Opinie o filmach
Cytat z Szaman data 17 stycznia, 2025, 22:19Wolf Man (2025)
Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania. Będzie myślotok.
- ten film ponosi kompletną porażkę w tym, na co chyba każdy miał nadzieję i co chyba pojawiło się w kampanii promocyjnej (?). Kopiowaniu Muchy i body horrorze. Jeśli ktoś rzeczywiście chciał kopiować Cronenberga to nie zrobił tego oglądając Goldbluma zza kanapy, nie zrobił tego nawet czytając streszczenie na Wikipedii. Mam wrażenie, że przeczytał notkę w Tele Tygodniu.
- jakby to naokoło napisać, aby nie było spoilerów. Abbott bardzo szybko traci człowieczeństwo i alienuje się z tego dzieła. To koszmarny błąd tego scenariusza. Odwołam się do perfekcyjnego body horroru wspomnianego powyżej, w arcydziele sprzed 40 lat obserwujemy jak Seth Brundle kawałek po kawałku traci humanizm, wraz z każdym kawałkiem odpadającego z niego ciała. Tutaj nie ma nic takiego, bo Abbotta z nami nie ma. Bardzo szybko traci możliwość rozumienia mowy i wypowiadania słów. Zostaje tylko koszmarny pomysł z podzieleniem rzeczywistości, z którego nic nie wynika, bo w nim też nic nie mówi, nie opisuje swojej sytuacji widzowi. Nie ma tutaj żadnych emocji, tym bardziej, że skoro wypisuje się pan Christopher, to ciężar powinien spoczywać na żonie i dziewczynce. A gdzie tam, z nimi też nic się nie dzieje. Dziewczynka jest przesympatyczna, Julia Garner koszmarna i obecna jakby z wielką łaską, szczególnie wobec partnera
- zresztą Abbott nie ma nic do zagrania, nie ma żadnych ciekawych faz przemiany, chociaż z początku film mami świeżym pomysłem z pająkiem. Nie może mówić, nie może reagować na to co powiedzą inni, bo ich nie rozumie. Koszmarny scenariusz, który zresztą zaczyna różne wątki, licząc, że po prostu rzucone widzowi w twarz, przykleją mu się do głowy i uszlachetnią film. Jest rozpad rodziny połączony z rozpadem głowy rodziny, są błędy ojca Abbotta powtarzane przy wychowaniu córki, jest matka która cierpi sądząc, że córka bardziej kocha ojca, wilkołak traktujący ludzi jak zagrażające mu potwory. I co z tego? Nic
- co do charakteryzacji, mnie nie przekonała, waliła gumą i nieudanym projektem. Jest bardzo old schoolowa scena transformacji w stylu Skowytu, ale pomyślałem po niej, że jeszcze nigdy nie widziałem aby ktoś zmienił tak dużo, aby zmieniło się tak niewiele. Co ciekawe nie ma w filmie siwego wilkołaka, który straszył gości bodajże na nowojorskim Comic Conie i który nieudanie rozpoczął kampanię filmu. Nie zdziwię się jeśli wypadł w dokrętkach lub montażu
4/10
Wolf Man (2025)
Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania. Będzie myślotok.
- ten film ponosi kompletną porażkę w tym, na co chyba każdy miał nadzieję i co chyba pojawiło się w kampanii promocyjnej (?). Kopiowaniu Muchy i body horrorze. Jeśli ktoś rzeczywiście chciał kopiować Cronenberga to nie zrobił tego oglądając Goldbluma zza kanapy, nie zrobił tego nawet czytając streszczenie na Wikipedii. Mam wrażenie, że przeczytał notkę w Tele Tygodniu.
- jakby to naokoło napisać, aby nie było spoilerów. Abbott bardzo szybko traci człowieczeństwo i alienuje się z tego dzieła. To koszmarny błąd tego scenariusza. Odwołam się do perfekcyjnego body horroru wspomnianego powyżej, w arcydziele sprzed 40 lat obserwujemy jak Seth Brundle kawałek po kawałku traci humanizm, wraz z każdym kawałkiem odpadającego z niego ciała. Tutaj nie ma nic takiego, bo Abbotta z nami nie ma. Bardzo szybko traci możliwość rozumienia mowy i wypowiadania słów. Zostaje tylko koszmarny pomysł z podzieleniem rzeczywistości, z którego nic nie wynika, bo w nim też nic nie mówi, nie opisuje swojej sytuacji widzowi. Nie ma tutaj żadnych emocji, tym bardziej, że skoro wypisuje się pan Christopher, to ciężar powinien spoczywać na żonie i dziewczynce. A gdzie tam, z nimi też nic się nie dzieje. Dziewczynka jest przesympatyczna, Julia Garner koszmarna i obecna jakby z wielką łaską, szczególnie wobec partnera
- zresztą Abbott nie ma nic do zagrania, nie ma żadnych ciekawych faz przemiany, chociaż z początku film mami świeżym pomysłem z pająkiem. Nie może mówić, nie może reagować na to co powiedzą inni, bo ich nie rozumie. Koszmarny scenariusz, który zresztą zaczyna różne wątki, licząc, że po prostu rzucone widzowi w twarz, przykleją mu się do głowy i uszlachetnią film. Jest rozpad rodziny połączony z rozpadem głowy rodziny, są błędy ojca Abbotta powtarzane przy wychowaniu córki, jest matka która cierpi sądząc, że córka bardziej kocha ojca, wilkołak traktujący ludzi jak zagrażające mu potwory. I co z tego? Nic
- co do charakteryzacji, mnie nie przekonała, waliła gumą i nieudanym projektem. Jest bardzo old schoolowa scena transformacji w stylu Skowytu, ale pomyślałem po niej, że jeszcze nigdy nie widziałem aby ktoś zmienił tak dużo, aby zmieniło się tak niewiele. Co ciekawe nie ma w filmie siwego wilkołaka, który straszył gości bodajże na nowojorskim Comic Conie i który nieudanie rozpoczął kampanię filmu. Nie zdziwię się jeśli wypadł w dokrętkach lub montażu
4/10
Cytat z Mierzwiak data 17 stycznia, 2025, 22:20Babygirl
Jakoś tak wyszło, że nic nie napisałem.
Kilka razy parskałem śmiechem, ale nie dlatego, że film jest tandetny, ale dlatego, że chyba sama reżyserka celowała w tego typu sceny, łącząc powagę z odrobiną campowego uroku.
Na seansie znajomej ze Szkocji cztery kobiety wyszły w trakcie i osobiście znajduję to fascynującym, bo jest to kino nakręcone przez kobietę i o kobiecie, zagłębiające się w jej psychikę, seksualność, ale i istotę władzy, ukrytych pragnień i tego, co prowadzi nas do krzywdzenia naszych partnerów, ale i siebie. To aż tak niekomfortowe, że trzeba wyjść w połowie filmu? 🙂
Fantastyczne jest zakończenie zostawiające bohaterów w pozornie pozytywnym miejscu.
Kidman znakomita! Plus Robyn i George Michael na soundtracku <3
Babygirl
Jakoś tak wyszło, że nic nie napisałem.
Kilka razy parskałem śmiechem, ale nie dlatego, że film jest tandetny, ale dlatego, że chyba sama reżyserka celowała w tego typu sceny, łącząc powagę z odrobiną campowego uroku.
Na seansie znajomej ze Szkocji cztery kobiety wyszły w trakcie i osobiście znajduję to fascynującym, bo jest to kino nakręcone przez kobietę i o kobiecie, zagłębiające się w jej psychikę, seksualność, ale i istotę władzy, ukrytych pragnień i tego, co prowadzi nas do krzywdzenia naszych partnerów, ale i siebie. To aż tak niekomfortowe, że trzeba wyjść w połowie filmu? 🙂
Fantastyczne jest zakończenie zostawiające bohaterów w pozornie pozytywnym miejscu.
Kidman znakomita! Plus Robyn i George Michael na soundtracku <3
Cytat z Mierzwiak data 17 stycznia, 2025, 22:24Cytat z Szaman data styczeń 17, 2025, 22:19Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania.
U mnie zaczął się od We Live In Time i Babygirl, więc no, jak sobie pościelesz... 🙂
Cytat z Szaman data styczeń 17, 2025, 22:19Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania.
U mnie zaczął się od We Live In Time i Babygirl, więc no, jak sobie pościelesz... 🙂
Cytat z Szaman data 17 stycznia, 2025, 22:31Przypomniałem sobie co podobało mi się najbardziej. Córka miała na imię Ginger. Czyli chociaż raz jakaś aluzja skierowana była do zagorzałych fanów horrorów o wilkołakach 🙂
Przypomniałem sobie co podobało mi się najbardziej. Córka miała na imię Ginger. Czyli chociaż raz jakaś aluzja skierowana była do zagorzałych fanów horrorów o wilkołakach 🙂
Cytat z Szaman data 17 stycznia, 2025, 22:34Cytat z Mierzwiak data styczeń 17, 2025, 22:24Cytat z Szaman data styczeń 17, 2025, 22:19Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania.
U mnie zaczął się od We Live In Time i Babygirl, więc no, jak sobie pościelesz...
To jeszcze filmy z 2024 roku 🙂 Ja rozdziewiczyłem już 2025 🙂
Cytat z Mierzwiak data styczeń 17, 2025, 22:24Cytat z Szaman data styczeń 17, 2025, 22:19Ale ten rok się zaczyna, od totalnego rozczarowania.
U mnie zaczął się od We Live In Time i Babygirl, więc no, jak sobie pościelesz...
To jeszcze filmy z 2024 roku 🙂 Ja rozdziewiczyłem już 2025 🙂
Cytat z Janko data 17 stycznia, 2025, 23:22Pozwolę sobie się krótko odnieść do opinii powyżej. Co do wilczka nie ma wiele do dodania, jedynie z czego można go zapamiętać to, że jest to chyba pierwszy kameralny film o wilkołaku (dosłownie ze 3 osoby na krzyż) i ukazanie perspektywy tytułowego potwora, ale pomysł ten totalnie nie wykorzystany.
Co do Babygirl, tak niezły to film, dość mocno lajtowy wbrew teoretycznie kontrowersyjnemu tematowi, ale można się było tego spodziewać znając poprzedni film tej reżyserki. No i scena z wstrzykiwaniem botoksu i komentarz córki głównej bohaterki o efektach tego zabiegu udowadnia, że Nicole ma dystans do siebie, co jest bardzo spoko.
Pozwolę sobie się krótko odnieść do opinii powyżej. Co do wilczka nie ma wiele do dodania, jedynie z czego można go zapamiętać to, że jest to chyba pierwszy kameralny film o wilkołaku (dosłownie ze 3 osoby na krzyż) i ukazanie perspektywy tytułowego potwora, ale pomysł ten totalnie nie wykorzystany.
Co do Babygirl, tak niezły to film, dość mocno lajtowy wbrew teoretycznie kontrowersyjnemu tematowi, ale można się było tego spodziewać znając poprzedni film tej reżyserki. No i scena z wstrzykiwaniem botoksu i komentarz córki głównej bohaterki o efektach tego zabiegu udowadnia, że Nicole ma dystans do siebie, co jest bardzo spoko.
Cytat z robgordon data 19 stycznia, 2025, 09:00Substancja
Z początku też sądziłem, że dziewczyny będą dzielić jedną świadomość i nawet zacząłem mieć watpliwości co do sensu, gdy okazało się, że jednak nie. Ale jak zauważył Mierzwiak, wtedy film byłby trochę o czym innym.
"Korzyść" Elisabeth polegała wg mnie na świadomości, że jej druga ja jest młoda i piękna (żebyśmy czasem o tym nie zapominali, koleś w telefonie kilka razy nam przypomniał, że dziewczyny są jednością, a nie osobnymi bytami). Tylko tyle, ale tak naprawdę, aż tyle. W jej historii przerażało to, że mimo tego, nadal nie potrafiła zacząć żyć własnym życiem, już bez oczekiwań publiczności by była młoda i piękna.
Substancja
Z początku też sądziłem, że dziewczyny będą dzielić jedną świadomość i nawet zacząłem mieć watpliwości co do sensu, gdy okazało się, że jednak nie. Ale jak zauważył Mierzwiak, wtedy film byłby trochę o czym innym.
"Korzyść" Elisabeth polegała wg mnie na świadomości, że jej druga ja jest młoda i piękna (żebyśmy czasem o tym nie zapominali, koleś w telefonie kilka razy nam przypomniał, że dziewczyny są jednością, a nie osobnymi bytami). Tylko tyle, ale tak naprawdę, aż tyle. W jej historii przerażało to, że mimo tego, nadal nie potrafiła zacząć żyć własnym życiem, już bez oczekiwań publiczności by była młoda i piękna.
Cytat z Szaman data 19 stycznia, 2025, 09:07Tam jest jedna scena która mogłaby uzupełnić lukę, ale jest kompletnie przykryta wszystkim innym. Demi Moore mówi coś w stylu, że Sue jest jedynym co wszyscy w niej kochają. Dla mnie nie było w tym zgryźliwości, a duma z powodu tego co udało jej się stworzyć. Jest w tym matczyne uczucie, jest pragnienie pozostawienia czegoś po sobie dla świata. O ile komuś poruszenie relacji matka-córka mogłoby zgrzytać z emancypacyjną resztą (moim zdaniem wcale nie, można być matką i nie być poddaną mężczyzn), tak pójście w drugi motyw pogodziłoby wszystkie strony. Łączy się to z potrzebą uznania, gwiazdą na chodniku jako pomnikiem dokonań i wrażliwością na opinie społeczeństwa.
Tam jest jedna scena która mogłaby uzupełnić lukę, ale jest kompletnie przykryta wszystkim innym. Demi Moore mówi coś w stylu, że Sue jest jedynym co wszyscy w niej kochają. Dla mnie nie było w tym zgryźliwości, a duma z powodu tego co udało jej się stworzyć. Jest w tym matczyne uczucie, jest pragnienie pozostawienia czegoś po sobie dla świata. O ile komuś poruszenie relacji matka-córka mogłoby zgrzytać z emancypacyjną resztą (moim zdaniem wcale nie, można być matką i nie być poddaną mężczyzn), tak pójście w drugi motyw pogodziłoby wszystkie strony. Łączy się to z potrzebą uznania, gwiazdą na chodniku jako pomnikiem dokonań i wrażliwością na opinie społeczeństwa.
Cytat z Szaman data 19 stycznia, 2025, 09:21Back In Action (2025)
Wspaniałe dzieło które tak mnie otępiło, że nie mogę sobie za nic w świecie przypomnieć co stało się z Białorusinem mówiącym po polsku. Wypadł w montażu? Nie, na pewno coś się stało. Foxx i Diaz niesamowicie drętwi, nie potrafiący za nic w świecie sprzedać tych w zamierzeniu luźnych, a niesamowicie sztywnych dialogów i sytuacji, bez choćby najmniejszej chemii.
W tym filmie widać, że produkcje Netflixa są tak sztuczne, bo na siłę poruszają niby aktualne tematy, wplątują ciągle te same motywy. Mamy tutaj gadanie o boomerach, świecie internetu, Alexę i zupełnie od czapy scenę z turniejem piłkarskim kobiet, mającym podkreślić siłę płci pięknej. Rozbudowane wątki mają też dzieciaki, bo przecież każdy członek rodziny, który siądzie z tym do niedzielnego obiadu powinien mieć swoje lustrzane odbicie na ekranie. Rólka Glenn Close dopełnia tylko tego poczucia żenady, gdy ojciec latając po kanałach przy obiedzie trafi akurat na Polsacie na familijną komedię sensacyjną.
Na bardzo mały plus znudzona rola Andrew Scotta. Gra tutaj niesamowitego sztywniaka i jego robotyczny sposób zachowania wskazywał, że coś tam jednak starał się ulepić, mimo niesprzyjających okoliczności przyrody. Może przynajmniej kupił sobie coś ładnego za taką chałturę.
4/10
Back In Action (2025)
Wspaniałe dzieło które tak mnie otępiło, że nie mogę sobie za nic w świecie przypomnieć co stało się z Białorusinem mówiącym po polsku. Wypadł w montażu? Nie, na pewno coś się stało. Foxx i Diaz niesamowicie drętwi, nie potrafiący za nic w świecie sprzedać tych w zamierzeniu luźnych, a niesamowicie sztywnych dialogów i sytuacji, bez choćby najmniejszej chemii.
W tym filmie widać, że produkcje Netflixa są tak sztuczne, bo na siłę poruszają niby aktualne tematy, wplątują ciągle te same motywy. Mamy tutaj gadanie o boomerach, świecie internetu, Alexę i zupełnie od czapy scenę z turniejem piłkarskim kobiet, mającym podkreślić siłę płci pięknej. Rozbudowane wątki mają też dzieciaki, bo przecież każdy członek rodziny, który siądzie z tym do niedzielnego obiadu powinien mieć swoje lustrzane odbicie na ekranie. Rólka Glenn Close dopełnia tylko tego poczucia żenady, gdy ojciec latając po kanałach przy obiedzie trafi akurat na Polsacie na familijną komedię sensacyjną.
Na bardzo mały plus znudzona rola Andrew Scotta. Gra tutaj niesamowitego sztywniaka i jego robotyczny sposób zachowania wskazywał, że coś tam jednak starał się ulepić, mimo niesprzyjających okoliczności przyrody. Może przynajmniej kupił sobie coś ładnego za taką chałturę.
4/10
Cytat z robgordon data 19 stycznia, 2025, 09:24Tak sobie myślę, że równie ważną korzyścią było to, o czym napisałem w ostatnim zdaniu. Świadomość, że druga ja jest piękna, młoda i robi karierę, pozwalała zacząć żyć Elisabeth bez oczekiwań innych. Mogła od teraz korzystać, z zakładam sporej kasy, którą zarobiła. Podróżować, wypoczywać, a nawet romansować. Nie potrafiła tego.
Tak sobie myślę, że równie ważną korzyścią było to, o czym napisałem w ostatnim zdaniu. Świadomość, że druga ja jest piękna, młoda i robi karierę, pozwalała zacząć żyć Elisabeth bez oczekiwań innych. Mogła od teraz korzystać, z zakładam sporej kasy, którą zarobiła. Podróżować, wypoczywać, a nawet romansować. Nie potrafiła tego.
Cytat z Szaman data 19 stycznia, 2025, 09:30A moim zdaniem to zupełnie reżyserki nie interesowało. Każdy ponosi tutaj karę za swoją pychę, skoncentrowanie na wyglądzie i powierzchownym pięknie. Na sylwestrową publiczność spada nawet plaga egipska 🙂 I właśnie satyra była ważniejsza niż dopracowanie elementów body horroru.
A moim zdaniem to zupełnie reżyserki nie interesowało. Każdy ponosi tutaj karę za swoją pychę, skoncentrowanie na wyglądzie i powierzchownym pięknie. Na sylwestrową publiczność spada nawet plaga egipska 🙂 I właśnie satyra była ważniejsza niż dopracowanie elementów body horroru.
Cytat z Mierzwiak data 19 stycznia, 2025, 11:17Nie wiem czy o tym pisałem, czy tylko chciałem i zapomniałem, ale The Substance jest też, literalnie, o substance abuse.
Bo czym innym jak nie narkotykiem jest dla Elisabeth tytułowa substancja? Tak jak wszelkie używki tak i ona składa pewną obietnicę (pod jej wpływem staje się dosłownie kimś innym), a powrót do rzeczywistości jest taki sam, jak po narkotycznym / alkoholowym ciągu - niczego nie pamięta, w domu zastaje syf. Ostatecznie jest swoim uzależnieniem tak wyniszczona, że staje się monstrum, które w niczym nie przypomina dawnej siebie a powrót jest już niemożliwy.
Bardzo mi się podoba na ilu poziomach działa ten film.
Nie wiem czy o tym pisałem, czy tylko chciałem i zapomniałem, ale The Substance jest też, literalnie, o substance abuse.
Bo czym innym jak nie narkotykiem jest dla Elisabeth tytułowa substancja? Tak jak wszelkie używki tak i ona składa pewną obietnicę (pod jej wpływem staje się dosłownie kimś innym), a powrót do rzeczywistości jest taki sam, jak po narkotycznym / alkoholowym ciągu - niczego nie pamięta, w domu zastaje syf. Ostatecznie jest swoim uzależnieniem tak wyniszczona, że staje się monstrum, które w niczym nie przypomina dawnej siebie a powrót jest już niemożliwy.
Bardzo mi się podoba na ilu poziomach działa ten film.
Cytat z Mierzwiak data 20 stycznia, 2025, 19:44Wishmaster (CDA)
Czy to dobry film? Jasne że nie, ale bawiłem się doskonale i przy okazji po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak bardzo brakuje dzisiaj takich filmów - wykraczających poza prosty schemat horroru i kreatywnie wykorzystujących motywy fantasy.
Przy okazji nieźle się też uśmiałem - z nadekspresyjnej Tammy Lauren, która wygląda jak siostra Lindy Hamilton, czy fantazyjnych, kapitalnych efektów praktycznych i charakteryzacji. Przestarzałe CGI jasno wskazuje na 1997 rok, ale już wspomniane klasyczne VFXy to najwyższa półka rodem z 1987. Film ma też nieźle odjechany finał i fajny sposób na przechytrzenie dżina.
Wishmaster (CDA)
Czy to dobry film? Jasne że nie, ale bawiłem się doskonale i przy okazji po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak bardzo brakuje dzisiaj takich filmów - wykraczających poza prosty schemat horroru i kreatywnie wykorzystujących motywy fantasy.
Przy okazji nieźle się też uśmiałem - z nadekspresyjnej Tammy Lauren, która wygląda jak siostra Lindy Hamilton, czy fantazyjnych, kapitalnych efektów praktycznych i charakteryzacji. Przestarzałe CGI jasno wskazuje na 1997 rok, ale już wspomniane klasyczne VFXy to najwyższa półka rodem z 1987. Film ma też nieźle odjechany finał i fajny sposób na przechytrzenie dżina.
Cytat z Szaman data 20 stycznia, 2025, 19:53Nic z tego nie pamiętam, aż musiałem przeczytać zakończenie na Wikipedii 🙂 No i podwyższyłem na Filmwebie z 4 do 6, chyba mnie 13 lat temu słońce przygrzało, że dałem tak nisko b-klasie z tak fajną obsadą.
Nic z tego nie pamiętam, aż musiałem przeczytać zakończenie na Wikipedii 🙂 No i podwyższyłem na Filmwebie z 4 do 6, chyba mnie 13 lat temu słońce przygrzało, że dałem tak nisko b-klasie z tak fajną obsadą.
Cytat z Szaman data 20 stycznia, 2025, 19:59Chciałbym coś powiedzieć o dwójce, ale pamiętam tylko sceny w kasynie i chyba muszę się rozglądać już za wspomagaczem pamięci dla seniorów 🙂
Chciałbym coś powiedzieć o dwójce, ale pamiętam tylko sceny w kasynie i chyba muszę się rozglądać już za wspomagaczem pamięci dla seniorów 🙂
Cytat z Marek Pilarski data 20 stycznia, 2025, 22:28Dziewczyna z igłą wskoczyła do mojej czołówki filmów za zeszły rok. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni jakiś film tak bardzo przybił mnie swoim naturalizmem, surowością, brudem i bezwzględnością. Może to też kwestia tego, że idąc na niego zdawałem sobie tylko bardzo ogólnie sprawę z tego, jakie tematy może poruszać. Kreacje aktorskie (Vic Carmen Sonne i Tryne Dyrholm) spokojnie mogą konkurować z tymi, które zostaną za trzy dni wyróżnione nominacjami do Oscara. Mam nadzieję, że sam film załapie się na nominację dla najlepszego filmu międzynarodowego, a bardzo miłą niespodzianką byłaby też nominacja za zdjęcia dla Michała Dymka. Do tej pory widziałem tylko poprzedni film Magnusa von Horna (Sweat), który był niezły. Dziewczyna z igłą jest bardzo dobra. Polecam.
Dziewczyna z igłą wskoczyła do mojej czołówki filmów za zeszły rok. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni jakiś film tak bardzo przybił mnie swoim naturalizmem, surowością, brudem i bezwzględnością. Może to też kwestia tego, że idąc na niego zdawałem sobie tylko bardzo ogólnie sprawę z tego, jakie tematy może poruszać. Kreacje aktorskie (Vic Carmen Sonne i Tryne Dyrholm) spokojnie mogą konkurować z tymi, które zostaną za trzy dni wyróżnione nominacjami do Oscara. Mam nadzieję, że sam film załapie się na nominację dla najlepszego filmu międzynarodowego, a bardzo miłą niespodzianką byłaby też nominacja za zdjęcia dla Michała Dymka. Do tej pory widziałem tylko poprzedni film Magnusa von Horna (Sweat), który był niezły. Dziewczyna z igłą jest bardzo dobra. Polecam.
Cytat z Mierzwiak data 20 stycznia, 2025, 22:50No właśnie szalenie intrygujący ma ten film trailer, i tak myślę że może przeszedłbym się na to zamiast na Robbiego Szympansa?
No właśnie szalenie intrygujący ma ten film trailer, i tak myślę że może przeszedłbym się na to zamiast na Robbiego Szympansa?
