Opinie o filmach
Cytat z Szaman data 15 marca, 2025, 15:44Albo Trumpalo 🙂 No nic, może przy PTA uda mi się mocniej wesprzeć wysokobudżetowe szaleństwa Warnera.
Albo Trumpalo 🙂 No nic, może przy PTA uda mi się mocniej wesprzeć wysokobudżetowe szaleństwa Warnera.
Cytat z Szaman data 15 marca, 2025, 21:24Electric State
Obejrzałem do końca. Muzyka Silvestriego starała się to ratować, rockowe numery w tle (wraz z ich klawiszowymi, lub fortepianowymi przeróbkami) miały to ratować, wreszcie naprawdę udane CGI nie pomogło. Może nawet dostałoby nominację do Oscara, gdyby ktokolwiek ten film polubił. Niestety jest bezduszny, tak samo jak Pratt kolejny raz odgrywający bez choćby mrugnięcia okiem Star Lorda, czy podobnie Esposito, znowu będący panem od kurczaków z Better Call Saul, może tylko z małymi przebłyskami. Powiedzcie im w końcu, że nie są skacowanym Brucem Willisem, żeby widownia mogła ich oglądać bez końca.
To właśnie ten dziwny przypadek filmu, który teoretycznie powinniśmy wspierać we współczesnym Hollywood. Jest ekranizacją książki, ale oferuje coś nowego, nietypowego, nawet jeśli pozbawionego subtelności, tak jak narzekałem w poprzednim poście. Trochę też niepotrzebnie, bo w późniejszej części filmu wszelkie porównania do rasizmu znikają, a koncepcja opiera się na znanym z fantastyki współczuciu wobec maszyn, które mogą być zaskakująco ludzkie. Jednak nad wszystkim, niby nowym, niby sprzedawanym po raz pierwszy, unosi się jakaś twórcza impotencja, kalkulacja, jakaś taka nieciekawa, usypiająca, szara aura.
Jak to ktoś, kiedyś pięknie przerobił: Kino Nudnej Przygody.
4/10
Electric State
Obejrzałem do końca. Muzyka Silvestriego starała się to ratować, rockowe numery w tle (wraz z ich klawiszowymi, lub fortepianowymi przeróbkami) miały to ratować, wreszcie naprawdę udane CGI nie pomogło. Może nawet dostałoby nominację do Oscara, gdyby ktokolwiek ten film polubił. Niestety jest bezduszny, tak samo jak Pratt kolejny raz odgrywający bez choćby mrugnięcia okiem Star Lorda, czy podobnie Esposito, znowu będący panem od kurczaków z Better Call Saul, może tylko z małymi przebłyskami. Powiedzcie im w końcu, że nie są skacowanym Brucem Willisem, żeby widownia mogła ich oglądać bez końca.
To właśnie ten dziwny przypadek filmu, który teoretycznie powinniśmy wspierać we współczesnym Hollywood. Jest ekranizacją książki, ale oferuje coś nowego, nietypowego, nawet jeśli pozbawionego subtelności, tak jak narzekałem w poprzednim poście. Trochę też niepotrzebnie, bo w późniejszej części filmu wszelkie porównania do rasizmu znikają, a koncepcja opiera się na znanym z fantastyki współczuciu wobec maszyn, które mogą być zaskakująco ludzkie. Jednak nad wszystkim, niby nowym, niby sprzedawanym po raz pierwszy, unosi się jakaś twórcza impotencja, kalkulacja, jakaś taka nieciekawa, usypiająca, szara aura.
Jak to ktoś, kiedyś pięknie przerobił: Kino Nudnej Przygody.
4/10
Cytat z Janko data 15 marca, 2025, 22:15Można to spokojnie obejrzeć z poprawką, że to familijne sci-fi o którym zapomnisz następnego dnia. Przynajmniej ma dobre efekty, choć i tak jego budżet jest o jakieś 2/3 za wysoki.
Można to spokojnie obejrzeć z poprawką, że to familijne sci-fi o którym zapomnisz następnego dnia. Przynajmniej ma dobre efekty, choć i tak jego budżet jest o jakieś 2/3 za wysoki.
Cytat z Mierzwiak data 15 marca, 2025, 23:12Monkey Man (Prime)
Debiut reżyserski Patela.
Jak na kino zemsty mało w tym wszystkim emocji (w czym wina struktury scenariusza; motywacja bohatera ujawniana jest powoli, drobnymi skrawkami, i nawet jeśli od pewnego momentu jest to wszystko jasne, to cała, dramatyczna retrospekcja z dzieciństwa pokazana jest bardzo późno, w drugiej połowie filmu), nadrabia za to miejscami imponująca audiowizualną energią i kolorytem Indii.
Nie polecam jakoś szczególnie mocno, ale bardziej polecam niż odradzam 🙂
Monkey Man (Prime)
Debiut reżyserski Patela.
Jak na kino zemsty mało w tym wszystkim emocji (w czym wina struktury scenariusza; motywacja bohatera ujawniana jest powoli, drobnymi skrawkami, i nawet jeśli od pewnego momentu jest to wszystko jasne, to cała, dramatyczna retrospekcja z dzieciństwa pokazana jest bardzo późno, w drugiej połowie filmu), nadrabia za to miejscami imponująca audiowizualną energią i kolorytem Indii.
Nie polecam jakoś szczególnie mocno, ale bardziej polecam niż odradzam 🙂
Cytat z Janko data 16 marca, 2025, 10:26Niezły, choć jeszcze lepiej obejrzeć również dostępny na Prime Kill. Jak na kino z Indii (Monkey Man to tylko koprodukcja) mocno brutalne, a choreografia imponująca biorąc pod uwagę, że 95 procent akcji dzieje się w ciasnych przestrzeniach pociągu. A że niedługo powstanie amerykańki remake tym bardziej warto zobaczyć.
Niezły, choć jeszcze lepiej obejrzeć również dostępny na Prime Kill. Jak na kino z Indii (Monkey Man to tylko koprodukcja) mocno brutalne, a choreografia imponująca biorąc pod uwagę, że 95 procent akcji dzieje się w ciasnych przestrzeniach pociągu. A że niedługo powstanie amerykańki remake tym bardziej warto zobaczyć.
Cytat z Mierzwiak data 16 marca, 2025, 10:50Cytat z Janko data marzec 16, 2025, 10:26Niezły, choć jeszcze lepiej obejrzeć również dostępny na Prime Kill.
Mam na liście, akurat na dzisiaj zaplanowałem seans.
Cytat z Janko data marzec 16, 2025, 10:26Niezły, choć jeszcze lepiej obejrzeć również dostępny na Prime Kill.
Mam na liście, akurat na dzisiaj zaplanowałem seans.
Cytat z Janko data 16 marca, 2025, 19:44He to wtedy czy trochę później pojawia się plansza z tytułem filmu i postępowanie głównego bohatera drastycznie się zmienìa
He to wtedy czy trochę później pojawia się plansza z tytułem filmu i postępowanie głównego bohatera drastycznie się zmienìa
Cytat z Mierzwiak data 16 marca, 2025, 20:33Niezłe to było, nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś akcyjniak zaoferował mi taką sinusoidę emocji, na pewno żaden ze współczesnych. Wydarzenie ze wspomnianej 42 minuty było dla mnie szokujące ale to tylko pokazuje jak bardzo człowiek jest przyzwyczajony do hollywoodzkich wzorców.
Oczywiście w paru miejscach trzeba przymknąć oko na indyjskie manieryzmy i wkradający się kicz ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Amerykański remake Hollywood może sobie wsadzić w wiadome miejsce.
Niezłe to było, nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś akcyjniak zaoferował mi taką sinusoidę emocji, na pewno żaden ze współczesnych. Wydarzenie ze wspomnianej 42 minuty było dla mnie szokujące ale to tylko pokazuje jak bardzo człowiek jest przyzwyczajony do hollywoodzkich wzorców.
Oczywiście w paru miejscach trzeba przymknąć oko na indyjskie manieryzmy i wkradający się kicz ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Amerykański remake Hollywood może sobie wsadzić w wiadome miejsce.
Cytat z Janko data 16 marca, 2025, 21:07Mickey 17
Tradycyjnie dla Bonga jest tu gatunkowy koktajl, ale nawet jak na niego mocno ekscentryczny. Rzeczywiście miejscami to działa, ale nie zawsze. Szarżujący Ruffalo aż tak mi nie przeszkadzał. Z humorem też bywa różnie, bardziej mnie rozśmieszyło opowiadanie Lema z "Dzienników gwiazdowych" oparte na podobnym koncepcie niż cały ten film. Mimo wszystko jestem na tak, fajnie że Bong dalej zachowuje swój styl.
Mickey 17
Tradycyjnie dla Bonga jest tu gatunkowy koktajl, ale nawet jak na niego mocno ekscentryczny. Rzeczywiście miejscami to działa, ale nie zawsze. Szarżujący Ruffalo aż tak mi nie przeszkadzał. Z humorem też bywa różnie, bardziej mnie rozśmieszyło opowiadanie Lema z "Dzienników gwiazdowych" oparte na podobnym koncepcie niż cały ten film. Mimo wszystko jestem na tak, fajnie że Bong dalej zachowuje swój styl.
Cytat z Mierzwiak data 16 marca, 2025, 21:15Ja mam jeszcze takie spostrzeżenie: szkoda że koniec końców film był bardziej o obaleniu Trumpalo aniżeli o zwielokrotnieniu Mickeya, ogółem jak się zastanowić to tego wątku (jak i samego motywu drukowania kolejnych wersji) mogłoby w ogóle nie być i niewiele w samej historii by się zmieniło.
Ja mam jeszcze takie spostrzeżenie: szkoda że koniec końców film był bardziej o obaleniu Trumpalo aniżeli o zwielokrotnieniu Mickeya, ogółem jak się zastanowić to tego wątku (jak i samego motywu drukowania kolejnych wersji) mogłoby w ogóle nie być i niewiele w samej historii by się zmieniło.
Cytat z Janko data 16 marca, 2025, 22:04Jeszcze jedno spostrzeżenie Ruffalo pod koniec zaczął przypominać nie tylko wizualnie Mussoliniego szczególnie z wersji Dyktatora Chaplina.
Jeszcze jedno spostrzeżenie Ruffalo pod koniec zaczął przypominać nie tylko wizualnie Mussoliniego szczególnie z wersji Dyktatora Chaplina.
Cytat z robgordon data 21 marca, 2025, 12:06Czytając opinie, coraz bardziej czekam na Black Bag. Choć w tym wypadku również istnieje rozdźwięk między opiniami recenzentów i widzów na RT.
Czytając opinie, coraz bardziej czekam na Black Bag. Choć w tym wypadku również istnieje rozdźwięk między opiniami recenzentów i widzów na RT.
Cytat z robgordon data 22 marca, 2025, 10:05Kontynuuję nadrabianie zaległości. Tym razem padło na 3 filmy sprzed ponad 3 dekad. I taka refleksja na początek. Oglądając pierwszy raz filmy z tamtego okresu, muszę trochę zawiesić swoje obecne postrzeganie kina, a zwłaszcza sposobu ich realizacji. W innym wypadku nieustannie zwracałbym uwagę na to, co dziś byłoby nie do zaakceptowania lub wyglądałoby dziwnie/śmiesznie. Co ciekawe, nie dotyczy to rzeczy dużo wcześniejszych. Filmy, powiedzmy z lat 40 czy 50, łatwiej akceptować mi w całości, traktując je od początku do końca, jako produkt tamtych czasów. Do filmów nowszych, z lat 80 czy 90, podejść mi w ten sposób dużo trudniej. Pewnie dlatego, że podświadomie traktuję je jakby powstały całkiem niedawno (tym bardziej, że przecież często występują w nich aktorzy, których znam z dzisiejszych produkcji).
Na pierwszy ogień poszło Stand by Me (1986)
Nie wiem dlaczego nie widziałem tego filmu w tamtych latach. Czy w ogóle trafił do polskich kin? A może patrząc na kinowy plakat przed jednym z wałeckich kin uznałem, że to rzecz już nie dla mnie? 😉 Jestem pewien, że gdybym obejrzał go wtedy, zrobiłby na mnie większe wrażenie. To film, którego potrzebuje każdy chłopak w wieku jego bohaterów. Oczywiście dziś również mi się podobał, a zakończenie zostawiło w zadumie na kilka dłuższych chwil (i tu dzisiejszy seans ma przewagę, bo nie sądzę, że tak byłoby w tamtych czasach).
PS. Po seansie jest to oczywiste, ale w latach 90 nie mogłem tego wiedzieć. Nietrudno zgadnąć czym inspirowali się Ben i Matt pisząc swojego Buntownika z wyboru. Tworząc głównego bohatera, parę zagranych przez nich przyjaciół, ich paczkę, a także pisząc inspirujący monolog Bena, ten na budowie.
7/10
Drugi seans to Zniknięcie (1988)
W tym holenderskim filmie sprzed jakby nie było 37 lat, najłatwiej dostrzec realizacyjne i scenariuszowe niezdarności. Przyjmując jednak założenia o których pisałem wcześniej, da się bez trudu czerpać frajdę z seansu. Dobry pomysł na historię, ale oczywiście najważniejszy jest przemyślany psychologicznie pomysł na konfrontację dwóch głównych bohaterów oraz świetne, przejmujące i wielowymiarowe zakończenie. Które podobnie jak to ze Stand by Me zostawiło mnie z kilkoma przemyśleniami.
PS. Szaman napisał na FW, że amerykański remake zepsuł zakończenie, więc sprawdziłem jego opis na wiki. I faktycznie. To jeden z tych przypadków na który pewnie powoływali się teoretycy kina dowodząc, że nie wolno pozwalać Amerykanom tworzyć nowych wersji filmów z innych kulturowo kinematografii. Od tamtych czasów trochę się chyba zmieniło (tak przynajmniej mi się wydaje). I dziś może jakiś utalentowany twórca z Hollywood nie zepsułby finału tak dokumentnie.
7/10
Na koniec Szkoła wyrzutków (1991)
We wcześniejszej dekadzie na amerykańską prowincję inwazji dokonywały siły komunistyczne. Czasy się zmieniły, więc i pochodzenie złoczyńców musiało się zmienić. Kino przygodowe, ale jednak da się odczuć powagę sytuacji. Sam przebieg, a szczególnie zakończenie, z tej trójki filmów najbardziej przewidywalne. Ale nie powiem, żebym się nudził. Świetny Sean Astin. I fajnie zobaczyć Louisa Gosseta Jr., Denholma Elliota i Jerry’ego Orbacha w tej samej produkcji.
PS. Ciekawe, że budżety Szkoły… i Stand by Me są zbliżone (tym bardziej uwzględniając 5 lat różnicy między czasem powstania), gdy tymczasem skala realizacji wydaje się diametralnie inna.
PS 2. Oba amerykańskie filmy łączy osoba Willa Weatona. Zwłaszcza w Szkole… przypomina mi młodego Keanu. Szkoda, że jego kariera nie rozwinęła się w bardziej spektakularny sposób.
PS 3. Nie wydaje się Wam, że Idris Elba ma sporo wdzięku i vibe’u Louisa Gosseta Juniora?6/10
Kontynuuję nadrabianie zaległości. Tym razem padło na 3 filmy sprzed ponad 3 dekad. I taka refleksja na początek. Oglądając pierwszy raz filmy z tamtego okresu, muszę trochę zawiesić swoje obecne postrzeganie kina, a zwłaszcza sposobu ich realizacji. W innym wypadku nieustannie zwracałbym uwagę na to, co dziś byłoby nie do zaakceptowania lub wyglądałoby dziwnie/śmiesznie. Co ciekawe, nie dotyczy to rzeczy dużo wcześniejszych. Filmy, powiedzmy z lat 40 czy 50, łatwiej akceptować mi w całości, traktując je od początku do końca, jako produkt tamtych czasów. Do filmów nowszych, z lat 80 czy 90, podejść mi w ten sposób dużo trudniej. Pewnie dlatego, że podświadomie traktuję je jakby powstały całkiem niedawno (tym bardziej, że przecież często występują w nich aktorzy, których znam z dzisiejszych produkcji).
Na pierwszy ogień poszło Stand by Me (1986)
Nie wiem dlaczego nie widziałem tego filmu w tamtych latach. Czy w ogóle trafił do polskich kin? A może patrząc na kinowy plakat przed jednym z wałeckich kin uznałem, że to rzecz już nie dla mnie? 😉 Jestem pewien, że gdybym obejrzał go wtedy, zrobiłby na mnie większe wrażenie. To film, którego potrzebuje każdy chłopak w wieku jego bohaterów. Oczywiście dziś również mi się podobał, a zakończenie zostawiło w zadumie na kilka dłuższych chwil (i tu dzisiejszy seans ma przewagę, bo nie sądzę, że tak byłoby w tamtych czasach).
PS. Po seansie jest to oczywiste, ale w latach 90 nie mogłem tego wiedzieć. Nietrudno zgadnąć czym inspirowali się Ben i Matt pisząc swojego Buntownika z wyboru. Tworząc głównego bohatera, parę zagranych przez nich przyjaciół, ich paczkę, a także pisząc inspirujący monolog Bena, ten na budowie.
7/10
Drugi seans to Zniknięcie (1988)
W tym holenderskim filmie sprzed jakby nie było 37 lat, najłatwiej dostrzec realizacyjne i scenariuszowe niezdarności. Przyjmując jednak założenia o których pisałem wcześniej, da się bez trudu czerpać frajdę z seansu. Dobry pomysł na historię, ale oczywiście najważniejszy jest przemyślany psychologicznie pomysł na konfrontację dwóch głównych bohaterów oraz świetne, przejmujące i wielowymiarowe zakończenie. Które podobnie jak to ze Stand by Me zostawiło mnie z kilkoma przemyśleniami.
PS. Szaman napisał na FW, że amerykański remake zepsuł zakończenie, więc sprawdziłem jego opis na wiki. I faktycznie. To jeden z tych przypadków na który pewnie powoływali się teoretycy kina dowodząc, że nie wolno pozwalać Amerykanom tworzyć nowych wersji filmów z innych kulturowo kinematografii. Od tamtych czasów trochę się chyba zmieniło (tak przynajmniej mi się wydaje). I dziś może jakiś utalentowany twórca z Hollywood nie zepsułby finału tak dokumentnie.
7/10
Na koniec Szkoła wyrzutków (1991)
We wcześniejszej dekadzie na amerykańską prowincję inwazji dokonywały siły komunistyczne. Czasy się zmieniły, więc i pochodzenie złoczyńców musiało się zmienić. Kino przygodowe, ale jednak da się odczuć powagę sytuacji. Sam przebieg, a szczególnie zakończenie, z tej trójki filmów najbardziej przewidywalne. Ale nie powiem, żebym się nudził. Świetny Sean Astin. I fajnie zobaczyć Louisa Gosseta Jr., Denholma Elliota i Jerry’ego Orbacha w tej samej produkcji.
PS. Ciekawe, że budżety Szkoły… i Stand by Me są zbliżone (tym bardziej uwzględniając 5 lat różnicy między czasem powstania), gdy tymczasem skala realizacji wydaje się diametralnie inna.
PS 2. Oba amerykańskie filmy łączy osoba Willa Weatona. Zwłaszcza w Szkole… przypomina mi młodego Keanu. Szkoda, że jego kariera nie rozwinęła się w bardziej spektakularny sposób.
PS 3. Nie wydaje się Wam, że Idris Elba ma sporo wdzięku i vibe’u Louisa Gosseta Juniora?
6/10
Cytat z Szaman data 22 marca, 2025, 10:16Ma bardzo podobną charyzmę. I jego kariera jakby podobnie się zacięła, chociaż Louis spadł z oscarowego szczytu. Albo takie mam tylko wrażenie.
Ma bardzo podobną charyzmę. I jego kariera jakby podobnie się zacięła, chociaż Louis spadł z oscarowego szczytu. Albo takie mam tylko wrażenie.
Cytat z Szaman data 23 marca, 2025, 17:44We Live In Time (2024)
Pewnie większość zarzutów wobec tego filmu jest prawdziwa, może i rzeczywiście to taki TVN z gwiazdami. Nie wiem, nie oglądam. Ale ostatnia scena rozłożyła mnie na kawałki. Więc film wygrał przez nokaut. Ponownie wielka Pugh, dzielnie asystujący Garfield, a z mojej strony przerwa od filmów o raku na dłuższy okres.
7/10
We Live In Time (2024)
Pewnie większość zarzutów wobec tego filmu jest prawdziwa, może i rzeczywiście to taki TVN z gwiazdami. Nie wiem, nie oglądam. Ale ostatnia scena rozłożyła mnie na kawałki. Więc film wygrał przez nokaut. Ponownie wielka Pugh, dzielnie asystujący Garfield, a z mojej strony przerwa od filmów o raku na dłuższy okres.
7/10
Cytat z Mierzwiak data 23 marca, 2025, 19:04Anora (itunes, 4K HDR)
Z początku ciężkie do oglądania, bo ukazująca naprzemian imprezy i seks odpychających postaci, później sprawdza się, od momentu przyjazdu Garnika i Igora, jako chaotyczna komedia a w ostatniej scenie nagle, po ponad 2h, przypomina sobie, że wypadałoby, żeby bohaterka nie była tylko pustą kurewką.
Nominacje a tym bardziej nagrody dla tego filmu, na czele z Najlepszym Filmem i statuetką dla Madison, uważam za całkowitą kompromitację Akademii Filmowej. Akurat w jedynej kategorii, w której film należałoby docenić - za świetne, utrwalone na taśmie zdjęcia - został zignorowany.
Anora (itunes, 4K HDR)
Z początku ciężkie do oglądania, bo ukazująca naprzemian imprezy i seks odpychających postaci, później sprawdza się, od momentu przyjazdu Garnika i Igora, jako chaotyczna komedia a w ostatniej scenie nagle, po ponad 2h, przypomina sobie, że wypadałoby, żeby bohaterka nie była tylko pustą kurewką.
Nominacje a tym bardziej nagrody dla tego filmu, na czele z Najlepszym Filmem i statuetką dla Madison, uważam za całkowitą kompromitację Akademii Filmowej. Akurat w jedynej kategorii, w której film należałoby docenić - za świetne, utrwalone na taśmie zdjęcia - został zignorowany.
Cytat z robgordon data 30 marca, 2025, 08:31Ojciec roku (2024)
Nie powinien być tak dobry, ale jakimś cudem jest 😉 Niby kolejna opowieść o tym, jak to facet dorasta do roli ojca, ale dzięki wprawnej reżyserii, wyluzowanemu Keatonowi i niezłemu scenariuszowi, ogląda się to bez bólu, a nawet z przyjemnością.
6,5/10
Ojciec roku (2024)
Nie powinien być tak dobry, ale jakimś cudem jest 😉 Niby kolejna opowieść o tym, jak to facet dorasta do roli ojca, ale dzięki wprawnej reżyserii, wyluzowanemu Keatonowi i niezłemu scenariuszowi, ogląda się to bez bólu, a nawet z przyjemnością.
6,5/10
Cytat z Mierzwiak data 4 kwietnia, 2025, 15:33Insomnia (Blu-ray)
Pierwsza powtórka od 2002 roku, oczywiście z grubsza pamiętałem o co chodziło ale zupełnie umknęło mi sedno filmu, którym wcale nie jest zagadka kryminalna i wątek morderstwa ale bohater Pacino, który pogubił się w swojej krucjacie przeciwko złu tego świata.
Al gra z wiadomą manierą ale trudno mieć mu to za złe bo jest znakomity, podobnie jak odważnie obsadzony przeciw swojemu typowemu wizerunkowi Williams. Z jakiegoś powodu zapomniałem o Swank, a i Maura Tierney na drugim planie okazała się miłą niespodzianką.
Co ciekawe da się tu zauważyć już wiele z tego, co do dzisiaj jest wizytówką Nolana, od niekiedy zachwycających zdjęć, przez użycie muzyki po specyficzny montaż i wielokrotnie używane wstawki ujęć.
Świetny, elegancki film do którego bardzo miło było wrócić.
Muszę kiedyś dorwać oryginał ze Skarsgardem.
Insomnia (Blu-ray)
Pierwsza powtórka od 2002 roku, oczywiście z grubsza pamiętałem o co chodziło ale zupełnie umknęło mi sedno filmu, którym wcale nie jest zagadka kryminalna i wątek morderstwa ale bohater Pacino, który pogubił się w swojej krucjacie przeciwko złu tego świata.
Al gra z wiadomą manierą ale trudno mieć mu to za złe bo jest znakomity, podobnie jak odważnie obsadzony przeciw swojemu typowemu wizerunkowi Williams. Z jakiegoś powodu zapomniałem o Swank, a i Maura Tierney na drugim planie okazała się miłą niespodzianką.
Co ciekawe da się tu zauważyć już wiele z tego, co do dzisiaj jest wizytówką Nolana, od niekiedy zachwycających zdjęć, przez użycie muzyki po specyficzny montaż i wielokrotnie używane wstawki ujęć.
Świetny, elegancki film do którego bardzo miło było wrócić.
Muszę kiedyś dorwać oryginał ze Skarsgardem.
Cytat z robgordon data 5 kwietnia, 2025, 08:02Terapia dla par (2023)
Oparty na podobnym pomyśle, co Dobrze się kłamie.... Spotkanie trzech par, w trakcie którego ujawniają coraz bardziej osobiste sekrety. Zasadnicze różnice są dwie. Pierwsza, wszystkie pary chodzą na terapię, a spotkanie organizuje ich terapeutka (sama w nim nie uczestnicząc), więc ich problemy nie tyle dopiero wychodzą na jaw, co są powodem spotkania. Druga...
[spoiler title=""]
Nie zdradzę szczegółów (chyba że ktoś sobie życzy), ale umieściłem w spoilerze, bo oba filmy w istotny sposób różni zakończenie. To w Terapii... sprawia, że film staje się zupełnie czymś innym, niż przez cały czas sądziliśmy. I jak widziałem w komentarzach, wywołuje kontrowersje i różnie jest oceniane.
[/spoiler]
Pary różnią się znacząco od siebie, a problemy każdej z nich mają odpowiednią podbudowę psychologiczną. Akcja się dzieje w jednym pomieszczeniu, dialogi nie milkną prawie wcale, ale ani przez chwilę nie czułem znużenia. Półtorej godziny minęło jak z bicza trzasł.
8/10
Terapia dla par (2023)
Oparty na podobnym pomyśle, co Dobrze się kłamie.... Spotkanie trzech par, w trakcie którego ujawniają coraz bardziej osobiste sekrety. Zasadnicze różnice są dwie. Pierwsza, wszystkie pary chodzą na terapię, a spotkanie organizuje ich terapeutka (sama w nim nie uczestnicząc), więc ich problemy nie tyle dopiero wychodzą na jaw, co są powodem spotkania. Druga...
Nie zdradzę szczegółów (chyba że ktoś sobie życzy), ale umieściłem w spoilerze, bo oba filmy w istotny sposób różni zakończenie. To w Terapii... sprawia, że film staje się zupełnie czymś innym, niż przez cały czas sądziliśmy. I jak widziałem w komentarzach, wywołuje kontrowersje i różnie jest oceniane.
Pary różnią się znacząco od siebie, a problemy każdej z nich mają odpowiednią podbudowę psychologiczną. Akcja się dzieje w jednym pomieszczeniu, dialogi nie milkną prawie wcale, ale ani przez chwilę nie czułem znużenia. Półtorej godziny minęło jak z bicza trzasł.
8/10


