym? Mało tego, nawet nie o tym samym ale niemal takie same, przecież to nic innego jak alternatywna wersja
Ogółem spoko, fajne zdjęcia i zakończenie (choć twist oczywisty, wcześniej był aż nazbyt czytelnie zasygnalizowany cytatem z Biblii) ale z nich obu film ze spoilera lepszy.
Cytat z Szaman data 2 listopada, 2024, 19:58What Happens Later (2023)
W innym wątku cieszyłem się, że Eddie Vedder jest tutaj obecny głosem, a okazał się najsłabszym elementem filmu. Jest częścią koszmarnego pomysłu aby lektor na lotnisku wchodził w interakcje z bohaterami, prowadził z nimi krótkie dialogi, udzielał im wskazówek. Miało to tworzyć baśniową atmosferę, a raczej wprawiało mnie w zażenowanie.
Właśnie ciepło i baśniowość były niepotrzebne, wymuszone. Pod spodem krył się lepszy film o generacji X rozczarowanej, zniszczonej życiem, wracającej do przeszłości w obliczu swojej 50-tki (Meg Ryan i David Duchovny grają bohaterów o dekadę młodszych). Zamiast tego ma być słodko i z końcową dedykacją dla Nory, prawdopodobnie Nory Ephron.
Bardzo czuć teatralny rodowód, na ekranie obecna jest jedynie para legend lat 90-tych. Jeśli ktoś miał na nich alergię w latach ich świetności to film jest spełnieniem jego najgorszych koszmarów. Obserwujemy tylko plecy, lub rozmazane twarze innych pasażerów lotniska.
Na plus najbardziej rozbudzony i zaangażowany Duchovny od wielu, wielu lat. W tym facecie nadal tli się życie, ten facet nadal się uśmiecha. Ryan bardzo przeciętna, Veddera już w sumie miałem dość pod koniec.
Niezły, ale przegrzany jest pomysł aby bohaterowie słuchali na lotnisku słabych, wykrzywionych coverów z lat 90-tych i demerwowali się w trakcie odsłuchu. I w sumie tyle.
4/10
What Happens Later (2023)
W innym wątku cieszyłem się, że Eddie Vedder jest tutaj obecny głosem, a okazał się najsłabszym elementem filmu. Jest częścią koszmarnego pomysłu aby lektor na lotnisku wchodził w interakcje z bohaterami, prowadził z nimi krótkie dialogi, udzielał im wskazówek. Miało to tworzyć baśniową atmosferę, a raczej wprawiało mnie w zażenowanie.
Właśnie ciepło i baśniowość były niepotrzebne, wymuszone. Pod spodem krył się lepszy film o generacji X rozczarowanej, zniszczonej życiem, wracającej do przeszłości w obliczu swojej 50-tki (Meg Ryan i David Duchovny grają bohaterów o dekadę młodszych). Zamiast tego ma być słodko i z końcową dedykacją dla Nory, prawdopodobnie Nory Ephron.
Bardzo czuć teatralny rodowód, na ekranie obecna jest jedynie para legend lat 90-tych. Jeśli ktoś miał na nich alergię w latach ich świetności to film jest spełnieniem jego najgorszych koszmarów. Obserwujemy tylko plecy, lub rozmazane twarze innych pasażerów lotniska.
Na plus najbardziej rozbudzony i zaangażowany Duchovny od wielu, wielu lat. W tym facecie nadal tli się życie, ten facet nadal się uśmiecha. Ryan bardzo przeciętna, Veddera już w sumie miałem dość pod koniec.
Niezły, ale przegrzany jest pomysł aby bohaterowie słuchali na lotnisku słabych, wykrzywionych coverów z lat 90-tych i demerwowali się w trakcie odsłuchu. I w sumie tyle.
4/10
Cytat z robgordon data 2 listopada, 2024, 22:42Pokój nauczycielski
Jedna nieprzemyślana decyzja początkiem ciągu zdarzeń, którego nie da się zatrzymać. Trudno napisać bez spoilerów, a warto o historii wiedzieć jak najmniej. Świetny obraz współczesnego systemu edukacji, ale też patrząc szerzej, nowoczesnego społeczeństwa. Jednocześnie od pierwszej sceny film trzyma w napięciu (niczym dobry thriller), które rośnie i nie odpuszcza do samego końca. Bardzo słuszny niemiecki kandydat do Oskara.
8/10
Pokój nauczycielski
Jedna nieprzemyślana decyzja początkiem ciągu zdarzeń, którego nie da się zatrzymać. Trudno napisać bez spoilerów, a warto o historii wiedzieć jak najmniej. Świetny obraz współczesnego systemu edukacji, ale też patrząc szerzej, nowoczesnego społeczeństwa. Jednocześnie od pierwszej sceny film trzyma w napięciu (niczym dobry thriller), które rośnie i nie odpuszcza do samego końca. Bardzo słuszny niemiecki kandydat do Oskara.
8/10
Cytat z Szaman data 2 listopada, 2024, 23:05Ludzie pracy (1990, Amazon)
Emilio Estevez i Charlie Sheen jako śmieciarze wplątani w kryminalną intrygę. To jeden z tych filmów w których gdy ktoś oberwie w głowę to słychać ćwierkanie, a czarne charaktery zachowują się jak Rocksteady i Beepop z Żółwi Ninja. Nie turlałem się ze śmiechu, ale luz epoki i słoneczna otoczka sprawiły, że zleciało sympatycznie i mogę to chyba zaliczyć do guilty pleasure.
6/10
Ludzie pracy (1990, Amazon)
Emilio Estevez i Charlie Sheen jako śmieciarze wplątani w kryminalną intrygę. To jeden z tych filmów w których gdy ktoś oberwie w głowę to słychać ćwierkanie, a czarne charaktery zachowują się jak Rocksteady i Beepop z Żółwi Ninja. Nie turlałem się ze śmiechu, ale luz epoki i słoneczna otoczka sprawiły, że zleciało sympatycznie i mogę to chyba zaliczyć do guilty pleasure.
6/10
Cytat z Mierzwiak data 3 listopada, 2024, 11:27
Przy okazji premiery kolejnych Shyamalanów na UHD w końcu powtórzyłem też czekającego na półce od trzech lat Niezniszczalnego i na nowo odnalazłem w sobie fana Nighta, przynajmniej tego dawnego.
Facet zadebiutował fantastycznym The Sixth Sense (pomimo znajomości i oczywistości twistu ten film wciąż działa, zwłaszcza jeśli potraktujemy małego Cole'a jako jego głównego bohatera) i kolejnymi filmami tylko potwierdził swój talent. Dał się poznać jako twórca wrażliwy, uważny, mający ciekawe pomysły i świeże podejście do znanych tematów. Unbreakable wyprzedził swoje czasy o 24 lata (dzisiaj pialibyśmy z zachwytu nad remedium na zmęczenie komiksowymi blockbusterami) a w Signs odpowiedział całemu podgatunkowi jakim jest kino o inwazji obcych, które swoją kulminację miało zaledwie 6 lat wcześniej w Independence Day. Przy okazji każdy z tych filmów jest czymś więcej, niż sie wydaje na pierwszy rzut oka - to nie tylko opowieści o duchach, superbohaterach i kosmitach, ale też, jeśli nie przede wszystkim, o dysfunkcyjnych rodzinach znajdujących porozumienie i miłość, o szukaniu swojego miejsca w świecie i celu w życiu, o wystawionej na próbę wierze. Powtórzył to jeszcze w The Village i niestety wszystko posypało się wraz z Lady in the Water, by później na chwilę wrócić, nawet jeśli nie do końca, do dawnej formy w Split.
I tak dochodzimy do Trap, którego miałem nie oglądać ale powtórki powyższych tytułów wprawiły mnie w na tyle pozytywnych nastrój, że zdecydowałem się dać szansę. Film okazał się lepszy niż się spodziewałem (znajomość spoilerów pomogła obniżyć poprzeczkę), ale też w żadnym razie nie jest filmem dobrym, interesującym. Tak jak wspomniane, nie boję się użyć tego słowa, klasyki reżysera oferowały coś więcej ponad to, co dało się zawrzeć w ich streszczeniu, tak tutaj naprawdę nic się nie kryje. Seryjny morderca idzie z córką na koncert który ma być zastawioną na niego pułapką, i tyle, i nawet ta obietnica nie jest zrealizowana w satysfakcjonujący sposób, bo scenariusz nie robi z tym punktem wyjścia niczego ciekawego, jest za to pełen głupot i uproszczeń. O tym jak jest lekki, by nie powiedzieć dziecinny, nie wspominając. (PG-13 film o seryjnym mordercy ćwiartującym ludzi!?)
Mimo wszystko trzymam kciuki za Nighta i życzę mu, i sobie, żebyśmy jeszcze kiedyś zachwycili się jego filmem.
PS. Nigdy nie byłem na takiej imprezie, ale czy naprawdę poza areną, w każdej chwili trwającego wyprzedanego koncertu, są aż takie absurdalne ilości ludzi zainteresowanych wszystkim, tylko nie samym koncertem?

Przy okazji premiery kolejnych Shyamalanów na UHD w końcu powtórzyłem też czekającego na półce od trzech lat Niezniszczalnego i na nowo odnalazłem w sobie fana Nighta, przynajmniej tego dawnego.
Facet zadebiutował fantastycznym The Sixth Sense (pomimo znajomości i oczywistości twistu ten film wciąż działa, zwłaszcza jeśli potraktujemy małego Cole'a jako jego głównego bohatera) i kolejnymi filmami tylko potwierdził swój talent. Dał się poznać jako twórca wrażliwy, uważny, mający ciekawe pomysły i świeże podejście do znanych tematów. Unbreakable wyprzedził swoje czasy o 24 lata (dzisiaj pialibyśmy z zachwytu nad remedium na zmęczenie komiksowymi blockbusterami) a w Signs odpowiedział całemu podgatunkowi jakim jest kino o inwazji obcych, które swoją kulminację miało zaledwie 6 lat wcześniej w Independence Day. Przy okazji każdy z tych filmów jest czymś więcej, niż sie wydaje na pierwszy rzut oka - to nie tylko opowieści o duchach, superbohaterach i kosmitach, ale też, jeśli nie przede wszystkim, o dysfunkcyjnych rodzinach znajdujących porozumienie i miłość, o szukaniu swojego miejsca w świecie i celu w życiu, o wystawionej na próbę wierze. Powtórzył to jeszcze w The Village i niestety wszystko posypało się wraz z Lady in the Water, by później na chwilę wrócić, nawet jeśli nie do końca, do dawnej formy w Split.
I tak dochodzimy do Trap, którego miałem nie oglądać ale powtórki powyższych tytułów wprawiły mnie w na tyle pozytywnych nastrój, że zdecydowałem się dać szansę. Film okazał się lepszy niż się spodziewałem (znajomość spoilerów pomogła obniżyć poprzeczkę), ale też w żadnym razie nie jest filmem dobrym, interesującym. Tak jak wspomniane, nie boję się użyć tego słowa, klasyki reżysera oferowały coś więcej ponad to, co dało się zawrzeć w ich streszczeniu, tak tutaj naprawdę nic się nie kryje. Seryjny morderca idzie z córką na koncert który ma być zastawioną na niego pułapką, i tyle, i nawet ta obietnica nie jest zrealizowana w satysfakcjonujący sposób, bo scenariusz nie robi z tym punktem wyjścia niczego ciekawego, jest za to pełen głupot i uproszczeń. O tym jak jest lekki, by nie powiedzieć dziecinny, nie wspominając. (PG-13 film o seryjnym mordercy ćwiartującym ludzi!?)
Mimo wszystko trzymam kciuki za Nighta i życzę mu, i sobie, żebyśmy jeszcze kiedyś zachwycili się jego filmem.
PS. Nigdy nie byłem na takiej imprezie, ale czy naprawdę poza areną, w każdej chwili trwającego wyprzedanego koncertu, są aż takie absurdalne ilości ludzi zainteresowanych wszystkim, tylko nie samym koncertem?
Cytat z robgordon data 3 listopada, 2024, 13:58Zauważyłem ten trend już dość dawno temu. Wybrałem się z moją ówczesną dziewczyną na koncert Pidżamy (bez supportu). Na sali, w części niedaleko wejścia znajdowały się stoły, z siedzącymi przy nich fanami, pijącymi piwo w trakcie występu. Utkwił mi w pamięci widok dziewczyny, która śpiewała piosenki razem z wokalistą, siedząc przy jednym ze stołów tyłem (sic!) do sceny.
Zauważyłem ten trend już dość dawno temu. Wybrałem się z moją ówczesną dziewczyną na koncert Pidżamy (bez supportu). Na sali, w części niedaleko wejścia znajdowały się stoły, z siedzącymi przy nich fanami, pijącymi piwo w trakcie występu. Utkwił mi w pamięci widok dziewczyny, która śpiewała piosenki razem z wokalistą, siedząc przy jednym ze stołów tyłem (sic!) do sceny.
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2024, 19:46Niepokalana (2024, Amazon)
Całkiem przyzwoite i ze Sweeney która zaskakująco dobrze sprawdza się jako bohaterka horroru. To jak zagrała finał- znakomita sprawa. Muszę jeszcze pochwalić motyw z transportem do szpitala, wydało mi się to świeże i zaskakujące. Niestety nie mogę pochwalić rozwiązania fabuły
[spoiler title=""]
Czyli w podziemnym laboratorium pod zakonem tworzyli klony Chrystusa którymi zapładniali zakonnice, a które rodziły się mutantami. Coś koło tego, nawet jak to piszę brzmi dziwnie i nie pasuje do reszty filmu. Trochę przekombinowane, lepione na ślinę i na zasadzie "no jakoś tam to robili i mieli taki sprzęt". Przyznam, że nawet szkoda mi było potworka na końcu.
[/spoiler]
6/10. Nawet lepsze niż się spodziewałem, w dodatku mój mózg nie był zmęczony podskakujkami.
Niepokalana (2024, Amazon)
Całkiem przyzwoite i ze Sweeney która zaskakująco dobrze sprawdza się jako bohaterka horroru. To jak zagrała finał- znakomita sprawa. Muszę jeszcze pochwalić motyw z transportem do szpitala, wydało mi się to świeże i zaskakujące. Niestety nie mogę pochwalić rozwiązania fabuły
Czyli w podziemnym laboratorium pod zakonem tworzyli klony Chrystusa którymi zapładniali zakonnice, a które rodziły się mutantami. Coś koło tego, nawet jak to piszę brzmi dziwnie i nie pasuje do reszty filmu. Trochę przekombinowane, lepione na ślinę i na zasadzie "no jakoś tam to robili i mieli taki sprzęt". Przyznam, że nawet szkoda mi było potworka na końcu.
6/10. Nawet lepsze niż się spodziewałem, w dodatku mój mózg nie był zmęczony podskakujkami.
Cytat z Janko data 3 listopada, 2024, 20:56Według mnie gorsza wersja Omen Początek. Tylko dla Sydney, no i doceniam twórców, że w filmie w którym gra zakonnicę udało się zawrzeć sceny w której wygląda seksownie.
Według mnie gorsza wersja Omen Początek. Tylko dla Sydney, no i doceniam twórców, że w filmie w którym gra zakonnicę udało się zawrzeć sceny w której wygląda seksownie.
Cytat z Mierzwiak data 3 listopada, 2024, 21:54Hmmm, to mi się coś ubzdurało z cytatem z Biblii "Sam bowiem Szatan podaje się za anioła światłości" (po angielsku jest masquerades as) i wywnioskowałem, że na końcu [spoiler title=""]urodziła Antychrysta, a nie nowego Zbawiciela :P[/spoiler]
Hmmm, to mi się coś ubzdurało z cytatem z Biblii "Sam bowiem Szatan podaje się za anioła światłości" (po angielsku jest masquerades as) i wywnioskowałem, że na końcu
Cytat z Szaman data 3 listopada, 2024, 21:59Wydaje mi się, że ważniejszą wskazówką są
[spoiler title=""]
płody w tych słojach w laboratorium. Wydaje mi się też, że film od tego momentu pozbywa się mistycznej otoczki na rzecz SF. Może ten cytat miał dotyczyć księdza który tak naprawdę eksperymentuje na ludziach? Z drugiej strony interpretacja z Antychrystem też nie wydaje mi się jakaś przestrzelona, jest ok, jeśli ktoś chce tak to widzieć.
[/spoiler]
Wydaje mi się, że ważniejszą wskazówką są
płody w tych słojach w laboratorium. Wydaje mi się też, że film od tego momentu pozbywa się mistycznej otoczki na rzecz SF. Może ten cytat miał dotyczyć księdza który tak naprawdę eksperymentuje na ludziach? Z drugiej strony interpretacja z Antychrystem też nie wydaje mi się jakaś przestrzelona, jest ok, jeśli ktoś chce tak to widzieć.
