aby założyć posty i tematy.

Opinie o filmach

PreviousPage 88 of 106Next

Piątek, 17:30 🙂

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Nocna suka (2024)

Za każdym razem pisanie tego bezczelnego tytułu sprawia mi jakąś, dziwną, dziką przyjemność. Pewnie zauważyliście 🙂 Coś mi tutaj nie do końca pasowało, chyba łapanie wielu srok i konwencji za ogon. A wystarczyło skupić się na tych "scrubsowych" przejściach które wypadały najlepiej. No ale są tutaj nawet drobne elementy body horroru, wizje, retrospekcje jak z jakiejś baśni Andersena, słodko-gorzka komedia i dramat. Trochę zabolał mnie punkt który jest tutaj niezbędnym szokiem, ale no właśnie, jak szok i przełom to przełom. Są też niestety bardzo przesłodzone momenty, w których Nocna suka wytraca właściwy ton opowieści.

Na plus montaż, bardzo wiarygodne oddanie kryzysu macierzyństwa i świetna Adams, która sprawia wrażenie, że na jedno skinienie reżyserki, bez mrugnięcia okiem może manewrować między niezależnym obyczajem, a totalnym wariactwem komediowego horroru. Jaki ona ma talent, szkoda, że Hollywood już chyba nie wie, co z nią począć.

6/10

Nosferatu (1922 / 2024)

W końcu nadrobiłem legendarny oryginał i okazał się jak najbardziej godny swej reputacji. Oczywiście jest to kino specyficzne, bardzo różne od tego co oglądamy współcześnie, a jednocześnie jak na ponad stulatka wcale nie aż tak trudne w oglądaniu; wielokrotnie zaskoczyła mnie brawura w kreowaniu atmosfery grozy, pewna reżyseria i realizacja. Są tu ujęcia, które i dzisiaj byłyby mistrzowskie i na miejscu.

Film Eggersa? Heh, no niestety spore rozczarowanie. Historia jest z grubsza ta sama (nie wiem na ile różni się od powieści Stokera i na ile od niej różnił się film Coppoli) z paroma zmianami tu i tam (największa prowadzi donikąd i znalazła się w scenariuszu z nieznanych mi powodów), ale odniosłem wrażenie, że zabrakło płynnego wejścia w nią, bo film albo pędzi, jakby pośpiesznie odhaczając kolejne sceny z oryginału, albo utyka gdzieś, kręcąc się w kółko bez celu.

Nie odmówię Eggersowi umiejętności kreowania atmosfery (nawet jeśli ten sam jump scare za którymś tam razem zrobił się już nudny), wizualnie też jest świetnie z paroma wybornymi kadrami (karoca w świetle księżyca!!!), ale kurczę, w ogóle mnie to nie porwało, za to stanowczo za często wytrącała mnie z filmu jego obsada.

Nie mam nic do zarzucenia Dafoe (czy to w ogóle możliwe, by oglądanie Willema nie było czystą przyjemnością?), Inesonowi, Skarsgardowi (Orlok-wąsacz to strzał w dziesiątkę) i nawet szarżującemu McBurneyowi, ale reszta? Ojej.

Hoult z jednej strony zagrał wszystko, co powinien, ale z drugiej jest tak przezroczysty i nijaki, że aż sie przykro robi. Deppówna to dla mnie zagadka - nie wiem czy zagrała źle, czy dobrze, na pewno bardzo się starała, ale wyraźnie starała się aż za bardzo, przez co niemal każda jej scena to mocny i nie na miejscu overacting. Corrin jest totalnie zagubiona, za to prawdziwą "gwiazdą" Nosferatu jest dla mnie Aaron Taylor-Johnson. Zastanawiałem się nad tym jeszcze w trakcie seansu, zastanawiałem w drodze powrotnej z kina, zastanawiam się i teraz pisząc ten post i nie, nie przychodzi mi do głowy druga aż tak fatalna pomyłka obsadowa z ostatnich lat. Co tu się wydarzyło?

W sumie z a dużo do dodania nie mam. Wizualnie i technicznie świetny, ma klimat, ale to w zasadzie to samo co w starym filmie, zakończenie jest nawet zbliżone. Intrygujący koncept z cieniem też już był w ponad stuletnim filmie (choć tu oczywiście bardziej rozbudowany). Bardziej preferuję klasyczny wygląd Nosferatu, ale rozumiem zamysł na klasycznego szlachcica z Europy Wschodniej, więc nie jestem tego przeciwnikiem. Ogólnie to jest dobra robota, ale wydaje mi się, że filmy Eggersa są lepsze gdy nie posiłkuje się adaptacją cudzego materiału.

Nosferatu (2024)

W trakcie seansu miałem głupawą myśl, że Taylor-Johnson gra i mówi jak Eric Idle. Nie jest ona raczej zgodna ze stanem faktycznym, ale dała mi dużo radości 🙂 Były członek Monty Pytona byłby mniej komiczny w scenach dramatycznych, niż niedoszły Bond. Znaczy, mam wielką nadzieję, że niedoszły, bo to już trzeci zeszłoroczny film po którym zapaliła mi się w tym temacie absolutnie czerwona lampka, a jest chyba kreowany przez media na faworyta do smokingu.

Rozczarowanie. No dałem 7 na Filmwebie, ale już godzinę po seansie skłaniałbym się bardziej ku 6/10. Nosferatu sprawia wrażenie rzemieślniczego dzieła starego mistrza. Nijak nie uwierzę, że to projekt zrodzony z pasji, wymarzona praca i tego typu historie. Jest to też najsłabiej wyreżyserowany film przez Eggersa, z durnowatymi jump scare'ami których Orlok w ogóle nie potrzebował (kompromis z wytwórnią?), oraz porażką w prowadzeniu aktorów. Prawie wszyscy są tutaj absolutnie przeciętni, na czele z królem Kowalskich Nicolasem Houltem (który przyznaję, u Eastwooda miał wreszcie kilka lepszych momentów, tutaj jest jak zupa pomidorowa, ma wszystkim smakować), szarżującą jakby o jeden raz za dużo obejrzała Egzorcyzmy Emily Rose, Lily Rose Depp (o, Egzorcyzmy Lily Rose, piękny tytuł na filmwebową recenzję) i Willemem, moim zdaniem na totalnym autopilocie.

Tak przy okazji, Willem wydawał mi się napisany memicznie, co tworzyło dziwaczny dysonans przy tym ponurym, zakurzonym filmie. Ma linijkę w stylu "jestem tak jakby turystą w świecie okultyzmu", co jest odbiciem słynnego "jestem sam jakby naukowcem", ma też coś o waginie i kilka innych, których teraz nie pamiętam. Ale on sobie radzi, mimo, że na jaw wychodzą słabości Eggersa. Podobnie jak radzi sobie Ralph Ineson, który ze swoim głosem i posturą urodził się do sztucznych pekasów przy uszach.

Świetny jest za to Skarsgard. I absolutnie nie potrzebował on latania z gołym siurkiem, robienia buuu do widowni i 150 ujęć z przesuwającym się cieniem. Mimo widocznego schorowania jest w Orloku coś majestatycznego, jego prezencja nie pasowała do tego świata. Wysokiej jakości gra Billa nie pasowała do tego filmu.

6-7/10

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Ps. Zapomniałem o jednym, ostatnie ujęcie jest świetne i obok Billa jest największym atutem filmu. Nie znam się na tym, ale chyba można je podciągnąć pod

Spoiler
turpizm w malarstwie

Szkoda, że dopiero w ostatnich kilku sekundach dostajemy coś naprawdę wielkiego. No dobra, w sumie jak Orlok wstał z trumny, to tam też chyba dużo było 🙂

Cytat z Szaman data styczeń 25, 2025, 22:14

Nosferatu (2024)

Rozczarowanie. No dałem 7 na Filmwebie, ale już godzinę po seansie skłaniałbym się bardziej ku 6/10.

Dlatego często czekam z oceną kilka dni. Pierwsze wrażenie nie zawsze jest najlepsze.

Z drugiej strony to jednak za solidny film na 6, tylko taki zupełnie rzemieślniczy. Nie jest wcale nawet aż tak wysmakowany, przemyślany w każdym kadrze. Mierzwiak wspomniał o lesie z karocą, nie ma tych scen za wiele. I jeszcze naszła mnie taka myśl, że udany, dość rewizjonistyczny wygląd Orloka kontrastuje jednak z tym jak spróchniała jest reszta. Chociaż w sumie, czy ten wygląd Oldmana u Coppoli nie był bardziej odjazdowy? Z obważankami, czerwoną zbroją, okularami przeciwsłonecznymi i kapeluszem? Bo wersja Coppoli była i odważniejsza i nawet, ostatecznie bardziej wyuzdana i obleśna, niż mogłoby się wydawać w porównaniu na pierwszy rzut oka.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Gdyby Orlok się nie udał to film byłby totalną porażką, on ewidentnie winduje całość, choć tak jak Szaman nie uważam go za zły, raczej właśnie poprawny, pozbawiony tej ogólnej iskry.

Podobał mi się jeszcze bardzo ten złowrogi cień ręki przesuwający się po mieście, właśnie takich pomysłów wizualnych, nawet jeśli prostych, oczekiwałem.

Czego zabrakło w tym filmie to urozmaicenia fabuły zamiast opowiadania po raz kolejny, w zasadzie 1:1, tej samej historii. Nie pomogło nawet danie bohaterce ponadnaturalnych zdolności, bo i po co, skoro film kończy się identycznie jak oryginał?

Ostatnie ujęcie faktycznie doskonałe.

Szaman has reacted to this post.
Szaman
Cytat z Szaman data styczeń 25, 2025, 22:14

Nosferatu sprawia wrażenie rzemieślniczego dzieła starego mistrza. Nijak nie uwierzę, że to projekt zrodzony z pasji, wymarzona praca i tego typu historie.

To może odniosę się do tego, bo muszę powiedzieć, że mi także nie siadł ten film do końca i zastanawiałem się, dlaczego tak było. Nie powiedziałbym, że brakuje tutaj pasji, bo jednak patrząc chociażby właśnie na stronę techniczną, to jest on bardzo dopracowany, i generalnie wpisuje się mocno w to, czym Eggers jest najzwyczajniej zainteresowany. On jest też jedynym scenarzystą. Poza tym ten film pokazuje, że w ogóle nie interesuje go przekaz, tylko "lore", kreowany świat i żyjące w nim postaci. I może właśnie tego brakuje mi w tym filmie.

Dodatkowo jest dziwnie zmontowany. Niektóre sceny są bardzo długie, można powiedzieć, że ciągną się. Po chwili mamy przeskok do zupełnie innej sceny, która jest jednak krótka, żeby później wrócić od poprzedniego wątku, co dla mnie zaburzało nieco jego rytm przy oglądaniu. Z montażu nie wynika także jasno upływ czasu między poszczególnymi scenami.

Szaman and Mierzwiak have reacted to this post.
SzamanMierzwiak

Pod względem upływu czasu, to mi zgrzytało jak szybko

Spoiler

doszło do pogrzebu Corrin i dziewczynek. A było to następnego dnia po tym, jak zamordował ich w nocy Orlok. Może wtedy tak szybko chowali, może dlatego, że matka została wcześniej pogryziona przez roznoszące epidemię szczury, nie wiem. Ale ogólnie kwestia "trzech dni" jest bardzo przyśpieszona, może lepszym pomysłem byłyby próby walki z monstrum, ale znowu tutaj Eggers wpakowałby się za bardzo we wspomnianego przeze mnie Drakulę Coppoli.

Marek Pilarski has reacted to this post.
Marek Pilarski

Ach! Ależ to było cudowne. No i, jeśli się nie mylę, nie widziałem żadnego trailera więc cały film był dla mnie niespodzianką. (oczywiście wiedziałem o kocim głównym bohaterze i braku dialogów)

Wiem że rzucanie hasłem "magia kina" jest łatwe, tu jednak nie mam wątpliwości, że jak najbardziej ma zastosowanie; przez niecałych 90 minut wpatrywałem się w ekran jak zaczarowany. Obejrzałem film w którego każdą scenę i ujęcie włożono mnóstwo serca i konsekwentnej, artystycznej wizji wykraczającej poza to, co zwykliśmy utożsamiać z terminem "film animowany." We Flow nie brakuje elementów humorystycznych, ale też nie jest to humor do jakiego przyzwyczaiły nas Disney czy Dreamworks, a coś, co w naturalny sposób wynika z cech występujących w filmie zwierząt i ich interakcji.

Wizualnie film jest powalający, i to mimo stosunkowo prostej animacji; wygrywa pomysłem na siebie, użyciem kolorów, oświetleniem i wreszcie pracą kamery, która przyczynia się do kreowania specyficznej i - znowu - magicznej atmosfery, wspomaganej przepiękną muzyką.

Nie chcę pisać o fabule, bo choć jest równie prosta, co forma filmu, to nie daje prostych odpowiedzi, każe się zastanowić, zachęca do własnej teorii na temat przedstawionych wydarzeń i ich sensu. Równie dobrze można też podejść do Flow jak do kina Lyncha i po prostu dać się ponieść doświadczeniu.

Co ciekawe film bardzo ładnie, nie tylko tematycznie, uzupełnia się z The Wild Robot, poruszając podobne kwestie a nawet mając kilka wspólnych motywów.

Gorąco polecam nie tylko miłośnikom kotełów 🙂

Janko and Szaman have reacted to this post.
JankoSzaman

Podpisuję się, ten film albo Dziki robot powinien dostać Oscara. Nawet wiedząc, że korzystali przy produkcji z darmowego softwaru, to umówmy się sam film się nie zrobi, tym bardziej ogromne brawa dla małego studia z Łotwy. No i dla zwierzaków za świetny dubbing 🙂

Mierzwiak and robgordon have reacted to this post.
Mierzwiakrobgordon
Cytat z Janko data styczeń 26, 2025, 19:54

korzystali przy produkcji z darmowego softwaru

I zrobili film lata świetlne lepszy niż disneyowskie animacje za $200M z najnowszymi cudami renderowanymi przez długie miesiące.

Wizja / talent > budżet 🙂

Janko has reacted to this post.
Janko

Blink Twice (Prime)

Czyżbym nadrobił film z najbardziej idiotycznym zakończeniem 2024 roku? Na pewno najbardziej wkurzającym.

Debiut reżyserski Zoe Kravitz opowiada o dwóch kumpelach którym udało się wkręcić na prywatną wyspę milionera, który urządza tam swoje "white parties." (brzmi znajomo?) Film jest całkiem niezły gdy Kravitz naśladuje Jordana Peele'a i kreuje niewinne sytuacje podszyte czymś niepokojącym, czymś co wiemy, że ma miejsce (podrzucane są pewne tropy), ale bohaterki filmu jeszcze nie odkryły prawdy.

Niestety wraz z odkryciem kart film zamiast stać się bardziej posępny, ponury, mroczny i poważny, idzie momentami w kierunku parodii a Zoe miota się w poszukiwaniu konwencji. Efekt jest dziwny biorąc pod uwagę jak ciężki temat podejmuje, ale najgorsze przychodzi na końcu i jest to zakończenie, które demaskuje Kravitz jako kolejną odklejoną hollywoodzką aktywistkę, która chyba nie do końca wie o czym opowiada, choć w wywiadach bardzo stara się nas przekonać, że jest inaczej.

Jest to zakończenie o tyle złe, że Kravitz jest przecież kobietą, a bliżej mu do komiksowej, męskiej fantazji:

Spoiler
Naprawdę karą dla człowieka który dopuścił się niezliczonej ilości gwałtów i morderstw ma być sprawienie, by nie pamiętał co zrobił? A jego ofiara, która przeżyła nieopisaną traumę, jest teraz szczęśliwa, bo przejęła jego firmę i jako milionerka popija sobie szampana?

It Ends With Us (Max)

Jeszcze jedna odklejona produkcja podejmująca poważny temat, tym razem przemocy domowej. Sam film, jako film, jest udany i angażujący, ale to tylko kolejna hollywoodzka fantazja z cyklu "problemy pięknych i bogatych." Tak, przemoc fizyczna to problem nieznający statusu społecznego, pachnie to jednak wszystko kanałem Hallmark, bo atrakcyjna bohaterka nie jest finansowo zależna od atrakcyjnego męża, ma się gdzie podziać (jak nie w ogromnym domu rodzinnym, to u atrakcyjnego eks, który jest oczywiście singlem) i nie ma żadnej trudności z wyrwaniem się z toksycznej sytuacji, ot mówi mu że odchodzi, choć oznajmienie tego furiatowi w momencie gdy trzyma na rękach noworodka uważam za co najmniej ryzykowne, no ale to tylko pokazuje umowność całego filmu. Oczywiście jeśli choć jedną kobietę zainspiruje to do ucieczki od przemocowego partnera, to znaczy, że warto było taki film zrobić, niemniej potraktowanie kwestii przemocy domowej jest tu bardzo pobieżne.

Zakończenie u Kravitz brzmi wspaniale 🙂

Towarzysz (2025)

Ciężko pisać o tym filmie, bez zdradzenia o czym naprawdę jest i jeszcze nie rozgryzłem jak do tego podejść, ale chciałem napisać, że bardzo mi się podobało. Krwawa, nawet całkiem świeża i czarna komedia zmieszana z satyrą na związki. Świetna Tatcher, która bardzo udanie dźwiga całą koncepcję i odnajduje się w scenariuszu znacznie lepiej niż w Heretyku. Plus młody Quaid jak ryba w wodzie, chociaż zaczynam się powoli obawiać czy on potrafi zagrać coś innego niż... no właśnie, młody Quaid. Mam jednak dobre przeczucie, że jeszcze wiele przed nim.

Jest parę naciąganych motywów, ale świetnie się bawiłem, więc mogę wybaczyć za całość.

8/10

robgordon has reacted to this post.
robgordon

Zdecydowanie mam w planach. Zastanawiałem się oglądając Yellowjackets, która z dziewczyn zrobi największa karierę i wychodzi na to, że na razie chyba najlepiej idzie Sophie Thatcher.

Szaman has reacted to this post.
Szaman

Better Man

Zdecydowanie nie zasłużył, żeby być finansową klapą. Nie jest to też film wybitny, ale bardzo dobrze się go ogląda. Pierwsza godzina jest rewelacyjna - z ekranu wylewa się niesamowita energia - widać napracowanie przy sekwencjach muzycznych. Te występy Take That są chyba lepsze niż w rzeczywistości, aż sobie myślałem podczas oglądania "no nie dziwne, że stali się tak popularni".

Natomiast nie trafiły do mnie za bardzo wątki dramatyczne, te które mają najbardziej poruszyć. Jedną z przyczyn jest twarz małpy. O ile przy występach scenicznych czuje się, że to Williams, to przy rozmowach już nie zawsze to jest dobrze odczuwalne i powodowała u mnie jakiś dysonans. Mimika twarzy jest gorsza niż w Planecie Małp i nie dawała odpowiedniej dramaturgii.

Druga rzecz, że swój charakter i zachowanie wyjaśniał już w filmie dokumentalnym i tu jest po prostu powtórka. Może gdybym go nie oglądał to by mnie to bardziej "wcząsnęło"

Moim zdaniem twarz małpy była jednak pójściem na łatwiznę. Jeśli czuł się małpą występując to mogli zrobić małpę przy występach, natomiast w scenach z rodziną i ludźmi przy których "był sobą" powinien być człowiekiem.

7/10, ale za sceny musicalowe 9/10

Janko, Szaman and robgordon have reacted to this post.
JankoSzamanrobgordon

Flight Risk

Z tym nieszczęsnym polskim tytułem jest jeszcze problem merytoryczny. Samolot leci 3000 stóp nad ziemią, co jest na napisach poprawnie zamienione na ok. 1000 metrów. A sam film bez niespodzianki - najgorszy reżyserski projekt Gibsona. Wszystko to już było i to lepiej zrobione, a scenariusz od tego debiutanta to klisza z klisz i sprowadza się do ataków zabójcy następnie jego uwiezienia i później znowu to samo z obowiązkowym trudnym lądowaniem w finale.. Największym plusem jest Marky dla którego pierwsza od prawie 30 lat rola złola ewidentnie mu sprzyja. Odpowiednio szarżuje, podobno sporo też improwizował i da się to odczuć w jego tekstach.

Oby dla Mela to był jednorazowy wyskok i jego kolejny film będzie trzymał poziom jego wcześniejszych dzieł.

Szaman has reacted to this post.
Szaman
PreviousPage 88 of 106Next